25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze uważała, że Disney adults są dziwni. Ale tak... niepokojąco dziwni. Uwielbiała odchylenia od normy. Im większe, tym lepsze. No albo chociaż takie na metr sześćdziesiąt. Ale tamte świry? Trochę im się w głowie mieszał świat realny z tym rysowanym, a to się nie zdarzało nawet River. No dobra, może czasami, ale to coraz częściej była wina Ruelle.
— I szybko się nauczyłam szyć im nowe ubrania, więc asortyment od razu się podwajał — pochwaliła się od razu, nie chcąc wyjść chyba na taką skrajnie popierdoloną. Matki nauczyły ją obsługi maszyny do szycia jeszcze przed jazdą na rowerze, a przecież wiadomo, że jak lalka dostanie nową spódniczkę, to robi się z niej totalnie nowa lalka.
— Ty miałaś normalne zabawki? Jakiegoś ulubionego misia, z którym śpisz do dziś? — Nie miała pojęcia, czym mogła jarać się mała Ruelle. Może rodzice na każde święta faktycznie dawali jej laleczki, ale takie voodoo? To by do niej pasowało! A może wolała samochodziki i jej ulubioną zabawą było przejeżdżanie żołnierzyków? Nie, to brzmi jak coś bardziej w stylu Cross. Może jak artystka będzie w stanie wyobrazić sobie swoją randkę w wersji jeszcze bardziej mini, to lepiej ją zrozumie? Wątpiła, że Prescott dąży do przytulenia swojego wewnętrznego dziecka. River zresztą też nigdy nie była pierwsza do obejmowania jakichkolwiek dzieci, ale przyklejanie się do Ruelle i próby zrozumienia jej pokręconego umysłu było bardzo w jej guście.
— Dobrze. Zostawmy ją po prostu na sam koniec. Jak nie wystarczy czasu, to jej problem. — Wzruszyła ramionami. Zmodyfikowała luźny plan, który miała w głowie, spychając Raven na sam margines. Jeżeli spontanicznie do niej dotrą, to będzie zadowolona, a jak skupią się na innych, przyjemniejszych zajęciach, to trudno. Może faktycznie będą miały jeszcze inne okazje. Gorzej, jeśli jednak – zgodnie z umową – Ruelle po randce uzna, że naprawdę ma dość River i artystka będzie musiała sobie odpuścić. Tę myśl szybko szybko wyrzuciła z głowy, nie pozwalając sobie nawet na kilka sekund martwienia się tym na zapas.
Ściągnęła brwi, starając się odczytać z jej wyrazu twarzy plan, który utkała w myślach. Było to zdecydowanie niemożliwe. Po tanatopraktorce mogła spodziewać się co najmniej wszystkiego. Nie ciągnęła jej jednak za język, nie próbowała zgadywać. Niecierpliwie poczeka, aż jej modelka uzna, że przyszedł właściwy moment i wtedy się dostosuje. Teraz trzeba było skupić się na kolejnym punkcie wycieczki! Na szczęście nie był aż tak daleko.
Po kilkuminutowym spacerze zatrzymała się przy ławce na skwerze między ruchliwymi ulicami, który miał chyba nieco ożywić dzielnicę. Usiadła obok tanatopraktorki, podciągnęła zgiętą nogę i obróciła się w jej stronę. Wyciągnęła rękę przed siebie i wskazała na budynek urzędu skarbowego po drugiej stronie ulicy.
— To ja — wyjaśniła. Chyba nie miała na myśli budynku samego w sobie, a czerwony napis szpecący zdobiący jedną z białych ścian. "If you don't like graffiti look away like you do with genocide" zdecydowanie brzmi jak coś, co mogło wypłynąć z głowy rysowniczki. Położyła dwa palce na podbródku Ruelle i delikatnie obróciła jej głowę w przeciwnym kierunku, znów wskazując na jakiś budynek, tym razem mieszkalny.
— To też ja — dodała. Na niegdyś pustej ścianie bloku namalowano kobietę w kostiumie karcianego błazna. O ile napis był po prostu tekstem, to po tym kilkumetrowym graffiti od razu było widać, kto był jego autorką. Kobieta była zbudowana głównie z czerni, ostrych kontrastów i nerwowo stawianych linii, czyli wszystkiego, co charakteryzowało twórczość Cross. Długie włosy rozsypywały się wokół jej twarzy, częściowo wpadając na oczy, a pod jednym z nich miała namalowany ciemny, trójkąt. Na głowie miała błazeńską, kraciastą czapkę zakończoną dzwoneczkami. Cały jej strój był pełen falban, rombów i detali ociekających przesadną teatralnością. Uśmiechała się, przegryzając kartę królowej kier, trzymaną w smukłej dłoni. Wokół niej unosiły się kolejne karty. Malunek nie sprawiał wrażenia niosącego jakiś głębszy przekaz, miał być po prostu pokazem twórczego warsztatu.
Dała jej moment na kontemplowanie sztuki, a sama zajęła się... kontemplowaniem sztuki. Wpatrywanie się w Ruelle było dla niej równie przyjemne, co oglądanie własnych dzieł. Jej ręka opadła niedbale na oparcie ławki w taki sposób, by palcami cały czas mogła muskać skórę na jej barkach i rękach. Przy ich ostatnim spotkaniu wychodziła z siebie, byle tylko jej nie dotknąć, a teraz nie była w stanie oderwać od niej rąk nawet na moment. Może musiała nadrobić tamte stracone godziny? Nie odmawiała swoim zachciankom, a wyraźnie pragnęła ciągłego miziania.
— Chciałabym mieć więcej czasu na takie rzeczy, ale mój wydawca nie podziela tej opinii — mruknęła tonem urażonej nastolatki, którą zmuszają do robienia durnych zadań domowych w czasie, gdy chciałaby poczilować bombę.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie świat pełen był osób, które zbyt bardzo starały się żyć jakimiś swoimi seriami. Disney, Star Wars, Harry Potter... Niektórzy decydowali się na sprowadzanie całej swojej egzystencji tylko do jednej rzeczy, którą lubili. To było niepokojące, ale czy na pewno ktoś taki jak Prescott miał prawo do ich oceniania? W końcu jakby nie patrzeć to sama była dosyć nietypowym egzemplarzem ludzkim.
- Rozpieszczałaś zatem swoje lalki. Miały z tobą dobrze - zażartowała, bo naprawdę mało kto spodziewałby się raczej tego, że małe dziecko byłoby w stanie samo uszyć nową sukienkę dla swojej lalki.Na chwilę zamyśliła się nad kwestią zabawek. W zasadzie od bardzo dawna nie myślała o podobnych rzeczach. Głównie dlatego, że raczej nie kryło się w niej zbyt wiele sentymentu jeśli tylko nie wystąpił jakiś bodziec, który go w niej wyzwalał.
- Raczej normalne. Lubiłam pluszaki i dinozury. Rodzice kupowali mi też te małe zestawy do wykopywania ich szkieletów - przyznała, ale wstrzymała się od dodania, że być może elegancki szkielet stegozaura dalej stał na jej regale z książkami.
Trudno było jej stwierdzić, co faktycznie mogłoby zostać uznane za normalne jako zainteresowania dziecka. W końcu często miały one swoje własne dziwactwa, a jednak spora część z nich mieściła się gdzieś w zakresie jakiś norm. Dopiero, gdyby ktoś jej coś wytknął mogłaby dojść do wniosku, że jednak nie było to do końca typowe dla kogoś w tym wieku.
- Czyli jednak wolisz na razie unikać konfrontacji? - zapytała, chcąc jeszcze przez chwilę podrażnić się ze swoją rysowniczką, która nagle dokonała zmiany swoich oryginalnych planów.
Zapewne jeszcze zajdą do wspomnianej Raven. W końcu miały dla siebie cały dzień i wieczór także okazja się znajdzie. Zwłaszcza, że zgodnie z wcześniej złożoną obietnicą nie zamierzały zawinąć się do mieszkania artystki, aby tam zatracić się w swojej bliskości. Dlatego miały naprawdę sporo czasu.
Nie miała jeszcze pojęcia jak wykorzysta tą wygraną. Musiała to dokładnie przemyśleć i znaleźć sposobność do tego, aby jak najwięcej ugrać na tym wszystkim. Raczej nie chciała powtarzać tego samego, co poprzednim razem, gdy zajęła pierwsze miejsce na konkursie wiedzy o potworach.
Okolica może nie należała do tych ekskluzywnych, ale dalej była dosyć malownicza jeśli tylko ktoś umiał docenić podobną miejską scenerię. Ruelle chyba właśnie się tego uczyła. River na pewno się starała, aby pokazać jej kawałek Toronto, którego tanatopraktorka jeszcze nie znała.
Siadła na ławce obok swojej artystki i przez chwilę nie bardzo wiedziała o co jej chodzi, gdy wskazywała na swoje jestestwo. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że powinna skupić się nie na budynku czy malowidle, a zwykłym haśle aktywistycznym, które zostało namazane na nim sprejem. Przez moment liczyła na kolejny pocałunek, gdy Cross ujęła jej podbródek, ale zamiast tego wskazała grafitti, które już dużo bardziej jej pasowało do artystki. Poświęciła dłuższą chwilę na to, aby kontemplować wszelkie linie, kształty i kolory po czym spojrzała na samą autorkę dzieł.
- Cóż, ostatnio sporo czasu poświęcasz na prywatne projekty, więc nic dziwnego - powiedziała, nawiązując nie tylko do sztuki graficiarskiej, ale także ich prywatnych projektów. - Często robisz takie wypady?
Naprawdę zyskała niezwykłą okazję do tego, aby poznać River od nieco innej strony. Nie sądziła nawet, że dostanie podobną wycieczkę w te najbardziej prywatne rejony jej osobowości oraz historii.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pierwszy rzut oka ucha dzieciństwo Ruelle brzmiało całkiem normalnie. Na pewno było bliższe utartym standardom niż to Cross. Po wyciągnięciu od niej kilku szczegółów szybko można było zauważyć, że – podobnie jak River – była sobą od zawsze.
— Czyli lubisz zajmować się trupami od dziecka? To urocze. — Zaśmiała się, znów nie mogąc uwierzyć, że Prescott potrafiła być pod wieloma względami tak spójna, a jednocześnie tak odklejona od wszystkiego, co się da wymyślić. Nie próbowała z niej kpić, to nadal było dokuczanie wynikające wyłącznie z sympatii.
— Podoba mi się twoja konsekwencja — dodała mrukliwym tonem. Jak zawsze należała jej się cała masa komplementów, a nie wszystkie przecież muszą opierać się na jej wyglądzie i tym, jak doskonale radzi sobie we wzbudzaniu w Cross pożądania. Randka miała być nietypowa, ale całkiem prawdziwa, więc artystka chciała podkreślać, że docenia w niej całą masę rzeczy pozałóżkowych. Pewnie głównie po to, żeby móc potem tego używać przy kolejnej kłótni, w trakcie której po raz enty zarzucą sobie, że nie ta druga nie jest w stanie skupić się na niczym poza ruchaniem! To albo naprawdę lubiła Ruelle.
— Tobie się wydaje, że w tym przypadku to ja jestem w niebezpieczeństwie? Oj nie, Mała. Nawet nie wiesz, jak bardzo jej nie doceniasz. — Spojrzała na nią z rozbawieniem zmieszanym z politowaniem. Wyglądało na to, że Raven nie była w zbyt wielu kwestiach podobna do Caspara, a już na pewno nie w łatwości owijania jej sobie wokół palca. Była naprawdę pod wrażeniem buty Ruelle i że w ogóle zakładała, że ktoś tak miękki mógłby zająć miejsce najważniejszej kobiety jej w życiu tuż obok matek Sprawiała teraz wrażenie nieco zachęconej zadbaniem o to, by do spotkania jednak dzisiaj doszło. Czyżby czuła się przy Rue nieco bardziej swobodnie? A może po prostu chciała rzucić ją przyjaciółce na pożarcie? Nie wiadomo!
— Niespecjalnie. Napis jest sprzed tygodnia. Dziwię się, że go jeszcze nie zamalowali. Chciałam wziąć dzisiaj ze sobą farbę i go z tobą powtórzyć, ale na razie nie ma potrzeby. — Oderwała wzrok od jej twarzy i spojrzała w stronę urzędu skarbowego, w którym nikt nie kwapił się do zamalowywania napisu. Dobrze, że nadal tam widniał. Jej zdaniem powinien zwrócić uwagę jak największej liczby osób. Z drugiej strony, czy to nie oznaczało, że pseudo autorytety mają zdanie takich jak ona już kompletnie gdzieś?
— A ona ma ze... dwa lata? To był po prostu test czy tak potrafię. No i jak widać... — Skinęła głową w stronę malunku, nie dokańczając zdania, bo chyba widać, że potrafi, prawda? Trzeba byłoby być ślepym, żeby uznać to za brzydkie albo pogarszające panoramę miasta... w opinii Cross oczywiście.
— Niedawno pomagałam znajomemu w dokończeniu takiej całej ściany z Bobem Marleyem, no i trochę w ramach autopromocji Eurydykę na takim magazynie i... — zawiesiła głos, zdając sobie sprawę, że to może nie być najlepszy temat, na jaki teraz wpadła. Zamknęła usta, próbując zgadnąć, czy Ruelle w ogóle pamięta historię jej poznania się z Blair, żeby po chwili zdać sobie sprawę, że nawet jeśli nie pamiętała, to teraz przez to dziwaczne przerwanie zdania na bank sobie przypomniała. Gdzie się nie obrócisz, dupa z tyłu.
— W każdym razie chciałam zrobić jeszcze kilka, ale przydałoby się dokończyć komiks i... no ja jebię... — Starała się mówić dalej jak gdyby nigdy nic. Rozglądała się po chodnikach wokół nich, szukając punktu, na którym mogłaby zawiesić wzrok. I znalazła. Nawet dwa. I znajdowały się dużo bliżej niż by tego chciała. Na ucieczkę było już za późno.
River, jak miło cię widzieć!rzuciła w ramach przywitania szeroko uśmiechnięta drobna kobieta o jasnych, wysoko upiętych włosach. Zatrzymała się obok ławki. Uśmiechnęła się szeroko do artystki i dopiero wtedy przeniosła wzrok na Ruelle. Podobnie zresztą zrobiła stojąca obok niej wysoka Azjatka, która wyglądała jak River przywołana z przyszłości. Z mniej zdzirowatej przyszłości. O ile Georgii mogłaby się jeszcze wyprzeć, to przy Min-Ju było to niemożliwe. Nie trzeba być rasistą, żeby stwierdzić, że były do siebie cholernie podobne. Młoda Cross potarła skroń i wzięła głęboki wdech, starając się nie spanikować. Musiała zachować fason. Na pierwszy rzut oka nie miała się czego wstydzić. Od obu kobiet biła przede wszystkim klasa. Od razu było wiadomo po kim artystka miała wyczucie stylu i odwagę do ubierania się tak, by czuć się pewną siebie. Sprawiały też wrażenie bardzo uprzejmych. Problem w tym, że nadal były no... matkami. A z matkami przy znajomych to nigdy nie wiadomo.
Przeszkadzamy?zapytała Azjatka, przenosząc z powrotem wzrok na córkę. Była dużo spokojniejsza i poważniejsza od swojej partnerki, a jej spojrzenie prawdopodobnie było w stanie przewiercić duszę River na wylot.
— Oczywiście, że nie. Po prostu rozmawiałyśmy. To jest Ruelle. A to Min-Ju i Georgia. — Artystka podniosła się z miejsca i przedstawiła każdą z kobiet po kolei, choć miała wrażenie, że jest to kompletnie niepotrzebne, bo pewnie i tak wszystkie widziały z kim miały do czynienia. Zaczęło jej się robić niedobrze i niespecjalnie była w stanie wytłumaczyć sobie, dlaczego. To przecież nie pierwszy raz, gdy przedstawia matki swoim... no właśnie.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewno nie miała tak barwnego i wyjątkowego pod tym względem dzieciństwa jak River. Spędziła je głównie w domu, na własnym podwórku czy placach zabaw ub parkach w okolicy. Tak jak dziesiątki innych dzieci. Żadnych teatrów czy barów z drag queens czy burleską.
- Tak to widzisz? - zapytała jakby była już gotowa do kolejnej kłótni, ale nie było sensu, aby miała ją zaraz wszczynać skoro doskonale czuła, że River żartuje w nieco zaczepny sposób. - Większość dzieciaków przechodzi fazę na dinozaury. Miałam nawet taką fajną encyklopedię dinozaurów. Wyglądała poważnie i elegancko jak na pozycję dla dzieciaków... Musiałam też przebłagać rodziców, żeby puścili mi Park Jurajski, bo podobno dla dzieci miał być zbyt krwawy.
Nie dodała tego, że obecnie znajdowała się na Facebooku w grupie Dinozaury Przeciwko Chrześcijanom Przeciwko Dinozaurom, bo uznała, że naprawdę ludzie postują tam całkiem zabawne memy. Jak widać to raczej nie wszystko kończyło się na etapie dzieciństwa.
- Czyli to mnie chcesz wykończyć? Dobrze wiedzieć. Nie zapomnę o tym, Cross - zapowiedziała lojalnie, ale z pewnością nie mogła jej mieć tego wszystkiego za złe.
Jeśli ktoś zasłużył na zaszczytne miejsce w życiu River, a ta chciała ją tej osobie przedstawić to mogła jedynie ten fakt zaakceptować i grzecznie udać się na spotkanie. Nie sądziła, aby faktycznie mogło być tak źle. Była nastawiona na to, że jednak da sobie jakoś radę z tym wszystkim.
- Cóż, ludzie ignorują tyle ludobójstw, że równie dobrze mógłby być sprzed paru lat... - mruknęła, domyślając się teraz, że pewne dotyczył sytuacji w Gazie, ale przecież była jeszcze Ukraina czy sytuacja Ujgurów. - Czyli rozumiem, że kolejna randka to malowanie haseł z książeczki aktywistów na budynkach?
Nie narzekałaby na to. Na pewno było to oryginalne i nieoczywiste jeśli chodziło o podobne spotkania. Chociaż... czy ona właśnie przyznała, że byłaby skłonna pójść na kolejną randkę z River Cross? Chyba tak. Najwyraźniej dobrze spędzało jej się z nią czas także poza łóżkiem, co było zaskakującą nowością. O ile tylko rysowniczka tego nie spieprzy to nie zapowiadało się na to, aby Prescott mogła się nią szybko znudzić.
- Czyli to twoje takie pierwsze większe graffiti? - spytała, bo właśnie tak to brzmiało.
Przez moment zastanawiała się czy nie powinna podejść bliżej, żeby przyjrzeć się bliżej detalom na malowidle, ale w końcu uznała, że z tej pozycji ma o wiele lepszy i wygodniejszy pogląd na całość kompozycji. Zresztą sama artystka nieco rozproszyła jej uwagę, gdy zaczęła opowiadać o akcji z magazynem.
Pamiętała. Z tym jak bardzo tanatopraktorka była cięta na Blair to nie było opcji, aby zapomniała o historii związanej z tą dziewczyną. Może i na chwilę jej spojrzenie stało się nieco ostrzejsze, gdy zwróciła je w kierunku rysowniczki. Nie zamierzała jednak tego komentować. Raczej planowała zapytać o komiks, nad którym pracowała, ale wtedy River się rozproszyła, a Rue podążyła wzrokiem w kierunku, w którym patrzyła jej randka.
Zrozumiała sytuację dosyć szybko. Co prawda blondynkę w pierwszym odruchu uznała za jakąś kolejną znajomą Cross, ale wystarczyło, że dostrzegła towarzyszącą jej Azjatkę, aby odpowiednie trybiki obróciły się w jej głowie i uruchomiły alarm.
Nie spodziewała się tego, że wpadną tak całkowitym przypadkiem na matki River, ale los musiał sobie z nich zadrwić. Ruelle przez moment zastanawiała się czy na pewno przed kilkoma dniami rysowniczka nie zostawiła na jej skórze jakiegoś śladu, o którym zapomniała, gdy szykowała się na randkę, a który teraz mógłby je pogrążyć. Niezależnie od tego kim była dla twórczyni komiksów to raczej nie chciała przy pierwszym spotkaniu z jej rodzicami zakomunikować, że mogły ze sobą sypiać.
- Miło mi panie poznać - odpowiedziała, wstając z ławki, gdy tylko kobiety się zbliżyły i posłała im swój najlepszy uśmiech, który świadczył o jej dobrym wychowaniu. - Udały się panie na spacer?
Brzmiała całkiem normalnie, ale wewnątrz panikowała. Głównie ze względu na to, że skoro Minju i Georgia sponsorowały debiut River to na pewno znały ją z komiksu. Nawet jeśli w czasach szkolnych rysowniczka nie opowiedziała im o całym zajściu na imprezie to musiały ją później poznać skoro interesowały się jej twórczością i ją wspierały. Nie miała zatem pojęcia jakie mogły mieć o niej zdanie i co w tej chwili przechodziło im przez głowy.
Nie chciała, aby doszły do jakiś dziwnych wniosków. Lub zakładały jakieś niestworzone rzeczy... Albo... Kurwa, cokolwiek. W tej chwili czuła się jak nastolatka, która z jakiegoś dziwnego powodu chciała zrobić jak najlepsze wrażenie na rodzicach kogoś z klasy i sprawić, aby mieli o niej jak najlepsze zdanie. Co właściwie ta River z nią wyprawiała?

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokręciła głową z rozbawieniem, gdy Ruelle uzupełniła opowieść o dinozaurach. To oczywiście nie było nietypowe hobby jak dla dziecka. Wręcz przeciwnie. Raczej do bólu wręcz przewidywalnem, ale za to jakie fajne! Cross w dorosłym życiu nie poświęcała zbyt wiele myśli dinozaurom, ale może to był błąd? To bardzo ciekawy temat, po prostu brakowało jej godzin w dobie na kolejne zainteresowania. Gdyby tylko miała pod ręką kogoś, kto mógłby jej o tym poopowiadać!
— Czyli jesteś w tej grupie? W sumie pasuje to do ciebie bardziej niż starożytni bogowie, rekiny albo pociągi — znów z niej zażartowała, ale nadal bez kropli złej krwi. Autystyczne dzieci w swojej wyjątkowości potrafiły być bardzo typowe, a ich obsesyjne zainteresowania często pozostawały w nich również w życiu dorosłym. Nie musiały na nim opierać swojej egzystencji, liczy się sentyment. River na pewno nie śmiałaby się się z obecności Prescott w facebookowej grupie... aż tak. Co najwyżej odrobinkę. A memy też by ją pewnie bawiły, więc kpina byłaby o tyle mniej poważna.
Już była gotowa do przedstawienia rantu na temat okrutnych możnych tego świata albo samej Prescott, żeby sobie nie myslała, że poglądy Cross były tylko jakimś modnym dodatkiem, kiedy do jej umysłu dotarło, co tanatopraktorka właściwie powiedziała. Wyszczerzyła się zadowolona jak kotka, która zapędziła mysz w kozi róg. Nie podejrzewała, że dziewczyna zacznie tak szybko mięknąć w kwestii potencjalnych kolejnych randek, ale bardzo cieszyło ją to tempo. Oby tylko nie zmieniła potem zdania.
— Jeżeli masz coś do powiedzenia światu, to z przyjemnością zabiorę cię gdzieś, gdzie będzie mogło to do niego dotrzeć — zapewniła. Podarowała sobie każdą kpinę, jaką mogłaby teraz zastosować, patrzcie państwo. Chyba naprawdę zależało jej na kolejnym spotkaniu, skoro tak uważała, żeby jej nie spłoszyć. Randka oparta na malowaniu po murach brzmiała bardzo dobrze. Mogłaby ją zabrać w wiele miejsc, których na co dzień nawet się nie zauważa, ale gdy już powstanie na nich malunek, zwraca się na nie uwagę za każdym razem, gdy się je mija. Miała doświadczenie w takich kwestiach, a dla swojej ulubionej modelki na pewno wybrałaby takie miejsce, by jej słowa dostrzegła cała Kanada. Albo chociaż pół Toronto.
Nie dała rady nawet przeanalizować reakcji Ruelle na wspomnienie magazynowej historii, bo obecność matek skutecznie ją rozproszyła. To ostatnie osoby, których się tutaj spodziewała, ale tak to bywa w życiu, a kostki los bywa przewrotny. Problem Blair w tym momencie całkowicie stracił na znaczeniu. Pewnie w ogóle nie powinna go dzisiaj poruszać, nieważne jak bardzo chciała pojąć jego sedno, które nadal jakoś jej umykało. Teraz problemy były dwa. I to połączone z nią dużo ściślej niż Saint Clair. Kto to widział, żeby musieć przedstawiać rodziców na pierwszej randce?
Georgia uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi na powitanie Ruelle, Min-Ju skinęła tylko głową. River spojrzała na swoją modelkę, starając się odczytać po jej reakcjach, czy ta sytuacja jest dla niej jakkolwiek komfortowa, ale to raczej głupia rozkmina, bo na pewno nie była.
Uprzejmaskomentowała Azjatka, jakby Ruelle była za szybą albo byłaby tylko obiektem, który można oceniać.
Mówiłam radośnie odpowiedziała jej od razu Georiga, przenosząc wzrok na swoją partnerkę. Nie sprawiała wrażenie zaskoczonej jej bezpośredniością.
Drobna Min-Ju ciągnęła dalej ocenę, ignorując chwilowo pytanie, które zadała jej tanatopraktorka.
Kochanie, przy was większość kobiet jest niewysokazwróciła jej uwagę Georgia. Biologiczna matka River była od niej wyższa o kilka centymetrów. Była równie szczupła, co córka, a długie, rozszerzane, elegackie spodnie, które miała na sobie, wysmuklały ją jeszcze bardziej. Takim ludziom na pewno wszyscy wydają się kurduplwaci.
Węższe ustaskwitowała, przenosząc wzrok na swoją córkę. Mówiła nauczycielskim tonem, jakby wytykała jej jakieś błędy.
To kwestia inwencji twórczej. Daj już spokój. Musisz jej wybaczyć, Słońce.Blondynka obróciła się w stronę Prescott i nieco się do niej nachyliła. Obie są równie pokręcone na punkcie sztuki dodała konspiracyjnym szeptem i puściła do niej oczko. Nie sprawiała wrażenia zawstydzonej zachowaniem partnerki, ale wyraźnie nie chciała, by Rue poczuła się speszona.
— O ludzie kochani... — mruknęła pod nosem Cross, zamykając na moment oczy. Ostatnie, czego w tym momencie potrzebowała to dyskusja na temat jej sztuki. To wyjątkowo rzadkie zjawisko w jej głowie, ale to właśnie ten moment.
Idziemy właśnie na kolację. Niedaleko jest nasza ulubiona restauracja z sushi. Może chcecie do nas dołączyć? Ja stawiam zaproponowała Georgia, patrząc najpierw na Rue, a potem na swoją córkę. Azjatka oderwała wreszcie wzrok od Prescott, przerywając analizę i skupiła się na stojącej obok kobiecie.
— Mamo, naprawdę nie trzeba. Miałyśmy się właśnie zbierać i... — próbowała się wykręcić od propozycji Georgii, bo brzmiała jak najgorszy pomysł, na jaki jest w stanie wpaść człowiek. Spojrzał na tanatopraktorkę, licząc, że jej jakoś pomoże.
Daj im spokój, Georgio. Skoro mają inne plany na ten wieczór, nie widzę powodu, żeby je od nich odwodzić. River, pamiętaj tylko, że praca nad obrazami nie powinna odbywać się kosztem komiksu. Na tym etapie kariery szczególnie ważna jest konsekwencja i odpowiedzialność wobec podjętych zobowiązań. Pełen profesjonalizm buduje się od początku, nie dopiero wtedy, kiedy ktoś zaczyna go od ciebie wymagać. Azjatka rzuciła przelotne spojrzenie dziewczynie z portretu, po czym znów skupiła się na swojej córce.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzieciaki uwielbiały dinozaury. Ruelle również znajdowała się w tej grupie i nie był to raczej żaden powód do wstydu. Nie miała na ich punkcie takiej obsesji jak w wieku lat siedmiu, bo znalazła całą masę innych rzeczy, które ją ciekawiły. Nie mogła jednak w żaden sposób zaprzeczyć, że podobna era, jak mawiały Swifties, istniała w jej życiu.
- Czy ty mnie właśnie diagnozujesz na autyzm? - zapytała wyraźnie zaskoczona faktem, że teraz dokonywana jest jakaś dziwna psychoanaliza, o którą nie prosiła.
Może i była nietypowa, ale Prescott obstawiałaby, że to jest raczej zasługa jej osobowości, a nie jakiejś neuroróżnorodności. Nie było nic złego w posiadaniu takowej, ale nie wszystko musiało się sprowadzać do diagnozy uzyskanej w gabinecie speca od ludzkiej psychiki, prawda?
Nie drwiła z jej aktywizmu... Może trochę. Na pewno nie jednak z powodu tego, że takie inicjatywy wydawały jej się durne, a bardziej dlatego, że po prostu lubiła swojej rysowniczce robić na złość. Czasami faktycznie należało nagłośnić jakiś problem, ale często nie dawało to kompletnie żadnego rezultatu.
- Nie sądzę, aby było coś, co chciałabym przekazać światu, ale chętnie zobaczyłabym, gdzie mogłabyś mnie zabrać - odpowiedziała, bo akurat ta kwestia mogła ją naprawdę mocno ciekawić.
Wydawało jej się, że artystka ma naprawdę wiele świetnych pomysłów, a oprócz tego zna równie dużo interesujących miejsc. Zapewne poznawanie z nią kolejnych zakątków Toronto oraz okolic mogłoby się okazać przygodą na miarę tych, które opisywano w książkach przeznaczonych dla tych spragnionych wrażeń wszelakich.
Jeśli miałaby wybrać pomiędzy rozmową na temat Blair a spotkaniem rodziców którejkolwiek z nich to pewnie postawiłaby na opcję numer jeden. W tym wypadku z pewnością nie mogła mówić o czymś w rodzaju niezręczności. Najwyżej znowu by się lekko posprzeczały, ale i tak zawsze jakoś z tego wychodziły i godziły się w dosyć... swoisty sposób. Zamiast tego jednak Ruelle utknęła pod spojrzeniem dwóch dorosłych kobiet, czując się wyraźnie ocenianą.
Górująca nad nią w imponujący sposób Azjatka nie kryła się z tym nawet w jakikolwiek sposób, opisując ją prostymi epitetami nim w końcu wypaliła z czymś, co wydawało jej się być bezpośrednim odniesieniem do sztuki River. Mogła się tego spodziewać. Z jakiegoś powodu jednak uderzyło ją to bardziej niż komentarz na punkcie jej rozmiarów. Na co dzień tego nie odczuwała, ale chyba naprawdę wzrost był powodem do jej kompleksów. Zwłaszcza przy kimś kto mógłby zapewne zostać olśniewającą koreańską wersją Morticii Addams ze swoimi wymiarami.
- Chyba przywykłam już do porównywania z rysunkową wersją - odpowiedziała Georgii i nawet wysiliła się na lekki i uprzejmy uśmiech, od którego miała wrażenie, że bolą ją nieprzystosowane do podobnego napięcia kąciki ust.
Nie miała pojęcia, czego się spodziewać. Na pewno jednak nie przypuszczała, że blondynka przypuści bezpośredni atak i spróbuje wyciągnąć je na wspólny posiłek. W normalnych okolicznościach zapewne Ruelle objęłaby towarzyszącą jej dziewczynę w pasie, aby dać znać, że aktualnie są zbyt zajęte sobą i własnymi planami, aby angażować się w coś innego lub też zgodziła się z niejakim entuzjazmem głównie po to, aby wykorzystać okazję do uzyskania kolejnych informacji, których artystka mogłaby nie chcieć jej udzielić, ale tym razem było inaczej. Miała przed sobą matki River, a to sprawiało, że sytuacja wydawała jej się o wiele zbyt poważna i niebezpieczna. Czuła, że najlepiej się z tego wycofać, ale nie miała pojęcia czy była w stanie to zrobić taktownie czy może odmowa nie będzie akceptowaną odpowiedzią.
- To naprawdę miłe, ale nie chciałybyśmy się narzucać i przeszkadzać we wspólnym wieczorze - dodała jeszcze od siebie, chcąc wybrnąć jakoś dyplomatycznie z tego położenia.
Kolejna uwaga Minju sprawiła, że zmroziła jej się krew w żyłach. Co prawda była wdzięczna za to, że kobieta starała się ostudzić zapał swojej partnerki odnośnie wypadku w czwórkę do restauracji, ale spojrzenie, którym ją obrzuciła kobieta sprawiło, że serce zabiło jej szybciej z trwogi pod wpływem tego krótkiego kontaktu wzrokowego.
- Och... O jakich obrazach właściwie mowa? - zapytała, starając się brzmieć na tyle swobodnie na ile mogła.
W zasadzie nie była nawet pewna czy chce to wiedzieć. Kiedyś pewnie nauczy się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale musiała zapytać, bo inaczej stres rozsadziłby ją od środka. Wolała rozwiać wątpliwości już teraz. Nawet jeśli musiałaby cierpieć katusze świadomości tego, że matki rysowniczki poznały ją jeszcze przed ich pierwszą randkę z obrazu, na którym Ruelle znajdowała się z głową ich córki pomiędzy udami i o dwa uderzenia serca od wstrząsającego ciałem orgazmu.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reakcja Ruelle była dość... osobliwa. W jej pytaniu pobrzmiewało zaskoczenie i być może nawet jakaś irytacja? Albo Cross sobie odruchowo to dopowiadała. W każdym razie nie przyjęła tego całkowicie obojętne, a to dopiero było totalnym szokiem. Może jednak powinni przymknąć jej rodziców za niezabranie dziecka odpowiednio wcześnie na diagnozę, która powinna być oczywistą sprawą?
— Yyyy... nie? — Trudno to było nawet uznać za stwierdzenie. River była wyraźnie niepewna, czy w ogóle warto wchodzić na ten grząski grunt. Uśmiechnęła się nawet, żeby nieco złagodzić komunikat. Nie była przecież terapeutą, nikomu nie wystawi profesjonalnej diagnozy, ale no naprawdę trzeba być ślepym, żeby... nie. Nie może się tak zachowywać, jeżeli faktycznie zależy jej, by udowodnić Prescott, że ją lubi i nie jest taką najgorszą osobą na planecie. Niech sobie żyje w totalnym delulu w zdrowiu i spokoju.
Podobała jej się wizja zabrania jej ze sobą na polowanie na perfekcyjne miejsca do artystycznego wyżywania się i bycia zauważonym. Nie ma co się oszukiwać, podobała jej się wizja zabrania jej ze sobą gdziekolwiek. Poczuła wewnątrz coś dziwnego, gdy Rue przyznała, że również bardzo chętnie spędzi z nią czas w ten sposób. Co to za dziwne, ciepłe uczucie w okolicach żołądka? Trochę jakby napaliła się smacznej herbaty w idealnej temperaturze. Ogrzewało wnętrze, ale nie parzyło i nie sprawiało bólu. Jasna cholera, chyba zrobiło jej się po prostu miło.
Dobrze, że pojawiły się jej matki i wszystkie przyjemne odczucia wyparowały w kosmos. W dupie by się jej od tego poprzewracało co najwyżej. Nie żeby te kobiety na co dzień wywoływały w niej jakieś negatywne odczucia, ale wszystkie głosy w głowie podpowiadały jej, że z tego przypadkowego spotkania nie wyniknie nic dobrego. Może gdyby je zaplanowała i miała nad tym jakąkolwiek kontrolę, to byłoby całkiem fajnie? Jej matki – wbrew pozorom – są naprawdę świetnymi osobami. Pewnie dogadałyby się z Rue bez większego problemu. Ale tak losowo? Bez przygotowania psychicznego? Kiepska sprawa. Jej matki, zupełnie jak ona, zawsze były sobą. To ich największa zaleta i wada, czyli zupełnie jak w przypadku River. Może i nie odziedziczyła ani jednego genu po Georgii, ale zdecydowanie była mieszanką obu z nich. Od każdej zaczerpnęła to, co najgorsze!
Początkowo nawet nie wyczuła niczego dziwnego w zachowaniu jednej ze swoich matek. Była do tego tak przyzwyczajona, że jej głowa nie uznała, że ktokolwiek mógłby poczuć się z tym nieco niezręcznie. Ruelle miała jednak pełne prawo czuć się jak na jakiejś wystawie psów, bo ostatnie, co można powiedzieć o Min-Ju to, że jest subtelna. Przynajmniej Georgia starała się to wszystko nadrabiać dobrą miną, jak zawsze, co też osłabiło czujność River. Skinęła głową na słowa swojej modelki, jeszcze dobitniej chcąc podkreślić, że wspólna kolacja jest wyjątkowo bezsensownym pomysłem. Georgia sprawiała wrażenie wyjątkowo niepocieszonej. Dopiero pytanie tanatopraktorki o obraz uświadomiło ją, w jak niezręcznej sytuacji zostały postawione.
Dlaczego nie pokazałaś jej gotowego obrazu, skoro to ona została na nim przedstawiona? To co najmniej nieuprzejmezwróciła jej uwagę Min-Ju. Kobieta chyba miała jakieś wewnętrzne blokady przed bezpośrednim zwracaniem się do ludzi potencjalnie dla siebie obcych, skoro znowu skupiła uwagę na córce, a nie jej modelce. Cross spojrzała na tanatopraktorkę, chcąc sprawdzić, jak się z tym wszystkim czuła. Zazwyczaj odczytywanie emocji z jej twarzy było dość skomplikowanym procesem, ale tym razem nietrudno było zauważyć, że się zestresowała. Objęła ją w pasie i przyciągnęła bliżej do własnego ciała, chcąc dać jej w ten sposób chociaż minimum ochrony przed zmasowanym matczynym atakiem.
— Oczywiście, że jej pokazywałam. Nie wydaje mi się też, żebym namalowała cokolwiek na wyrost — odparła nieco chłodniejszym tonem, chcąc dać matce do zrozumienia, że trochę ją ponosiło w tych szczerych opiniach. Kobieta wpatrywała się przez moment w oczy córki w milczeniu, aż w końcu skinęła głową.
W porządku.Odchrząknęła nerwowo i obróciła głowę w kierunku Ruelle. Proszę, nie zrozum mnie niewłaściwie. Uważam, że obraz jest bardzo udany. Nie chciałabym jedynie, żeby River uznała pojedynczy sukces za powód do zmniejszenia dyscypliny. Ma talent, ale talent nie zwalnia z pracyzwróciła się bezpośrednio do dziewczyny z portretu. Mówiła spokojnie, bez jadu w głosie i bardzo starając się brzmieć neutralnie. Najwyraźniej nieco się zreflektowała. Nie była w stanie powstrzymać się od opuszczenia wzroku na dłoń swojej córki zaciskającej się aktualnie na biodrze Prescott. Myślałby kto, że coś takiego zwróci jej uwagę, biorąc pod uwagę, że było bardziej niż oczywiste, o jakim obrazie toczyła się dyskusja.
— Nie dramatyzuj. Dobrze wiesz, że niczego takiego nie robię. Jeszcze niedawno chwaliłaś mnie, że jestem w doskonałej formie — wytknęła jej. Zaczynała tracić cierpliwość. Spotkanie z rodzicami w takim kontekście było dostatecznie dziwne, a jeszcze te wszystkie przytyki?
— Chyba nie sugerujesz, że ten nagły przypływ weny ma związek wyłącznie z obecnością dziewczyny, która... — Azjatka wyprostowała się jeszcze bardziej, co było dość zaskakujące, bo mogłoby się wydawać, że do tej pory stała przed nimi jak struna.
— Dokładnie to sugeruję — przerwała jej Cross, zanim matka zdążyła się rozkręcić. Obie Azjatki znów skupiły się na prowadzeniu ze sobą wojny na spojrzenia. Albo telepatycznej, cholera je wie. Georgia wywróciła oczami, zmęczona tymi głupimi przepychankami.
Tym też się kompletnie nie przejmuj, przyzwyczaisz się. Może nie widać na pierwszy rzut oka, ale naprawdę cieszymy się widząc was takie radosne i kompletnie w siebie zapatrzone. Nie ma nic przyjemniejszego niż młodzieńcze zakochanie.Georgia znów zwróciła się bezpośrednio do Ruelle, ignorując walczące ze sobą żyrafy.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może powinna już w czasach szkolnych zostać przebadana przez specjalistę od ludzkiej psychiki, ale najwyraźniej nikt nie uznał tego za potrzebne. Miała w szkole dobre oceny, nie sprawiała większych problemów wychowawczych, a jeśli chodziło o jej zainteresowania to chyba rodzice stwierdzili, że na tym polu może i znajdowały się jakieś odchyły, ale wszystko było w normie. Dla nich była zwyczajną dziewczyną, która nie jest taka jak inne, bo po prostu nie podzielała zainteresowań większości rówieśniczek i miała bardziej zrównoważony charakter na dłuższą metę.
Ruelle była wprost przekonana o tym, że River znała wiele miejsc, które sama mogła przeoczyć. Bez artystki przy jej boku pewne sprawy nie miały kompletnie znaczenia. Dopiero River wymuszała na niej to, aby spojrzała na sprawy z innej perspektywy i zastanowiła się nad tym, co ją otacza. Na pewno zatem jakakolwiek wycieczka w ich wykonaniu byłaby pełna wrażeń.
Na razie jednak musiały się uporać z niespodziewanym spotkaniem matek rysowniczki. Prescott sama nie wiedziała, co w zasadzie było gorsze w tym przypadku: oceniająca ją chłodna Minju czy może aż zbyt sympatyczna Georgia, która starała się ją uspokoić jakby Rue była jakimś spłoszonym zwierzątkiem wymagającym łagodnego podejścia. Zwyczajnie wydawało jej się, że tego wszystkiego było za dużo. Zbyt wiele przytłaczających bodźców i niezręczności, a przez to chciała po prostu uciec, ale zamiast tego tkwiła w miejscu jakby nogi wtopiły się jej w powierzchnię chodnika.
Na razie chyba skutecznie osłabiły zapędy blondynki do tego, aby uczynić z tej sytuacji podwójną randkę lub cokolwiek innego, ale chyba lepiej byłoby się przemęczyć w ten sposób zamiast dowiedzieć się, że faktycznie River pokazała im TEN obraz. Tanatopraktorka poczuła jak żołądek z nerwów zaciska jej się w ciasny węzeł, gdy uświadomiła sobie ten fakt. Nie mogło być przecież mowy o żadnym innym obrazie skoro to ona miała być jego modelką. Cross nie miała czasu na to, aby ukończyć kolejny po tym jak widziały się po konwencie. Poza tym pewnie by nie mogła się powstrzymać od pochwalenia się nim.
Nie spodziewała się tego, że poczuje wokół swojej talii ramię rysowniczki. Nie teraz. Na razie jednak nie protestowała. Nie w widoczny sposób. Posłała jej jednak krótkie, jakby karcące, spojrzenie, gdy tylko została przyciągnięta bliżej. Nie miała pojęcia, co młoda Cross chciała w ten sposób pokazać, bo na pewno nie chodziło o uspokojenie czy dodanie otuchy. W zasadzie to River osiągnęła wręcz przeciwny efekt, bo Ruelle wewnętrznie stała się jeszcze bardziej zdenerwowana ze względu na fakt, że dziewczyna pozwalała sobie na tak beztroskie gesty, które mogły sugerować zbytnią sympatię... Z drugiej strony czy kobiety nie widziały już obrazu, na którym ich córka serwowała swojej modelce niesamowity cunnilingus? I tak źle i tak niedobrze.
- Nic się nie stało - odpowiedziała na pozór zachowując idealny spokój. - River ostatnio wspomniała mi o lekkim kryzysie twórczym w związku z pracą... Zwyczajnie nad tym pracujemy.
Lepsze było to niż przyznanie się do tego, że uprawiały intensywny sexting, a teraz tkwiły na randce, która przeprowadzała ją przez elementy dzieciństwa River oraz ukazywała Prescott twórczość miejską rysowniczki. Na pewno liczyło się to do zwalczania blokady artystycznej.
Nie miała pojęcia w jaki sposób chciała ją określić starsza Azjatka podczas tej małej utarczki z córką, ale chyba nie bardzo chciała o to dopytać. To już było pytanie z kategorii tych zdecydowanie zbyt inwazyjnych. Zresztą nie miała nawet czasu, aby odpowiednio zareagować, bo Georgia postanowiła się wtrącić w całą tę dziwną rozmowę.
- Nie użyłabym raczej podobnych słów - odpowiedziała ostrożnie i spróbowała dyskretnie zsunąć ze swojego biodra dłoń rysowniczki, co nie miało na tym etapie najmniejszego sensu, bo obie kobiety zdążyły już zarejestrować fakt w jaki sposób tanatopraktorka była obejmowana przez ich córkę.
Chciała dodać coś jeszcze, ale nie była w stanie. Jak właściwie powinna wytłumaczyć matce swojej randki, że to żadne młodzieńcze zakochanie, a łączy je głównie seks, twórcza obsesja i może jakaś delikatna doza sympatii? Nie było odpowiednich słów, które mogłyby to wszystko wyrazić i sprawić, że uda jej się z tego wyjść z twarzą. Mogła jedynie pogrążyć się coraz bardziej, a tego nie chciała robić.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W żadnej z matek nie było widać podobnego rodzaju stresu czy skrępowania, które mieszało w głowi Ruelle. Obraz nie zrobił na nich takiego wrażenia albo po prostu nie dawały tego po sobie poznać. Traktowały to jak całkowicie zwyczajny element twórczości córki, a jedna z nich wydawała się nawet dość podekscytowana możliwością spotkania na żywo portretowej modelki. Żadnej radości nie było natomiast widać po Azjatce, ale może to taki typ osoby, który raczej się nie uśmiecha? Na pewno nie doganiała swojej partnerki w kwestii entuzjazmu. Nawet pod tym względem River stanowiła perfekcyjny balans pomiędzy nimi.
Stoicki spokój Azjatki, radość blondynki ani próba grania na pewności siebie River nie wpływały na Ruelle w żaden sposób. Od żadnej z kobiet nie czerpała energii, żeby się uspokoić. Właściwie to wyglądała na jeszcze bardziej niezadowoloną niż wcześniej. Cross wyłapała jej spojrzenie, ale uznała, że jest spowodowane ogólnym napięciem wynikającym z tej sytuacji, a nie jej gestem, którym przecież chciała w jakiś sposób pomóc. Na wszelki wypadek wolała nie zakładać, że Ruelle ma z automatu złe zamiary, bo ostatnio oberwało jej się za to po głowie. Szkoda tylko, że – jak zawsze – artystka miała rację. Kompletnie to zignorowała i wciąż trzymała tanatopraktorka blisko siebie.
Czy naprawdę uważasz, że to najrozsądniejszy sposób radzenia sobie z kryzysem twórczym? Rozumiem, że potrzebujesz bodźców i inspiracji, żeby pracować, ale to nie powinno oznaczać lekceważenia terminów, których sama się podjęłaś. O ile dobrze pamiętam, twoim zobowiązaniem zawodowym są teraz przede wszystkim komiksy, nie obrazy.Azjatka wykorzystała uwagę rzuconą przez Rue jako broń przeciwko własnej córce. Wyglądało na to, że zależało jej bardziej na zachowaniu profesjonalizmu niż samej River. Skoro była zaangażowana w wydanie pierwszego komiksu, to pewnie nie chciała, by River zaprzepaściła swoją szansę przez zbyt lekkie podejście do życia, którym się cechowała.
— Wszystko zostanie oddane w terminie, a ja się czuję doskonale, bardzo dziękuję za troskę. — Uśmiechnęła się kwaśno, dzielnie wytrzymując zirytowane spojrzenie matki. Kłótnia z którąkolwiek z nich nie była zapisana w planie na ten dzień. Mogłaby po prostu zamknąć mordę i nie drążyć tematu. Wiedziała przecież, jakie potrafiły być i nie wątpiła, że Prescott by je polubiła, gdyby tylko dostała na to szansę. Moment, w których Cross zamyka pysk są równie rzadkie, co jednorożce. To chyba też miała po mamusi, która sprawiała wrażenie równie upartej.
River. — Nie powiedziała niczego więcej. W głosie było jednak ostrzeżenie. A może próba zwrócenia uwagi? Min-Ju brzmiała, jakby przyłapała córkę na jakimś oszustwie i rozważała ukaranie jej. Artystka była jednak dorosła i o żadnych szlabanach nie mogło być mowy. Dziewczyna dobrze zrozumiała komunikat, bo uniosła podbródek, gotowa do dalszej potyczki.
Tym razem jednak faktycznie odpuściła. Słowa Georgii dolatywały do niej z opóźnieniem. Nie przejmowała się nimi, nie wyczuwała w nich niczego obraźliwego. Nie miała ochoty na kolejną sprzeczkę, tym razem na temat semantyki swoich uczuć. Mogła po prostu machnąć ręką na to, co usłyszała. Nie zabolał jej też w żaden sposób protest Prescott. Byłaby w kosmicznym szoku, gdyby dziewczyna powiedziała cokolwiek innego i to nawet bez ich ostatniej rozmowy. Rue wyznała jej jednak ostatnio, że nie była z tych, którzy mają się w zwyczaju zakochiwać i naprawdę nie miała nic przeciwko temu. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy wyczuła, że tanatopraktorka stara się wysmyknąć z objęć. Od razu uświadomiła sobie, że spojrzenie, które wyłapała wcześniej, dotyczyło dokładnie tego samego. Ruelle bardzo nie chciała zostać tak blisko swojej artystki, a uświadomienie sobie tego zamieniło wcześniejsze ciepło w boleśnie chłodne ukłucie w same trzewia. River założyła, że stanowią teraz drużynę, ale chyba znowu się przeliczyła. Zabrała dłoń i odsunęła się o krok, starając się, by wyglądało to tak, jakby po prostu przenosiła ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Brew Min-Ju drgnęła, ale poza tym jej oblicze nadal pozostawało nieprzeniknione.
Och, przepraszam. Myślałam, że wy... Mój błąd.Georgia uśmiechnęła się przepraszająco do tanatopraktorki. Zachowała tyle taktu, że udała, że nie zauważyła tego nagłego odsunięcia się. Min-Ju uniosła nadgarstek i dość wymownie spojrzała na zegarek.
— Nic się nie stało, mamo, wyluzuj. Naprawdę nie chcemy wam przeszkadzać, a mamy jeszcze kilka planów na dzisiaj. — Skupiła się na Georgii, która pokiwała głową ze zrozumieniem. Podeszła do córki i objęła ją mocno. Machnęła ręką, zmuszając, by dziewczyna się nachyliła i ucałowała ją w policzek. Obróciła się w stronę Rue z szeroko rozłożonymi ramionami, ale szybko się zreflektowała i po prostu położyła jej dłoń na ramieniu.
Bardzo miło było cię poznać, Ruelle. Jeżeli będziecie miały kiedyś ochotę wpaść na kolację w mniej spontanicznej formie, to zapraszamy. Bawcie się dobrze.Brzmiała wyjątkowo szczerze. Nie sprawiała wrażenia osoby, która mówi takie rzeczy z czystej kurtuazji. Jej partnerka skinęła głową, blondynka pomachała do dziewczyn, aż w końcu obie ruszyły dalej w swoją stronę. River westchnęła ciężko i opadła z powrotem na ławkę, przygnieciona tą nagłą zmianą kategorii emocji, które w niej buzowały.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Absolutnie nie czuła się komfortowo w tej sytuacji. To była dla niej kompletna nowość i nie była przygotowana do tego, aby poznać matki River. Żadna z nich nie była na to nastawiona, a kobiety z pewnością nie znajdowały się w tak niezręcznym położeniu jak ich dwójka.
Sytuacji na pewno nie poprawiał fakt, że rodzina Crossów nie należała do typowych, więc trudno było jej obrać do tego wszystkiego prawidłowe podejście. W zasadzie to nie widziała, aby był w tym wszystkim jakiś klucz w jaki mogła się wpasować. Miała przed sobą rodziców dziewczyny, z którą sypiała, a rzeczona dziewczyna jeszcze pokazała im obraz, na którym uwieczniła jeden z ich razów. Odpowiednie zachowanie do podobnej sytuacji na pewno nie było opisane w żadnym podręczniku do savoir vivre'u.
- Spokojnie. Nie chodzi o żaden obraz albo inny projekt. Odwiedziłyśmy kilka miejsc, które były dla River źródłem inspiracji. Może dzięki temu natchnie się do dokończenia tego komiksu - dorzuciła jeszcze od siebie, ruszając rysowniczce z odsieczą.
To nie była jej sprawa, ale na pewno nie pozwoli na to, aby została uznana przez Minju za kogoś, kto jedynie odciągał jej córkę od pracy. Może i wypaczała nieco teraz sens całej ich randki, ale czy właśnie nie pomagała jej w przełamaniu blokady? Spotkała się z nią i nie skazywała dziewczyny na to, aby wiecznie wracała do niej myślami zafiksowana na tym, że nie mogła jej mieć. No i faktycznie widziały kilka miejsc związanych z kreatywnością River.
Nie należała do tych, którzy czerpali pokrzepienie z bliskości innych. Ruelle była tą, która potrzebowała przestrzeni. Przede wszystkim tego. Cisza i samotność czyniły cuda jeśli tylko chciała coś sobie poukładać w głowie, a tutaj nie miała na to jakiejkolwiek szansy. Dodatkowo miała wrażenie, że River jedynie pogarsza sytuację i wysyła swoim gestem sygnały jakich sama Prescott na pewno nie chciała nadawać. Pomimo obrazu nie chciała sygnalizować tego, że istniała między nimi zażyłość lub romantyzm, który nie miał miejsca. Nie chciała niczego przed nimi udawać i kłamać na temat tego, co faktycznie wytworzył się pomiędzy nią a rysowniczką.
Nie miały czasu, aby się na to przygotować ani obrać odpowiedniego frontu. Inaczej pewnie zdawałyby sobie sprawy z tego jakie granice mogłaby wyznaczyć tanatopraktorka. Teraz jedynie ulżyło jej, że River nie protestowała, a zamiast tego zwyczajnie odsunęła się o ten jeden krok, aby zapewnić jej przestrzeń, której Rue potrzebowała do tego, aby odetchnąć.
- Nic nie szkodzi. Zdarza się - zapewniła Georgię, posyłając jej nieco wymuszony niezręczny uśmiech.
Im z pewnością się to już zdarzało. Blondynka nie była pierwszą, która zakładała, że miały się ku sobie, jak to wcześniej ujął Caspar. Miała jednak wrażenie, że obie kobiety były bardziej spostrzegawcze niż mogłoby się wydawać i pewnie już układały sobie w głowie taki, a nie inny obraz. Ruelle nie łudziła się, co do tego, że pewnie będą jednym z omawianych tematów podczas randki matek rysowniczki.
Pewnie przeżyłaby jakoś, gdyby Georgia mimo wszystko zdecydowała się ją przytulić, ale doceniała to, że sama zmieniła zdanie. Chociaż tak czy siak było jej cholernie ciężko i niezręcznie. Tego zapewne nic nie byłoby w stanie zmienić.
- Oczywiście. Dziękuję bardzo za zaproszenie - odpowiedziała, nie mając już wątpliwości, że policzki bolą ją od tego wyćwiczonego i wymuszonego uśmiechu, który miał być przejawem uprzejmości. - I wzajemnie. Do widzenia.
Jeszcze przez jakiś czas obserwowała to jak obie kobiety oddalają się w stronę wspomnianej wcześniej restauracji. Dopiero kiedy zniknęły jej z zasięgu wzroku, Prescott odetchnęła głęboko, jakby uszedł z niej wszelki stres. Nie tak sobie to wszystko wyobrażała. Przeciągnęła dłonią po twarzy, czując nagłe zmęczenie i spojrzała na rysowniczkę, która w przeciwieństwie do niej opadła z powrotem na siedzisko ławki.
- Ciekawa z nich para - mruknęła, aby przełamać jakoś ciszę.
Nie chciała jej poganiać. Obie musiały jakoś ochłonąć po tym wszystkim i pozbyć się tego dziwnego napięcia, które się wytworzyło w trakcie rozmowy z matkami Cross. Oby tylko to wszystko nie skończyło się jakąś wielką kłótnią w ich wykonaniu. Miały do nich przedziwną skłonność, ale ten dzień w końcu miał być miły, a Prescott w żaden sposób nie starała się zranić jej uczuć... Chociaż wychodziło to jej mistrzostwo nawet, gdy tego nie zamierzała.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”