Kiedy weszły do loftu, Liara od razu podskoczyła do drzwi i powitała je stęsknionym miauknięciem. Otarła się o łydkę Darling, po czym zrobiła slalom między nogami Finch. To zabawne, że minęło zaledwie kilka dni, odkąd kotka zamieszkała z nimi na stałe, a strażaczka już nie pamiętała, jak wyglądało życie bez niej. No dobrze, może trochę przesadzała. Ale jedno było pewne - nie potrafiła sobie wyobrazić, że Liary mogłoby kiedyś zabraknąć. Do tej pory zawsze podchodziła do kotów z pewną rezerwą i zdecydowanie lepiej dogadywała się z psami. Skoro jednak Liara pojawiła się w ich życiu, nie zamierzała z tym dyskutować. Na szczeniaka jeszcze kiedyś przyjdzie czas. A może i nie. Darling brała od życia to, co przynosiło i nie zamierzała narzekać, że zamiast wymarzonego golden retrievera po mieszkaniu przechadza się kotka, której rasy nawet nie znała.
— Skoro wróciłyśmy wcześniej, to w końcu zawieszę siatki w oknach i na balkonie — zadecydowała. Skoro nie poszły na kolację, miała jeszcze trochę czasu, żeby się za to zabrać, zanim całkiem się ściemni. Nie po to kilka dni temu wygrzebała z piwnicy drabinę, która od tamtej pory stała oparta o ścianę w salonie, żeby teraz znowu odkładać to na później. — Chcesz zamówić coś do jedzenia? — zapytała, zerkając na narzeczoną. Odrzuciła na kanapę stanik, który do tej pory chowała w kieszeni, po czym podeszła do okna, zastanawiając się, od których zasłon zacząć. Trzeba było jeszcze umyć szyby i przetrzeć ramy, ale przynajmniej będzie miała to z głowy. I zdecydowanie wolała zrobić to sama, niż pozwolić April wspinać się po drabinie. Jeszcze zrobiłaby sobie jakąś krzywdę, a przecież Darling miała doświadczenie w pracy na wysokościach. Może niewiele miała wspólnego z alpinistą przemysłowym, ale po drabinie to wspominała się akurat codziennie.
Nie wracała myślami do tego, co wydarzyło się po meczu. Nie czuła takiej potrzeby. Musiała po prostu przestać oczekiwać w związku spontaniczności. To przecież było do zrobienia - dokładnie tak funkcjonowały do tej pory. Niepotrzebnie próbowała pokazać, że chciałaby wyjść ze swojej strefy komfortu. Rutyna też miała swoje dobre strony! Jakieś. Nieważne!
— Myślisz, że trzeba ją zamknąć w łazience, bo jak otworzę okno, to od razu wyskoczy? — tym razem przeniosła spojrzenie na kręcącego się pod nogami kota. Liara nie wyglądała na samobójczynię, ale cholera wie, co siedziało jej we łbie. Może wcale nie była z nimi szczęśliwa? Przez to wszystko Teddy nawet nie zdążyła jej kupić po drodze jakieś super zabawki! W sumie i tak nie miała za co, bo tamtą stówę wcisnęła wąsaczowi.
April Finch