Włamać się na czyjś profil w social mediach nie było trudno, ponieważ wystarczyło tylko trzymać się blisko kogoś i zerkać, kiedy wpisywane były dane do logowania . Eric pamiętał, jak jego znajomy z czasów studiów opowiadał, jak ktoś, kogo uważał za znajomego, włamał mu się na Facebooka i przeczytał wiadomości z niektórymi osobami – a niektórzy… cóż, nie wyrażali się szczególnie sympatycznie o tym
włamywaczu, gdyż uważali go za dziwaka, który zbierał figurki żeńskich postaci z anime oraz mang, a oprócz tego zdarzało mu się całkowicie odlatywać, jakby ktoś odcinał mu prąd. Oczywiście po tamtej akcji, znajomy wraz z tamtym gościem przestali utrzymywać kontakt, a znajomy czym prędzej pozmieniał hasła, a Eric tak na wszelki wypadek też to zrobił, aczkolwiek jemu to ktoś włamał się na platformę do grania. Chodził wściekły, ponieważ miał przypisanych sporo różnych gier, a utrata ich wszystkich przyprawiała go o gorączkę oraz chęć zemsty. Koniec końców support się wykazał, dzięki czemu Eric otrzymał swoje gry z powrotem.
Teraz natomiast nie chodziło o utracenie gier, a o coś całkowicie innego.
POWAŻNIEJSZEGO.
Sytuacja stała się o wiele poważniejsza, bo chodziło o coś, co należało wyłącznie do Erica i Sher, gdyż wiadomości między nimi były zaadresowane wyłącznie do nich; jasne, można było komuś pokazać wiadomość, ale co innego pokazać komuś JEDNĄ konkretną wiadomość, a co innego, kiedy ktoś postanawia przeczytać nie wiadomo ile wiadomości, a co gorsza, zobaczyć zdjęcia, jakie między sobą przesyłali.
To były PRYWATNE rzeczy - przeglądanie ich było niczym wejście nieznajomego z brudnymi buciorami do czyjegoś domu albo brudnymi palcami dotykanie dopiero co umytych naczyń.
Pytanie, jakie nasuwało się Ericowi, to czy po tej sytuacji Oliver nie będzie jeszcze bardziej nakręcony, żądny odzyskania Shereen…
Kurwa…
Stones przeczuwał, że będzie musiał częściej śledzić komórkę tego psychola.
Nie darowałby sobie, gdyby coś stało się Shereen.
Była całym jego światem.
Odrzucenie?
Eric doskonale znał to uczucie. Dość długo nosił tę kartę w swojej wyimaginowanej talii.
Zazdrość?
Bo jak nie być zazdrosnym, kiedy ma się świadomość, że w oczach obiektu westchnień, było się wyłącznie przyjacielem.
Niby lepszy przyjaciel niż tylko znajomy. wmawiał sobie praktycznie każdego dnia, ale zdawał sobie sprawę z tego, że uściski, którymi był obdarowywany, były zwykłymi uściskami bez romantycznych podtekstów.
Najtrudniejsze było nie wybuchnąć , gdy widział, jak Sher patrzy na jakiegoś chłopaka, który
nie był nim. Nie był Ericiem Stonesem.
Zachowywał się trochę jak dzieciak, któremu odmówiono zakupu ulubionej słodyczy lub cukierka, dlatego gdy przychodził do sklepu, jasne, cieszył się, że stoi jeszcze na półce, lecz pamiętał, że
nie mógł jej kupić, dlatego nastrój automatycznie leciał w dół.
Jednakże od marca wiele się zmieniło.
Dawno, dawno temu...
Siedemnastoletni Eric patrzył na swoje odbicie w lustrze - doskonale widział bladą twarz, ale podejrzewał, iż powodem był stres. Stresował się, bo miał mieć sprawdzian z angielskiego, a po południu zawody z pływania.
- Wszystko w porządku? - usłyszał, odwracając się i dostrzegając mamę za sobą.
Eric skinął głową, choć nic nie było w porządku. Odczuwał przytłoczenie wszystkim dookoła.
- Poradzisz sobie. Uczyłeś się i trenowałeś, więc głowa do góry. Przygotowałam Ci kanapki z tym, co lubisz. Nie zapomnij ich wziąć ze stołu. - pani Stones uściskała syna, jakby chcąc tym dodać mu otuchy, a następnie poszła zajmować się swoimi sprawami, natomiast Eric w głębi serca był jej wdzięczny za tę otuchę. I oczywiście wziął kanapki, które uważał, że robione przez mamę smakowały najlepiej.
***
Widział ją. Widział Shereen na korytarzu, przechadzającą się wraz z przyjaciółkami. Kiedyś bez problemu by podszedł, lecz w tamtej chwili, wolał udawać, że nie istnieje.
Być duchem, który co najwyżej wysyłał wiadomości albo raczej jakieś memy.
Gdy zadzwonił dzwonek, oznaczając rozpoczęcie kolejnej przerwy, bladość nie znikała z twarzy Erica, a kiedy Sher go złapała, zaczął udawać, że kaszle. Nie chciał się tłumaczyć z odcienia swojej skóry, a to dziwne zachowanie najłatwiej było mu zrzucić na chorobę.
Przecież nigdy się nie dowie prawdy. Bo od kogo by miała?
Przyjaciółki Shereeni, no tak…
Stones milczał przez chwilę, ponieważ analizował usłyszane słowa, nie mając żalu do Sher.
- Rozumiem, też nie wierzyłem chłopakom, kiedy mówili, że jakaś dziewczyna chciała mój numer, więc go jej dali albo że jakiejś się podobam. - czy chodziło tu o wyparcie, czy może o zwykłą świadomość, iż kumple (jak to kumple), lubili sobie żartować, co było naturalne, Eric nie wiedział - może w sumie obie opcje były ze sobą połączone.
Kciukiem zaczął gładzić policzek Sher, której posłał ciepły uśmiech.
Odkrywając przed Sher karty przeszłości, miał wrażenie, jakby zrzucał worek ze swoich pleców, bo nie przypuszczał, że kiedykolwiek dojdzie do TAKIEJ sytuacji, w której przyzna, iż jego uczucie nie pojawiło się ot tak te kilka miesięcy temu, tylko trwało już całkiem długo.
- Ciekawe, jakby Ally zareagowała, gdyby dowiedziała się, że jesteśmy razem. Cóż, czasami ludzie szukają szczęścia gdzieś daleko, choć tak naprawdę jest na wyciągnięcie ręki, tylko coś im je przyćmiewa lub udają, że go nie widzą. Moja mama mówiła, że to trochę jak z kwiatami. Wiele ich rośnie wszędzie i człowiek zachwyca się nimi, choć często najpiękniejszy kwiat wyrasta tuż obok domu… - powiedział, przypominając sobie słowa swej rodzicielki, które dopiero zaczął rozumieć. To trochę na zasadzie, cudze chwalicie, a swojego nie znacie.
Naprawdę nie kwapił się do sprzątania, lecz doskonale wiedział, iż samo się nie posprząta,
niestety.
Czując dłonie Sher na swoich pośladkach oraz to, jak do niego przylega, chciał, by tak została. Lubił, gdy była blisko, gdy go dotykała, nawet jeżeli przez materiał ubrań - choć wiadomo, że o wiele bardziej lubił czuć ją bezpośrednio na swojej skórze. Dostrzegł smutną minę szatynki i automatycznie również ułożył usta w podkówkę oraz przechylił głowę, by oprzeć - tyle, ile mógł - o głowę Sher.
- Postaram się być ostrożniejszy, chociaż dobrze wiemy, że pewnie nie wyjdzie mi to najlepiej… - odparł, doskonale wiedząc, jakie miał szczęście, bo a to się czymś oblał, a to coś na niego spadło, a to wszedł w klocek lego… Natomiast kiedy otrzymał buziaka w policzek, automatycznie uniósł kąciki i poczuł ogarniające go, a zarazem przyjemne ciepło.
- A jak wolisz? - spytał, unosząc brew, będąc gotowym zapłacić każdym z wymienionych powodów. Nie było sensu stać dłużej w łazience, dlatego opuścił ją, nie wiedząc zbytnio, gdzie powinien pójść, lecz gdy usłyszał rozkaz z ust Shereen, posłusznie zajął miejsce na kanapie. Syknął, kiedy poczuł nasączony specjalnym płynem gazik - nienawidził tego, bo przypominało mu to czasy, kiedy wracał po graniu w piłkę, podczas którego przeciwnik tak go sfaulował, że kończył mecz z rozciętym kolanem albo zdartym łokciem, a potem musiał zaciskać zęby, gdy ktoś próbował oczyścić ranę. Doskonale też pamiętał jeden konkretny upadek na rowerze, po którym została mu blizna na piszczeli. Niewielka, jasna kreska do dziś przypominała mu o tamtym feralnym dniu, kiedy zbyt szybko pokonywał zakręt i zamiast na rowerze, wylądował na asfalcie. Dobrze, że towarzyszył mu kumpel, to przynajmniej szybko została wezwana pomoc. A przecież wiele zakrętów wcześniej pokonał, no ale zachciało mu się wyobrażać jazdę motorem, to koniec był jaki był - poza tym był pewien, że ma wszystko pod kontrolą, a wystarczyło jechać odrobinę wolniej…
Wpierw Eric oczami śledził twarz swojej dziewczyny - podziwiał jej skupienie - a następnie przeniósł wzrok tak, aby śledzić poczynania szatynki podczas opatrywania rany spowodowanej szkłem.
- Dobrze, że nie przeciąłem sobie żyły albo nerwu. - stwierdził, patrząc, jak wacik zaczyna zmieniać kolor, wsączając krew niczym gąbka wodę. Czasami brakowało milimetrów, by sobie coś poważnie uszkodził, a jednak, tak jak wspomniał, gdyby uszkodził sobie żyłę lub nerw, prawdopodobnie już jechałby do szpitala i każda sekunda byłaby na wagę złota. A tak? Możliwe, że zostanie jedynie blizna, która będzie mu przypominała ten pamiętny dzień.
- Jestem z Ciebie dumny, kochanie, albo raczej z Twoich umiejętności pielęgniarskich. Chyba częściej będę sobie coś robił przypadkiem. - dodał po dłuższej chwili, cmokając Sher w usta, coby tym sposobem pokazać, jak bardzo był zadowolony. No dobra, tak naprawdę to ten cmok przeistoczył się w nieco dłuższy pocałunek, ponieważ zdaniem Stonesa, Sher totalnie na niego zasłużyła. Przecież w rzeczywistości mogła 1) olać jego rozcięcie; 2) kazać mu samemu opatrzyć sobie ranę; 3) być mniej delikatną; a mimo wszystko było widać, że zależało jej, żeby Erica bolało jak najmniej. Była subtelna, a jednocześnie właśnie delikatna. Naprawdę to doceniał, dlatego uważał, że słowa tu nie są wystarczające. Gdy się odsunął, zrową ręką zaczął głaskać Sher po policzku. Jego spojrzenie było pełne czułości pomieszanej z miłością.
my private doctor