ODPOWIEDZ
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

outfit
Po wyjściu Skye z mieszkania po ich wielkiej kłótni, Dominic przez długi czas nie potrafił pozbierać myśli. Gniew buzujący mu w żyłach nie pozwalał mu się skupić już na niczym innym, dlatego w końcu wstał z kanapy i wyszedł z domu pobiegać. Wycisnął z siebie, ile tylko się dało, żeby wrócić kompletnie padniętym, rzucić się na łóżko i zasnąć ze zmęczenia.
Nic jednak nie było w stanie poprawić mu humoru, kiedy następnego dnia poszedł do pracy. Próbował zająć głowę swoimi zobowiązaniami, zachowywać się tak, jak zawsze, ale pewnych rzeczy nie dało się ukryć — jego pracownicy dostrzegali jego podły nastrój.
I choć starał się w Forward odkładać swoje sprawy prywatne na bok, tak zbyt często łapał się na tym, że zerkał na telefon z nadzieją na wiadomość od Skye. Ta niestety nie pojawiła się. Ani tego dnia, ani następnego.
Myśli, których starał się nie dopuszczać do siebie w ciągu dnia, wracały do niego wraz z jego powrotem do pustego mieszkania. Widok czterech pustych ścian przypominał mu czasy sprzed kilku miesięcy, gdy wierzył w to, że czekało go wyłącznie starokawalerstwo. I że całkowicie odpowiadał mu tamten stan rzeczy. Jednocześnie zaczynał zdawać sobie sprawę, w jak wielkim kłamstwie żył. Bo związek, ten ze Skye, pozwolił mu dostrzec pozytywne aspekty bycia z kimś. Niestety, te pozytywy obecnie przysłaniały mu czarne chmury nad nimi.
Wszystko, co ciemnowłosa powiedziała mu, zanim wyszła, uderzyło w niego niczym pocisk prosto w serce. Z wieloma rzeczami, które mu wyrzuciła, nie zgadzał się. Zaufanie do niej nie miało nic wspólnego z Thomasem. O ile mogłaby go odepchnąć, gdyby kolega posunął się za daleko, tak sama myśl, że miał do niej dostęp sprawiała, że Dom zaciskał nerwowo pięści. Należała do niego, a więc nikt nie miał prawa myśleć o niej jak o kimś do zdobycia. W tej kwestii pozostawał bezwzględny.
W żadnym razie nie oczekiwał od niej poświęcania się i przyjeżdżania do niego, choć to było jedyne miejsce, w którym mogli pobyć naprawdę sami, bez żadnych świadków czy jej współlokatorki. Właściwie tu powinno chodzić o chęci, a nie przymus. Nie rozumiał więc, skąd ten wyrzut. Nie zdążył zapytać. Dobrze wiedział też, czego chciał. Jej. To było oczywiste, bo już dzień ciszy, bez choćby “dzień dobry” czy “miłego dnia” z rana wzbudzał w nim tęsknotę. Cholernie mu jej brakowało.
Ale posłuszna i uległa? Skye w jego oczach nigdy za taką nie uchodziła. Miała charakter, poza tym doskonale wiedziała, do czego dążyła i nie bała się o tym mówić na głos. Poza tym, do tej pory nie zdarzało mu się robić niczego wbrew niej. Zachodził w głowę, jak w jednej chwili ta potyczka słowna eskalowała do takich rozmiarów?
Dał sobie i jej trochę czasu na oswojenie się z niewygodnymi tematami oraz przemyślenie ich. A najlepiej myślało mu się w miejscu, które zawsze przynosiło mu spokój. Otoczony roślinnością, w wilgotnym szklarnianym środowisku, gapiąc się w kopułę sali, zrozumiał jedno — nie mogło to tak dłużej wyglądać.
Następnego dnia wyszedł wcześniej z pracy, po drodze zaglądając do kwiaciarni, żeby ostatecznie przed godziną siedemnastą znaleźć się przed budynkiem jej biura. Jeden uśmiech do recepcjonistki i skierowała go w odpowiednie miejsce. Zupełnie nie przejmował się zaciekawionymi spojrzeniami reszty pracowników, które odprowadzały go pod drzwi. Cicho do nich zapukał, a słysząc znajomy, kobiecy głos, wszedł do pomieszczenia.
Dzień dobry, Skye — powiedział miękko i uśmiechnął się ciepło na jej widok. Naprawdę, bardzo za nią tęsknił. I żadna kłótnia nie była w stanie tego zmienić.

Skye Mercier
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit

Nigdy wcześniej nie była tak wściekła na Dominica jak tamtego wieczoru, kiedy wychodziła z jego mieszkania tuż po kilku minutach, gdy dopiero do niego weszła. Kilka miesięcy wcześniej poprosiła go, aby nie zachowywał się jak Logan i nie wychodził w trakcie kłótni, a żeby bez względu na wszystko - wyjaśnili sobie problemy przed pójściem spać. Tym razem sama postąpiła tak, jak nie cierpiała tego u innych. Jednak nie była w stanie dłużej wytrzymać w tamtym miejscu…. I w jego towarzystwie. Zranił ją i wkurzył jednocześnie. Czuła się żałośnie mając poczucie, że tak wiele dla niego poświęcała, nie czując się przy tym doceniania. Kochała go i chciała z nim być. Chciała spędzać wolny czas z nim, ale pragnęła też pewnych kompromisów, których w tamtym momencie nie dostrzegała z jego strony.
Dotychczas, gdy się pokłóciła z Loganem czy poprzednim partnerem, schemat wyglądał tak samo - płakała na czyimś ramieniu. Najczęściej była to Hailey, choć przez ostatni rok z efektownym skutkiem zastępował ją Dominic. Tym razem jednak miała ochotę się schować w pod kołdrą i stłumić w sobie złość i płacz. Bała się podzielania z osobą trzecią, tą kłótnią. Bała się, że to mogła być ich pierwsza, a zarazem ostatnia kłótnia. Bała się, że to mogła być kłótnia kończąca ich ledwie co rozwijający się związek. Dlatego zrobiła kolejną rzecz, której nie cierpiała u innych - zamiotła sprawę pod dywan. Po przepłakaniu całej pierwszej nocy, kolejnego dnia zachowywała się tak jak gdyby nigdy nic się nie stało. Spędziła znacznie więcej czasu niż na codzień, aby zakryć pod makijażem popuchnięte oczy i zaróżowiony nos. Uśmiechała się szeroko do ludzi i całe dnie spędziła w biurze. Kluczowa różnica była taka, że słowem nie odezwała się do Reyesa. Zaglądała co rusz, czy aby może nie pisał bądź nie dzwonił, ale nie - cisza. Cóż, pewnie było mu to na rękę, prawda? Kłótnia, skończyły się motylki , więc pewnie dla niego to oznaczało, że to koniec, bo przecież to on powinien się odezwać teraz. Ona wyszła z tym wcześniej występując przed nim z przemową, do której w żaden sposób się nie odniósł, a ona cały czas na to czekała.
Czekała próbując przy tym nie zwariować. Pierwszy dzień był najłatwiejszy - potrzebowała złapać oddech i uspokoić nerwy. Jednak w kolejnym pojawiła się tęsknota, gdy emocje już opadły. Dzisiaj już naprawdę szalała i zastanawiała się czy może jednak nie wyciągnąć pierwsza ręki na zgodę. Bo chyba jeszcze była szansa na pojednanie, prawda?
Powinna już kończyć pracę, bo przecież zbliżała się siedemnasta, ale wiedziała, że pewnie jeszcze posiedzi dobrą godzinę. W dodatku gdzie miałaby się spieszyć? I tak był piątek, a ona nie miała żadnych planów. Siedziała właśnie na kanapie, a miejsce na fotelu obok zajmował Thomas - jeden z powodów jej ostatniej kłótni z Dominicem. Oboje pochylali się nad plikiem wielkoformatowych plików kartek z planami. Na kolanach brunetki znajdował się notatnik, w którym skrzętnie notowała słowa kolegi. Nagle spotkanie przerwał odgłos stukania do drzwi. - Proszę!- rzuciła podniesionym głosem, nie podnosząc od razu głowy, aby dokończyć pisać w zeszycie. Dopiero słysząc znajomy głos , spojrzała w kierunku drzwi.- Dominic, co Ty…- nie ukrywała zaskoczenia, od razu odkładając notatki na kanapie obok i wstając. Całe jej ciało rwało się do niego. Nie dostrzegała teraz niczego prócz tych oczu i uśmiechu, w którym się zakochała i który sprawiał, że jej kolana zawsze miękły na ten widok. Tak jak teraz- wpatrzona w mężczyznę, którego nie przestała kochać ani na ułamek sekundy. - Dominic, poznaj proszę Thomasa, z którym współpracuję i który jest moim mentorem- dodała, kiedy w końcu odzyskała nieco animuszu. - Thomas, poznaj Dominica. Mojego… partnera- dłonią wskazywała to na jednego, to na drugiego, zatrzymując się na chwilę dłużej przy Reyesie. Jak go powinna nazwać? Czy przyszedł tutaj, aby się z nią rozstać? Cholera. Ale wtedy dostrzegła kwiaty w jego dłoni i jej serce zabiło znacznie szybciej.
Thomas, który wstał przed chwilą z fotela, teraz wygładził krawat i nachylił się w kierunku Dominica, wyciągając rękę ku niemu.- Miło mi Cię poznać. Wiele o Tobie słyszałem - zarówno od Skye, ale i nie tylko. Podobno Twój urok osobisty potrafi wiele zdziałać - powiedział z lekkim uśmiechem , raptem z jednym kącikiem ust do góry. Następnie odwrócił się do Skye, a wtedy jego uśmiech stał się bardziej wyraźniejszy. - Nie będę Wam przeszkadzać i tak już ustaliliśmy najważniejsze szczegóły, Skye. Na poniedziałkowym spotkaniu przedstaw proszę już poprawioną wersję- zwrócił się do niej stanowczo, lecz jednocześnie łagodnie. - Jasne, oczywiście. Uwzględnię wszystkie uwagi- brunetka przytaknęła i odprowadziła Thomasa do wyjścia . Kiedy zamknęła za nim drzwi, odwróciła się plecami opierając o nie i spoglądając na Dominica. Tęskniła za nim bardziej niż zdawała sobie sprawę. - Coś się stało?- spytała łagodnie, trzymając dłonie za plecami, jakby się bała podejść bliżej.


Dominic
smerffi
Dogadamy się
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nigdy wcześniej Dominic nie dawał jej ku temu powodów. Zawsze był dla niej oparciem i starał się poprawić humor, a nie być powodem jej złego samopoczucia. Nigdy nie miał na celu intencjonalnie wyrządzić jej krzywdy. Ale też na zupełnie innych zasadach wtedy opierała się ich relacja. W tym momencie wszystko wyglądało inaczej — lepiej, bo nie musieli się już dłużej ukrywać z własnymi uczuciami, poznawali siebie na zupełnie innych płaszczyznach, ale przez to właśnie dochodziło do komplikacji, bo zaczęli posiadać wobec siebie pewne oczekiwania, które mogły prowadzić do spięć. Tak, jak zdarzyło się to tamtego nieszczęsnego wieczoru.
Pierwszy raz pokłócił się z kimś tak mocno. Pierwszy raz zabolało go aż tak bardzo. Przez wiele lat zapierał się rękami i nogami przed poważną relacją, więc unikał zobowiązań i nie pozwalał się do nikogo przywiązywać. Skye stanowiła wyjątek. Była wszystkim, czego potrzebował, by zaznać tego wewnętrznego spokoju, którego nie czuł przy nikim innym. Dlatego przeraziło go to, jak w tak krótkim czasie ta kłótnia nabrała ogromnych rozmiarów. Przerażała go ta cisza i niewiedza, na czym właściwie w tym momencie stali. Jednocześnie zdał sobie sprawę, że wcale nie chciał, by tak to wszystko wyglądało. Nie chciał między nimi takich zgrzytów, bo strasznie mu jej brakowało. A już na pewno nie chciał, by to, co między nimi było, skończyło się w tak głupi sposób.
Stając pod jej drzwiami, cholernie bał się tego, co zaraz się wydarzy, ale nie miał wyjścia — musiał stawić czoła temu wyzwaniu. Musiał o nią zawalczyć. O nich. Bo Skye była tego warta.
Nie dziwiło go jej zaskoczenie. W zasadzie po raz pierwszy przyszedł do niej bezpośrednio do miejsca pracy, a po kłótni tym bardziej nie miała powodów, by go tu zastać. Niemniej wpatrywał się w nią przez chwilę, jakby nic innego się nie liczyło. W swojej czarnej sukience w grochy, w biurowym wydaniu, przypominała mu czasy, kiedy jeszcze pracowała z nim w Forward. Między innymi w tej właśnie skromności, ambicji i rzetelności się zakochał.
Oczywiście, mógł spodziewać się również obecności jej współpracownika. Nie dało się go nie zauważyć po wejściu do biura, ale przez chwilę zdawał się stanowić jedynie tło. Dopiero, kiedy Skye wspomniała o nim na głos, przeniósł na niego wzrok, starając się nie patrzeć na niego przez pryzmat uprzedzeń. Z uprzejmym, wyuczonym uśmiechem podał mu dłoń, ściskając go w mocnym chwycie. Podobno Twój urok osobisty potrafi wiele zdziałać - zabrzmiało jednak jak przytyk, bo zdecydowanie w głosie mężczyzny nie było słychać tonu szczerego uznania.
Naprawdę? Może lepiej nie wierz we wszystko, co o mnie mówią — skrzywił się nieco z rozbawieniem. Zarówno o superlatywach, jak i tych niekoniecznie dobrych cechach. — A urok jest tylko dodatkiem. Zdecydowanie wolę polegać na inteligencji i charyzmie — uśmiechnął się kącikiem ust. Wiele osób uważało, że dzięki ładnej aparycji zawsze był w stanie zdobywać to, czego chciał. Ale to nie oznaczało, że zawsze z tego korzystał.
Ustąpił im miejsca i skinął na Thomasa, gdy skierował się do wyjścia. Kiedy Dominic ostatecznie znalazł się ze Skye sam na sam, odwrócił się ku niej, unosząc bukiet przed siebie.
Stało się. Zjebałem, Skye — przyznał, wzdychając ciężko i patrząc na nią poważnie. W jego oczach czaiła się skrucha. — Strasznie Cię przepraszam, zachowałem się jak skończony kretyn. Wiem, że powinienem był zachować się inaczej, ale po prostu nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny mógł mi Cię odebrać — z każdym kolejnym słowem mówił ciszej, jakby wypowiedzenie ich na głos miało go złamać. Częściowo tak właśnie było, bo względem nikogo nie był tak szczery, jak w tym momencie przy niej. Pokręcił zaraz głową, ganiąc się w myślach, że tu przecież nie chodziło o niego. — Miałaś rację. Byłem niesprawiedliwy. Nie mogę i nie chcę Cię w niczym ograniczać. Ja tylko… tęsknię — wysilił się na to wyznanie, wzruszając przy tym bezradnie ramieniem. To wszystko stało się z racji tego, że tęsknił. Potrzebował ją mieć przy sobie codziennie. Kłaść się przy niej i budzić. Tylko tyle, albo tyle.

love of my life
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było żadnych wątpliwości, że teraz ich relacja diametralnie się zmieniła. To teraz Dominic był tym, który musiał się liczyć z tym, że jego ukochana pracuje z innym mężczyzną. Musiał się liczyć z tym, że tym razem to ktoś inny będzie ją pocieszał po kłótni z chłopakiem, bo…. przecież to on był tym chłopakiem. Dynamika ich związku mogła się też znacznie zmienić, bo już nie było tego dreszczyku adrenaliny kosztowania czegoś zakazanego. Było coś niebezpiecznie przyjemnego w niewinnym flircie, kuszeniu. Nic dziwnego - w końcu już sama Ewa kusiła Adama.
Ale bez względu na to jak przyjemne mogło być to co najbardziej zakazane, nic nie mogło się równać z uczuciem spokoju, który się czuło przy odpowiedniej osobie. Kiedy nagle wyciszały się wszystkie myśli w głowie i było się tylko we dwójkę - w ramionach ukochanego. Imprezy, szaleństwa, przygody - to wszystko zmierzało do jednego celu - aby spotkać osobę, z którą można iść przez życie ramię w ramię.
Kimś takim był Reyes dla Skye. To w jego ramionach czuła wszechogarniający spokój i poczucie, że wszystko będzie w porządku. To przy nim chciała zasypiać i budzić się. Wtulona w niego na kanapie oglądać film i przysypiać w połowie, aby potem zaniósł ją do łóżka. Z nim chciała brać kąpiele, jeść wspólne posiłki i chodzić na zakupy. Nie z Loganem, Thomasem czy kimkolwiek innym. To przy nim jej serce przyspieszało i to na niego jej oczy zawsze były zwrócone.
Po prostu pewne aspekty zaczęły ją przerastać. Czuła, że chce dla wszystkich jak najlepiej, ale nie była w stanie zadowolić każdego, co zaczynało ją frustrować. Stąd to ogromne poczucie niezrozumienia i złość, która się w niej pojawiła po kłótni z Dominicem. Była wściekła, że człowiek, który do niedawna najlepiej ją rozumiał, teraz był źródłem jej bólu. Mimo wszystko, kiedy emocje opadły, była gotowa wyciągnąć rękę na zgodę z prostego powodu - kochała go nad życie.
Dlatego w środku skakała z radości, że przyjechał do niej. Nawet jeśli obawiała się rozmowy, to doceniała to, że wyszedł z inicjatywą, nie uciekał, a potrafił stawić czoła problemom. Przyglądała się też uważnie wymianie zdań między mężczyznami i ich niezbyt szczerym uśmiechom. Nie była ani ślepa ani głupia. Znała ich oboje i dostrzegła te drobne iskry. Odetchnęła z ulgą, gdy jeden z nich opuścił jej gabinet, zostawiając ją samą z ukochanym.
Jej kolana momentalnie zaczęły mięknąć, gdy wyciągnął bukiet, a z ust popłynęło zjebałem. Proste, szczere ze skruchą w oczach i głosie. Momentalnie miała ochotę rzucić się w jego ramiona i zapomnieć o wszystkim. Poczuć jak jego silne dłonie gładzą jej ciało, a usta czule całują czubek głowy. Tak bardzo za nim tęskniła. Wiedziała jednak, że pewne rzeczy muszą być powiedziane głośno. Tym razem na spokojnie, bez krzyku i złości. - Nikt mnie nie zabierze Dominic. O ile sam mnie nie odtrącisz- przyznała łagodnie będąc w niemałym szoku i wzruszeniu, że w ogóle takie myśli miał w głowie, że ktoś mógł ją ot tak mu ją zabrać. - Też przepraszam. Powinnam bardziej pilnować czasu i nie odwoływać naszych spotkań i to wtedy, kiedy już na mnie czekasz na miejscu- tak, ona też dostrzegała swoje błędy. Wiedziała, że mogła zachować się inaczej. Mogła użyć innych słów, ale w złości i emocjach człowiek robi wiele nierozważnych rzeczy, których później żałuje.
Kiedy przyznał, że tęskni, westchnęła głośno, a jej dotychczas spięte ramiona opadły. Zrobiła krok do przodu, czując, że idą w dobrym kierunku. - Też tęsknię- przyznała nie odrywając wzroku od jego oczu. - Staram się to wszystko pogodzić. Naprawdę się staram, ale czasami jest mi ciężko, kiedy wszyscy czegoś ode mnie oczekują- ponownie głośno westchnęła czując, że potrzebuje z siebie wyrzucić znacznie więcej nic sądziła początkowo. - Kocham Cię i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, ale jestem też zmęczona I potrzebuję postawić na siebie. Chcę żeby moje nazwisko coś znaczyło, chcę coś osiągnąć, więc muszę pracować, by to osiągnąć. Chcę też spędzać z Tobą każdą wolną chwilę, ale po pracy muszę się przekopać przez prawie całe miasto, żeby do Ciebie dojechać, bo ja mam współlokatorkę. W pracy gonią mnie terminy i zmieniające się non stop żądania klientów. W życiu goni mnie chęć bycia z Tobą - przyjeżdżać do Ciebie, być uśmiechnięta, zawsze na czas i pod telefonem, a jednocześnie nie wiem nawet czy zmierzamy w tym samym kierunku. Naprawdę jestem zmęczona, bo nie pamiętam kiedy ostatnio poszłam chociażby na zakupy z Hailey bądź na drinka- spojrzała na niego wręcz błagalnym wzrokiem licząc na to, że ją zrozumie. Bądź chociaż spróbuje postawić się w jej sytuacji.


my love <3
smerffi
Dogadamy się
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dominic nie chciał być powodem złego samopoczucia Skye, a już z pewnością nie brał pod uwagę faktu, że kobieta znajdzie pocieszenie u kogoś innego. Kiedyś dużo rozmawiali o rzeczach, które ją bolały, ale też on nigdy przy niej nie pozwalał sobie mówić o sobie zbyt wiele. Był świetnym słuchaczem i wystarczyło, że po prostu był. Teraz wszystko działało na innych zasadach, których musiał się nauczyć, skoro nadal zależało mu na Skye.
Mimowolnie odetchnął, słysząc, jak zapewniła, że nikt mu jej nie odbierze. Z perspektywy obserwatora jej poprzedniego związku zdawał sobie sprawę z tego, że im bardziej będzie ją od siebie odpychał, tym trudniej będzie mu ją ponownie odzyskać. A on zdecydowanie nie zamierzał jej od siebie odtrącać, tym bardziej przez taką głupotę jak zazdrość. Wręcz na odwrót, łaknął jej bliskości i obecności w swoim życiu. Tęsknił za jej uśmiechem i tym, jak jej osoba opromieniała mu dni. Naprawdę chciał zasypiać i budzić się przy niej, każdego dnia, nie martwiąc się tym, że zmęczona po pracy nie będzie w stanie przyjechać albo uśnie zbyt szybko, by zdążyli choćby porozmawiać o tym, jak minął im dzień.
Przeprosiny i wzięcie na siebie pełnej odpowiedzialności za tamten wieczór, wydały mu się jedynym słusznym wyjściem, dzięki któremu miał nadzieję naprawić napiętą między nimi sytuację. Jednak kiedy ona również przeprosiła za to, co stało się zapalnikiem do jego gniewu, zrozumiał, że potrzebował to usłyszeć. To było fair. W jej głosie słyszał szczerą skruchę i to mu w zupełności wystarczyło, by nieznacznie przytaknął na to głową. Dalsze drążenie tego tematu nie miało już dla niego znaczenia.
Jej przytaknięcie, że też tęskniła skwitował cieplejszym uniesieniem kącika ust, ale słuchał jej uważnie, pozwalając wylać z siebie wszystko, co miała mu do powiedzenia.
Oczekiwania. Dominic nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo Skye czuła się przez niego naciskana, by sprostać jego potrzebom. On chciał tylko jej, a z tego, co mówiła, z trudem godziła wszystkie swoje zobowiązania, skacząc z pracy do niego i z powrotem. Rozumiał, jak bardzo zależało jej na swojej karierze, podczas gdy on miał już stabilną pozycję. I że przez wzgląd na to był wobec niej niesprawiedliwy.
Ale ten brak pewności co do dążenia we wspólnym kierunku uderzył go bardziej, niż się tego spodziewał. Przypomniała mu tym samym, że dawała mu czas, ale to nie znaczyło, że będzie czekała wiecznie. Czy ten moment oczekiwania na niego właśnie się kurczył? W jej nieco zaszklonych oczach dostrzegł wszystko, czego nie potrafiły wyrazić słowa — bezradność, zmęczenie i… niema prośba zrób coś z tym, potrzebuję ciebie i twojej pomocy. Skrzywił się nieco w zatroskaniu, po czym zrobił pierwsze, co przyszło mu do głowy — przyciągnął ją do siebie i przytulił. Mocno, zamykając ją w swoich ramionach jak swój najcenniejszy skarb.
Przepraszam, nie wiedziałem, że naciskam na Ciebie aż tak. Nie zdawałem sobie sprawy, że pogodzenie tego wszystkiego jest dla Ciebie takie trudne. Mogłaś mi powiedzieć cokolwiek, zrozumiałbym. I dałbym Ci więcej przestrzeni — wyszeptał do jej ucha, starając się ukryć przed nią złość na samego siebie, że niestety nie był tak domyślny. Nie miała w nim żadnego wsparcia. Był tragicznym partnerem.
Najgorsze było to, że w każdym dotychczasowym związku to on w pewnym momencie zaczynał odczuwać nacisk z drugiej strony i przed tym uciekał, tymczasem obecnie to on miał na Skye zły wpływ. A przecież nie chciał, żeby się przez niego zamęczała. Dlatego był w stanie po raz kolejny zepchnąć swoje potrzeby na dalszy plan, zagryźć zęby i udawać, że jej nieobecność w jego życiu nie wpływała na niego tak istotnie.
Ta kłótnia ujawniła przed nim coś, z czego do tej pory nie zdawał sobie sprawy — podążanie za karierą oraz czas, jaki na to poświęcali, stanowczo im nie pomagał przetrwać w tym związku. Ale jednocześnie to nie mogło być dla nich barierą nie do przeskoczenia. Istniał na to jeden konkretny sposób. Odsunął się od niej nieco, by móc na nią spojrzeć.
Mam nadzieję, że chociaż w piątkowy wieczór wyjdziesz z pracy o normalnej porze? — zapytał, uśmiechając się do niej nieco łobuzersko. Nie chciał na nią naciskać, ale może to był dobry moment, żeby zrobić sobie chwilę przerwy od pracy? — Powiedz mi, co chciałabyś dziś zrobić, a postaram się to spełnić, hm? — zaproponował z przyspieszonym biciem serca. Bo nawet, jeśli miała ochotę na shopping z Hailey, nie zamierzał jej tego zabraniać. Cholera, on zrobiłby dla niej dosłownie wszystko.

Skye Mercier
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy tylko poczuła jak jego ramiona otulają jej ciało, cały stres z niej zszedł. Odetchnęła głośno i wtuliła się w niego, obejmując go w pasie. Przez naprawdę dłuższą chwilę ani się nie ruszała ani nic nie mówiła. Słuchała go - tego co do niej mówi, ale i miarowego bicia serca. Napawała się tą chwilą, za którą tak bardzo tęskniła. Nie chciała go puścić obawiając się, że znowu na kolejne takie zbliżenie będzie musiała czekać o wiele za długo. A nie chciała czekać, chciała go mieć zawsze przy sobie, bo to w jego ramionach wszystko wydawało się łatwiejsze. Wszystkie zmartwienia i troski uciekały i była tylko ich dwójka. Nic więcej do szczęścia nie było jej potrzebne.
Nie chciała roztrząsać tej kłótni i ciągnąć jej w nieskończoność. Oboje zawinili i była tego świadoma - nie miało dla niej znaczenia, kto w jakim stopniu, bo najważniejsze, że oboje potrafili przyznać się do błędu i przeprosić. Nauczyła się już, że związek to sztuka kompromisów , aby nie zatracić siebie, ale również potrafić zadbać o szczęście drugiej połówki.
Jednak nie chciała też zostawiać pewnych kwestii niewypowiedzianych. Skoro powiedziała kilka słów za dużo w złości, to podczas godzenia się warto było to wszystko doprecyzować. Nie chciała też wzbudzać w nim poczucia żalu bądź porażki. Po prostu musieli się dotrzeć. Musieli rozmawiać, aby wiedzieć na jakich etapach są, bo Skye dobrze pamiętała, że powiedziała mu wprost odnośnie swoich oczekiwań i możliwości ze swojej strony. Może na niego czekać - był tego wart i w to nie wątpiła. Ale jego pragnienia były równie ważne, co jej własne i nie chciała z nich rezygnować. Mogła poczekać, o ile wiedziałaby, że czeka na to samo, co on. Niestety w tym momencie sama zaczynała się gubić, czy aby na pewno dążą do tego samego i tego samego oczekują od związku?
- To nie jest kwestia naciskania, a… Sama nie wiem czego. Ciężko mi to wytłumaczyć, więc starałam się to pogodzić wszystko, ale jak widzisz z marnym skutkiem- westchnęła odsuwając się od niego na tyle, aby móc spojrzeć mu w oczy. Była zagubiona , ale w pewien dziwny sposób, który nie potrafiła określić. Może dlatego widział w jej tęczówkach tą bezradność i niemy krzyk o pomoc? To ona zawsze w związkach była tą osobą, która wszystko planowała i o wszystko dbała. Teraz nie wyrabiała i potrzebowała kogoś więcej niż tylko partnera, który oczekuje, że będzie zawsze pod wskazanym miejscem we wskazanym czasie.
Kiedy zapytał się o to, czy wyjdzie wcześniej, momentalnie się zmieszała. Widać było, że jest jej przykro na myśl, co musi odpowiedzieć. - Thomas zlecił mi jeszcze kilka poprawek na poniedziałkowe spotkanie…- powiedziała w końcu niepewnie, pełna obaw jego reakcji. Jednak zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, dodała zaraz z większym entuzjazmem. - Ale mogę do nich usiąść w niedzielę wieczorem, a teraz wyjść z Tobą i móc się pochwalić przed całym biurem moim mężczyzną- uśmiechnęła się szerzej i gładząc go plecach. Uznała, że nie ma to większego znaczenia czy dokończy zadanie dzisiaj czy w niedzielę, a móc teraz razem wrócić do domu brzmiało wprost idealnie. - Odpocząć. Z Tobą i bez kłótni świętować Twój sukces- odpowiedziała bez chwili zawahania. Brakowało jej czasu dla siebie, ale dzisiaj? Teraz chciała spędzić czas z Dominicem, aby móc nadrobić stracony ostatni wieczór, kiedy mieli razem świętować jego (kolejny) sukces w pracy. Pamiętała doskonale, że wtedy to przegapiła, ale to nie oznaczało, że całkowicie jej to wypadło z głowy. Dla podkreślenia tego jak bardzo to z nim chciała spędzić ten czas, zbliżyła się, aby go pocałować. Krótko, ale dając mu znak, że naprawdę za nim tęskniła, bo pocałunek choć trwał chwilę, to był intensywny i namiętny. - Tylko proszę, pojeźdźmy do mnie. Nie chcę teraz ponad godziny spędzić w aucie stojąc w korku, a Em i tak dzisiaj ma nocną zmianę, więc zaraz wychodzi do pracy- dodała jeszcze odrywając się na chwilę od niego i licząc, że zgodzi się na to rozwiązanie.


Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Sposób, w jaki zamknął ją w swoich ramionach, wyrażał więcej, niż jakiekolwiek słowa. Tęsknota, rozlewające się wewnątrz niego ciepło i spokój, jakie mu towarzyszyły wraz ze świadomością bliskości Skye, utwierdzały go w przekonaniu, że był dokładnie w tym miejscu, w jakim od dawna chciał się znaleźć. Tym razem już bez poczucia złości i niesprawiedliwości na świat za to, że stawiał im kłody pod nogi w momencie, w którym ich związek powinien być najważniejszym, co mieli pielęgnować. W tej chwili, gdy emocje w jego żyłach na dobre ostygły, nic już nie mąciło jego umysłu. Wszystko powoli zaczynało się klarować.
Przytłoczenie. To chyba słowo, którego szukasz — powiedział cicho, jakby doskonale wiedział, o czym mówiła. Jemu również potrzeba dogodzenia wszystkim wokół czasem robiła się męcząca. A najlepszym dla niego sposobem radzenia sobie z tym było zdystansowanie się do pewnych spraw i osób. Pewnie dlatego zdarzało mu się unikać cotygodniowych meczów koszykówki z chłopakami lub nie odpowiadać na wiadomości. Wtedy potrzebował samotności. Skye stanowiła wyjątek potwierdzający regułę, bo nawet, jeśli wiedział, czego od niego oczekiwała, nie potrafił się od niej odciąć, zdystansować, pozostać sam. Mógł to zrobić z każdym, ale nie z nią.
Jej nagłe zmieszanie początkowo nie wróżyło nic dobrego, niemniej patrzył na nią z uwagą, starając się nie nastawiać negatywnie na to, co mu wyznała. Wahanie w jej głosie nieco łagodziło czające się w jego umyśle rozczarowanie, gdy wspomniała o Thomasie. Starał się jednak tego po sobie nie okazywać, a raczej wydobyć z siebie wyrozumiałość, pamiętając o tym, że dla niego też praca była ważna. Ale kiedy tylko jej uśmiech się poszerzył i podzieliła się pomysłem przesunięcia swoich planów, automatycznie odpowiedział jej tym samym entuzjazmem.
Masz rację. Niech wszyscy Ci zazdroszczą — przytaknął zawadiackim tonem, nie potrafiąc ukryć przy tym rozbawienia. Już wcześniej widział zainteresowanie w oczach jej współpracowników, a zwłaszcza damskiej części, ale bynajmniej nie zamierzał zwracać na nie uwagi, kierując się bezpośrednio do Skye. Właściwie, biorąc pod uwagę to, co powiedział o nim Thomas, chyba powinni zacząć pokazywać się razem publicznie, by mężczyzna mógł zerwać ze swoją łatką playboya, która nagle zaczęła mu przeszkadzać. I żeby nie było wątpliwości co do faktu, że ciemnowłosa była już zajęta.
To już nie jest takie istotne — skrzywił się nieco na wspomnienie o świętowaniu jego sukcesu. — Wystarczysz mi Ty — dodał zaraz, obejmując ją mocniej i pochylając się nieco w jej kierunku, żeby odwzajemnić pocałunek. Krótki, ale jakże wzbudzający tęsknotę za nią. Cieszyło go, że pamiętała o tym, co tamtego wieczoru mieli razem świętować, ale w tym momencie naprawdę uważał, że straciło to na swojej wadze. Liczył się sam fakt, że spędzi ten wieczór z nią.
Jej prośba wydała mu się taka niewinna i łagodna, że nie miał oporów przed tym, żeby się na nią nie zgodzić. Z drugiej strony uznał, że powinna wiedzieć o czymś jeszcze.
Dobrze, nie ma problemu — skinął głową z uśmiechem, ale wraz z głębszym oddechem, który nabrał do płuc, dało się odczuć, że jeszcze nie skończył. — Z tym, że nie chcę się z Tobą żegnać rano, Skye — podniósł dłoń do jej policzka, żeby w czułym geście zawinąć jej niesforny kosmyk za ucho, a następnie musnąć kciukiem jej skórę. — Ani jutro, ani w ogóle. Nie chcę, żebyś tak się męczyła z dojazdami między naszymi mieszkaniami. Masz już wystarczająco dużo na głowie — wyznał, czując, jak jego serce nagle przyspiesza. Kolejny wdech. Teraz nie było już miejsca na odwrót. — Co powiesz na to, żebyś ze mną zamieszkała? — zapytał finalnie, spoglądając na nią z oczekiwaniem i delikatnie uniesionymi kącikami ust, próbując ukryć nagłą nerwowość, która kryła się w jego oczach. Niepokój pomieszany z nadzieją, że o ile kobieta zgodzi się na jego propozycję, może wreszcie nastąpi kres ich dotychczasowym problemom.

Skye Mercier
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kłótnia z Dominicem była dla niej nieco wstrząsająca. Dotychczas nie kłócili się ze sobą, a nawet wprost przeciwnie - to on ją wspierał po kłótniach z Loganem. Teraz z kolei role się odwróciły i mimo, że uzgodnili za jej prośbą, aby nie kłaść się spać pokłóconym, to nie mieli ze sobą kontaktu od dwóch dni. A dokładnie odkąd wyszła z jego domu trzaskając drzwiami. Jednak sposób w jaki właśnie doszli do porozumienia, wiele o nich wyrażał i o szansie na sukces.
Potrafili przeprosić, posypać głowę popiołem i wyciągnąć rękę na zgodę. Bez zbędnego roztrząsania i analizowania. Po prostu wysłuchując siebie i próbując to wszystko zrozumieć. Skye była wdzięczna Dominicowi, że pierwszy wyciągnął rękę na zgodę, udowadniając też tym, że bierze ją i ich związek na poważnie. Tym bardziej, że mogła mu się właśnie wygadać i poczuć zrozumianą.
- Tak. To właśnie to- przytaknęła głowę czując, że przytłoczona idealnie oddaje jej stan. Niestety nie można było wszystko zmienić od razu. Jednak skoro on się starał, ona też mogła, więc dumna z siebie wpadła na pomysł , aby kosztem niedzielnego wieczoru, móc wyjść teraz z nim i przejść wzdłuż korytarza trzymając go za rękę, a w drugiej dłoni mając bukiet kwiatów od niego. Oj tak, na pewno wszyscy jej będą zazdrościć.
- Oczywiście, że jest! - zaprotestowała od razu nie dając się zbyć żadnymi słodkimi słówkami, że ona mu wystarczy. Może i tak jest, ale wiedziała już, że jeżeli się nie zadba nawet o tak drobne rzeczy, związek nie da rady, gdy nadejdą naprawdę ciężkie czasy. Przeniosła dłonie na jego policzki, aby mieć pewność , że nie ucieknie od niej wzrokiem. - Chcę z Tobą świętować każdy Twój sukces i wspierać Cię przy każdej porażce- wyznała mówiąc szczerze prosto z serca. Chciała być z nim na dobre i na złe. Nawet jeśli nie miała pewności, zmierzają w tym samym kierunku. Przynajmniej do teraz nie miała pewności. - Oh…- wyrwało się z jej ust na pytanie o wspólne zamieszkanie. Zabrała dłonie pozwalając im, aby opadły swobodnie wzdłuż ciała. Zaskoczył ją i było to wyraźnie widoczne.- Jesteś na to gotowy? - spytała lekko zakłopotana i marszcząc przy tym brwi. Jakaś drobna część jej miała obawę, że zaproponował to w akcie desperacji, aby jej nie stracić, ale… czy tym właśnie nie był kompromis? Mimo wszystko, nie dała mu odpowiedzieć na pytanie, dalej kontynuując wypowiedź. - Jeżeli tak, to ja też. Ale pod jednym warunkiem, a raczej pod dwoma- na koniec na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech, a dłonią objęła go w talii. Oh, marzyła o tym, aby już zawsze budzić się i zasypiać w tych ramionach w ich wspólnym domu. - Wspólnie wybierzemy nowe mieszkanie, które będzie po środku drogi do naszych prac, aby żadne z nas nie męczyło się bez sensu długimi dojazdami. W dodatku niech to będzie miejsce z sercem, ciepłe, pełne kolorów, a nie jaskinia wiecznego kawalera i kobieciarza- zaproponowała warunki niepodlegające negocjacjom, więc to nie była forma pytań, a raczej oznajmienia jaki ma plan. Jak się zgodzi , to już wyobrażała ich sobie jeżdżących po mieszkaniach i poszukujących swojego miejsca na ziemi.



Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jej niespodziewane wyjście z mieszkania zamknęło kłótnię w naprawdę trudnym momencie, w którym emocje brały górę, prowadząc do coraz poważniejszych zarzutów. I choć czyniąc w ten sposób, Skye złamała ich obietnicę, ich wymiana zdań zmierzała w bardzo złym kierunku. Najwyraźniej oboje potrzebowali ochłonąć.
Ta napięta sytuacja dla Dominica również zdecydowanie nie była niczym komfortowym. Co więcej, wystraszyła go myśl, że już nie wrócą do tego, co było i przez tę kłótnię straci Skye. Jednocześnie to skłoniło go do refleksji i wywołało w nim szczerą skruchę, która przyprowadziła go pod drzwi ciemnowłosej.
Gdy przytaknęła, pogładził dłonią czulej jej plecy, chcąc chociaż tak okazać jej swoje wsparcie. Oczywiście, że zmiany wymagały czasu, dlatego coraz intensywniej myślał o swojej propozycji, którą zamierzał dziś jej zaproponować. Miał o czym myśleć przez ostatnie dwa dni, a dzisiejsza rozmowa i jej przyznanie się do swoich bolączek tylko utwierdziło go w przekonaniu o słuszności swojej decyzji.
Na jej oburzenie delikatnie skubnął własną wargę, po czym przeniósł na nią spojrzenie, kiedy ujęła jego policzki. Szczerość i ciepło malujące się w jej jasnych oczach, wybrzmiewające z jej spokojnego, acz pewnego siebie głosu sprawiło, że nieznacznie westchnął i przytaknął głową. Koiła go samą swoją bliskością, a zapewnienie, że liczyło się dla niej wszystko, co było z nim związane, wydało mu się niezwykle pokrzepiającym uczuciem. — Oby tych porażek było jak najmniej — odparł w zamian, unosząc nieznacznie kącik ust w nieco zawadiackim przebłysku. Zanim Skye wtargnęła do jego życia, nie wiedział, że potrzebował takiego wsparcia. Ona dawała mu wszystko to, o czym nawet nie miał pojęcia, że mu brakowało. Pozwoliła mu się przyzwyczaić do tego, dlatego jej zapomnienie tak go zabolało. Obecnie jej słowa dawały mu wiarę w to, że to, co się wydarzyło dwa wieczory wcześniej, było tylko drobnym potknięciem na ich wspólnej drodze. Po niej miał nastąpić kolejny duży krok.
Po jego wyznaniu spodziewał się z jej strony sporego entuzjazmu, tymczasem Skye wyglądała na zaskoczoną i… zakłopotaną. Przez chwilę zwątpił w swoją decyzję, która z miejsca wydała mu się chyba zbyt pochopna, ale kobieta zaraz przytaknęła, jednocześnie narzucając mu dwa warunki. Na widok jego uśmiechu bezwiednie odpowiedział jej tym samym, zrzucając z siebie napięcie, które chwilowo objęło jego barki. Objął ją mocniej w pasie, jakby już samo to miało być odpowiedzią na jej wcześniejsze pytanie.
Twoje próby ocieplenia mojego mieszkania nie są wystarczająco satysfakcjonujące? — uniósł wymownie brew z rozbawieniem wymalowanym na jego twarzy, jak zwykle szukając drobnej zaczepki. — No dobrze, zgadzam się. Ale ja też mam warunek - wykreślisz kolor różowy z palety barw — zastrzegł poważnie, spoglądając na nią znacząco, by upewnić się, że dobrze zrozumiała. To akurat nie podlegało dyskusji. — Poza tym, tak, przemyślałem sprawę. Nie chcę już wracać do pustego mieszkania, wiedząc, że Cię tam nie znajdę — wyznał z rozbrajającą szczerością, wracając spojrzeniem w jej błękitne tęczówki. — Bardziej gotowy już być nie mogę — zapewnił, uśmiechając się do niej ciepło, teraz już nie mając wątpliwości, że była to najlepsza możliwa decyzja, jaka mogłaby załagodzić ich problemy. Co prawda, to oznaczało pożegnanie się z jego własnym mieszkaniem, ale jeśli już miało się coś zmienić, to wyłącznie na lepsze.

Skye Mercier
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”