26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe uśmiechnął się i wziął łyk kawy, która zdążyła już trochę ostygnąć. Odstawił kubek na stolik i popatrzył na Charly. Podobało mu się, że nie owija w bawełnę i mówi dokładnie to, co myśli. Sprawiała, że to początkowe spięcie powoli z niego schodziło. W kawiarni było dość głośno, ktoś obok stukał sztućcami o talerz, a z głośników leciała jakaś cicha muzyka, ale on i tak skupiał się tylko na niej.
- W takim razie bardzo się cieszę, że na chwilę straciłaś rozsądek - powiedział, pochylając się lekko w jej stronę. - Bo gdyby nie to, nie poznalibyśmy się, a tak przynajmniej siedzimy tutaj i jemy razem deser.
Zauważył, że dziewczyna na moment uciekła wzrokiem i zaczęła kręcić kubkiem. Przyglądał się jej palcom zaciśniętym wokół ciepłej ceramiki i czuł, jak w środku znowu robi mu się jakoś cieplej. Kiedy uniosła głowę i ich spojrzenia się spotkały, poczuł lekkie ukłucie satysfakcji. Miała w oczach coś takiego, co sprawiało, że nie chciał przerywać tej ciszy za szybko. Siedział oparty o oparcie krzesła, bębniąc palcami o blat stołu. W głowie wciąż kręciły mu się myśli o tym, co wydarzyło się na ulicy. Sam przecież rzadko pozwalał sobie na takie akcje, a teraz siedział w kawiarni z dziewczyną, której godzinę temu nawet nie znał, i czuł, że to najlepsza rzecz, jaka spotkała go w tym tygodniu. Wyglądała na zadowoloną i to dawało mu pewność, że oboje myślą teraz o tym samym. Podniósł swój kubek, upił mały łyk kawy i uśmiechnął się do niej, dając jej znać, że milczenie wcale mu nie przeszkadza.
Noe zaśmiał się cicho pod nosem i pokręcił głową. Podobało mu się, jak zgrabnie potrafiła obrócić wszystko w żart, żeby nie zrobiło się zbyt poważnie, choć jej słowa o tym, że nie żałuje i tak do niego trafiły. - No dobra, z tą statystyką to muszę ci przyznać rację - odpowiedział, opierając się wygodniej i patrząc na nią z rozbawieniem. - Gdyby ktoś mi rano powiedział, że skończę w kawiarni z dziewczyną, która bez słowa pocałuje mnie na ulicy, pewnie pomyślałbym, że to jakiś wariat. Więc tak, oficjalnie też tego nikomu nie polecam. - Przesunął pusty talerzyk po cieście na bok, żeby mieć więcej miejsca na stole. Spojrzał na jej uśmiech i poczuł, że zupełnie nie ma ochoty kończyć tego spotkania, nawet jeśli minęła już godzina. - Ale skoro już oboje podjęliśmy to ryzyko i jesteśmy tym jednym, udanym przypadkiem na sto… to chyba wyszło całkiem nieźle, co? - dodał, mrugając do niej.
Wcale nie był zły ani zmieszany, po prostu jej słowa o braku żalu i tej całej statystyce dały mu do myślenia. Zaczął się zastanawiać, jak to właściwie z nimi jest – czy dla niej to też było tak dziwne i intensywne, czy po prostu miała dziś dobry humor i ochotę na pogawędkę z nieznajomym. Przesunął dłonią po karku, czując, że atmosfera zrobiła się trochę gęstsza, ale w przyjemny sposób. Nie chciał jej spłoszyć swoim milczeniem, więc w końcu uniósł głowę, rozluźnił ramiona i spojrzał jej prosto w oczy z lekkim uśmiechem, żeby widziała, że wszystko jest w porządku.
Chłopak zauważył, jak Charly przygryza wargę i od razu zarejestrował jej drobne zdenerwowanie. Kiedy rzuciła, żeby zapomnieć o tym, jak oceniła jego charakter, cicho parsknął śmiechem, ale łagodnie, bez złośliwości.
- No i niby jak mam teraz o tym zapomnieć? - zapytał rozbawiony, kręcąc głową. - Przecież właśnie mi udowodniłaś, że masz rację. Skoro według ciebie nie lubię zostawiać spraw niedokończonych, to teraz tym bardziej będę drążył ten temat, żeby wyszło na twoje. - Odczekał chwilę, dając jej czas na złapanie oddechu, po czym uśmiechnął się szerzej. - A tak poważnie, to nie masz się z czego tłumaczyć. Trafiłaś w dziesiątkę, serio. Czasami faktycznie za bardzo kombinuję i analizuję rzeczy, zamiast po prostu odpuścić, więc wcale się nie wkopałaś z tą opinią o mnie. Dobrze wiedzieć, że widać to po mnie już po godzinie znajomości.
Poczuł, że siedzi mu się tu wyjątkowo wygodnie. Zwykle po godzinie z kimś nowym szukał już pretekstu, żeby zerknąć na zegarek albo zacząć się zbierać, a teraz kompletnie o tym nie myślał. Siedział zrelaksowany, wodząc wzrokiem po kawiarni, w której ruch powoli się zmniejszał. Pomyślał, że ta sytuacja z rachunkiem i jego głupim żartem o kelnerze wyszła całkiem gładko. Cieszył się w duchu, że dziewczyna nie zaczęła się z nim kłócić o to, kto ma zapłacić, bo spotkał już takie, które strasznie się o to spinały. Dla niego to była oczywistość – zaprosił ją, więc płaci. Kiedy w końcu znowu na niego spojrzała, odetchnął głęboko i poprawił się na krześle, czekając, co jeszcze przyniesie rozmowa.
Po tych słowach serce zaczęło mu bić trochę szybciej. Patrzył w jej brązowe oczy i przez chwilę zupełnie nie wiedział, co odpowiedzieć. Ta nagła zmiana – z pewnej siebie dziewczyny w kogoś tak ujmująco nieśmiałego – kompletnie go rozbroiła.
- Szczerze? Ja też nie — odpowiedział cicho, opierając brodę na dłoni i nie odrywając od niej wzroku. - I to jest w tym wszystkim najlepsze. Z reguły dość szybko brakuje mi tematów do rozmowy, a z tobą... no cóż, minęła godzina, a ja mam wrażenie, że dopiero usiedliśmy. - Uśmiechnął się do niej ciepło, chcąc dać jej do zrozumienia, że szczerość działa w obie strony i absolutnie nie musi się jej wstydzić. - Wygląda na to, że oboje mieliśmy farta, trafiając na siebie. Bo gdybyś trafiła na jakiegoś sztywniaka, pewnie faktycznie musiałabyś stąd uciekać - dodał z rozbawieniem.
Zaśmiał się pod nosem, chcąc trochę zmniejszyć jej zawstydzenie, choć sam czuł, że ta sytuacja coraz mocniej go wciąga. Podniósł swój kubek i delikatnie stuknął nim o jej w geście toastu. - Za to, żeby ta godzina nie była dzisiaj jedyną, która nam tak szybko minęła — dodał, patrząc jej prosto w oczy z szelmowskim uśmiechem. Uniósł brwi, uśmiechając się na to, jak szybko przejęła inicjatywę i zadała mu jego własne pytanie. Odstawił kubek na stół i przez chwilę bębnił palcami o blat, zbierając myśli. Popatrzył na nią i uznał, że nie ma sensu kombinować. - Chyba to, jak łatwo mi się z tobą rozmawia - odpowiedział prosto z mostu. - Serio. Normalnie jestem raczej ostrożny, potrzebuję czasu, żeby się otworzyć, a tutaj usiedliśmy i od pierwszej minuty mam wrażenie, jakbyśmy po prostu znali się od dawna. No i to, że potrafisz mnie tak szybko rozbroić. Mało kto to potrafi, a tobie zajęło to tylko pięć minut — dodał z lekkim rozbawieniem, mrugając do niej.
Charly Hayes
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charly słuchała go z tym samym skupieniem, które wcześniej próbowała ukryć pod kolejnymi żartami, choć tym razem zdecydowanie trudniej było jej udawać, że jego słowa nie robią na niej żadnego wrażenia. Zwłaszcza kiedy powiedział, że z reguły dość szybko brakowało mu tematów do rozmowy, a z nią miał wrażenie, jakby dopiero co usiedli. Kąciki jej ust uniosły się więc nieznacznie, a spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok, zanim ponownie zatrzymało się na jego twarzy. — Wiesz, chyba zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie przesadzasz z tą całą moją wyjątkowością. — rzuciła z rozbawieniem, choć jej głos zdradzał, że komplement zdecydowanie przypadł jej do gustu. — Ale skoro już tak twierdzisz, to chyba powinnam się cieszyć, że trafiłam właśnie na ciebie. W końcu statystycznie szanse były raczej niewielkie. — dodała.
Kiedy stuknął swoim kubkiem o jej filiżankę, Charly spojrzała najpierw na naczynie, a dopiero później na niego, po czym z lekkim uśmiechem odwzajemniła toast. — Za to, żeby nie była. — odpowiedziała, unosząc filiżankę nieco wyżej. — I chyba za to, żebyśmy następnym razem nie musieli czekać na kolejną utratę rozsądku. — dodała, a jej spojrzenie zatrzymało się na nim jeszcze przez krótką chwilę, zanim zupełnie przypadkiem przesunęło się niżej, na jego nadgarstek. Widniejąca na tarczy zegarka godzina sprawiła, że uśmiech momentalnie zniknął z jej twarzy. — O cholera… — wyrwało jej się cicho, a zaraz potem odłożyła filiżankę na spodek. Sięgnęła po telefon, sprawdzając godzinę dla pewności, choć właściwie już wiedziała, że zegarek Noe nie mógł się aż tak bardzo pomylić. — Muszę uciekać. Naprawdę. — oznajmiła, spoglądając na niego z miną osoby, która sama nie jest szczególnie zachwycona tym faktem. — Nawet nie wiem, kiedy ten czas minął. Przecież dopiero co tu usiedliśmy. — mruknęła, zerkając na pusty talerzyk po deserze i kubek kawy, który zdążył już dawno wystygnąć. Najwyraźniej rozmowa rzeczywiście pochłonęła ją znacznie bardziej, niż chciała przed sobą przyznać.
Mimochodem Charly zaczęła zbierać swoje rzeczy, ale kiedy sięgnęła po torebkę, nagle zatrzymała dłoń, jakby właśnie przypomniała sobie o czymś, czego nie chciała zostawiać przypadkowi. Spojrzała na Noe, a później na telefon, przez moment zastanawiając się, czy aby na pewno powinna to zrobić. Ostatecznie jednak kącik jej ust uniósł się lekko. — Właściwie… skoro już ustaliliśmy, że jesteśmy tym jednym szczęśliwym przypadkiem na sto, to chyba nie powinniśmy całkowicie zdawać się na statystykę. — powiedziała, wystukując coś szybko na ekranie. Po chwili rozejrzała się za kelnerem i kiedy ten znalazł się wystarczająco blisko, poprosiła go o małą kartkę. Zapisała na niej kilka cyfr, złożyła papier na pół, a następnie podała go mężczyźnie. — To mój numer. — powiedziała, dopiero wtedy zarzucając torebkę na ramię i skierowała się w stronę wyjścia. — I teraz już naprawdę muszę lecieć. Ale skoro powiedziałeś, że mało kto potrafi cię tak szybko rozbroić, to chyba będę musiała kiedyś sprawdzić, czy to faktycznie działa więcej niż jeden raz. — rzuciła jeszcze przez ramię, posyłając mu ostatni uśmiech, zanim zniknęła za drzwiami kawiarni.



KONIEC





Noe Villeneuve-Scott
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Beach Club”