ODPOWIEDZ
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

041.
money can't buy you happiness
but they can buy you freedom
No kurwa, powiem ci, że czas na tą akcję wybraliśmy sobie idealny — rzuciła zza drzwi łazienki, kiedy kończyła przebierać się w ciuchy Almy, a pod spodem miała schowany gumowy, trochę jak poduszka brzuszek ciążowy, który odznaczał się na materiale kwiecistej sukienki. Złapała głębszy oddech, poprawiła pas pod plecami i wyszła do salonu, gdzie Noriega już ładował pieniądze do czarnej torby. — Popatrz tylko — wyrzuciła ręce w powietrze, a następnie spojrzała na niego wymownie. Dzień. Dzień kurwa po tym, jak przeszli istne piekło z testami ciążowymi i potencjalnym zagrożeniem w postaci dziecka, która przez moment myśleli, że rozwija się w brzuchu Pilar, a teraz… serio miała na sobie brzuch ciążowy. I to nie byle jaki, bo przecież Alma była już w zaawansowanej ciąży. Termin miała za jakieś niecałe dwa miesiące, dlatego jeśli chcieli, żeby wszystko było idelnie, musieli dopasować wielkość do tego faktycznego.
Ile spakowałeś? — spytała, podchodząc do niego bliżej. — Mam przeliczyć? — spytała i chciała sobie przy nim przykucnąć, ale wtedy uderzyła kolanami o ten wielki brzuchol, odbiła się od niego jak piłeczka kauczukowała, a potem już poleciała prosto na tyłek tuż obok swojego męża. — Ja pierdole — bo inaczej nie dało się tego skomentować. Jak kobiety w ciąży w ogóle funkcjonowały? Z jednej strony okej, miały dziewięć miesięcy na to, żeby przyzwyczaić się do nowego komfortu ruchu, a ona jakieś trzy minuty, ale z drugiej przecież w tym nie dało się nawet poruszać, schylić się. Wyciągnęła rękę do Noriegi, żeby jej pomógł, a on oczywiście szarpnął ją o wiele za mocno, przez co wpadła na niego z tym wielkim brzuchem, a poduszka zaskrzypiała.
No i kurwa po dziecku — mruknęła z udawanym oburzeniem. — Delikatny musisz być — skarciła go i nawet się po tym brzuszku pogłaskała. Cała ta szopka mała jakoś rozładować sytuację i w to, w co właśnie się ładowali.
Szantażysta Almy od czasu listu z datą i godizną przekazania skontaktował się z nią tylko raz. Dodał, że jeśli ktokolwiek dowie się o tej wymianie, Luciano nie przeżyje nocy. Pilar wciąż wątpiła w to, że ta osoba naprawdę go miała, ale przecież musieli to sprawdzić.
Pojedziemy na dwa samochody — rzuciła, pakując do torebki nie tylko telefon ale też broń. Normalnie wolała nosić ją w spodniach, ale przy ciuchach, które wybrała dla niej Alma, nie było gdzie schować gnata. — Nie możemy ryzykować, że ktokolwiek nas razem zobaczy — a to zaś oznaczało, że na dole na parkingu ich drogi najprawdopodobniej się rozejdą. Przekazanie miało dobyć się w opuszczonym magazynie. — Z planów budynku, które udało mi się wygrzebać w systemie z tyłu jest jedno dodatkowe wejście. Nie ma gwarancji, że będzie otwarte. Jak nie to zostaje ci wdrapanie się do okna. Jakieś pytania? Chcesz też broń?

Tienes que ser delicado
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

058.
The envelope was full of cash.
The air was full of questions.

trigger warning
przekleństwa
Pochylał się nad dziurą w podłodze, z której wyciągał pieniądze, a że miał same studolarówki, nieoznakowane, stare serie, tak jak go uczyli, to to dziesięć tysięcy w czarnej torbie, którą przygotował wyglądałoby dziwnie. Marnie jakoś. Przechylił na bok głowę licząc gotówkę. No dobra, tak naprawdę nic nie liczył, bo na oko określił, że ma już dziesięć patyków, a miał do tego oko. Chyba potrzebowali na to koperty.
- Co? - podniósł głowę zerkając na Pilar, kiedy wyszła z łazienki, a gdy zaprezentowała mu się z brzuchem, to aż usiadł na tyłku na podłodze. Przechylił na bok głowę przyglądając się swojej żonie, nawet dobrze wyglądała, jak zawsze zresztą - wciąż mi się podobasz - zaczął - ale umawialiśmy się, że to nie będzie się działo tak szybko, a tu patrz niepokalane poczęcie w naszym kiblu - pokazał jej czubek języka. A kiedy do niego podeszła to machnął jej przed nosem plikiem gotówki - tu jest dziesięć patyków, ale zobacz... - znowu je przymierzył do torby, w której one by po prostu zginęły - masz jakąś nie wiem... Małą torebusię? - zawiesił ciemne spojrzenie na jej twarzy. Ale coś mu się nie wydawało, że Pilar zaraz mu powie, że ma małą torebusie, w ogóle nie wyobrażał sobie w jej ustach tego słowa. Tej torebusi, więc zaraz ściągnął do siebie brwi - albo kopertę? - zapytał, ale wtedy Pilar zrobiła... Nie wiedział za bardzo co, ale śmiesznie to wyglądało z boku, kiedy tak spróbowała przykucnąć, odbiła się na tym brzuchu jak na jakiejś piłce i wylądowała na podłodze na tyłku. Madox parsknął śmiechem - to chyba będzie piłka lekarska, a może... olimpijczyk, taki skoczny - znowu zażartował, a zaraz wyprostował się i wyciągnął do niej rękę. Oczywiście, że nie wymierzył i szarpnął ją do siebie za mocno, tak mocno, że sztuczny brzuszek zaskrzypiał, a Madox uniósł jedną brew. Objął swoją żonę ramieniem.
- A ty nie lubisz delikatnie, i co teraz? - połasił się do niej, a zaraz znowu się krzywił - jak na dwa? Nie... - nie pasowało mu to, bo przecież mieli to zrobić razem, a teraz na dwa samochody? Chociaż wiedział, że Pilar miała rację, nie mogli jechać jednym, w ogóle nie powinni się pokazywać razem, co zaraz podkreśliła - i myślisz, że cię puszczę samą, z tym brzuchem? - znowu ją zaczepiał, ale nie miał innego wyjścia. Westchnął ciężko na jej kolejne słowa, a zaraz skinął głową - nie martw się, wejdę tam - rzucił, ale on się przejmował. Nie tym, jak dostanie się do budynku, raczej tym, że Pilar będzie tam z szantażystą sama, będzie mu dawać forsę. A na dobrą sprawę nie wiadomo kto to był. Madox miał jakieś złe przeczucia, bo co jeśli ktoś od Luny?
Ale przecież się z nim skontaktował, umówił na spotkanie... Chyba by mu teraz czegoś takiego nie odwalił.
- Co? - jej pytanie o broń wyrwało go z zamyślenia - mam - sięgnął do kieszeni i pokazał jej kastet, ale prawda jest taka, że pistolet też miał ze sobą, w schowku w aucie. Zabrał go dzisiaj z klubu, tak na wszelki wypadek. Chociaż miał nadzieję, że nie będzie go potrzebował.
Ruszyli do drzwi, ale przed nimi, Noriega jeszcze zatrzymał swoją żonę, przyciągając ją do siebie, tak, że walnęła go tym sztucznym brzuchem w ten jego, aż się skrzywił.
- Pilar tylko pamiętaj co mi obiecałaś. Uważasz na siebie i się nie wychylasz - przypomniał jej patrząc w jej piękne, duże oczy. Bo przecież mogła już zapomnieć.
Wyszli już z mieszkania, a Pilar zamknęła drzwi na klucz, ruszyli schodami na dół - a Gaba odstawiła już Jaguara? - właściwie... czy Pani Noriega wiedziała co się stało? Nie był tego pewny, ani tego czy auto rzeczywiście jest na parkingu. Jego BMW stało przed kamienicą, przy krawężniku, sam je tam postawił, kiedy wrócił z klubu. Bo przecież musiał ocenić szkody. Nie było najgorzej, ale dobrze też nie, dwie loże do całkowitego remontu, bar i część parkietu... Madox wiedział, że będzie musiał włożyć w to kupę kasy, ale skoro jednak nie uciekali do Kolumbii, to musiał to zrobić. Miał oszczędności i pieniądze to w zasadzie był najmniejszy problem. Ale i tak już od rana narzekał Pati ile to będzie kosztować.

Me gustas incluso con barriga ⋆.ೃ࿔🌸*:・
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Poczęcie w kiblu faktycznie byłoby martwiące, gdyby brzuch, który miała właśnie na skórze faktycznie należał do niej. Już wczoraj wspólnie ustalili, że może kiedyś przyjdzie etap, w którym zdecydują się na dzieciaka, jednak zdecydowanie nie było to teraz. Po pierwsze żadne z nich nie czuło się gotowe — serca mieli zbyt dzikie, a tyłki niespokojne i podejmowali zbyt spontaniczne decyzje bez pokrycia — a po drugie mieli na głowie zdecydowanie za dużo kłopotów, żeby dokładać do tego kolejny. I właśnie jeden z nich wymagał ciążowego brzuszka.
Brzuszka, który był tak niepraktyczny, że pierwsze ją wywalił na tyłek, kiedy chciała się schylić, a zaraz potem skrzypiał dziwnie pod naporem ciała Noriegi, kiedy przyciągał ją do siebie mocno. Pilar miała tylko nadzieje, że nie będzie musiała w tym spierdalać ani nikogo gonić dalej niż na sto metrów, bo mogło być ciężko. Ciężko też zaraz okazało się umieszczenie gotówki w torbie. Spuściła spojrzenie we wskazanym kierunku.
Nie no, kurwa, przecież to wygląda okropnie — skwitowała, przewracając oczami. — Kto żąda dziesięć patyków za człowieka? — podniosła spojrzenie na Noriegę. Wciąż nie mogła w to uwierzyć, że szantażysta krzyknął sobie tak marną sumę. Nie żeby liczyła tutaj na większą gotówkę, po prostu każdy szanujący się mafiozo czy złodziej raczej narażając się na więzienie celował w o wiele bardziej atrakcyjne kwoty niż jakieś dziesięć tysięcy. Ta sprawa śmierdziała. I to kurewsko.
Ta torba się kompletnie nie nadaje — zgodziła się z nim, kiwając głową, a potem jednym ruchem wysypała jej zawartość na podłogę. Cisnęła materiałem gdzieś w eter, drapiąc się po głowie. Spojrzała na niego dopiero, gdy wspomniał o… — Małą torebusię? — proszę bardzo, powiedziała to. Powtórzyła zaraz po nim, a te słowa w jej ustach brzmiały… dziwnie. W ogóle zdrobnienia w ustach Pilar brzmiały źle. Nie była słodka. Nie pasowało to do niej, a teraz z nazwiskiem Noriega tym bardziej. — Nie mam. Ale mam taką płócienną od Almy. Powiedziała, że chodzi z tym codziennie na zakupy, wiec jeśli ten ktoś ją obserwował, to może nawet dobrze będzie to w dać kasę — zawsze to jakieś dodatkowe zabezpieczenie w kwestii wiarygodności, plus… no dziesięć koła to jednak kompletnie nie nadawało się do niczego większego. Wstała i przeszła do stołu, na którym miała dwie reklamówki rzeczy od Almy. Wygrzebała w niej torbę, a już po chwili kucała przy Madoxie. A raczej spróbowała kucnąć, bo w połowie znowu odbiła się od brzucha. Tym razem jednak była przygotowana i w ostatniej chwili wstała na równe nogi. Przepakowali co trzeba, a potem stali już przy drzwiach wyjściowych. Szarpnęła za klamkę, ale nim wyszła, Madox szarpnął ją do siebie. Od razu zawiesiła na nim wielkie, ciemne spojrzenie.
Będę uważać — skinęła głową, zaciskając palce na jego koszulce. — Zawsze uważam — puściła do niego oczko. No kurwa musiała to powiedzieć, chociaż prawda była taka, że wcale. Szczególnie kiedy chodziło o niego. Robiła wszystko tylko nie uważała, byleby zapewnić mu bezpieczeństwo. Ktoś kiedyś powiedział, że ich związek był toksyczny. Był. Bo kto normalny miałby takiego pierdolca na swoim punkcie jak oni?
A teraz chodź. Vamos! — szarpnęła za jego koszulę i wyciągnęła do na klatkę. Zamknęła drzwi, a potem razem ruszyli po schodach. Ciężko schodziło się po stopniach z tym brzuchem. Musiała iść bardziej na wyczucie, bo nie widziała własnych stóp. Raz nawet się potknęła, ale Noriega ją złapał w porę. — A co z Jaguarem? — spytała, kompletnie zbita z tropu, kiedy tylko o tym wspomniał. Coś pamietała, że kuzynka Noriegi wspominała o samochodzie Pilar, kiedy jeszcze byli w Rio, ale po powrocie tyle się działo, że nawet się nad tym nie zastanawiała. — Nie ważne, zaraz mi powiesz. Musisz mnie podwieźć pod stacje. Alma zostawiła mi tam samochód — oznajmiła, wychodząc na parking i kierując się do ciemnej bmki swojego męża. Nie było opcji, żeby pojechała krwiście czerwonym Jaguarem do opustoszałego magazynu przy porcie i udawała biedną kobietę, która szuka męża. To byłoby zbyt oczywiste. Trzeba to było odpowiednio rozegrać, z głową. W końcu nie mieli pojęcia z kim mieli do czynienia.
Załadowała się do środka, zapinając pas, chociaż to również nie należało do najłatwiejszych, biorąc pod uwagę wielki, wystający kawałek arbuza ze swojego brzucha.
Trzeba będzie pierwsze sprawdzić, czy ten ktoś faktycznie przyjdzie sam… — zaczęła po chwili, kiedy tylko samochód Noriegi wyjechał na oświetlony ulice Toronto. To do niego należało to zadanie. Nie uważała, że musiała mu o tym mówić, ale zawsze dobrze było przegadać plan chociaż raz, skoro nigdy wcześniej tego nie zrobili. — Jak tak, to szybka piłka — gorzej jeśli nie. Wtedy mogli mieć niemały problem, a dokładniej ona. Z drugiej strony może nie było sensu stresować się na zapas. Ktoś chciał dziesięć koła. W najgorszym wypadku po prostu mu je dadzą. Takie pieniądze to nie były pieniądze w perspektywie życia i wyjścia z tego cało.

Siempre considero °❀.ೃ࿔*
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox westchnął ciężko, rzeczywiście dziesięć tysięcy za czyjeś życie to była niewygórowana cena, więc opcje były dwie, że to jakiś amator, który najprawdopodobniej nie wie nic o Luciano, a chce tylko wyłudzić forsę od przerażonej kobiety, która do tego jest w ciąży. Albo to podpucha...
Ta opcja była chyba nawet gorsza biorąc pod uwagę, ile oni w danym momencie mieli wrogów, no i że wcale nie kryli się z tym, że pomagają Almie. Madox nawet do niej wpadł, że niby z tą gotówką, gdyby ktoś obserwował jej dom.
Kasa była na miejscu, brzuch też, Noriega nawet się na niego zapatrzył, ale torba wcale nie pasowała. Jakby tam mieli zapakować milion, albo chociaż pół, ale to dziesięć koła, no nie, i zaraz Pilar mu przyznała rację, a potem... Powiedziała to słowo. A Madox wyszczerzył się do niej w uśmiechu, a zaraz przysunął bliżej, ale znowu przeszkadzał mu jej sztuczny brzuch.
- Małą torebusię, na mały okupik - w jego ustach te zdrobnienia brzmiały... po prostu śmiesznie. Bo gdzie taki gangus z tymi swoimi dziarami, a teraz zaplecionymi w warkoczyki ciemnymi włosami, mówił jak jakiś przedszkolak. Ale on mówił i wcale się tym nie przejmował. Pokiwał głową, kiedy jego żona powiedziała, że ma jakąś płócienną torbę Almy - nada się, nawet lepiej, bo jakbyśmy kasę włożyli w to, to Alma wyglądałaby jak jakaś... ciotka gangstera - wskazał swoją czarną, sportową torbę podbródkiem, a zaraz spojrzeniem przesunął po tej kwiecistej sukience, którą Pilar miała na sobie. Nie to, że była jakaś bardzo staromodna, ale jednak... kobiety gangsterów się tak nie ubierały, a przynajmniej według Noriegi.
Madox sięgnął do swojej żony ręką, kiedy znowu zamierzyła się do kucania, żeby ją przytrzymać, żeby nie wyrżnęła, ale tym razem sama się poprawiła, przepakowali pieniądze i można było się zbierać, ale przy drzwiach zatrzymał ją jeszcze, żeby przypomnieć jej, co mu obiecała. Strzelił oczami w sufit na jej słowa.
- A ja kurwa jestem angielska księżniczka - sarknął. Bo tak jak jemu dużo brakowało do takiej princessy, tak ona rzadko kiedy na siebie uważała. Chyba jeszcze nie widział, żeby Pilar Ste… teraz Noriega się zatrzymała i postawiła siebie na pierwszym miejscu. Jego owszem. Ale przecież jemu chodziło o nią właśnie.
I na schodach też osłaniał ją ręką, kiedy tak niepewnie stąpała wyglądając zza tego sztucznego brzucha, a raz musiał ją nawet złapać za fraki, gdy się potknęła.
- A, to nie wiesz... - rzucił odnośnie Jaguara i od razu się zastanowił, czy powinien jej powiedzieć, czy jednak kryć Gabę, no chuj, i tak Pilar w tym momencie go nie docisnęła, a potem może jej się o tym zapomni - okej, tylko... - coś jeszcze chciał dodać, ale jak wychodzili z kamienicy, to wpadli na... ich ulubioną babę z warzywniaka, która na widok Pani Noriega zrobiła wielkie oczy, zmierzyła ją spojrzeniem, a potem odwróciła się do Madoxa.
- To to już taka zaawansowana ciąża? A wy wczoraj dopiero robiliście testy Madito? - zapytała. A Noriega spojrzał na nią unosząc brew, ale no tak, wczoraj przecież się z nią mijał z tymi testami. Śmiesznie, że sąsiadka uznała, że oni dopiero się skapnęli, że trzeba by wykonać test, w jakimś siódmym miesiącu... Ale przecież nie będzie tu stał teraz i jej tłumaczył. Mieli inne rzeczy na głowie.
- A bo my jesteśmy un poco loco - zakręcił nawet palcem koło swojej głowy, a zaraz już pakowali się do czarnego SUVa, którego wziął z klubu, no bo jednak jego czerwone BMW pewnie też za bardzo rzucałoby się w oczy.
- Poczekaj... - mruknął kiedy Pilar grzebała pod tym brzuchem za zapięciem pasa i sam do niej sięgnął, żeby jej pomóc. Swój też grzecznie zapiął, a zaraz zjeżdżał z krawężnika - okej, ja to sprawdzę, a ty się niczym nie przejmuj, w twoim stanie... - sięgnął do niej, żeby poklepać ją po tym sztucznym brzuchu - daj mu tylko kasę, a ja go złapię i mamy to - plan był prosty, szkoda tylko... że u nich wiecznie się coś wypierdalało, ale Madox starał się być dobrej myśli. Chociaż kiedy tak zerkał kątem oka na Pilar, to jednak się denerwował. Podjechał pod stację, gdzie zaparkowane było stare auto Almy, stanął obok, a kiedy jego żona zamierzyła się do wysiadania, to jeszcze złapał ją za ramię, zacisnął na nim wytatuowane palce - poczekaj, chodź do mnie - szarpnął ją bliżej, pochylając się nad skrzynia biegów, bo jemu jednak bez tej piłki było łatwiej - uważaj na siebie - powiedział patrząc w jej piękne, duże oczy, i nawet przez chwilę chciał jeszcze dodać, że ją kocha, ale chyba byłoby zbyt melodramatycznie, to już musiała wyczytać z jego spojrzenia i z tego pocałunku, który zaraz złożył na jej pełnych, gorących ustach. Krótkiego, ale czułego.
- Jedziesz pierwsza, ja za tobą, zaparkuj przed magazynem, ale posiedź chwilę w aucie, no wiesz... Alma się boi, waha, pogrzeb w schowku czy coś, daj mi pięć minut, żebym tam doszedł, bo ja samochód zostawię dalej - powiedział jeszcze zawieszając na niej spojrzenie.

Cuídate, cariño ˚ ༘♡ ⋆。˚ ❀
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Co mogło pójść nie tak podczas tajnej akcji, w której policjantka udawała ciężarną?
Wiele.
Ale chyba żadne z nich nie spodziewało się, że już na starcie problemem okaże się nie kto inny jak baba z osiedlowego warzywniaka. Mijali ją już przy samym wyjściu i pewnie gdyby nie to potknięcie dwa piętra wyżej, które ich nieco zastopowało, minęliby się z kobietą, nawet się nie widząc. A tak? Tak to staruszka robiła wielkie oczy i aż okulary spuściła bardziej na nos, zaglądając na Pilar spod byka.
Przecież to tak szybko nie rośnie! — oburzyła się zaraz po tym, jak wytknęła Noriedze, że jeszcze wczoraj leciał po testy ciążowe, a teraz taki brzuch? — Ty jesteś pewna, że to ciążą? — zrobiła krok w przód. — Może to jakiś guz? Widziałam kiedyś w telewizorze, jak jedna baba to miała takiego raka, że myślała, że jest w ciąży, a to się okazało, że nie dziecko tylko nowotwór. Musisz się przebadać Pilar — wyciągnęła rękę do przodu, jakby chciała przez przypadek dotknąć brzucha, ale w ostatniej chwili się zawahała, jakby bała się, że on napraw∂e był prawdziwy.
Pilar zamrugała kilkakrotnie i w głowie napraw∂e zaczęła zastanawiać się, co powinna odpowiedzieć. Dobrze, zrobie badania? Tak jestem w ciąży ekspresowej? Cokolwiek by z tego nie powiedziała i tak cała kamienica już jutro będzie o tym gadać. Kobieta która przed nimi stała była jeszcze większą plotkarą niż William, a o to wcale nie było łatwo.
Bo to nie jest prawdziwy brzuch — rzuciła w końcu odpowiedzią, podciągając sukienkę i pokazując kobiecie poduchę. — Po prostu sprawdzamy, jak by to było. Tak mówili w szkole rodzenia — szyła, ile tylko mogła. Wszystko, żeby zaraz nie rozeszło się, że spodziewali się dziecka. Mieli już na głowie wystarczająco dużo problemów, naprawdę nie musieli sobie dokładać. Dlatego pożegnali się szybko z kobietą i władowali do czarnego jednak SUVa, który Noriega wziął z klubu. Musiał pomóc jej z psami, a kiedy w końcu dojechali na miejsce, Pilar od razu chciała sięgnąć do klamki. Zatrzymała się w ostatnich chwili, kiedy kazał jej czekać.
Co? — mruknęła bardziej z przyzwyczajenia. Jak zwykle w głowie już była w pełni zafiksowana na celu, a wtedy cały świat dookoła znikał. Ale nie on. On akurat był zawsze i teraz przyciągał ją do siebie, zawieszając na niej czekoladowe spojrzenie, które tak bardzo lubiła. Uważaj na siebie. — Ty też — odbiła momentalnie piłeczkę. — Tylko mi nie mów, że mnie kochasz, bo jeszcze obsram się jak ty w balonie — cmoknęła niby zaczepnie, ale może faktycznie coś w tym było. Przecież to była szybka akcja. Nie mogli się żegnać, jakby komuś z nich faktycznie miała stać się krzywda. Tutaj nic nie miało prawa się wydarzyć. A przynajmniej taką miała nadzieje.
Skinęła ostatni raz głową, a następnie odpięła pas, wysłuchując, jak powinna się zachowywać zanim wysiądzie z samochodu. Na moment sięgnęła do płóciennej torby, którą miała ze sobą i nim wysiadła wyciągnęła z niej… peruke. Alma miała kasztanowe włosy, podobne do tych, co kiedyś Pilar. Były też o wiele krótsze, wiec jeśli chcieli zachować wiarygodność, musiała również przyodziać i to.
No przecież wiem… — przytaknęła mu, otwierając lusterko i wiążąc kasztanowe kudły w niskiego kucyka. — Będę zajebiście przestraszona. Aż sam będziesz chciał mnie wysłać do szkoły aktorskiej — znowu go zaczepiła, kończąc fryzurę, wszystko doprawiając czapką z daszkiem. Ostatni raz przejrzała się w odbiciu. Niby wyglądała jak ona, ale jednak zupełnie inaczej. Starzej. Bardziej poważnie. Jak matka i styrana życiem żona.
Złożyła na jego ustach ostatni pocałunek, a potem wyleciała z SUVa i szybko przeniosła się do samochodu Almy. Dostałą się do środka kluczykami, które kobieta przekazała jej podczas ostatniej wizyty, a potem już tylko rzuciła torbę na siedzenie i odpaliła jakiegoś starego, granatowego forda. Wyjechała na ulicę Toronto, raz po raz wyglądając w tylnym lusterku znajomego kierowcę. Trochę się nawet pościągali na dwupasmówce, ale kiedy wjechali na ulice prowadzącą do portu i magazynów tuż obok, Madox zniknął gdzieś w ciemnych uliczkach, a ona została sama.
Przejechała na wyznaczone miejsce.
Magazyn stał opustoszały. Kiedyś skręcali tutaj części do statków, a teraz dookoła znajdowały się jedynie zardzewiałe blachy i stare maszyny, których nikt nie używał. Światło dawały jedynie żarówki w latarniach. Pod jedną z nich zaparkowała Pilar. Włosy z peruki zaciągnęła sobie na twarz, a zaraz potem zaczęła faktycznie krzątać się po samochodzie. Pierwsze postukała w kierownicę, potem rozejrzała się z dobre pięć razy, następnie pogrzebała w schowku, napiła się wody, trzęsącymi dłońmi, by finalnie złapać za torbę, wciąż głęboki oddech i wysiąść.
Powietrze było chłodne. Wiatr jak to przy wodzie szalał o wiele bardziej niż wśród bloków, podwijając jej kwiecistą sukienkę. Zamknęła furę i złapała torbę z pieniędzmi w obie ręce, przyciskając mocno do piersi. W końcu miała wyglądać na przerażoną, tak? A więc była. Powoli, wciąż oglądając się dookoła, podeszłą do jednego ze starych kontenerów. Zielonego. Dokładnie tak, jak to było opisane w jednym z listów i znowu rozejrzała się dookoła. Próbowała w tym wszystkim zlokalizować Madoxa, wiedzieć, w którym dokładnie miejscu się znajdował, ale nawet i jego nie była w stanie ujrzeć. Miała tylko nadzieje, że faktycznie zdążył. No i pozostawało największe pytanie ze wszystkich: czy szantażysta odważy pojawić się osobiście, czy może też siedział gdzieś w ukryciu i czekał, aż ”Alma” zostawi pieniądze i odjedzie.

Madito .☘︎ ݁˖
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Po prostu sprawdzamy, jak by to było. Tak mówili w szkole rodzenia...
Madox wywrócił oczami na te słowa, bo na pewno jutro cała kamienica będzie wiedzieć, że oni dzień wcześniej robili ze sto testów ciążowych, a na drugi dzień już uczęszczali do szkoły rodzenia i robili zadanie domowe ze sztucznym brzuszkiem. Po prostu był tego bardziej niż pewny, że każdy kto przyjdzie do warzywniaka po szczypiorek, brokuła, albo sałatę, to od razu się tego dowie.
Ale już postanowił na dyskutować, tylko pociągnął Pilar za rękę do auta.
Droga na stację minęła im szybciutko, a kiedy jego żona zamierzyła się do wyjścia, to przecież musiał jeszcze ją zatrzymać. Jeszcze spojrzeć jej w oczy, a na jej słowa parsknął śmiechem.
- Ja pierdole, to było straszne... Jakbyś mi tak powiedziała, to zdejmowałabyś ten brzuch i sam bym się wciskał w tą kieckę - zaczepił ją, a zaraz obserwował jak chowała swoje ciemne kudły pod peruką - zobacz te się tak ładnie układają, a twoje we wszystkie strony - znowu się z nią droczył, przysuwając do niej, żeby zerknąć na ich odbicia w małym lusterku samochodowym. Mógł tak gadać, ale przecież doskonale wiedziała, że uwielbiał jej włosy, to jakie były nieokiełznane, zupełnie jak ich właścicielka. Kiedy powiedziała o tej szkole aktorskiej to jego wytatuowana ręka opadła ciężko na jej kolano, poklepał ją po nim - ja ci zrobię szkołę aktorską, ale to po akcji - zaczepił rąbek jej sukienki marszcząc go wyżej i zahaczył palcami o jej udo. Ale zaraz zabierał dłoń, zmierzył ją jeszcze spojrzeniem. Z daleka, jakby jej nie znał, każdego jednego pieprzyka na jej skórze, to może nawet by ją pomylił z Almą. Musnął jeszcze palcami jej policzek, kiedy go pocałowała, a potem wysiadła. Odprowadził ją spojrzeniem do samochodu, odpalił silnik i ruszył za nią. W bezpiecznej odległości, żeby czarne, wysokie, też BMW, nie rzucało się tak w oczy. Jego ciemne spojrzenie jednak bez przerwy wisiało na postaci za kierownicą Forda. Po drodze ją wyminął dociskając na podwójnej ciągłej pedał gazu. A potem dał jej to zrobić i kiedy go mijała mogła zobaczyć jak się do niej szczerzył.
W końcu jednak zajechali do portu, a tam Madox skręcił w jakiś ciemny zaułek. Zaparkował koło innych samochodów, które należały do pracowników portu, na głowę wcisnął czapkę z daszkiem, na to naciągnął jeszcze kaptur czarnej bluzy i wysiadł. Dzisiaj miał nie rzucać się w oczy. Ruszył już przed siebie, ale w ostatniej chwili coś go tchnęło i wrócił jeszcze po pistolet, który wyciągnął ze schowka, schował go pod kurtką. Ruszył w kierunku magazynu, zaszedł go od tyłu, czyli tak jak lubiła Pilar… Oboje lubili, nawet on bardziej.
Rozejrzał się, ale na horyzoncie żadnej żywej duszy. Chciał sprawdzić tylne drzwi, tylko zanim do nich podszedł usłyszał jakiś szmer między kolejnymi budynkami i głosy.
- To szybka akcja, zrobimy to i spierdalamy, nikt się nie kapnie - odezwał się jakiś głos. Madox schował się za rogiem budynku. Dwie zakapturzone postacie, jedna wyższa, druga niższa. Ten wysoki niósł na plecach... nożyce do metalu. Podeszli do drzwi zabezpieczonych grubym łańcuchem.
- Dawaj mi to - odezwała się ta pierwsza postać. Kobieta, ewidentnie po głosie to była kobieta.
- Spierdalaj, i tak tego nie otworzysz nie masz tyle siły - facet zaparł się i chwilę siłował z łańcuchem. On też za dużo nie miał.
Kurwa. To będzie jebana bułka z masłem - pomyślał sobie Madox. Łańcuch spadł na ziemię z łoskotem. A parka weszła do budynku. Noriega odczekał chwilę i wlazł do środka za nimi.
Pokręcił się po wnętrzu, bo stracił ich z oczu, ale pewnie poszli po okup. Jakieś szczyle...
Jakie było jego zdziwienie, kiedy wyszedł spomiędzy jakiś kontenerów, a dzieciaki pościągały z głów kaptury i zaczęły... robić graffiti na jednej z wielkich, pustych ścian opuszczonego budynku.
Kurwa... Pilar…
To nie byli szantażyści, a on marnował z nimi czas, puścił się biegiem w kierunku frontu, tam, gdzie stały opuszczone kontenery, w których jego żona miała zostawić gotówkę.

Kiedy tylko Pilar weszła do budynku, ktoś ją obserwował. Śledził każdy jej krok z zawieszonego wyżej tarasu. To jak się rozglądała, jak niepewnie kroczyła przed siebie. Ale wprawne oko od razu wychwyciło to, że badała teren, rozglądała się za drogami ucieczki, gdyby plan się wyjebał, raz bezwiednie poprawiła sobie coś na plecach... jakby brzuch jej opadł? Zacisnęła palce na torebce, z pieniędzmi, jak zakładał szantażysta.
I nagle ciszę, która zalegała w magazynie, przerywaną tylko podmuchami wiatru, który wpadał do środka przez powybijane szyby przerwał głośny hałas. Stuk jednej z maszyn, najpierw zarzęziła, kiedy metalowe, zardzewiałe gąsienice wprawiły się w ruch, coś zgrzytnęło tak, że dźwięk ten wwiercał się głęboko w czaszkę, a potem buchając i sycząc ruszyła.
I kiedy Madox to usłyszał puścił się biegiem przed siebie, ile kurwa sił w nogach. Jego kroki zagłuszyła aparatura.
Nie tylko jego, bo gdy Pilar patrzyła jeszcze w tamtym kierunku, od tyłu zaszła ją postać w kominiarce. A potem kolejna wyłoniła się przed nią, idąc w jej kierunku od strony pracującej machiny.

Mierda... Pilar... ‧₊˚ ☁️⋅♡🪐༘⋆
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Magazyn faktycznie wyglądał na opuszczony.
Dookoła zdawało się nie być żywej duszy. Niektóre okna były powybijane. Jedynie przed wejściem walałby się jakieś śmieci, poszarpane koce i pozostałości po ogniskach świadczące jedynie o tym, że pewnie od czasu do czasu było to miejsce dla lokalnych bezdomnych. Przeszła obok tego beznamiętnie i skierowała się do wyznaczonego wcześniej miejsca.
Dookoła zdawało się nie być żywej duszy. Wiedziała jednak z doświadczenia, że z pewnością nie była tutaj sama. Nie raz brała udział w podobnych akcjach, przeważnie po stronie psiarni, schowana gdzieś w taktycznym miejscu, jednak tutaj była w samym centrum uwagi. W jebanym epicentrum, a dookoła było za cicho. Skóra mrowiła się na skórze. Alma pewnie już by stąd uciekała. Nawet to rozważała, czy dla lepszej wiarygodności nie powinna po prostu cisnąć gotówką na ziemie i udać ucieczkę, pozwolić Madoxowi przyłapać sprawcę na gorącym uczynku.
Problem w tym, że nim zdążyła nawet odsunąć od siebie torbę z forsą, znaleźć dla niej jakieś dobre miejsce na odłożenie, nagle z boku coś huknęło. Odskoczyła momentalnie, odwracając się w stronę hałasu. Maszyna zaskrzypiała nieznośnie i ociężale, jakby nikt nie używał jej przez dobre lata. Jakby musiała wybudzić się z głębokiego śni. W końcu jednak zębatki produkcyjne ruszyły, chociaż na taśmie nie było nic.
Nie musiało.
Bo przecież nikt nie odpalił jej, żeby nagle coś tu produkować.
Miała odwrócić uwagę.
I się udało.
Dwadzieścia sekund. Dosłownie tyle czasu poświeciła na ulokowanie źródła hałasu i zastanowienie się, gdzie znajdowała się osoba, którą ją włączyła. O dziesięć za długo, bo nim zdążyła się chociaż ruszyć, znowu odwrócić, z ciemnego zakamarka w jej stronę ruszyła już jakaś zamaskowana postać. Kształt kominiarki poznałaby nawet w największej ciemności.
Tak samo jak kształt broni.
Wycelowanej prosto w nią.
Forsa — mruknął jakiś męski głos, wyciągając w przód rękę, która zdobiła gruba, czarna rękawica. Pilar mentalnie poczuła, jak serce zaczyna jej szybciej bić, a adrenalina uderza do głowy. W pierwszej chwili chciała sięgnąć do torebki po pistolet. Ale przecież nie wiedziała, ile ich tu było. Musiała dalej grać dopóki sytuacja nieco się nie wyklaruje. Docisnęła mocniej torbę do piersi.
Gdzie… — zaczęła stanowczym tonem, od razu przypominając sobie, że miała być Ałma. — A-a co z moi-m mężem? — zająkała się, udając większe przerażenie niż było to konieczne. Normalnie w takiej chwili zachowałaby wyjątkowy spokój, bez agresywnych ruchów, ale przecież Alma mogła tego nie wiedzieć. Odwróciła się energicznie i kurwa dopiero wtedy zobaczyła drugą postać, która stała za jej plecami. — Gdzie L-luciano? — spytała przerażona, robiąc niewielki kroczek w stronę maszyny.
DAWAJ HAJS! — krzyknął mężczyzna, wymachując bronią trochę bardziej niż to było konieczne. Trochę jakby nie wiedział, gdzie celował. Oczywiście, że to zauważyła. Tylko wtedy ta druga postać…
To nie Alma — warknęła jakaś kobieta, a Pilar mogłaby przysiąc, że gdzieś już słyszała ten głos…

Madox ( -_•)ᡕᠵデᡁ᠊╾━💥
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wypadł spomiędzy starych kontenerów akurat w momencie, kiedy jeden z napastników żądał od Pilar forsy, chociaż jeszcze udało mu się wyhamować, oglądać tą całą szopkę z ukrycia, w cieniu metalowych puszek, które kiedyś przewoziły rozmaite towary, a teraz służyły za meliny dla bezdomnych. Madox sięgnął pod kurtkę zacisnął wytatuowane palce na swojej broni, ale się zawahał, czy naprawdę jej potrzebował?
Dziwnie wyglądał ten pistolet, który trzymał jeden z szantażystów, a to jak zaciskał na nim palce. Nie mógł to być żaden profesjonalista. Zresztą oni oboje doskonale wiedzieli, że taki nie przyszedłby tu po to dziesięć patoli.
W takim razie kto?
I wtedy dotarł do niego ten głos. Dziewczyny, z którą przecież dochodził się na temat swojego samochodu, który mu pomazała.
I może Pilar zajęta wtedy była babką, ale on doskonale ją pamiętał.
Ten głos.
Wyszedł z cienia, pistolet pozostawiając pod kurtką, zamiast tego zacisnął palce pięści drugą ręką, tak, że strzeliły mu kostki.
- Cześć... Ładnie to tak zabawiać się kosztem sąsiadki? - rzucił kręcąc głową, a spojrzenie zawiesił na tej niższej postaci, która zatrzymała się w miejscu jakoś nerwowo. Jej partner za to nie dawał za wygraną.
- Zamknij się! Dajcie nam forsę, bo strzelę! - krzyknął i znowu machnął pistoletem, tym razem w kierunku Madoxa. Noriega tylko spojrzał na swoją żonę, bo ona stała bliżej dziewczyny, pytanie tylko czy z tym brzuchem sobie poradzi?
Ale nie było czasu nad tym myśleć, a zresztą, normalne było, że on musi obezwładnić faceta, nawet nie dlatego, że miał broń, ale po prostu fizycznie był silniejszy.
- No to dawaj - rzucił Madox robiąc krok do przodu, a chłopak wyciągnął przed siebie pistolet trzymając go sztywno w wyprostowanych rękach. Celował mu w głowę. I gdyby to był prawdziwa broń, to jego mózg skończyłby w postaci jakiejś sieczki. Miazgi. Nie byłoby co zbierać.
Ale to nie była broń, a kiedy Madox był bliżej, to już wiedział to na sto procent. Już się nie zawahał, nawet nie zastanowił, tylko rzucił na chłopaka, i wtedy...
Ciszę przerwał huk wystrzału, ale inny niż ten, który towarzyszył prawdziwej broni.
- Ja pierdole, kapiszony? Serio? - Madox już dociskał dzieciaka do ziemi kolanem, wyrwał mu z rąk pistolet i jeszcze tak w ramach pouczenia, wyjebał mu nim w twarz. Plastikowym kapiszońcem, szantażysta jęknął, a Noriega sięgnął do jego kominiarki, żeby mu ją ściągnąć, jego oczom ukazała się pucołowata, pryszczata twarz jakiegoś dzieciaka. Mógł mieć z osiemnaście, dziewiętnaście lat, nie więcej.
Dopiero obejrzał się na swoją żonę, która pewnie nawet z tym brzuchem sobie poradziła, chociaż zaraz zauważył go na ziemi, gdzieś pomiędzy nimi.
- O kurwa... szybko poszło, było wyimaginowane dziecko i nie ma, a już dałem mu imię - rzucił wskazując podbródkiem na ten brzuch. A zaraz zebrał się z ziemi ciągnąc za sobą chłopaka. Złapał go za fraki i szarpnął bliżej Pilar, ale ten już jęknął.
- Ja nie chciałem, to był jej pomysł - a Madox wywrócił oczami.
- Ja pierdole, jeszcze się maże jak dziecko... Morda w kubeł - warknął i trochę nim poszarpał ku kolejnej przestrodze. Ale dzieciak wyglądał, jakby się miał popłakać. Tylko, że Noriega zakładał, że to rzeczywiście mógł wcale nie być jego pomysł, że to jego żona dorwała mózg tej operacji. Zaciskała palce na ramieniu sąsiadki Almy, Any. To na niej zawiesił ciemne spojrzenie, była pyskata, i narwana, ale jakim trzeba być człowiekiem, żeby tak wykorzystywać biedną kobietę, która tylko martwiła się o swojego męża, a do tego była w tak zaawansowanej ciąży.
- To gdzie jest Luciano? - wycedził przez zęby Madox, bardziej żeby ich nastraszyć, niż by się spodziewał, że cokolwiek wiedzą i mu powiedzą.

Es tuyo, cariño ⋆.ೃ࿔🌸*:・
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port of Scarborough”