27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008.
Obrazek
Kiedy Zayn poprosił ją, żeby zajęła się Fredericą, nie mogła mu odmówić. Uwielbiała spędzać czas z córką przyjaciela, a poza tym wisiała mu przysługę za to, że namierzył Trendixa i nawet pojechał z nią na miejsce, żeby wyjaśnić sprawę. Finalnie nie odzyskała ani pieniędzy, ani ogrodniczek, ale to nie miało już większego znaczenia. Ważniejsze było to, że udało im się nie dopuścić do tego, żeby Fontana całkowicie stracił nad sobą kontrolę. W pewnym momencie naprawdę wyglądało na to, że może dojść do rękoczynów, a ona sama musiała go wtedy skutecznie odciągać i studzić emocje. Nie chciała dolewać oliwy do ognia, dlatego - mimo jego namów - nie nacisnęła spłuczki, żeby zmyć Trendixowi głowę. Trochę za daleko to wszystko wtedy zaszło i lepiej było się wycofać, zanim wszyscy wpakują się w jeszcze większe kłopoty.
Wieczór z ciocią Coven oznaczał natomiast pełen pakiet atrakcji. Zamówiły pizzę, zrobiła Fredzie makijaż swoimi kosmetykami, potem bawiły się lalkami, a na końcu obejrzały Pamiętnik Barbie. I chyba nikogo nie powinno dziwić, że Bremers wkręciła się w to bardziej niż sama Freda, prawda? Musiała jednak zachować odrobinę zdrowego rozsądku, więc kiedy wybiła dwudziesta druga, odesłała Młodą do łóżka pod pretekstem czytania bajki na dobranoc. Ku jej zaskoczeniu dziewczynka nawet nie protestowała - była już na tyle zmęczona, że zasnęła po kilku pierwszych stronach.
Coven została więc sama w salonie. Rozwaliła się wygodnie na kanapie i włączyła serial z gatunku teen drama na jednej z platform streamingowych. Musiała jakoś umilić sobie czas przed powrotem Zayna. Dwa odcinki pochłonęła z prędkością światła, a razem z nimi kubełek czekoladowych lodów. Przy trzecim zdążyła już trzy razy się wzruszyć do tego stopnia, że musiała wycierać policzki rękawem bluzy, a przy czwartym niechcący upaćkała poduszkę kremem pistacjowym, co skończyło się krótką wyprawą do łazienki i szybkim praniem poszewki. W połowie czwartego Coven poczuła, że koncentracja wyraźnie jej siada. Usiadła trochę prościej, próbując się rozbudzić, ale to tylko pogorszyło sprawę, bo było jej strasznie niewygodnie. Nie miała też siły walczyć z opadającymi powiekami, więc w końcu odpuściła. Zwinęła się w kłębek, naciągnęła koc aż po czubek głowy i pozwoliła sobie zamknąć oczy tylko na momencik. Momencik jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził, prawda? Tak, jak krótka drzemka. Tylko ten cały momencik zrobił się podejrzanie długi. Serial dalej grał w tle, światło telewizora migotało po ścianach, a Coven nawet nie zarejestrowała, kiedy po prostu zasnęła.

Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie był pierwszy raz, kiedy Coven miała zająć się Fredericą, ale z pewnością był to pierwszy raz, gdy sytuacja wymknęła się Zaynowi spod kontroli.
Wieczór zapowiadał się naprawdę dobrze! Przed wyjściem Zayn jeszcze raz przypomniał przyjaciółce wszystkie instrukcje. Wiedział, że doskonale je znała, ale i tak musiał upewnić się, że wszystko zrozumiała. Z druiej strony, hehe, przecież zdawał sobie sprawę, że najpewniej i tak się do nich nie zastosuje. Pomimo tego czuł się jakoś spokojniejszy, że objaśnił wszystko zanim wyszedł.
Po krótce poinformował opiekunkę, że miał spotkanie biznesowe. Zresztą nigdy nie opowiadał czym się zajmował (poza hakowaniem), choć mogła się tego domyślać po tym, jak kilka miesięcy wcześniej wyciągnęła go z opresji. Pomimo tego nigdy nie rozbawiali, bo Zayn nie widział sensu wtajemniczać jej w swoją przestępczą działalność.
Chyba... Chyba nie chciał martwić Coven. Ale może ona już się martwiła. Nadal nie był pewny na jakim etapie znajdowała się ich relacja. Ostrożnie podchodził do przywiązywania się do ludzi. Jednak Bremers była jedną z tych nielicznych osób, które wzbudzały jego szczera sympatię, dlatego miewał mieszane uczucia.
Podczs rabunku, oczywiście coś poszło nie tak jak trzezba. Szlag! Gdy wychodził z budynku muzeum narodowego, niespodziewanie uruchomił się alarm. Z każdej strony pojawili się strażnicy, więc Zayn musiał rzucić się do ucieczki. Niestety w pośpiechu źle ocenił odległość i z impetem nadział się na ostre pręty, które rozdarły mu bok w okolicach biodra.
Do domu dotarł daleko po drugiej w nocy. Każdy krok sprawiał mu coraz większy ból, a krew nieustannie sączyła się z rany i zostawiała za nim na podłodze szkarłatne krople.
Z trudem przekręcił klucz w zamku, po czym ostrożnie wszedł do środka. Właściwie liczył, że uda mu się przemknąć do łazienki, jednka gdzieś w salonowej części rezydencji, utrudzony z wyciłku, podparł się o kanapę. Wówczas migoczący ekran telewizora rzucił światło na zbolałą twarz Zayna i dopiero wtedy dostrzegl Coven, która spała niżej. Kilka niesfornych kosmyków opadło jej na przymknięte powieki i zaróżowione policzki.
Stęknął dwukrotnie, kiedy wyciąnął dłoń i przycisnął ją do ust kobiety, nie chcąc, aby przypadkiem krzyknęła. Drugą ręką przytrzymał ranny bok.
Coven, Coven... — szepnął, uprzednio delitanie poruszając całą jej twarzą w lewno i w prawo, aby się obudzila. — Cholera, Coven, musisz mi pomóc.

coven bremers
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla niej ta relacja była oczywista. Miała Zayna za przyjaciela i byłoby jej naprawdę przykro, gdyby pewnego dnia dowiedziała się, że on wcale nie postrzega ich znajomości w taki sposób. Wydawało jej się, że udało jej się do niego dotrzeć przez wszystkie wydarzenia, które razem przeżyli. Przez te dziwne, trudne i czasem zupełnie absurdalne sytuacje, które sprawiały, że ludzie albo się od siebie odsuwali, albo przeciwnie - zaczynali być sobie bliżsi. No i przecież Coven pilnowała jego dziecka. A to chyba już o czymś świadczyło, prawda? Fontana nie zostawiłby Fredericki pod opieką jakiejś przypadkowej baby, której ledwo ufał. Chyba. Właściwie cholera wie. W końcu Bremers doskonale zdawała sobie sprawę, że nie zawsze była dostępna, kiedy jej potrzebował. Czasem miała własne sprawy, które sprawiały, że nie mogła po prostu rzucić wszystkiego i pojawić się na zawołanie. Mimo wszystko chciała wierzyć, że dla Zayna była kimś więcej niż tylko osobą, która od czasu do czasu zajmowała się jego córką. Chciała wierzyć, że była przyjaciółką.
Spała jak zabita.
Autentycznie miała tak głęboki sen, że chyba nie zbudziłoby jej nawet trzęsienie ziemi. Już prawie przekręcała się na drugi bok, kiedy coś smyrnęło ją po twarzy. Mimowolnie uniosła rękę i chciała odgonić to coś jak natrętną muchę, ale wtedy jej głowa zaczęła gibać się na lewo i prawo. To na bank musiał być jakiś złodziej. Albo morderca. Wtedy to dopiero będzie spała snem wiecznym. W końcu gwałtownie otworzyła oczy i spróbowała poderwać się do pozycji siedzącej, ale została skutecznie zatrzymana w miejscu przez dłoń Fontany, który zakrywał jej usta. Ściągnęła groźnie brwi i natychmiast odepchnęła jego rękę.
Zayn, na litość boską — syknęła przez zaciśnięte zęby, dopiero po chwili orientując się, gdzie właściwie jest i że za ścianą spała Frederica. — Masz pojęcie, która jest godzina? — zapytała pretensjonalnym tonem, chociaż sama nie miała najmniejszego pojęcia, jaki był dzień, miesiąc, a tym bardziej rok. Kto normalny w taki brutalny sposób wyrywa drugiego człowieka ze snu?
Coven przyglądała mu się uważnie tak długo, aż w końcu zauważyła, że coś było ewidentnie nie tak. Najpierw spojrzała na jego zbolałą twarz, potem na napięte ramiona, a następnie jej wzrok powędrował niżej. I dopiero wtedy zobaczyła szkarłatną ciecz, która przepływała mu między palcami.
Cholera jasna — wymamrotała, trochę zbyt głośno. W takich momentach naprawdę trudno było zachować spokój, okej? — Co ci się stało? Trzeba to czymś zatamować. I zadzwonić po karetkę. Albo od razu jechać do szpitala. Gdzie masz kluczyki? — słowa wypadały z jej ust jak z karabinu maszynowego. Zerwała się z kanapy i zaczęła krążyć po salonie, kompletnie nie wiedząc, od czego właściwie powinna zacząć.
Ale zaraz! Przecież nie mogła tak po prostu biegać w kółko i panikować. Skręciła więc do kuchni i zaczęła gorączkowo przeszukiwać szuflady. Po chwili wyciągnęła kilka świeżych ścierek, które przynajmniej tymczasowo mogły pomóc zatamować krwawienie.
Dobra, usiądź — rzuciła, wracając do niego z całym medycznym wyposażeniem w postaci kilku szmat. Nie za bardzo się na tym znała. Właściwie z pierwszej pomocy wiedziała tylko, jak ułożyć kogoś w pozycji bocznej bezpiecznej, ale to akurat odpadało, bo przecież Fontana cały tego bok miał rozwalony.


Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spała jak zabita. I to wcale nie zdziwiło Zayna.
Boga w to nie mieszaj— rzucił odruchowo, pomimo swojego kiepskiego stanu. Był to tekst, którym rzucał za każdym razem, gdy ktoś wspominał Pana. O zgrozo, Zayn był okropnie wierzący i co absurdalne, biorąc pod uwagę występki, których dopuścił się na przestrzeni lat, również bogobojny. Podobne przekonania wpajał córce i zarazem strofował wszystkich dookoła. — Późna — dodał, a przez twarz przemknął mu grymas. Jedną dłoń nadal dociskał do boku, zaś drugą oparł o oparcie kanapy, próbując utrzymać, ekhem, w miarę prostą postawę. Niestety kolana trzęsły mu się z wysiłku jak galaretki.
Był całkiem spostrzegawczy, więc w duchu uradował się, że Coven w końcu dostrzegła jego fatalny stan.
Ciszej — rzucił pospiesznie, gdy z ust przyjaciółki wymsknęło się głośne cholera. Naprawdę miał nadzieję, że ten nocny wybryk nie obudzi Fredericy. Nawet nie wiedział, jak miałby jej to wszystko wytłumaczyć, a przede wszystkim, jak ją uspokoić. Spodziewał się, że widok takiej ilości krwi z pewnością przestraszyłby małą dziewczynkę.
W dodatku przecież Freda nie miała mamy i pod względem bezpieczeństwa ojca bywała często przewrażliwiona. Zawsze musiała wiedzieć, gdzie był i o której zamierzał wrócić albo odebrać ją z placówki.
Zayn nerwowo oderwał dłoń od kanapy i z głośnym, żałosnym jęknięciem machnął nią przed twarzą Coven.
Żadnej karetki — prawie krzyknął, ale zaraz zacisnął wargi. Był lekko... no dobra, mocno roztrzęsiony. Jeszcze doskonale zdawał sobie sprawę, że nie mógł skorzystać ze służby zdrowia. Szpital mógłby zawiadomić policję. Albo, co gorsza, ta sama zjawiłaby się tam w poszukiwaniu rannego włamywacza. — I chyba oszalałaś, jeśli myślisz, że dam ci prowadzić swój samochód — Aż tak źle z nim nie było.
Chyba...
Jakoś wątpił w umiejętności prowadzenia pojazdów przez Coven, dlatego, oczywiście na ile było to możliwe w stanie Zayna, spojrzał krytycznie na kobietę, po czym pokręcił głową. Gdzieś przez ułamek sekundy przemknęła mu przed oczami wizja, jak przyjaciółka rozbijała jego Mercedesa albo Audi.
Po tym, jak z ust Coven wypadła salwa słów, obserwował, jak w akcie paniki zaczęła przeszukiwać szafki w kuchni. Zayn kulawo dotarł do progu i oparł się ramieniem oraz skronią o futrynę. Wyglądał naprawdę fatalnie jak na tak potężnego człowieka, za jakiego uchodził na co dzień. Bledł w oczach. Jednak pomimo tego posłusznie skinął głową, gdy Bremers kazała mu usiąść, i tym razem skierował się w stronę krzesła w salonowej części rezydencji.
Ostrożnie na nie opadł, a następnie z równą opieszałością odsunął dłoń od zranionego boku. Z tego mniejsca natychmiast zaczęła sączyć się krew, która opadła w kilku kroplach na podłogę.
Dasz radę to zszyć? — zapytał, przy czym podniósł wzrok na Coven, ale... chyba w tym samym momencie, zdał sobie sprawę, że majaczył. Niespodziewanie odchylił głowę do tyłu i parsknął niespokojnym, trochę szaleńczym śmiechem, który znienacka przekształcił się w rwany chichot. Musiał jednak równie szybko zamilknąć, bo ranny bok zaatakowała intensywna fala bólu. Wtedy Zayn gwałtownie przechylił się do przodu i docisnął obie ręcę do żebra. — Wszystko ci powiem, Coven — stęknął. — Tylko najpierw przynieś jakiś alkohol. Oboje będziemy go potrzebować.

coven bremers
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciężko było jej się pilnować przy Zaynie, żeby jednak nie wzywać imienia pana Boga nadaremno. Lubiła sobie czasami pochrystusować bez większego powodu. To było silniejsze od niej. Trochę jak kurwa wciskana zamiast przecinków. Fontana miał zdecydowanie zbyt duże wymagania wobec nierozgarniętej Coven.
Przestań mnie uciszać — syknęła przez zaciśnięte zęby, pilnując, żeby przypadkiem nie obudzić Fredy. — Włazisz tutaj, jak do siebie, i jeszcze pokazujesz mi to — wskazała palcem na poplamioną krwią koszulkę. No dobrze. Może rzeczywiście wchodził jak do siebie, bo przecież był u siebie. Ale zdecydowanie nie była przygotowana na taki widok. Mógł ją uprzedzić. Napisać wiadomość. Zadzwonić. Powiedzieć, że jest ranny, żeby przynajmniej zdążyła się mentalnie przygotować. A tak? Została kompletnie zaskoczona i jedyne, co potrafiła zrobić, to zalać go potokiem słów, bo nie miała najmniejszego pojęcia, jak właściwie powinna zareagować. Złością? Strachem? Troską? Wszystko mieszało się ze sobą zdecydowanie zbyt mocno.
Nie odstępowała go ani na krok, kiedy ruszył w stronę krzesła, na które opadł ciężko. Bremers zacisnęła usta w wąską linię, próbując zachować spokój. Czekała, aż odsunie materiał i pokaże jej ranę. A kiedy w końcu ją zobaczyła, cała wcześniejsza złość gdzieś zniknęła. Z jej ust wyrwał się jedynie cichy, niekontrolowany jęk. To było szczere przerażenie, że coś takiego naprawdę mu się przytrafiło.
Zayn... — zaczęła, zanim poprosił ją o coś totalnie absurdalnego. Jego pytanie dotarło do niej z opóźnieniem. Zamrugała kilkakrotnie, zanim ogarnęła, co właściwie powiedział. — Zszyć? Do reszty zdurniałeś? Ale jak to zszyć? Chyba nie myślisz, że... — urwała, ale Fontana nie wyglądał tak, jakby żartował. — Och, ty mówisz poważnie — pokręciła gwałtownie burzą rozczochranych włosów. — Nie. Nie, nie, nie! Nie ma, kurwa, mowy. Jak ty sobie to wyobrażasz? Zayn, przecież ja jedyne, co potrafię zszyć, to dziurę w skarpetkach — znów wpadła w kanonadę słów, chodząc z jednego miejsca w drugie.
Co prawda Coven zdarzało się przyszyć urwany guzik albo naszyć łatę na podtarte jeansy, ale nic poza tym! No i nie sądziła, żeby takie szycie miało cokolwiek wspólnego ze zszywaniem otwartej rany na ciele człowieka.
I jeszcze mam to robić po pijaku? Świetnie. Doprawdy doskonale — fuknęła, ale jej nogi same powiodły ją do barku, z którego wyjęła butelkę czystej wódki. Nie czekając na dalsze wskazówki, odkręciła ją i pociągnęła kilka porządnych łyków. Skrzywiła się ostentacyjnie, kiedy wysokoprocentowy alkohol zapiekł ją w gardło. — Co mam robić? Gadaj, zanim się rozmyślę — mruknęła, zerkając z ukosa na Zayna. Powinna przynieść więcej czystych szmat? Miskę z wodą? Zestaw igieł, które Fontana trzymał pewnie w blaszanym pudełku po ciastkach? I czy miała użyć do tego zwykłych nici krawieckich? I co dalej? Miała wybrać odpowiedni kolor? Zawsze uważała, że w zielonym mu do twarzy.

Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Popatrzył na nią w niezrozumiały, choć wciąż wystarczająco wymowny sposób, gdy nakazała mu przestać się uciszać. Potem zmarszczył brwi, słysząc kolejne słowa o wchodzeniu do siebie, po czym mimowolnie przesunął spojrzeniem po własnym salonie, jakby naprawdę musiał upewnić się, że nie stracił wystarczająco dużo krwi, aby zacząć mieć omamy. Chwilę później ponownie skupił uwagę na przyjaciółce. Pewnie nawet chciał ją skarcić i skrytykować, jednak z każdą sekundą coraz bardziej brakowało mu sił na słowne przepychanki.
Wiedział, że będzie zaskoczona i przerażona. Nie był głupi, bo przecież znali się wystarczająco długo. Tylko że w sytuacji, w jakiej się znalazł, nawet nie pomyślał o tym, aby w jakikolwiek sposób uprzedzić Coven. Co miałby jej powiedzieć? Albo co właściwie napisać, aby się nie zdenerwowała i nie zaczęła panikować? Sytuacja i tak była już wystarczająco patowa.
I nie poprawiło jej żałosne jęknięcie, które wyrwało się z ładnych warg Coven, gdy bezradnie opadł na krzesło. Z tego, że rana była poważna, Zayn również zdawał sobie sprawę. Może nie mógł jej dokładnie obejrzeć, ale z pewną intensywnością czuł poszarpane tkanki.
Spojrzał na Bremers, kiedy podważyła to, co powiedział. Wówczas oczy Zayna wyraźnie pociemniały pod ciężarem powagi sytuacji sytuacji, co najwyraźniej zauważyła. Pomimo tego nadal stawiała ten cholerny opór i kręciła głową, czego akurat potrzebowali najmniej. Zmusił się więc, aby dosięnąć ramienia dziewczyny i na tyle na ile był w stanie, pokrzepiająco zacisnąć palce na jej ciele.
Musiała się uspokoić. Musiała.
Skórę szyje się prawie tak samo jak skarpety — Zayn spróbował zażartować, choć przez jego napiętą z bólu twarz nie przemknęła nawet łagodna ryska. Pojawiła się dopiero w chwili, gdy Coven przyniosła alkohol.
O, jak bardzo potrzebował znieczulenia! Wyrwał przyjaciółce butelkę, gdy tylko sama skosztowała trunku, po czym bez wahania przyłożył ją do ust. Wódka była paskudna. Zayn normalnie gustował w winie i whisky. Raczeh stronił od tak prostackich trunków, ale w tym momencie naprawdę nie zamierzał wybrzydzać.
Po chwili znienacka przechylił butelkę i dokładnie polał sobie ranę alkoholem. Natychmiast spiął mięśnie, a z jego gardła wyrwało się głośne syknięcie. Bolało tak mocno, że aż zacisnął szczękę. Potem spojrzał na Coven i wyciągnął paluch w kierunku drzwi do gabinetu.
Znajdziesz tam zestaw chirurgiczny — wydusił, jednocześnie ciężej oddychając. — Jest w ostatniej szufladzie w biurku. Tam będzie wszystko, co nam się przyda. Potem...Wdech. Wdech.Potem nawlecz żyłkę na igłę i zacznij szyć. Zaraz... — Kolejny. — Zaraz mocniej rozerwę ubranie. Łap tylko skórę. Wbij igłę z jednej strony, trochę dalej od brzegu, a potem wyprowadź po drugiej w tej samej odległości i ściągnij brzegi do siebie. — Przełknął ślinę i odchylił głowę na oparcie krzesła.
Czy rzeczywiście był przygotowany? Nie. Niemniej nie miał żadnego wyboru. Musiał powierzyć swoje zdrowie Coven, jeżeli nie chciał skończyć w więzieniu.

moja ratowniczka
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skórę szyje się prawie tak samo jak skarpety. Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Co on wygadywał za bzdury? Bóg go chyba opuścił, ale tego przecież mu nie powie. A to, że Coven była przerażona, to zdecydowanie za mało powiedziane. Była... przerażona. Ale tak, jak chyba nigdy wcześniej nie była. A może ona wciąż spała i śniły jej się takie straszne głupoty? Mniej więcej tak wyglądały jej sny podczas gorączki. Brakowało w nich jeszcze tylko ojca w ciąży i braci pod postaciami jakichś owadów. Karaluchów, na przykład. Wtedy byłby cały pakiet.
Skąd ty masz, do cholery, zestaw chirurgiczny? — zapytała, ocierając wierzchem dłoni podbródek z resztek alkoholu. — Zayn, czy ty tak naprawdę jesteś lekarzem? Chirurgiem? — dopytała i można byłoby pomyśleć, że dziewczyna była w szoku, ale ona po prostu była głupsza, niż przewidywała ustawa. Gdyby Fontana powiedział jej o tym bez dziury w brzuchu, zapytałaby dokładnie o to samo.
Niechętnie pozwoliła mu wyrwać sobie butelkę z ręki, ale chyba naprawdę oboje potrzebowali najpierw czymś to zapić, zanim podejmą jakieś sensowne decyzje. Tylko nic z tego, co mówił Zayn, nie miało sensu. Przynajmniej nie dla Bremers, która była jak dziecko we mgle. W dodatku jej IQ wynosiło pewnie ze dwadzieścia. A im więcej wypije, tym będzie jeszcze gorzej. I niżej.
W końcu skinęła głową, przyjmując wszystkie polecenia. Na początku skierowała się do biurka, gdzie z szuflady wyciągnęła zestaw chirurgiczny, a potem całkiem sprawnie nawlekła żyłkę na igłę. Dobra, to nie było takie trudne. W sumie poszło całkiem szybko. Jednak lata cerowania skarpet ojca nie poszły w las! Ale żeby porównywać ich zszywanie do zszywania ludzkiej skóry? Przesada.
Poczekaj, nie powinnam tego czymś odkazić? Daj mi to — przechwyciła od niego butelkę wódki i zanim polała ranę, wepchała mu do gęby jedną z czystych szmat. — Zagryź, żeby Frederica nie słyszała — poleciła, niczym sanitariuszka na polu bitwy. Spartańskie warunki były podobne, chociaż nie znajdowali się w okopach. Nie czekając ani chwili dłużej, chlusnęła alkoholem na ranę, nie dając mu żadnej szansy na reakcję. — Nie maż się, sam tego chciałeś — zastrzegła jeszcze, widząc, jak wybałusza na nią oczy.
Robiła wszystko według jego wskazówek. To znaczy - improwizowała. Rozerwała koszulkę i chwyciła za skórę przy ranie, która wyglądała paskudnie. Rana, nie koszulka. Chociaż ona też, bo nadawała się tylko na śmietnik. Przeciągnęła żyłkę przez całą długość i wyprowadziła igłę z drugiej strony. Powtórzyła to jeszcze trzykrotnie, ale czuła, że dłonie zaczynają jej się trząść, więc upiła kilka łyków wódki, wyciągnęła szmatę z ust Fontany i podstawiła mu butelkę pod nos.
Tylko mnie nie znienawidź, proszę — powiedziała, sama wlewając mu alkohol do gardła. — Wiesz, że ja dla ciebie wszystko. Staram się, żeby było równo i żeby to jakoś wyglądało. Naprawdę. Nie chcę, żebyś miał później z tego drugi pępek. Powiesz mi, co się stało? — podniosła na niego wzrok, ponownie wykonując poprzednie czynności. Żyłka wcale nie przechodziła tak gładko, więc z tym cerowaniem skarpet, to zrobił ją w chuja, ale nie zamierzała mu tego wypominać.

mogę być twoją superhero 🦸‍♀️
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przy życiu, jakie prowadził Zayn, zestaw chirurgiczny był... niezbędny. Co prawda do tej pory na sobie użył go raptem dwa razy. Raz na udzie i raz na łydce. Nigdy też nie musiał prosić nikogo, aby go zszywał, bo tak tragicznie jak teraz jeszcze nie było. N i g d y.
Coven — sapnął boleśnie, po czym wydał z siebie kolejny, żałosny jęk. — Nie zadawaj teraz głupich pytań — rzucił błagalnie.
Lekarzem nie był, ale p r a c a u Giuseppe we Włoszech nauczyła go kilku przydatnych sztuczek związanych z opatrywaniem ran. Poznał podstawy, które później okazały się bezcenne, gdy został członkiem mafii. Ostatecznie od czasu do czasu musiał poskładać kogoś do kupy.
W tamtym momencie Zayn, ktory doskonale zdawał sobie sprawę z inteligencji swojej przyjaciółki, zupełnie o tym nie myślał. Pił alkohol i jęczał pod wpływem notorycznie nękajacych go uderzeń bólu. Towarzyszyła mu adrenalina, jaką dodatkowo podsycała panika Coven, ale musiał przyznać, że pomimo drżących dłoni świetnie poradziła sobie z nawleczeniem igły.
Ułożył się wygodniej na krześle, jednak mimowolnie spiął wszystkie mięśnie i krótko krzyknął we wepchniętą pomiędzy wargi szmatę, gdy kobieta znienacka polała mu ranę alkoholem. Wówczas posłał jej z jednej strony pełne pretensji spojrzenie, a z drugiej wypełnione ulgą, bo etap odkażania mieli już za sobą. Następnie wypluł materiał na podłogę.
— Niekoniecznie chciałem — powiedział, ale właściwie sam nie wiedział do czego uderzył. Do nabawienia się potężnej rany czy do tego, że błagał Coven o jej zaszycie?
Kiedy w końcu zaczął się z a b i e g, przez cały jego czas zaciskał zęby i nieufnie zerkał na dłonie przyjaciółki. Czasem unosił wzrok na sufit i ciężko wzdychał, nie chcąc dodatkowo jej denerwować swoim ciągłym obserwowaniem. Czuł wszystko: od wkłuwania igły, przez przeciąganie nici, aż po nieprzyjemne ściąganie skóry. Wbrew wszystkim oczekiwaniom, cholera, alkohol nie znieczulał tak skutecznie jak profesjonalne medykamenty, więc przechodził przez katusze.
C-co? — Spojrzał na Coven pytająco, gdy poprosiła go, aby jej nie znienawidził. Chciał ponownie zerknąć na ranę, ale w tej samej chwili wlała mu do gardła alkohol, czego kompletnie się nie spodziewał. Organizm zareagował odruchowym kaszlem, przez co część trunku spłynęła Zaynowi po brodzie. — Na pewno nie jest aż tak źle. Zrobiłaś mi jakąś kokardkę? — spróbował zażartować, pragnąc odrobinę podnieść ją na duchu.
Coven wykonała kawał dobrej roboty! Wiedział to i widział, bo krwawienie rzeczywiście ustało. Szkarłat już nie spływał po biodrze Zayna ani nie kapał na podłogę. Wokół wciąż panował przerażający bałagan, ale miał wrażenie, że najgorsze właśnie minęło.
Jedną dłoń odruchowo ułożył na ranie, zaś druą wyciągnął i czule pogładził policzek kobiety. Uśmiechnął się przy tym, choć jego twarz nadal pozostawała niezdrowo blada i z uwidocznionym zasinieniem pod oczami.
Niefortunny wypadek przy pracy — odpowiedział wymijająco, po czym przez chwilę się zamyślił. Czy był sens informować ją o tym, co się wydarzyło? Nie był do końca przekonany, więc głośno westchnął, postanawiając nie zdradzać absolutnie niczego. — Co robiłaś z Fredem? — zmienił temat.

coven bremers
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zadawanie głupich pytań było jej specjalnością. Poza tym skąd miała wiedzieć, że dla kogoś są głupie, skoro dla niej wcale takie nie były? Może Zaynowi wydawało się, że wszystko jest jasne, ale Coven potrzebowała odpowiedzi. Teraz. Już. Natychmiast. Sapnięcie Fontany skutecznie jednak zamknęło jej gębę i skupiła się na powierzonym zadaniu, które szło jej dość mozolnie. Zwykle wszystko ją rozpraszało, a teraz musiała skoncentrować się na czymś, na czym kompletnie się nie znała. Właściwie było wiele takich rzeczy, a zszywanie ran stanowiło tylko kroplę w morzu tych braków wiedzy.
Jak nie chciałeś, to trzeba było pojechać do szpitala — fuknęła pretensjonalnie. Może on jej nie znienawidził, ale ona zaczynała się wściekać, że postawił ją w takiej patowej sytuacji. Przecież mogła go zabić! No dobra, to brzmiało zbyt dramatycznie. Ale co, jeśli niedokładnie oczyściła ranę i dostanie sepsy? Wtedy to już umrze na pewno.
Kiedy wbił w nią pytające spojrzenie, ona podniosła głowę, a ich oczy się spotkały. Bremers uniosła brwi, a potem zaraz je zmarszczyła.
Co? — powtórzyła po nim, trochę zbita z tropu. — Nie, nic. Mam być szczera, czy miła? — zerknęła na swoje nieudolne dzieło. — Jest źle — oznajmiła, zakładając, że i tak wybierze pierwszą opcję. — Zwariowałeś chyba. Nie zrobiłam żadnej kokardki. Ledwo zdołałam, zawiązać supeł — wyjaśniła i sięgnęła po nożyczki, żeby obciąć resztkę pałętającej się żyłki.
Zacisnęła usta w wąską linie i krytycznie przyjrzała się swojemu dziełu. Nie była do końca przekonana, czy zdołała zszyć ranę dokładnie, ale jakoś to się na tych kilku nitkach trzymało. Jak Zayn nie będzie wykonywać gwałtownych ruchów, to się nie rozejdzie i może za jakiś czas zacznie się zrastać. Jej zdaniem i tak powinien wybrać się do specjalisty, ale on miał na ten temat całkiem odmienną opinię.
Przymknęła oczy i westchnęła pod wpływem dotyku jego dłoni. Ale słowa, które wypowiedział, wcale jej nie uspokoiły. Ani nie usatysfakcjonowały. To nie wyglądało jak niefortunny wypadek przy pracy. Czym, do jasnej cholery, zajmował się Fontana, że wracał do domu w takim stanie?
Nie pierdol — skwitowała krótko. Wstawka o Fredericę była bardzo sprytna i pewnie Coven złapałaby się na to, gdyby nie była taka rozemocjonowana. — Tak chcesz ze mną rozmawiać? To ja przez cały dzień zajmuję się twoją córką, a potem cię szyję, a ty... — urwała i znów złapała za butelkę. Musiała to przepić. — Dlaczego nie jesteś ze mną szczery, Zayn? Nie ufasz mi? — wydusiła w końcu, bo strasznie ją to dręczyło. Myślała, że są przyjaciółmi i że mogą powiedzieć sobie wszystko. Niezależnie od tego, jak było chujowo. A ta sytuacja z pewnością zaliczała się do takiej kategorii. Bremers mogła być głupia i naiwna, mogła łykać każdą ściemę, jak gęś kluski, ale te wyjaśnienia zwyczajnie jej się należały. Jak psu buda i chłopu ziemia. Nie potrafiła tak po prostu przejść teraz do tematu Fredy i jak gdyby nigdy nic, zacząć opowiadać mu, jak spędziły dzień.

Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że zadawanie głupich pytań wpisywało się w bingo Coven. Do tego Zayn nie miał zadnych wątpliwości.
W żaden sposób nie skomentował wzmianki o tym, że mógł pojechać do szpitala. Sytuacja nie wyglądała na tak prostą, jak mogło się wydawać. Policja z pewnością szukała rannego bandyty i sprawdzała wszystkie okoliczne placówki. Gdyby zdecydował się skorzystać ze służby zdrowia, wpadłby natychmiast.
Szczera. Zawsze chcę, abyś była ze mną szczera — odpowiedział całkiem poważnie, nie odrywając od niej wzroku. Te, przestraszone i zdenerwowane oczy Coven w tej chwili wydały się Zaynowi absurdalnie ładne, choć pewnie tylko dlatego, że jego obraz zaczął tracić kontury. Niespodziewanie przetarł na tyle energicznie, na ile pozwoliła mu rana, powieki i dzięki temu odzyskał ostrość.
Ale dałaś radę — dodał pokrzepiająco, gdy mocowała się z odcięciem wystającej żyłki. — Następnym razem pójdzie ci jeszcze lepiej — znowu zażartował. Raczj oboje mieli nadzieję, że tego następnego razu już nigdy nie będzie. Jednak życie, a zwłaszcza w Fontany, bywało nieprzewidywalne.
W stanie, w jakim się obecnie znajdował, Zayn nie poradziłby sobie lepiej od Coven. Był jej ogromnie wdzięczny, że pomimo wszystko zdecydowała się mu pomóc i go pozszywała, za co pokrzepiająco złapał jej policzek.
Prawdopodobnie nie będzie w stanie się zrekompensować. Zwykłe d z i ę k u j ę, nie było w stanie wyrazić tego, co czuł. A czuł o dziwo bardzzo dużo. Zarówno pozytywnych, jak i negatywnych emocji. Zayn zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby w domu znajdował się ktoś inny, choćby przypadkowa opiekunka Fredy, cała ta sytuacja potoczyłaby się zupełnie inaczej.
Coven, przestań — sapnął. Kiedy zaczęła zasypywać go pytaniami, odsunął rękę i przycisnął ją do swojej drugiej dłoni, którą trzymał ranę. Zaraz poprawił się na krześle, unosząc się odrobinę wyżej, dzięki czemu przestał siedzieć wpół leżącej pozycji.
Nie podobało mu się, że drążyła temat i próbowała wywrzeć na nim jakąś dziwną presję poprzez wzmiankę o Frederice. Z drugiej strony trudno było jej się dziwić. Po tym, co właśnie zobaczyła, miała pełne prawo zadawać pytania.
Pomimo wszystko Zayn na początku tylko patrzył w milczeniu, jak Coven sięgnęła po butelkę i wzięła łyk wódki, a potem znowu skupił się na tym, że ich spojrzenia spotkały się ze sobą.
Ufam ci — wydusił w końcu, choć prawda była taka, że te słowa z trudem przeszły mu przez gardło.
Ufał Coven. Ufał Jednak nadal kurczowo trzymał się granic, których nauczył go Giuseppe, gdy mieszkał we Włoszech. Bał się mówić o tym, czym się zajmował teraz i o tym, co robił w przeszłości, aby nie sprowadzić niebezpieczeństwa na bliskich. Zwłaszcza że ludzie, którymi obecnie Zayn się otaczał, nie należeli do półświatka.
To bardziej skomplikowane, niż ci się wydaje, Coven — dodał po chwili, po czym nerwowo przełknął ślinę. — Możemy jeszcze odwlec tę rozmowę? — zapytał głupio. Nagle oderwał prawą dłoń od rany i odebrał kobiecie butelkę tylko po to, aby odstawić ją na podłogę. Nie chciał, aby z jego znieczulała się alkoholem. Widział, ile nerwów kosztowała go ta cała sytuacja, ale najlepiej by było, jakby, o zgrozo, o wszystkim zapomniała.

coven bremers
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”