Madox westchnął ciężko, rzeczywiście dziesięć tysięcy za czyjeś życie to była niewygórowana cena, więc opcje były dwie, że to jakiś amator, który najprawdopodobniej nie wie nic o Luciano, a chce tylko wyłudzić forsę od przerażonej kobiety, która do tego jest w ciąży. Albo to podpucha...
Ta opcja była chyba nawet gorsza biorąc pod uwagę, ile oni w danym momencie mieli wrogów, no i że wcale nie kryli się z tym, że pomagają Almie. Madox nawet do niej wpadł, że niby z tą gotówką, gdyby ktoś obserwował jej dom.
Kasa była na miejscu, brzuch też, Noriega nawet się na niego zapatrzył, ale torba wcale nie pasowała. Jakby tam mieli zapakować milion, albo chociaż pół, ale to dziesięć koła, no nie, i zaraz Pilar mu przyznała rację, a potem... Powiedziała
to słowo. A Madox wyszczerzył się do niej w uśmiechu, a zaraz przysunął bliżej, ale znowu przeszkadzał mu jej sztuczny brzuch.
-
Małą torebusię, na mały okupik - w jego ustach te zdrobnienia brzmiały... po prostu śmiesznie. Bo gdzie taki gangus z tymi swoimi dziarami, a teraz zaplecionymi w warkoczyki ciemnymi włosami, mówił jak jakiś przedszkolak. Ale on mówił i wcale się tym nie przejmował. Pokiwał głową, kiedy jego żona powiedziała, że ma jakąś płócienną torbę Almy -
nada się, nawet lepiej, bo jakbyśmy kasę włożyli w to, to Alma wyglądałaby jak jakaś... ciotka gangstera - wskazał swoją czarną, sportową torbę podbródkiem, a zaraz spojrzeniem przesunął po tej kwiecistej sukience, którą Pilar miała na sobie. Nie to, że była jakaś bardzo staromodna, ale jednak... kobiety gangsterów się tak nie ubierały, a przynajmniej według Noriegi.
Madox sięgnął do swojej żony ręką, kiedy znowu zamierzyła się do kucania, żeby ją przytrzymać, żeby nie wyrżnęła, ale tym razem sama się poprawiła, przepakowali pieniądze i można było się zbierać, ale przy drzwiach zatrzymał ją jeszcze, żeby przypomnieć jej, co mu obiecała. Strzelił oczami w sufit na jej słowa.
-
A ja kurwa jestem angielska księżniczka - sarknął. Bo tak jak jemu dużo brakowało do takiej princessy, tak ona rzadko kiedy na siebie uważała. Chyba jeszcze nie widział, żeby Pilar Ste… teraz Noriega się zatrzymała i postawiła siebie na pierwszym miejscu. Jego owszem. Ale przecież jemu chodziło o nią właśnie.
I na schodach też osłaniał ją ręką, kiedy tak niepewnie stąpała wyglądając zza tego sztucznego brzucha, a raz musiał ją nawet złapać za fraki, gdy się potknęła.
-
A, to nie wiesz... - rzucił odnośnie Jaguara i od razu się zastanowił, czy powinien jej powiedzieć, czy jednak kryć Gabę, no chuj, i tak Pilar w tym momencie go nie docisnęła, a potem może jej się o tym zapomni -
okej, tylko... - coś jeszcze chciał dodać, ale jak wychodzili z kamienicy, to wpadli na... ich ulubioną babę z warzywniaka, która na widok Pani Noriega zrobiła wielkie oczy, zmierzyła ją spojrzeniem, a potem odwróciła się do Madoxa.
-
To to już taka zaawansowana ciąża? A wy wczoraj dopiero robiliście testy Madito? - zapytała. A Noriega spojrzał na nią unosząc brew, ale no tak, wczoraj przecież się z nią mijał z tymi testami. Śmiesznie, że sąsiadka uznała, że oni dopiero się skapnęli, że trzeba by wykonać test, w jakimś siódmym miesiącu... Ale przecież nie będzie tu stał teraz i jej tłumaczył. Mieli inne rzeczy na głowie.
-
A bo my jesteśmy un poco loco - zakręcił nawet palcem koło swojej głowy, a zaraz już pakowali się do czarnego SUVa, którego wziął z klubu, no bo jednak jego czerwone BMW pewnie też za bardzo rzucałoby się w oczy.
-
Poczekaj... - mruknął kiedy Pilar grzebała pod tym brzuchem za zapięciem pasa i sam do niej sięgnął, żeby jej pomóc. Swój też grzecznie zapiął, a zaraz zjeżdżał z krawężnika -
okej, ja to sprawdzę, a ty się niczym nie przejmuj, w twoim stanie... - sięgnął do niej, żeby poklepać ją po tym sztucznym brzuchu -
daj mu tylko kasę, a ja go złapię i mamy to - plan był prosty, szkoda tylko... że u nich wiecznie się coś wypierdalało, ale Madox starał się być dobrej myśli. Chociaż kiedy tak zerkał kątem oka na Pilar, to jednak się denerwował. Podjechał pod stację, gdzie zaparkowane było stare auto Almy, stanął obok, a kiedy jego żona zamierzyła się do wysiadania, to jeszcze złapał ją za ramię, zacisnął na nim wytatuowane palce -
poczekaj, chodź do mnie - szarpnął ją bliżej, pochylając się nad skrzynia biegów, bo jemu jednak bez tej piłki było łatwiej -
uważaj na siebie - powiedział patrząc w jej piękne, duże oczy, i nawet przez chwilę chciał jeszcze dodać, że ją kocha, ale chyba byłoby zbyt melodramatycznie, to już musiała wyczytać z jego spojrzenia i z tego pocałunku, który zaraz złożył na jej pełnych, gorących ustach. Krótkiego, ale czułego.
-
Jedziesz pierwsza, ja za tobą, zaparkuj przed magazynem, ale posiedź chwilę w aucie, no wiesz... Alma się boi, waha, pogrzeb w schowku czy coś, daj mi pięć minut, żebym tam doszedł, bo ja samochód zostawię dalej - powiedział jeszcze zawieszając na niej spojrzenie.
Cuídate, cariño ˚ ༘♡ ⋆。˚ ❀