Przygotowania do podróży zaczął bardzo wcześnie, żeby mieć jak najwięcej czasu do przegotowania potrzebnych rzeczy – nie mógł przecież zapomnieć o kremie z filtrem, zimnej wodzie, którą magazynował w termicznym bidonie, który miał utrzymywać przyjemnie chłodną ciecz jak najdłużej i kilku innych rzeczach, bez których nie wyobrażał sobie wyjścia z domu.
Sam na pewno nie zdecydowałby się na taką wycieczkę, ale skoro wszystko było już z góry opłacone i ustawione to... musiał wykorzystać sytuację. Znajomi doskonale wiedzieli, że sam voucher nie byłby dobrym rozwiązaniem, bo Ayaan z jego realizacją zwlekałby w nieskończoność, więc postawienie go przed faktem dokonanym było najlepszym co mogli wykminić. Ten dzień był dla niego zaplanowany od samego początku, wliczając w to również busa, którym miał dostać się w wyznaczone miejsce. Całe szczęście, że to była tylko nieco ponad godzina podróży, bo jeśli dystans byłby większy to pewnie zdecydowałby się pojechać własnym samochodem. Tym jednak razem pozwolił sobie na zachowanie klimatu podróży osamotnionego poszukiwacza przygód. Specjalnie nie proponował nikomu wspólnego wypadu, jakby chciał ten czas wykorzystać tylko dla samego siebie. Chciał w spokoju napawać się pięknem natury i stale pogrążać w swoich własnych myślach. Niekiedy bardzo chętnie otulał się samotnością, nawet jeśli miał być samotny pośród ludzi.
Na miejscu przyjazdu busa był nieco wcześniej, na wszelki wypadek. Na prowizorycznym przystanku stało już kilka osób, które również oczekiwały na przyjazd pojazdu. Nie przyglądał się zbyt dokładnie zgromadzonym, choć ciemny filtr przysłaniający oczy pozwalałby mu niemal na bezwstydne wpatrywanie w innych podróżników. Tym razem był jednak skupiony na muzyce lecącej ze słuchawek i wszechogarniającym uczuciu gorąca, które sprawiało, że włosy powoli przyklejały mu się do skroni i czoła, a jasny podkoszulek zbyt ciasno przywierał do pleców. Pewnie dlatego poczuł potrzebę zdjęcia z siebie plecaka i postawienia go na ziemi tak, aby opierał się o nogę.
Dwie piosenki później mógł już odetchnąć z ulgą, gdy zza zakrętu wyłonił się sporych rozmiarów autobus opisany tabliczką z nazwą miejsca, do którego zmierzał. Od razu ustawił się w miejscu, które pozwoliłoby mu w miarę szybko zająć odpowiednie siedzisko w środku. Najpierw jednak przepuścił dwie kobiety z dziećmi i kilka starszych osób, jak na prawdziwego dżentelmena przystało. Nie zauważył jednak, że podróżnicy są też wpuszczani drugimi drzwiami, więc ustąpienie tym kilku osobom znacznie zmniejszyło jego szanse na zajęcie lepszego miejsca. Bo gdy w końcu wszedł do środka to większość siedzeń była już zajęta, nie było żadnej wolnej jedynki czy dwójki, więc i tak musiał usiąść obok kogoś nieznajomego.
Szybko przeskanował otoczenie, dostrzegając nieco dalej jasną grzywę młodego mężczyzny i od razu uznał, że to właśnie obok niego usiądzie. Reszta miejsc była zajmowana przez rodziny i osoby starsze, nic dziwnego, że zdecydował, że to obok kogoś młodszego spędzi następną godzinę podróży.
Bez problemu przecisnął się dalej, wymijając kilka osób, które próbowały poradzić sobie ze swoim bagażem, aż w końcu stanął przed nim. Obrzucił go spojrzeniem, widząc go najpierw z profilu – już wtedy miał wrażenie, że rysy twarzy wydają mu się dziwnie znajome, ale zignorował to uczucie.
— Wolne? — zapytał o oczywistość, choć bardziej chodziło mu o uzyskanie pozwolenia na zajęcie miejsca. Z drugiej strony... miał opłacony transport jak wszyscy, musiał gdzieś usiąść, więc blondyn nie powinien mieć z tym żadnego problemu. Chyba lepiej żeby obok usiadł Ayaan, a nie jakiś stary, zbyt głośno oddychający dziadek.
Nie czekając na odpowiedź po prostu opadł na siedzenie. Zrzucił plecak na podłogę, układając go między swoimi nogami, a następnie przeczesał palcami niesforne włosy. W busie oczywiście było duszno, ale przynajmniej słońce aż tak nie dawało w twarz. Dlatego zdecydował się zdjąć okulary, które zaczepił o podkoszulek. Wtedy mógł uważniej przyjrzeć się chłopakowi. I pewnym momencie w jego głowie coś zaskoczyło. W oczach zapewne pojawił się jakiś nieodgadniony błysk.
— Bremers? Kurde, to naprawdę Ty? — zaryzykował, choć był prawie pewny, że to on. Wszędzie rozpoznałby te usta i oczy. — Pasuje ci blond — rzucił tym komplementem tak lekko, jakby zupełnie zapomniał już o tym, że ostatni raz widzieli się w nieco... mniej sprzyjających warunkach. Jakby zapomniał, że zrobił mu tak wielką krzywdę. No co, przecież czas leczy rany.