ODPOWIEDZ
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Praca w księgarni niosła ze sobą wiele korzyści. Przykładowo Cass mogła spędzić trochę czasu z klientami, doradzając im i odpowiadając na pytania związane z danymi pozycjami literackimi, wymieniając się spostrzeżeniami oraz wnioskami nasuwającymi się po przeczytaniu kolejnych rozdziałów. Podobało jej się poznawanie punktu widzenia drugiej osoby, bo dzięki temu tak wiele można było dowiedzieć się o człowieku! Wyrażanie własnych myśli, opis emocji, które towarzyszyły linijkom czytanego tekstu. To było warte uwagi i nad wyraz odkrywcze.
Kolejnym wielkim plusem tego zatrudnienia była możliwość czytania nowych pozycji bez konieczności ich kupowania. Owszem, potrafiła przeznaczyć sporą część wypłaty na książki, wspierając przy tym autorów, których ceniła, ale niestety przez kończące się miejsce we wspólnym mieszkaniu, które wynajmowała z Syd musiała się ograniczyć. Dodatkowo jej zarobki wcale nie były kolosalnych rozmiarów i musiała lepiej zarządzać swoim budżetem, znacznie częściej czytając po prostu w wolnych chwilach, kiedy sklep nie roił się od klientów.
Dzisiaj nie było ich wielu. Pochmurny dzień, podczas którego niebo usilnie igrało ze światem, prowokując deszczem, ludzie preferowali siedzieć w domu, ewentualnie w pobliskich kawiarniach. Nikt wtedy nie przejmował się książkami, które jedynie czekał by ktoś je przeczytał. Miały tak wiele do opowiedzenia, a skazane były na milczenie.
-Jeszcze przyjdzie na was czas - rzuciła w eter, uśmiechając się szeroko gdy poczuła pod palcami przyjemny chłód okładek, po których przejechała palcem. Lubiła zapach nowych lektur, przywodziły jej na myśl dzieciństwo. Pamiętała jak mama siadała przy jej łóżku, czytając. Zawsze miała dla niej interesującą historię, rozbudzając w córce pociąg do świata fantazji. To ona wpoiła jej miłość do opowieści oraz słowa czytanego. Była jej za to wdzięczna bo o ile świat byłby ciemniejszy, gdyby nie książki.
Sięgnęła po pozycję znajdującą się na stosie oznaczonym napisem “Nowości”. Przyjrzała się okładce, rozpoznając osobę, której twarz widniała na tyle. Nie znała jej osobiście, ale ceniła za zmysł pisarski. Kryminały, które wychodziło spod ręki mężczyzny były wciągające na tyle, że Wildbird nie potrafiła się od nich oderwać, ignorując wszystko w chwili, w której zaczynała się największa akcja. Bywały brutalne, ale napisane w taki sposób, że człowiek przeżywał każde wydarzenie, każdą myśl bohaterów. Znała je wszystkie; mogłaby śmiało powiedzieć, że była jego fanką. Nie obsesyjną na tyle, by latać po całej Kanadzie w poszukiwaniu go, byleby tylko wymienić z nim kilka zdań, ale wystarczającą by wiedzieć wszystko o bohaterach przewijających się w jego historiach.
Oparła się o jeden z regałów tak, by mieć widok na wejście do księgarni i otworzyła na pierwszym rozdziale ciekawa, czym uraczy ją tym razem. Póki co nie pojawiało się rozczarowanie, ale Cassie zdawała sobie sprawę, że wena i natchnienie potrafiły być ulotne. Jaką szkodą by było, gdyby nagle autor je stracił.
Uciekając myślami gdzieś znacznie dalej, zatapiając się w wykreowanym brutalnie świecie, przegapiła moment, w którym w sklepie ktoś się pojawił. Dźwięk dzwoneczka powieszonego nad drzwiami zmieszał się z dźwiękiem syren policyjnego radiowozu w jej głowie, kiedy wzrok śledził tekst. Dopiero czując czyjąś bliską obecność, może cząstkę cienia padającą na jej twarz, uniosła wzrok, napotykając twarz.
-Oh - wyrwało się z jej ust, a książka trzymana w dłoni poleciała na podłogę. Spojrzała na nią, później na mężczyznę stojącego w niedalekiej odległości. Książka, mężczyzna, książka mężczyzna.
-Oh - powiedziała ponownie. Nie grzeszyła teraz rozmownością, znajdując się w stanie przeżywania szoku. - Jednak to co mówią, faktycznie jest prawdą. Zdjęcia nie zawsze idealnie odzwierciedlają prawdziwy wygląd - stwierdziła do autora jej ulubionych kryminałów, który postanowił zjawić się w miejscu jej pracy zaledwie kilka chwil po tym, jak o nim myślała.

Ares A. Horne
35 y/o
For good luck!
189 cm
to ten gość, który kiedyś był nikim, a teraz pisze książki
Awatar użytkownika
tylko deszcz i palce wystukujące na maszynie znajomy rytm mogły zagłuszyć myśli...
ale o niej nie
ona wciąż kręciła się gdzieś na granicy jawy i snu, w fikcji, kolejnej książce, wspomnieniu i myśli, że powinna być obok
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, obsesja
Rzeczywiście stracił wenę.
Jego agentka narzekała, że miał już puścić kilka następnych rozdziałów do wydawnictwa, nie tych śmiesznych romansów, które wydawał pod pseudonimem Damon Wolf.
Chodziło o prawdziwe książki, jego kryminały, opatrzone na półkach jego podobizną i nazwiskiem.
Ares Horne.
Myślał tylko o pewnej blondwłosej śliczności, o kobiecie, która spędzała mu sen z powiek, która nie pozwalała pisać, bo zaprzątała jego głowę w sposób nachalny. Tak jak on natrętnie przechadzał się po wietrznych wzgórzach pomiędzy starym dworkiem, który kupił, a jej posiadłością. Wypatrywał Queenie.
Ale dzisiaj zamiast kolejnej rundki po odludzi, on wybrał... obcowanie z nimi.

𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐


Miał wpaść do księgarni, zgarnąć kilka książek, które, liczył na to, natchną go znowu. Które pozwolą mu zagłębić się w świat kryminału. Wyszukał niszowe pozycje od zagranicznych autorów, coś, co ludzie czytali z dreszczykiem emocji, który zbierał się na plecach. Takie czytał komentarze na stronach, kiedy zapisywał tytuły na małej karteczce.
Cudze dzieła, które chciał zgłębić. Ku inspiracji.
Żeby ten jego świat mrocznego romansu, odwrócił się znowu w kryminalne rozterki. Może jednak powinien iść do baru?
Zaczepić kogoś i wdać się w jakąś bójkę. Pozwolić zakłuć się w kajdanki i wylądować na dołku na dwadzieścia cztery godziny?
Ku inspiracji?
Bezpieczniejszą opcją była księgarnia.
Nie zwrócił uwagi na to czy jego książki widniały na półkach, nie zależało mu na tym. To wydawnictwa dbały o sprzedaż, a on... On przecież tylko pisał.
Tylko, albo aż.
bo kiedy płomiennowłosa dziewczyna wypuściła z rak jego powieść, z tym oh na pełnych ustach.
Kiedy oh wyrwało jej się znowu, gdy tylko jasne oczy napotkały jego twarz. To schylił się po książkę. Zacisnął na niej smukłe palce, a kiedy się wyprostował, kiedy ciemne spojrzenie wylądowało na twarzy dziewczyny, to usta wygięły mu się w delikatnym uśmiechu.
- Jest lepiej, czy gorzej? Chyba gorzej, skoro tak bardzo cię spłoszyłem... - rzucił trochę bezczelnie, a kiedy oddawał jej egzemplarz swojej książki, jego smagłe palce musnęły jej jasną skórę. W krótkim, acz niespodziewanym dotyku - mam nadzieję, że to nie przez nią tak wzdychasz? - uśmiechnął się znowu unosząc jedną brew, nawiązując do ohów, które na swój sposób były... rozczulające. Słodkie.
Szkoda, że Ares nie lubił słodyczy. Bo z tych wybierał steki.
- Pracujesz tutaj, czy tylko czytasz i upuszczasz książki? - znów bezczelny. Cały Ares. Jak bohaterowie jego książek, on też lubił prowokować. Czarnym spojrzeniem, które wodziło po jej niewinnej twarzyczce. Tym półuśmieszkiem, w którym uniósł się jeden kącik jego ust, a potem wytatuowaną dłonią, która spoczęła na ladzie, palcem, którym postukał w małą, białą karteczkę, którą tam położył, na której koślawo zapisał nazwiska i tytuły książek, które chciał kupić.
- Szukam tych pozycji, macie je? Albo może mogłabyś je dla mnie sprowadzić? - od razu przechodził na ty, ale jak się miał do niej zwracać, kiedy z wypiekami na policzkach zaczytywała się w zdaniach, które wyszły spod jego sprawnych palców? Per Pani?

dziki ptaszek?
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ludziom często zdarzało się fantazjować na temat swoich idoli lub osób, które podziwiali pod wieloma względami. Wyobrażali sobie nierealne scenariusze z udziałem piosenkarzy, wyimaginowane związki albo po prostu konfrontację w codziennej sytuacji. Ostatecznie kto nie chciałby stanąć oko w oko z człowiekiem, który odcisnął jakieś piętno na naszym zyciu? Kto nie chciałby zadać tak wielu nurtujących go pytań - jak? dlaczego? co nim kierowało?
Cassandra nie była wyjątkiem pozwalając własnej wyobraźni działać. Nie, nie widziała siebie w seksualnych relacjach ze sławnymi ludźmi i nie skupiała się na myśleniu o tym, jak cudownie byłoby spędzić z nimi wakacje. Takie rzeczy zostawiała swoim koleżankom, od których wielokrotnie słyszała opowieści na temat mokrych snów z udziałem Johnny’ego Deppa, Keanu reeves’a czy jakiegoś innego DiCaprio. Postrzegała to w zupełnie innej kategorii - jaki był jej idol w prawdziwym życiu? Czy odzwierciedlał jej wyobrażenia o nim? Do jakiej fantastycznej istoty pasowałby najbardziej? Była ich ciekawa jako ludzi, nie jako obiekty, które można było wykorzystać do zaspokojenia skrywanych fantazji.
Nic dziwnego, że była zaskoczona pojawieniem się Aresa. Wyglądał tak nierealnie w kolorowej scenerii, której na próżno było szukać w jego powieściach. Kontrast, który po prostu jej nie pasował. Co sądziła o osobie, spod której ręki wyszły takie brutalności? Nie miała go za psychopatę, ale musiał skrywać w sobie dość mroku, żeby później przelać go na papier. W świecie fantasy z całą pewnością byłby demonem z tym samym uśmiechem, który posłała w jej kierunku, podając upuszczoną książkę. Z pewnością wywoływałby lekkie drżenie przelotnie, jakby niewinnie dotykając skóry swoich ofiar, jak w chwili, w której musnął jej własną. Ot, przypadek, który szybko stał się widmowym wspomnieniem.

Nie ukrywała swojego zdziwienia, wpatrując się w niego intensywnie, jakby do końca nie rozumiejąc, że tu stał. Reakcja na idoli doprawdy potrafiła być różna. A byli przecież zwykłymi ludźmi, którzy wykonywali swoją pracę.
-Wszystko zależy od okoliczności. Ale powiedziałabym, że lepiej, bardziej ludzko.. Zdjęcia… one uwieczniają tylko jedna emocję na twarz, ułamek sekundy, w którym można wyglądać albo korzystnie, albo nie co nie zawsze ma pokrycie. Szkoda, że nasze zdjęcia są dalekie od fotografii z Harry'ego Pottera - odpowiedziała, wyrzucając z siebie sporą ilość słów. Jak niemal zawsze. Lubiła mówić i lubiła prowadzić konwersacje uważając, że ograniczenia są zbędne. I jak zawsze mówiła mama - siedzą nam tylko w głowach. - Nie spodziewałam się pana tutaj, to wszystko. Zwłaszcza, kiedy czytałam akurat pańską książkę. To dość nietypowe - uśmiechnęła się do niego, chociaż coś w jego aparycji było dziwnie mrocznego. Zdecydowanie miał vibe ze swoich powieści, więc już tu Cassie mogła odpowiedzieć na jedno zadane przez siebie pytanie na jego temat.
-Mogłabym wzdychać nad językiem, którym posługuje się pan w książkach. Nad charakterem postaci tak dobrze wykreowanych. Ale gdybym wzdychała do ogólnej fabuły wyszłabym raczej na psychopatkę z zaburzeniami maniakalnymi. Sam pan wie, że momentami te książki naszpikowane są brutalnością. Chociaż kto wie… podobno każdy człowiek skrywa w sobie demony, którym trzeba bodźca by wyszły na wierzch - skomentowała, uśmiechając się przy tym. Zastanawiające, co skłoniło go do przyjścia do księgarni. Chciał dowiedzieć się, czy jego książki znajdują się na listach bestsellerów? Czy właściwie pisarze czytywali pozycje innych autorów? Ach, tak wiele pytań ja nurtowało!
Odpowiedź o dziwo przyszła zaskakująco szybko.
-Pracuję, czytam i upuszczam. Cały pakiet, po co ograniczać się do jednego - rzuciła, zerkając na karteczkę, w która stukał palcem. Coś w tym geście jej nie pasowało. Był wyjątkowo niekulturalny, ponaglający i bezczelny. I nijak jej się to nie podobało. - “Proszę” to takie ładne słowo. Duszę bym diabłu sprzedał, bo jestem pewna, że wiele razy w swoich książkach go pan używał. W rzeczywistym świecie też brzmi ładnie, może pan spróbuje? - wpatrzyła się w niego jasnymi tęczówkami, tuż po tym, jak wzięła do ręki zapisaną karteczkę. Połowę z tych książek znała, wiedziała gdzie są i sprawnie mogłaby mu je przekazać. Nauka manier wydawała jej się jednak znacznie bardziej priorytetowa.

Ares A. Horne
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bookland”