To było wszystko. Ten spokój, ta cisza, która była zakłócana jedynie cicho grającym telewizorem. Hunter był człowiekiem, który zawsze dążył do imprezowego życia. Żył nocą, budził się wtedy. Jego życie kręciło się wokół alkoholu, głośnej muzyki, barów, bójek ulicznych, kradzieży przypadkowych ludzi i szybkiego tempa. Nie interesował się nigdy tym, by się ustabilizować jak taki Jiwoong, który był jego przeciwieństwem. Nie myślał o zakładaniu rodziny, o zwolnieniu tempa. O zobowiązaniach czy tym, aby w końcu spoważnieć, chociaż wielokrotnie mu się to mówiło. Chociaż jego przybrana matka mu to próbowała wpoić do pustego łba.
On jednak miał swoje zdanie. I swoje świetne życie.
Wszystko pewnie wyglądałoby dalej tak samo, gdyby nie to, że spotkał Soojin. I kompletnie zawróciła wszystko w jego życiu. Odkąd zaczął się z nią spotykać, jego tempo zwolniło. A odkąd tylko stało się poważniej, a oni zaczęli być oficjalni, całkiem zmienił swoje podejście. Może nie tak w pełni, ale zmieniał się. Bary i knajpy widziały go o wiele rzadziej, a jak już to w jej towarzystwie. Przestał tyle imprezować, całkowicie porzucił swoje szybkie relacje i nawet znalazł pracę w której się spełniał. No, z jej pomocą, bo to ona załatwiła mu rozmowę.
Co ważne - zaczął też faktycznie myśleć o tym co dalej. Bo im dłużej z nią był, tym bardziej się utwierdzał, że mimo różnic, naprawdę masy różnic, to dobrze mu z nią było. Dobrze było z nią mieszkać, przy niej być, do niej wracać po ciężkim dniu w pracy czy ogólnie. Dobrze było mieć się w kogo wtulić, z kim porozmawiać. Nigdy nie był tym typem osoby, dopóki nie spotkał jej.
Jedna osoba potrafiła naprawdę wiele zmienić w czyimś życiu.
—
Nie dziękuj, nie masz za co — powiedział z uśmiechem pod nosem, zaraz całując ją raz jeszcze w czoło. Nie potrzebował jej podziękowań, bo przecież nie zrobił nic takiego. Po prostu przyleciał z nadzieją, że uda mu się naprawić to, co zepsuł. —
Jesteś warta każdego ryzyka — dodał dość naturalnie. Jakby nie było, to cały czas dla niej ryzykował. Na początku poprzez włamanie do jej domu, który był pilnie strzeżony przez jej pojebanego starego z koneksjami, potem przychodził do niej bezpośrednio na lodowisko, unikając ochroniarza, aby tylko ją zobaczyć, a potem przyjął ją jako poszukiwaną uciekinierkę do swojego domu.
A gdy zjebał, pojechał za nią do Toronto.
Lubił ryzyko, co poradzić. Zwłaszcza jeśli miało mu przynieść korzyści, a ona była doskonałą korzyścią dla niego. I najwyraźniej też doskonałym wpływem o który modliła się zapewne pani Ahn. To ją miała na myśli, gdy mówiła „mam nadzieję, że znajdziesz sobie dobrą, porządną dziewczynę, która cię naprostuje”. Jak to jest, że mamy zawsze mają rację?
Mogę cię o coś zapytać?
—
No? — mruknął, przymykając oczy. Nie zaprzestawał też smyrać ją po ramieniu, bo to był już po prostu odruch. I chociaż nie wiedział jakiego pytania się spodziewać, to… nie był przygotowany na to, jakie padło.
Czy spotykałeś się z kimś po naszym rozstaniu?
Ruch jego palców w jednej milisekundzie się zatrzymał, a on otworzył oczy, co by spojrzeć w sufit. No ładnie, Hunter. Teraz się przyznawaj. Albo kłam. Kłam jak zawsze, bo w końcu do tego przywykłeś. To był jak twój drugi, biegły język. Wielu nawet nie potrafiło odróżnić kiedy kłamałeś, a kiedy mówiłeś prawdę, bo nawet powieka ci nie drgała.
Tylko, że z nią było gorzej. Nawet jeśli wiedział, że kłamstwo miałoby być dla niego korzystniejsze i wygodniejsze, bo… nie był tym dobrym, porządnym chłopcem. Był o wiele lepszy, gdy był z nią, ale kiedy tylko jej zabrakło, nie potrafił się na nowo odnaleźć. Wracał do domu, do pustego mieszkania i nie wiedział co ze sobą zrobić. Poczucie winy go dobijało. Przeklinał samego siebie i chociaż nie poszedł na kluby od razu po rozstaniu, bo nie mógł patrzeć na te wszystkie, znane mu lambadziary, to po około dwóch miesiącach pojawił się ponownie w barze.
Został przywitany jak stary znajomy i chociaż miał opory do powrotu na stare śmieci, a także do starych nawyków, to… po pewnym czasie tak zrobił, nie widząc nadziei na to, aby do siebie wrócić. Bo przecież wyjechała i miała nie wracać. Nie oddzwaniała, bo miała wyłączony telefon. Jego wiadomości nie dochodziły. Nie miał z nią żadnego kontaktu.
Dlatego zaczął popełniać te same błędy, które wcześniej zostały przez nią wyplenione.
I teraz miał się ponownie z nich rozliczać. Bo nie spodziewał się, że przyjdzie okazja, którą złapie za nogi. I że uda mu się naprawić to, co zepsuł. I to chyba po to, aby zaraz znowu się posypało.
—
Wiem na jaką odpowiedź liczysz, Soojin — powiedział, dość neutralnie, czując, że ta chwila którą teraz mieli, zaraz się zwyczajnie zepsuje. Ale hej, przynajmniej miałeś pięć minut, gdzie mogłeś się poczuć jak w domu. —
Ale ci jej nie dam, przepraszam. — Przeprosił. Drugi raz w swoim życiu kogoś przeprosił, i drugi raz dokładnie tą samą osobę. Bo wiedział, że zjebał i mogło to się na niej odbić. Wypij więcej tego piwa, co nawarzyłeś, Hunter. —
I to chyba kolejny powód dla którego powinnaś wybrać lepiej — dodał już ciszej. Bo nie był dla niej dobry. Ranił ją, był egoistą, popełniał masę błędów. Nie był dobry i porządny, był zepsuty. Przez lata to zepsucie przez niego przechodziło, przez każdą komórkę ciała. I teraz musiał wpierdalać te owoce zepsucia oraz własnych, ulicznych nawyków.
Raina Bouchard