46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nic do niej nie docierało.
Absolutnie n i c z tego, co mówił i co – omijając najważniejsze – starał się wytłumaczyć.
„Zawsze tak było, dlaczego teraz miałoby być inaczej?”.
Z ust Gardnera wydobył się podobnie gardłowy śmiech.
Zasrana zosia-samosia, pomyślał, jednocześnie krzywiąc się nieznacznie przy kolejnym dotyku rany. W tamtym momencie o wiele bardziej drażniła go oczywistość, że Helena z uporem maniaka traktowała samowystarczalność jak pieprzoną cnotę. Udowadniała to na każdym kroku. Jakby przyjmowanie czyjejkolwiek pomocy było oznaką słabości, a pakowanie się samotnie w każde możliwe gówno – dowodem siły.

Wkurwiała go.
Nawet nie przyszło mu do głowy, że sam od lat funkcjonował dokładnie w ten sposób. Pomoc odrzucał odruchowo, ludzi trzymał na dystans, a problemy dusił w sobie tak długo, aż zaczynały zżerać go od środka.
Ale był zbyt wściekły, żeby dostrzec własną hipokryzję.
„Możesz sobie darować, bo wiem, co by zrobili, to nie jest, kurwa, moja pierwsza sprawa, ani nawet najtrudniejsza”.
Znów drwiąco się zaśmiał.
Szybko jednak zamilkł, z wściekłości zaciskając palce na swoim udzie. Następne słowa Heleny trafiły w słabszy punkt.
Gdybym ciebie słuchał, nic by się nie wydarzyło? — powtórzył zajadle. — A kto się, kurwa, podał informatorowi jak na złotej tacy? To nie moje auto i nie moja forsa są głównym problemem. — Syknął, bo klej właśnie zaczynał się nagrzewać. — Ty nim jesteś. Odkąd tylko zaczęłaś grzebać w tej sprawie — wycedził.
Nie odrywał od niej wzroku.

Coraz mniej nad sobą panował.

Zwłaszcza, gdy dostrzegł w jej oczach prawdziwą emocję. Mylił się, drganie kącika ust nie zwiastowało płaczu, a furię. A im dłużej patrzył, tym bardziej ta furia udzielała się i jemu.
„Myślisz, że miałabym s z c z ę ś c i e, gdybym przyszła o pięć minut za późno? Gdybym nie zorientowała się, że zostałeś w Edmonton?”.
Wyglądał trochę tak, jakby zaraz miał złapać ją za kark. Zamiast tego przesunął spojrzeniem po jej twarzy, kiedy się zbliżyła, a potem rzucił:
Słyszałaś. — Zabrzmiało dokładnie w jego stylu. Krótkie, szorstkie stwierdzenie pełne aluzji. — A mimo to dalej pytasz — dodał w myślach.
Bo tak było łatwiej, niż przyznać się przed nią, że się martwił. Że gdyby tylko posłuchał, zawrócił samochód i wrócił do Toronto, nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby coś jej się stało.

Co za pierdolona bzdura.
Gwałtownym chwytem wyrwał Helenie jeden z bandaży i przyłożył do swojego ramienia. Zaczął owijać ranę; dopiero wtedy poczuł, że wciąż trzęsą mu się dłonie.
Zachowywał się absurdalnie, jak idiota. Wcale nie był z siebie dumny.
I nie miał już wątpliwości. Wiedział, że będzie musiał się napić. Raz jeszcze. Choćby miał się doczołgać do barku na kolanach.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

"A kto się, kurwa, podał informatorowi jak na złotej tacy?".
Zaciska zęby. Wkurwia ją, że to zasadny argument. Detektyw Judy też by ją skarciła za tak ryzykanckie zagranie. Odkąd przyjęła ją pod swoje skrzydła, gdy tylko Helena zaczęła pracę dla policji, zawsze powtarzała jej, że ma nosa, tylko jest niecierpliwa i zbyt wcześnie odkrywa swoje karty, jeśli zależy jej na potwierdzeniu swoich podejrzeń.
Nie przyzna mu racji, nie ma mowy – ale też nie może kłócić się z tym zarzutem.

"To nie moje auto i nie moja forsa są głównym problemem".
Z tym by się kłóciła i już otwiera usta...

"Ty nim jesteś. Odkąd tylko zaczęłaś grzebać w tej sprawie".

Głos zamiera jej w gardle, bo przestaje być pewna, czy Gardner próbuje jej dowalić, czy...


"Słyszałaś".


Naprawdę próbuje pozostać obojętna; wmówić sobie, że przecież jest tutaj tylko i wyłącznie z poczucia winy i obowiązku, ale...


rozgrzewa się pod jego taksującym spojrzeniem,


aż robi jej się niewygodnie w ramonesce – którą wciąż na sobie ma, tak samo jak torbę od laptopa, bo przecież sądziła, że tylko opatrzy Gardnera, upewni się, że ten rano wyruszy do Toronto, a potem spakuje swoje rzeczy i zniknie. Po tym, jak wszystko potoczyło się w tej zasranej strzelnicy, Helena była święcie przekonana, że to jedyna logiczna możliwość.
Tak święcie przekonana, że nie spodziewała się zapalczywości, z jaką Percival będzie wykłócał się o to, że pozostanie w Edmonton było d o b r ą decyzją. Nie spodziewa się też, że jej ciało wcale nie będzie chciało słuchać logiki i tak jak wcześniej ledwie podnosiła na niego wzrok, teraz nie potrafiła oderwać spojrzenia od jego oczu. Słyszy, i mgliście zdaje sobie sprawę z tego, że przez całe to zaskoczenie wszystkie realizacje odmalowują się na jej twarzy.

Niemal prycha, gdy ten wyrywa jej z rąk bandaż i zaczyna sam się opatrywać. Sama nagle nie wie, co zrobić z dłońmi. Jedną kładzie zaciśniętą na swoim udzie, drugą przesuwa po szyi, a potem przeczesuje włosy.
Jesteś, kurwa, nieprawdopodobny... — mówi chrapliwie głosem pełnym napięcia. Samo stwierdzenie takie jest. Percy zachowuje się przecież absurdalnie, ale jednocześnie Helena myśli o tym, jak bardzo nie doceniła, dokąd może zaprowadzić ją decyzja o tym, by to właśnie jego poprosić o pomoc ze sprawą Torres.

Bierze oddech, by powiedzieć coś jeszcze, ale zamiera, bo zdąża przypomnieć sobie wszystkie argumenty przeciw. Kiedyś pamiętała całą litanię, a teraz...

teraz tylko jeden.


Nie ufa mu.

Ufała, kiedy go tu ściągała, to fakt, ale to był kredyt, wykalkulowane ryzyko – a w tym momencie nie potrafi przestać myśleć o jego słowach. Koleżanka ma problemy z nerwami.
Helena coś sobie kiedyś obiecała.

Pomiędzy jej brwi wraca pionowa zmarszczka; zagryza na chwilę wargę. Oddycha głęboko przez nos i sięga do tylnej kieszeni, by płynnym ruchem odkręcić butelkę i wlać w siebie resztę jej zawartości.

Problem tkwi w tym, że Hellie jest niecierpliwą ryzykantką, która nie panuje nad swoją gębą. Szczególnie po alkoholu.
Ten teatrzyk, który odstawiłeś w strzelnicy, był bardzo przekonujący — mówi szorstko, zawieszając na nim badawcze spojrzenie. Sama nie wie, dokąd z tym zmierza. — Nie jesteś pierwszym, który mnie lekceważy, ani pierwszym, który zechciał zrobić ze mnie histeryczkę. — Gorzki śmiech. — Pierwszy, kiedy zorientował się, że nie jest w stanie mnie kontrolowaćpo co to mówi?trzymał mnie na muszce odbezpieczonej broni. — Nie wdaje się – na szczęście – w więcej szczegółów, ale jej spojrzenie zdradza wystarczająco. Po tamtym dniu, Helena już nigdy nie była taka sama. — Dlaczego miałabym wierzyć, że tym razem miałoby być inaczej? Że jesteś godny zaufania? — Zmarszczka między brwiami się pogłębia. — Powiedz mi, Percy. — Brakuje jej oddechu. — Proszę — kończy gardłowo, już teraz odsłaniając przed nim więcej, niż powinna.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”