26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Siedział nieruchomo, ale w środku aż się w nim gotowało. Czuł ciepło jej palców na swojej skórze, dokładnie tam, gdzie czarny tusz układał się w te cholerne litery nad pępkiem. Normalnie pewnie rzuciłby jakimś głupim tekstem, żeby rozładować atmosferę, ale teraz po prostu patrzył na Charly i próbował wyczuć, co się z nią dzieje. Była blisko, bliżej niż kiedykolwiek, a on z każdym oddechem doceniał ten moment coraz bardziej. Czekał na jej ruch, na jakąkolwiek reakcję. Zauważył, że na chwilę uciekła spojrzeniem, jakby na moment odpłynęła gdzieś daleko, do swoich spraw, o których mu nie mówiła. To go intrygowało. Facet, który na co dzień gapił się w papierkową robotę i ogarniał mało przyjemne tematy w domu pogrzebowym, teraz nie potrafił oderwać wzroku od jednej dziewczyny na kocu. Czuł, że atmosfera między nimi to nie jest zwykły, jednorazowy flirt na dachu przy winie. Chciał czegoś więcej, ale jednocześnie cholernie pilnował się, żeby nie zrobić o jednego kroku za daleko i jej nie spłoszyć. Trzymał jej dłoń i po prostu czekał, co będzie dalej.
Słuchał jej i poczuł, że ta uwaga trafiła prosto w cel. Zamiast się jednak wycofać czy obrócić to w żart, po prostu patrzył jej w oczy. Jej dłoń wciąż leżała na jego brzuchu, co tylko potęgowało to dziwne uderzenie szczerości. Cholera, miała rację, lubił mieć wszystko poukładane, zwłaszcza kiedy wokół panował niego bałagan, ale usłyszenie tego od niej brzmiało zupełnie inaczej. Nie zabrał jej ręki ze swojej skóry. Wręcz przeciwnie, delikatnie docisnął swoje palce do jej dłoni, żeby nie uciekła.
Może i tak jest – przyznał cicho, a jego głos stracił trochę tej wcześniejszej pewności siebie. Przesunął się o te parę centymetrów bliżej, tak że prawie stykali się ramionami. – Ale z drugiej strony, gdybym zawsze szukał bezpiecznego gruntu, to na pewno nie siedziałbym teraz z tobą na tym dachu. - Przechylił głowę, uważnie obserwując jej twarz. – Poza tym... niektóre rzeczy warto ryzykować, nawet jeśli grunt ma się zawalić. Nie uważasz?
Zauważył zmianę w jej zachowaniu. Widział, jak ucieka wzrokiem i jak mocno pociągnęła z kieliszka. To nie był zwykły łyk dla smaku – ewidentnie próbowała czymś zapić myśli, które nagle wjechały jej do głowy, jednak nie miał zamiaru bawić się w przesłuchanie, bo sam miał wokół siebie za dużo bałaganu, więc wiedział, jak to jest, kiedy ktoś próbuje wyciągać rzeczy, na które nie masz akurat ochoty odpowiadać.
Masz rację, z tą pewnością bywa słabo – mruknął, patrząc w tę samą stronę co ona, żeby nie świdrować jej za bardzo wzrokiem. – Dlatego całe szczęście, że mamy wino i całkiem niezły widok, no nie? - Obrócił głowę w jej stronę i uśmiechnął się krótko.
Siedział tak blisko, że czuł bicie jej serca albo przynajmniej własne, które waliło jak szalone. Słuchał jej głosu z tej odległości i czuł, jak cała jego dotychczasowa pewność siebie zamienia się w coś zupełnie innego – w napięcie. Kiedy tak mu się przyglądała, wodząc wzrokiem po jego twarzy, miał wrażenie, że widzi go na wylot. – Konsekwencji? – powtórzył cicho, a jego głos stał się zauważalnie niższy. – Brzmi jak wyzwanie, a ja bardzo je lubię – dodał, niemal szeptem, nie zabierając ręki.
Czuł każdy ruch jej palców na swoim brzuchu, jakby opuszki paliły mu skórę. Kiedy powtórzyła szeptem napis, a jej wzrok zjechał z jego oczu prosto na usta, poczuł, że zaraz całkowicie straci nad sobą kontrolę. Pochylił się jeszcze bardziej, tak że dzieliły ich dosłownie milimetry. Czuł na twarzy jej ciepły oddech. Przez sekundę patrzył jej prosto w oczy, dając jej tę ostatnią szansę, żeby się wycofała, jeśli spanikuje.
Gdy poczuł jej palce na swojej żuchwie, zesztywniał na moment. Jej dotyk był tak delikatny, tak ostrożny, że uświadomił mu, jak blisko granicy się znaleźli. Kiedy poczuł jej usta na swoich, ten krótki, delikatny dotyk uderzył go mocniej, niż się spodziewał. Słowa o złym pomyśle jeszcze brzmiały mu w uszach, ale w tym momencie kompletnie nie miały znaczenia. Gdy Charly odsunęła się o te parę centymetrów, patrząc na niego z niepewnością, nawet nie drgnął, żeby pozwolić jej uciec dalej.
Za późno na dobre pomysły – mruknął chrapliwie. Uniósł dłoń, splatając palce na jej karku, pod włosami i delikatnie, ale cholernie stanowczo przyciągnął ją z powrotem do siebie. Tym razem nie pozwolił na delikatne muśnięcie. Pocałował ją mocno przełamując niepewność, która między nimi wisiała. Druga ręka powędrowała na jej talię, przyciągając całe jej ciało bliżej, tak żeby poczuła, że ta granica nie tylko została przekroczona, ale już dawno przestała istnieć.
Charly Hayes
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Pocałunek trwał zdecydowanie zbyt krótko, by mogła zastanowić się nad konsekwencjami tego czynu. Zetknęła własne wargi z jego, początkowo niemal ostrożnie, jakby sama nie była pewna, czy właśnie tego chciała, czy może jedynie pozwoliła sobie na jeden, nieprzemyślany odruch, którego później będzie mogła żałować. Wystarczyła jednak ta jedna chwila, by wszystko, co jeszcze przed momentem próbowała sobie uporządkować, ponownie straciło jakikolwiek sens. Nie zdążyła pomyśleć o tym, że powinna się odsunąć, że przecież jeszcze chwilę temu była przekonana, iż właśnie tego potrzebuje, że rozsądek powinien wreszcie wygrać z tym cholernym przyciąganiem, które od pewnego czasu coraz trudniej było jej ignorować. Zamiast tego poczuła jedynie, jak napięcie, które przez cały ten wieczór zdawało się zbierać gdzieś pod jej skórą, nagle znajduje ujście w czymś tak prostym i jednocześnie tak cholernie niebezpiecznym.
Nie cofnęła się więc, kiedy pocałunek zaczął się kończyć, zamiast tego niemal bezwiednie podążyła za nim, jakby przez tę jedną krótką chwilę zapomniała o wszystkich granicach, które sama wcześniej próbowała między nimi ustawić. Palce ciemnowłosej zacisnęły się nieco mocniej na jego skórze, a kiedy ponownie zetknęła z nim własne wargi, tym razem nie było już w tym wcześniejszego zawahania. Charly sama pogłębiła pocałunek, pozwalając sobie na coś, czego jeszcze niedawno prawdopodobnie nawet nie dopuściłaby do własnych myśli, a teraz, ku własnemu zaskoczeniu, nie potrafiła znaleźć w sobie choćby jednej rozsądnej przyczyny, dla której miałaby tego żałować.
A może właśnie tego potrzebowała?
Nie kolejnych pytań, nie analizowania jego słów i nie zastanawiania się, co właściwie oznacza każdy gest, który pojawiał się między nimi, ale chwili, w której mogła po prostu przestać myśleć i pozwolić, by ciało zrobiło coś, na co jej własny rozsądek od dawna nie chciał się zgodzić. W tym momencie nie potrafiła już rozstrzygnąć, czy bardziej zaskakiwało ją to, że Noe zdecydował się ją pocałować, czy może fakt, że sama tak szybko przestała chcieć, by ten pocałunek się skończył. Przez cały wieczór próbowała przecież zachować kontrolę, ostrożnie dobierała słowa, obserwowała każdy jego ruch i niemal obsesyjnie pilnowała, by nie pozwolić sobie na coś, czego później nie potrafiłaby cofnąć, a teraz nagle odkrywała, że cała ta ostrożność była niewiele warta, kiedy wystarczyło, że znalazł się wystarczająco blisko.

Z każdą kolejną sekundą coraz mniej pamiętała o tym, co powinno wydarzyć się później.
Nie myślała o konsekwencjach, o tym, co powie rano, kiedy emocje opadną, ani nawet o tym, czy przypadkiem nie robi właśnie dokładnie tego, przed czym sama tak długo próbowała się bronić. Liczyło się jedynie ciepło jego ciała, bliskość, której jeszcze niedawno tak bardzo się obawiała, i świadomość, że tym razem to ona świadomie zdecydowała się zrobić ten jeden krok dalej. Jej dłoń przesunęła się nieco po jego skórze, a Charly przyciągnęła go bliżej, niemal tak, jakby chciała na moment zapomnieć, że przecież jeszcze niedawno była przekonana, że najlepszym rozwiązaniem będzie zachowanie między nimi odpowiedniego dystansu.

Właśnie dlatego zupełnie nie zauważyła, co działo się wokół.
Nie poczuła nawet, że jej kolano przesunęło się po kocu nieco dalej, a stopa, która przypadkowo trąciła stojącą obok butelkę, wprawiła ją w niebezpieczne drżenie. Charakterystyczny dźwięk przesuwającego się szkła dotarł do niej dopiero po chwili, ale nawet wtedy nie potrafiła od razu zrozumieć, co właściwie się wydarzyło. Jej uwaga wciąż skupiona była wyłącznie na Noe; na jego bliskości i pocałunku, który zdawał się pochłaniać każdą kolejną myśl, dlatego dopiero kiedy butelka ostatecznie przewróciła się na bok, a chłodne czerwone wino zaczęło rozlewać się po kocu, Charly poczuła na materiale swojej sukienki nieprzyjemną wilgoć.

To zmusiło ją do tego, aby oderwać się od jego ust, a do umysłu dotarło, że coś jest zdecydowanie nie tak.
Jej spojrzenie powędrowało w dół, początkowo zupełnie nieprzytomnie, jakby próbowała odnaleźć źródło tego nagłego chłodu, który przesiąkał przez materiał. Dopiero po chwili dostrzegła przewróconą butelkę, ciemną plamę rozlewającą się po kocu i kolejne krople wina, które zdążyły już zabrudzić jej sukienkę, a potem, ku jej absolutnemu przerażeniu, również spodnie Noe. Przez kilka sekund nie była w stanie wydusić z siebie ani słowa, wpatrując się w całą tę katastrofę z niedowierzaniem, ponieważ chyba właśnie w tej chwili po raz pierwszy od dłuższego czasu rzeczywistość brutalnie przypomniała jej o swoim istnieniu.
— Cholera… — wyrwało jej się w końcu, choć zabrzmiało to zdecydowanie zbyt cicho w stosunku do rozmiaru problemu, który właśnie stworzyła.
W momencie gdy zrozumiała, co właściwie zrobiła, poczuła, jak na jej twarz powoli wkrada się zakłopotanie, zupełnie niepasujące do tej pewności siebie, którą jeszcze przed chwilą próbowała przy nim prezentować. Spojrzała najpierw na własną sukienkę, później na jego spodnie, a następnie z powrotem na niego, jakby wciąż miała nadzieję, że może wystarczy jedno jego spojrzenie, by okazało się, że sytuacja wcale nie wygląda tak źle, jak właśnie zaczynała sobie uświadamiać. Nie wyglądała. — Ja… — zaczęła, ale urwała, bo nagle sama nie wiedziała, co właściwie powinna powiedzieć.

Przeprosiny wydawały się oczywiste, ale jednocześnie absurdalnie niewystarczające, szczególnie że gdyby nie to, iż przez ostatnie kilka chwil była zdecydowanie zbyt zajęta całowaniem go, prawdopodobnie zauważyłaby butelkę, zanim zdążyła przewrócić się na koc. Co gorsza, sama doskonale wiedziała, że to nie był przypadek całkowicie niezależny od jej wcześniejszych decyzji, bo przecież to ona, zamiast zachować choć odrobinę rozsądku, postanowiła odpowiedzieć na jego pocałunek i zrobić dokładnie to, czego jeszcze niedawno tak bardzo się obawiała.
Charly przesunęła językiem po wewnętrznej stronie policzka, próbując powstrzymać uśmiech, który zupełnie niepotrzebnie zaczął pojawiać się na jej ustach. — To nie było specjalnie — powiedziała w końcu, spoglądając na niego z miną, która miała prawdopodobnie świadczyć o jej całkowitej niewinności, choć sama doskonale wiedziała, że w obecnych okolicznościach trudno byłoby jej kogokolwiek przekonać.
A jednak, mimo całego tego niefortunnego zamieszania, mimo poplamionej sukienki i jego spodni, które właśnie ucierpiały przez jej nieuwagę, Charly nie potrafiła żałować tego, co wydarzyło się sekundę wcześniej. Właściwie im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej docierało do niej, że gdyby miała jeszcze raz zdecydować, czy odpowiedzieć na jego pocałunek, prawdopodobnie zrobiłaby dokładnie to samo - absurdalne dziewczę!





Noe Villeneuve-Scott
wanilia
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe czuł, jak jego ciało reaguje na każdy, nawet najmniejszy gest Charly. Kiedy odpowiedziała na pocałunek z taką samą siłą i bez śladu zawahania, w jego głowie zgasły wszystkie ostrzegawcze lampki. Świat po prostu przestał dla niego istnieć. Nie myślał o Gabi, która potrafiła wracać do niego w najmniej odpowiednich momentach, liczyła się tylko Charly, jej ciepłe dłonie na jego skórze, jej zapach i to cholernie przyciąganie, z którym żadne z nich nie chciał już dłużej walczyć. A potem nastąpiło brutalne sprowadzenie na ziemię. Blondyn poczuł nieprzyjemny, chłodny płyn, który zaczął przesiąkać przez materiał jego spodni tuż przy kolanie. Odsunął się na kilkana centymetrów, ciężko oddychając, z dłonią wciąż opartą na karku Charly, jakby jego ciało nie do końca chciało zarejestrować zmianę sytuacji.
Widząc jej zakłopotanie, z jego piersi wyrwał się krótki śmiech, który po chwili przeszedł w głośny rechot.
- Nie było specjalnie? - powtórzył, kręcąc głową z rozbawieniem, choć jego oczy wciąż błyszczały od intensywności, która przed chwilą ich pochłonęła.
Szybko sięgnął po leżącą na boku butelkę i postawił ją do pionu, żeby nie wyciekły z niej ostatnie krople. Zrobił to odruchowo, po czym od razu przeniósł wzrok z bordowej plamy na spodniach na jej twarz. Charly wyglądała w tej chwili uroczo w swoim zmieszaniu, że nawet wino wsiąkające w jego spodnie, nie było w stanie zepsuć mu humoru. Jej spuszczony wzrok, próba ukrycia uśmiechu pod przygryzioną wargą i nagły brak pewności siebie, to wszystko było tak autentyczne, że czuł, jak uderza w niego kolejna fala sympatii do tej dziewczyny.
- Rozlałaś całe wino, zniszczyłaś koc, załatwiłaś swoją sukienkę i moje jedyne czyste spodnie na ten tydzień - mruknął z udawaną powagą, choć kąciki jego ust drgały w niekontrolowany sposób.
Nie czekając na jej odpowiedź, złapał ją delikatnie za talię i pociągnął za sobą, szybko przesuwając oboje o metr, na suchą część koca.
- No i proszę. Będę pachniał jak tania winiarnia przez następne trzy dni - rzucił z rozbawieniem, spoglądając na nią. Przechylił głowę, opierając przedramiona na kolanach i przyglądając się jej z bliska. - I co teraz zrobimy? Bez wina i w poplamionych ciuchach wyjście na eleganckich romantyków raczej nam odpadło.
Prawda była taka, że rozlana butelka w dziwny sposób rozładowała napięcie, które budowało się między nimi od godziny. Noe czuł, jak z jego barków schodzi ciężar. Wcześniej, gdy trzymał ją za rękę i prowadził jej palce po swoich tatuażach, czuł ogromną presję – chciał zaimponować, chciał być ten pewny siebie, chciał kontrolować przebieg wydarzeń.
- Wiesz, tak szczerze... - zaczął po chwili, znacznie ciszej, mniej bezczelnym tonem. - Cieszę się, że to wino się rozlało. - Obrócił głowę w jej stronę i spojrzał jej prosto w oczy. Tym razem w jego spojrzeniu nie było prowokacji. Była tylko szczerość faceta, który dobrze się czuje w jej towarzystwie. -Przez cały wieczór miałem wrażenie, że oboje strasznie kombinujemy. Ty uważałaś na każde słowo, ja udawałem pewnego siebie cwaniaka, a tak naprawdę baliśmy się zrobić niewłaściwy ruch -mruknął, przeciągając palcami po brodzie. - Teraz jesteśmy pachniemy alkoholem i nie mamy już nic do stracenia. Zdecydowanie wolę tę wersję.
Uśmiechnął się do niej, wyciągając rękę i obejmując ją ramieniem, tak żeby przyciągnąć ją do swojego boku. Chciał, żeby czuła jego ciepło i żeby wiedziała, że absolutnie nie ma się czego wstydzić.
- Więc jak? Mamy jeszcze trochę wieczoru i zero wina. Masz jakiś awaryjny plan?
Charly Hayes
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Pożądanie. Uczucie to rozlewało się po ciele Charly, pchając ją w kierunku kolejnych gestów, których jeszcze kilkanaście minut temu nie odważyłaby się nawet rozważyć. Pocałunek, początkowo niepewny i ostrożny, z każdą kolejną sekundą pozbawiał ją resztek zdrowego rozsądku, odbierając zdolność logicznego myślenia. W tej jednej chwili nie istniała przeszłość, nie istniały pytania o to, dokąd ich to prowadziło ani wszystkie konsekwencje, które nieuchronnie miały nadejść. Istniał tylko on; bliskość jego ciała, ciepło dłoni spoczywającej na jej karku i przyspieszone bicie własnego serca, które zdawało się zagłuszać każdy inny dźwięk dobiegający z otoczenia. Jeszcze nigdy nie pozwoliła sobie zatracić się w kimś w tak bezmyślny sposób i właśnie ta świadomość sprawiała, że zamiast się wycofać, pragnęła być jeszcze bliżej.
Chłód rozlewającego się płynu uderzył w nią dopiero z kilkusekundowym opóźnieniem, brutalnie wyrywając ją z rzeczywistości, którą jeszcze przed momentem budowali wyłącznie dla siebie. Zamrugała kilkakrotnie, ciężko łapiąc oddech, gdy ich twarze oddaliły się od siebie o zaledwie kilka centymetrów. Przez krótką chwilę patrzyła na tę scenę z mieszaniną niedowierzania i zażenowania, jakby własny umysł nie potrafił zdecydować, czy bardziej powinna przepraszać za rozlane wino, czy za to, że jeszcze moment temu całkowicie zapomniała o otaczającym ich świecie. Kiedy jednak usłyszała jego śmiech, napięcie pękło równie gwałtownie, jak wcześniej narastało. Mimowolnie parsknęła cicho, choć zaraz potem ukryła twarz w dłoniach. — Przysięgam… — mruknęła z rozbawionym westchnieniem, spoglądając na niego spomiędzy palców. — To zdecydowanie nie było częścią mojego planu.
Opuściła dłonie i pokręciła głową z pobłażliwym uśmiechem, w którym wciąż tliło się zakłopotanie. Wystarczyło jedno spojrzenie na mokrą plamę na jego spodniach, by znów zachciało jej się śmiać. Wyciągnęła rękę, odruchowo strzepując z materiału kilka kropel, po czym niemal natychmiast zorientowała się, co właśnie zrobiła. Jej palce zawisły na ułamek sekundy w bezruchu, zanim szybko je cofnęła. — Chyba właśnie ustanowiłam rekord świata w psuciu romantycznych momentów… — stwierdziła z cichym śmiechem, unosząc na niego spojrzenie, kiedy on sam sięgnął po butelkę, ratując resztki alkoholu, nie wzbraniając się przed komentarzem, w którym ukryte było rozbawienie. W odpowiedzi na niego kąciki ust Charly także drgnęły, układając się w subtelny uśmiech.
Kiedy chwycił ją za talię i przyciągnął do siebie, nie prostowała, pozwalając mu przesunąć się na suchy fragment koca, a gdy ponownie znaleźli się obok siebie, podciągnęła jedną nogę pod siebie i przez moment tylko mu się przyglądała. Nawet z mokrą plamą na spodniach wyglądał zaskakująco dobrze, co uznała za wysoce niesprawiedliwe. Mimowolnie pokręciła głową z cichym śmiechem. — Chyba… chyba powinnam zwrócić ci pieniądze za pralnię albo kupić nowe spodnie. Chociaż mam dziwne przeczucie, że żadne nie będą miały takiej historii do opowiadania jak te. - w kącikach jej ust zatańczył figlarny uśmiech, a spojrzenie na moment uciekło ku ciemniejszej plamie na materiale, zanim znów odnalazło jego oczy.
Na jego pytanie uniosła lekko brew i odchyliła się na dłoniach, pozwalając wieczornemu powietrzu ochłodzić rozgrzaną skórę. — To zależy… — zaczęła z pozorną powagą. — Możemy uznać, że ta randka właśnie poniosła spektakularną porażkę i wrócić do domu, albo… — urwała celowo, pozwalając ciszy zawisnąć między nimi. — …możemy przyjąć, że skoro już zdążyliśmy zniszczyć elegancki plan, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić z tego najbardziej nieidealny wieczór, jaki oboje będziemy wspominać — Uśmiechnęła się ciepło, a w jej oczach pojawił się ten charakterystyczny błysk. — Bo odnoszę dziwne wrażenie, że z tobą najlepsze rzeczy i tak zaczynają się dopiero wtedy, kiedy wszystko idzie kompletnie niezgodnie z planem. - przyznała, wtulając się w jego bark.
A kiedy kolejne słowa zaczęły opuszczać usta Noe, wysłuchała się w spokojniejszy rytm jego głosu, czując, jak każde kolejne słowo odbija się gdzieś głęboko pod żebrami. Nie spodziewała się takiego wyznania. Jeszcze mniej spodziewała się, że właśnie ono sprawi, iż cały ciężar, który od początku wieczoru nosiła na własnych barkach, zacznie powoli ustępować. Miała wrażenie, jakby ktoś w końcu nazwał na głos to, czego oboje uparcie unikali. W tym wszystkim nie chodziło przecież o wino, ani o poplamione ubrania. Tylko o dwójkę dorosłych ludzi, którzy z jakiegoś absurdalnego powodu bardziej bali się własnych emocji niż tego, co mogło wydarzyć się później.

Oparła policzek o jego ramię, pozwalając sobie na ten gest z zadziwiającą łatwością. I choć kilka godzin temu zapewne analizowałaby go przez następny tydzień, tak teraz zwyczajnie wydawał się właściwy. — Myślę… że masz rację. — odezwała się cicho, niemal z uśmiechem. Bo ciężko było nie zgodzić się z tym, co mówił i nie czuł potrzeby dodawać czegoś więcej. A padające po chwili pytanie, wywołało u niej subtelne poruszenie; przekrzywiła lekko głowę, udając, że naprawdę intensywnie zastanawia się nad odpowiedzią. Potem powiodła spojrzeniem po jeziorze, którego tafla odbijała ostatnie światła zachodzącego słońca, i ponownie spojrzała na Noego. W jej oczach błysnęło coś psotnego. — Mam jeden plan. — odparła z tajemniczym uśmiechem. — Chodźmy nad wodę. - rzuciła, prawie natychmiast podrywając się z koca, po czym zdjęła ze stóp swoje buty - Na boso - dodała, patrząc z szerokim uśmiechem w jasne tęczówki oczu Noego.



Noe Villeneuve-Scott
wanilia
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez całe jego ciało przeszła fala gorąca, od której aż ścisnęło go w dołku. Noe czuł, jak z każdym uderzeniem tętna traci grunt pod nogami. Przez długi czas uczył się chować za tarczą pewności siebie, głośnego śmiechu i żartów, bo to była jego bezpieczna strefa, w której nikt nie mógł go zranić ani zaskoczyć, ale kiedy Charly przestała się wahać i przylgnęła do niego z tą nagłą potrzebą bliskości, cała misternie budowana bańka pękła. W jego piersi pojawił się dziwny ścisk, mieszanka pożądania i czegoś znacznie głębszego, co go przerażało. Poczucie, że ktoś wreszcie przebił się przez jego pancerz i widzi go dokładnie takim, jaki jest, sprawiło, że na ułamek sekundy zabrakło mu tchu, jednak strach zgasł pod intensywnością chwili. Czuł odurzenie tą bliskością, gubiąc się w zapachu jej skóry i przyspieszonym oddechu.
Śmiech wciąż wibrował w jego piersi, gdy patrzył, jak Charly ukrywa twarz w dłoniach. Widok dziewczyny jeszcze chwilę temu tak pełnej pożądania, a teraz spoglądającej na niego spomiędzy palców z zakłopotaniem, całkowicie go rozbroił. Ciepło, które rozlało się w jego wnętrzu, skutecznie zagłuszyło chłód wina przeciekającego przez materiał spodni. Przechylił lekko głowę, a w jego oczach zapłonęły łobuzerskie ogniki.
- Jeśli to był twój sposób na odwrócenie uwagi od tego, jak bardzo podobał ci się nasz pocałunek, to muszę przyznać... drastyczny, ale cholernie skuteczny - odparł z bezczelnym uśmiechem, choć w jego głosie nie było ani krzty złości, a jedynie czułość.
Oprowadził wzrokiem jej dłoń, która po odruchowym strzepnięciu wina z jego spodni tak szybko uciekła w górę. Zauważył krótki moment zawahania i to, jak szybko cofnęła palce, gdy zorientowała się, gdzie uderzyła. Prychnął cicho pod nosem, stawiając butelkę w bezpiecznym miejscu.
- Rekord to mało powiedziane - odparł, spoglądając na ciemną plamę. - Myślę, że dostaniesz za to puchar albo przynajmniej dyplom za najszybsze sprowadzenie mnie na ziemię. - Oparł dłonie na kolanach i przyjrzał się jej uśmiechowi. Widok jej zakłopotania sprawił, że resztki powagi całkowicie z niego wyparowały. - Ale nie martw się. Wybaczam ci choćby dlatego, że szło ci całkiem nieźle - dodał, a w jego oczach pojawił się błysk.
Rozsiadł się wygodniej na kocu, puszczając jej talię, ale nie odsuwając się ani o krok. Obserwował, jak podciąga nogę pod siebie i jak powoli taksuje go wzrokiem. Widział to spojrzenie w stronę jego kolana i uśmiech, który zaraz potem wypłynął na jej twarz.
- Rachunek z pralni wyślę ci mailem jutro rano - odparł bez wahania, opierając przedramiona na kolanach. Zaśmiał się, kręcąc głową, po czym na nią spojrzał. - Ale masz rację. Żadne nowe nie będą miały na koncie czerwonego wina, więc chyba po prostu zostawię tę plamę na pamiątkę.
Powoli wypuścił powietrze z płuc. Ciężar jej głowy na jego barku i to zaufanie podszyte wtuleniem się w jego ramię sprawiły, że serce podeszło mu pod do gardła. Cała bezczelność z niego wyparowała. Oparł policzek o jej włosy, zamykając na moment oczy. Jedną dłonią objął ją mocniej, przesuwając palce po materiale jej sukienki, dopóki nie spoczęły pewnie na jej biodrze. – Drugie wyjście – mruknął z powagą, która rzadko pojawiała się w jego głosie. Przesunął kciukiem po jej boku, przyciągając ją jeszcze bliżej, jakby chciał odciąć dziewczynę od wiatru. – Do domu i tak bym cię teraz nie puścił. Wyglądasz za dobrze, żeby kończyć ten wieczór.
Przesunął dłoń z jej biodra i wbił palce w koc za jej plecami. Ta szczerość kosztowała go więcej, niż chciał przyznać, a widok jej reakcji ścisnął mu żołądek. Patrzył na światła miasta w dole, czując walące serce i wiatr na karku. Gra się skończyła – została ulga, że nie musi już niczego udawać.
Kiedy oparła policzek o jego ramię, wypuścił powietrze. Ulżyło mu, że postawili na szczerość, choć to zbliżenie zasiało w nim lekki niepokój. Oparł brodę na jej włosach.
- W końcu - mruknął cicho. - Już myślałem, że będziesz się spierać do rana. - Gdy przekrzywiła głowę z tym cwanym uśmiechem, zmrużył oczy. Poczuł skok adrenaliny, bo czuł, że zaraz coś odwali. - Ten uśmiech oznacza kłopoty - rzucił, przyglądając jej się z dołu. - Mów, co knujesz. - A potem nagle się zerwała, rzuciła hasło o wodzie i zrzuciła buty. Zaskoczyła go. Patrzył na jej bose stopy z kompletnym osłupieniem, zanim oprzytomniał. Wstał, zrzucił swoje buty, chwycił ją za dłoń, unosząc brwi. - Na boso? Po tym winie twój plan brzmi jak proszenie się o kłopoty - odpalił, patrząc jej prosto w oczy. -Ale wchodzę w to. Prowadź, Charly.
Charly Hayes
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”