Udało im się dojść do porozumienia, więc jego wyjazd, pomimo samego powodu, mógł się okazać całkiem przyjemny. W duchu modlił się o to by cała ta sytuacja z jego mamą okazała się jedynie jakimś dużym nieporozumieniem. Po prostu czymś wstydliwym, czego nie chciała powiedzieć. Z takim właśnie nastawieniem wsiadał do samolotu ze swoim bratem. Sama wizja kilkunastogodzinnej podróży z facetem, który ostatnim razem dobrze bawił się zapewne w przedszkolu nie napawało go optymizmem, ale wiedział, że po kilku drinkach będzie już wystarczająco znieczulony by nie zwracać na to uwagi. Po wylądowaniu w Walii uśmiechnął się do telefonu widząc kilka wiadomości od Darcy, bo ta najwyraźniej już zaczynała za nim tęsknić nawet jeśli otwarcie się do tego nie przyzna. Mieli już dla niej kupione bilety na następny dzień. Przyjął do wiadomości, że ma spotkanie, więc postanowił jej nie przeszkadzać. Rzeczywiście skupił się na rodzinie.
Mieli w końcu jeszcze do przejechania kilkaset kilometrów by dotrzeć do ich rodzinnego miasta. Powrót do Walii był dziwnym doświadczeniem. Słysząc swój ojczysty język na ulicach czy podczas rozmowy brata z ich ojcem zdał sobie sprawę, że trochę za tym tęsknił oraz pewnie nie jest już w nim tak dobry, jak wcześniej. Akcent był nieco bardziej kanadyjski, czego nie do końca lubił. Podobało mu się to skąd pochodził. Lubił ich tradycje, przesądy oraz co tu dużo mówić. Klimat, choć nie rozpieszczał był po prostu czymś, z czym się wychowywał. Zdecydowanie wolał te chłodniejsze rejony nie zamierzał tego ukrywać.
Pierwsza kolacja w rodzinnym domu była... Tutaj nie miał zbyt wielu dobrych określeń. Była po prostu rodzinna. Jego bracia oraz siostry zmienili się o wiele mniej niż mógł przypuszczać. Zarówno fizycznie, ale również mentalnie. Wszystko wyglądało trochę tak jakby w ogóle nie wyjechał na te kilka lat. Może poza tym, że jego mama rzeczywiście trochę się zestarzała, podobnie z resztą jak jego ojciec, który niezmiennie nie pozostawał jego największym fanem. Tak już chyba jest. Nie można być ulubieńcem obojga rodziców. Nie poruszali tych najważniejszych tematów, to nie był jeszcze czas.
To zrobił dopiero następnego poranka gdy wszyscy pojechali już do swoich domów, obowiązków, a on mógł zostać ze swoją mamą sam na sam. Tak jak Derran przypuszczał, zajęło mu to może godzinę zanim nakierował rozmowę na odpowiednie tory. Wiadomość nie była dobra, lecz nie tak tragiczna jak ta, którą dostał tego popołudnia.
Próbował się do niej dobić już od rana gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi poprzedniego wieczora. Czuł, że coś było nie tak, lecz zrzucał to na garb swojego wyjazdu. Ta wiadomość tylko utwierdziła go w przekonaniu, że powinien słuchać swojej intuicji. Zadzwonił do niej jeszcze kilka razy, wysłał sms'y lecz nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Chyba nie myślała, że pozwoli jej zerwać ze sobą przez sms'a? Jeszcze tego samego wieczoru zabookował samolot na następny poranek z czego oczywiście nikt w jego rodzinie nie był zadowolony, nawet jego mama i dała mu to odczuć.
Niestety nie dało się teleportować. Podróż musiała trwać swoje. W między czasie zdążył już dowiedzieć się, co stało się w jej klubie. Nadal miał kilku przyjaciół po tamtej stronie sadzawki. Jeszcze więcej znajomych, którzy wisieli mu jakąś przysługę. Wieści niosą się w ich świecie. Tym bardziej, kiedy teraz było mu bliżej do tego nielegalnego.
Po powrocie do Kanady pierwsze miejsce, którym odwiedził był jego własny loft. Z dwóch powodów. Pierwszy był taki, że miał nadzieję, że ją tutaj spotka. Obdzwonił już wszystkie szpitale, więc wiedział, że nie zgłosiła się do żadnego z nich. Drugi był taki, że to tutaj trzymał swoją broń na czarną godzinę. Tę, o której nie wiedziała nawet ona. Następnym i finalnym miejscem był jej dom, a właściwie dom jej byłego męża, który wkopał ją w to wszystko. Drzwi były zamknięte, lecz to nie był większy problem. Nie zamierzał pieprzyć się z nowoczesnymi zamkami. Po prostu wybił szyby w jednym z okien nie mając przed tym najmniejszych oporów. Widział spakowaną torbę przy wejściu, ślady krwi na balustradzie oraz ścianach. Nie posprzątała po sobie.
Znalazł ją tam, gdzie się spodziewał. W sypialni. Widok nie był ładny. Nie przypominała w tej chwili kobiety, którą kochał. Krew zagotowała się w nim jeszcze mocniej. Wcześniej był wkurzony tylko na nią, teraz doszedł do tego również gniew na tych, którzy to zrobili. To było coś więcej niż tylko chłodna furia.
-
Pierdolona idiotka. - mruknął bardziej do siebie niż do niej nie dbając nawet o to czy ona to usłyszy.
Nie było w tym, przynajmniej w tym momencie, współczucia. Rządziła nim po prostu furia. Na to, że mu o niczym nie powiedziała, jak go potraktowała i jak potraktowano ją. Nie chciał nawet w tym momencie myśleć o tym, co jej zrobili oraz jak bardzo ją skrzywdzili. Bał się o to zapytać. Przede wszystkim nie zamierzał pytać jej.
-
Potrzebuję Cię. Wyślę Ci adres. Przywieź wszystko, co masz. - powiedział do telefonu chłodnym głosem nieznoszącym sprzeciwu po czym po prostu się rozłączył.
Spojrzał na nią jeszcze raz zanim poszedł po jakąś miskę, którą napełnił ciepłą wodą, znalazł resztę gaz, które zostawiła w łazience oraz kuchni. Wrócił do jej łóżka zaczynając wycierać jej twarz.
-
Nic nie mów. - warknął -
Na razie nie chcę tego słuchać. Lekarz będzie tu za kilkanaście minut. - oznajmił jej w końcu ściągając swoją kurtkę i kontynuując wycieranie jej ciała będąc przy tym delikatniejszy niż byłby z kimkolwiek innym lecz nie traktując jej jakby była z porcelany.
Darcy Bowman