36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie współpracowała z policją. Nie chciała w żaden sposób zaszkodzić znajomym, klientom czy po prostu podpaść niewłaściwym osobom. W zasadzie było to całkiem zabawne zważając na fakt, że jej była dziewczyna była policjantką i poznały się, gdy badała sprawę powiązaną z jednym z lokali, w których pracowała Attwood. Wtedy również nie pisnęła słowa ponad to, co faktycznie mogła bezpiecznie powiedzieć bez pogrążania kogokolwiek.[/akapi]
Także, tak. Ophelia mogła stwierdzić z całą pewnością, że akurat kablem nie jest i nigdy nie była. Przynajmniej dzięki temu nie narobiła problemów właścicielowi the Rapture, który musiałby się użerać ze zwiększonym zainteresowaniem policji.
Na pewno brakowało jej też obejścia w półświatku. Nie bawiła się w takie rzeczy. Zwyczajnie przymykała oko na pomniejszych dilerów w Tranzac, z których usług sama też korzystała. Nie miała jednak z nimi nic wspólnego, a gdyby ktoś ich przyłapał mogła się wyprzeć wszystkiego. Zwyczajnie nie chciała, aby takie rzeczy były załatwiane na widoku i wpływały na reputację jej klubu. To by było na tyle.
Teraz jednak siedziała naprzeciw jednego z gangsterów i zarzucała mu, że ma trefny towar, więc ma się z nim trzymać od niej z daleka. Chyba naprawdę powariowała. Zwłaszcza, że przyszła tu sama zamiast wziąć ze sobą kogoś z ochrony. Nie wiedziała czego się spodziewać, a angażowanie w to przedsięwzięcie któregoś z bramkarzy wydawało się dla niej niepotrzebne. Jakby pokazywała, że przygotowywała się na coś poza cywilizowaną rozmową.
- Jestem prostą kobietą bez wygórowanych potrzeb, panie Monroe - odpowiedziała na słowa o ugraniu czegoś dla siebie. - Wystarczy mi, aby mój klub znajdował się z dala od kłopotów.
Nie były to chyba szczególnie wygórowane wymagania. Może dodałaby coś jeszcze, ale skupiła się przez moment na zarysie broni, którą ujrzała za marynarką mężczyzny, który zgarnął ze stołu przygotowane przez nią papiery. Po raz kolejny przez myśl przeszło jej, że naprawdę wpakowała się w ogromne kłopoty.
- Jestem pewna, że ma pan sposoby na sprawdzenie jakości rozprowadzanych dóbr... Oraz na dotarcie do ich źródła - stwierdziła, próbując niejako odwołać się do sprawczości Vincenta.
Liczyła na to, że naprawdę coś zaradzi, bo podobna sytuacja naprawdę nie działała na korzyść któregokolwiek z nich. Vincent zdawał sobie z tego sprawę. Na pewno nie chciał utracić kogokolwiek ze swoich dotychczasowych klientów ani zrazić do siebie części z nich.
- Bez problemu. Widywałam go już wcześniej w Tranzac, więc wiem kim on jest - potwierdziła, bo nie sądziła, aby zidentyfikowanie dilera miało jej sprawić jakiekolwiek trudności.

Vincent Monroe
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Rapture”