ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
186 cm
student fizyki jądrowej/baseballista University of Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijak powiesz będzie okej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wbrew pozorom życie Ariela nie kręciło się tylko wokół nauki i gry w baseball. Czasami zdarzały się wyjątki, gdy koledzy z drużyny wyciągali go nad jezioro Ontario, aby spędzić trochę czasu na zabawie. Chwila wytchnienia przed nadchodzącym sezonem oraz zbliżającym się rokiem na uczelni wydawała się kuszącą, dlatego nie zastanawiając się ani chwili dłużej przystał na ich propozycję. Dawno nie miał okazji brać udziału w tego typu wydarzeniach, a wypadało od czasu do czasu wyjść z domu i socjalizować się z innymi ludźmi. Na wspólnej grupce ustalili kto co zabiera, kto kogo zgarnia po drodze oraz jakie miejsce zdecydują wybrać się tym razem. Unikali raczej tych najczęściej odwiedzanych plaż, aby zaznać trochę spokoju przed ciekawskimi spojrzeniami obcych ludzi. Każdy student chciał się wyszaleć bez czucia na sobie oceniających spojrzeń.
Powinien spodziewać się tego, że do wyprawy dołączy również jego fatalne zauroczenie, z którego zdawali sobie sprawę najbliżsi koledzy. W końcu musiał komuś opowiedzieć o spalonej, pierwszej i prawdopodobnie ostatniej randce z Tomashem. Nie wyszła ona tak jak planował. Tak mocno zjadł go stres, że nie potrafił wykrztusić z siebie bardziej sensownego zdania, przez co wyszła koszmarnie niezręcznie. Nikt przy zdrowych zmysłach po czymś takim nie byłby w stanie spojrzeć drugiej osobie w oczy. Zaprzepaścił swoją szansę, a krasz pozostanie tylko i wyłącznie kraszem.
Pogoda dopisywałam słońce prażyło w pełnej krasie, a sam Ariel dziękował sobie za to, że pamiętał o czapce z daszkiem. I wodzie. Dziś w jego menu była tylko i wyłącznie woda. Może jedno piwo bezalkoholowe. Nic więcej, w końcu podjął się jazdy samochodem.
Towarzystwo się rozgadało i rozpierzchło w małe grupki. Velasquez trzymał się blisko kolegów, jednocześnie obserwując kątem oka Tomasha. Było mu głupio na samo wspomnienie ich ostatniej rozmowy, a kpiące uwagi ludzi dookoła niczego nie ułatwiały. Każdy próbował go namówić do tego, aby spróbował raz jeszcze. Przecież krótka wymiana zdań jeszcze nikogo nie zabiła, a może nieco oczyściłaby atmosferę między nimi. Ariel miał z tym problem. Ta nieśmiała część jego charakteru przejęła nad nim kontrolę, pozwalając mu tylko na krótkie spojrzenia. Najbardziej obawiał się tego, że zostanie na tym przyłapany, przez co wyjdzie na jakiegoś psychola. Udało mu się odwrócić uwagę na tyle, że temat jego beznadziejnego zauroczenia zniknął z rozmowy.
Godziny mijały, a słonce ani trochę nie odpuszczała. Koszulka zaczynała kleić mu się nieprzyjemnie do pleców. Nie miał zamiaru wchodzić do jeziora, żeby się schodzić. Kolegów raczej odprowadzał spojrzeniem pełnym politowania. Kto wiedział co kryło się na dnie? Plaża nie wyglądała do najczęściej odwiedzanych a ludzie bywali różni i mogli wrzucać do wody najróżniejsze rzeczy. Ograniczył się do spaceru.
Zauważając nieopodal samotnie stojącego Tomasha nie wiedział co powinien zrobić. Zawrócić? Udawać, że wcale go nie widział i bez słowa wyminąć? Każdy z pomysłów wydawał mu się równie beznadziejny. Nie powinien zachowywać się w tak żałosny sposób, gdzie to jego winą była sytuacja między nimi. Po prostu przejdzie obok. Uśmiechnie się nieśmiało. Tak. Dokładnie tak.
Ale dziś duszno — zagadnął, czując się jak ostatni przegryw, bo temat pogody wydawał mu się najmniej atrakcyjnym ze wszystkich. Mógł powiedzieć cokolwiek innego, a zdecydował się na coś takiego. — Jesteś cały czerwony… — dodał, gdy zauważył wypieki na policzkach chłopaka. Bez chwili zastanowienia ściągnął czapkę z głowy i wcisnął ją na tę Tomasha. — Nie potrzebujesz wody? Mogę ci przynieść — zaoferował, bo nie miał pewności czy ten nie dostanie zaraz jakiegoś udaru słonecznego.

Tomash Nowakovsky
Adi
Jak będzie ładnie napisane to niczego
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Tak dokładnie to nie wiedział, jak to się stało, że został wcielony w szeregi baseballowej drużyny. Może samej drużyny, ale osób, które kręciły się wokół zawodników. Owszem, jedna z jego koleżanek umawiała się z jednym z baseballistów, jednak znajomość ta była dość świeża i Tomash myślał, że nie doprowadzi ona do niczego konkretnego. No i kiedyś umówił się na spotkanie z innym zawodnikiem, który mu się podobał, ale z tego spotkania też nie wynikło nic więcej. Owszem, było drętwo, bo nie mieli zbytnio o czym rozmawiać i Tomashek pospinał się na samą myśl o tym, że jego relacja z Arielem ulegnie zmianie i nie chciał niczego zepsuć. No ale stało się i miał wrażenie, że na tym spotkaniu się to wszystko zakończy, bo przecież tak toczyły się te studenckie relacje – jedne wychodziły inne nie.
   No ale stał teraz tutaj, nad jeziorem w otoczeniu w sumie obcych mu ludzi, z którymi trzymał się dlatego, że jego koleżanka się z nimi trzymała. O dziwo wpasował się w grupę. Drużyna nie była bandą osiłków, z którymi kojarzyły mu się wszystkie drużyny sportowe, ale osobami z własnymi, ciekawymi charakterami. Przyłapał się na tym, że naprawdę lubił spędzać z nimi czas, bo gdyby tak nie było, to pewnie właśnie teraz siedziałby w swoim pokoju i czytał książkę albo oglądał serial.
   Pogoda dopisała. Było ciepło. Niemal tak bardzo, że Tomash chciał iść za przykładem niektórych odważnych i zanurzyć się w zimnej wodzie jeziora, jednak zaraz po zamoczeniu stopy poczuł, jak coś dziwnego ociera mu się o skórę i uciekł niemal z głośnym piskiem z powrotem w stronę samochodu. Wtedy zrozumiał, że nie było mowy o tym, by wejść do wody, co pewnie i tak było dobrym pomysłem, bo nie wziął ze sobą ręcznika ani kąpielówek.
   Przez większą część czasu siedział na kocu i rozmawiał z ludźmi, którzy akurat się wokół niego kręcili. Można powiedzieć, że nie wyobrażał sobie lepszego sposobu na spędzanie takich dni, jak wyjazd ze znajomymi nad wodę. Było niemalże idealnie i jedyne czego im brakowało to pomysłu, żeby rozpalić ognisko. W jednej ręce ściskał butelkę z lemoniadą, a w drugiej kanapkę, którą ktoś przygotował. W sumie każdy zobowiązał się coś ze sobą zabrać, więc on oczywiście zorganizował pierogi, które ludzie podjadali na zimno. Bo na zimno smakowały równie dobrze. Próbował również uczyć chętnych polskiego, jednak wychodziło mu to z różnym skutkiem. Większą cześć czasu spędzał jednak z koleżanką, z którą tutaj przyjechał. Wspólnie rozmawiali, śmiali się i obserwowali innych. Oczy Tomashka często jednak zatrzymywały się na Arielu. Podobał mu się i raczej nie było sposobu, który pozwoliłby mu to ukryć. Bo od czasy ich ostatniego spotkania, tego nieudanego, za każdym razem, gdy go widział albo, gdy ktoś mu o nim mówił, to Nowakovsky czerwienił się jak burak. No może nie aż tak, ale chodził zaróżowiony.
   Po jakimś czasie, gdy towarzystwo już nieco się uspokoiło, wszyscy pozbijali się w mniejsze grupki. Do Tomasha i jego koleżanki dołączył jej kawaler i dwójka zakochanych szybko zaczęła wymieniać ze sobą pocałunki, nie zdając sobie sprawy, że Tommy siedzi obok nich. W sumie jego obecność im pewnie wcale nie przeszkadzała, niemniej jednak chłopak postanowił rozprostować nogi i pójść przed siebie. Wziął telefon do ręki i zaczął robić zdjęcia. I tak kręcił się i kręcił, dopóki nie usłyszał znajomego głosu.
   – Całkiem przyjemna – przyznał, odwracając się w stronę Ariela. Chłopak górował nad nim niemal o całą głowę, więc blondyn musiał nieco zadzierać głowę do góry. Już niemal natychmiast poczuł, jak policzki robią mu się czerwone i pewnie spaliłby się ze wstydu, gdyby Ariel nie uznał, że to od słońca. – Nie no, ale że aż tak? – zapytał, pocierając dłońmi swoje policzki, żeby wyglądało, że to właśnie przez to się czerwieni. No i oczywiście momentalnie zaschło mu w gardle, a to, że na głowie miał czapkę chłopaka wcale nie pomagało. Już prawie zaczęły mu się trząść ręce z tego wszystkiego. – Ach… no, mój ojciec zawsze powtarzał, że Polacy w wakacje przybierają barwy narodowe, więc jesteśmy albo biali, albo czerwoni… nie może być inaczej – kiwnął głową i dopiero po chwili ogarnął, jak głupio to brzmiało. Naprawdę. Pewnie zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Powinien sobie po prostu iść i robić coś innego, ale zamiast tego wsadził telefon do kieszeni spodni i ponownie spojrzał na chłopaka.
   – W sumie to chciałem się przejść, porobić zdjęcia i podziwiać widoki – powiedział, wskazując ręką dalszy obszar jeziora, który wyglądał identycznie jak ten, w którym trwała impreza, więc naprawdę nie wiedział, co innego miałby tam zobaczyć… no ale coś powiedzieć musiał. – W sumie to, jak nie masz co robić, to możesz iść przejść się ze mną – zaproponował.

Ariel Velazquez
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
22 y/o
For good luck!
186 cm
student fizyki jądrowej/baseballista University of Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijak powiesz będzie okej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skoro już przełamał te nieszczęsne, pierwsze lody po nieudanej randce, nie mógł się tak po prostu wycofać. Niczego dobrego by nie przyniosła wymiana kilku miałkich zdań i odejścia na drugi koniec plaży. W takim wypadku mógłby sprawić, że chłopak zacząłby się obwiniać, gdy wina leżała po stronie Ariela. Niezręczność wręcz od niego biła, mało kto potrafił ją przeoczyć. W pełnej okazałości zaprezentował ją Tomashowi w trakcie ich spotkania. We własnym łóżku dopadły go wątpliwości. Może to była kwestia nietrafionego wyboru miejsca? W końcu łatwiej znaleźć wspólny temat do rozmów, gdy aktywnie spędzało się czas. Oglądanie zwierzątek zawsze wydawało się dobrym planem, ale tym razem o tym nie pomyślał. Gdyby tylko dostał drugą szansę…
Zbeształ się w myślach; Nie powinien narzucać się Tomashowi. Nie miał pewności czy ten ma jeszcze ochotę na spotkania z nim sam na sam. Już raz stracił swoją szansę, więc dlaczego miałby otrzymać kolejną? Nie lepiej oswajać się z tą myślą, że ten most zdążył się zawalić, a mu nie pozostało nic innego jak obserwować go z daleka. W końcu krasz to krasz, a Velazquez miał to do siebie, że każde zauroczenie potrafiło trwać w nieskończoność. Dodatkowo w drużynie nie znajdzie ani chwili na złapanie oddechu, koledzy tak czy siak nie dadzą mu żyć. Nie chciał słuchać ich „cudownych” rad, nie nadających się do niczego innego jak śmietnik. Randkowanie z chłopakiem wcale nie przypominało tego z kobietą. Czasami wydawały mu się one mniej skomplikowanymi istotami, jednak szybko zmieniał zdanie, gdy zaczynał słuchać o kłótniach z nimi. Nie dałby sobie z żadną rady. Zdecydowanie.
Może temat pogody nie okazał się aż tak tragicznym wyborem? W końcu znalazł jakiekolwiek zaczepienie do rozmowy, które aż tak go nie stresowało, jak myślał na początku. W tym momencie bardziej przemawiała przez niego troska o stan zdrowia drugiego chłopaka niż własne, natrętne, wyimaginowane problemy.
Lekko nachylił się nad nim, przyglądając się mu intensywnie. Wyglądał naprawdę na przegrzanego. Może lepiej powinien zaproponować udanie się w cień? Dobrze by mu zrobiło skrycie się przed ostrym słońcem.
Aż tak — potwierdził, patrząc na niego z troską. — Mogę cię pocieszyć tylko tym, że wyglądasz jak mały, uroczy pomidorek. — Nie przemyślał tego. Słowa wypłynęły bez jego kontroli, przez co wziął gwałtowny wdech. Co powinien w takiej sytuacji zrobić? Przeprosić? Przecież wyjdzie przez to na jeszcze bardziej żałosnego niż się czuł w tym momencie. Zostawić to, tak jak było i poczekać na reakcję Tomasha? Głowił się i głowił, a nie potrafił podjąć żadnej, sensownej decyzji. Idiota.Twój tata musi być naprawdę zabawny! — stwierdził, śmiejąc się nieco niezręcznie przez swoje wcześniejsze słowa. Musiał to jakoś naprawić. — Mierda, idąc tym tokiem rozumowania to na jaki kolor powinienem się opalać? Mam za dużo barw do wyboru… — pożalił się, rozważając przy okazji każdą z możliwości. Meksykańsko-niemieckie obywatelstwo nie ułatwiało mu w tym niczego. Do białości było mu daleko, tak samo jak do czerni. Zieleń kompletnie odpadała, tak jak żółty. Pozostał mu tylko czerwony, chociaż przy jego karnacji ciężko ją było dostrzec.
Niezaprzeczalnie był idiotą.
Och, mam nadzieję, że nie przeszkodziłem ci w tym w takim razie — odpowiedział, uśmiechając się nieco niezręcznie. Czy w tym momencie powinien dać mu spokój? Chyba… nie. — Tak właściwie mogę się z tobą przejść. O ile nie będę ci w niczym przeszkadzał — odparł szybko, wychodząc przy okazji na desperata. — Może po krótkim spacerze poszukamy jakiegoś zacienionego miejsca? Myślę, że dobrze ci to zrobi — dodał, wskazując na jego zarumienione policzki. W głowie szukał jakiegokolwiek neutralnego tematu do rozmowy. Chyba nie będzie za bardzo wydziwiał: — Jak wyglądają twoje plany na resztę wakacji? — spytał, gdy tylko rozpoczęli spacer.

Tomash Nowakovsky
Adi
Jak będzie ładnie napisane to niczego
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Życie Tomasha również nie było oparte jedynie na nauce i aktywnościach związanych z pracą, jednak należało przyznać, że uczelnia, praca w YMCA i pomaganie w pierogarni zajmowało mu wyjątkowo sporo czasu, co prowadziło do tego, że niewiele pozostawało go na jakieś przyjemności. Rodzice blondyna nie oczekiwali od niego, że będzie się poświęcać pracy przy lepieniu pierogów przez cały czas, niemniej jednak ich pierogarnia była ciągle rodzinnym biznesem i chcieli, aby nim pozostała. Po części dlatego czuł na sobie lekką presję, by pomagać i być obecnym w kuchni, nawet jeśli miałoby to być tylko przez chwilę. Nie mówiąc już o tym, że spora część pracowników również miała Polskie korzenie, co pozwalało chłopakowi podszkolić się w ojczystym języku.
   Rodzice przypominali mu jednak, że bez względu na wszystko, musiał pamiętać też o sobie i odpoczynku. Z tego właśnie powodu naciskali na to, by wybrał się nad jezioro ze swoimi przyjaciółmi. Nie, żeby trzeba go było jakoś specjalnie do tego przekonywać i zachęcać, bo sam wyjazd był pomysłem klepniętym i ustalonych. Nie było wycofywania się, bo nikt nie wiedział, kiedy znowu pojawi się taka możliwość i tak dobra pogoda.
   Bo pogoda rzeczywiście była wyśmienita. Słońce grzało w twarze i ciała, powodowało, że wodna kusiła nie tylko swoim kolorem, ale i przyjemnych chłodem. Gdyby nie fakt, że coś otarło się wcześniej o jego stopę, to pewnie już teraz pływałby po tafli. Miał niezwykłą ochotę na to, by popływać i żałował, że tak bardzo bał się zamoczyć. Nie mówiąc już o tym, że zazdrościł tym bardziej odważnym kolegom i koleżankom, dla których dziwne pływające stworzonka nie były straszne.
   Prawie ugięły się pod nim kolana, gdy Ariel się nad nim pochylił. Nigdy nie był z tych osób, które miały wymagania co do wysokości facetów, bo zawsze wydawało mu się, że nie przejąłby się, gdyby jego ewentualny partner był niższy od niego. Teraz jednak, gdy Velazquez tak nad nim górował, to zaczął rozumieć tę fascynację. I pewnie z samego tego faktu zrobił się czerwony bardziej niż był.
   – Jestem aż taki czerwony jak pomidor? – zapytał, robiąc wielkie z niedowierzania oczy. Bo owszem, było ciepło i słonecznie, ale myślał, że podczas siedzenia tutaj całkiem nieźle radził sobie z ukrywaniem się przed promieniami słonecznymi. Nie chciał się spalić, niemniej jednak zgadywał, że teraz czeka go paskudna noc. Póki co nie czuł, żeby jego skóra była poparzona, ale z pewnością szybko się to zmieni.
   – Ty już masz dobry kolor, nie musisz nic zmieniać – machnął ręką. Nie potrafił wyobrazić sobie chłopaka w innej postaci niż ta, w której był obecnie. Ariel wyglądał bowiem idealnie i pewnie wyglądałby równie dobrze nawet w zielonym czy żółtym kolorze. I owszem, nawet nie zdał sobie sprawy z tego, jak to zabrzmiało. Był zbyt zestresowany samą obecnością chłopaka, by jeszcze przejmować się tym, co do niego mówił. Nasunął sobie jednak czapkę mocniej na czoło, by ochronić oczy przed Słońcem.
   – Och już daj spokój i chodź – powiedział, łapiąc go delikatnie za nadgarstek i ciągnąc przed siebie. Wiedział, że gdyby tego nie zrobił, to pewnie jeszcze długo staliby w tym samym miejscu i rozmawiali o niczym. A skoro los rzucił im możliwość pobycia we dwójkę i naprawienia ich nieudanego pierwszego, oficjalnego wyjścia, to należało z niej skorzystać. Zrobił kilka kroków do przodu i gdy był już pewny, że ich ciała są w ruchu i idą w tym samym kierunku, to puścił jego nadgarstek. Zrobił to jednak niechętnie, ale nie chciał go ciągnąć tylko chciał dać mu trochę przestrzeni, żeby mieli okazję wspólnie poczuć się swobodniej.
   – W sumie nie mam planów… moi rodzice planują wyjazd na jakieś wyspy, ale mama narzeka na wulkany, że rzekomo wszystkie się nagle zaczęły robić aktywne i wybuchają – wzruszył ramionami, bo chociaż mógł zrozumieć jej lęk przed aktywnymi wulkanami i ewentualnymi problemami z tym związanymi, to wiedział, bo sprawdził, że aktywność wulkaniczna na ziemi jest na stałym i dość niskim poziomie. Więc o ile nie leciało się do Włoch albo na Islandię, to raczej nie trzeba się było niczego obawiać.
   – A ty? Planujesz coś ciekawego? – odbił piłeczkę w jego stronę, bo w sumie też był tego ciekawy.

Ariel Velazquez
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
22 y/o
For good luck!
186 cm
student fizyki jądrowej/baseballista University of Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijak powiesz będzie okej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógłby dalej uprawiać w myślach samobiczowanie się wspomnieniem nieudanej randki, co prawdopodobnie zepsułoby ich teraźniejszą rozmowę, przynosząc przy okazji jeszcze większą ilość niezręczności do ich relacji. Będą myślami gdzie indziej może nie wychwycić ważnych szczegółów albo zawoalowanych sygnałów, które powinien od razu dostrzec. Trudno odrzucić wszelkie lęki z tym związane, zwłaszcza, gdy ogromnie zależało mu na tym, aby ta rozmowa z Tomashem przyniosła odpowiedzi na głębiące się w jego głowie pytania. Pozostawić go w spokoju czy nadal próbować zagadać i wyciągnąć na kolejną randkę? O ile ten miał jakiekolwiek chęci na spędzanie z nim czasu sam na sam.
Odczuwał lęk, nawet nie próbował sam siebie oszukiwać, że udało mu się zepchnąć go w odmęty świadomości. Jakiekolwiek romantyczne gesty w jego głowie wydawały się czymś nazbyt skomplikowanym. To nie było równanie fizyczne do rozwiązania. Ani decydujący narzut do odbicia. Życie uczuciowe nigdy nie należało do najprostszych.
Jednak chciał spróbować; Widząc te zarumienione policzki, wielkie oczy wpatrzone w niego czy piękny głos, wypowiadający słowa… Przepadł. Dla niego nie istniał nikt piękniejszy od Nowakovsky’ego.
Tak, aż tak czerwony jak pomidor — potwierdził, uśmiechając się przy tym. Pomimo tego, że rumieniec wywołała pogoda, a nie on sam, mógł potwierdzić, że wyglądał przy tym uroczo. Co prawda martwił się przy okazji o stan zdrowia chłopaka, ponieważ bez odpowiedniego zabezpieczenia przed słońcem można nabawić się udaru cieplnego. Byle by tylko nie poczuł się gorzej. — Ale uroczy! — powtórzył, gdy stwierdził, że nie ma po co, udawać, że wcześniej wcale tego nie powiedział. Jedynie wywoła na twarzy Tomasha uśmiech z powodu swojej chronicznej głupoty. Dla takiego widoku czasem warto zrobić z siebie kretyna. — Nie wiem czy sama czapka wystarczy, pamiętaj, żeby później napić się wody — dodał z troską, nie chcąc zasypywać go radami, jak powinien postępować w czasie upałów. Sam nie musiał robić za wiele, ale tłumaczył to meksykańską krwią.
Dziękuję, całkiem lubię moją naturalną, całoroczną opaleniznę — podziękował, czując, jak na policzkach pojawia się ledwo dostrzegalny rumieniec. Będąc dzieckiem obawiał się tego, że nieco ciemniejsza karnacja przyniesie mu więcej problemów niż pożytku. Irracjonalny, dziecięcy lęk nie potrafił go opuścić przez długie lata, gdy czuł, że nie pasował nigdzie. W Niemczech wydawał się za ciemny, a w Meksyku za jasny. Brzdącom trudno zrozumieć tego typu rzeczy, zwłaszcza, gdy inne dzieci potrafiły mu to wytykać w trakcie zabaw.
Dotyk na nadgarstku, choć niespodziewany, wywołał w nim dreszcz. Miał tylko nadzieję, że skóry nie pokrywała lepka warstewka potu, która mogłaby obrzydzić towarzysza.
Dobrze, dobrze. Nie będę się z tobą sprzeczał, ty tu rządzisz! — zaśmiał się, dając się prowadzić, gdzie tylko ten zechciał. Przynajmniej przez moment mógł poczuć to, jak dotyk Tomasha wydawał mu się delikatny, a jednocześnie zdecydowany. Przez tę krótką chwilę zrobiło mu się gorąco. Sam chciał chwycić jego dłoń i nie pozwolić jej nigdzie zniknąć. Niestety na ten moment nie miał w sobie tyle odwagi, aby samemu wykazać inicjatywę. To jeszcze za wcześnie. Nadal nie wiedział czy miał prawo to zrobić.
Uważnie słuchał chłopaka, a jednocześnie ogromnie cieszył się z jego towarzystwa. Na początku w ogóle bał się do niego podejść. Teraz wspólnie oddalali się od grupy hałaśliwych znajomych, mogąc w spokoju porozmawiać sam na sam. Nawet błahe tematy wydawały się przy tym spełnieniem najskrytszych pragnień.
Trochę się jej nie dziwię, też nie chciałbym, aby wyczekiwane wakacje przerwał mi wybuch wulkanu. Chociaż chciałbym taki zobaczyć na własne oczy. — Zjawiska naturalne występujące w przyrodzie również go fascynowały. Odkładając na bok naukę to matka natura potrafiła tworzyć niesamowite cuda w ciągu mgnieniu oka. Nie wszystko dało się upchnąć w tabelki czy zamodelować w odpowiednim do tego programie. — Miały to być rodzinne wakacje? — dopytał, bo samemu ciężko było mu to wywnioskować.
Tak na dobrą sprawę nie miał większych planów. Rodzice nie planowali w tym czasie urlopów, a on jakoś o tym sam nie pomyślał. Może powinien to zmienić?
Tak właściwie nie myślałem o tym… Może powinienem zebrać się i odwiedzić rodzinę w Meksyku? W końcu nadal mam milion miejsc, których nie miałem okazji odwiedzić — zastanawiał się na głos, po czym dodał luźniejszym tonem: — Dodatkowo każda okazja do mówienia po hiszpańsku jest dla mnie ogromnym plusem.

Tomash Nowakovsky
Ostatnio zmieniony śr sie 26, 2026 9:40 pm przez Ariel Velazquez, łącznie zmieniany 1 raz.
Adi
Jak będzie ładnie napisane to niczego
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   W sumie to nie wiedział, jak miał się zachować w tej sytuacji przy chłopaku. Ariel był w jego oczach wszystkim, czego mógłby chcieć od chłopaka, zwłaszcza jeśli chodziło o wygląd. Nie chciał wychodzić na płytkiego, niemniej jednak ciężko było udawać, że czyjś wygląd się nie liczył. Być może nie był jeszcze na tyle dojrzały, by pomijać kwestie wizualne i stawiać na piedestale jakieś inne cechy. Niemniej jednak zdążył chłopaka też poznać na tyle, żeby móc uznać go za porządnego i sympatycznego. Był więc przystojny, wysoki i miły, więc zupełnie w typie Tomasha, co po części wydało mu się dziwne, bo nie przypuszczał, że kiedykolwiek pozna kogoś takiego. Jeśli miał być szczery, to zaczynając swoje studia nie zakładał, że pozna tutaj kogokolwiek, kto wzbudziłby jego zainteresowanie. Jeszcze kilka lat temu nie przykładał większej uwagi do romansowania czy też znajdywania osób, z którymi mógłby spróbować stworzyć jakąś relację bliższą niż przyjacielska. Nie żeby tego nie chciał, ale uważał, że na to przyjdzie jeszcze czas. Zaczynając studia był skupiony tylko na nauce, a w liceum nie przykładał większej uwagi do swoich kolegów, którzy nie byli dla niego interesujący. Zresztą on sam nie był na tyle interesujący, by ktoś zwrócił na niego uwagę, więc aby uchronić się przed ewentualnym odrzuceniem, najzwyczajniej w świecie nie angażował się. Zazwyczaj kończył siedząc w swoim pokoju i czytał książki albo grał w gry, wychodząc jedynie z przyjaciółmi, których udało mu się zdobyć. Będąc na studiach niewiele się to zmieniło, poza tym, że teraz wrzucono go w grupę różnych ludzi i ten ciągle zmieniający się kalejdoskop twarzy sprawił, że z jakiegoś powodu zaryzykował i otworzył się.
   Nie spodziewał się jednak, że jego obiektem westchnień zostanie baseballista. Sportowcy nigdy nie byli w jego typie, bo z jednej strony wiedział, że nie miał u nich szans, a z drugiej, być może nieco stereotypowo, sądził, że nie będzie mieć z takim typem nic wspólnego. Ariel jednak łączył w sobie nie tylko sportowy vibe, ale również seksowną inteligencję, jako student fizyki jądrowej, o której Tomashek nie wiedział za wiele, ale z radością mógł słuchać.
   – Nie no… pewnie tylko tak się wydaje – powiedział, przykładając dłonie do twarzy. Jego policzki i czoło rzeczywiście były ciepłe. Nie znał się zbyt dobrze na tym, jak słońce oddziałuje na ludzkie ciało, jednak wiedział tyle, że ciało się nagrzewało i że z pewnością czekała go ciężka noc, gdy organizm będzie starał się oddać to nagromadzone ciepło. I trzeba było przyznać, że niczego nie lubił tak bardzo, jak nagrzewanie się w nocy, zwłaszcza w ciągu lata. Nawet w zimie rzadko zakopywał się pod kołdrami. Nie lubił się pocić. Wizja chłodnego prysznica, który z pewnością weźmie, gdy tylko wróci do domu, była niesamowicie kusząca.
   Spodobało mu się, że Ariel określił go mianem uroczego pomidora. Słowa te wywołały w jego brzuchy dziwne uczucie uścisku, które nie okazało się nieprzyjemne. Uśmiechnął się prowadząc chłopaka dalej przed siebie. Na moment zapomniał, po co tak właściwie szli w tym kierunku i dopiero gdy jego dłoń zacisnęła się na telefonie, a on spojrzał w dół i przypomniał sobie, że chciał porobić zdjęcia.
   – Och… nie wziąłem ze sobą wody – powiedział, marszcząc się lekko, bo właśnie w tej chwili przypomniał sobie, że rzeczywiście nie miał jej przy sobie. A przecież był pewny, że zabierał ze sobą butelkę zanim tutaj przyszedł. I wtedy go uderzyło, że musiał go upuścić w tym samym momencie, w którym jego dłoń zaciskała się na nadgarstku Ariela. Szczerze to nie przeszkadzało mu to. Jeśli miałby wybierać, to pewnie i tak wolałby trzymać chłopaka, niż butelkę wody.
   Uśmiechnął się na jego komentarz. O ile obce mu były tematy związane z odmiennością koloru skóry, bo sam obdarzony był wyjątkowo jasnym odcieniem, to nie mógł uchronić się przed komentarzami związanymi z tym, skąd pochodził. Bo chociaż on sam urodził się w Toronto, to jego rodzice pochodzili z Polski i zajęło im dość sporo czasu na to, by się tutaj odnaleźć i zaaklimatyzować. On pojawił się tu na gotowe i w sumie sam uważał się za Kanadyjczyka z lekkim słowiańskim posmakiem i polskim akcentem, przeplatanym przypadkowymi polskimi przekleństwami. Dzieciaki czasami śmiały się z tego, skąd pochodził i z jego nieco kanciastego akcentu i twardo wymawianego R. Z wiekiem jednak docinki ustały, na szczęście. Oczywiście w dzieciństwie do Tomashka nie docierał prawdziwy wymiar tych docinek i tego, co ze sobą niosły. Nie wiedział bowiem, czym były uprzedzenia i ksenofobia, dopóki nie skończył kilkunastu lat, jednak już wtedy te wymierzane w jego stronę ucichły i nie musiał się już nimi przejmować. Czasami jednak odzywały się w nim wspomnienia, który dziwnie i nieprzyjemnie drapały ranę schowaną gdzieś głęboko.
   – Tak, ale też chcieliśmy pozwiedzać… poza tym mój ojciec ma bzika na punkcie gladiatorów i Pompei… wiedziałeś, że Koloseum miało wysuwany dach, który rozkładano podczas walk gladiatorów, gdy Słońce świeciło zbyt mocno? – zagaił. Nie wiedział, czy Ariel będzie podzielać zainteresowania starszego Novakowskiego, niemniej jednak nie szkodziło zapytać. Kiedyś też czytał, że podobno faceci myślą o starożytnym Rzymie dość często, więc istniała szansa, że było to jedno z zainteresowań jego rozmówcy.
   – A wiesz, że zawsze chciałem się nauczyć hiszpańskiego? – powiedział, chociaż skąd on miałby to wiedzieć? W szkole Tomashek wybrał francuski, który polubił na tyle, by nieco podłapać i zapamiętać. Uważał jednak, że skoro już zna polski, to nie musiał uczyć się innych języków.
   – A skąd tak właściwie pochodzisz? – zapytał.

Ariel Velazquez
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
22 y/o
For good luck!
186 cm
student fizyki jądrowej/baseballista University of Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijak powiesz będzie okej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W miłosnym aspekcie życia Ariel był niedoświadczony niczym gówniarz; Nigdy nie ciągnęło go do romansów, bo wolał zaszyć się we własnych czterech ścianach i każdą sekundę wolnego czasu poświęcać na naukę. Zapał rodziców w tym kierunku niczego nie utrudniał, więc kto by się przejmował randkami, gdy można było dowiedzieć się tak wielu, ciekawych rzeczy. Dlatego pomimo ogromnej zajawki do baseballa w wśród innych uczniów szkoły średniej uchodził raczej za nerda, który na imprezach pojawiał się z grzeczności, a nie z własnych chęci. Gdyby nie koledzy ten etap edukacji spędziłby samotny w domu. Co jednoznacznie w jego oczach nie wypadało aż tak źle. Przynajmniej nie zaliczył żadnego przypału. Bo był nudny. I to bardzo.
Ale czasami chodził na randki. Co prawda nic większego z nich nie wyniknęło, bo w czasie ich trwania był naprawdę niezręczny, więc mało kto decydował się na kolejne wyjście w jego towarzystwie. Trochę wychodził na przegrywa w takich sytuacjach.
Na studiach postanowił wyjść z własnej strefy komfortu, czyli do ludzi. Nadal nauka stanowiła priorytet, a wszystko dookoła stanowiło dodatek, jednak nadanie mu koloru też wydawało się ważnym. Przynajmniej grono znajomych nieco się powiększyło, a on z większą radością zgadzał się chodzić na imprezy. Przez co przeżył najgorszego kaca w swoim życiu. To nie było przyjemne przeżycie.
Ariel był wzrokowcem. Jeżeli ktoś spodobał mu się wizualnie to za wszelką cenę chciał poznać tę osobę lepiej. Nie miał jasno określonego gustu, jeżeli ktoś miał w sobie „to coś” to szybko zyskiwał jego zainteresowanie. Szkoda tylko, że small talk nie należał do jego ulubionych czynności i ten wychodził mu wprost tragicznie. O czym tak właściwie powinno się rozmawiać z ludźmi na pierwszych randkach, żeby nie gadać tylko i wyłącznie o sobie? Nie potrafił tego odpowiednio zbalansować. Więc był niezręczny.
Tomash był uroczym chłopakiem, a na jego widok Arielowi miękły kolana. To dzięki niemu zrozumiał, że jasne włosy to naprawdę ładny kolor włosów. A zwłaszcza w połączeniu z jaśniejszym odcieniem skóry. I słodkim uśmiechem. I niższym wzrostem od niego. Aż miał ochotę oprzeć swoją głowę na tej jego. I kilka innych rzeczy, których nigdy nie powie na głos.
Nawet przez moment, miło było tak po prostu iść obok siebie i czuć na swoim nadgarstku ciepło ciała drugiej osoby. Szkoda tylko, że nie mogli robić tego odrobiny dłużej.
Jeżeli chcesz to mogę po nią pójść, nie mam z tym najmniejszego problemu, naprawdę — zapewnił, mając zamiar od razu wypełnić prośbę chłopaka. Żałował, że sam nie zabrał butelki z wodą, jednak nie spodziewał się tego, że wybierze się na nieco dalszy spacer w tak przyjemnym towarzystwie.
Mieszkając w Kanadzie raczej wyglądał na lekko opalonego niż na przedstawiciela latynoskiego narodu. Co prawda nieco nad tym ubolewał, bo w głębi serca bardziej czuł się Meksykaninem niż Niemcem. Lepiej mówił po hiszpańsku niż niemiecku. Ba, prawdopodobnie mówił lepiej po hiszpańsku niż angielsku. Gdyby miał wybrać, gdzie chciałby mieszkać to bezsprzecznie wygrałby Meksyk. Europa nie była złym miejscem do życia, jednak lepiej czuł się w Ameryce.
Historia starożytna to naprawdę ciekawy kawał czasu. Lubię oglądać o tym programy naukowe, ale niestety osobiście nie miałem okazji zwiedzić Rzymu czy Pompei. A szkoda — westchnął, bo trochę żałował, że nigdy rodzice nie wybierali tych bardziej turystycznych miejsc na spędzanie urlopów. — Nie wiedziałem, ciekawe jakie mechanizmy zastosowali, aby to było możliwe. Masz jeszcze jakąś ciekawostkę w zanadrzu? — spytał, posyłając mu promienny uśmiech. Lubił dowiadywać się nowych rzeczy, dlatego ta drobna uwaga rozbudziła, jego ciekawość. — Kiedyś moi rodzice woleli wybrać wycieczkę do Czarnobyla niż do Grecji czy Włoch. — Wszystko to działo się jeszcze przed wybuchem wojny. Teraz mogli zapomnieć o tego typu wyjazdach. Pozostawało tylko śledzenie informacji w mediach.
Tak? Jeżeli chcesz to mogę cię nauczyć kilku słów po hiszpańsku, a w zamian za to ty nauczysz mnie polskiego. Co ty na to? — zaproponował, chcąc poznać nieco więcej słów w ojczystym języku Tomasha. Póki co znał raptem kilka słów, a przecież mógł ich poznać o wiele więcej.
Och, pochodzenie Ariela było skomplikowane. Albo trudne do wyjaśnienia.
Urodziłem się w Niemczech, moja mama jest Niemką, a tata pochodzi z Meksyku. Nawet nie zliczę w ilu krajach mieszkaliśmy. — Za dzieciaka naprawdę dużo podróżowali po świecie, a sam Ariel był wtedy za młodym, aby móc to dobrze pamiętać. Czasami miał jakieś migawki, gdy widział stare zdjęcia w albumie rodzinnych. — A ty? Urodziłeś się w Kanadzie czy Polsce? — zagaił.

Tomash Nowakovsky
Adi
Jak będzie ładnie napisane to niczego
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”