28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Swój czas wolny Wesley lubił spędzać aktywnie. Oczywiście, od czasu do czasu potrzebował wyleżeć na kanapie przed telewizorem, jednak były to marginalne przypadki. Już od dzieciaka miał problem z nadmiarem energii i zwracano na to uwagę jego rodzicom przy każdej możliwej okazji. Aby jakoś to pozytywnie spożytkować, zapisywali go na różne zajęcia sportowe, chcąc zwyczajnie wymęczyć chłopca. Jednak w zdecydowanej większości przypadków Wes zamęczał trenerów, zanim oni w ogóle zdążyli zmęczyć jego. Tak było z piłką nożną, koszykówką i baseballem. Nie poddał się jednak opiekun grupy hokejowej, który dostrzegł potencjał w małym diable. Może i nie zrobił z Austena zawodowego hokeisty, ale zaszczepił w nim sympatię do tego sportu. Do tego stopnia, że nawet po latach chętnie na lodowisko wraca, nawet po prostu pojeździć.
Od czasu do czasu, Wes umawiał się z kolegami z dawnej drużyny na kilka meczy. Podobnie było tego dnia. Zmiana w barze była raczej spokojna. Poza jedną większą bójką, w którą Wesley musiał się zaangażować (o czym świadczył siniak przy poliku i podrapane knykcie) nic ciekawego się nie działo – dzień jak co dzień, powiedziałby. Z uwagi na to, wystarczyła mu krótka, raptem trzy godzinna drzemka, aby znów być pełnym sił i energii. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy do starej, znoszonej torby i ruszył w kierunku lodowiska.
Na miejscu byli już praktycznie wszyscy, dlatego Wes prędko przebrał się w szatni w odpowiednie rzeczy i wciągnął na nogi łyżwy, by już po chwili gonić za krążkiem po tafli lodu. Sprawiało mu to niewątpliwą radość. Czas mijał mu przy tym bardzo szybko – nim się obejrzał, dobre dwie godziny grali. Oczywiście trzeba wliczyć w to przerwy na nawodnienie oraz po prostu rozmowy, których też nie brakowało. W końcu trzeba było nadrobić zaległości. Chłopaki powoli się wykruszali, tłumacząc obowiązkami służbowymi lub życia codziennego – byli już w takim wieku, że każdy to raczej rozumiał i po prostu cieszył się, że w ogóle znaleźli czas na wspólną grę. Teraz byli wyrozumiali, ale kiedyś? Jeżeli któryś zszedł z lodowiska przed końcem trzeciego meczu to miał gadane – nawet urazy wymagające opieki medycznej nie były wytłumaczeniem.
Na łyżwach pozostało już niewielu z drużyny, przez co mecze nie miały sensu. Uznali więc, że po prostu pocelują trochę do siatki w trakcie swoich dyskusji, które to dotyczy głównie ostatniej rozgrywki ulubionej drużyny i plotek na temat życia ludzi z liceum. Wesley stał oparty o bandę i zachwalał właśnie głównego napastnika, kiedy to dostrzegł przy bramce wejściowej Carmen. Nie spodziewał się jej w takim miejscu i nawet nie wiedział, dlaczego jej obecność tak go zaskoczyła. Z początku zignorował to kompletnie, skupiając się na kolegach, jednak, gdy po paru a potem i parunastu minutach dalej stała przed taflą lodu uznał, że chociaż się z nową współpracownicą przywita.
Podjechał do niej, dość hucznie zatrzymując się na bandzie, chcąc zwrócić jej uwagę. — Ale wiesz, że na lodowisku się jeździ, a nie lampi w telefon? — zapytał, dostrzegając smartfona w jej rękach. — Czyżby randka nie wypaliła? — zapytał. To była jego pierwsza myśl – jakiś chłopak zaprosił ją na lodowisko; jak romantycznie. Romantycznie też ją najwidoczniej wystawił. Szkoda, ale tak też czasami jest. — A może z nami w hokeja zagrać chciałaś? — zarzucił bardziej w żartach, obracając się do swojej grupy. — Trochę za mało na skład do gry — dodał, wciąż przyglądając się chłopakom, którzy chyba również już się zbierali.

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Cholera jasna, wystraszyłam się — rzuciła nerwowo, unosząc dłoń do serca, gdy z zamysłu, wyrwał ją głośny huk przy barierce. Była tak skupiona na intensywnym wymienianiu się wiadomościami z Summer, że nawet nie zauważyła tych paru chłopaków, kręcących się po lodowisku. No i przede wszystkim, nie zauważyła jego. Carmen uniosła nieco rozbite spojrzenie na twarz Wesleya, ściągając przy tym brwi. Nie była w nastroju; Summer po raz kolejny w ciągu tego tygodnia, wystawiła ją do wiatru.
Torres rozumiała wszystko, naprawdę. Na początku tłumaczyła sobie roztrzepanie przyjaciółki zakochaniem. Też przez to przechodziła, kiedy umawiała się z Albertem. Nie myślała o niczym innym jak o swoim chłopaku, o ich planach, o tym, że pewnie niedługo znowu się zobaczą. Tak, wbrew pozorom, Carmen Torres też kiedyś zamiast oczu miała serduszka i papkę w głowie. Tylko, że wiedząc, jak wygląda sytuacja, dziewczyna nie planowała spotkań z przyjaciółkami, żeby później o nich zapomnieć lub z jakiegoś powodu im odmówić. I do tej pory, Carmi wierzyła, że powodem, dla którego Summer nie pojawi się dzisiaj na lodowisku, był właśnie Austen. Ciężko było więc ukryć jej zdziwienie, gdy dostrzegła go tuż przed sobą. Jakie inne plany w takim razie miała jej koleżanka? Torres mruknęła w namyśle, patrząc na swojego… współpracownika.
Miała prawo być wściekła; wyszła szybciej ze szkoły językowej, mimo że w normalnych okolicznościach, zostawała dłużej, żeby nadrobić wszelkie zaległości. Nawet złapała cholerną i nie tanią zresztą, taksówkę, żeby się przypadkiem nie spóźnić. Jak widać — zupełnie na marne, bo i tak przyszła pierwsza. I też jedyna stąd wyjdzie. Cholera.
— Chętnie bym weszła na lodowisko, ale wyobraź sobie, że twoja dziewczyna, znowu wystawiła mnie do wiatru — mruknęła nerwowo. To, że przyjaźniła się z Summer, nie oznaczało, że miała zamiar ją bronić lub usprawiedliwiać. Istniały granice szacunku do drugiego człowieka, a jej koleżanka najwidoczniej nie interesowała się jej czasem. — Nie martw się. Moje życie miłosne ma się fantastycznie — burknęła niechętnie, co było jednym, wielkim kłamstwem. Carmen od przyjazdu do Toronto była tylko w jednym poważnym związku, a wszystko co było potem, było tylko… umawianiem się, zabawianiem i pewnym zaspokajaniem. Z jakiegoś powodu nie potrafiła zbudować poważnej, autentycznej relacji. Chyba z jakiegoś powodu się bała. A wielokrotnie słyszała, że jest tak piękna i uzależniająca, że mogłaby mieć każdego. Co za bujda. — Zabawne. Nie jestem dziś w nastroju, Wes — wymruczała, opierając się o balustradę. — Myślałam, że Sum jest z tobą, skoro mnie olała. Pocieszające — parsknęła ponuro pod nosem, opierając podbródek na dłoni. A naprawdę chciała dzisiaj pojeździć. Nie pamiętała, kiedy robiła to po raz ostatni.

hi again
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ich relacje, odkąd zaczęli razem pracować, uległy trochę zmianie. Może i nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, jednak było o d r o b i n ę lepiej. Dalej raczyli się głównie złośliwościami i niewybrednymi żartami, jednak potrafili wymienić parę słów, które nie były negatywnie nacechowane. Oczywiście, zazwyczaj miało to miejsce tylko w przypadku dyskusji okołopracowych, ale w ich przypadku nawet to zasługiwało na pochwałę. Mówił o tym Summer, oczekując pochwał i prawie że chwalebnych komentarzy, których nie doczekał się ani razu, gdy opowiadając o minionej zmianie nie narzekał na Carmen. Najwidoczniej było to dla niej niewystarczające, bo chyba spodziewała się większego progresu po takim czasie.

Lepiej, że ciebie wystawiła niż jakby mnie miała — wzruszył ramionami. Chociaż był trochę tym zaskoczony. Nie było to do niej podobne, a przynajmniej Wes nie był w stanie przypomnieć sobie sytuacji, w której Summer postąpiłaby tak w stosunku do niego. Wcześniej coś mu wspominała, że miała plany na to popołudnie - z tego też powodu tak pewnie i bez żadnego zawahania umówił się z kolegami na grę. Nie dopytywał z kim wychodzi lub do kogo. Nie czuł po prostu takiej potrzeby. — Pewnie coś jej wypadło — powiedział, próbując swoją dziewczynę jakoś usprawiedliwić.

I w sumie Wesley mógłby teraz odjechać. Wrócić do swoich znajomych i jeszcze trochę czasu im poświęcić - nawet, jeżeli nie na lodzie, to poza nim. Mogli przecież pójść na jakieś piwo albo drinka, albo po prostu pójść posiedzieć. Akurat w przypadku tej grupy nie miało znaczenia miejsca czy też okoliczności, byli w stanie odnaleźć się wszędzie i zawsze. Z Carmen nie darzyli się sympatią, jednak możliwe, że trochę współczucia wobec niej w tej sytuacji miał. Szczególnie, że faktycznie było po niej widać niezadowolenie i może lekkie podłamanie. Nie miał zamiaru jej humoru poprawiać, nie był od tego. Ale zająć jej chwilę tak, aby wyleciało jej z głowy wystawienie przez Summer? W sumie na to był w stanie poświęcić kwadrans.

Ma się fantastycznie, bo go nie ma? — dopytał. Co nieco słyszał o jej poprzednich relacjach. W sumie nie wiedział dokładnie, co tam się wydarzyło, bo – nie powinno to nikogo zdziwić - za każdym razem, gdy Summer coś o tym wspominała, trochę się wyłączał. Nie ukrywał, że niespecjalnie go to interesowało. Był w ogóle w szoku, że ktokolwiek chciał z nią być, bo poza aparycją nie miała wiele więcej do zaoferowania zdaniem Austena. Może nie wszyscy patrzyli na charakter przy doborze partnera?

Ale skoro już tu przyszłaś, to co ci szkodzi pojeździć? — zapytał, obracając się do niej tyłem i opierając łokciami o bandę. Lodowisko o tej godzinie pustoszało. Jego znajomi również do wyjścia się zbierali. Machnęli do Austena z oddali, chyba sądząc, że nowe towarzystwo sobie znalazł. On odpowiedział w ten sam sposób, po czym prędkim ruchem zwrócił się do Carmen, ale tylko po to, aby zabrać jej telefon z ręki i odjechać od barierki na tyle daleko, aby nie była w stanie go dosięgnąć bez wchodzenia na taflę lodu. — Potrafisz w ogóle jeździć? — zapytał, bo w sumie wcześniej się nad tym nie zastanawiał. Raczej by się z Summer nie umawiała na łyżwy, gdyby chociaż podstawowych ruchów nie znała, prawda? Chociaż, kto ją tam wiedział. Wes ją raczej kojarzył z tych gorszych i szczególnie nieprzemyślanych pomysłów, więc wszystko było możliwe.

Usłyszał dźwięk powiadomienia i spojrzał na wyświetlacz. Przyszła jakaś wiadomość. Nie skupił się kto coś wysłał ani co było w treści, ale musiał ją jakoś zachęcić bardziej do wejścia. — Jaki masz kod? — rzucił, w tym samym czasie próbując wymyślić jakiś pin. Wcisnął przypadkowe cyfry, które oczywiście nie zadziałały, — Jeszcze dwie szanse zanim się zablokuje — dodał, odjeżdżając trochę dalej.

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Zaraz ci przyłożę, Austen. Czy ty naprawdę musisz mnie tak zawsze drażnić? — zapytała, unosząc zaciśniętą w pięść dłoń, jakby była bliska zaprezentowania mu swojego najlepszego ciosu. Chociaż przez tą barierkę raczej zbyt wiele nie zrobi; poza tym nie sądziła, żeby w rzeczywistości była jakoś szczególnie silna. No chyba, że w gębie. Tego nikt nie mógł jej odebrać, potrafiła kłócić się całymi godzinami, ale to przez jej meksykański temperament. A już myślała, że przez wspólną pracę, zdołali nawiązać w miarę przyzwoity kontakt. No nic, czas powrócić do starych nawyków. — No, może wypadł jej nowy chłopak — rzuciła złośliwie; ona nie usprawiedliwiała ludzi, którzy niefajnie się zachowywali, nawet gdy byli jej bliskimi.

Carmen zerknęła na niego przelotnie, zanim opuściła dość nerwowe spojrzenie na swój telefon. To byłby dobry moment, żeby po prostu zabrać swoje rzeczy i wrócić do domu. Okej, miałaby zły humor, ale nie czułaby się tak żałośnie przez fakt, że wystawiła ją jej własna przyjaciółka. Mogłaby też napisać do którejkolwiek ze swoich koleżanek, żeby porobić coś innego. One na pewno by jej nie odmówiły, prawda? Torres odsunęła się lekko od balustrady, dochodząc do wniosku, że to może nie był jej dzień. Nie chciała użalać się nad sobą, a już szczególnie nie w jego towarzystwie. Nie wiedziała nawet, czemu po tej uszczypliwości po prostu nie odjechał do swoich kumpli. Robił to z litości? Zanim zdążyła jednak otworzyć usta, by go tym zaatakować, Wesley zdążył ją uprzedzić.

Summer, ty cholerna paplo.
— Słuchaj no. To, że aktualnie z nikim się nie umawiam, nie oznacza, że moje życie miłosne nie istnieje — rzuciła nerwowo, mierząc go walecznym spojrzeniem. Czy on miał w dna zapisane dogryzanie jej? I to jeszcze z trafieniem w te czuły punkty, które jeszcze bardziej podburzały ją do walki? Carmen po prostu… miała przerwę. Nie skupiała się na szukaniu nowego chłopaka, bo jeszcze leczyła się po poprzednim. Okej, w końcu przyznała to na głos. We własnych myślach. Najgorsze w tym wszystkim było to, że minęło wystarczająco czasu, żeby ruszyła naprzód, ale prawda była taka, że Torres zwyczajnie się bała. Skoro dwuletni związek potrafił kompletnie się rozsypać, to czy każdy inny nie będzie taki sam? Jej myśli stały się rozbiegane, jakby niekontrolowanie wróciła wspomnieniami do tych czasów, gdy znowu została w Toronto zupełnie sama. No, poniekąd.

Dziewczyna przyjrzała się jego sylwetce, gdy odwrócił się do niej tyłem. Mogłaby teraz spróbować go udusić, ale zamiast tego westchnęła ciężko pod nosem. Nie spodziewała się jednak, że nagle zabierze jej telefon z palców. — Hej, oddawaj! — krzyknęła. Torres zrzuciła torbę na podłogę, wyciągając swoje łyżwy i pospiesznie je ubierając. — Oczywiście, że potrafię — burknęła, wchodząc chwiejnie na lód. Ruszyła w jego stronę, niezbyt profesjonalnie, wyciągając lekko ręce na boki. Kiedyś szło jej lepiej.— Wesley, zabiję cię, przysięgam — rzuciła, gdy ten oddalił się od niej na większą odległość. Nagle przyspieszyła przebieranie nogami, przypominając sobie krótko po tym, że nie była najlepsza w hamowaniu. — Austen, lecę! — krzyknęła, wpadając z rozmachem prosto na niego, przytrzymując się jego koszulki i ledwie łapiąc równowagę. Jej nogi rozjechały się w dwie różne strony, ale zdołała wyciągnąć z jego dłoni swój telefon, nadal zaciskając palce na materiale jego bluzki.

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wesley obrócił się parę razy wokół własnej osi, przyglądając się w tym czasie tapecie telefonu. Była na niej grupa dziewczyn - niektóre nawet kojarzył z widzenia. Jedną nawet rozpoznał od razu, swoją własną dziewczynę. Uśmiechnął się krótko widząc ją pomiędzy resztą, zdecydowanie gorzej wyglądających dziewczyn. Miał wrażenie, że pamiętał to wydarzenie, że gdzieś już to widział i wtedy go olśniło. — Czy to nie to wyjście, na którym poznałem się z Summer? — zapytał, chociaż doskonale wiedział, że tak. Może nie wyglądał, ale Wesley był sentymentalny i bardzo zwracał uwagę na szczegóły. Doskonale pamiętał tamten wieczór, pamiętał co wyśpiewał, żeby ująć serce swojej obecnej dziewczyny, pamiętał co miała na sobie, pamiętał każde słowo, które wymienili wtedy po jego występie. Wszystko. — Aż tak miło wspominasz ten dzień, w którym mnie poznałaś, że zawsze chcesz o tym pamięć, biorąc telefon? — rzucił żartobliwie, wracając do niej wzrokiem. W końcu nie poznał wówczas jedynie Summer. Zaszczyt ten przypadł również Carmen i paru innym ich wspólnym koleżankom. Żadna jednak nie zrobiła na nim takiego wrażenia jak Summy.

Ta w tym czasie szybko zmieniła buty na łyżwy, żeby czym prędzej odebrać swoją własność. Przez chwilę myślał, że może będzie mieć do czynienia z łyżwiarką z prawdziwego znaczenia, jednak widząc jej pierwsze chwiejne ruchy zrozumiał, że jest na wygranej pozycji. Przez to podjechał bliżej Carmen, co by jeszcze trochę jej ciśnienie podnieść. — Właśnie widzę jak potrafisz — prychnął, blokując wyświetlacz telefonu. Teraz bardziej interesowały go jej poczynania na lodzie. Szkoda, że tego nie nagrywał. — Najpierw musisz chyba do mnie podjechać — powiedział, objeżdżając szybko wokół dziewczyny i ruszając trochę szybciej do przeciwnej bandy. Carmen powoli przypominała sobie jak się jeździ, przez co i jej ruchy przyspieszyły, co dostrzegł odwracając lekko głowę przez ramię. Może jednak coś potrafiła - pomyślał.

Dojechał praktycznie na drugą stronę lodowiska i ledwo zdążył się obrócić, żeby zobaczyć jak daleko jest Carmen, a ta z krzykiem wjechała w niego. Miała o tyle szczęścia, że Wesley jako profesjonalny amator wiedział jak w takiej sytuacji się zachować i nie wylądowali obydwoje na zimnym lodzie. — Lecisz? Na mnie? Carmen, to nie przystoi! — powiedział, udając przejęcie tymi słowami. Wiedział, że tym jeszcze bardziej ją zdenerwuje. Wzięła mu z ręki swój telefon. Nawet się z nią nie siłował o niego, bo dla Wes’a liczyło się tylko to, aby weszła na lodowisko. — Dobra, może i potrafisz trochę jeździć — zaczął, spoglądając na nią. Była dość blisko. Tak jak nigdy wcześniej. Ładne miała perfumy. Nie zwrócił na to wcześniej uwagi. — ale prawdziwym pytaniem jest, czy potrafisz też upadać — dokończył, po czym w momencie, w którym Carmen nie była już tak skupiona na trzymaniu się jego koszulki, odjechał prędko. Niedaleko, ale na tyle, aby nie miała możliwości poratowania się jego obecnością.

Dziewczyna zachwiała się - do przodu, do tyłu i tak parę razy, i nim się Wesley zorientował, zobaczył w górze łyżwy. Na szczęście nie swoje. Żeby nie było, prawie od razu podjechał, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku, bo — Ewidentnie nie potrafisz upadać — zawyrokował, kucając tuż obok dziewczyny. Na pierwszy rzut oka było wszystko w porządku. Co najwyżej z siniakiem na pamiątkę stąd wyjdzie. — Wstawaj — powiedział, samemu również prostując nogi. Wyciągnął do niej rękę. — Bez ocieplaczy szybko tu zamarzniesz — stwierdził, próbując zachęcić ją do podniesienia szanownych czterech liter. — Coś poza dumą cię boli?

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Tak. Najgorszy wieczór mojego życia — rzuciła, posyłając mu przy tym kąśliwy uśmiech. Generalnie bawiła się wtedy świetnie; dawno nie wyszły w tak licznym, damskim gronie. Tylko, że w najlepszym momencie ich imprezy, pojawił się on; niszczyciel dziecięcych uśmiechów i marzeń, pan Wesley Austen. Masakra. Te chłopy zawsze przychodzą, kiedy nie trzeba. Cóż, Carmen nie wiedziała wtedy jeszcze, że to nie będzie jeden z przelotnych romansów Summer, a jedna wielka miłość, która w pewnym sensie dotknie nawet ją samą. A wcale tego nie chciała; o wiele chętniej wspierałaby ją z daleka. Najlepiej z odległości paru kilometrów. — Tak długo jak ciebie nie ma na tym zdjęciu, tak długo będę żyła w spokoju i nie muszę jej póki co zmieniać — stwierdziła złośliwie, posyłając mu nieco rozbawione spojrzenie.

No dobrze, wyszła z wprawy. Każdemu może się zdarzyć, prawda? Przez ostatnie lata nie miała tak wiele wolnego czasu, jakby chciała, a jak już miała ten day off to zajmowała się kompletnie innymi rzeczami, które po prostu były dla niej bardziej priorytetowe. Potrzebowała jeszcze paru lub parunastu minut i będzie śmigać jak szalona. Najtrudniej było złapać balans na samym początku, co z pewnością mu udowodniła swoją niezdarną jazdą. — Jak podjadę to połamię ci palce, złodzieju — zagroziła, przesuwając nogami po lodzie. Co było nie tak z jej koordynacją ruchową, do cholery?

Torres prychnęła na jego słowa, zabierając od niego jedną dłoń, bo nie czuła się dobrze z tą nietypową dla nich bliskością. Ledwie zdążyła schować telefon do kieszeni swojej skórzanej kurtki, gdy Wes odsunął się od niej, przez co zaczęła tracić tę cholerną równowagę. Wystarczyła chwila jakichś nieokiełznanych tańców, żeby upadła jak placek na lód. Tyłek na pewno będzie ją bolał przez parę kolejnych dni, ale to było niczym w porównaniu do zażenowania, które nią ogarnęło. — Musiałabym mieć pistolet przystawiony do skroni, żeby powiedzieć coś tak nieprawdopodobnego jak to, że mogłabym na ciebie lecieć — rzuciła, dźwigając się na swoich przedramionach, żeby posłać mu zabójcze spojrzenie. A wtedy Carmen zrobiła coś, co zrobiłaby każda dojrzała, odpowiedzialna dwudziestopięciolatka. Uderzyła łagodnie dłonią w tę jego, odrzucając jego pomoc i sama, własnymi siłami, podniosła się do pionu. — A co, martwisz się o mnie, Austen? — parsknęła, zanim zdzieliła go lekko ramieniem, dopiero wtedy korzystając z okazji i popchnęła go, podkładając przy tym nogę, żeby sam się wypieprzył. Nie było to tak łatwe jak w jej przypadku, ale zemsta była słodka. Zaśmiała się głośno, odjeżdżając kawałek dalej; już nieco pewniej, z poobijanym tyłkiem, ale przynajmniej ze słodką satysfakcją. — Jak tam temperatura na dole, blondi? — krzyknęła, podjeżdżając do jednej z barierek, której przytrzymała się z szerokim uśmiechem. Czasem wciąż zachowywała się jak nastolatka, czerpiąca przyjemność z takich dogryzek.

blondie
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Carmen chyba nie bawiła się tak dobrze jak Welsey w tym momencie. Zdawała się jednak i tak mieć z lekka lepszy humor niż wcześniej. Chociaż może “lepszy” było stwierdzeniem nad wyraz. Po prostu był on inny. Widać wolała myśleć o tym jak bardzo nie lubiła chłopaka swojej przyjaciółki niżeli jak bardzo jest na nią zła za to wystawienie. I o to chodziło Austen’owi. Prawdziwy mistrz manipulacji. — Nie musisz tego mówić, bo i tak widać jak jest — rzucił w żartach, odnosząc się do sytuacji, w jakiej się znaleźli. Nie mogła w końcu zaprzeczać, że dosłownie na niego poleciała, ba! Nawet sama takich słów użyła. To, że w innym kontekście i mając na myśli kompletnie inne znaczenie, nie interesowało Wesley’a, któremu uśmiech na twarzy powiększał się widząc jej złość.
To nie tak, że chciał być miły - wobec niej nie czuł takiej potrzeby. Jego wyciągnięta dłoń wynikała jedynie z podstaw dobrego wychowania, bo w końcu czegoś go ta sąsiadka nauczyła przez te lata, które mu poświęciła. Najpewniej przewracała się teraz w grobie widząc, jak na co dzień dżentelmeńsko traktował Carmen, ale myślał, że takim pojedynczym grzechem zdobyłby w jej oczach i darowałaby mu jego wcześniejsze wybryki. Tak to w jej przypadku działało. Wesley mógł być szatanem wcielonym przez tydzień, ale kompletnie o tym zapominała w momencie, w którym chłopak sam oferował zrobienie jej zakupów czy posprzątanie mieszkania.
Nie przyjęła jednak jego pomocnej dłoni i to dość wymownie – odtrącając jego rękę. Uznała, że da sobie sama radę i cóż, dała. Trochę nieporadnie, z ryzykiem ponownego wylądowania na lodzie, ale dała. Jeszcze trochę i byłby naprawdę pod wrażeniem. — Tak, zdecydowanie — prychnął pod nosem, odwracając się do niej tyłem i chcąc odjechać trochę, by jeszcze pojeździć. Wtedy postanowiła go zaskoczyć. Popchnęła go, podkładając mu przy tym nogę tuż pod łyżwę, przez co i on zaliczył spotkanie z lodem. Niepierwsze tego dnia i możliwe, że nieostatnie. W hokeju wywrotka była czymś na porządku dziennym. Ważnym było, by szybko wstać i jechać dalej. Wesley jednak tak prędko się nie podniósł. Jemu chłód aż tak tak nie przeszkadzał, bo zdążył się już do tego przyzwyczaić. Wzrokiem odnalazł Carmen, która zadowolona jechała już trochę pewniej do bandy. Coś tam do niego krzyknęła, ale przed odpowiedzią musiał się chwilę zastanowić czy na pewno dobrze ją zrozumiał. — Blondi? — powtórzył za nią i nie sposób było mu się nie śmiać. Tak to jeszcze nikt go nie nazwał. Szczerze go tym rozbawiła.
Podniósł się dość zwinnie i stanął na proste nogi. Otrzepał się z nadprogramowego śniegu, którego trochę już na tafli leżało po ich meczu. Tak chciała z nim pogrywać? Bardzo dobrze. Może i jej się raz udało nogę mu podłożyć, ale chyba zapominała kto na lodzie miał wieloletnie doświadczenie. Wykonał pierwszy krok i drugi też raczej spokojnie, jednak po tym zaczął się gwałtownie rozpędzać tak, jakby nie miał zamiaru się zatrzymywać, a jego celem została stojąca jeszcze jak słup Carmen.
Dziewczyna chyba myślała, że ten w którymś momencie zatrzyma się albo wyhamuje, dlatego też tak późno postanowiła uciekać z jego celownika. — Ktoś się ewidentnie prosi o dalszą naukę upadania — rzucił, doganiając dziewczynę szybciej niż tą się tego spodziewała. Nie wjechał w nią jednak od razu. Wyprzedził ją, chcąc pokazać, że ta nie ma za wiele możliwości i ponownie znalazła się na przegranej pozycji. Gdy w końcu uznał, że wystarczy już tej zabawy w kotka i myszkę, postanowił dać swój popisowy pokaz i tak jak ona podcięła go wcześniej, tak i on to zrobił. Oczywiście z większą gracją i może pomyślunkiem. Zaasekurował jej upadek samym sobą, bo wiedział, że przy takiej prędkości mogłaby się nabawić czegoś więcej niż paru siniaków. Takim też sposobem obydwoje na tafli wylądowali. — Wygrałem — stwierdził pewnie, nie podnosząc nawet głowy z lodowiska. Podniósł się nieznacznie na łokciach, by z wyższością spojrzeć na przegraną. — Jak się czujesz z porażką?


Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— W twoich snach, Austen — rzuciła poważnie, choć na jej twarzy pojawił się krzywy, rozbawiony uśmieszek. Nie podobało jej się to, że coraz częściej śmiała się na ich spotkaniach. Czuła się, jakby robiła coś złego lub zupełnie wbrew sobie, a przecież wychodziło to z niej kompletnie naturalnie. W końcu Carmen już taka była; pełna energii, uśmiechu i otwartości względem wszystkich ludzi wokoło. Nigdy nie brakowało jej pewności siebie. Nigdy nie brakowało jej tematów do rozmów lub tego zaczepnego stylu bycia. Po prostu Wesley do tej pory nie był człowiekiem, przed którym chciałaby pokazać swoje prawdziwe oblicze, które zwykle przyciągało do niej innych. Ba, do tej pory nawet nie chciała go poznawać, a jednak los bezustannie w pewnym sensie pchał ich ku sobie. To wydawało jej się dość nieprawdopodobne. Może to prawda, że im bardziej czegoś nie chcesz, tym bardziej to coś przyciągasz?

Torres niewątpliwie też była bardzo dumną osobą, dlatego nie przyjęła jego pomocy, przy pierwszej lepszej okazji, szukając możliwego odwetu. Poza tym musiała od czasu do czasu utrzeć mu nosa, skoro tak chętnie dogryzał jej w każdej możliwie wolnej chwili — nie była kobietą, która tak łatwo dałaby sobie wejść na głowę. Widok Wesleya, lądującego na lodzie był cholernie zabawny; nawet, jeśli nie upadł tak popisowo jak ona. Cieszyła się, że w ogóle miała w sobie wystarczająco dużo siły i sprytu, żeby go popchnąć. Podejrzewała, że na tym się nie skończy; oboje ewidentnie lubili mieć ostatnie słowo do powiedzenia. Dlatego też odjechała kawałek dalej, myśląc przy tym, że taka odległość jakkolwiek ją uratuje przed potencjalną zemstą. — Blondi — powtórzyła z dumą, uśmiechając się nieco szerzej. Słysząc jego śmiech, Carmen sama parsknęła cicho pod nosem. — Musisz uważać, Wesley. Nigdy nie wiesz, co przyjdzie mi na myśl w najmniej oczekiwanym momencie — zażartowała swobodnie, posyłając mu rozbawione spojrzenie. Szlag, Torres. Za dobrze się teraz bawisz.

Dziewczyna początkowo po prostu go obserwowała; w końcu Wes wyglądał dość zwyczajnie, dopóki nie zaczął się gwałtownie rozpędzać. W przypływie adrenaliny i obawy przed kolejnym upadkiem, Carmen odepchnęła się w przeciwną stronę, myśląc, że ma jakiekolwiek szanse na ucieczkę. Torres krzyknęła, mieszając to ze śmiechem, gdy ją wyprzedził i zahamowała gwałtownie. Wystarczył jeden krótki moment, żeby poczuła jak po raz kolejny traci grunt pod swoimi nogami. Zacisnęła oczy, szykując się na bolesny upadek, ale o dziwo, wcale nie wylądowała na zimnym, twardym lodzie. Musiało minąć parę sekund, żeby zrozumiała, że Wesley zamortyzował upadek. — Wygrałeś, grając nieczysto — rzuciła, wypuszczając drżący oddech spomiędzy warg. Ta ucieczka nieco ją zmęczyła. Carmel podniosła się, żeby opaść na tyłek obok niego i uderzyła go otwartą dłonią w ramię. — Jesteś niepoczytalny — skomentowała, opadając płasko plecami na lodowisko, rozkładając ręce na boki, przy okazji złośliwie go szturchając. — Naucz mnie tak szybko jeździć — powiedziała, odwracając głowę w jego stronę. — I łapać lepszy balans — dodała, przyznając nawet przed samą sobą, że to akurat nie szło jej najlepiej.

blondi boy
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wesley bawił się dobrze. Prawdopodobnie nawet za dobrze, biorąc pod uwagę towarzystwo w jakim się znajdował. Leżał i śmiał się niemalże do bólu brzucha wraz z Carmen Torres - dziewczyną, z którą jeszcze kilka tygodni temu nie był w stanie usiedzieć chwili bez niemiłych komentarzy. Cóż, w trakcie tego spotkania również się od nich nie powstrzymywał, ale nie one były najważniejsze. Szczerze, nawet nie przykładał się do nich zbytnio – zdecydowanie bardziej starał się poprawić jej humor, co chyba mu wychodziło, biorąc pod uwagę jej uśmiech, który nie opuszczał jej twarzy pomimo leżenia na zimnej tafli lodu.

Miał wrażenie, że widział ją pierwszy raz w takim wydaniu. Nawet zaczął zastanawiać się, czy były wcześniej okazje, w których miała ona okazje śmiać się przy nim aż tak. Pomijając sytuacje, kiedy to śmiała się z własnych żartów, w których to Wes był głównym bohaterem, to chyba nie. Zresztą, to był kompletnie inny rodzaj śmiechu; nie szyderczy, nie złośliwy. Tak zwyczajnie szczery. Niespodziewane. Do tej pory nie sądził, że była do tego zdolna. Zaskakiwała go tego wieczoru. — To dalej wygrana — odpowiedział dziewczynie, a zwycięski uśmiech nie opuszczał jego twarzy. — Po trupach do celu czy jakoś tak — dodał, chociaż on był prawdopodobnie jedną z ostatnich osób, które taką taktyką by się kierowały. A szkoda, bo może ułatwiłoby mu to nieraz życie, które ostatnimi dniami było bardziej przytłaczające niż zazwyczaj. Miło było zapomnieć o tym chociaż na tę parę chwil.

Chcesz, żebym ja cię czegoś nauczył? — zapytał, nie do końca dowierzając w to co słyszy. Wrócił do pozycji leżącej i odwrócił głowę w jej kierunku, spoglądając prosto w te czekoladowe oczy, które prawdopodobnie pierwszy raz nie były wpatrzone w niego ze złością, zawiścią lub jakąkolwiek inną, negatywną emocją. — Wychodzi na to, że jestem świetnym nauczycielem. Uczę cię w barze, mam uczyć na lodowisku. W czymś jeszcze potrzebujesz mentora? — zapytał żartobliwie, puszczając do niej oczko.

Da się zrobić — dodał, tym razem jednak już bardziej poważnie. Na tyle, o ile było to możliwe przy ich rozbawieniu. — Ale mam nadzieję, że nie zabierzesz mi z czasem miejsca w drużynie — rzucił, pomimo że wiedział, iż było to niemożliwe. Z chłopakami znał się kupę lat i wiedział, że nie wymieniliby go na jakąś tam pierwszą lepszą dziewczynę, która to dopiero co nauczyła się łapać balans. Chyba, że pokazałaby im ona co nieco, jednak z tego co Wes zdążył do tej pory zauważyć, nie miała atutów, które przekonałyby do tego jego kolegów. Był zatem bezpieczny. Nie odrzucał jednak myśli, że mogłaby ona zagrać z nimi od czasu do czasu albo po prostu przyjść pojeździć.

Albo po prostu z nim. Myśl ta szybko pojawiła się w jego głowie i szybko też zniknęła - na tyle, że ledwo zdążył ją poprawnie zarejestrować. Podejrzewał nawet, że coś przeinaczał, że nie chodziło mu to. Obawiał się jednak, gdzie te myśli mogły go w tej chwili zaprowadzić, dlatego uciął je, póki jeszcze nie było za późno.

Podniósł się tym razem do pozycji siedzącej i otrzepał łokcie z nadmiaru śniegu. Powoli chłód zaczynał dawać o sobie znać, bo mimo wszystko kilka godzin na lodowisku już siedział, a od dobrych kilku minut nawet nie ruszał się, wpatrując w przyjaciółkę swojej dziewczyny. A skoro jemu było zimno, domyślał się, że i Carmen zaczynała powoli tracić odpowiednią temperaturę. Była ubrana grubiej niż na zwykły spacer, jednak niewystarczająco jak na takie wybryki na lodzie. — Wydaję mi się jednak, że nasza lekcja będzie musiała poczekać do następnego przypadkowego wyjścia — zaczął. — jak mi teraz zmarzniesz na kość, to się jeszcze zrazisz i nie będę miał kogo uczyć — dodał, odnosząc się do jej coraz czerwieńszych policzków i ust, które samym kolorem dawały mu znać, że jeszcze chwila i zaczną dygotać. — Dasz radę wstać?

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen nienawidziła tego dziwnego uczucia, ilekroć spoglądała na niego bez złości lub rozdrażnienia. Przecież zdążyła już przywyknąć do świadomości, że Wesley był człowiekiem irytującym i regularnie doprowadzającym ją do białej gorączki. Wepchnęła go w wygodne dla siebie szuflady, mogąc dzięki temu jakkolwiek nazwać ich relację — mogła określić to, jak powinna się przy nim zachować, żeby na świecie nadal panował pokój. A jednak zdarzały się momenty; chwile takie jak ta na lodowisku, kiedy posyłała mu drobny uśmiech, nie czując przy tym złości lub rozgoryczenia. Nie myślała wówczas o tym, jak niewłaściwym był człowiekiem dla jej przyjaciółki lub jak szkodliwy musiał być, bo tak mówiło to jej "święte przeczucie", którym tak bardzo i często kierowała się niby w swoim życiu. Torres nie potrafiła dokładnie wskazać momentu, kiedy… zaczęła zmieniać zdanie, a raczej dopuszczać do siebie myśl, że może Austen był po prostu dobrą osobą. Taką, która załatwiła jej pracę, kiedy była pod ścianą. I nie miało dla niej już żadnego znaczenia, czy zrobił to ze względu na Summer czy jakieś własne pobudki, bo ostatecznie pomógł jej oswoić się z nową robotą. Rzecz jasna, w tym momencie wydawało jej się, że to przejściowe odczucia, wywołane głównie żalem, skierowanym w stronę jej koleżanki, za to, że ją wystawiła. Łatwiej było usprawiedliwiać się w ten sposób, niż dochodzić do niewygodnych wniosków.

Dostrzegając uśmiech na jego twarzy, który podobnie jak w przypadku Carmen, wydawał się dziwnie szczery, Torres odwróciła na krótką chwilę wzrok. Nie znała go od tej strony. Nie wiedziała nawet, czy chciała go w ten sposób poznawać, bo na samą myśl o tym czuła się po prostu nieswojo; trochę tak, jakby robiła coś złego za plecami swojej przyjaciółki. — Och. I to ja muszę być tym trupem, huh? — zaśmiała się po raz kolejny, karcąc się za to w myślach. Ale może… Może właśnie tego potrzebowała? Chwili luzu, gdy nie musiała myśleć o finansach, rodzinnych problemach i innych wątpliwościach, które nie pozwalały jej spać po nocach. Nawet, jeśli miał to być właśnie Wesley, Carmel przez sekundę cieszyła się, że mogła wziąć pełen oddech, skupiając się na czymś przyjemniejszym niż szara codzienność.

— Możesz to sobie zapisać w kalendarzu, jeśli chcesz. To pewnie dla ciebie bardzo przełomowy moment — odparła kąśliwie, jednak nie zaprzeczając jego słowom. Austen świetnie jeździł na łyżwach, więc mógł się na coś jeszcze przydać, racja? Nawiązując z nim kontakt wzrokowy, Carmen miała wrażenie, że oddech ugrzązł w jej gardle. Poczuła wewnętrzną potrzebę ewakuacji. Nagłą panikę, gdy zdała sobie sprawę, że oderwanie spojrzenia od jego ciemnych oczu, graniczyło niemal z cudem. I jeszcze miał czelność puścić jej po tym oczko? — Nie trzeba. W całej reszcie jestem cholernie zdolna — parsknęła. No, a przynajmniej miała niezachwianą pewność siebie w co poniektórych kwestiach.

— Postaram się, ale już możesz mnie uznać za swoją konkurencję — dodała, wytykając język w jego stronę. Nie planowała zaczynać gry w hokeja ani tym bardziej zawodowego łyżwiarstwa, ale przyjemnie byłoby nie wywracać się na każdym zakręcie. Chociaż im dłużej o tym myślała, tym bardziej dochodziła do wniosku, że jej słowa o nauce, mogły zabrzmieć jak prośba o kolejne spotkanie… O zgrozo.

Carmen zaczęła odczuwać zimno dopiero po jakimś czasie, gdy zaczęła podnosić się do siadu. Jej policzki były zaróżowione, a grubszy sweter przestał pełnić swoją funkcję; rzeczywiście, jeszcze chwila i rozchoruje się, a na to nie mogła sobie pozwolić ze względu na pracę. — Martwisz się o mnie, Austen? Złego diabli nie biorą — rzuciła, kręcąc głową i dając mu tym samym znać, że sama spróbuje jakoś się podnieść. Zaraz ruszyła chwiejnie w stronę bramki, dygocząc przy tym z zimna i naciągając rękawy aż po same palce. — D-dlaczego wyglądasz lepiej, skoro siedzisz tu d-dłużej? — wyrzuciła z siebie, spoglądając na niego walecznie; w przeciwieństwie do niej nie trząsł się tak bardzo. Zaczęła zdejmować łyżwy, by ubrać normalne, wygodne buty.

To dziwne, całkiem miły ten wieczór.


wesley
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scotiabank Pond”