Oczywiście, że przeszło jej przez myśl, że Noe chciałby wykorzystać dziecko do założenia rodziny z Gabi. Do zbudowania z nią prawdziwej więzi, która… byłaby chyba największym kłamstwem. Ona go nie kochała. I choć kobiety w ciąży miewały różnorakie zawirowania emocjonalne to w kościach czuła, że to akurat by się nie zmieniło, a nawet jeśli… to nie na długo. Ludzie tak łatwo się nie zmieniali. Wiedziała to dobrze na przykładzie Dantego. Od liceum włączał mu się tak zwany
szwędak — potrafił wyjść, zapominając kogokolwiek o tym poinformować i wrócić po dwóch dniach jak gdyby nigdy nic. Ten ponad roczny wyjazd był delikatnym przegięciem, ale no… nawet gdy już do siebie wrócili, wyszedł na przeklętą imprezę, nie dając jej w ogóle znać, gdzie był, z kim i kiedy zamierzał wrócić. Później się okazało, że wysłał jej wiadomość, która niestety przez głupi telefon zawisła w ich konwersacji z komunikatem "błąd dostarczenia", ale… nadal.
Dlatego naprawdę głęboko powątpiewała, że rudowłosa ot tak potrafiłaby odrzucić swoje dotychczasowe nawyki. Zresztą, czy Noe czasem nie wspominał, że ją głownie ciągnęło do jakiegoś Willa?
Słysząc jak chłopak wspomina o jakimś trybie nieśmiertelności i byciu wręcz królem świata czy innego wszechświata, uniosła wymownie brew po czym parsknęła cichym śmiechem.
— Brzmi znajomo… — W końcu spędziła całkiem sporo lat z facetem, który od alkoholu nie stronił, więc… coś o tym wiedziała.
— No… zwłaszcza, że założenie gumki na penisa to kilka sekund roboty… nawet jeśli nie po to, żeby uchronić się przed ciążą to przed chorobami? Skąd wiesz z kim ona spała i czy czegoś nie złapała? Zbadaj się. Tak na wszelki wypadek, co? — Nie chciała być złośliwa, ale musiała mu to w końcu powiedzieć. Zwłaszcza jeśli zamierzał w przyszłości zbudować szczery i prawdziwy związek to od tego powinien zacząć — od badań, co by mieć pewność, że nie sprzeda żadnej niespodzianki swojej partnerce.
Kontynuowała masaż głowy, śmiejąc się cicho z własnych słów odnośnie bycia szkolną prymuską, co dawało jej pełne prawo do udzielania mu wszelakich porad życiowo-miłosnych. Ech… może jako ktoś, kogo zostawiono bez słowa wyjaśnienia właśnie powinna się zamknąć? Jednak to co mówiła wydawało się logiczne. Przecież gdyby teraz Dante do niej przyszedł i oznajmił, że Ivy była z nim w ciąży… nie mogłaby mieć do niego pretensji. To jakby przyjęła tę informację było zupełnie inną sprawą.
— Jest płatne. Jesli ktoś chce przyjść na półgodzinny masaż głowy to mam na to osobną pozycję w cenniku. Ale każdy kto się zapisze na ścinanie czy farbowanie to w gratisie dostaje dziesięć minut takiej przyjemności — odparła zgodnie z prawdą, przeczesując ostatni raz palcami jego przydługie włosy, przy okazji sprawdzając w jakiej były kondycji. Tak na wszelki wypadek, żeby sprawdzić czy nie należało ich przyciąć. Końcówki jednak były we względnie dobrej kondycji, więc nie musiał iść od razu pod nożyczki.
— Poradzisz sobie — odpowiedziała spokojnie, sięgając jeszcze po wilgotne chusteczki, którymi wytarła swoje tłuste od olejku dłonie.
— Najtrudniej pewnie będzie dogadać się z Gabrielą, ale jak nie będziesz uciekał od odpowiedzialności i pokażesz jej, że zrobisz wszystko, aby dziecko nie ucierpiało i miało jak najlepiej to wytrącisz jej wszystkie argumenty — dodała po chwili. W sprawie alimentów mógł się z nią dogadac dobrowolnie, bez udziału sądu. Podobnie jak z podziałem obowiązków. Prawda jednak była taka, że sądowe ustalenia chroniły nie tylko matkę, ale także i ojca. Mając w ręku papierek ta nie mogła nagle uznać, że nie da mu dziecka na weekend,
bo nie. Pieniądze przekazywane przelewem z odpowiednim tytułem… na dodatek dzięki temu mógł współuczestniczyć i współdecydować o dziecku, o jego edukacji czy leczeniu. Gabi bez jego zgody nie mogłaby wyjechać z maluchem za granicę czy poddać go dziwnym zabiegom.
Ech, opłacało się wychowywać w prawniczej rodzinie i podsłuchiwać wszystkich rozmów ojca z klientami…
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy wreszcie usiadł przy myjce i delikatnie zmoczyła mu głowę, pytając od razu czy temperatura wody była w porządku. A gdy włosy były już mokre, nałożyła na dłonie odrobinę szamponu i zaczęła myć skalp chłopaka.
— Nie no… on się cieszy razem ze mną. Może mogłabym tylko przestać go zmuszać do oglądania co wieczór filmów, których akcja dzieje się we Włoszech. — Zaśmiała się cicho, spłukując zaraz szampon i nakładając pierwszą odżywkę — proteinową o zapachu magnolii.
— Niewiele wiem. Dopiero podpisałam umowę i z niej wynika, że będę jedyną stylistką włosów na wszystkich czterech pokazach. Najpierw Florencja, potem Rzym, Wenecja i wielki finał w Mediolanie. Dostałam już pierwsze szkice prezentowanych strojów i portfolio wybranych modelek, żebym mogła już myśleć nad koncepcją fryzur… — I zaczęło się. Elsa uruchomiła swój słowotok, pozwalając co jakiś czas zadać Noe jakieś pytanie dotyczące tej zbliżającej się włoskiej przygody. Ale głównie to ona jednak dziamoliła. Zdążyła nałożyć jeszcze jedną odżywkę, odczekać, spłukać, zaprosić go na fotel i wysuszyć włosów, odpowiednio je stylizując… i cały czas gadała. Nawet jeśli dźwięk suszarki ją zagłuszał… to i tak gadała. Jak najęta. Jak zaklęta. Taka… szczęśliwa.
— Skończyłam! I nawijać i ogarniać twoje włosy… co myślisz? — zapytała radośnie, wpatrując się w jego odbicie w lustrze. Ona była zadowolona, ale to nic nowego. W końcu była świetna w tym co robiła i NIKT nie był w stanie zmienić jej zdania w tym zakresie.
Noe Villeneuve-Scott