30 y/o
Indulge in local cuisine
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Debbie przede wszystkim nie spodziewała się tego, że jej wizyta w jego mieszkaniu potrwa tak d ł u g o.
Miało to być przecież coś tymczasowego. Chwila na to, aby stanęła na nogi i znalazła miejsce, które sama mogłaby wynająć. To przecież nie tak, że desperacko potrzebowała współlokatora, bo zanim jej sytuacja mieszkaniowa skomplikowała się za sprawą wymówionego przed niemal rokiem najmu, McDowell radziła sobie samotnie całkiem nieźle. I zważywszy na to, jaki styl życia prowadziła, byłoby to dla niej prawdopodobnie najlepsze rozwiązanie.
A jednak obecność Tracy’ego w pełni jej odpowiadała. Świetnie bawiła się, kiedy razem z nim okupowała kanapę w jego mieszkaniu i wspólnie oglądali kolejny głupi serial, w którego fabułę angażowali się aż za bardzo. Pasowało jej również to, jak poranki spędzali przy wspólnym śniadaniu oraz to, że blondyn w ogóle nie uskarżał się, kiedy któraś z jego koszulek znikała, bo akurat pasowała jej do stylizacji.
Debbie czuła się w tym miejscu nad wyraz s w o b o d n i e, a jednak nie spodziewała się tego, że kiedy ona za bardzo się tu zadomowi, Tracy trochę za bardzo rozgości się w jej umyśle.
Ale tak właśnie się stało, a ona sama nie wiedziała jeszcze, co powinna z tym faktem zrobić.
Teraz jednak zależało jej głównie na tym, aby trochę odgryźć się na nim za to, jak bezczelnie sobie z niej zażartował. Zmrużyła powieki i jeszcze przez chwilę lustrowała go spojrzeniem, które spochmurniało nieco, kiedy zorientowała się, co tak właściwie robił. Był bezczelny, ale przy tym niesamowicie rozczulający. — Jak dalej będziesz taki złośliwy to możesz zapomnieć o tym, że w kolejnych dostawach będzie jakakolwiek koronka — zagroziła, a dla powagi swoich słów wycelowała w niego tym nożem, którym jeszcze przed chwilą rozcinała taśmę. Zaraz jednak odłożyła go na miejsce, choć wnosząc po tym, jak radził sobie z tą paczką, nie byłaby w stanie wyrządzić nim jakiejkolwiek szkody.
Ale o tym zapomniała już całkowicie, kiedy przeszła do kolejnej kwestii. Zupełnie nie przejęła się zarzutem, że trochę za bardzo ją przy tym rozwlekła. — Pamiętasz Archera? Chociaż w sumie nie wiem, czy kiedykolwiek wspominałam o nim z imienia — zawiesiła się na moment, próbując to sobie przypomnieć. — W każdym razie byłam z nim, zanim nie postanowiłeś zaprosić mnie do swojego pokoju z zepsutą klimatyzacją i brakiem koszulki — końcówkę wyjaśniła trochę tak, jakby przedstawiała mu jakiś zarzut.
Częściowo uważała, że to jego wina, że nigdy nie umiała mu się oprzeć.
Jak się do niego wprowadzałam to zarzekałam się przed babcią, że to naprawdę na poważnie i teraz na pewno mi się uda — wyjaśniła, marszcząc przy tym nos. Nie była szczególnie zadowolona z efektów. — A ona dzwoniła wczoraj i zaprosiła mnie na urodziny w weekend, a ja naprawdę nie chcę znowu się tłumaczyć, więc… Potrzebuję chłopaka, a skoro to przez ciebie się wszystko rozleciało to w sumie jesteś mi to winny — dla pewności obróciła to tak, aby czuł się zobowiązany, choć miała cichą nadzieję na to, że i bez tego by jej nie odmówił.
Były to przecież tylko trzy dni, a oni i bez tego zachowywali się niemal jak p a r a.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oboje inaczej to sobie wyobrażali, ale jednocześnie najwyraźniej oboje nie potrafili być niezadowoleni z tego, że ostatecznie wyszło inaczej. Tracy’emu naprawdę podobało się to, jak teraz wyglądała jego codzienność. Jednak dzielenie z kimś domu i swojej codzienności znacznie poprawiało jej jakość i sprawiało, że chętniej się do tego domu wracało, bo nie był już pustymi czterema ścianami, tylko pełnym życia miejscem.
Szczególnie przy kimś takim jak Debbie można było powiedzieć, że w jego domu nie było już spokojnie. Ale jej energia to nie było zbyt wiele dla Raynotta, któremu w pełni odpowiadało to, jaka jest, mimo że sam był nieco spokojniejszą osobą. Udało mu się jednak dobrze z nią dograć, przez co teraz naprawdę dobrze mu się z nią żyło i wizja, że miałoby jej zabraknąć, nie do końca mu leżała. Dlatego nie sugerował jej, że czas w końcu znaleźć coś swojego…
– Taaa… W to akurat nie uwierzę – przewrócił oczami, a po chwili zaserwował jej jeden z tych swoich uwodzicielskich uśmiechów, którymi raczył ją bardzo często. Były pewne kłamstwa, w które Tracy na pewno nie miał jej uwierzyć i jednym z nich było to, które usłyszał przed chwilą. To by było tyle z jej wiarygodności i próby nastraszenia go. Nóż co prawda był dobrym dodatkiem, Raynott nawet popatrzył na niego chwile w niepokoju, ale tylko dlatego, że obawiał się, iż Debbie przez przypadek coś nim wywinie, co w jej przypadku nie było takie nieprawdopodobne.
Kiedy wspomniała o jakimś Archerze, Tracy ściągnął ku sobie brwi, kompletnie nie przypominając sobie osoby o tym imieniu, dlatego szersze wyjaśnienia przydały mu się. Kiedy już nakreśliła mu wszystko, blondyn energicznie pokiwał głową, pokazując w ten sposób, że doskonale pamiętał, o której sytuacji wspominała. Nawet uśmiechnął się zadowolony, wspominając tamtą noc. – Coś tam kojarzę – stwierdził w końcu, jakby przed chwilą wcale nie miał przed sobą wyraźnych obrazów.
– Babcię chcesz okłamywać? – chciał sprzedać to tak, jakby rzeczywiście ją oceniał, ale był zbyt rozbawiony sytuacją, w której się znalazła, żeby nie uśmiechnąć się. – Ale jeśli to będą takie urodziny z tortem to myślę, że mogę na weekend zostać twoim facetem – powiedział po chwili zastanowienia, choć wcale nie zgadzał się ze względu na łakocie. Debbie go potrzebowała, więc to oczywiste, że mogła na niego liczyć, nawet jeśli ta akcja była przekroczeniem pewnych granic. Te i tak ostatnio stały się dość elastyczne… – Tylko zapomnij, że będę przedstawiał się jako Archer. Co to w ogóle za imię? – aż skrzywił się teatralnie, ale czepiał się tylko dla zasady, bo czemu nie popsioczyć na jej byłego, jeśli nadarzyła się taka okazja?

Debbie McDowell
30 y/o
Indulge in local cuisine
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Debbie uwielbiała towarzystwo. Lubiła spotykać się ze znajomymi i otaczać się ludźmi, którzy także tryskali energią. Zwykle uchodziła za duszę towarzystwa, dlatego w pustym mieszkaniu czuła się nieco dziwnie. Po prostu nie należała do grona tych osób, które przede wszystkim łaknęły spokoju.
Nie znaczy to jednak, że zrzuciła mu się na głowę, ponieważ nie chciała dłużej mieszkać sama. Nie naruszyłaby istniejących w ich znajomości granic z tak błahego powodu. Znalazła się pod jego drzwiami, ponieważ w tamtym momencie naprawdę potrzebowała pomocy.
O tym jednak, że została, przesądził fakt, że zwyczajnie jej się tu p o d o b a ł o.
Polubiła to, jak jej codzienność wyglądała w towarzystwie Tracy’ego, a choć przez pewien czas myślała, iż była to najwyższa pora, aby dać mu trochę przestrzeni, kilka posunięć z jego strony sprawiło, iż Debbie ponownie w to zwątpiła. Zwłaszcza w ostatnim czasie odnosiła wrażenie, że Raynott wcale nie chciał, aby się wyprowadziła, a skoro i jej było u niego dobrze, dlaczego miała im obojgu odmawiać czegoś, co najwyraźniej się sprawdzało?
Teraz jednak zmrużyła oczy i posłała mu jedno z tych złowrogich spojrzeń, które i tak nie miały przełożenia na rzeczywistość, ponieważ prawda była taka, że Debbie nie umiała mu odmawiać. Mało tego, uwielbiała być przez niego pożądana, a jeśli odpowiednim strojem miała to poczucie wzmocnić, z zadowoleniem sięgała po takie rozwiązania.
Zatem tak, choć nie przyznałaby tego teraz na głos, w tym momencie to właśnie on miał rację.
Zganiła go spojrzeniem, kiedy dostrzegła to zadowolenie wymalowane na jego twarzy. Jak mógł cieszyć się z tego, że wspólnie doprowadzili do z d r a d y? Gdyby jednak teraz ją o to zapytał, najpewniej powiedziałaby, że sama również tego nie żałowała.
To nie tak, że c h c ę — zaprzeczyła od razu, bo przecież to nie tak, że celowo uknuła taki plan - raczej zmuszały ją do tego okoliczności. — Uważasz, że powinnam do niej pojechać i w urodziny oznajmić, że znowu nie doczeka się ślubu? — zapytała z przekąsem, po czym odeszła od kuchennej szafki. Była zadowolona z tego, że wyraził zgodę, dlatego na jej ustach prędko wymalował się uśmiech.
Wypuściła jednak głośniej powietrze, kiedy zaczął nabijać się z jej byłego. Gdyby to on okazał się świnią, nie miałaby nic przeciwko, ale przecież w tej historii to Debbie okazała się tą złą. I to właśnie za jego sprawą! — A co za różnica, jak ma na imię, jeśli jest dobry w łóżku? — wzruszyła lekko ramionami, zatrzymując się tuż przed Raynottem. Postanowiła poprawić kołnierzyk jego koszuli i lekko wyprostować materiał na jego piersi, najwyraźniej już ćwicząc przed tym, co chciała pokazać rodzinie w weekend.
Na pewno będzie tort i cała masa pysznego jedzenia, a my będziemy musieli spać w osobnych pokojach. Babcia wyznaje politykę zero seksu przed ślubem, chociaż sama wyszła za dziadka we wrześniu, a mój tata urodził się trzy miesiące później — wyjaśniła, strojąc przy tym dość wymowną minę. To była akurat ta część jej rodziny, która próbowała uchodzić za i d e a l n ą, chociaż do tego było im akurat piekielnie daleko.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Debbie dobrze odczytywała Tracy’ego, zauważając, że wcale nie chciał, żeby się wyprowadziła. Choć nie potrafił powiedzieć tego wprost, wolał, żeby została, choć nadal w jego umyśle to wszystko było tylko t y m c z a s o w e. Myśląc w ten sposób, nie musiał wyrzucać sobie tego, że odchodził od rzeczy, które sobie postanowił, ale mógł też przy okazji nie być ze sobą szczery, ponieważ niekoniecznie mógł chcieć, aby ich sytuacja miała termin ważności.
Co mógł powiedzieć? Znalazł się w tym dziwnym położeniu, gdzie nawet sobie nie mógł powiedzieć całej prawdy, ponieważ ta kompletnie zaprzeczała temu, w co dotychczas wierzył. Raynott z uporem powtarzał sobie, że nie może za bardzo przywiązywać się do kobiet, a jednak teraz jak amator nie zauważył nawet, kiedy dopuścił do tego, że przywiązał się do McDowell.
Przy okazji znał ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że miał teraz rację i nie powinien nic sobie robić z jej złowrogich spojrzeń, dlatego uśmiechnął się zadowolony z siebie, pewny swojej racji.
Co się tyczy drugiej kwestii, za którą Debbie znów postanowiła skarcić go spojrzeniem, tu racja mogła być po jej stronie, ale blondyn nie potrafił się tym przejąć. Co mógł poradzić? Nie żałował tego, jak sprawy potoczyły się po tamtym wybryku, dlatego teraz nie umiał grać winnego. I nawet nie chciał, choć tak pewnie by wypadało.
– To już planujemy ślub? – rozbawienie mu nie mijało. Wciągnął się w to, jak rozwijała się historia, w którą nagle został zaangażowany i bawił się przednio, słuchając o kolejnych pomysłach McDowell, które sprzedała swojej rodzinie.
Kiedy dobrała się do kołnierzyka jego koszuli, na twarz Tracy’ego wkradł się łagodny uśmiech. Ich sytuacja rozwinęła się na tyle, że podobne sytuacje nie wydawały się dziwne czy nienaturalne. Raynott nie umiał tego wyjaśnić, ale właśnie takie drobnostki między nimi sprawiały, że czuł się tak, jakby był na swoim miejscu. Nie chodziło o sam dotyk, lecz o naturalność, z jaką między nimi się pojawiał. – To też powiesz babci? – uniósł brew zaintrygowany, drocząc się z nią.
– To wydaje się nie fair – teatralnie jęknął niezadowolony, po czym uśmiechnął się zadziornie. – Ale niech będzie, nie możemy rozczarować babci. Będę idealnym, grzecznym facetem, jakiego mogłaby sobie dla ciebie wymarzyć i zwalę wszystkich z nóg – stwierdził bardzo pewny siebie, przekonany o tym, że naprawdę mógł taki efekt osiągnąć. W końcu to nie tak, że całe życie był rozpustnikiem i nie potrafił pokazać się z dobrej strony rodzinie kobiety. Kiedy chciał, potrafił być i d e a ł e m. – Chcę tylko jedną rzecz w zamian – olśniło go po chwili, dlatego postanowił dodać swój warunek i kiedy o tym wspomniał, zmrużył oczy, jakby ostrzegał ją, żeby nie próbowała mu odmówić.

Debbie McDowell
30 y/o
Indulge in local cuisine
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała nadwyrężać jego gościnności, a jednocześnie nie chciała uciekać z miejsca, w którym było jej tak d o b r z e. Miała bowiem wrażenie, że z Tracy’m jako współlokatorzy zgrali się niemal perfekcyjnie i obojgu w stu procentach odpowiadało to, jak wyglądała ich wspólna codzienność.
Oboje jednak przymykali oko na to, że od samego początku nie byli dla siebie wyłącznie w s p ó ł l o k a t o r a m i. Nie posiadali osobnych pokoi, ich życia nie toczyły się osobno, a kiedy ktoś inny zaczynał wkradać się w nie z butami, złościli się, choć nie potrafili sobie tego powiedzieć.
A jednak kiedy bywało dobrze, Debbie nie mogła być bardziej zadowolona.
Teraz, kiedy od pewnego czasu układało się między nimi świetnie, McDowell znów czuła się tu swobodnie, czemu najpewniej sprzyjał też fakt, że Tracy nie dawał jej do zrozumienia, iż ktoś inny mógł próbować wkraść się na j e j miejsce. Nie było tu innych kobiet, przez co ona też zapominała o innych mężczyznach, ani trochę tego nie żałując.
Jeśli mogła w pełni cieszyć się jego bliskością, nie potrzebowała niczego więcej.
Może poza tą d r o b n ą przysługą, o którą teraz go poprosiła. Wiedziała, że Tracy nie zostawi jej na lodzie, dlatego nie obawiała się go w to zaangażować. Nie martwiła się również, że mógłby próbować ją oceniać, bo przecież nie raz pokazała mu się już od tej bardziej szalonej strony, a on mimo to akceptował ją w pełni. — No, jeszcze nie. Za krótko się znamy, a ty nawet nie masz pierścionka — zerknęła na niego wymownie, jak gdyby te braki naprawdę go teraz przekreślały. — Ale życia możesz sobie beze mnie nie wyobrażać — dodała po chwili, w rodzinnych stronach chcąc najwyraźniej sprzedać historię o dozgonnej miłości.
Szturchnęła go w ramię, kiedy zasugerował, że mogłaby opowiadać swoim bliskim o własnych podbojach. Nie uskarżała się jednak, a kiedy moment później zobowiązał się, że perfekcyjnie odegra swoją rolę, Debbie uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona. — Jeśli zamierzasz poprosić, żebym to wszystko odesłała to nie mogę ci tego obiecać — stwierdziła, zabezpieczając się od razu na taką ewentualność. Coś jednak podpowiadało jej, że nie o to zamierzał ją poprosić.
Przechyliła głowę na bok i przyjrzała mu się uważnie. — Co ci chodzi po głowie? — dopytała. Cokolwiek miał teraz na myśli, Debbie skłonna była się zgodzić, bo chciała, żeby wiedział, jak wiele znaczyło dla niej to, że on nie zostawił jej na lodzie.
Nigdy tego nie robił, przez co ona tak bardzo na jego punkcie szalała.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby ktoś z boku miał ocenić, co wyprawiali, pewnie powiedziałby, że wpakowali się w otwarty związek, bo to rzeczywiście nie wyglądało tak, jakby byli po prostu współlokatorami z bonusem. Właściwie to ostatnio ich relacja nie przypominała już nawet otwartego związku, a po prostu związek, ponieważ żadne z nich nie spędzało czasu z innymi, nie w t e n sposób. Tracy rzeczywiście ostatnio ani nie wychodził do innych kobiet, ani tym bardziej ich tu nie zapraszał. Nie czuł takiej potrzeby, wolał wrócić do domu do Debbie.
Czy to dało mu do myślenia? Na pewno coś przemknęło mu przez głowę, ale celowo nie poświęcił tej myśli zbyt wiele czasu, bo obawiał się, do jakich wniosków te przemyślenia mogą go zaprowadzić. Raynott nie był gotowy na to, aby przyznać się do swoich uczuć, dlatego jak ognia unikał sytuacji, w których musiałby się z nimi zmierzyć.
Przeszli razem już tak wiele i widział już taką skalę szaleństwa Debbie, że coś takiego naprawdę już go nie zaskakiwało. Właściwie to w pełni mu do niej pasowało. Do niego najwyraźniej też, skoro się na to zgodził, choć tu bardziej mogło chodzić o to, że zwyczajnie nie chciał zostawić jej w potrzebie. – Dlatego jedziemy do twojej babci. Poznam ją, oczaruję i pewnie da mi jakiś pamiątkowy, rodzinny pierścionek, żebym w końcu mógł się oświadczyć – poruszył zaczepnie brwiami, zadowolony z siebie, jakby to wszystko miał już dokładnie przemyślane i zaplanowane, i wcale nie usłyszał o pomyśle Debbie przed kilkoma minutami. – I nie wyobrażam. Bez ciebie byłoby puste – odparł w taki sposób, że trudno było ocenić, czy się wydurniał, czy jednak nie. To, jak jeszcze przed chwilą prowadzili tę rozmowę, sugerowało, że tylko sobie żartował, ale ton jego głosu mógł pokazywać coś innego. Dla Tracy’ego to mogła być okazja, aby przyznać się do czegoś, jednocześnie nie będąc z tym oczywistym, ani przed nią, ani nawet przed sobą…
Kiedy ostrzegła go, czego nie może dla niego zrobić, udając rozczarowanego głośno wypuścił powietrze i spuścił w dół ramiona. Zaraz jednak otrząsnął się z tego. Nie do końca o to mu chodziło. I kiedy McDowell poprosiła go, żeby wyjaśnił jej, o co chodzi, przez chwilę zastanowił się, czy w ogóle nie pójść z tym w zupełnie innym kierunku i lepiej nie wykorzystać tej okazji, ale stchórzył. – Po prostu powiedz mi, czy to już zakupoholizm… Bo to już chora ilość paczek – stwierdził z zadziornym uśmiechem na twarzy, który sugerował, że oceniał ją tylko żartobliwie. Ale naprawdę zastanawiał się, dlaczego ją tak poniosło… I z czym. Co zrobić? Potrafił być ciekawski.

Debbie McDowell
30 y/o
Indulge in local cuisine
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nikt z zewnątrz nie powinien przejmować się tym, co połączyło tę dwójkę, ponieważ tak długo, jak było im w tej relacji dobrze, mogli trwać w niej na własnych zasadach. Kłopot pojawiał się wyłącznie wtedy, kiedy to, co się sprawdzało, przestawało im wystarczać, a czy nie tak działo się już od pewnego czasu?
Stopniowo każde z nich pragnęło czegoś więcej, a jednak z jakiegoś powodu bali się o to poprosić.
Debbie jednak w którymś momencie mogła okazać się z a c h ł a n n a. Mogła zapragnąć od niego czegoś, czego Tracy nie był w stanie jej dać, ponieważ on sam miał na życie nieco inne spojrzenie. Próbowała to przecież uszanować, z tego właśnie powodu początkowo nieco się odsuwając, ostatecznie dochodząc do wniosku, że w ten sposób spowodowała tylko jeszcze więcej szkód.
Te jednak udało im się naprawić, a choć to mogło wydawać się niemożliwe, obecnie było między nimi nawet lepiej, niż wtedy, gdy te wątpliwości dopiero zaczynały kiełkować.
A choć teraz prosiła go wyłącznie o n i e w i n n ą przysługę, w ten sposób mogła dodatkowo między nimi namieszać. Nie była tego jednak świadoma, choć prawdopodobnie powinna się zorientować, kiedy Tracy roztoczył przed nią swoją wizję. Ta z jakiegoś powodu sprawiła, że po jej wnętrzu rozlało się przyjemne ciepło. Nigdy przecież niczego innego nie pragnęła, ale jeszcze nie brała pod uwagę tego, że czegoś podobnego mogłaby zapragnąć z n i m.
Za sprawą jego późniejszego wyznania uśmiechnęła się, ewidentnie się nim ciesząc. Nawet jeżeli tylko się zgrywał, Debbie postanowiła mu uwierzyć. Zwłaszcza, że ona przecież też nie umiała już wyobrazić sobie codzienności, w której jego miałoby zabraknąć.
Ale powinieneś wiedzieć, że nie jestem wcale taka łatwa i samym pierścionkiem wszystkiego nie załatwisz. Chcę Paryż, Rzym, albo inne romantyczne miejsce, jedno kolano i seks w pokoju z widokiem przez resztę nocy — wyjaśniła swoje warunki, czując się odrobinę tak, jakby rzeczywiście dawała mu instrukcję na przyszłość. I może nie miałaby nic przeciwko, gdyby Tracy rzeczywiście chciał z niej skorzystać.
Szturchnęła go lekko, kiedy wyskoczył jej z tymi zakupami. — Czar prysł, Tracy — skomentowała, odrobinę się przy tym krzywiąc. — Liczyłam na to, że poprosisz przynajmniej o tę koronkę. Wiedziałam już nawet, co założę — dodała, odrobinę się od niego odsuwając. Zamierzała bowiem zabrać się za s p r z ą t a n i e paczek.
To po prostu chęć pomocy. Dla ciebie też bym to zrobiła, gdybyś potrzebował — wyjaśniła, ściągając ze stołu karton, aby jego miejsce zajął następny. — Poza tym, większość i tak zwrócę. Chcę tylko najpierw sprawdzić, co okaże się najfajniejsze — dodała, chcąc w ten sposób usprawiedliwić to, co nawyczyniała. Nawet ona dostrzegła, że trochę przesadziła, więc pomimo tego, co mogło się wydawać, chciała zaprowadzić w tych zakupach pewien porządek.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tracy chciał zjeść ciastko i mieć ciastko. Z jednej strony chciał Debbie dla siebie, z drugiej chciał dalej zachować przynajmniej pozory swojej niezależności i wolności, bo przecież w jego zachowaniu zdążyły już zajść dość istotne zmiany i wcale nie korzystał z jednego czy drugiego. Całą jego uwagę kradła McDowell, z którą było mu teraz dobrze, nawet jeśli nie potrafił wykonać następnego roku i tego, co było między nimi, uczynić poważnym. Być może wolał zostawić sobie furtkę, albo zwyczajnie bał się, że kiedy przyzna cokolwiek na głos, stanie się to na tyle realne, że w razie niepowodzenia bardziej go zrani.
Dlatego starał się podchodzić do tematu luźno, a jednocześnie coraz bardziej się angażował, nie dostrzegając tego, że już dosyć mocno się narażał na ewentualne zranienie.
O tym jednak w ogóle nie myślał. Po prostu cieszył się z tego, że Debbie była obok i korzystał ze spędzanego razem czasu, w trakcie którego z nią po prostu nie dało się nudzić. Zawsze zaskakiwała czymś nowym i tym razem nie było inaczej – najpierw przywitała go góra paczek, a potem został poproszony, żeby udawać jej faceta. Takie rzeczy nie dzieją się codziennie i nie spotykały Raynotta, dopóki w jego życiu nie pojawiła się McDowell.
– Poczekaj, zapiszę sobie wszystko – sięgnął ręką do kieszeni, jakby zaraz miał wyciągnąć z niej notatnik, po czym rozbawiony uśmiechnął się do Debbie. A chociaż teraz nie traktował jej słów poważnie, to niewykluczone, że miały zapaść mu w pamięci. Jedynym powodem było to, że zwyczajnie interesowała go i podchodził do ich rozmów poważniej, niż mógł sprawiać wrażenie. Przy czym teraz wcale nie myślał, że kiedyś miałby realnie wykorzystać informacje, które teraz mu podała.
– Koronka to oczywista sprawa, zawsze powinnaś ją na sobie mieć – popatrzył na nią, jakby rzeczywiście oceniał to, że lekceważyła takie podstawy.
Choć żart odnośnie tego, że mogłaby chcieć okupować jego potencjalne dziecko sam cisnął się na usta, Tracy po tym, jak omiótł Debbie spojrzeniem, doszedł do wniosku, że wcale nie chce wypowiadać go na głos. – Daj, pomogę ci – powiedział, podnosząc kilka kartonów, które miało być mu wygodnie przenieść za jednym razem. – Sama z tego do jutra nie wyjdziesz, a wolałbym, żebyś wieczorem miała czas dla mnie – oznajmił, idąc z kartonami do sypialni, gdzie zamierzał razem z nią przejrzeć tę stertę dziecięcych ciuszków, co wydawało mu się trochę dziwne, choć wcale nie ze względu na to, że uważał, iż Debbie oszalała z ilością. Starał się jednak nie poświęcać uwagi tej myśli.
koniec
Debbie McDowell
ODPOWIEDZ

Wróć do „#24”