ODPOWIEDZ
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawody wędkarskie nad jeziorem Ontario? Nie no, to było coś, czego Caspian nie mógł przegapić, zwłaszcza że ostatnio zakupił sobie zajebisty 'jacht, który bardziej przypominał łódkę'' i mógł go wykorzystać na trial ride ze swoim przyjacielem, który w końcu sięgnął po rozum do głowy i rozwiódł się z tą, której imienia nawet Caspian nie chciał wypowiadać. Cholera, the stars finally aligned, eh? XD Los się uśmiechnął, planety ułożyły się w tak korzystny sposób, że nagle to wyimaginowane dziecko również jakoś wyparowało, zamieniając się w gwiezdny pył i drogę mleczną. Ahhh, Boże, jak się cieszył, że Rosie w końcu zrozumiał.

Poranek zaczął się co prawda dość chujowo, bo jego noga postanowiła przypomnieć mu o swoim istnieniu już w momencie, w którym próbował podnieść się z łóżka. Napierdalała go przy każdym kroku, ciągnąc nieprzyjemnie od biodra aż po kolano, więc przez pierwsze pół godziny poruszał się po mieszkaniu jak jakiś emeryt z Ciechocinka. Zdążył już połknąć tabletki przeciwbólowe i zwyzywać własną laskę, gdy ta przewróciła się z hukiem w przedpokoju. Nie zamierzał jednak odwoływać wyjazdu i tego hangoutu z przyjacielem. Co to, to nie. Mógł cierpieć na środku jeziora równie skutecznie jak i w salonie. Poza tym dzisiaj nie widział się z Eleną, więc... tym bardziej musiał zająć sobie czymś chwilkę.

No i musiał mu się pochwalić tym, jak zajebiście dbał o swojego łabądka, a poza tym ponarzekać trochę przyjacielowi, że ostatnimi czasy nie cierpiał smaku wiśni. No ale dobra, nie było co gadać o negatywach jego w miarę smutnego życia. Teraz będą sobie chillować, może nawet się zjarają, bo Cass przygotował się na tę ewentualność, wink wink. Wszedł na jacht, ostrożniej opierając ciężar ciała na zdrowej nodze. Cały sprzęt wędkarski znajdował się już na pokładzie, więc wyciągnął sobie piwko z coolera i czekał na przyjaciela. Po jakichś piętnastu minutach ujrzał Rosenhalla i rzucił, - Rosie, kurwa, nareszcie! Ile można czekać na upadłą gwiazdę formuły 1? - uśmiechnął się od ucha do ucha. No kurde, Caspian jak nie Caspian. - Weź nas odcumuj i wskakuj na pokład - rzucił, popijając piwko. - I musimy się o coś założyć. Potrzebuję dodatkowej motywacji, żeby cię pokonać - dodał pewny siebie. - poza tym... myślisz, że możemy brać udział w tych zawodach dosłownie z wody, czy nas zdyskwalifikują?

Cholera, już tak dawno nie widział się z przyjacielem. Ostatnim razem spotkali się u niego w hotelu, gdzie Flavio do nich dołączyla, gdy byli już zjarani, i przechodził kryzys przyszłego nierodzica, welp. Ciekawe, co pozmieniało się w jego życiu i czy znowu wpadł w sidła jakiejś kobiety, kompletnie tracąc dla niej głowę? Marshall był przygotowany na każdą okoliczność. Poza tym dobrze, że chciał wypłynąć gdzieś na środek jeziora. Łatwiej będzie mu upozorować zniknięcie XD

Rosie
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
I got that summertime
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No dobra, lecimy.

Od nocy z Rissy minęło już kilka dni, a on dalej nie potrafił wybić sobie tej kobiety z głowy na chociaż marne pięć sekund. Czuł się jak zjarany 24/7, łaził z głową w chmurach jak jakiś dzieciak i przez ten dziwny stan wczoraj prawie wlał sok pomarańczowy zamiast wody do ekspresu do kawy, próbował otworzyć drzwi od pensjonatu pilotem do samochodu, a dzisiaj przez dziesięć minut szukał okularów przeciwsłonecznych, które miał na nosie.

Jezu, to był dziwny, całkowicie niekontrolowany chaos, ale cholera… podobało mu się to? XD

No, anyway, w końcu jednak dotarł nad to jezioro Ontario, uśmiechając się pod nosem na widok zajebistego jachtu Caspiana, który wyglądał po prostu jak nieco bardziej eksluzywna łódka. Ach, wędkowanie. Gdy Leo myślał o wędkowaniu, przypominały mu się wakacje spędzone w Oakville, kiedy jako dzieciak jeździł z ojcem i braćmi nad jezioro ich starą, skrzypiącą łajbą. To były czasy, ach. Boże, brzmiał jak boomer.

Rosie, kurwa, nareszcie! Ile można czekać na upadłą gwiazdę Formuły 1? NO OD RAZU UPADŁĄ?! - Słuchaj no, gówniarzu - przywitał się z rozbawieniem, po czym oparł dłonie na biodrach i przyjrzał się najpierw łódce, a potem kumplowi. - Przybyłem, tak? Ciesz się, będziemy razem łowić ryby - skwitował. Dwa susy wystarczyły, żeby znalazł się przy belce, do której przywiązana była łódź. Naciągnął grubą linę i sprawnie rozwiązał węzeł zgodnie z prośbą Marshalla. - Ay, ay, captain, świetną masz pan tę łódkę - zasalutował, po czym odcumował jachcik i sprawnie wskoczył na pokład, mimo że napierdalało go kolano.

Wiecie, że nie widzieli się z Cassiem chyba od… maja? A teraz już był sierpień, lol. Cóż, no tak to już po prostu wyglądało, gdy człowiek stawał się dorosły, miał na głowie prowadzenie własnego biznesu, świeżo podpisane papiery rozwodowe i kobiety, które skutecznie wywracały świat do góry nogami.

Nareszcie łódeczka zaczęła odbijać się od brzegu i od razu skierowali się na głębszą wodę. Leo rozsiadł się wygodnie na ławeczce z tyłu i sięgnął po chłodne piwko. Gwoli ścisłości, sprzęt wędkarski podrzucił Marshallowi już wczoraj, żeby dzisiaj nie ciągnąć ze sobą tych wszystkich tobołów przez pół miasta, więc teraz mógł skupić się po prostu na… CHILLERA, UTOPIA, PIWKO, ONTARIO. A, i wędkowanie, nie zapominajmy.

I musimy się o coś założyć. Potrzebuję dodatkowej motywacji, żeby cię pokonać. Leo parsknął śmiechem. - O wieczór z twoją baletnicą? - zażartował natychmiast, po czym puścił Marshallowi perskie oko. I zanim zdążył dostrzec minę Caspiana, zaraz postanowił się zrehabilitować. - Żartowałem, nawet bym nie śmiał jej ukraść. Masz robale? - spytał, sięgając po swoją wędkę i sprawdzając przelotki (Hubi powiedział, że to ważne? xD). Zaraz jednak do głowy przyszedł mu zajebisty pomysł. - O, wiem! Przegrany robi tatuaż! - rzucił nagle, zaśmiał się w głos i poruszył porozumiewawczo brwiami, patrząc na Cassiego. - Wytatuujesz sobie na piersi, że mnie kochasz? - parsknął. Heh, doskonale wiedział, jak to brzmiało, ale w sumie… po to tutaj byli, nie? Żeby się pośmiać, pożartować i poudawać, że życie wcale nie było tak kurewsko skomplikowane.

Leo zerknął na inne łódeczki rozsiane po powierzchni wody. Co tam Marshall jęczał o dyskwalifikacji? - Stary, co złego się może stać. Najwyżej nas zdyskwalifikują - rzucił z rozbawieniem i wskazał dłonią na otaczających ich wędkarzy. Kurczę, Rissy miała na niego zły wpływ. Jeszcze chwila, a każdą rzecz będzie komentować czymś w stylu "Pierdolić konsekwencje". - Poza tym zobacz, wszyscy tak robią - stwierdził. Po tych słowach pociągnął łyk piwka, a zimny płyn przyjemnie schłodził jego gardło. No i wtedy znowu pomyślał o Paris, burzy jej blond włosów rozsypanych na jego poduszce i… UCH. - Widziałem się z Rissy - dodał jak gdyby nigdy nic, obracając butelkę w dłoniach i obserwując reakcję Marshalla.

Po każdym wakacyjnym wyjeździe do domu rodzinnego w Oakville Leo wracał z tą samą historią i opowiadał Marshallowi o Paris Kingsley, więc powinien kojarzyć jej przezwisko. Zanim jednak Rosenhall zacznie gadać kumplowi o szczegółach, musiał się upewnić, czy Marshall w ogóle pamiętał, o kim była mowa.

cassie
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

We are always running
for the thrill of it..
.
Obrazek
W tamtym momencie mógł stwierdzić tylko jedno, a mianowicie, że Rosie coś za szeroko uśmiechał się od ucha do ucha i był zdecydowanie w zbyt dobrym humorze. Pewnie poruchał. Taka była pierwsza myśl, która przemknęła mu przez głowę. Miał tylko nadzieję, że znowu żadna cyganka nie napatoczyła się na jego drodze, obiecując mu jakieś sto lat szczęscia, potomka albo cholera wie co jeszcze. - Uważaj na słowa, Rosenhall, bo wiesz… ludzi spotykają różne nieszczęścia na środku wody - parsknął śmiechem, schylając się po piwko i otwierając je o kant chłodziarki. - No nie? Powiedziałem Elenie, że chciałem zabrać ją na wodę, ale nie miałem łódki, więc… kupiłem tę? - podrapał się po głowie, zerkając na niego... no co miał powiedzieć? Zdawał sobie sprawe ze nie bylo to normalne, lol. Tylko że życie w świecie Marshallów do normalnych nigdy nie należało, a jego już teraz oficjalna dziewczyna chyba powoli zaczynała się do tego przyzwyczajać. Przynajmniej miał taką nadzieję.

''O wieczór z twoją baletnicą?''

Zakrztusił się piwem, słysząc te słowa. - No chyba cię pojebało, stary. Nie dzielę się, a poza tym na bank nie jesteś w jej typie - wzruszył ramionami, jeszcze kilka razy zerkając podejrzliwie na Leo. Kurwa… będzie musiał zapytać Elenkę, czy aby na pewno nie był, bo nagle zrobił się jakiś zazdrosny, a przecież nie mógł! XD To był jego najlepszy przyjaciel! Ja pierdolę, jakie to życie uczuciowe było zawikłane. EH. Posłał mu jeszcze jedno spojrzenie ze zmruzonymi oczami, po czym nachylił się nad pojemnikiem z robalami. Wyciągnął jednego, takiego zawiniętego i oślizgłego, jednym słowem, fu, a następnie podał go przyjacielowi. Chwilę później nabił własnego na haczyk, zamachnął się mocno i kiedy żyłka wraz z przynętą wpadła do jeziora, usiadł wygodnie, wsuwając wędkę pomiędzy uda. Popił piwerko, westchnął głośno i włączył muzyczkę, żeby leciała im w tle dla dodatkowego wajbiku. Spojrzał na Leo i parsknął śmiechem. - Wytatuuję sobie takie staromodne serduszko z ogniem na zewnątrz i napisem 'Rosie' w środku, pod warunkiem, że jeżeli to ty przegrasz, zrobisz sobie identyczne, tylko z imieniem Cassie. Później będziemy się zastanawiali nad wyjaśnieniami. - No, plan idealny. Zresztą ich przyjaźń nigdy nie należała do tych normalnych ani tym bardziej wolnych od durnych pomysłów.

''...Najwyżej nas zdyskwalifikują.''

Przejechał dłonią po włosach. - Niby tak, ale cholernie chcę pokonać tego starego dziadka Macberga… - mruknął pod nosem. - Czaisz, że powiedział dzisiaj, że wyglądam jak jakaś paniusia z tą moją laską? - prychnął wkurwiony. - Staruch na kunszcie artystycznym się nie zna, do cholery - burknął jeszcze raz, zerkając na Rosiego. - No weź, zarzuć w końcu, a nie się ociągasz. - uśmiechnął się, pociągając kolejny łyk. Kiedy usłyszał o Rissy, coś zaczęło mu świtać, ale nie był jeszcze pewien, czy na pewno pod właściwą latarnią. - Jakaś twoja fanka? Były hookup? - spojrzał na niego, próbując poskładać fakty. - Czekaj, czekaj! - uniósł palec ku górze. - To ta twoja przyjaciółka z Oakville? - zapytał z wyraźnym zainteresowaniem. Po chwili jednak odstawił piwo, splótł dłonie i nachylił się w stronę przyjaciela z nagle śmiertelnie poważną miną. - Kurwa, Rosie… powiedz mi, że nie jest w ciąży. Nie przeżyje tego drugi raz! XD

rosie
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
I got that summertime
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przepraszam bardzo, co to były za groźby na środku akwenu wodnego? I jak to tak kalece grozić? Ludzi spotykały różne nieszczęścia na środku wody, SERIO? CO TO MIAŁO BYĆ?! - Uuu, kalece grozisz? - rzucił Leo w odpowiedzi, a ten wariat Caspian Marshall jak gdyby nigdy nic po prostu zmienił temat, no ładnie! I jeszcze mówił o sprezentowaniu Elenie całej łódki, Rosenhall aż pokręcił głową z rozbawieniem. To było 100% w stylu Marshalla. Hajs, hajs, hajs. Money, money, money. Język miłości - pieniądze. Kwiaty i pieniądze. - Dużo prezentów jej kupujesz tak w ogóle? - spytał, dalej łypiąc jednym okiem na kumpla, bo od miłości do nienawiści była krótka droga, nie? Tu prezenty, a tam groźby o utopieniu kumpla. A to podobno z kobietami trzeba było postępować ostrożnie. Za mało prezentów? Źle. Za dużo prezentów? Jeszcze gorzej. I tak źle, i tak niedobrze, rozumiecie, no.

No chyba cię pojebało, stary. Nie dzielę się, a poza tym na bank nie jesteś w jej typie.

Leo zaśmiał się pod nosem i upił łyczek piwerka. Skoro Marshall tak łatwo złapał przynętę i aż zakrztusił się piwem z tej nagłej zazdrości, to grzechem byłoby go więcej nie podręczyć, co nie? Swoją drogą, Marshall musiał poważnie traktować tę pannę Santorini, skoro reagował w taki sposób. - A skąd wiesz, że nie jestem w jej typie? - zaczął droczyć się z Marshallem z uśmieszkiem czającym się w kąciku ust. - Ciemne włosy, zielone oczy, jesteśmy prawie jak dwie krople wody, Cassie… - dodał jeszcze, gdy Caspian akurat zaczął nadziewać wędkę robalem czy tam robala wędką. Leo poszedł w jego ślady i przysłuchiwał się pomysłowi na tatuaż. Nie pierwszy i nie ostatni raz robili z Marshallem coś dziwnego, więc… - Deal - zgodził się od razu, bo adrenalina, rywalizacja i durne pomysły były fundamentami ich przyjaźni, do tej pory również bros before hoes, ale to się JESZCZE ZOBACZY! XD

Niby tak, ale cholernie chcę pokonać tego starego dziadka Macberga…

Leo pokiwał głową. - Ej, ja też, cholera, stary dziad za bardzo się obnosi - przytaknął Leo i utkwił wzrok w swoim spławiku. NIE MA TO JAK WSPÓLNY WRÓG, TAK W OGÓLE. DZIADEK MACBERG? HA TFU! - Albo mu się podobasz - zauważył nagle Leo, poruszając zabawnie brwiami i posyłając kumplowi buziaczka w powietrzu. A chwilę później temat zszedł na Kingsley. Czy była jego fanką? Bez wątpienia. Czy była jego byłym hookup? A i owszem. - Bliska przyjaciół… tak, to ta - przytaknął, gdy Caspian się zreflektował i jednak sobie przypomniał, o kim była mowa! Dokładnie tak, rozchodziło się o przyjaciółkę z Oakville, która na sto procent nie była w ciąży. Leo nie dałby rady przeżyć takiego cyrku po raz drugi. - Nie, ale wpadliśmy na siebie na ulicy i pół godziny później się ze sobą przespaliśmy - wyjaśnił i uśmiechnął się do siebie na samo wspomnienie. - No i zrobiłem jej śniadanie - dodał z dumą i nagle przerwał, bo jego spławik zniknął pod wodą.

Chyba coś złapał! W Leonidasa wstąpił demon wędkarskiej rywalizacji, zaczął siłować się z wędką i nawijać kołowrotek z miną, jakby właśnie wyciągał z jeziornych głębin jakiegoś potwora z Loch Ness, a kilka sekund później… ich oczom… ukazał się… OKOŃ. Okoń-pospolitus. Żal Pe El. - Podaję hasło: okoń - parsknął Leo, po czym pokręcił głową z zażenowaniem, zdjął rybkę z haczyka i wrzucił ją do wiaderka z wodą, które mieli przygotowane tuż obok.

Dobra, pierwsze rybcie za płoty, dziadek Macberg mógł im naskoczyć, hajaa.

cassie
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”