Może coś w tym było, że Madox nie miał nigdy w swoim życiu nikogo kim musiałby się przejmować przy tego typu sprawach, Eliota i tak często informował po fakcie. Maddie czasem mu pomagała, ale to i tak on decydował. Był w tym sam i robił sobie co chciał, i dlatego tak łatwo wyłączał Pilar ze swojego planu, brał ją kiedy była wygodna, a w tych mniej bezpiecznych opcjach, zostawiał z tyłu. Może jeszcze się do tego nie przyzwyczaił, że tworzyli duet, drużynę...
Może nawet nigdy do tego nie przywyknie? Albo z czasem, kiedy oberwie za to po dupie za dużo razy. Jak dzisiaj.
Bo może Sombra mógłby żyć, gdyby jej powiedział co chce zrobić? Ale przecież mogło być też o wiele gorzej. Z tyłu głowy cały czas miał tą myśl, że co by się stało, gdyby on tam ze sobą zabrał Pilar?
Do rozmowy z Luną na temat jego kamer postanowił jednak ją włączyć.
Chociaż poszło szybko, ale Madox niczego innego się nie spodziewał, bo to on zazwyczaj był tym, który dużo nawijał, a gangusi nie byli tak wylewni. Rodri też nie był.
Madox za to zaraz nawijał znowu, tym razem pytał Pilar czemu się ubrała. I może jej odpowiedź była prosta, ale Noriega aż odchylił się do tyłu na oparciu kanapy, wbijając spojrzenie w sufit. A co jeśli oglądali ich wcześniej i dlatego Rodri i Pająk zaczepiali ją w porcie?
No kurwa.
Przecież mogło tak być. Zaraz się wyprostował.
-
Nie chcę, żeby ktokolwiek oglądał cię nago, a Rodri i Pająk dostaną za to w zęby - może nawet zerwałby się do niej z kanapy, żeby te słowa przypieczętować... pocałunkiem?
Tylko wtedy na jego telefon przyszła ta wiadomość, a Noriega zaraz wbił w nią czarne spojrzenie, pokazał ją swojej żonie. Dla niego to była świetna opcja, to spotkanie w klubie, ale... on przecież nigdy nie brał pod uwagę tych czarnych scenariuszy, on z góry zakładał, że wszystko pójdzie po jego myśli. Oby tak było.
Chociaż Pilar zaraz gasiła w zarodku to jego pozytywne myślenie.
Kręciłoby mnie, gdybyś faktycznie je dyktował.
Aż się zatrzymał w pół kroku do niej i zaraz wywracał oczami, nawet miał jej nawijać, że go nie doceniała, ale z drugiej strony to co on jej dzisiaj pokazał?
Że wywinął się Śmierci, jedynie dzięki poświęceniu swojego psa? Z najgorszej kurwa możliwej strony. Z tej, z której był po prostu słaby. Kiedy go do siebie szarpnęła, to od razu objął ją w pasie przytrzymując blisko siebie.
-
Bardziej postarać... - powtórzył, a zaraz szarpnął się do niej, i teraz to on zatrzymał wargi kilka nieznośnych milimetrów od jej gorących, pełnych ust -
dobra, jeszcze załatwię Lunę tak, że sama się na mnie rzucisz - pochylił się do niej muskając wargami jej usta, krótko i zaczepnie, a zaraz się od niej odsuwał. Bo mieli przeszukać mieszkanie, a zresztą Madox już miał w głowie dwieście myśli. Już kolejne plany, najpierw senator Kane... kiedy on ma ten bankiet? Liczył, że przed piątkiem. Potem musiał przygotować Emptiness, pogadać z Diego.
Kurwa...
Dużo różnych rzeczy miał do załatwienia, ale teraz jak już Pilar wjechała mu na ambicję, to musiał się postarać.
Dlatego kiedy zgasło światło, to zaraz wychwycił kolejną kamerkę, za dużo tam było tych światełek, jak jeszcze od konsoli i telewizora było zawsze, to to trzecie, czerwone, mu tam nie pasowało. Ale dobre miejsce, może niewprawne oko w ogóle by tego nie wychwyciło. Wyciągnął rękę, żeby oddać sprzęt... Kamerę, swojej żonie, a ona zaczepiła palcami o jego tors, a kiedy sunęła paznokciami po jego brzuchu, mogła poczuć jak pod jej dotykiem spinają mu się mięśnie. Aż Madox odruchowo się do niej przysunął, tylko ona już wysyłała go do kibla. Znowu wywrócił oczami, czego w tym mroku nie mogła zobaczyć, a jego ręką zaczepił o jej pośladek.
-
Dla mnie zawsze najgorsza robota... - mruknął, ale już się odsunął i ruszył do łazienki -
przecież wiem, czasem zakładałem takie kamery - odezwał się, kiedy za nim krzyknęła, ale może nawet go nie usłyszała, bo on wszedł już do toalety.
-
O kurwa... - wyrwało mu się, bo cała podłoga była zalana. Zostawili odkręcony prysznic. I kiedy ona sprawdzała sypialnię, to on zapierdalał z mopem, a potem jeszcze szmatą, żeby nie zalali sąsiadów na dole. Potem jeszcze wskoczył pod ten prysznic, żeby zmyć z siebie brud całego dzisiejszego dnia. A na koniec posprawdzał wszystkie newralgiczne miejsca, to znaczy takie, gdzie on by taką kamerkę zamontował. Szafki, półki, pralkę, a nawet kratki wentylacyjne, pod kiblem też sprawdził i w spłuczce. Do spłuczek często wrzucali podsłuchy, bo prawda jest taka, że niektórzy gangsterzy ważne rozmowy prowadzili właśnie w kiblu. On też gdyby chciał coś ukryć przed Pilar to musiałby w łazience, albo wyjść. Ale on nie był gangsterem.
Nic nie znalazł, było czysto, i on też wyszedł z łazienki czyściutki, wycierając te swoje warkoczyki ręcznikiem, ale nago, bo oczywiście nie znalazł w łazience czystych ubrań. Zeszło mu pewnie dłużej niż Pilar, chociaż może ona była dokładniejsza i miała więcej miejsc do przeszukania?
Ale skierował kroki zaraz do niej.
-
U mnie też, ale kurwa... zalaliśmy łazienkę, dobrze, że mnie tam wysłałaś, bo jak zajęlibyśmy się sobą, to rano by nas obudziła ta pizda z dołu - czyli zawsze jakieś plusy tego, że jednak kazała mu tam iść były. Madox zaraz usiadł na kanapie wciąż odciskając w ręcznik mokre warkoczyki, kiedy Pilar sprawdzała jeszcze półkę -
tam by nie schowali, przecież wyglądamy na takich co dużo czytają - rzucił, ale bardziej w żartach, niż na poważnie. Dopiero kiedy powiedziała to
drzwi, to znowu spoważniał i wstał rzucając mokry ręcznik na oparcie kanapy. Gdzieś po drodze wciągnął na siebie bokserki, chociaż jemu za specjalnie nie przeszkadzało świecenie przed Rodrigo gołą dupą.
No tak, powinni mieć jakiś podgląd na drzwi, kiedy Pilar pociągnęła go do korytarza, to Madox zajrzał w ich buty i obmacał tą szafkę z dziwnym świecznikiem, który oczywiście wylądował na ziemi. Podniósł go ustawiając z powrotem, ale się zachwiał, więc kiedy jego żona sprawdzała kolejne miejsca, to on męczył się z lewitującą świeczką. Dopiero na to jej
kurwa, odwrócił się opierając świecznik o ścianę. Najpierw obserwował jak Pani Noriega podskakiwała i wypinała się do góry prezentując mu kawałek pośladków.
-
Poczekaj... - w końcu się do niej ruszył i wyciągnął do góry, ale i tak brakowało mu trochę do tej kratki wentylacyjnej. Za to zaraz okazało się, że jego żona ma na to sposób -
okej - zgodził się od razu, a zanim jeszcze zdążyła się nad tym zastanowić, to on już pchał głowę pomiędzy jej nogi, żeby wziąć ją na ramiona, przytrzymał ją mocno opierając wytatuowane palce na jej udach. Mogła na sobie czuć jego mokre włosy, a potem szorstki policzek, kiedy oparł go o jej nogę, przechylając na bok głowę i podchodząc do ściany -
no i co? - zapytał, i on też spojrzał w górę, kiedy męczyła się z kratką, bo kiedy on to zdejmował? Chyba nigdy, i kiedy w końcu ją zdjęła, to posypały się na nich jakieś pajęczyny, a Madox aż skoczył, co sprawiło, że Pilar na jego ramionach zabujał się niebezpiecznie, ale ją przytrzymał i za kolano przyciągnął do siebie jeszcze bliżej. Dobrze, że to ona była na górze i nie bała się robali. Chociaż to nie tak, że Madox się ich bał, po prostu trochę go obrzydzały, na pewno bardziej niż limonkowy kisiel. Kiedy Pilar grzebała za kamerką w kracie wentylacyjnej, to wybrzmiał dzwonek do drzwi. Noriega od razu się odwrócił.
Jeden, krótki sygnał. Mogło się komuś popierdolić.
Tylko kiedy Madox już postawił na ziemi swoją żonę, a zaraz ruszył do drzwi, żeby zerknąć przez wizjer, to nikogo nie było po drugiej stronie. Otworzył wrota, a przed nimi znalazł tylko zdjęcie Pilar na spacerze z Sombrą, była sama, z psem na grubej smyczy, a obok czerwony znicz. Jebany, palący się, czerwony znicz z metalową pokrywką. Madox znowu kierowany impulsem, tym swoim narwaństwem wypadł na korytarz, w samych gatkach, a potem na dół po schodach. Ale w budynku już nikogo nie było, na ulicy też, za długo im zeszło z tym jak Pilar schodziła z jego ramion, a on jeszcze ją zaczepiał, bo przecież nie miała na sobie majtek. Rozejrzał się dookoła na samochody, które parkowały w pobliżu, ale wszystkie wydawały się puste. Wspiął się z powrotem po schodach i z niespokojnym oddechem, który unosił jego klatkę piersiową, wpadł z powrotem do mieszkania. Pani Noriega już znalazła kolejną przesyłkę.
Wątpił, żeby to było od Luny, skoro już się z nim ustawił, ale od kogoś, kto znowu ich obserwował, kto wiedział co się stało z Sombrą… i ewidentnie teraz sugerował, że następna może być Pilar?
Nie no kurwa. Nie. Nie. Nie.
-
Dzwonię do chłopaków, znowu będziesz chodziła z ochroną - zadecydował od razu. Niby po tej akcji z przesyłką
od Daltona, jak założyli, łaził za nią jeden z jego ludzi, ale Pilar wiecznie go gubiła, a zresztą kiedy byli razem, to Madox sam go odsyłał. Ale teraz... on przecież miał dużo rzeczy na głowie, jego mózg już snuł scenariusze na kolejne kilka dni. Senator Kane, klub, Diego. Nie mógł za nią łazić. Zawiesił ciemne oczy na tych jej, pięknych, czekoladowych, znowu wyraźnie powiększonych -
Pilar może powinnaś... - zaczął sięgając do jej dłoni, w której trzymała to zdjęcie, ale co chciał jej powiedzieć? Przymknął na moment powieki,
że powinna wyjechać z miasta, właśnie to, ale przecież doskonale wiedział jak ona na to zareaguje. Mieli tworzyć zespół. Miał nie mieć przed nią tajemnic.
Kurwa.
Znowu bał się, że to się powtórzy, że kolejnym razem, to ją zaprowadzi na rzeź, jak swojego psa. Nie pomagały żadne jej zapewnienia, że będzie uważała, żadne jej
to się nie powtórzy, bo przecież skąd mogła mieć taką pewność?
Nie mogli jej mieć, ani ona, ani on.
Pilar, tal vez deberías... .✦ ݁˖