30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pilar nie umiała na szybko.
Bywała impulsywna, narwana chwilami, szczególnie kiedy chodziło o niego, jednak w momencie, gdy w grę wchodziło ich życie i odpowiednie rozegranie przewagi, jaką zyskali, uważała, że powinni to zrobić powoli. Zastanowić się na s p o k o j n i e, jak mogli to wykorzystać, jak dokładnie rozstawić w dłoni karty, a potem je odpowiednio rozegrać. Za dużo spraw już miała za sobą, że wiedzieć, że spontaniczne decyzje wprowadzały jeszcze więcej zamieszania.
Z drugiej strony, Pilar znała jedynie procedury, jakie stosowało się w policji. Umiała śledzić gangusów, przyłapywać ich na gorącym uczynku, myśleć po części jak oni, ale nigdy nie w stu procentach. Znała mechanizmy ich pracy, ale przecież jedynie ze szkoleń. Nigdy żadnym nie była. Nie wiedziała, co dokładnie siedziało w ich głowie, jak działali, jak reagowali na konkretne sytuacje.
Madox wiedział.
I może to był ten moment, kiedy powinna pozwolić mu przejąć pałeczkę?
Nie chciała tego. Miała przeczucie, że brak kontroli tylko jeszcze bardziej siądzie jej na banie. Szczególnie po tym, jak irracjonalne decyzje jej męża sprawiły, że Sombra przypłacił za to życiem. Nie obwiniała go za to, oczywiście, że nie, ale jednak to on zabrał ze sobą psa, to on postanowił zrobić to wszystko sam, nie poinformował jej i chyba o to miała do niego największy żal. O to, że z taką łatwością wypierdolił ją na moment ze swojego życia i nie pozwolił sobie pomóc. Nie miała pewności, że ona nie zrobiłaby tego samego na jego miejscu, ale żal i tak pozostał. Starała się go nie pokazywać, jednak i tak było go po części widać w tym, jak sceptyczna była do tego telefonu do Luny.
Niemniej słuchała całej rozmowy. Z uwagą. Nawet na momentu nie spuściła z niego spojrzenia. Dopiero gdy już skończył, a poszła ubrać na siebie o wiele za dużą koszulkę, która sięgała jej do ud. Jedynie w niektórych miejscach przylegała do szczupłego ciała, tam gdzie skóra wciąż była morka.
Czemu się ubrałaś?
No przecież nie będę świecić dupą, jak może tu być więcej kamer — odpowiedz wydawała się jej dziecinnie prosta. — Aż tak chcesz, żeby twoi kumple oglądali mnie nago? — spojrzała na niego wymownie, bo Madox jak zwykle ze swoim syndromem egoisty patrzył na wszystko przez pryzmat samego siebie i pewnie nawet przez głowę mu nie przeszło, że jeśli były tu jakieś kamerki, to wciąż rejestrowały to co robili, jak wyglądali i przede wszystkim o czym rozmawiali.
Podeszła nieco bliżej, żeby przeczytać SMSa, który przyszedł na jego telefon. Piątek, dziewiętnasta, Emptiness. No i co? Wychodziło jednak na jego. Tylko czy to na pewno było tak dobrze? Cóż, biorąc pod uwagę ich dzisiajesze spotkanie, samo widzenie z Luną niekoniecznie oznaczało coś pozytywnego. Nie miał pewności, że tam też nie będą chcieli go odpulić i dosłownie p r z e j ą ć jego klub. Nie mógł mieć tej pewności, a ona za to miała głowę pełną niepotrzebnych myśli. Czarne scenariusze już napływały do jej głowy, siały zamęt i sprawiały, że serce ponownie poderwało się do biegu. Dopiero kiedy stwierdził, że myślał, że ją to nakręci, że jej facet teraz dyktuje warunki jednemu z najniebezpieczniejszych mafiozów w Toronto przewróciła oczami.
Kręciłoby mnie, gdybyś faktycznie je dyktował — zrobiła krok w jego kierunku, osadzając spojrzenie na pięknych, czekoladowych oczach swojego męża. Madoxowi mogło wydawać się, że teraz to on dyktował warunki, ale sam fakt, że znalazł kamerkę w żadnym stopniu nie dawał mu panowania. Dawał mu chwilową przewagę, ale nie władze. Tą Luna wciąż miał w garści, a sam fakt, że bez problemu zamontował sobie u nich podgląd, tworząc z ich mieszkania jebanego Big Brothera tylko to podkreślało. Niemniej Pilar wycięgneła ręce do przodu i szarpnęła Noriegę za ramiona na tyle mocno, by zetknęli się ciałami. Uniosła się wyżej na palcach i zwisła nad jego ustami. — Musisz się bardziej postarać, cariño — wycedziła tuż przy jego twarzy, uśmiechając się bezczelnie. Chciał motywacji? Proszę bardzo. Nie było większej niż chęć zaimponowania swojej kobiecie. Szczególnie, ze ostatnio więcej oceniała go za te źle podjęte decyzje niż wygrane sprawy. Miał szanse odwrócić ich złą passę i wyciągnąć z tego coś dobrego. O ile to spotkanie faktycznie dojdzie do skutku. O ile pójdzie po jego myśli.
Na razie mało co szło, biorąc pod uwagę, że wszystko spytało im się w dłoniach. Jedynym plusem całe sytuacji był fakt, że znaleźli jedną kamerkę, a zaraz Noriega odszukał po omacku drugą, która znajdowała się tuż pod telewizorem. Kurwa. Nie dość, że mieli podgląd na wszystko w kuchni, to jeszcze prosto na kanapę. Pilar momentalnie poczuła, jak zimny dreszcz przemyka przez jej ciało. Wspomnienia Daltona nigdy nie przynosiły dobrych emocji, jednak ostatnio było coraz gorzej. Niby Luna się przyznał, ale ona wciąż miała jakieś dziwne przeczucie, że Nick też nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. To wszystko jedno musiał zostać zepchnięte na dalszy plan, bo w pierwszej kolejności i tak musieli skupić się na Noriedze.
Pokaż mi to — wyciągnęła rękę kompletnie po omacku przed siebie i chociaż planowała trafić na jego dłoń i kamerką w ręce, tak pierwsze jej dłoń osunęła się po jego piersi. — Nie to. To może potem — mruknęła jakby od niechcenia, chociaż jej palce i tak nie przeszły obok okazji obojętnie. Przesunęła nimi po tatuażu z lwem, drapiąc delikatnie skórę, kierując się w stronę napisu Medellin. Dopiero gdy znalazła się na wysokości pępka, przywołała się do porządku i odnalazła jego ramię, a z niego już była prosta droga do dłoni z kamerką. Kształt miała dokładnie taki sam jak poprzednia. Przynajmniej wiedzieli, jakiego sprzętu szukać.
Ty sprawdź kibel, ja idę do sypialni — zarządziła, gdy spytał gdzie jeszcze powinni szukać. — Szafki, półki i pralkę koniecznie sprawdź! — krzyknęła jeszcze w jego kierunku, a sama odstawiła kamerkę na stolik kawowy i przeszła do sypialni. Zajrzała we wszystkie taktyczne miejsca, jednak tam nie znalazła nic. Miała świadomość, że i tak jutro będzie musiała pożyczyć z komendy odpowiedni sprzęt, ale tyle na ile mogli dzisiaj, powinni sprawdzić.
U mnie nic — wzruszyła ramionami, kiedy znowu spotkali się w salonie. Przejrzała jeszcze półke z książkami, których nikt nie czytał, a które ona przywiozła ze swojego mieszkania i dopiero kiedy odszukała w ciemności czarne spojrzenie Noriegi, jakby ją oświeciło. — Drzwi — rzuciła tajemniczo, zrywając się z miejsca. — Musi być jakaś skierowana na drzwi. Na pewno chcieli wiedzieć kto kiedy wychodzi i kto tu przychodzi — właśnie tak byli w stanie zebrać największą ilość informacji, a przede wszystkim wiedzieć, kiedy nie było ich w domu. Złapała go za rękę i pociągnęła do przedpokoju. Sama przejrzała wieszaki i szafkę na buty, a kiedy nic nie znalazła, zarzuciła ręce na biodra i jeszcze się rozejrzała. — Nie no, tu nic ni… Kurwa — zerwała się z miejsca i podbiegła do ściany w której była zamontowana wentylacja. Spróbowała się unieść na palcach, podskoczyć, ale na nic. — Musisz mnie podsadzić — oznajmiła odwracając się w jego kierunku. Bo po co iść po jakieś krzesło i zrobić to na spokojnie. Ona musiała wejść na jego barki i z tego poziomu przyjrzeć się wyjątkowo podejrzanej kracie wentylacyjnej.

:pili-madi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może coś w tym było, że Madox nie miał nigdy w swoim życiu nikogo kim musiałby się przejmować przy tego typu sprawach, Eliota i tak często informował po fakcie. Maddie czasem mu pomagała, ale to i tak on decydował. Był w tym sam i robił sobie co chciał, i dlatego tak łatwo wyłączał Pilar ze swojego planu, brał ją kiedy była wygodna, a w tych mniej bezpiecznych opcjach, zostawiał z tyłu. Może jeszcze się do tego nie przyzwyczaił, że tworzyli duet, drużynę...
Może nawet nigdy do tego nie przywyknie? Albo z czasem, kiedy oberwie za to po dupie za dużo razy. Jak dzisiaj.
Bo może Sombra mógłby żyć, gdyby jej powiedział co chce zrobić? Ale przecież mogło być też o wiele gorzej. Z tyłu głowy cały czas miał tą myśl, że co by się stało, gdyby on tam ze sobą zabrał Pilar?
Do rozmowy z Luną na temat jego kamer postanowił jednak ją włączyć.
Chociaż poszło szybko, ale Madox niczego innego się nie spodziewał, bo to on zazwyczaj był tym, który dużo nawijał, a gangusi nie byli tak wylewni. Rodri też nie był.
Madox za to zaraz nawijał znowu, tym razem pytał Pilar czemu się ubrała. I może jej odpowiedź była prosta, ale Noriega aż odchylił się do tyłu na oparciu kanapy, wbijając spojrzenie w sufit. A co jeśli oglądali ich wcześniej i dlatego Rodri i Pająk zaczepiali ją w porcie?
No kurwa.
Przecież mogło tak być. Zaraz się wyprostował.
- Nie chcę, żeby ktokolwiek oglądał cię nago, a Rodri i Pająk dostaną za to w zęby - może nawet zerwałby się do niej z kanapy, żeby te słowa przypieczętować... pocałunkiem?
Tylko wtedy na jego telefon przyszła ta wiadomość, a Noriega zaraz wbił w nią czarne spojrzenie, pokazał ją swojej żonie. Dla niego to była świetna opcja, to spotkanie w klubie, ale... on przecież nigdy nie brał pod uwagę tych czarnych scenariuszy, on z góry zakładał, że wszystko pójdzie po jego myśli. Oby tak było.
Chociaż Pilar zaraz gasiła w zarodku to jego pozytywne myślenie.
Kręciłoby mnie, gdybyś faktycznie je dyktował.
Aż się zatrzymał w pół kroku do niej i zaraz wywracał oczami, nawet miał jej nawijać, że go nie doceniała, ale z drugiej strony to co on jej dzisiaj pokazał?
Że wywinął się Śmierci, jedynie dzięki poświęceniu swojego psa? Z najgorszej kurwa możliwej strony. Z tej, z której był po prostu słaby. Kiedy go do siebie szarpnęła, to od razu objął ją w pasie przytrzymując blisko siebie.
- Bardziej postarać... - powtórzył, a zaraz szarpnął się do niej, i teraz to on zatrzymał wargi kilka nieznośnych milimetrów od jej gorących, pełnych ust - dobra, jeszcze załatwię Lunę tak, że sama się na mnie rzucisz - pochylił się do niej muskając wargami jej usta, krótko i zaczepnie, a zaraz się od niej odsuwał. Bo mieli przeszukać mieszkanie, a zresztą Madox już miał w głowie dwieście myśli. Już kolejne plany, najpierw senator Kane... kiedy on ma ten bankiet? Liczył, że przed piątkiem. Potem musiał przygotować Emptiness, pogadać z Diego.
Kurwa...
Dużo różnych rzeczy miał do załatwienia, ale teraz jak już Pilar wjechała mu na ambicję, to musiał się postarać.
Dlatego kiedy zgasło światło, to zaraz wychwycił kolejną kamerkę, za dużo tam było tych światełek, jak jeszcze od konsoli i telewizora było zawsze, to to trzecie, czerwone, mu tam nie pasowało. Ale dobre miejsce, może niewprawne oko w ogóle by tego nie wychwyciło. Wyciągnął rękę, żeby oddać sprzęt... Kamerę, swojej żonie, a ona zaczepiła palcami o jego tors, a kiedy sunęła paznokciami po jego brzuchu, mogła poczuć jak pod jej dotykiem spinają mu się mięśnie. Aż Madox odruchowo się do niej przysunął, tylko ona już wysyłała go do kibla. Znowu wywrócił oczami, czego w tym mroku nie mogła zobaczyć, a jego ręką zaczepił o jej pośladek.
- Dla mnie zawsze najgorsza robota... - mruknął, ale już się odsunął i ruszył do łazienki - przecież wiem, czasem zakładałem takie kamery - odezwał się, kiedy za nim krzyknęła, ale może nawet go nie usłyszała, bo on wszedł już do toalety.
- O kurwa... - wyrwało mu się, bo cała podłoga była zalana. Zostawili odkręcony prysznic. I kiedy ona sprawdzała sypialnię, to on zapierdalał z mopem, a potem jeszcze szmatą, żeby nie zalali sąsiadów na dole. Potem jeszcze wskoczył pod ten prysznic, żeby zmyć z siebie brud całego dzisiejszego dnia. A na koniec posprawdzał wszystkie newralgiczne miejsca, to znaczy takie, gdzie on by taką kamerkę zamontował. Szafki, półki, pralkę, a nawet kratki wentylacyjne, pod kiblem też sprawdził i w spłuczce. Do spłuczek często wrzucali podsłuchy, bo prawda jest taka, że niektórzy gangsterzy ważne rozmowy prowadzili właśnie w kiblu. On też gdyby chciał coś ukryć przed Pilar to musiałby w łazience, albo wyjść. Ale on nie był gangsterem.
Nic nie znalazł, było czysto, i on też wyszedł z łazienki czyściutki, wycierając te swoje warkoczyki ręcznikiem, ale nago, bo oczywiście nie znalazł w łazience czystych ubrań. Zeszło mu pewnie dłużej niż Pilar, chociaż może ona była dokładniejsza i miała więcej miejsc do przeszukania?
Ale skierował kroki zaraz do niej.
- U mnie też, ale kurwa... zalaliśmy łazienkę, dobrze, że mnie tam wysłałaś, bo jak zajęlibyśmy się sobą, to rano by nas obudziła ta pizda z dołu - czyli zawsze jakieś plusy tego, że jednak kazała mu tam iść były. Madox zaraz usiadł na kanapie wciąż odciskając w ręcznik mokre warkoczyki, kiedy Pilar sprawdzała jeszcze półkę - tam by nie schowali, przecież wyglądamy na takich co dużo czytają - rzucił, ale bardziej w żartach, niż na poważnie. Dopiero kiedy powiedziała to drzwi, to znowu spoważniał i wstał rzucając mokry ręcznik na oparcie kanapy. Gdzieś po drodze wciągnął na siebie bokserki, chociaż jemu za specjalnie nie przeszkadzało świecenie przed Rodrigo gołą dupą.
No tak, powinni mieć jakiś podgląd na drzwi, kiedy Pilar pociągnęła go do korytarza, to Madox zajrzał w ich buty i obmacał tą szafkę z dziwnym świecznikiem, który oczywiście wylądował na ziemi. Podniósł go ustawiając z powrotem, ale się zachwiał, więc kiedy jego żona sprawdzała kolejne miejsca, to on męczył się z lewitującą świeczką. Dopiero na to jej kurwa, odwrócił się opierając świecznik o ścianę. Najpierw obserwował jak Pani Noriega podskakiwała i wypinała się do góry prezentując mu kawałek pośladków.
- Poczekaj... - w końcu się do niej ruszył i wyciągnął do góry, ale i tak brakowało mu trochę do tej kratki wentylacyjnej. Za to zaraz okazało się, że jego żona ma na to sposób - okej - zgodził się od razu, a zanim jeszcze zdążyła się nad tym zastanowić, to on już pchał głowę pomiędzy jej nogi, żeby wziąć ją na ramiona, przytrzymał ją mocno opierając wytatuowane palce na jej udach. Mogła na sobie czuć jego mokre włosy, a potem szorstki policzek, kiedy oparł go o jej nogę, przechylając na bok głowę i podchodząc do ściany - no i co? - zapytał, i on też spojrzał w górę, kiedy męczyła się z kratką, bo kiedy on to zdejmował? Chyba nigdy, i kiedy w końcu ją zdjęła, to posypały się na nich jakieś pajęczyny, a Madox aż skoczył, co sprawiło, że Pilar na jego ramionach zabujał się niebezpiecznie, ale ją przytrzymał i za kolano przyciągnął do siebie jeszcze bliżej. Dobrze, że to ona była na górze i nie bała się robali. Chociaż to nie tak, że Madox się ich bał, po prostu trochę go obrzydzały, na pewno bardziej niż limonkowy kisiel. Kiedy Pilar grzebała za kamerką w kracie wentylacyjnej, to wybrzmiał dzwonek do drzwi. Noriega od razu się odwrócił.
Jeden, krótki sygnał. Mogło się komuś popierdolić.
Tylko kiedy Madox już postawił na ziemi swoją żonę, a zaraz ruszył do drzwi, żeby zerknąć przez wizjer, to nikogo nie było po drugiej stronie. Otworzył wrota, a przed nimi znalazł tylko zdjęcie Pilar na spacerze z Sombrą, była sama, z psem na grubej smyczy, a obok czerwony znicz. Jebany, palący się, czerwony znicz z metalową pokrywką. Madox znowu kierowany impulsem, tym swoim narwaństwem wypadł na korytarz, w samych gatkach, a potem na dół po schodach. Ale w budynku już nikogo nie było, na ulicy też, za długo im zeszło z tym jak Pilar schodziła z jego ramion, a on jeszcze ją zaczepiał, bo przecież nie miała na sobie majtek. Rozejrzał się dookoła na samochody, które parkowały w pobliżu, ale wszystkie wydawały się puste. Wspiął się z powrotem po schodach i z niespokojnym oddechem, który unosił jego klatkę piersiową, wpadł z powrotem do mieszkania. Pani Noriega już znalazła kolejną przesyłkę.
Wątpił, żeby to było od Luny, skoro już się z nim ustawił, ale od kogoś, kto znowu ich obserwował, kto wiedział co się stało z Sombrą… i ewidentnie teraz sugerował, że następna może być Pilar?
Nie no kurwa. Nie. Nie. Nie.
- Dzwonię do chłopaków, znowu będziesz chodziła z ochroną - zadecydował od razu. Niby po tej akcji z przesyłką od Daltona, jak założyli, łaził za nią jeden z jego ludzi, ale Pilar wiecznie go gubiła, a zresztą kiedy byli razem, to Madox sam go odsyłał. Ale teraz... on przecież miał dużo rzeczy na głowie, jego mózg już snuł scenariusze na kolejne kilka dni. Senator Kane, klub, Diego. Nie mógł za nią łazić. Zawiesił ciemne oczy na tych jej, pięknych, czekoladowych, znowu wyraźnie powiększonych - Pilar może powinnaś... - zaczął sięgając do jej dłoni, w której trzymała to zdjęcie, ale co chciał jej powiedzieć? Przymknął na moment powieki, że powinna wyjechać z miasta, właśnie to, ale przecież doskonale wiedział jak ona na to zareaguje. Mieli tworzyć zespół. Miał nie mieć przed nią tajemnic.
Kurwa.
Znowu bał się, że to się powtórzy, że kolejnym razem, to ją zaprowadzi na rzeź, jak swojego psa. Nie pomagały żadne jej zapewnienia, że będzie uważała, żadne jej to się nie powtórzy, bo przecież skąd mogła mieć taką pewność?
Nie mogli jej mieć, ani ona, ani on.

Pilar, tal vez deberías... .✦ ݁˖
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Dużo myślała.
Za dużo.
Głowa błądziła w rejony, w które zapuszczać się nie powinna, a scenariusz tego, co mogło pójść nie tak tylko mnożyły się w jej głowie. Nie było dobrze. Wcale nie byli na wygranej pozycji, jak to przedstawił Madox. Bo chociaż on uważał, że znalezienie kamer w mieszkaniu dawało im przewagę, ona traktowała to tylko jako jasny znak, że Luna śmiał im się w twarz. Podkreślał tym tylko jak łatwo było wkraść się do ich życia, jak bezproblemowo zdobyć kontrolę nad tym, co robili i jak mogli przewidzieć ich kolejne kroki. A oni tego nie zauważyli.
Ile jeszcze było podobnych sytuacji?
Co ciągle im umykało?
Fiksowała się na całej tej sprawie. Głowa pracowała na pełnych obrotach i nawet kiedy Madox wciskał jej łeb między nogi, żeby unieść ją do góry, kiedy sięgała do kraty wentylacji, cały czas myślała o podsłuchach, zabiciu Sombry i tym wszystkim, co Luna mógł jeszcze mieć dla nich w planie. Nawet nie drgnęła, kiedy z kraty posypała się z ziemia z robalami. Po prostu przesunęła ją opuszkami na bok i pogrzebała głębiej, próbując wyczuć cokolwiek niepasującego do obrazka. I znalazła. Co prawda nie w ziemi — to akurat było kompletnie niepotrzebne, grzebanie w niej, ale za to pomiędzy plastikowymi kratami była wciśnięta kolejna kamerka.
Mam cię — rzuciła bardziej pod nosem do siebie i wcisnęła paznokcie pomiędzy kratki. Ciężko było ją wyciągnąć. Ciekawe jak oni ją montowali. To na pewno nie było kilka sekund roboty. Ktoś musiał tu spędzić kilka dobrych minut, żeby wszystko porozstawiać, a to zaś sprawiło, że znowu zaczęła się zastanawiać, jak to zrobili. Czy istniała szansa, że Gabryśka wpuściła kogoś do mieszkania i go niedopilnowała? Spała? Była pod prysznicem? Opcji tak naprawdę było wiele i niestety, czy tego chcieli czy nie, powinni dowiedzieć się więcej na ten temat, żeby uniknąć ponownego założenia monitoringu. Oczywiście pomijając fakt, że najlepiej byłoby się po prostu przeprowadzić.
To jednak na ten moment nie wchodziło w grę. A szkoda, bo przynajmniej nikt w środku kurwa nocy nie dzwoniłby im do drzwi jak w tej sytuacji. Krótkie co jest wyrwało się z pomiędzy pełnych ust Pilar, a zaraz przytrzymywała się głowy swojego męża, żeby jakoś wylądować na podłodze w jednym kawałku. Zachwiali się chyba z trzy razy i finalnie Pani Noriega skończyła na ścianie, sunąc po niej przedramionami.
Madox poszedł do drzwi, a ona otrzepała kamerkę z piachu i od razu zabrała się za znalezienie niewielkiego guziczka, który wyłączyłby nagrywanie. Z chwilą, w ktorej go kliknęła, jej mąż wyrwał się na klatkę schodowa. Odwróciła się energicznie, nie mając pojęcia co się stało, ale mimo tego i tak za nim wybiegła.
Madox! — tylko tyle zdążyła krzyknąć, nim nie weszła bosą stopą w zdjęcie, prawie kalecząc się na zniczu. — Co jest kurwa… — schyliła się, od razu łapiąc fotografię w dłonie. Serce zabiło jej szybciej na sam widok Sombry. Znowu uderzały ją ta strata. Tak kurwa niespodziewana i nagła, że nawet nie było się kiedy z tym pogodzić. Przesunęła palcami po ich uśmiechniętych minach i dopiero po kilku sekundach uderzyło ją, na co właściwie patrzyła. Na fakt, że ktoś zostawił to na ich wycieraczce i spierdolił. Że obok zdjęcia był też znicz. Kurwa.
Zgarnęła wszystko do środka, żeby nie stało na korytarzu, gdyby jakiś sąsiad wyszedł na klatkę, ale drzwi wcale za soba nie zamknęła, wiedząc, że Noriega lada moment pojawi się w progu. Usiadła ze zdjęciem na kanapie, zapalając już światło i pobracała je w palcach. Dopiero wtedy zauważyła, że z tyłu było coś napisane. Minimalnym druczkiem, ledwo widocznym, w rogu.
Przykro mi, Pi.
Drobny napis, napisany tak koślawo, jakby był rzeźbiony na kolanie. Ściągnęła brwi do siebie i chociaż w pierwszej chwili głowa próbowała odpychać od siebie natrętne myśli, tak podświadomie Pilar już doskonale wiedziała, od kogo to było. Tylko jedna osoba na tym pierdolonym świecie mówiła do niej Pi i to nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji. Pierdolony Dalton. W sekunda zalało ją uczucie ciepła. Zacisnęła mocniej palce na zdjęciu, czując jak zbiera się w niej uczucie paniki, poczucia braku bezpieczeństwa i przede wszystkim złość, jednak w tym samym momencie Madox wszedł do środka. Wiec odpuściła. Wyprostowała się, malując na twarzy kamienną minę. Taką, która jasno dawała mu znać, że widziała, ale że wcale ją to nie ruszyło.
Drzwi zamknij — zwróciła mu uwagę. Teraz musieli pilnować się bardziej niż kiedykolwiek. Nie mogli sobie pozwalać na to, że zamek nie był przekręcony, nawet jeśli oboje byli w domu. Trzeba było dmuchać na zimne. I on jak zaraz się okazało też miał zamiar, gdy wspomniał o chłopakach. — Ta, jasne — mruknęła pod nosem, przerwcajać oczami. Niech jej da nawet trzech goryli. I tak ich zgubi jaguarem. Nawet nie miała zamiaru się z nim kłócić i dochodzić. Wiedziała swoje. Nie była aż tak bezbronna, żeby kurwa łazić z gorylem ramię w ramię. Bez przesady. Na komendzie by ją chyba wyśmiali, a już i tak ostatnimi czasy nie miała łatwo. Każdy oskarżał ją o biznesy z półświatkiem odkąd wyszło, że hajtnęła się z Madoxem. Nie miała zamiar dokładać do tego jeszcze jego ochroniarzy. Nawet na niego nie patrzyła. Przytakiwała mu, obracając w palcach zdjęcie. Dopiero kiedy z jego ust wyleciało to Pilar może powinnaś, poderwała głowę w górę.
Co powinnaś? — warknęła, wbijając w niego spojrzenie. Zerwała się z kanapy, patrząc na niego gniewnie. — Co powinnam, Madox? Oświeć mnie, kurwa — chętnie posłucha rad od człowieka, który sam powinien myśleć zanim coś zrobi i zanim zabierze psa na pewną kurwa śmierć, wiecznie podejmując irracjonalne decyzje. — Nie wychylać się? Nie wtrącać się? Nie pokazywać się publicznie? nie chodzić do pracy? Nie wychodzić z domu? Nie oddychać? — jej głos podnosił się z każdą sekundą i ona sama również przesuwała się coraz bliżej w jego kierunku, żeby po chwili uderzyć piersiami o jego nagą klatkę piersiową. — Jakbyś nie zauważył oni nawet weszli do naszego mieszkania. Chowanie się nic tutaj nie da, a ty musisz znaleźć w końcu jaja i przestać mieć taką paranoje! — wydarła się na niego. Rozumiała, że chciał dla niej bezpieczeństwa, że najchętniej to by ją zamknął na pierodlonej wieży tylko po to, żeby nikt jej nie skrzywdził, ale życie tak nie działało. A już na pewno nie ich życie.
Nie miał prawa jej ograniczać, chociaż na każdym kroku starał się to robić. A ona już mu kiedyś powiedziała, że jak chciał uległej laski, to nie powinien zlizać do niej. Pilar nigdy się nie słuchała. Wiedział to długo przed Rio, przed Meksykiem i nawet przed Medellin. Miała twardy charakter, ciężki wręcz. Też umiała fiksować się na pewnych rzeczach i dążyć po trupach do celu. Ale on wpadał już napraw∂ę w paranoje.
Dlatego zaciskając mocno zdjęcie z tyłu, postanowiła nie dzielić się z nim tym, co zamierzała z tym fantem zrobić.

:pili-madi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Patrzył na nią z zadartą do góry głową, kiedy grzebała paznokciem miedzy kartkami wentylacyjnymi, żeby wyciągnąć kolejną kamerkę. Spodziewali się jej tam, ale tego dzwonka chyba nie. Chociaż Madox od razu stwierdził, że to pewnie jakaś pomyłka, jeden dzwonek i nic więcej, może ktoś się najebał i pomyliły mu się drzwi? William chociażby.
Dlatego wcale nie śpieszył się ze ściąganiem Pilar na ziemię, a nawet ją jeszcze pozaczepiał. Kurwa. Bo oni w tym swoim pojebanym świecie, wciąż łapali takie chwile. Dwie chwile beztroski, zanim rozpęta się kolejne piekło.
I to właśnie czekało na nich za drzwiami.
Kolejne pogróżki, wiadomości od chuj wie kogo. Chociaż Madox od razu wyrwał się na klatkę, schodami w dół i na ulicę, to nikogo nie znalazł. Rozejrzał się jeszcze po okolicy, ale nadawca tej dziwnej wiadomości, już zniknął.
Po schodach wspinał się szybko, po kilka na raz, cały czas zastanawiając się od kogo to prezent. Nie od Luny, tego był pewny, on nie bawiłby się w takie rzeczy, jakiś kurwa znicz.
Dalton. Dalton. Dalton.
Przecież to nie mógł być on.

Wszedł do mieszkania i od razu wyrwał się do niej, ale zatrzymał się wpół kroku i odwrócił, żeby zamknąć drzwi, przekręcił zamek i zaciągnął nawet łańcuch. Chociaż czy gdyby Luna chciał tu wejść to by go to powstrzymało?
Na pewno kurwa nie.
Wszedł w głąb mieszkania, w kierunku kanapy, a zaraz nawijał jej o ochroniarzach, a kiedy rzuciła to ta, jasne, to wbił w nią złe spojrzenie. Bo co to kurwa miało znaczyć? Obiecała mu więcej ostrożności, że będzie uważać. On jej wyznał, że gdyby jej się coś stało to by umarł, a ona mu ta, jasne - Pilar kurwa! - już stał przed kanapą patrząc na nią z góry - to nie są kurwa żarty! - uniósł się znowu, a ona tylko obracała w palcach to zdjęcie. W pierwszym odruchu chciał je jej wyszarpnąć, ale cofnęła dłoń, a on zaraz zaczął to może powinnaś, wiedział, że zaraz go zapyta co. Może wiedział nawet, że się do niego poderwie, bo sięgnął do jej nadgarstka zaciskając na nim palce, trzymając go gdzieś na wysokości ich szalejących w piersi serc.
- Może powinnaś się ukryć? - powiedział to, a kiedy zaczęła mu tak wyrzucać, czego według niego nie powinna robić, to aż odchylił do tyłu głowę. Znowu łapał w płuca więcej powietrza - doskonale wiesz, że nie o to mi kurwa chodzi! - warknął na nią i spuścił głowę wbijając spojrzenie w jej piękne, duże oczy. Bo przecież jemu właśnie o to chodziło, żeby oddychała... Żeby mogła się pokazywać publicznie, z nim. Żeby kurwa chodziła do tej swojej pracy, a nie skończyła... jak jego kurwa najlepszy przyjaciel.
I już jej to dzisiaj powiedział, a ona teraz zachowywała się jakby go wcale nie słuchała. A kiedy jej piersi zderzyły się z jego nagim torsem to nie cofnął się nawet na centymetr, z góry patrząc w jej oczy - znaleźć w końcu jaja? - powtórzył po niej, a jego klatka piersiowa uniosła się w głębokim oddechu i mogła to na sobie poczuć.
Bo jak ona kurwa dzisiaj znalazł jaja i pojechał do Luny do lasu, żeby się z nim spotkać, to... nie dość, że Sombra przypłacił to życiem, to przecież ona też mu to wypominała.
Co zrobiłeś Madoxa?
A teraz co?
Teraz kazała mu znaleźć jaja i...
- Ty uważasz, że to jest paranoja? Ktoś nam kurwa podrzuca twoje zdjęcia i jebany znicz i to jest tylko moja paranoja?! - znowu podnosił na nią głos i jeszcze pochylił się nad nią. Tak, że jego wargi zawisły przy jej twarzy, mogła czuć na policzkach jak wypuszczał niespokojnie powietrze przez nos. Teraz to on zrobił krok do przodu, tak, że musiała opaść na kanapę, bo ją na nią pchnął, sobą. Stanął nad nią krzyżując ręce na piersi.
- Wiesz co Pilar? Rób sobie, co kurwa chcesz, jak dla ciebie to co ci dzisiaj powiedziałem, to jest paranoja - spojrzał na nią z wyrzutem, bo on się kurwa przed nią otwiera na jebanej brudnej podłodze, a ona mu zarzuca paranoję. Bo co? Bo chciał, żeby była bezpieczna? I tak nie mógł jej tego zapewnić, bo gubiła jego ochroniarzy - ja pierdole, czy ty zawsze musisz ze mną walczyć? Kiedy mieliśmy być w jednej drużynie - pokręcił głową i odwrócił się na pięcie. Zniknął w sypialni, żeby na tyłek wciągnąć spodnie, a koszulkę zakładał na siebie już wracając do salonu. Kompletnie wypadło mu z głowy to zdjęcie, które trzymała. A zresztą widział co na nim było, ona i Sombra - dobra. Jadę nie mieć jaj gdzie indziej. Odstawię samochód do Rico i przyprowadzę ci Jaguara, żebyś miała czym spierdalać przed moimi gorylami - poprawił już na sobie koszulkę - zawiozę też telefony do sprawdzenia. Daj mi swój - jeszcze wyciągnął do niej rękę zbierając do tylnej kieszeni jeansów swój telefon - chociaż tyle mogę zrobić - a kiedy oddała mu komórkę wymienił ją na jakąś inną, którą przyniósł jej z sypialni, stary model z klawiaturą - ta jest czysta, jest tam mój drugi numer - dla siebie też miał taki telefon, w razie czego. Ale czego, skoro ona i tak uważała, że ona ma paranoję, po tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło i co jej powiedział. Pokazując jej swoje obawy, to jak kurewsko się o nią bał. Założył na siebie trampki i prawie się wyjebał, kiedy je wiązał na jednej nodze. Odbezpieczył zamek drzwi - i zamknij drzwi, bo ja mogę wrócić późno - złapał z komody swoje klucze i przy okazji zrzucił smycz i szelki Sombry. Zalała go krew.
Znowu to - co ty zrobiłeś Madox? Uderzyło w niego.
Znowu najgorsze myśli, same czarne scenariusze. Ale może to była jego paranoja?
Wyszedł z mieszkania i pierdolnął drzwiami, tak, że po klatce poniósł się huk, a on jeszcze opadła na nie plecami. Ciężko łapiąc w płuca powietrze. Nikt nie potrafił go wkurwić tak, jak ona. I nikogo jednocześnie tak nie kochał. Na nikim mu tak nie zależało.
Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Był wściekły, na nią, a najbardziej to chyba na tą bezsilność. To, że lekceważyła jego słowa. I jak on miał z nią kurwa walczyć? Jak ją kochał. I chciał po prostu żeby była bezpieczna. Odwrócił się i kopnął drzwi, a potem to już schodził po klatce schodowej na dół. Po drodze dzwoniąc do Maczety, że ma stać przed mieszkaniem i pilnować Pilar, chciała, czy kurwa nie.
K O N I E C
Haz lo que se te dé la puta gana.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port of Scarborough”