30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Propozycja Teddy na szczęście była dość łagodna. Przygotowanie jedzenia to żaden problem. Może April nie była jakąś wybitną mistrzynią garów, ale gotowała naprawdę nieźle, a jej narzeczona nie kręciła nosem na fakt, że w daniu nie ma mięsa. Pamiętała, że Jett gotuje całkiem nieźle i martwiła się jedynie o Emmę, która raczej nie spędzała zbyt wiele przy garach, bo zwyczajnie było jej szkoda czasu. To nie oznacza jednak, że nie ma jakiegoś ukrytego talentu! Może ich zaskoczy i przygotuje dla strażaczki coś takiego, że wszystkim innym spadną kapcie? Finch w to wątpiła, ale jej przyjaciółka już niejednokrotnie ją zaskakiwała, więc może stanie się tak i tym razem. Wolała jednak niczego w tej kwestii nie sugerować, by nie zniechęcać Donovana. Niektórym mężczyznom przeszkadzał fakt, że ich potencjalne kobiety nie były mistrzyniami kuchni. Nie chciała, by skreślał ją na starcie. Lepiej niech najpierw ją polubi, a potem odkrywa jakieś niewygodne fakty, bo łatwiej będzie mu je wybaczyć, prawda? Oby!
Reakcja Emmy i Jetta nieco ją... zmartwiła. Jej pierwsza porcja alkoholu też nie weszła gładko, ale żeby było aż tak źle? Jedna się prawie porzygała, drugi prawie umarł przez alergię... co następne? I to ludzie uważali za dobrą zabawę? To właśnie było tradycją, którą ten bar chwalił się na prawo i lewo? To niezły powód do dumy. Pewnie dlatego nigdy o tym nie słyszała. Większość zawodnikow nie dożwa kolejnego dnia i po prostu nie może opowiedzieć o niesamowitej zabawie, jaka ich tu spotkała. Oby któraś z nich była tą, która przeżyje ten szajs. Spojrzała niepewnie na narzeczoną. Strażaczka nie sprawiała wrażenia zestresowanej. Miała dobry mental do takich spraw. A może dla niej ten szot był jak kompocik? Czyżby Finch chciała poślubić aż takiego chlora? Cholera, całkiem możliwe. No nic. Nie chciała poddawać się bez walki, choć coś podpowiadało jej, że gorzko tego pożałuje. Skinęła głową i uniosła kolejny kieliszek do ust.
1d100
Opróżniła całość jednym haustem. Smakowało okropnie. Dwa szoty to za mało, by smak przestał robić jej jakąkolwiek różnicę. A może to jeden z tych alkoholi, który nigdy nie przestaje smakować obrzydliwie? Bardzo możliwe. Otarła usta wierzchem dłoni i wzięła głęboki oddech, by upewnić się, że ciągle żyje. Właściwie... nic wielkiego jej nie było. Zbierało jej się nieco na wymioty, ale to wyłącznie przez ten dziwaczny posmak na języku, a nie przez nagromadzenie procentów. W sumie to czuła się jeszcze względnie trzeźwa. Miała nawet wrażenie, że bardziej zaszumiało jej w głowie, gdy wypiła poprzednie piwo, a nie teraz, ale to chyba nie bylo możliwe, prawda?
- Żyjesz? - zapytała, patrząc na ukochaną. Z jednej strony nie życzyła jej źle, a z drugiej nie miałaby nic przeciwko, gdyby ten kieliszek jednak ją wykończył i zabawa zostałaby uznana za zakończoną. Miała coraz mniejszą ochotę w to brnąć, ale nie chciała się też jeszcze poddawać. Zdecydowanie były w niej dwa wilki i pewnie któryś z nich się na koniec tego dnia porzyga.

🍶
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała zbyt dużych wymagań co do nagrody za zwycięstwo. Ale powiedzmy sobie szczerze - Teddy nigdy nie oczekiwała zbyt wiele od życia. A jedzenie było doskonałym wyborem. Każdy lubił jeść. A jak ktoś nie lubił, to był jakimś dziwadłem. Wolała nie ryzykować pomysłem, że jeśli wygrają, to zrobią sobie rundkę dookoła świata czy coś. Bo co, jeśli faktycznie by wygrała? Wtedy całej trójce trudno byłoby się z tego wywiązać. Jej również. Nie mogła tak po prostu wyjechać - kto zastąpiłby ją w remizie? Na pewno nie Jett.
Dwa pierwsze kieliszki weszły podejrzanie gładko. To znaczy, dla kogo gładko, dla tego gładko. Burnett i Donovan byli innego zdania. Pierwsza prawie się porzygała, a drugi dostał jakiegoś dziwnego uczulenia. Niby kiedyś wspomniał, że ma alergię na jęczmień, ale kto by przypuszczał, że akurat ten alkohol był robiony z tego rodzaju zbóż? To wyłącznie jego wina, że nie zapytał!
Przechyliła trzeci kieliszek bez trwogi w sercu. Co ma być, to będzie. Nie takie rzeczy pijało się w swoim życiu. Raz bracia Johnson przynieśli na imprezę jakiś dziwaczny trunek, który poskładał wszystkich po kilku łykach. Do tej pory nie wiadomo, co w nim było, poza absyntem. Chociaż ten absynt akurat wiele by wyjaśniał. A tajemniczy napój na jarmarku bożonarodzeniowym, po który sięgnęły razem z April? Wtedy też nieźle namieszał im w głowach. Do tego stopnia, że teraz były zaręczone.

1d10

Jajebiealegówno. Teddy nie przypominała sobie, żeby była uczulona na jęczmień. Ba, nie przypominała sobie nawet, żeby miała jakiekolwiek uczulenie. A jednak, kiedy odstawiła kieliszek na blat, zauważyła na wierzchu dłoni jakąś drobną, dziwną wysypkę. Obejrzała ręce, nie kryjąc zaskoczenia i lekko ściągnęła brwi.
Co my właściwie pijemy? — zerknęła na barmana, który przebiegle uśmiechnął się pod nosem. Aha. Czyli gość próbował ich otruć. No nieźle. — Dobra, ja już więcej tego nie tykam — uniosła ręce w obronnym geście i wystawiła dłoń do Jetta, żeby poczęstował ją jedną ze swoich magicznych tabletek. Zabawa zabawą, ale zdrowie było najważniejsze!
No to mamy zwyciężczynię! — Donovan poklepał April po ramieniu niczym dumny ojciec. — Niezły wynik, Finch. Najpierw siatkówka, teraz alkoholizacja. W czym jeszcze nasz dzisiaj opierdolisz, co? I lepiej powiedz, czy chcesz, żebyśmy kupili ci prezenty na którychś ze stoisk — oczywiście chodziło o nagrodę, którą sobie wymyśliła. Mogli przecież załatwić to od razu, każdy miał przy sobie trochę gotówki na małe wydatki.
Darling uśmiechnęła się szeroko i przyciągnęła do siebie ukochaną, żeby skraść jej pocałunek. Nie miała żadnego bólu dupy i naprawdę cieszyła się, że wygrała. O wiele bardziej piekliłaby się, gdyby zwyciężył Jett. Z nim nienawidziła przegrywać z całego serca, bo zawsze szczycił się tym jak ostatni zjeb i wmawiał jej, że faceci są we wszystkim lepsi, chociaż strażaczka niejeden raz udowodniła mu, że gówno prawda.

💊 🤢
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy to była pora, żeby się nad sobą zastanowić? Przekroczyły trzydziestkę i może to była pora, by nieco się ogarnąć i spoważnieć. Czy w takim wieku człowiek powinien wlewać w siebie jakieś chemikalia nieznanego pochodzenia? Może wypadałoby się jednak zastanowić i nie dotykać niczego, czego pochodzenie nie było znane? Można byłoby zasugerować, że nie dotykac niczego, co nie miało na sobie banderoli, ale kto nie lubił sobie chlapnąć czasem jakiejś fajnej naleweczki? No dobrze, każdy przypadek wypadałoby rozpatrywać indywidualnie. Człowiek mógłby się spodziewać, że w barze dostanie coś sprawdzonego, ale to byłby głupi człowiek. Świat zna przypadki picia domowej nalewki w barze i rzygania potem do doniczek na rynku. Podobno.
Patrzyła na narzeczoną ze zmartwieniem. Wyglądało na to, że weszło jej dość kiepsko. Finch nie kojarzyła, by zareagowała kiedyś w podobny sposób na jęczmień, ale może po prostu o tym zapomniała? A może do tego dziwacznego trunku dolany był jakiś Perwol i to na niego wszyscy byli uczuleni? To dużo bardziej prawdopodobne. Na szczęście strażaczka mimo wszystko trzymała się dzielnie i nie wyglądała na taką, do której trzeba wzywać karetkę.
To wszystko oznaczało, że April wygrała. Znowu! I to tak naprawdę, a nie tylko w swojej głowie. Wyszczerzyła się z dumą po pochwałach Jetta. Czemu rodzice nie byli z niej nigdy aż tak dumni jak przyjaciele? Nie wiadomo! W ramach celebrowania swojej zajebistości obróciła się do nich tyłem, by pokręcić dla nich swoim.. tyłem. Chwila twerkowania była przecież perfekcyjną cieszynką.
— To zdecydowanie jest mój dzień, a wszystkie gratulacje są zasłużone — oceniła i znów się do nich obróciła. W ramach nagrody dostała jeszcze całusa. Czego chcieć od życia więcej? Wszystko miała na wyciągnięcie ręki. Mogła jednak umrzeć teraz i tutaj. Przynajmniej odchodziłaby z tego świata szczęśliwa. Jakim cudem Teddy wytłumaczyłaby jej rodzicom okoliczności tej śmierci? Nie wiadomo, ale to nie byłby już problem April.
— A tu nie sprzedają samego jakiegoś paskudnego szajsu? — Spojrzała nieco zaskoczona na strażaka. Nie mieli wcześniej okazji chociażby rzucić okiem w stronę stoisk, ale po tego typu miejscach April nie spodziewałaby się zbyt wiele. Z drugiej strony, miała słabość do takich głupot i do tandety, a takie na pewno byliby w stanie tutaj znaleźć. Zamyśliła się na moment, bo propozycja Donovana właściwie brzmiała zadziwiająco kusząco.
— Ej dobra, to jest w sumie niezły pomysł. Niech to będą rzeczy stąd. Zasady są te same, a znalezienie czegoś tutaj będzie o wiele bardziej skomplikowane, więc to wyłącznie wasz problem — orzekła, uśmiechając się szeroko. Taka to umie się ustawić. Burnett westchnęła krótko i rzuciła strażakowi pełne politowania spojrzenie. Ten to nie wiedział, kiedy zamknąć mordę. Finch machnęła na wszystkich ręką, by ruszyli za nią z powrotem nad wodę. Nie chciała im przecież zaglądać przez ramię, gdy będą to wszystko ogarniać, bo to byłoby oszustwo. Usiadła na wolnym miejscu na pomoście.
— Do boju, kochani. A kto przyniesie najlepszy prezent, dostanie nagrodę indywidualną dopasowaną do swoich potrzeb — zapewniła dobrodusznie. To jednak kobieta o wielkim i złotym sercu, trzeba jej to przyznać.

🎁
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wlewała w siebie niejedno okropieństwo, ale nigdy wcześniej nie dostała od alkoholu wysypki. Jak nic barman chciał ich otruć! Był jak ta baba, która dolewała swojej koleżance z pracy do kawy i herbaty żrące chemikalia, w tym płyny do czyszczenia kibli i usuwania rdzy. Dobrze, że im nie wypaliło krtani ani żołądka. Chociaż kto wie, może kolejne objawy pojawią się dopiero w ciągu najbliższych godzin? Na razie ani Teddy, ani Jett nie potrzebowali udzielania pierwszej pomocy. Emma też trzymała się dzielnie, nawet torsje jej przeszły. Tylko April pozostawała niezwyciężona. Chyba miała jakiś problem i Darling powinna poważnie zastanowić się, czy nie oddać jej do jakiegoś ośrodka zamkniętego, skoro ten trunek nie zrobił na niej najmniejszego wrażenia.
Narzeczona wygrała uczciwie, więc należały jej się wszystkie pochwały i pocałunki. Te pocałunki, oczywiście, tylko od strażaczki, reszta niech pozostanie przy uścisku dłoni. Zaśmiała się głośno, widząc, jak April zaczyna trząść tyłkiem, i klepnęła ją w pośladek. Bo mogła. A nawet musiała — przecież właśnie to należało do jej obowiązków.
Oczywiście, że tutaj jest sam szajs — podkreśliła, bo jeszcze tego brakowało, żeby Finch zabrała do domu jakieś bibeloty-pierdołoty. Co można było znaleźć oprócz magnesów na lodówkę i jakichś przypinek? Trzeba było się jednak spodziewać, że April spodoba się ten pomysł. Miała słabość nie tylko do Teddy, ale też do tandety. A może jedno wiązało się z drugim? Jeśli tak, to trochę przykra sprawa.
Przynajmniej będziemy mieć to z głowy — wyszeptał Jett do Emmy, która patrzyła na niego z politowaniem. — Podziękujesz mi później — puścił do niej oko. No bo czy dzięki temu nie zaoszczędzą później na poszukiwaniach? Widać było, że Finch nie odpuści, skoro już wydawała im polecenia.
Ciesz się, że nie liczy nam czasu — dodała z rozbawieniem Teddy, która zasalutowała narzeczonej i oddaliła się od pomostu. Donovan i Burnett ruszyli za nią, od razu rozglądając się po stoiskach w poszukiwaniu czegoś, co zapewni im zwycięstwo. W końcu rozdzielili się i każde poszło w innym kierunku.
Darling minęła stoisko z miśkami i takie ze sztucznymi tatuażami. Nic nie wydawało się wystarczająco dobre, a wszystko wyglądało tak, jakby miało się zaraz rozpaść. W pewnym momencie jej uwagę przykuł stolik z rękodziełem. To mogło być to! Sprzedawano tutaj bransoletki z koralików, plecione paski, szydełkowe maskotki, a nawet rzeźbione łyżki. Strażaczka zacisnęła usta w wąską linię. Chwilę zajęło jej podjęcie decyzji, ale w końcu dokonała wyboru i żwawym krokiem podążyła w stronę pomostu, na którym siedziała Finch. Szybko okazało się, że była ostatnia.
Jett przywlókł ze sobą balon z helem z wizerunkiem Lady i Trampa z Zakochanego Kundla, przedstawiający scenę, w której psy wciągają spaghetti. Trochę nuda. Emma miała trzy losy na loterię fantową. Nie no, to już było pójście na łatwiznę! Darling z kolei wyciągnęła zza pleców ręcznie malowaną doniczkę, co dobrze sobie przemyślała. Mogły do niej przesadzić krzak marihuany, który wręczyła April na urodziny. Przyjemne z pożytecznym!
Cała trójka wpatrywała się w Finch, czekając na jej werdykt. I tak wszystko należało już do niej, teraz musiała jedynie wybrać zwycięzcę. I nie zapominać, kto był jej narzeczoną, która będzie robiła jej później dobrze.

🪴
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Potwierdzenie informacji, że wokół nich jest tylko szajs, w ogóle jej nie zmartwiła. Rezultaty będą dzięki temu przyjemniejsze, to na pewno! Zmarszczyła nos i brwi, gdy usłyszała, że strażak szepcze coś do jej przyjaciółki. Nie dosłyszała, co takiego próbował jej powiedzieć, ale to nic. Na pewno coś niewłaściwego, biorąc pod uwagę uśmiech Emmy. Finch nadal dostrzegała w jej oczach jakąś taką litość nad czyimś naiwnym sercem. Czyim? Pewnie Donovana. Jemu się najwyraźniej zdawało, że Burnett będzie mogła kiedykolwiek i jakkolwiek mieć swoją przyjaciółkę z głowy. Wyjątkowo durne stwierdzenie, to mu trzeba przyznać. Będąc w tak bliskiej relacji z April nie dało się po prostu od niej odpocząć. Powinien mieć tego pełną świadomość po przebywaniu z Teddy, która na pewno każdego dnia była tym faktem absolutnie zachwycona.
Czekała cierpliwie na pomoście, aż jej bliscy wrócą z prezentami. Matko kochana, czy to był najlepszy dzień na świecie czy nie? Oczywiście, że był! Sięgnęła po telefon i zrobiła kilka zdjęć okolicy oraz samej sobie. Jedno z selfie wylądowało oczywiście na jej relacji na Instagramie, na której pochwaliła się zwycięstwem w meczu siatkówki i zachlewania mordy. Dobrze, że pamiętała, by udostępnić tę relację tylko bliskim znajomym. Nie wszyscy musieli przecież znać ją dokładnie od tej strony. Chociaż kogo miała się obawiać? Bardziej martwiła ją opinia jej bliskich niż obcych ludzi. Ci drudzy mogą sobie gadać co chcą, ona i tak swoje wiedziała. Ale no żeby ktoś, kogo opinia ma dla niej znaczenie, uważał ją za ostatnią menelicę? Trochę przykre. Z drugiej strony, czy wszyscy jej bliscy nie zdawali sobie już sprawy z jej durnego łba? Ach, trudno wybrać tutaj perfekcyjne rozwiązanie.
Czas oczekiwania minął jej bardzo szybko. Dobrze być uzależnionym od telefonu, bo wtedy można sobie w bardzo łatwy sposób znaleźć na nim zajęcie i spędzić miło czas! Inaczej musiałaby siedzieć i myśleć albo używać wyobraźni albo robić coś równie szalonego. Wszyscy pojawili się w podobnym czasie, choć była nieco zaskoczona, że jej narzeczona zjawiła się ostatnia. Czyżby tak bardzo nie mogła się zdecydować? Zakładała, że ona będzie miała najmniejszy problem ze znalezieniem czegoś, co przypadnie jej do gustu. A może na tym stoiskach aż tak bardzo niczego nie ma i jedynie Teddy zdawała sobie z tego sprawę?
Obejrzała wszystkie prezenty z uwagą i dość rozważną miną. Wybory były naprawdę niczego sobie, jak na warunki, w które ich wszystkich wrzuciła. Ale zawsze mogło być lepiej, prawda? Miała taki dobry dzień, wszystko to im była w stanie wybaczyć.
— To jest oszukiwanie i nakłanianie do uzależnienia od hazardu czy coś tam. No, chyba że coś wygram, to wtedy to odszczekam, ale na ten moment masz ostatnie miejsce — oświadczyła, patrząc na Emmę. Niemniej jednak przyjęła losy. Jak już je kupiła, to trzeba bło sprawdzić, na co mogły trafić! Może jednak zbudują zaraz ten nowy dom?
— To miało potencjał, ale wybrałeś kiepską bajkę. Już Psi Patrol byłby lepszy — wyjaśniła Donovanowi. Miałby bardzo duże szanse, gdyby z jakiegoś dziwnego powodu znał ulubione bajki April. Zakochany Kundel zdecydowanie był w topce.
— A doniczka jest oczywiście idealna — zakończyła, podchodząc do ukochanej, której od razu sprzedała mokry buziak w policzek. W rzeczywistości doniczka była trochę brzydka, ale to nic. Liczyło się, że była od Teddy i będą mogły jej używać w ich wspólnym mieszkaniu.
— Nagrodę sobie odbierzesz, jak oni już sobie pójdą — dopowiedziała, wskazując ruchem głowy w stronę Jetta i Emmy. Mogła im oczywiście wyjaśnić, co takiego zrobi Teddy, ale coś jej podpowiadało, że wcale nie chcieli tego słuchać.
Coś mi mówi, że to było ustawione. Skrzyżowała ręce na piersi i pokręciła głową z niedowierzaniem. Pewnie po prostu dupa ją bolała, że przegrała!

🥇
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

April nie mogła oczekiwać cudów na kiju, kiedy na stoiskach naprawdę wybór był dość marny. Nikt przynajmniej się nie wykręcał i każdy posłusznie udał się na poszukiwania najbardziej kiczowatego prezentu, który przypadłby Finch do gustu. Teddy od razu zdała sobie sprawę, że nie znajdą tutaj niczego aż tak zajebistego, co wyjebałoby jej narzeczoną z trampków. Bywała na podobnych wydarzeniach i zwykle wszystko opierało się na podobnym schemacie — szajs za gruby hajs. No dobra, ceny nie były aż tak kosmiczne, ale tanio też nie było. Nie miała jednak pojęcia, czy Emma i Jett mieli już okazję kupować cokolwiek na stoiskach, do których ludzie lgnęli jak muchy do gówna. Może to wcale nie był ich pierwszy raz?
Spojrzała z rozbawieniem na Burnett, która zajęła ostatnie miejsce. Nie naśmiewała się z niej, ale miała za swoje, że chciała wpędzić jej kobietę w nałóg! Gorzej, jeśli April jednak wygra - wtedy wypadałoby jej coś odpalić. Jakieś sześćdziesiąt siedem dolarów, tak na pocieszenie. Przeniosła wzrok na Donovana. On to w ogóle się nie popisał. Balony były fajne, ale pod warunkiem, że rozwiązało się je i wciągnęło hel do płuc. W sumie tylko do tego nadawał się ten Zakochany Kundel.
Mogłeś wybrać takiego z Marshallem — podpowiedziała, kiedy Finch wspomniała o Psie Patrolu. No co? Jej narzeczona miała słabość do strażaków, duuh. Szkoda, że Teddy dała mu taką świetną radę dopiero po fakcie, ale nie mogła przecież zmniejszyć sobie szans na zwycięstwo. Była durna, ale bez przesady! Trzeba pamiętać, że oprócz tego była też ładna i cwana, hehe.
Przyklasnęła w dłonie, zachwycona zwycięstwem. W końcu coś dzisiaj wygrała! Uśmiechnęła się pod wpływem buziaka w policzek, już kombinując w głowie, jaką wybrać sobie nagrodę. Czy to też April o tym decydowała? Pal sześć, bo cokolwiek by to nie było, i tak będzie idealnie.
Nie no, pobite gary — obruszył się Jett. — Na pewno wcześniej to uknułyście. Nie podoba mi się takie spoufalanie, a ta doniczka nie jest nawet fajna — burknął pod nosem i teraz wyglądał jak duży, obrażony dzieciak, który ściskał w dłoni sznureczek z balonem.
W dupie byłeś, gówno widziałeś. Jest bardzo fajna — zastrzegła natychmiast Darling. — Może niezbyt urokliwa, ale ręcznie robiona i prawie pomalowana — zaznaczyła dumnie, jakby sama ją przy tym stoisku zdobiła. A prawie, bo widać było na niej sporo niedociągnięć. Nieważne, zawsze można było ją odświeżyć! Kosztowała dwadzieścia dolców, więc musi im służyć do końca życia albo i dłużej.
Może przynajmniej sprawdzisz, czy coś wygrałaś — Emma wskazała ruchem głowy na przyniesione przez siebie losy.
Teddy natomiast pomyślała, że właściwie mogliby już sobie pójść, ale niegrzecznie byłoby tak ich wyganiać. Trzeba było liczyć na to, że nie zechcą zostać z nimi w domku. Nie, żeby strażaczka miała coś przeciwko, ale trochę jednak miała. Na razie ani jedno, ani drugie nie wyglądało tak, jakby zamierzało wracać do Toronto. Może trzeba było ich bardziej upić? Albo zasugerować, że na tę randkę powinni pójść już teraz? Pierwsze koty za płoty i chyba nawet się polubili. Tylko brakowało psa. Jett powinien wyskoczyć z mamony i kupić Burnett jakiegoś pluszaka. Pluszowego Marshalla, żeby Emma zawsze go z nim kojarzyła.

🏆
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko poszłoby nieco lepiej, gdyby Jett nie wyskoczył z pomysłem kupowania szajsu akurat tutaj. Gdyby mieli szansę wykazać się poza letnim festiwalem, to pojedynek byłby pewnie dużo bardziej zacięty. Może nam strażak miałby dużo większe szanse i jego wybór nie zostałby aż tak wyśmiany? Cóż, tego się nigdy nie dowiemy, bo stało się tak, jak się stało. Niemniej jednak byla zadowolona. Wciąż była na fali wznoszącej po tych wszystkich zwycięstwach i nic nie mogło jej tak po prostu zepsuć humoru. No dobra, na pewno coś mogło. Nie ma co podchodzić do sprawy zbyt pozytywnie, żeby potem nie być skrajnie zawiedzionym. Powinna pewnie cieszyć się przede wszystkim z obecności swoich przyjaciół, a nie tego, że ich ojebała w jakichś kretyńskich pojedynkach, ale co tam.
— Niczego wcześniej nie knułyśmy. To raczej oczywiste, że Teddy ma nad wami przewagę, a przecież sam wybrałeś wyjątkowo , pole do gry. — Wyjaśniła mu na spokojnie. Nie ma co się obrażać, kiedy samemu rzuca się sobie kłody pod nogi. Pewnie gdyby sypiała też z Donovanem, to również mógłby liczyć na jakąś nieuczciwą przewagę, ale nic takiego nie miało miejsca i miejsca nigdy mieć nie będzie. To również wyłącznie jego problem, że nie był taki cudowny jak jej narzeczona. No i że był mężczyzną, co właściwie usuwało go w przedbiegach. Burnett miała w tej kwestii przynajmniej jakiekolwiek szanse. Kto wie, może gdyby poszła na tamten jarmark z Emmą, a nie Teddy, to sytuacja dzisiaj wyglądałaby kompletnie inaczej? Takie gdybanie pewnie nie miało większego sensu, a Finch nawet nie była pewna, czy w ogóle wierzy w zasadność efektu motyla, ale lubiła się czasem tak pozastanawiać. Po prostu dla sportu. Teddy często jej powtarzała, że zasługiwała na jakąś wspaniałą kobietę i że nie powinna zadowalać się byle czym. Czy byłaby zadowolona, gdyby Finch zaręczyła się z Burnett? Cieszyłaby się jej szczęściem, to na pewno, ale czy uznałaby ją za kogoś wystarczającego? Ze strażaczką to nigdy nie wiadomo.
— A to akurat jest bardzo dobry pomysł — pochwaliła Emmę, bo to nie było przecież tak, że nie potrafiła docenić kogokolwiek poza narzeczoną. Jak ktoś się wykazywał, to nie miała z tym problemu. Nie jej wina, że Jettowi szło dziś średnio! Cała ekipa ruszyła w stronę stoiska obsługującego loterię, żeby dowiedzieć się, czy April wróci do domu nieco bogatsza. Szybko okazało się, że... owszem! Dwa z trzech losów okazały się wygranymi, co było calkiem niezłym wynikiem. Ale czy nagrody w ogóle były tego warte? Jedną z nich był kupon o wartości kilkunastu dolarów do jednej z okolicznych księgarni, a drugim ilustrowany atlas kanadyjskich jezior. Chyba jacyś uczniowie nie odebrali tego drugiego za pasek na świadectwie albo ten festiwal był jakoś dziwacznie połączony z lobby książkarskim. Cokolwiek to bylo, wszystko jedno.
— Czyli wychodzi na to, że jeżeli włożysz odpowiednio dużo pieniędzy w hazard to masz szansę na fajną wygraną? Dziękuję za utwierdzenie mnie w tym przekonaniu, skarbie. — Uśmiechnęła się szeroko do przyjaciółki i cmoknęła ją w policzek. Wnioski, które April wyciągała z takich sytuacji nie były chyba zbyt konstruktywne.
Czy to oznacza, że jednak nie jestem ostatnia?dopytala, spoglądając kątem oka na strażaka.
— Co? A, no jasne, że nie! Wspinasz się na drugie miejsce, a Jett musi utopić się w porażce — zawyrokowała radośnie. Czytelnictwo zawsze powinno wygrywać z tandetnymi balonami.

numer raz
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jett zupełnie tego nie przemyślał. Dalej chyba upierał się przy tym, że zaoszczędzili czas i mieli zakupy z głowy. Gdyby byli poza stoiskami nad jeziorem, wymagania April na pewno stałyby się o wiele większe. A tutaj? Zero oczekiwań. Bo chyba Finch nie spodziewała się, że którekolwiek z nich wykaże się większymi ambicjami i sprezentuje jej jakąś perełkę? Może gdyby tak dłużej pogrzebać, coś by się znalazło - nawet Teddy tak uważała - ale wtedy narzeczona spędziłaby na pomoście resztę popołudnia i to w samotności.
Ha! Widzisz? Strzeliłeś sobie w kolano — pouczyła kumpla, kiedy ukochana stanęła w jej obronie. Wyprostowała się dumnie, zachwycona faktem, że zawsze będzie miała przewagę. Czyli wejście w związek było całkiem opłacalną inwestycją, bo Darling nie była już traktowana wyłącznie jak przyjaciółka. Inaczej Emma mogłaby ją wyprzedzić, ale teraz mogła jej co najwyżej naskoczyć.
Dobrze, że nie słyszała wszystkich rozkmin, które pojawiały się w głowie Finch, bo inaczej pomyślałaby, że w tym, co wydarzyło się po jarmarku, wcale nie chodziło o samą strażaczkę, tylko o każdą inną przyjaciółkę, z którą April poszłaby później do łóżka. Wszystko jedno, czy była to Teddy, Emma czy jeszcze jakaś inna Halina. A tak żyła sobie w błogiej nieświadomości i była o wiele zdrowsza. Niemniej cieszyłaby się jej szczęściem, gdyby ta zaręczyła się z Burnett. Dlaczego nie? Najpewniej nigdy nie uświadomiłaby sobie, że czuje do Finch coś więcej, więc nie byłoby jej nawet żal. Emma była w porządku, a Darling z czasem przestała kręcić nosem na wybory April. Z wiekiem była względnie mądrzejsza i nie wpieprzała się już w jej związki ani nie próbowała pomagać jej w podejmowaniu decyzji.
Chyba nikt się nie spodziewał, że w tych losach będzie zawarta jakaś wygrana. A jednak! Ale czy za kilkanaście dolarów można było kupić jakąś książkę w księgarni? Jakąś tam na pewno. Resztę zawsze można dorzucić. Nieważne, że w lofcie miały cały regał i już nie było gdzie ich trzymać - najwyżej wygospodaruje się dodatkowe miejsce.
Zawsze to lepsze niż atlas grzybów — stwierdził Donovan, biorąc do ręki ilustrowaną książkę. To akurat było idealne dla niego, bo słabo czytał i czasami rozbijał słowo na sylaby, przez co Teddy nie dawała mu żyć. Może Emma się zlituje i udzieli mu jakichś prywatnych korepetycji, a on odwdzięczy jej się, nie wiem, nauką francuskiego?
Och, nie przesadzałabym z tą dużą ilością włożonych pieniędzy, wydałam na te losy łącznie dziewięć dolców — sprostowała Burnett, żeby Finch nie pomyślała sobie, że jakoś szczególnie się wykosztowała. Zaraz jednak cała się rozpromieniła, słysząc, że nagle podskoczyła na podium.
Oszustwo — mruknął przegryw Jett. — Co to za zmiana decyzji po ogłoszeniu werdyktu? — widać było, że trochę go to ugodziło, ale chyba i tak jojczyłby bardziej, gdyby to Darling przeskoczyła go na podium. Burnett miała taryfę ulgową. Jeszcze.
Teddy wolała się nie odzywać, bo jeszcze za chwilę okaże się, że z goata spadła na samo dno. Emma natomiast ściągnęła brwi, jakby już zaczęła kombinować, co zrobić, żeby znaleźć się na pierwszym miejscu, ale ostatecznie wypuściła powietrze nosem, nie wpadając na żaden sensowny pomysł.

🐐
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Śmianie się z Donovana wszystkim wychodziło coraz lepiej. April nie czuła się w tej kwestii jeszcze mistrzynią, ale przecież trening czynił mistrza. Wcześniej nie miała aż tak wielu okazji do praktykowania takich zagrywek. Wiadomo, że poznała go zanim zeszła się z Teddy, ale mieli dużo mniej okazji do wspólnego spędzenia czasu. Teraz nie miala nic przeciwko temu, by spotykać się nawet we troje, gdy tylko strażacy uznawali, że obecność April była im do czegokolwiek potrzebna. Cieszyła się, że lubi wszystkich przyjaciół swojej narzeczonej. Tak było po prostu łatwiej. Nigdy nie zmuszała jej też, by brała ją ze sobą, gdy planowała spotkanie z którymś z nich. Równie dobrze mogły widywać się ze swoimi ludźmi osobno i żadna się o to nie obrazi. One dodatkowo mogły spotykać się też w gronie mieszanym i wychodziły z tego same dobre rzeczy, jak było zresztą widać po tym dniu. Dobrze też, że Teddy nie kręciła nosem na żadnego z jej bliskich, których miała okazję do tej pory poznać. Jeżeli z jakiegoś powodu uznałaby, że taka Burnett jest jej co najmniej nie po drodze, to byłby jednak spory problem.
— No tak, ale skoro kupiłaś trzy losy i dwa z nich okazały się wygrane, to pewnie jakbyś ich kupiła ze dwadzieścia, to teraz wychodziłabym stąd obładowana nagrodami, prawda? — Emma przekrzywiła nieco głowę, przyglądając się jej ze zmartwieniem. Prawdopodobieństwo chyba nie do końca tak działało, ale kto by się przejmował jakąś matematyką dla nudziarzy? Mieli się dobrze bawić, a nie liczyć. April już i tak z trudem znosiła, że przy tak wielu erpeżkach trzeba było aż tyle liczyć przy rzutach. Dobrze że teraz jest do tego tyle aplikacji, które nieco to ułatwiają! Jak ludzie radzili sobie z tym wszystkim kilkanaście lat temu? Cóż, z trudem. April pamiętała te czasy i musiała przyznać, że były one dość mroczne. Zawsze wolała lecieć po prostu na pałę i liczyć, że będzie dobrze, a że zazwyczaj miała szczęście w kostkach, to jakoś się to udawało. A czego nie doturla, to przecież sobie dogada, prawda? W przypadku hazardu to też na pewno będzie tak wyglądało. Musi po prostu zaangażować się w niego z podobną intensywnością, co w każdą sesję.
— Jasne, twoje zgłoszenie zostało przyjęte i będzie przekazane do organizatorów. Poczekaj na ich oficjalną odpowiedź. — Przyłożyła palec wskazujący do głowy i zmarszczyła nos, rozkminiając coś bardzo potężnie. Nie była przecież wredną pizdą, która zignorowałaby protesty jednego z zawodników! Wszystkim należało się uczciwe rozpatrzenie ich sprawy.
— Odpowiedź jest taka, że mam wyjebane, bo to był mój konkurs i mogę sobie ustalać takie zasady, jakie chcę, a jak się nie uspokoisz, to trzecie miejsce zaraz zrobi się wolne, a ty wylądujesz na czwartym — oświadczyła, uśmiechając się słodko do strażaka. Samodzielne organizowanie takich akcji było naprawdę super, bo można było sterować zasadami tak, jak się tylko w tej durnej głowie ujebie. Czy to faktycznie było aż takie uczciwe? Niespecjalnie, ale jej się ta wersja bardzo podobała, więc na pewno właśnie tak zostanie. Niech się facet cieszy, że nie został totalnie zdyskwalifikowany i nie nałożono na niego żadnej kary, która poszłaby mu w pięty.

🥢
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubiła ludzi i ciężko było sprawić, żeby zaczęła pałać do kogoś jakąś szczególną niechęcią. Teddy w ogóle miała to do siebie, że odnajdywała się w każdym towarzystwie, chociaż na początku musiała zrobić małe rozeznanie, żeby sprawdzić, o czym mogłaby z nimi pogadać. Dlatego zawsze obserwowała z zachwytem, jak jej znajomi, stają się również znajomymi April. Sama nie miała problemu ze złapaniem wspólnych tematów z ludźmi z pracy narzeczonej, ale czy miałaby o czym rozmawiać z tymi, z którymi grała przy jednym stole w erpeżki? Coś tam pewnie by się znalazło, ale zupełnie nie rozumiała takich zajawek. Można też podejrzewać, że żadne z nich nie rwało się do dyskusji ze strażaczką o sportach, motocyklach czy kartografii. No nic. Przecież w tym wszystkim wcale nie chodziło o sympatię, a po prostu dobrze bawić się w gronie osób, które lubią Finch.
Cała trójka spojrzała na April z lekkim politowaniem. Chyba nigdy nie była dobra z matmy, ale w porządku, nie mogła być przecież we wszystkim doskonała! Teddy kochałaby ją nawet, gdyby potrafiła liczyć tylko do dziesięciu. I to na palcach! No i faktycznie, w teorii dwadzieścia losów powinno dać około trzynastu wygranych. Ale wynik trzech losów wcale nie mówił, jaki będzie wynik kolejnych. Darling nazywała to matematyką małej próbki, czyli wyciąganiem zbyt dużych wniosków z przypadkowego wyniku. Ale po co psuć jej te wyobrażenia? Niech sobie myśli, że miałaby mnóstwo nagród!
Jett z niecierpliwością oczekiwał rozpatrzenia swojego wyimaginowanego podania. Chyba myślał, że Finch poszła po rozum do głowy, ale nic z tego i dalej upierała się przy swoim. I jeszcze chciała zdegradować go na czwartą pozycję! W jego odczuciu został potraktowany niesprawiedliwie, chociaż wcześniej plasował się na drugim miejscu. Niewiele brakowało, żeby wygrał, a tu takie rzeczy!
Strasznie durny ten konkurs — mruknął z wyraźnym niezadowoleniem. Szybko jednak uznał, że wdawanie się w dalszą dyskusję nie miało sensu. Szkoda tylko, że nie uświadomił sobie, że nawet gdyby zajął sześćdziesiąte siódme miejsce, nie miałoby to żadnego znaczenia, bo oni sami niczego nie wygrywali.
A gdzie jakieś medale? — odezwała się Emma, spoglądając smutno po sobie. Czego ona się spodziewała? Orderu z ziemniaka i dyplomu z drukarki?
No właśnie! I gdzie upominki od miasta? — Darling rozejrzała się dookoła ostentacyjnie, jakby spodziewała się, że zaraz zza krzaków wyskoczy burmistrz i wręczy im torebki ze słodyczami i kubkiem z napisem KOCHAM TORONTO. — Nic się ci organizatorzy nie postarali — westchnęła ciężko i posłała ukochanej rozbawione spojrzenie. A potem nachyliła się i skradła jej słodki pocałunek. — Dobrze, skoro Donovan został zubożony, co swoją drogą bardzo mi się podoba, to proponuję iść do baru i wypić coś sprawdzonego. Może cytrynówkę? Ktoś ma tutaj uczulenie na cytryny? Nie? To wspaniale — poprawiła sobie doniczkę pod pachą, którą teraz musiała wszędzie ze sobą taszczyć, chociaż to był prezent dla April, i złapała narzeczoną za rękę, ciągnąc ją w stronę baru, przy którym chwilę wcześniej trójka z nich prawie umarła. Ale to nic! Co ich nie zabije, to wzmocni!
A może skoczymy potem coś zjeść? Umieram z głodu! Hot-dog i frytki? — zaproponował i przez moment wyglądał tak, jakby chciał zaoferować, że on stawia, ale musiał dokonać w głowie obliczeń, że to się zupełnie nie opłaca. Ale żarcie samo w sobie brzmiało nieźle. One same zjadły w domu tylko śniadanie, a tutaj przy co drugim stoisku sprzedawano jakieś pyszniutkie węglowodany.
Powiedz im, żeby sobie już poszli — zasugerowała, zerkając przez ramię na Jetta i Emmę, którzy maszerowali kilka kroków za nimi. — Ja oczywiście mogę kazać Donovanowi spierdalać, ale nie wypada mi tak mówić do twojej przyjaciółki — znów spojrzała wymownie na Burnett, która zaśmiała się głośno, rozbawiona żartem Jetta. Kto by przypuszczał, że będzie bawił kogokolwiek innego poza Teddy?

🌭
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”