Granda to była ostra punkówa. Zresztą nie nazywają nikogo grandą bez powodu, tutaj akurat powodów było mnóstwo, bo ona żyła kłótniami, bójkami i awanturami. Do tego nosiła czerwonego irokeza, wysłużone glany, spodnie w kratkę i makijaż, który wyglądał jakby nie był zmywany od co najmniej trzech nocy, ale tak po prawdzie to za każdym razem dopieszczała go przez bitą godzinę. Miała agrafki w uszach i kolczyki na swojej chudej, podłużnej twarzy wybledzonej najjaśniejszym pudrem jaki udało jej się znaleźć. Bujała się po różnych melinach i squotach, my akurat poznaliśmy się na ulicy - grałem na jednej miejscóweczce w centrum, a ona wrzuciła mi do pokrowca guzik uznając, że tyle jest warta moja muzyka. W pierwszej chwili ogarnęła mnie konsternacja, ale Granda szybko wybuchła najgłośniejszym śmiechem jaki w życiu słyszałem, przysiadła się bez pozwolenia i od razu zaczęła częstować mnie szlugami bez filtrów oraz tanim winem. Potem niejednokrotnie ratowałem jej dupę bo nagminnie przykuwała się do drzew, pyskowała policjantom lub chodziła na każdy możliwy strajk tylko po to, żeby jako pierwsza rzucić kamieniem i wywołać jakąś grandę. Bujaliśmy się razem po koncertach, czasem pozwalałem jej przekimać u mnie, zdarzało się nam ze sobą sypiać, ale nigdy jakoś specjalnie mi się nie podobała, od początku była właściwie tylko kumpelą. Dzisiaj napisała do mnie wiadomość o treści -
Billy, kurwa, lecimy dzisiaj na koncert Syfu i Hałasu, znam dziewczyny z kapeli, wkręcimy się potem na after, bądź na miejscu trochę wcześniej to zrobimy nawet jakiś biforek, jak się nie pojawisz to po ciebie przyjdę, a jak mi nie otworzysz to wejdę oknem, do zooooo - czyli generalnie nie miałem wyboru. Co prawda zespół Syf i Hałas był mi kompletnie nieznany, ale w sumie brzmiał jak coś, co chciałbym poznać, natomiast bifor w slangu Grandy znaczył mniej więcej tyle, że walniemy flaszkę przed wejściem, a potem to już będziemy zapijać tanim piwskiem z baru. Stawiam się więc na miejscu o umówionej godzinie i od razu wita mnie szeroki uśmiech dziewczyny, wciska mi w rękę napoczętą butelkę w papierowej torbie. Ciągnę dużego łyka - alkohol nieznanej nazwy jest mocny i dosłownie pali mi przełyk, na co się mocno krzywię, oddając go Grandzie, a ona znowu się śmieje -
Co? Za mocne? - pyta kpiąco, po czym przysuwa ustnik do warg i wlewa w siebie potężną porcję, przez jej twarz nie przebiega nawet cień grymasu, za to spluwa na chodnik i zaciąga się ostatnim buchem z kiepa, którego trzyma między palcami. Potem jeszcze kilka razy wymieniamy się flaszką, a kiedy widać już dno, to wyrzucam pustą butelkę do kosza i wreszcie wbijamy do środka. Schodzimy w dół, do miejsca, które wygląda jakby nigdy nie zostało wykończone - otaczają nas surowe, ceglane ściany, a ponad głowami odarty z farby strop, gdzieś wzdłuż pomieszczenia biegnie bar, z tyłu kilka stolików, a na przedzie miejsce dla zespołu, wydzielone jedynie przez wzorzysty dywan, zajebany pewnie z jakiegoś śmietnika. Ludzi jest sporo, natomiast powietrze pachnie dymem, potem oraz alkoholem. Barmani serwują piwo w plastikowych kubkach, więc kupuję nam po jednym, bo Granda jak zwykle jest spłukana. Opowiada mi o tym, co ostatnio dzieje się na squocie, kto z kim i dlaczego. Mówi podniesionym głosem, bo wokol panuje już niezły gwar, nawet jeśli zespół nie pojawił się jeszcze na scenie. Wbijam w nią spojrzenie i totalnie nie zauważam czyjejś ręki, która pewnie w ferworze ekscytującej opowieści, przypadkowo wystrzeliwuje w moją stronę, prawie wytrącając mi z dłoni kubek. Praktycznie cała jego zawartość ląduje na mojej koszulce z Nirvaną i na tej rudej lasce, która właśnie pozbawiła mnie kilku procentów -
Ej kurwa uważaj z tymi -
łapami, kończę w myślach, bo oto nasze spojrzenia się przecinają i dosłownie czuję jak jakaś niewidzialna iskra przeskakuje z jej pięknych oczu wprost do moich, potem biegnie przyjemnym dreszczem wzdłuż kręgosłupa, zatrzymuje się gdzieś w żołądku i wywraca go na drugą stronę w wyjątkowo przyjemnym odczuciu. Czy to te legendarne motyle w brzuchu? Jebana strzała Amora? Spod wpływu jej czaru wyrywa mnie dopiero znajomy głos gdzieś po lewej stronie -
A ty co się gapisz, piździelcu?! Twoja dupa wylała nam browara!... - Granda zwraca się do faceta, którego ruda musiała raczyć swoją ekscytującą opowieścią zanim doszło do zderzenia, a ja mrugam kilka razy i wbijam w niego spojrzenie.
Gabriela R. Blais