Też była pewna siebie. Szczególnie kiedy specjalnie prowokowała, chociażby odsuwając materiał kurtki, żeby pokazać coś więcej niż obojczyki. Każdy jej gest, każde spojrzenie wydawało się przemyślane, naprawdę starałem się sprawiać wrażenie niewzruszonego, ale miała mnie w garści, a w jej lubieżnym spojrzeniu widzę, że doskonale o tym wie. Ktoś będzie miał dzisiaj bardzo przyjemne sny, o których niestety zapomni zaraz po przebudzeniu. Chociaż sposób w jaki obejmuje końcówkę papierosa na bank wryje mi się w głowę, bardzo wyuzdany, chciałbym popatrzeć jak te wargi zaciskają się wokół czegoś innego. Prawie mi staje więc jak się od siebie odsuwamy, choćby o ten niewielki kawałek to czuję jednocześnie niedosyt i ulgę. Dym o charakterystycznym smaku zioła trochę mnie studzi -
To jakie barwy ma teraz? - pytam. Mój zaczynał być rudy, bo jej ogniste włosy i płomienne spojrzenie wdarły się do niego niespodziewanym szturmem i coś z tyłu głowy podpowiadało mi, że to nie miało zakończyć się dzisiaj, że ten wieczór może okazać się dopiero początkiem. Bardzo uważnie obserwuję jej reakcje na moje słowa i gdy wspominam o
chłopaku to widzę cień zdziwienia przebiegający przez dziewczęcą twarz. Zwykle jestem wyczulony na najdrobniejsze zmiany w mimice, takie zboczenie zawodowe, ale po kilku piwach wymieszanych z winem, nie jestem pewien czy mi się nie wydawało. Niemniej koleżanka również wydaje się zaskoczona, więc zerkam na nią przelotem kątem oka. Ruda nie potwierdza ani nie zaprzecza. Więc? Był ktoś? Nawet nie próbuję drążyć tematu, to było nieistotne, a nam zostało jeszcze jakieś trzy i pół minuty. Czuję jak wplata palce w moje włosy, co sprawia, że kolejny przyjemny dreszcz biegnie wzdłuż całego ciała. Odzywam się jednak dopiero kiedy się od siebie odsuwamy -
Daj mi kolejne piętnaście w bardziej ustronnym miejscu a zapomnisz, że kiedykolwiek istniał - puszczam jej oczko, natomiast kiedy dostrzegam te psotne iskierki tańczące w jej oczach to tym razem przez moją twarz przelatuje cień zdziwienia. Jestem prawie pewien, że na to pójdzie i już za chwilę wylądujemy w jakimś pustym pokoju, a potem będę mógł zerwać z niej te skąpe rajstopy. Tymczasem robi coś zupełnie innego. Przez moment nawet wydawało mi się, że jestem łowcą, który goni za króliczkiem, ale szybko się orientuję, że w tym zestawieniu zdecydowanie byłem zwierzyną, rozgrywała mnie doskonale. I wcale nie była to taka zła opcja. Patrzę jak zaczyna ściągać buty, ale nie ruszam się z miejsca. Potem zrzuca także kurtkę, a ja przesuwam spojrzeniem po jej prawie że nagim ciele, przestępuję z nogi na nogę w wyrazie pewnego zniecierpliwienia, jednak kiedy znowu się odzywa to unoszę wzrok na profil jej twarzy, tajemniczo przysłonięty kurtyną długich włosów. Dopiero wtedy ruszam się z miejsca -
...? - robię krok w jej stronę, ale zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, to powtarza
jutro, po czym znika za balustradą.
Kurwa. Dopadam do kamiennego murku, w pierwszej chwili, gdy szukam wzrokiem jej sylwetki, żołądek podchodzi mi do gardła, jednak kiedy wynurza się spod tafli wody to oddycham z ulgą. Nonszalancko wspieram łokcie na balustradzie, jedną dłonią machając gdzieś przy swojej twarzy, jakbym musiał się ochłodzić, bo to było w kurwe gorące. Posyłam jej równie szeroki uśmiech, po czym całuję wnętrze dłoni i krótkim dmuchnięciem wysyłam ten pocałunek w jej stronę. Znika mi z oczu, a ja odwracam się w kierunku tej drugiej dziewczyny. Uśmiecham się głupio, ale zanim zdążę zadać pytanie, ona kręci głową -
Nie wiem gdzie - ściąga ostatniego bucha i podaje mi skręta, umieszczając jego końcówkę bezpośrednio między moimi wargami. Wchodzi do środka, a ja jeszcze na chwilę zostaję tam sam. Zerkam na tarczę zegarka na swoim nadgarstku. Od mojego wyjścia na balkon minęło jakieś siedem minut.
Kurwa. Pstrykam kiepem w przestrzeń, w końcu wchodzę do środka.
⋆.˚ ☾⭒.˚
Kurwa. Wczoraj nie udało mi się za wiele dowiedzieć, to raczej nie było towarzystwo, które chodziło na takie spendy, połowa nie miała prawa jazdy (w tym ja), większość nie mogła nawet marzyć o własnym samochodzie. Wszyscy mnie zbywali, albo śmiali się, że zostałem blacharą. Tylko mnie nigdy specjalnie nie interesowały auta, wychowałem się w Toronto i całe życie poruszałem się po nim komunikacją miejską, pieszo albo rowerem, w ogóle nie brakowało mi własnego samochodu. Nigdy nawet nie siedziałem za kółkiem, bo wolałem zajmować miejsce pasażera i puszczać muzykę. Ale bardzo zależało mi żeby być na tych wyścigach. Do domu wróciłem nad ranem, z żadnymi informacjami na temat wieczornej imprezy. Musiałem dać sobie kilka godzin na odpoczynek (tak jak podejrzewałem, kołysały mnie bardzo przyjemne sny), a kiedy wreszcie zacząłem nowy dzień zdałem sobie sprawę, że mam coraz mniej czasu. Wtedy doznałem pieprzonego olśnienia, że też od razu o tym nie pomyślałem, przecież odpowiedź była taka oczywista. Madox Noriega. Mój kumpel spod 13 na bank będzie miał jakieś info, to były jego klimaty, sam woził się szybką furą i prowadził jak pojebany. Chociaż nieprzestrzeganie przepisów drogowych w Toronto było bardzo powszechne. Ja jednak, jako jego adwokat, pilnowałem żeby Noriega opłacał swoje mandaty, bez sensu żeby znajdować się w rejestrze z takiego powodu. Wbijam kilka pięter niżej. Dziwi go moje pytanie.
A ty w ogóle umiesz prowadzić?, śmieje się. Obydwoje wiemy, że nie, ale tłumaczę mu, że chodzi o dziewczynę, nie wiem kto to, widziałem ją wczoraj pierwszy raz. No i się nie zawiodłem, Madox przyznaje, że jak tylko ogłoszą miejscówkę to dostanie współrzędne. Wspaniale, zdecydowanie spokojniejszy wracam na górę, żeby nastroić się przed dzisiejszym wieczorem, a pół godziny później dostaję wiadomość z odpowiednim info.
Wysiadam na pętli autobusowej, zaś Google maps pokazuje, że mam do przejścia jakieś trzy kilometry. I mało i dużo. Ruszam wzdłuż drogi, poboczem przy lesie, z drugiej strony także drzewa, pomiędzy nimi, w sporych odstępach stoją wysokie latarnie o ciepłym świetle, ledwie widocznym o tej porze. Było kilka minut po siódmej, zachodni horyzont dopiero zaczynał łykać czerwoną kulę wieczornego słońca. No cóż, wystawiam kciuk w stronę drogi w nadziei, że ktoś się zlituje. Mija mnie kilka odjechanych aut, ale kierowcy co najwyżej mrugają na mnie światłami lub pokazują przez okna uniesiony w górę kciuk. Dzięki, kurwa, ktoś wreszcie mógłby się zatrzymać, nie chce mi się tyle drałować z buta, a droga jest tylko jedna, prowadzi na miejsce zbiórki.
Gabriela R. Blais