ODPOWIEDZ
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

sunset eyes
through messy hair


Obracała się wokół wielu mężczyzn przez lata swojego życia. Serio nie zauważała, kiedy ktoś z nią flirtował, chyba że sama robiła to umyślnie dla własnej korzyści. Tylko że od tych dwóch miesięcy naprawdę przestała zauważać innych mężczyzn. Jakiekolwiek intencje, które mogli mieć wobec niej, działały na nią jak jakiś cholerny grey zone, którego nawet nie próbowała rozszyfrowywać, bo miała oczy tylko i wyłącznie dla Aidena, a jej serce biło tylko dla niego.

Dlatego, wymieniając z nim esemesy i opowiadając mu, co właściwie się działo, była trochę zdezorientowana. Za cholerę nie wiedziała, dlaczego nagle zrobiło się między nimi tak jakoś dziwnie. Tym bardziej nie przyszło jej do głowy, że Aiden mógłby być o nią zazdrosny. Serio? O nią? I to przez jakiegoś typa z pracy, z którym po prostu szła i rozmawiała? W jej głowie nie było w tym absolutnie niczego, co powinno wywoływać zazdrość, dlatego też kompletnie nie wyłapywała tego, co dla niego prawdopodobnie było aż nazbyt oczywiste.

Przewróciła oczami, wzdychając, gdy wsunęła telefon do kieszeni i spojrzała na Marco. (NPC, nie Marco gangus.)- Co tak zmarkotniałaś? - zapytał nowy barman, idąc obok niej. - Ah, nie wiem, mój chłopak odpisuje mi dziwnie - wzruszyła ramionami. - Jak dziwnie? - zapytał zainteresowany. Holloway wyciągnęła telefon i pokazała mu wiadomość. - Nie rozumiem, o co może mu chodzić - westchnęła, przysuwając się trochę bliżej chłopaka, żeby mógł zobaczyć wiadomości. - No zazdrosny jest, ale dziwisz mu się? Jestem taaaaki przystojny, a nawet mnie jeszcze nie zobaczył - parsknął pod nosem, na co dziewczyna tylko zmarszczyła nos i zmierzyła go wzrokiem. - Nie, to głupie. Nie ma o co być zazdrosnym - pokręciła głową, odpisując Aidenowi, żeby przyszedł, to przynajmniej ich sobie przedstawi. - Auć, nie ma o co? Vita, tak łatwo ranisz moje ego? - westchnął wysoki brunet, teatralnie chwytając się za serce. Holloway tylko parsknęła pod nosem i ruszyła dalej, ale po chwili poczuła kolejną wibrację telefonu. Kiedy przeczytała wiadomość od O'Cahallana, momentalnie się wkurwiła. - No chyba sobie ze mnie żartuje - mruknęła pod nosem, szybko odpisując mu w złości. - Co się dzieje? - zapytał chłopak, a ona posłała mu tylko mordercze spojrzenie. - Mówi, że może nie będzie przeszkadzał, bo jeszcze speszy cię w zaproszeniu mnie na randkę - jęknęła zezłoszczona.

Serio nie rozumiała, o co mu chodziło. Przecież tylko szła z kolegą z pracy i najzwyczajniej w świecie się z nim zagadała. - Nie będę miał problemu z zapytaniem cię o randkę, jak już go poznam - wzruszył ramionami. - Ah, stop fucking around - prychnęła, już teraz bardziej zaabsorbowana odpisywaniem na kolejne esemesy ze złością. Stanęła po chwili w miejscu, widząc ostatnią odpowiedź Aidena, a kiedy uniosła spojrzenie, dostrzegła go po drugiej stronie ulicy. UPS. - Zaraz wracam - rzuciła do Marco i zaczęła uciekać w drugą stronę, tylko po to, żeby chwilę później zostać dosłownie zmiecioną z nóg przez swojego chłopaka. Nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem, a gdy w końcu postawił ją z powrotem na ziemi, odwróciła się do niego, wbijając spojrzenie w jego oczy. - Nie lubię cię w tej chwili - mruknęła pod nosem, wyraźnie niezadowolona. Dopiero wtedy zauważyła, że wysoki brunet zdążył już do nich podejść i właśnie wyciągał rękę w kierunku Aidena. - Marco. Chłopak, który chce zaprosić twoją dziewczynę na randkę. Miło poznać. - Holloway mrugnęła kilka razy, przenosząc spojrzenie z jednego na drugiego. Oboje byli mniej więcej tej samej wysokości i podobnej postury. Cholera. Ten spacer do domu będzie interesujący.

grabisz sobie, kochanie
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To nie tak, że jej nie ufał.

Był pewien swojej dziewczyny, a także jej uczuć. Tego, że tak mocno byli ze sobą związani i tego, że kochali się bardzo - mocniej, niż Aiden byłby w stanie sobie to kiedykolwiek wyobrazić. Przecież widział, jak na niego patrzyła, podejrzewał, że nawet przez jej słodką główkę nie przeszłaby żadna głupia myśl, ale to nie o nią w tym wszystkim chodziło.

Aiden nie ufał innym mężczyznom.
Tego, że niektórzy na widok pięknej kobiety byliby w stanie posunąć się o krok dalej, zacząć z nią flirtować, nachalnie się do niej przystawiać i zachowywać się w sposób, przez który najchętniej by im przywalił. A nie mógł, bo jako adwokat musiał dbać o swoją wizytówkę i nienaganną opinie. Nie mógł trafić do aresztu za udział w bójce, dostać mandatu ani najlepiej nie być spisanym. Musiał się pilnować, a takie sprawy wcale mu tego nie ułatwiały. Nie obwiniał jej, ale teraz był przekonany, że się z nim droczyła i specjalnie powodowała w nim zazdrość. Nawet jeśli oficjalnie razem byli od kilku tygodni, tak już od ponad dwóch miesięcy spotykali się - chodzili na randki, wieczorem spacerowali, a wcześniej odwiedzał ją w pracy i widział, że przykuwała uwagę innych. Nawet jeśli nie wykazywała się żadnym zainteresowaniem, to dostrzegał, że inni usilnie o to zabiegali.

Ale czy było co się dziwić?
Wystarczyło spojrzeć w jej oczy, złapać na sekundę moment, w którym uśmiechała się do ulubionego klienta albo obserwować, jak przygotowała drinki, mieszając je w shakerze, przez co oprócz swojej urody po prostu pokazywała, jaka była seksowna.

Aiden zdawał sobie sprawę ze wszystkich atutów swojej dziewczyny, dlatego tym bardziej wkurwiał się, gdy napotykał spojrzenia innych, kiedy bez skrępowania patrzyli na nią, otaksowując wzrokiem jej sylwetkę i między innymi części ciała, które nie powinny ich interesować.

Wyszedł od niej z mieszkania, tocząc dalej tę irytującą dyskusję i zaczynał coraz bardziej się wkurwiać. Był w stanie zawrócić i odpuścić pójście po nią, a nawet skusić się na powrót do swojego własnego mieszkania, ale relacja z Vitą uczyła go odpuszczać. I to był ten moment, w którym włożył swoją dumę i zdenerwowanie do kieszeni, dalej kierując się do jej miejsca pracy. Spojrzał przed siebie i zauważył ją, idąca obok chłopaka, który raz po raz spoglądał na nią z rozbawieniem i błyskiem w oku. Czy ona opowiadała mu o tym, o czym pisali? Zmarszczył brwi i napisał jej, że był po drugiej strony ulicy, przez co ich spojrzenia się skrzyżowały. Zdążyli wymienić po jeszcze jednej, krótkiej wiadomości, kiedy Vita rzuciła się biegiem w drugą stronę, a O’Cahallan naturalnie ruszył za nią biegiem.

Dogonił ją prędko, oczywiście, że to zrobił. Zawsze ją złapie, skoro podpisała ten pakt z diabłem.

Przebiegł sprintem obok chłopaka, zaraz dobiegając do niej. Chwycił ją z łatwością w talii, odrywając od ziemi i z lekkością obrócił ich dwa razy wokół własnej osi, po tym odstawiając ją na chodniku i wbijając swój wzrok w jej piękne, niebieskie oczy. - Pierdolisz głupoty - mruknął, ujmując jej podbródek w dwa palce, żeby szybko i krótko musnąć jej usta, a jednocześnie upewniając się, że nie odwróci zaraz głowy w bok. Zaraz spojrzenie przeniósł na chłopaka, który do nich dołączył. Ocenił go uważnym spojrzeniem. I to nie tak, że wyczuł zagrożenie… dobra, kurwa, trochę wyczuł. Objął ją ramieniem w pasie, przyciągając do siebie i spojrzał na wyciągniętą w swoim kierunku dłoń, którą zaraz mocno uścisnął. - Aiden. Możesz spróbować, jeśli życie ci niemiłe - odpowiedział kulturalnie, choć jednocześnie ostrzegawczo. - Przemiło mi cię poznać - dodał z uszczypliwą dobrocią w głosie, która zazwyczaj używał na swoich klientach prawnych. - To o czym rozmawialiście? - zagadnął, ruszając z miejsca w kierunku ich domu. - Vita skarżyła się, że jesteś nadopiekuńczy i zaborczy - odpowiedział barman, przez co Aiden spojrzał pytająco na dziewczynę. - Ah tak? - rzucił, zaraz przenosząc spojrzenie na chłopaka. - Martin, daleko mieszkasz? - zapytał, specjalnie przekręcając jego imię. Zawsze tak robił, gdy ktoś go wkurwiał.

słodka sprinterka
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała doświadczenia w związkach, okej?

Niby teraz oficjalnie byli ze sobą dwa miesiące, ale przecież tak naprawdę ustalili to dopiero kilka dni wcześniej. Wcześniej randkowali, spotykali się i zachowywali jak para, ale no, w tamtym czasie był to ich situationship z regułami. Zasadami, których mieli przestrzegać. Rzeczami, których nie mieli robić i całym tym pierdololo. Fakt faktem, że Vita zignorowała prawie wszystkie punkty tego kontraktu, a Aiden wcale nie był lepszy, ale to już inna sprawa. Związek z jej byłym już mężem też się do tego zbytnio nie zaliczał, bo spotykała się z nim w zeszłym roku, zanim nie odwalił Davida Copperfielda, magika znikającego po mleko. Cholera, faceci bardzo lubili robić to w jej przypadku, swoją drogą. Potem, jak już się z nim zeszła, to jakieś kilkadziesiąt godzin później była jego żoną, a później żyli bardziej obok siebie w momencie powrotu do Toronto.
Także no.
Jak mówimy, że Vita nie miała doświadczenia w związkach, to GO NIE MIAŁA. Nie miała żadnego beautiful love story jak Aiden, który zakochał się w swojej high school sweetheart i oświadczył się jej, bo nie wyobrażał sobie bez niej życia. Kurde. Co to było?

AUA.

Lekkie ukłucie zazdrości, gdy o tym myślała? Tak. Właśnie to. Nie powinna, zdawała sobie z tego sprawę. W końcu jego była narzeczona nawet nie miała jak się obronić przed myślami Holloway, że zazdrościła jej tego, że rozkochała go w sobie tak bardzo, że myślał o ślubie z nią w tak młodym wieku. A ona? Dobra. Musiała przestać o tym myśleć, bo zaraz znajdzie się w bardzo dark miejscu, a i tak była z lekka poddenerwowana, bo nie rozumiała, czemu Aiden tak oschle jej odpisywał. A słowa Marco nie miały żadnego sensu z tą zazdrością. Przecież jej nowy kolega… to był tylko kolega.

Naburmuszyła minę, gdy Aiden chwycił ją za podbródek, choć na jej twarzy przez moment mignął uśmiech, kiedy musnął szybko jej usta. Aiden oficjalnie był jej słabością i wiedziała, że choć gdzieś w środku naprawdę, ale to naprawdę chciała się na niego gniewać, to po prostu nie potrafiła. Boże. Może on jej coś każdego ranka dosypywał?XD. A może to była właśnie miłość i była z nim po prostu szczęśliwa? Przyglądała się chłopakom z szerokim uśmiechem, gdy Aiden przysunął ją do siebie i objął. - Yaay, no i się poznaliście! - odparła podekscytowana. Chociaż obaj mężczyźni patrzyli na siebie tak, jakby mieli zaraz się pozabijać. - No to ten no, ruszamy? - rzuciła szybko, splatając palce z Aidenem i idąc pomiędzy nim a Marco. Holloway uśmiechnęła się głupkowato, słysząc komentarz Marco, po czym posłała Aidenowi przepraszający uśmiech. - Powiedziałam tylko, że jak mnie odbierzesz, to speszysz Marco w zaproszeniu mnie na randkę, co jest głupotą no bo jest tylko moim kolegą - dodała. W tym samym momencie brunet mruknął, - Jeszcze. - Vita uniosła spojrzenie, patrząc na niego, bo nie była pewna, czy dobrze się dosłyszała. - Co? - zapytała. Marco tylko parsknął śmiechem. - A nic, nic - rzucił, uśmiechając się szeroko. Spojrzał na dziewczynę, zanim odpowiedział Aidenowi, - W sumie to mieszkam w bloku obok Vitki, więc będę mógł z tobą chodzić do pracy, Holloway. - Uśmiechnął się do Vity, po czym zerknął na Aidena. - A ty daleko mieszkasz, Adam? I długo jesteście razem?

Vita szła sobie pomiędzy nimi, słuchając tej wymiany pytań, aż po chwili coś jej kliknęło. Nie. To nie było to. Nie mogło być prawda? Hm. Czy oni właśnie nazywali się różnymi imionami? XD. Ah, boys will be boys… - Tęskniłam, wiesz? - powiedziała nagle, szybko spoglądając na Aidena i ściskając mocniej jego dłoń, żeby wiedział, że naprawdę tak było. Chociaż odpisywała mu z delayem, co chyba nie świadczyło o tym, że tego wieczoru była dobrą dziewczyną. Ah, cholera.

Jeszcze tyle musiała się nauczyć...


serio tęskniłam, słodki
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Umówmy się, że Aiden też nie miał szczególnie dużego doświadczenia w związkach. Jego poważna relacja była osiem lat temu, kiedy był jeszcze dzieciakiem, a życie wyglądało nieco inaczej. Później nie mógł nazwać tych wszystkich relacji związkami. Żadna z dziewczyn, z którymi się spotykał, nie była godna nazwania się jego partnerką. Odpowiadało mu spotykać się z nimi na sporadyczny seks, czasami je gdzieś zabrać i pokorzystać z życia, ale oprócz tego… nic więcej. Miał jedynie świadomość, że relacje z dziewczynami nie były łatwe, bo to były manipulatorki i kurcze kusicielki w jednym, a Vita była tego doskonałym przykładem, ale… lubił to. Choć teraz strasznie denerwował się, a widok innego faceta, idącego przy jej boku sprawiał, że gotowało się w nim. Nie chciał ograniczać jej znajomości, ale nie podobały mu się relacje z ludźmi, którzy zdawali się czekać na odpowiedni moment, aby wykorzystać sytuację.

Był zazdrosny, no co mógł na to poradzić. Odpisywał jej oschle, bo Vita nie robiła sobie z tego nic szczególnego i nawet nie przyszło mu do głowy, że jego kobieta była tak bezbronnym dziewczęciem, które nie dostrzega zagrożenia ze strony napalonych współpracowników. Najwidoczniej będzie musiał doedukować ją w tym temacie i otworzyć nieco oczy, bo przecież nie miał zamiaru patrzeć, jak ktokolwiek kładł łapy na jego dziewczynie; nawet jeśli miało być to zrobione całkiem przypadkowo, a Holloway zaraz by strzeliła absztyfikanta. Po co miała znajdować się w niekomfortowych sytuacjach?

Teraz już nie musiał się niczym martwić, skoro był obok, a jedynym zadaniem było zbycie natręta. Najgorsze było to, że oprócz dzisiejszego wieczoru, Vita będzie widywać go częściej — może po prostu powinien to zaakceptować i przyjąć inną postawę? Nie zazdrosnego chłopaka, a jedynie pewnego siebie chłopaka? W końcu tak też było; sądził, że miał naprawdę stabilną pozycję w jej życiu i… nie zapowiadało się, żeby miało się to zmienić, nawet jeśli ich dzisiejsza wymiana smsów nie należała do najprzyjemniejszych. W końcu byli zakochani i szczęśliwi, i to nie dlatego, że Aiden coś jej dosypywał!!

Gdy Holloway splotła ich palce, ścisnął je nieco, uśmiechając się lekko do dziewczyny. Po drodze delikatnie gładził kciukiem wierzch jej dłoni, nieszczególnie skupiając się na rozmowie z Marco aka Martinem. No dobra, przynajmniej grał takie pozory, bo zaraz spiorunował go spojrzeniem, gdy usłyszał to jeszcze. — Uważaj na słowa — ostrzegł go, wywracając oczami. Nie ciągnął tego, naprawdę nie miał potrzeby. W końcu jego dziewczyna nie zgodziłaby się na randkę z innym. — Czasami z Vitą, czasami kawałek dalej. Czasami też Vita u mnie, to trochę będzie krzyżować twoje plany chodzenia z nią do pracy — odpowiedział zgodnie z prawdą. — Więc kto wie, czy nie będziemy mieć okazji na częstsze spacery — zaznaczył, bo nie miał zamiaru rezygnować z odbierania swojej dziewczyny po pracy. Czasami nie widywali się cały dzień, czasami i dłużej, nie licząc tego, że po prostu ze sobą spali, wykończeni całym poprzednim dniem. Odbieranie jej po późnych zmianach to był ich rytuał, aby zacząć już nadrabiać zaległości z dnia i spędzić ze sobą czas, którego zawsze brakowało. — Mhm, kilka miesięcy — rzucił, nie kłamiąc; przecież niecałe trzy to już było kilka! — Widzę, że jesteś bardzo zaangażowany w nasz związek. A ty co? Masz kogoś? — zapytał, przerywając tę passę pytań. — Nie mam, chociaż liczę, że może za jakiś czas się to zmieni — odpowiedział, nawiązując z Vitą kontakt wzrokowy. — A no kto wie, może się zmieni, jak zaczniesz szukać w odpowiednim środowisku — mruknął, posyłając mu długie spojrzenie.

I zaraz poczuł lekkie ściśnięcie małej łapki, przez co przeniósł wzrok na dziewczynę. Wystarczyło, że spojrzał na nią i automatycznie spuścił nieco z tonu. Mógł przysiąść na wszystko, że jej niebieskie oczy działały jak prawdziwa, kojąca woda. Jak mógł się martwić i być zazdrosny, skoro teraz spoglądał na Vitę, u której w oczach było widać czystą miłość i realną tęsknotę? — Też tęskniłem. Bardzo — odpowiedział, krótko cmokając ją w skroń i przybliżając się do niej, czuł jej obezwładniające perfumy i zapach, którego naprawdę mu brakowało. Czy to dziwne, że po tak krótkim czasie właśnie jej nuta zapachowa była spokojem, którego potrzebował i domem, w którym chciał się kryć? — Jak minął ci dzień? Trafił się jakiś upierdliwiec? — zapytał, ignorując Martina i skupiając uwagę na swojej dziewczynie. Skoro już idzie jak piąte koło u wozu to niech idzie, ale Aiden nie czuł się zobligowany, aby w jakikolwiek sposób go animować.

babygirl
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

always in my mind,
can i see you tonight?

Ten aspekt, który niby powinien być czymś oczywistym, w ogóle nie wchodził jej pod uwagę. W końcu była już tylko jego, więc o co miałby być zazdrosny, no nie? Sama też rzadko doświadczała tego uczucia, więc skupiała się raczej na tym, że coś go ugryzło... że był niezadowolony... gniewał sie bo odpisywała mu z opóźnieniem i zapomniała napisać, że już wyszli. Nie no, to na pewno o to chodziło. Zazdrość? Jak już o f i c j a l n i e była jego?
HELL NAH.
Teksty Marco coraz bardziej sprawiały, że czuła delikatne skrępowanie. Nie była pewna, czy mówił tak na serio, czy tylko sobie żartował, żeby poddenerwować jej chłopaka. Pracowała z nim dzisiejszą zmianę, rzucał takimi tekstami do klientów i klientek, ogólnie był bardzo flirciarski, więc Holloway po prostu ustawiła sobie w głowie przełącznik na - on taki był. A w tym, jak się odzywał, nie było przecież nic nadzwyczajnego. W ŻYCIU BY nie pomyślała, że mogłaby mu się podobać do takiego stopnia, że chciałby ją odbić. Uśmiechnęła się, czując, jak Aiden pogładził kciukiem wierzch jej dłoni, ale zaraz uniosła brew, słysząc komentarz kolegi z pracy. Marco parsknął śmiechem. - Nie jest zaobrączkowana, jeśli dobrze zauważyłem - odparł, wzruszając ramionami. - Marco - mruknęła z niezadowoleniem. - No co, Vitka? Stwierdzam fakty, czyż nie? - zerknął na nią, idąc dalej przed siebie.

Dobra.

Sytuacja robiła się coraz bardziej awkward, ale na szczęście Aiden przejął rozmowę i odpowiadał mu na pytania, bo Vita w tym momencie serio nie wiedziała, czy powinna się śmiać, czy zapasc sie pod ziemie i zniknąć, welp. - Ah, dobrze, że będę ją dużo widział na zmianach. Prosiłem managera, żeby wpisał mnie na każdą, bo jest świetną mentorką - rzucił Marco, klepiąc ją po ramieniu. - Dzięki, Marco. Po prostu robię swoją pracę - odparła, zerkając na jego dłoń, która o sekundę za długo tkwiła na jej ramieniu. - Ahh, kilka? To dopiero etap spotykania się - zaśmiał się pod nosem. Holloway robiła się coraz bardziej sfrustrowana, zwłaszcza że rzucał tymi dwuznacznymi tekstami coraz bardziej notorycznie. Jezu, thank fuck, że Aiden jakoś utrzymywał tę rozmowę, bo ona była dosłownie w zbyt dużym szoku, żeby pojąć, co tu się naprawdę odgrywało.
It was so bizarre.
- Dobrze, że mam piękną sąsiadkę w swoim środowisku. A gdzie lepiej szukać, jak nie w pracy, hm? - dodał Marco, znowu uśmiechając się jak debil, a Holloway, nie chcąc, żeby sprawy między nimi zrobiły się dziwne w pracy, tylko parsknęła nerwowym śmiechem. - Ah, skończ z tymi żartami. - Spojrzała na Aidena i uśmiechnęła się do niego szerzej, szczerze, gdy odpowiedział, że też za nią tęsknił. - Ahhh, tylko kilku… - Zatrzymała się na moment, zostając odrobinę w tyle, gdy Marco poszedl kilka kroków przed nimi. - Wiesz co, Marco? Mam ochotę na kebaba, pójdę z Aidenem - rzuciła, patrząc prosto w oczy O’Cahallanowi. - No to pójdę z wami, też jestem głodny - dodał, zbliżając się do nich. - Nieee - spojrzała na niego i pokręciła głową. - Chcę spędzić trochę czasu z moim chłopakiem. - Uśmiechnęła się, po czym pociągnęła Aidena na drugą stronę ulicy. - Szybko - mruknęła, przyspieszając kroku i zostawiając Marco gdzieś tam w tyle.

Dopiero po chwili odwróciła się tak, by stanąć przodem do płomiennowłosego. - Ale to było dziwne, przepraszam - mruknęła, marszcząc nos. Stanęła na palcach, jedną ręką przyciągając go do siebie za szyję. - Czemu tak oschle mi odpisywałeś, hmm? - spojrzała w jego tęczówki, zanim musnęła go czule w usta. - Już minęło mi nielubienie cię. - Powiedziała to przez pocałunek, zanim dała mu kolejnego buziaka. - Teraz… - Kolejny buziak. - Cię… - Kolejny. - Lubię. - Złożyła jeszcze kilka szybkich pocałunków na jego buzi. - A nawet kocham - dodała, uśmiechając się do niego, zanim wtuliła się w niego mocniutko. - Baaardzo tęskniłam.

𝚖ó𝚓 𝚜ł𝚘𝚍𝚔𝚒 ♡
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Los bywał przekorny. Czasami nawet i po trzydziestu latach małżeństwa własność zdarzała się wygasać i dochodziło do różnych czynów. I znowu — nie oskarżał jej o nic, ani tym bardziej nie przypuszczał, że mogłaby rozglądać się za innymi, ale dobrze wiedział, jacy byli faceci. Im nie ufał i najwidoczniej miał dobrą intuicję, bo patrząc na zachowanie Marco, ten zdecydowanie miał coś ku Vicie.

Jego zgrywanie niewzruszonego ciężko mu przychodziło, skoro słyszał tak debilne teksty. Wrzało w nim od momentu gdy usłyszał, że nie była zaobrączkowana. Posłał mu spojrzenie, przez które chłopak nieco się speszył, odwracając w końcu to irytująco pewne siebie spojrzenie. — Chłopie, ona jest zajęta i to bez bycia zaobrączkowaną — rzucił oschle. — Wiesz, chłopak nie ściana, można przesunąć — odpowiedział z rozbawieniem, na co spotkał się z pełną powagą u Aidena. — Żartuję prze- — zaczął, jednak nie dał mu dokończyć. — Przesunąć to ci mogę zaraz przegrodę nosową, więc przestań się ślinić do zajętych kobiet, kurwa mać — warknął w jego kierunku, już nie wytrzymując. Z samej kultury kontynuował tę rozmowę, bo nie chciał sprawiać problemu swojej dziewczynie, chociaż i tak swoim tekstem mógł nieco… zniechęcić jej nowego kolegę. Może to i lepiej, przynajmniej nie będzie musiał się martwić o to, że w pracy dalej by ją podrywał.

Ugryzł się w język, jezu jak on się ugryzł, żeby tylko nie powiedzieć czegoś nieprzyjemnego. Dobrze, że wychwalał Vitę i to, że była dobrą nauczycielką, jednak mając świadomość, że pod tym wszystkim kryło się coś jeszcze… Holloway zdawała się nie czuć dobrze w jego towarzystwie, już nieco poznał swoją dziewczynę, aby dostrzegać napięcie w konkretnych punktach, gdy coś jej nie pasowało plus jej spojrzenie padające na dłoń, która niepotrzebnie na dłużej zagościła na jej ramieniu… Dosyć. Wyswobodził swoją dłoń z jej uścisku i kładąc dłonie na jej talii, przesunął ją na swoją drugą stronę, stając samemu po środku. Zmierzył go spojrzeniem, patrząc mu z bliska prosto w twarz, przy okazji na nowo splatając dłoń z ręką Vitki, aby tylko czasami go nie zaświerzbiła. — Ciebie też potrzymać za rączkę? Czy może mnie też poklepiesz po ramieniu? — zapytał z irytacją.

— Nie wiem, załóż sobie tindera czy coś, albo zacznij wyrywać klientki — odpowiedział od niechcenia. — Upominam cię i jednocześnie przypominam, co grozi za zarywanie do mojej zajętej i niezaobrączkowanej dziewczyny — mruknął po odpowiedzi Vity, której towarzyszył nerwowy śmiech. Jego osoba tylko bardziej przypominała mu, że na świecie chodziło wielu popaprańców i aż ciary przechodziły mu po kręgosłupie, gdy tylko myślał, że być może nie będzie w stanie obronić jej przed wszystkimi. Zdziwił się, kiedy nagle to spotkanie dobiegło końca. Holloway podziękowała swojemu koledze w dość szybki sposób, ciągnąc O’Cahallana w drugim kierunku, pod pretekstem pójścia na kebaba. Nie skomentował tego, sprawnie sobie z nim poradziła i tylko poszedł za nią, zatrzymując się, gdy chłopak zniknął im z zasięgu wzroku. Spuścił spojrzenie na stojącą przed nim dziewczynę, unosząc lekko brew do góry. — Musiałem podejść, żebyś zorientowała się, że to dziwne? — zapytał, sięgając do jej twarzy, aby założyć kosmyk włosów za jej ucho. Położył dłoń na jej biodrze, przyciągając ją do siebie, gdy stanęła na palcach i złożyła delikatny pocałunek na jego ustach. — Oschle? Podpuszczałaś mnie. Mnie i moją zazdrość — mruknął w jej usta. Uśmiechnął się przez te kilka krótkich pocałunków, zwieńczonych miłymi słowami. Przedłużył ostatnie muśnięcie, całując ją nieco bardziej namiętnie. — Też cię kocham, ale zdenerwowałaś mnie dzisiaj — rzucił otwarcie, zatrzymując ją między swoimi ramionami i przytulając mocno, zaraz cmoknął ją w czubek głowy. — Nie mam zamiaru dzielić się tobą z kimkolwiek, a zwłaszcza z takim lalusiem. Naprawdę nie widziałaś, że on jawnie próbował z tobą kręcić? — rzucił cicho, przejeżdżając dłońmi z talii przez jej biodra i pośladki, żeby finalnie wsunąć dłonie do tylnych kieszeni jej spodni, lekko zaciskając palce. — Jeszcze te jego teksty… wystarczyłoby kolejne, jedno słowo, a oberwałby w ten krzywy nos. Może jeszcze przysługę bym mu wyświadczył — wymamrotał niezadowolony. Nie mógł się bić, a na pewno nie na środku ulicy, ale dla dobra sprawy… może nerwy w końcu puściłyby mu całkowicie.

everything is you
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra, z każdą ulotną chwilą i mijającą sekundą chyba jednak zaczynała zdawać sobie sprawę, że komentarze Marco wcale, ale to wcale nie należały do tego sortu, w którym po prostu droczył się z Aidenem. Nooope. On rzucał nimi tak, jakby naprawdę uważał, że miał jakiekolwiek szanse z Holloway. Uniosła brew, ściskając dłoń swojego chłopaka, by po chwili otworzyć usta w czymś pomiędzy szokiem a niedowierzaniem, gdy usłyszała komentarz tamtego, że chłopak nie ściana.

What in the actual fuck?

Czemu po części poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po klatce piersiowej, gdy usłyszała, jak Aiden powoli tracił cierpliwość do jej nowego kolegi? Podobało jej się to. Cholernie. Ale zarazem czuła się głupio, że postawiła go w takiej sytuacji, a przede wszystkim, ze musiał się denerwować przez typa, który na dobrą sprawę nic dla niej nie znaczył. Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, gdy płomiennowłosy przeklął, a Marco tylko parsknął śmiechem. - Jezu, już nawet pożartować sobie nie można? Vita, chcesz być z kimś, kto ma takie problemy z emocjami? - prychnął pod nosem, przewracając oczami. - Nie wiem jak ty, ale ja bym się drugi raz zastanowił, czy na pewno chcesz być z takim furiatem. - Mówiąc to, Marco odsunął się o krok, jakby sam doskonale wiedział, że przeginał. Oczywiście nie przyznałby tego na głos, bo po co, skoro można było dalej udawać cwaniaka? - Odpuść już, dobra? To wcale nie jest zabawne - mruknęła Vita, w dalszym ciągu próbując zachować jakąkolwiek kulturę wobec niego, ale w środku gotowała się już do tego stopnia, że jeżeli zaraz jakimś cudem się nie ulotnią, to naprawdę strzeli mu w ten zadufany pysk.

Spięła się, czując, jak Aiden puścił jej dłoń i zmienił pozycję. - Aidee… - zaczęła, ale po chwili już poczuła, jak znowu splata z nią palce. Teraz mogła tylko patrzeć na obu mężczyzn, którzy dosłownie zabijali się wzrokiem. - Możesz. Przynajmniej poczuję ciepło dłoni naszej Vitki - odparł Marco, w dalszym ciągu próbując zgrywać jakiegoś żigolaka i kogoś, kto serio miałby u niej jakiekolwiek szanse. A ona nie była zainteresowana. W żadnym wypadku. Nawet nie wchodziła z nim w jakiekolwiek flirty, więc nie miała zielonego pojęcia, o co chodziło mu z tą całą agendą i zgrywaniem chojraka... Pewnie był jedną z tych osób, które przy pierwszym spotkaniu mówią ci, żebyś poleciał do innego kraju ich spotkać XD. - You’re no fun - burknął Marco do Aidena na komentarz o tinderze, po czym odsunął się z uniesionymi rękami. - Dobra, będę się pilnował. I oczywiście, że nie będę sprawiał, że będziesz czuła się niekomfortowo, Vitka, dobrze? - Kompletnie zignorował Aidena, patrząc tylko na Vitę. Ta uniosła na niego spojrzenie i westchnęła ciężko. - no to sie pilnuj. - Była już zmęczona tym wszystkim, dlatego po chwili po prostu pociągnęła O’Cahallana za rękę, odciągając go od Marco i zostawiając bruneta gdzieś w tyle.

Spojrzała prosto w jego abstrakcyjne tęczówki. - Przepraszam, ja naprawdę nie wiedziałam, że on będzie się tak zachowywał… - westchnęła cicho. - Chciałam tylko poigrać z tobą, że niby nie tęskniłam, ale nie chciałam, żebyś poczuł się zazdrosny. - Przysunęła się do niego bliżej, gdy przyciągnął ją do siebie. - Nawet przez moment nie pomyślałam, że mógłbyś być o coś zazdrosny, Aiden - powiedziała od razu, pewnie, - No bo nie masz o co być. Ja nie widzę nikogo innego. - Przymknęła oczy, czując jego pocałunek na czubku głowy. - Przepraszam. Nie chciałam cię zdenerwować - dodała ciszej, unosząc twarz, żeby znowu spojrzeć prosto w jego ślepka.

''Naprawdę nie widziałaś, że on jawnie próbował z tobą kręcić? ''

Zmarszczyła nos. - To źle, jak powiem, że nie? - zaśmiała się nerwowo. - Myślałam, że był po prostu dla mnie miły, bo jest nowy. Dopiero te teksty przy tobie uświadomiły mi, że coś jest z nim nie tak… - Zacisnęła usta, wzdychając, chociaż kącik jej ust drgnął lekko ku górze, gdy zacisnął palce na jej pośladkach. Przejechała dłonią po jego policzku, gładząc go delikatnie. - Nie musisz się mną dzielić, bo jestem tylko twoja - powiedziała cicho. - Przepraszam, że cię zezłościłam. - Przesunęła kciukiem po jego dolnej wardze, zatrzymując palec na swoim ulubionym pocałunku słońca - Wybaczysz mi? - zapytała, robiąc smutną minkę. - Czy będę musiała się bardziej postarać? - Miała nadzieję, że jednak od razu jej wybaczy. A jeżeli nie? Well.. Upewni się, że bardzo szybko zmieni zdanie... wink wink.

you will always be just mine
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

O Aidenie można by powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że był furiatem. Bardzo dobrze potrafił trzymać swoje emocje na wodzy, a obecność Marco bardzo dobrze sprawdzała tę jego umiejętność — a mimo to słyszał, że ma problemy z emocjami. Czy to było dziwne, że był zazdrosny? Czy to dziwne, że denerwował go chłopak, który robił dziwne aluzje i jednocześnie prowokował krótkie interakcje oraz gesty z jego dziewczyną? Tak nie zachowywał się kolega, zwłaszcza skoro widziała go po raz pierwszy na oczy, a ich znajomość trwała ledwie kilka godzin. Nie prowokuje się zbliżeń po kilku godzinach spotkania… dobra, nie prowokuje się, kiedy dziewczyna jest zajęta i kompletnie nie ciągnie jej do zgłębiania tej znajomości w ten sposób.

— Pożartować? — zapytał z niedowierzaniem. — Ah, kurde, sorry, zapomniałem się zaśmiać — burknął w jego kierunku, nie komentując tego, że miał problemy z emocjami. O’Cahallan nie rozwiązywał spraw rękoczynami, ale teraz miał ogromną ochotę przywalić mu, aby rzeczywiście dać sobie upust. — Ty chyba jeszcze w swoim życiu furiata nie widziałeś, dzieciaku — rzucił, mierząc go uważnym spojrzeniem. Na pewno był od nich młodszy — wyglądał na takiego zbuntowanego gen z, który myślał, że wszystko mu wolno; że świat stoi przed nim otworem, a nieprzemyślane czyny nie ciągną za sobą konsekwencji. Widział jednak, jak odsunął się o krok, jakby w obawie, że rudowłosy w końcu może wybuchnąć; ale naprawdę, Aiden miał anielską cierpliwość… do czasu.

Całe szczęście, że Vita zareagowała i odciągnęła ich, kierując się do ich ulubionej kebabowni. Co prawda, zupełnie na około, ale jeśli nie chcieli dalej z nim maszerować to musieli zrobić sobie dodatkowy spacerek. Nie przeszkadzało mu to, gdy byli sami; teraz przynajmniej mogli spokojnie porozmawiać. W ich wcześniejszym towarzystwie nie wytrzymałby ani minuty dłużej. — To udało ci się poigrać — wymamrotał, przesuwając uważnym spojrzeniem po jej buźce. — Nie doceniasz się, naprawdę. Jesteś niesamowicie seksowną kobietą, pracujesz w barze, do którego przychodzi w ciągu dnia wielu mężczyzn i jeszcze gdybyś widziała, jak gorąco wyglądasz z shakerem, gdy robisz drinki — westchnął, zaraz uśmiechając się w jej kierunku. Najwidoczniej nie miała świadomości, że dla facetów była dobrym kąskiem aczkolwiek niełatwym; zwłaszcza teraz, gdy nie była już singielką, nie była także żoną w separacji, tylko miała chłopaka — i to jak się okazywało, był on całkiem sporym zazdrośnikiem, a może nawet i… zaborczy? — Wiem, Vita. I to też nie chodzi mi o to, że ja tobie nie ufam, bo po prostu nie ufam innym facetom, którzy nie potrafią czasami myśleć pozostałością swojego mózgu, który tkwi w ich głowach — wytłumaczył, chcąc zaznaczyć, że to nie chodziło o nią. Znaczy chodziło, ale przecież ufał jej, miał świadomość, jak ważny dla niej był, bo powtarzała to niejednokrotnie, jednak nie chciał, żeby to się zmieniło ani żeby jakiś koleś skrzywdził ją czy jakkolwiek nieodpowiednio ją dotknął, bo wtedy jego cierpliwość uleciałaby szybciej niż pstryknąłby palcami. Spojrzał w jej oczy i cała irytacja opuszczała jego ciało, a spięcie schodziło z ramion. — Wiem. Może ja zbyt mocno zareagowałem — przyznał, ale kurczę, ostatnio zależało mu tak bardzo no… osiem lat temu. A w zasadzie teraz, to już prawie dziewięć! W każdym razie, było to bardzo dawno i nie chciał, żeby coś zaburzyło ich relację, zwłaszcza gdy zaangażował się już w stu procentach. Miał pewność co do niej, pewność także do własnych uczuć, ale sytuacja była dla niego de facto nowa i obydwoje musieli nauczyć się w tym funkcjonować.

— Vicia… — westchnął, kręcąc głową w niedowierzaniu. Przyciągnął ją do siebie, nachylając się lekko, ale nie złączając ich ust. — Jest z nim zdecydowanie coś nie tak — mruknął, wtulając się nieco policzkiem w jej dłoń. Delikatny dotyk ściągał z niego zmartwienia i dawał poczucie, że po prostu byli razem i nie musiał się o nic martwić, a i tak… trudno będzie mu nie być zazdrosnym, kiedy wiedział, jak inni na nią patrzyli. Musi się na to uodpornić, zwłaszcza jeśli miał pewność siebie co do tego, że go kochała. Zwłaszcza gdy teraz po raz kolejny mówiła mu, że była tylko jego i nie musiał się nią dzielić, przesuwając kciukiem po jego dolnej wardze. — Nie umiem się na ciebie gniewać, kochanie — szepnął, nachylając się i krótko ją całując. — Chociaż chętnie przyjmę to postaranie się — wymamrotał w jej usta, lekko szturchając swoim nosem ten jej. Wyjął dłonie z jej tylnych kieszeni, na nowo chwytając ją za rękę, splatając ich palce i lekko ją za sobą ciągnąc. — Więc kebab? Czy to tylko wymówka na ucieczkę? — zagadnął, nieco machając ich złączonymi dłońmi i ruszając przed siebie wolnym spacerkiem. Tęsknił za nią cały dzień, bo niestety w dni, kiedy chodziła na popołudniowe lub wieczorne zmiany, zawsze się mijali. Krótkie widzenie się od rana było niewystarczające, zwłaszcza gdy gonił go czas, a za to wieczorem mieli spokój, aby skupić się na sobie — to był zdecydowanie jego ulubiony czas w ciągu dnia.

my sweet lady
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”