ODPOWIEDZ
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

look

Doczekał się czegoś co miało nie nadejść. Jak się z tym czuł? Dziwnie. Minęło dobre kilka lat odkąd był na misji i zaczął powoli układać sobie życie poza wojskiem u boku Prudence. Miał swoje gorsze i lepsze dni, ale zmiana była ogromna i szczerze? Obawiał się regresu, obawiał się tego że demony wrócą a on nie mogąc się odnaleźć popełni jakiś błąd.
Powoli pakował ubrania do torby. Na łóżku leżał mundur na który raz po raz spoglądał. Jego nazwisko, odznaczenia i... wspomnienia - te które przez lata zaprzątały jego głowę. Przysiadł, lekko dotykając kolana, ta kula która przeszła jak przez masło, już tam nie była lecz ból... dalej go czuł.
Nabrał więcej powietrza w płuca po czym zamknął oczy i przetarł je. Wszedł do kuchni aby otworzyć sobie piwo i siadł na kanapie.
Od kilku miesięcy wraz z Prudence stanowili wzór szczęśliwej pary. Nawet jeśli dochodziło do małych sprzeczek to zawsze rozwiązywali je w ekspresowym tempie. Dużo rozmawiali, Hunter dzielił się swoimi przemyśleniami, emocjami i wspomnieniami które ukształtowały go jako człowieka. Trudno było pomyśleć, że teraz będzie musiał to wszystko zostawić i ot tak się pożegnać.
Nie miał pojęcia jak długo spędził na kanapie niemo patrząc się w ściane ale z letargu wyrwał go szczęk klucza w zamku. Nawet Itxel wstała z drzemki - to znaczyło jedno, Lane pojawiła się w mieszkaniu. Wright dał jej klucze jakiś czas temu tak na wszelki wypadek a skoro teraz prawie że mieszkali razem to logiczne było iż to właśnie kobieta.
Pojawiła się z tym swoim uśmiechem, który wojskowy uwielbiał. Zawsze radosna i z dużą ilością energii. Rzucił krótkie hej po czym odpalił papierosa. Zaciągnał dym w płuca i chwilę go trzymał, aż przyjemnie zadrapał go w gardle.
Jednakże gdy Prudence wróciła z sypialni, widział kompletnie inny wyraz twarzy - nie za bardzo wiedząc jak go odczytać.
- Dostałem pozwolenie. - uśmiechnął się, bo mimo wszystko do tego właśnie dążył. Chciał wyjechać i tak się właśnie stało. Co z tego że było to wymuszone - ważne że ma papier. - Jutro muszę się stawić w kwaterach. - bez możliwości przygotowania się głębiej na powrót. Zostanie wrzucony w wir zadań i oddelegowany w jakieś dalekie miejsce. Tyle z pięknej historii miłosnej - teraz zmieni się ona o sto osiemdziesiąt stopni.
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

011. | outfit

Ostatnio nie poznawała samej siebie - kompletnie. Nie dlatego, że była szczęśliwa, bowiem wcześniej jako singielka to uczucie również jej towarzyszyło, będąc wdzięczną za to, co miała obecnie w swoim życiu i za to, że robi to, co jej się podoba. Ale to, że jest z Hunterem i że zgrali się na tyle, by ich codzienność jawiła się w coraz to lepszych barwach? A to, iż pare kłótni przeszło w ich partnerstwie, nie znaczyło przecież niczego strasznego; ba, czasem takie rzeczy są potrzebne w relacji, aby się dotrzeć, zrozumieć pewne sprawy czy po prostu dać sobie wzajemnie znać, iż jednemu i drugiemu zależy. Z tego założenia wychodziła Prudence i sądziła, że Hunter trzymał jej stronę w tej kwestii, nie mając dość kobiety.
Dziś miało być w sumie tak, jak zwykle - po pracy pojawić się miała w jego domu, żeby znów zjeść coś dobrego na obiad, spędzić razem wolne popołudnie, pogadać, obejrzeć serial, a może rozegrać kolejną partyjkę jakiejś planszówki, bowiem ostatnio mocno to podpasowało obojgu jako forma spędzenia w inny sposób wieczoru, tuż przed spaniem.
Tak też się działo - otworzyła drzwi za pomocą klucza, weszła do środka widząc najpierw podchodzącą do niej Itxel aby się przywitać z przybyłą, a za moment leżącego na kanapie Huntera, do jakiego posłała szeroki uśmiech. — Hej. Poczekaj chwilę, pójdę tylko do sypialni odłożyć torebkę i zaraz do Ciebie przyjdę — nie musiała tego mówić, bo to raczej jeden z jej rytuałów powrotnych, niemniej zanim pomyślała i zdobyła się na zrobienie czegokolwiek innego, postanowiła uczynić jak odparła. Wtedy wtedy przekroczyła prędkim i żywych krokiem próg pomieszczenia, nie spodziewając się widoku jaki ją zastał. Torba, która ewideteie wyglądała na bycie pakowaną, a także… mundur. Jakby był… przygotowany? A może po prostu planował go odświeżyć w pralni, bo już jakiś czas wisiał w szafie i nie chciał, aby taki był jego los? A ta torba to ciuchy, jakich chce się pozbyć?! Cholera, tyle pytań się jej obecnie nasuwało na myśl, lecz ostatecznie Nie miała pełnej odpowiedzi na swoje zapytania.
Dlatego też postanowiła powrócić do tego, którego się to wszystko tyczyło. Nie była już rozradowana. Nie była rozpromieniona, mając nietęgą minę. Wymieszany szok, niezrozumienie, poniekąd obawa… wiele rzeczy nią obecnie targało, gdzieś tam próbując stłumić zdenerwowanie owym zajściem.
— Co to tam.. — urwała, bowiem wtedy Hunter odparł, jakby to nie było nic wielkiego, a on właśnie wspomniał o wyjeździe do Disneylandu, a nie o jebanym powrocie na front. — Że co proszę? — ściągnęła brwi w jawnym nieogarnięciu tego, co przyszło jej usłyszeć, że aż założyła kosmyki za uszy - zupełnie jakby to był celowy zabieg poprawy słuchu. — Poczekaj, co… jutro musisz się stawić? — powtórzyła po nim, nie wierząc w to wszystko. Gdzie ten wcześniejszy humor Prudence,?! HALO! Gdzie jesteś, Panie Dobry Humor! Bo byś się obecnie tu przydał!
A nie, to niemożliwe przez to, co właśnie wyszło na jaw. — Jak to musisz? To znaczy, że co… że dostałeś rzekome pozwolenie na powrót na front i Ty w podskokach poleciałeś powiadomić o tym, przyjmując natychmiastowy przydział czy co Wy tam dostajecie? — zapytała, choć nie wiedziała czy chciała znać odpowiedź. — I zrobiłeś to zanim w ogóle na ten temat… porozmawialiśmy? — to ją najmocniej zabolało w tym wszystkim… są razem, a on podjął decyzję jakby kompletnie nie liczyła się w jego życiu, będąc tylko chwilowym zajęciem do czasu, gdy nie będzie mógł wrócić na swój rewir. — Zresztą, zaraz. Jakim cudem dostałeś pozwolenie? Lucas Powell tak po prostu się zgodził na to, żebyś mógł wrócić do czynnej służby, mając na uwadze całą historię z prowadzonych spotkań? — nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nie mogła. I nie chciała.

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba zrzucił tę bombę zbyt szybko i powinien wcześniej pomyśleć jak przekazać to Prudence aby nie zaczęła się nakręcać. Widać było że cały dobry humor ją opuścił i zaraz zacznie się jadka.
Odłożył papieros do popielniczki, nie mogąc się nim do końca nacieszyć.
- To co słyszałaś. - nie chciał się powtarzać. Było to bolesne a całe wałkowanie tematu będzie czymś co tylko sprawi że oboje skończą wyczerpani. Nie widział sensu w zbędnych słowach - sytuacja była jaka była i... teraz mleko się rozlało. Nie pomyślał o rozmowie z partnerką bo do tej pory mogł robić co chciał. Był sobie sterem żaglem i okrętem, ale czy nie o to oboje walczyli? Aby znów mógł wrocić na front? Być w miejscu które go ukształtowało i zahartowało?
- Ja nikogo nie informowałem. To pan wielki terapeuta wysłał to do góry i bum. - wstał z piwem i oparł się o szafę, jakby nie rozumiejąc dlaczego kobieta się tak burzy.
- Nie miałem szansy porozmawiać. Potrzebują mnie w wojsku. - i tyle powinno się liczyć. Trochę zapominał że teraz musi myśleć a nie robić. Wracał do nawyku który ratował mu nie raz życie. Wycofanie się, nie wchodzi w grę.
- Zgodził i Tobie nic do tego. - bo wiedział że będzie drążyć w jaki sposób dostał tę zgodę. Każdy kto go znał widział poprawę ale to nie oznaczało że był w stu procentach gotowy. Nie zaleczył do końca ran powstałych w wyniku tego co przeżył na froncie - jednakże wystarczy awantura z terapeutą i wszystko da się zrobić. - Proszę nie rób mi wyrzutów. Jestem żołnierzem, dobrze o tym wiesz, nie mozesz ode mnie oczekiwać że zostanę tu wiecznie. - ryzykowała swoim szczęściem wiążąc się z nim i teraz jakby kompletnie wyparła to pamięci.
Odetchnął głęboko i wziął papierosa do ręki, zaciągnął się i wydmuchał klębek dymu. - Nie mozesz się cieszyć? Udało mi się. - oczekiwal większego entuzjazmu a tu się mocno przeliczył, jakby nie rozumiejąc że teraz ich związek stoi pod znakiem zapytania a on sam jest nie fair wobec Lane. Upił kilka łyków piwa i przeszedł do sypialni gdzie był jego mundur. Na chwilę zamarł wpatrując się w niego. Czy wszystkie wspomnienia wracały? Tak. Czy miał zamiar powiedzieć to swojej dziewczynie? Nie. Od razu zaciągnełaby go do specjalisty, a on tego teraz nie potrzebował. W końcu może być tym do czego został stworzony - maszyną do obrony kraju i zabijania przeciwników.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że ta rozmowa do najprzyjemniejszych nie będzie należeć. Wiedziała również, że kiedyś ta rozmowa będzie miała prędzej czy później miejsce, jednakże… nie spodziewała się, aby to prędzej miało faktycznie być takie prędkie. Dopiero zaczęli z sobą być, dopiero zaczęli mieć jakieś wspólne plany, pomniejsze realizacje, pomysły na to, co będą robili za tydzień czy za miesiąc. Oczywiście, iż miała w głowie gdzieś tą poprawkę na to, iż może dostać pozwolenie na powrót, lecz… naprawdę, nie mogła przewidzieć tego, iż Lucas Powell zdecyduje się na tak radykalną zmianę w, jakby nie patrzeć, ich wspólnym życiu.
Wzięła głęboki wdech, aby nie dać się emocjom kontrolować w trakcie tej rozmowy, chcąc pozostać spokojniejszą i rozsądniej myślącą.
Niestety było to zarazem dosyć ciężkie, zważywszy na fakt że to już nie dotyczy tylko i wyłącznie jego osoby, ale i też jej samej. Zakochała się, bez pamięci. Była nim oczarowana i nie dlatego, iż się przed nią otworzył, tylko dostrzegła pod tą twardą, grubą skórą naprawdę świetnego faceta, jakiego dawno nie spotkała na swojej drodze. Jak chciał, to potrafił być czuły i uroczy. Miał swoje specjalne momenty teraz jak i przed oficjalnym staniem się parą, jak choćby wtedy gdy przyszedł z kwiatami w ramach przeprosin za spóźnienie, bo dostał pod opiekę swego siostrzeńca. Lecz teraz? Ani trochę nie przypominał tego Huntera, jakiego zdołała przez ten okres poznać i pokochać. Mówił znacznie chłodniej, mówił tak, jakby próbował ją usadzić na tyłku i po prostu powinna się dostosować do tego, co ma miejsce. Ale nie z nią takie numery, na jego nieszczęście.
— Ja też Ciebie potrzebuję — przyznała to dość nieśmiało, zważywszy na to iż nie są długoletnim związkiem, a mimo to - czuła, że mówiła coś zgodnego z rzeczywistością. Gdy wcześniej wspomniał, że to wszystko wina jego obecnego terapeuty, ugryzła się w wewnętrzną stronę policzka, próbując się nie zezłościć na samą siebie - bowiem to ona mu go wybrała, uważając że to świetny specjalista; teraz w jej oczach ów specjalista wiele stracił.
I mi nic do tego? — spojrzała na niego z mocnym bólem, jaki jeszcze dotkliwiej odczuła w klatce. A mimo to - starała się zachować hardość, aby nie poczuł jak prędko staje się krucha pod naporem tego, co przychodzi jej słyszeć jego ust. — Jesteś żołnierzem, to prawda. I nie oczekiwałam, że będziesz tu wiecznie, ale to jest zdecydowanie za wcześnie, żebyś tam jechał — odparła zgodnie z tym, co sama oceniła - i na początku tej znajomości jak i teraz; o dziwo mając jeszcze tą możliwość oddzielenia swoich uczuć względem stawianej diagnozy, bo mimo wszystko nadal rozmawiali o tym, co czuje i przez co codziennie przechodzi, a to jej dawało tylko jeden osąd - Hunter nie był gotowy na wyjazd. Powędrowała za nim spojrzeniem, dopiero teraz jakoś zwracając uwagę na spożywane przez niego piwo, a także na to jak za chwilę zaciąga się sięganym papierosem. Znów nabrała głębokiego wdechu i wypuściła dosyć spokojnie powietrze poprzez usta.
— Nie, Hunter, nie mogę się cieszyć, bo choć√ uważałam Powella za świetnego specjalistę, to uważam że popełnia cholerny błąd i nie rozumiem dlaczego tak nagle uznał, że jednak jest wszystko okej, a Ty możesz wracać do tego pieprzonego piekła — odparła nie chcąc dłużej się gryźć w język, chociaż i tak nie denerwowała się na zewnątrz tak mocno, gdyż w środku mocno tłumiła odczuwane uczucia - licząc, że nie wyjdą one zbyt prędko na światło dzienne, przez co mogłaby ich kłótnia znacznie bardziej eskalować, jak jeszcze nigdy dotąd.
Spuściła głowę, starając się jeszcze raz mocno odetchnąć, co do tego pory pomagało w ustawieniu swoich szalejących nerwów w jakichś ryzach. Wtedy też poczuła jak mija ją w drodze do sypialni, na co się mimowolnie odwróciła. Zatrzymał się w progu pomieszczenia, chociaż nie wiedziała po co to zrobił. Może czekał, aż coś jeszcze doda? — Nie jesteś wobec mnie fair, Hunter. Zamiast ze mną porozmawiać, to zachowujesz się jakby to była informacja jaką mam przyjąć na spokojnie, jak na wieść o jutrzejszej prognozie pogody - przyjąć, zapamiętać, dostosować się do tego bez żadnego komentarza. Zupełnie jakbyś zapomniał, że Cię kocham… — powiedziała to ostatnie z wyraźną trudnością i ubolewaniem, chociaż nie planowała tego. Ale cóż - jest tylko człowiekiem i mimo wszystko ma prawo okazać słabość oraz odczuwany smutek, który z każdą sekundą coraz mocniej zaczynał ją dotykać.


Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedział co ma odpowiedzieć na jej słowa. Otworzył nawet buzie, ale momentalnie ją zamknął. Czuł że to może być ciężki moment w ich związku i nie chciał aby stanowił on zagrożenie dla wspólnej przyszłości. Dalej chciał dzielić życie z Prudence i być z nią w najgorszych momentach, lecz teraz, było coś co wołało go mocniej - wojsko. Ten zapach, dźwięk... nawet strach. Łapał gopowoli w swoje objęcia by na sam koniec pochłonąć go kompletnie.
- Wiem. - szepnął cicho i gdyby mógł to zorbiłby coś więcej, lecz teraz to niemożliwe. Przydział przyszedł a on musiał się stawić tam gdzie powinien. Żadna opcja pośrednia nieistniała.
Widział ból w jej oczach ale mimo to stał z piwem jedynie tępo spoglądając w przestrzeń aby po raz kolejmy nie spotkać jej wzroku - tego pełnego strachu o to co właśnie ma miejsce. Odchrząknął jakby chcąc dodać sobie w ten sposób więcej odwagi lecz nawet to nie pomogło.
- Nie oczekuje że zrozumiesz... chcę po prostu abyś to zaakceptowała. - był oszczędny w słowach bo miał wrażenie, że każde kolejne może zranić Lane jeszcze mocniej.
Sypialnia była teraz miejscem które wydawało się obce. Jeszcze niedawno oglądali tu filmy, rozmawiali i kochali się do wczesnych godzin porannych, teraz? Było to pomieszczenie w którym mundur spoczywał na łóżku a cichy głosik mówił, aby go założył i uciekł. Uciekł bo to potrafi, do tego jest stworzony.
Te ostatnie słowa sprawiły, że spiął się delikatnie a następnie rozluźnił mięśnie - jakby przeszył go dreszcz wzdłuż ciała od głowy aż po stopy, które kazały mu się odwrócic w kierunku Prudence.
- Ja też Cię kocham. Mocniej niż powinienem. - powiedział powoli krocząc w kierunku kobiety. Piwo zostawił na komodzie i stanął na kilka centymetrów od niej. Przymknął oczy bijąc się z myślami które nadciągały falami.
- Kochanie... wiesz, że do Ciebie wrócę. Wiesz, że jesteś najważniejsza. - szepnął po czym położył swoje dłonie na jej policzkach. Delikatnie kciukami je głaskał. Czy miało to być ich pożegnanie? Bardzo możliwe, dlatego wolał to zrobić tak jak należy. - Jeśli masz siłę... czekaj na mnie... proszę. - dodał po czym złożył pocalunek na jej ustach. Nieśpieszmy, jakby ucząc się na nowo jak smakuje, jak całuje i jak mocno go kocha. Ostatecznie odsunął się.
- Potrzebuję pomyśleć. - rzucił szybko, zabrał swoją kurtkę i w mgnieniu oka wyszedł aby pozbierać wzzystkie rozbiegane myśli...

Lucas siedział w swoim gabinecie kończąc spotkanie z Marie, niedoszłą samobójczynią, która coraz lepiej radziła sobie z otaczającym ją światem. - Widzimy się za tydzień, jeśli coś się zmieni, daj mi znać. - i tyle. Zakończył spotkanie i był gotowy do wyjścia, pozwalając sobie na ostatnią kawę dnia. Nikt mu nie odbierze tej przyjemności. Nie spodziewal się jednak gościa, który pojawi się w okropnym humorze.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niby nie oczekiwał aby to zrozumiała, a jednak na swój sposób chciał tego od niej, nawet jeśli ubrał to w inne słowa. Bo czymże jest akceptacja, jak nie formą zrozumienia kogoś sytuacji i swoistego znalezienia się w przysłowiowych butach? Więc pomimo wszystko nie potrafiła tego zaakceptować - co jednocześnie wiąże się z tym iż tego nie zrozumie i nie będzie próbować pojąć ów całości. Bo chociaż to zabrzmi źle i totalnie pokaże Huntera ze złej strony, to jednak ona by czegoś takiego mu nie zrobiła. Skonsultowałaby z nim tą decyzję, czekając na to jakie on posiada zdanie na ten temat i oczywiście przyjęłaby konstruktywną krytykę czy też obawę dla tej rzeczy, o jaką mogłaby chcieć go poprosić. Niestety jednak on się na to nie zdecydował, nawet nie pomyślał o takiej ewentualności jak rozmowa, ślepo podejmując się tego że skoro ma się zgłosić, to musi i koniec.
Westchnęła toteż ciężko, nie wiedząc co jeszcze mogłaby w tej chwili uczynić, aby odwieść go od tej decyzji. Co ma powiedzieć, zrobić żeby opamiętał się i jednak został w kraju? Wiedziała, iż nie miała zbyt wielkiego wachlarza pomysłów, a wręcz jest on znikomy, niemniej i tak próbowała ostatkami sił wymyślić coś w tym momencie.
Dlatego próbowała mu wyperswadować na początek, że nie jest względem niej fair. Sądziła, że to go jakoś ruszy. Że to mu da do myślenia. Że faktycznie zrozumie jak egoistycznie podszedł do ich związku. A mimo tego starania - nie przyniósł początkowego plonu, jaki myślała iż da jej namiastkę nadziei na to, iż zmieni zdanie, a Hunter postanowi z każdymi kolejnymi słowami, że lepiej jak zacznie się rozpakowywać, a mundur odwiesi do szafy - tam gdzie jego miejsce.
Zamiast tego zaczął do niej podchodzić, zmniejszając dzielącą ich odległość. Nie umiała mu spojrzeć w twarz, bowiem widok ten krajał jej serce jeszcze mocniej; słowa jakie padły dobiły ją znacznie bardziej. Wzięła głęboki wdech, nie chcąc pozwolić łzom na wypłynięcie spod powiek, by dopiero po chwili jakoś się ośmielić na spojrzenie mu w oczy. To był błąd - zdradziła się natychmiastowo jak wiele ją to kosztuje i jaki ból posiada w swoim środku. I przede wszystkim - oczy pokazały że darzy go mocniejszym uczuciem niż jak tutaj zarzekała się.
Na swój sposób zaczęła już teraz za nim tęsknić, pomimo iż nie ruszył się nigdzie, a jutro dopiero miało nadejść, mając do tego momentu jeszcze parę godzin. Lecz jednak - Prudence zaczynała odczuwać cholerną pustkę, żal i utęsknienie za kimś, kto stał przed nią i mówił, że ją kocha mocniej niż powinien.
— A jednak ważniejszy jest powrót na front — pozwoliła sobie na skomentowanie, nie przejmując się czy zdenerwuje się czy może przyzna jej rację. W tej sekundzie uszła z niej ta namiastka życia, jaka w niej dopiero co odżyła, przez co zrobiło jej się totalnie wszystko jedno. Bo to nic nie zmieni. Widziała to - nieważne co powie, nieważne co zrobi, nic nie doprowadzi do tego, żeby Hunter został z nią w Toronto.
Pomimo targających nią skrajnie sprzecznych uczuć, pozwoliła bez problemu na położenie dłoni na policzkach a także na pocałunek, którego nie spodziewała się iż będzie w stanie odwzajemnić. Tylko czemu czuła, że to ostatni raz, kiedy smakuje jego usta? Czemu to tak cholernie boli, jakby właśnie to miało być pożegnanie z osobą, której nigdy już nie ujrzy?
Tym samym - czy będzie na niego czekała? Cholera, z całą pewnością będzie to robiła i nie wyobraża sobie, aby miała inaczej postąpić! Nawet jeśli obecnie go w pewnym stopniu nienawidziła, to nadal boleśnie kochała, nie dopuszczając do myśli iż miałaby z niego zrezygnować. Nie sądziła jednak, że ten postanowi wyjść, zanim zdołała coś więcej z siebie wydukać. — Hunter, poczekaj, ja… — urwała, widząc jak prędko się zbiera, a za moment zniknął z domu. Patrzyła parę sekund na drzwi, jakby z nadzieją że zrozumie iż nie jest to dobra decyzja i powróci do niej od razu, lecz to nie nastąpiło. Skoro została sama - mogła w końcu zrobić jedno, co tak długo w sobie trzymała. Siadła w sypialni na brzegu łóżka, podciągnęła go klatki piersiowej nogi jakie objęła rękami, po czym zaczęła płakać. Nie wiedziała ile czasu nie mogła doprowadzić do uspokojenia zszarganych nerwów - tak samo nie wiedziała kiedy przez to wszystko zwyczajnie usnęła, nie zmieniając lokalizacji na materacu.


Następnego dnia przebudziła się nie wiedząc ile spała i która jest godzina. Niestety Huntera już nie było, a ten pozostawił list na blacie w kuchni, co nie skłoniło jej do ponownego rozklejenia się. Ba, nie miała zamiaru czekać czy przeciągać ani chwili dłużej tego, na co wpadła tuż po wyjściu mężczyzny w dniu wczorajszym. Sądziła, że to jedyne co może w tej chwili zrobić, aby powstrzymać Matthews od wyjechania z kraju.
Nie miała zamiaru czytać zawartości tego, co znajdowało się w kopercie, szybko się ogarniając do jakiegoś względnego stanu, po czym wsiadła do samochodu i z piskiem opon ruszyła w jedno miejsce - tam, gdzie Hunter nie powinien trafić, o czym nie wiedziała biedaczka.
Zaparkowała pod budynkiem, przedzierając się prędko na odpowiednie piętro i mijając recepcję - nie mając zamiaru Pani siedzącej na środku korytarza pozwolić na to, aby zatrzymała się. Akurat złożyło się idealnie iż ktoś wychodził z gabinetu, przez co energicznie chwyciła za klamkę i weszła bez zapowiedzi do środka. — Jeszcze Pan jest, cudownie — rzuciła, zapewne zachowując się trochę jak wariatka, lecz teraz to akurat jej ani trochę nie przeszkadzało. — Niech Pan odwoła swoją decyzję — bez zbędnych ceregieli poinformowała po co tu przybyła. Widząc, że ten niezbyt ogarniał o co tu chodziło, nawet w trakcie nawiązywania kontaktu wzrokowego z recepcjonistką nie uzyskał żadnych szczegółów, postanowiła nakreślić prędko z czym przychodzi, skoro on taki nie za kumaty. — Niech Pan powiadomi kogo trzeba, że pomylił się Pan w osądzie stanu psychicznego Huntera Matthewsa i że jednak się jeszcze nie nadaje na powrót na front — nie chciała słyszeć odmowy - nie po to tutaj przecież przyjechała, czyż nie?


Hunter Matthews
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Hunter bez słowa opuścił mieszkanie, ubrany w mundur oraz wyposażony w swoją torbę. Nie chciał budzić Prudence widząc jak bardzo przeżyła ten cały moment rozstania, choć miał nadzieję, że nie finalnego. Zasnęła ze zmęczenia co widział - oczy opuchniętę od płaczu... coś co na zawsze zapamięta.
Pocałował ją w głowę choć najpewniej tego nie poczuła, dalej śpiąc i zapewne śniąc o tym aby ten koszmar się skończył bądź najzwyczajniej w świecie nigdy się nie wydarzył.
Usiadł w salonie i napisał krótki list.
"Prue... pamiętaj że Cię kocham, niedługo się zobaczymy. Dzwoń jeśli tylko będziesz potrzebować. Zaopiekuj się Itxel. Buziaki, Hunter"
Spakował go w kopertę i zostawił na blacie. Omiótł jeszcze raz spojrzeniem swój dom i wyszedł zamykając za sobą drzwi i rozpoczynając kolejny rozdział wojny którą będzie prowadził nie tylko na froncie ale sam ze sobą.

Właśnie poprawiał dokumenty gdy drzwi się otworzyły a w nich ujrzał znaną mu kobietę. - Prudence. Miło Cię widzieć. - bo maniery miał i wolał się przywitać na spokojnie, widxąc kobietę w bojowym nastroju.
Zrobił niezrozumiało minę, bo nie do końca rozumiał o co chodzi. Czekał na wyjaśnienie a gdy ono nadeszło sapnąl z niezadowolenia. Matthews był arogancki, niechcący pomocy a dodatkowo niezwykle upierdliwy. Czy zaryzykował swoją opinią jako lekarza? Być może ale miał na to dobre powody - w końcu spokój jest w cenie!
- Nie będę nic odwoływał. Hunter jest gotowy, tak samo jak ja jestem gotowy wrócić do domu. - do rodziny która na niego czeka.
Pozbył się wojskowego tak jak pozbywa się... śmieci. I choć porównanie mocne, to niezywkle trafne. Po postępach jakie zrobił u Prudence na sesjach Powell wiedział, że jako tako nadaje się do służby. - W mojej opinii jest on zdolny do służby. Poza tym nalegał aby go przepchnąć. Sam się tam pakuje, bo chce tam być i zapewne zginąć. - ta ostatnią część mógł aobie darować, ale dało mu totrochę satysfakcji. Mężczyzna szukał niebezpieczenstwa i chcial biec w jego kierunku nie odwrotnym, dlatego przedłuzal tylko nieuniknione.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Fakt odezwania się do niej po imieniu sprawiło, że nieco się zdenerwowała, bo w tym momencie pragnęła udawać że go nie zna na stopie prywatnej - co może i też świadomie próbowała mu zakomunikować, odzywając się do niego per Pan. A może to przez względnie posiadany szacunek do mężczyzny, bo jest od niej starczy wiekowo oraz doświadczeniem zawodowym? Nawet jeśli tym doświadczeniem się obecnie nie wykazywał, skoro zrobił co zrobił, a Hunter właśnie wybierał się tam, gdzie go być nie powinno?
Zresztą, odnośnie tego miłego widzenia się, to zdecydowanie nie mogła mu odpowiedzieć tym samym. Wolałaby obecnie spędzać czas z kimś innym - kimś, kogo wysłał na front.
— Jak to nie odwoła Pan? Nie jest ani trochę gotowy, rozmawiałam z nim w dalszym ciągu i jak na dłoni widać było, że nie jest jeszcze na nic takiego przygotowany. Bo to, że posiada takie przeczucie, to nie jest niczym konkretnym — on sobie mógł myśleć, czuć i uważać coś zupełnie innego, jednakże z odpowiedniego punktu widzenia doskonale wszyscy dostrzegali, iż Hunter nie powinien się pakować i gdziekolwiek wyjeżdżać, jeśli ów wyjazd nie jest związany z odpoczynkiem. — On też wolałby wrócić do domu, gdyby nie pańskie głupie osądy! — odparła nieco rozemocjonowana i dająca się ponieść odczuciom, które w niej buzowały, choć doskonale wiedziała iż nie powinna się z takimi uczuciami odsłaniać przed kimkolwiek - a już tym bardziej przed Powellem, który rzekomo lubił wykorzystywać takie słabości względem osoby okazujące je.
— Zaraz… co… nalegał? — znaczy, to nie tak żeby nie miała świadomości tego, bo i u niej próbował zagrać na wszelkie sposoby możliwość wcześniejszego powrotu na front, ale sądziła że… że tutaj, mając na uwadze ich i to wszystko co do tej pory przepracowali postanowił się powstrzymać przed głupimi prośbami takiego typu… — Słucham?! — znów w niej się krew zagotowała, gdy usłyszała dalsze słowa mężczyzny, jakiego dopiero co tak szanowała i uważała, że to świetny specjalista. Zdecydowanie prędko zmieniła o nim zdanie i nigdy nikomu nie poleci go jako osoba mająca udzielić pomocy.
— I tak po prostu się Pan zgodził na to jego naleganie, nie patrząc wcale na dobro pacjenta? Od kiedy to podchodzimy w taki sposób do kogokolwiek? Czyż praca terapeuty nie skupia się na tym, aby ocenić przypadek od początku do końca, aby uznać czy faktycznie doszło do poprawy, a nie sugerować się rzekomymi odczuciami danego człowieka, bo on wielce się czuje gotowy? — patrzyła na niego dosłownie jak wryta, nie rozumiejąc co tutaj się właśnie zadziało i czy przypadkiem się nie przesłyszała. — Jest Pan bezczelny — skwitowała, wciągając powietrze do płuc. — Jeśli więc wpakował się tam i tam zginie, może być Pan pewny że nie zostawię tego tak — o ile już teraz nie powiadomi odpowiednich służb o tym, co tutaj zaszło i jak doprowadził do wyjazdu człowieka psychicznie nieprzygotowanego na powrót na front.


Hunter Matthews
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy powinien się przejmować losem pacjenta tak? Czy to robił w tym momencie? Nie, ponieważ Hunter był przypadkiem beznadziejnym, skupionym na jednym - powrocie do wojka. Tego chciał, o tym mówił i tylko to wałkowali na tych kilku spotkaniach jakie mieli. Czemu on miałby mu tego nie ułatwić? Pozbędzie się osoby która dostanie to czego chce, a przecież to najlepsze co mógł dla niego zrobić.
- Nie widać. To że ma PTSD, to każdy widzi, ale on żyje myślą o powrocie do wojska. To go utrzymywało przy życiu i gdy w końcu może wrócić, bedzie miał stabilniejszy grunt pod nogami. - miał jakieś dziwne metody które usprawiedliwiał ideą, ale nie da się zaprzeczyć że pomimo swojej wielkiej wiedzy, mógł popełnić błąd - do któreho oczywiscie się nie przyzna.
Przewrócił oczami na jej słowa. Z tego co widział i słyszał to jego pacjent dużo bardziej wolał być na froncie niż w domu, czując się niepotrzebnym, no ale co on się tam zna!
Może i się zagalopował, ale słowa uleciały szybciej niżby mógł je przemyśleć. Mleko sie rozlało i teraz niestety musiał słuchać wywodu Prudence, która była nastawiona bojowo, chcą bronić Huntera i zmienić jego decyzje.
- Moim zadaniem jest pomoc. Pomogłem mu wrócić do tego co chciał robić, co sprawiało że jego życie ma sens. - wzruszył ramionami, jakby chcąc w ten sposób udowodnić że nie do końca go obchodzi opini Lane.
Gdy wysłuchał ostatnie zdanie jedynie wetchnął sprawdzając zegarek. - Skończyła Pani? A teraz przepraszam bo jadę do domu. - i tyle z rozmowy, minął kobietę i ręką pokazał jej drzwi a gdy wyszła wielce oburzona ruszył do samochodu aby faktycznie skończyć swój dzień pracy i użerania się z ludźmi!

prudence lane
/ztx2
Arti
wszystko do ustalenia
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”