ODPOWIEDZ
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

look

Doczekał się czegoś co miało nie nadejść. Jak się z tym czuł? Dziwnie. Minęło dobre kilka lat odkąd był na misji i zaczął powoli układać sobie życie poza wojskiem u boku Prudence. Miał swoje gorsze i lepsze dni, ale zmiana była ogromna i szczerze? Obawiał się regresu, obawiał się tego że demony wrócą a on nie mogąc się odnaleźć popełni jakiś błąd.
Powoli pakował ubrania do torby. Na łóżku leżał mundur na który raz po raz spoglądał. Jego nazwisko, odznaczenia i... wspomnienia - te które przez lata zaprzątały jego głowę. Przysiadł, lekko dotykając kolana, ta kula która przeszła jak przez masło, już tam nie była lecz ból... dalej go czuł.
Nabrał więcej powietrza w płuca po czym zamknął oczy i przetarł je. Wszedł do kuchni aby otworzyć sobie piwo i siadł na kanapie.
Od kilku miesięcy wraz z Prudence stanowili wzór szczęśliwej pary. Nawet jeśli dochodziło do małych sprzeczek to zawsze rozwiązywali je w ekspresowym tempie. Dużo rozmawiali, Hunter dzielił się swoimi przemyśleniami, emocjami i wspomnieniami które ukształtowały go jako człowieka. Trudno było pomyśleć, że teraz będzie musiał to wszystko zostawić i ot tak się pożegnać.
Nie miał pojęcia jak długo spędził na kanapie niemo patrząc się w ściane ale z letargu wyrwał go szczęk klucza w zamku. Nawet Itxel wstała z drzemki - to znaczyło jedno, Lane pojawiła się w mieszkaniu. Wright dał jej klucze jakiś czas temu tak na wszelki wypadek a skoro teraz prawie że mieszkali razem to logiczne było iż to właśnie kobieta.
Pojawiła się z tym swoim uśmiechem, który wojskowy uwielbiał. Zawsze radosna i z dużą ilością energii. Rzucił krótkie hej po czym odpalił papierosa. Zaciągnał dym w płuca i chwilę go trzymał, aż przyjemnie zadrapał go w gardle.
Jednakże gdy Prudence wróciła z sypialni, widział kompletnie inny wyraz twarzy - nie za bardzo wiedząc jak go odczytać.
- Dostałem pozwolenie. - uśmiechnął się, bo mimo wszystko do tego właśnie dążył. Chciał wyjechać i tak się właśnie stało. Co z tego że było to wymuszone - ważne że ma papier. - Jutro muszę się stawić w kwaterach. - bez możliwości przygotowania się głębiej na powrót. Zostanie wrzucony w wir zadań i oddelegowany w jakieś dalekie miejsce. Tyle z pięknej historii miłosnej - teraz zmieni się ona o sto osiemdziesiąt stopni.
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

011. | outfit

Ostatnio nie poznawała samej siebie - kompletnie. Nie dlatego, że była szczęśliwa, bowiem wcześniej jako singielka to uczucie również jej towarzyszyło, będąc wdzięczną za to, co miała obecnie w swoim życiu i za to, że robi to, co jej się podoba. Ale to, że jest z Hunterem i że zgrali się na tyle, by ich codzienność jawiła się w coraz to lepszych barwach? A to, iż pare kłótni przeszło w ich partnerstwie, nie znaczyło przecież niczego strasznego; ba, czasem takie rzeczy są potrzebne w relacji, aby się dotrzeć, zrozumieć pewne sprawy czy po prostu dać sobie wzajemnie znać, iż jednemu i drugiemu zależy. Z tego założenia wychodziła Prudence i sądziła, że Hunter trzymał jej stronę w tej kwestii, nie mając dość kobiety.
Dziś miało być w sumie tak, jak zwykle - po pracy pojawić się miała w jego domu, żeby znów zjeść coś dobrego na obiad, spędzić razem wolne popołudnie, pogadać, obejrzeć serial, a może rozegrać kolejną partyjkę jakiejś planszówki, bowiem ostatnio mocno to podpasowało obojgu jako forma spędzenia w inny sposób wieczoru, tuż przed spaniem.
Tak też się działo - otworzyła drzwi za pomocą klucza, weszła do środka widząc najpierw podchodzącą do niej Itxel aby się przywitać z przybyłą, a za moment leżącego na kanapie Huntera, do jakiego posłała szeroki uśmiech. — Hej. Poczekaj chwilę, pójdę tylko do sypialni odłożyć torebkę i zaraz do Ciebie przyjdę — nie musiała tego mówić, bo to raczej jeden z jej rytuałów powrotnych, niemniej zanim pomyślała i zdobyła się na zrobienie czegokolwiek innego, postanowiła uczynić jak odparła. Wtedy wtedy przekroczyła prędkim i żywych krokiem próg pomieszczenia, nie spodziewając się widoku jaki ją zastał. Torba, która ewideteie wyglądała na bycie pakowaną, a także… mundur. Jakby był… przygotowany? A może po prostu planował go odświeżyć w pralni, bo już jakiś czas wisiał w szafie i nie chciał, aby taki był jego los? A ta torba to ciuchy, jakich chce się pozbyć?! Cholera, tyle pytań się jej obecnie nasuwało na myśl, lecz ostatecznie Nie miała pełnej odpowiedzi na swoje zapytania.
Dlatego też postanowiła powrócić do tego, którego się to wszystko tyczyło. Nie była już rozradowana. Nie była rozpromieniona, mając nietęgą minę. Wymieszany szok, niezrozumienie, poniekąd obawa… wiele rzeczy nią obecnie targało, gdzieś tam próbując stłumić zdenerwowanie owym zajściem.
— Co to tam.. — urwała, bowiem wtedy Hunter odparł, jakby to nie było nic wielkiego, a on właśnie wspomniał o wyjeździe do Disneylandu, a nie o jebanym powrocie na front. — Że co proszę? — ściągnęła brwi w jawnym nieogarnięciu tego, co przyszło jej usłyszeć, że aż założyła kosmyki za uszy - zupełnie jakby to był celowy zabieg poprawy słuchu. — Poczekaj, co… jutro musisz się stawić? — powtórzyła po nim, nie wierząc w to wszystko. Gdzie ten wcześniejszy humor Prudence,?! HALO! Gdzie jesteś, Panie Dobry Humor! Bo byś się obecnie tu przydał!
A nie, to niemożliwe przez to, co właśnie wyszło na jaw. — Jak to musisz? To znaczy, że co… że dostałeś rzekome pozwolenie na powrót na front i Ty w podskokach poleciałeś powiadomić o tym, przyjmując natychmiastowy przydział czy co Wy tam dostajecie? — zapytała, choć nie wiedziała czy chciała znać odpowiedź. — I zrobiłeś to zanim w ogóle na ten temat… porozmawialiśmy? — to ją najmocniej zabolało w tym wszystkim… są razem, a on podjął decyzję jakby kompletnie nie liczyła się w jego życiu, będąc tylko chwilowym zajęciem do czasu, gdy nie będzie mógł wrócić na swój rewir. — Zresztą, zaraz. Jakim cudem dostałeś pozwolenie? Lucas Powell tak po prostu się zgodził na to, żebyś mógł wrócić do czynnej służby, mając na uwadze całą historię z prowadzonych spotkań? — nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nie mogła. I nie chciała.

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”