ODPOWIEDZ
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
Girl, come show me your true colors
Paint me a picture with your true colors
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po wymianie wiadomości z Blair, Cora wiedziała jedno - jej przyjaciółka potrzebowała kolejnego resetu. Tym razem mocniejszego, bo najwyraźniej ten w większym gronie był za lekki, skoro wylądowała w aucie z Charliem. Blondynka kochała ich oboje i od zawsze im kibicowała. Odkąd sięgała pamięcią, to był Charlie i Blair. Blair i Charlie. Forever and always. Nie wyobrażała sobie, aby ta dwójka nie miała być razem już do końca życia, a pewnie i do końca świata, bo pochowaliby ich razem w jakimś rodzinnym grobowcu.
Nie mogła jednak znieść myśli jak wielką krzywdę wyrządził jej brat brunetce. Wydawali się jej idealni, szczęśliwi. Co więc takiego się wydarzyło? Czy nie rozmawiali o problemach? Czy każdy związek w takim razie się rozpada? Jak ma sama wierzyć w miłość, jeżeli jedyna para, którą znała i która była dla siebie stworzona, się rozstała? Jej ciało i serce rwało się do Sama, ale z tyłu głowy miała ten cichy głosik, który mówił jej, że nic z tego nie będzie. A kiedy wytrzeźwiała i zdała sobie sprawę, że związek tych dwojga się rozpadł? Głosik stał się jeszcze wyraźniejszy.
Kochała brata i dla obojga chciała jak najlepiej. Nawet jeśli nie szczędziła ostatnio gorzkich słów w jego kierunku. Mimo wszystko go kochała. Jednak w tej sytuacji była całkowicie po stronie Blair i bez względu na więzy krwi czy płeć, to Mayfield była tutaj najbardziej pokrzywdzona. Dlatego murem stała za nią i nie chciała, aby ponownie została zraniona. Sama Cora nigdy tak naprawdę w związku nie była i nie znała się na takich relacjach, ale wiedziała jedno - to facet ma zdobywać, a nie odwrotnie. Tym bardziej, gdy spieprzył i oczekuje wybaczenia. Można czasami się podroczyć, zabawić, ale to on ma się za Tobą uganiać. Uznała, że przyjaciółka była tak długo w związku z jednym facetem, że chyba już o tym zapomniała. Dlatego zamierzała jej o tym przypomnieć.
Wcisnęła się w ultra krótką czarną sukienkę i wydała dyspozycję Blair, aby ubrała się najbardziej sexy jak potrafi, a następnie podała jej adres spotkania - dwie przecznice dalej od docelowego miejsca, aby nie wygooglowała lokalu. Jakże specjalnego lokalu!
- Boże, wyglądasz nieziemsko! - krzyknęła z wrażenia, kiedy Mayfield wyszła z taksówki. Złapała ją za dłoń i obkręciła, aby się jej przyjrzeć z każdej strony. Nie tylko ona oko zawiesiła, bo akurat obok przechodził pewien mężczyzna i tak się na nią zapatrzył, że aż wpadł na latarnię! - Chodź, musimy się trochę pospieszyć, bo zaraz zaczynają- chwyciła ją pod ramię i ruszyła żwawym krokiem, nie zdradzając żadnych szczegółów po drodze. Lokal z zewnątrz również sprawiał wrażenie zwykłego, eleganckiego klubu. Przechodząc do szatni, nie widziały jeszcze sceny, a to właśnie tuż przy niej znajdował się ich specjalny stolik VIP. Cora cała w skowronkach zaprowadziła tam Blair - znała doskonale drogę, bo nie była tutaj pierwszy raz. Tym bardziej wiedziała co za atrakcje je dzisiaj czekają. Zamówiła im jeszcze po podwójnym drinku, a następnie nachyliła się w stronę przyjaciółki, zanim pokaz się zaczął. - Myślę, że Ci się spodoba, a przede wszystkim sprawi, że zapomnisz o innych mężczyznach. Chociaż na chwilę- puściła jej oczko i wyprostowała się. Po chwili pojawił się barman z ich drinkami, a tuż po jego odejściu zaczęło się show.


Blair Mayfield
smerffi
Brak zaangażowania
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Odnalezienie się w nowej rzeczywistości zajmie jej chwilę czasu. Przez lata była w jednym związku, praktycznie od czasów zakończenia studiów mieszkała z Charliem, więc przebywanie w pustym apartamencie, bez świadomość, że ktoś niedługo do niego wróci było cholernie zimnym uczuciem. Nie chciała tam być — wstawała rano, wychodziła bez śniadania, kawę kupowała po drodze i jechała do biura. Wracała wieczorem i ogarniała się do spania, ewentualnie jeszcze pracując chwilę będąc w łóżku i jednocześnie łamiąc swoją najświętszą zasadę, że nie dotykała żadnych projektów po nocach. W końcu tutaj liczyło się życie ludzi, prawda? Musiała jednak zająć czymś swoje myśli, nawet jeśli to wszystko wiązało się z dodatkową pracą od rana i sprawdzeniem tego, co namieszała dzień wcześniej. To wszystko było tak dziwne i obce, że ciężko było jej się w tym odnaleźć. Na różnorakie sposoby starała się poukładać wszystko na nowo, ale życie mocno ją przytłaczało.

Daj sobie czasu — przynajmniej tak próbowała się pocieszyć.

To czas leczy rany, a ona najwidoczniej potrzebowała go nieco więcej niż początkowo zakładała. Chętnie wychodziła wszędzie, gdzie tylko mogła i nie protestowała ani nie marudziła. Dzisiaj Cora nawet nie chciała jej powiedzieć, dokąd wyruszają, a sama Blair nie naciskała. Ufała jej. Była tym Marshallem, któremu ufała, który nie zranił jej uczuć i nie rozszarpał jej serca. Cora nie była promyczkiem, ona była całym słońcem i za każdym razem świeciła, przynosząc do życia nieco przyjemnego ciepła. Nie chciała burzyć jej światopoglądu i z pewnością gdyby nie to, że przypadkiem spotkały się w parku na grupowym spotkaniu, to Mayfield poczekałaby, aż Charlie sam zdradzi rodzeństwu co odpierdolił. Mogła jedynie wykazać się szacunkiem i nie zdradzać szczegółów, wiedząc, że wchodzenie w nie wywołałoby kolejną lawinę płaczu.

A to nie o łzy dzisiaj chodziło.
Dostosowała się do polecenia i ubrała się najbardziej seksi, szczędząc na materiałach i decydując się na czarną, krótką spódniczkę i koronkowy top. Zarzuciła na ramiona marynarkę i pojechała pod wskazany adres; oczywiście, że wygooglowała sobie, co jest w pobliżu, ale nie pomyślałaby, że Cora miała dla niej dzisiaj takie plany. I wspominałam, że blondynka była istnym słoneczkiem? I to nawet nie przez kolor włosów, a jej nastawienie do życia i tę wybuchającą radość, kiedy obracała ją wokół własnej osi oraz komplementowała dzisiejszy strój. — Daj spokój, bo się zarumienię — rzucił, machając ręką niby od niechcenia, ale włożyła sto procent sił w swoją pracę, aby faktycznie ubrać się seksownie i skąpo. Najwidoczniej działało, skoro już od początku jeden z gapiów wpadł w latarnię. — Poza tym, nie tylko ja tutaj jestem gwiazdą. Dziewczyno, spójrz na siebie — odpowiedziała, cmokając na stylówkę swojej przyszywanej siostry — bo przecież ich relacja była silniejsza niż powiązania poprzez Charliego! — Co zaczynają? Możesz już mi zdradzić, gdzie idziemy. Nie ucieknę już nigdzie — zaśmiała się. Czy kogoś dziwi to, że weszła do miejsca i nawet nie wiedziała, co to było? Blair nie bywała w takich miejscach. Przecież jej były narzeczony padłby, gdyby tylko wiedział, na jaki pokaz się udała. Zresztą — ona sama zaraz padnie z wrażenia. Została poprowadzona przez Corę do odpowiedniego stolika i usiadła obok Marshall, mając idealny widok na scenę. — Zapomnę o innych mężczyznach? — powtórzyła po niej. — Już nie pamiętam o nim, wyrzuciłam go ze swoich myśli — skłamała gładko, bo przecież nie potrafiła kompletnie wyrzucić go ze swojego życia. Łapała się na tym, że przy dłuższym “zawieszeniu się”, zastanawiała się, co robił, czy jadł i o której… wróci do domu. Potrząsnęła głową na boki. Na pewno nie wróci do ich mieszkania. Podziękowała skinieniem za drinka i pociągnęła długi, porządny łyk, kiedy rozpoczęło się show, a na scenę wyszło kilku mężczyzn, którzy mieli już nieco porozpinane koszule i zaczęli bujać się w rytm muzyki. Jeden na rękach zniżył się ku podłogi, kompletnie kładąc się na niej i robiąc jakiegoś węża, a drugi zajmował się powolnym rozpisaniem swojego materiału na klacie. — Zapraszamy na scenę dwie ochotniczki z pierwszego rzędu — rzucił zapowiadający, tłum zaczął klaskać, niektóre kobiety piszczały, a Blair spojrzała tylko w szoku na przyjaciółkę. — Cora… to chodzi o inny stół przy scenie, prawda?

Cora
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
Girl, come show me your true colors
Paint me a picture with your true colors
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora nie wiedziała jak się leczy złamane serce, bo jeszcze nigdy nikomu się nie udało w ogóle je najpierw zdobyć, aby potem je jej złamać. Natomiast wiedziała jak pocieszać innych i wywołać uśmiech na ich twarzach. W tym akurat była dobra i stawała nie raz na głowie, aby tego dokonać. Czasami nawet wręcz dosłownie.
Nie zdawała sobie sprawy przez co przechodzi Blair i czego potrzebuje, więc starała się wyobrazić sobie, czego ona na jej miejscu, by pragnęła. A Cora nie cierpiała samotności, więc uznała, że wyciągnięcie Mayfield z czterech ścian to pomysł idealny. Czy zabranie jej na pokaz striptizerów okaże się strzałem w dziesiątkę? To się przekonają dziewczyny za jakiś czas, ale cóż takiego może się stać? Marshall trafiała na nagłówki tabloidów przez naprawdę kompromitujące sytuacje. Siedzenie na widowni nie przysporzy im żadnych problemów. Chyba, że wydarzy się coś więcej!
Uśmiechnęła się z wdzięcznością słysząc komplement z ust niedoszłej szwagierki. Ah ten Charlie… Gdzie on znajdzie lepszą kobietę! - Oh z nas obu to niezłe sztuki. Zobaczysz teraz co to znaczy być singielką- poruszyła wymownie brwiami biorąc ją pod ramię, bo przecież brunetka całe życie była w związku! Czy ona w ogóle wiedziała jak to jest żyć samemu, a nie we dwoje? Czy znała siebie i lubiła swoją wersję bez drugiej połówki obok? Dla Cory Blair i jej brat stanowili wręcz jedność, bo zawsze byli razem, więc… Więc może w tym rozstaniu można było znaleźć jakieś pozytywne aspekty? Na razie jednak tym sobie głowy nie zaprzątała, bo miała inny cel na ten wieczór - zaszaleć.- Trochę cierpliwości kochana. Zaraz będziemy na miejscu- nie zamierzała niczego wcześniej zdradzić! Chciała zobaczyć jej minę, gdy odkryje o co chodzi już w środku! A najlepiej , gdy pierwszy z mężczyzn bez koszulki wyskoczy na scenę.
Zajmując miejsce przy stoliku już na miejscu, odpowiadała na dalsze pytania. - Chodziło mi o Twojego i moj… Znaczy chodziło mi o to, że zapomnisz o wszystkich innych spoza tego budynku- zmieszała się nieco zdając sobie sprawę, że mimowolnie wciąż nie mogła wyrzucić z głowy Sama. Nie chciała jednak jeszcze o nim wspominać, bo nie była pewna czy w ogóle będzie miała co mówić. - I bardzo dobrze! Ej a w ogóle potem musisz mi zdradzić o co Wam poszło, bo chyba za dużo ostatnio wypiłam i nie pamiętam już z jakiego powodu go pogoniłaś- ale w imię solidarności jajników była po stronie Blair. Niezależnie od powodu zerwanych zaręczyn. To na pewno jej brat coś zawalił.
Zdążyła jeszcze wziąć większy łyk drinka, a potem już odstawiła alkohol, aby móc razem z resztą kobiet mocno bić brawo i krzyczeć. Cóż, nie mogła narzekać na widoki pięknie wyrzeźbionych męskich ciał, więc gdy tylko zapytali się o ochotniczki, zanim to przemyślała, to już wysoko skakała z rękoma uniesionymi do góry. Pisnęła z radości słysząc, że zostały z Blair wybrane, więc pociągnęła przyjaciółkę za rękę wbiegając na scenę. - Chodź! Będzie super!- krzyknęła zerkając na nią przez ramię, a następnie usiadła na wskazanym przez mężczyzn krześle. Kiedy jeden z nich nachylił się nad nią, nagle zamarła. Przed oczami miała teraz Daniela. Czuła jego dłonie na swoim ciele. Czuła jego pijany oddech na ustach, gdy próbował ją uciszyć. Czuła jego ciało przyciskające ją do ściany i uniemożliwiające drogę ucieczki.
Jej sparaliżowane ciało musiało wzbudzić czujność striptizera, bo zerknął na nią i spytał szeptem czy wszystko okej. Zażenowana własnym zachowaniem pokręciła głową i wręcz zbiegła ze sceny, będąc nisko pochyloną. Usiadła i momentalnie dokończyła swojego drinka, a potem Mayfield. Przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech.

Weź się w garść blondyna. Jego tutaj nie ma. Jesteś w klubie z Blair. Bawisz się, a ten drań już Cię nie skrzywdzi

Powiedziała sobie w myślach i znalazła w sobie siłę, aby ponownie otworzyć oczy i z uśmiechem spojrzeć na występ, gdzie Blair siedziała na krześle otoczona przez trzech roznegliżowanych mężczyzn. Oh to był naprawdę niezły widok. Aż nie mogła się powstrzymać, by wyjąć telefon i to wszystko nagrać. Trzeba było to uwiecznić!
Kiedy wróciła na miejsce, na stoliku stały już kolejne drinka, a blondynka uśmiechała się wesoło jakby wcale nie uciekła jak ostatni tchórz tuż po tym, gdy zgłosiła je obie jako ochotniczki.- Boże, mam takie ujęcia, że Charlie dostanie zawału tak jak stary Marshall!- krzyknęła śmiejąc się głośno i wymachując telefonem z naprawdę ciekawymi zdjęciami.


Blair
smerffi
Brak zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”