Odnalezienie się w nowej rzeczywistości zajmie jej chwilę czasu. Przez lata była w jednym związku, praktycznie od czasów zakończenia studiów mieszkała z Charliem, więc przebywanie w pustym apartamencie, bez świadomość, że ktoś niedługo do niego wróci było cholernie zimnym uczuciem. Nie chciała tam być — wstawała rano, wychodziła bez śniadania, kawę kupowała po drodze i jechała do biura. Wracała wieczorem i ogarniała się do spania, ewentualnie jeszcze pracując chwilę będąc w łóżku i jednocześnie łamiąc swoją najświętszą zasadę, że nie dotykała żadnych projektów po nocach. W końcu tutaj liczyło się życie ludzi, prawda? Musiała jednak zająć czymś swoje myśli, nawet jeśli to wszystko wiązało się z dodatkową pracą od rana i sprawdzeniem tego, co namieszała dzień wcześniej. To wszystko było tak dziwne i obce, że ciężko było jej się w tym odnaleźć. Na różnorakie sposoby starała się poukładać wszystko na nowo, ale życie mocno ją przytłaczało.
Daj sobie czasu — przynajmniej tak próbowała się pocieszyć.
To czas leczy rany, a ona najwidoczniej potrzebowała go nieco więcej niż początkowo zakładała. Chętnie wychodziła wszędzie, gdzie tylko mogła i nie protestowała ani nie marudziła. Dzisiaj Cora nawet nie chciała jej powiedzieć, dokąd wyruszają, a sama Blair nie naciskała. Ufała jej. Była tym Marshallem, któremu ufała, który nie zranił jej uczuć i nie rozszarpał jej serca. Cora nie była promyczkiem, ona była całym słońcem i za każdym razem świeciła, przynosząc do życia nieco przyjemnego ciepła. Nie chciała burzyć jej światopoglądu i z pewnością gdyby nie to, że przypadkiem spotkały się w parku na grupowym spotkaniu, to Mayfield poczekałaby, aż Charlie sam zdradzi rodzeństwu co odpierdolił. Mogła jedynie wykazać się szacunkiem i nie zdradzać szczegółów, wiedząc, że wchodzenie w nie wywołałoby kolejną lawinę płaczu.
A to nie o łzy dzisiaj chodziło.
Dostosowała się do polecenia i ubrała się najbardziej seksi, szczędząc na materiałach i decydując się na
czarną, krótką spódniczkę i koronkowy top. Zarzuciła na ramiona marynarkę i pojechała pod wskazany adres; oczywiście, że wygooglowała sobie, co jest w pobliżu, ale nie pomyślałaby, że Cora miała dla niej dzisiaj
takie plany. I wspominałam, że blondynka była istnym słoneczkiem? I to nawet nie przez kolor włosów, a jej nastawienie do życia i tę wybuchającą radość, kiedy obracała ją wokół własnej osi oraz komplementowała dzisiejszy strój.
— Daj spokój, bo się zarumienię — rzucił, machając ręką niby od niechcenia, ale włożyła sto procent sił w swoją pracę, aby faktycznie ubrać się seksownie i skąpo. Najwidoczniej działało, skoro już od początku jeden z gapiów wpadł w latarnię.
— Poza tym, nie tylko ja tutaj jestem gwiazdą. Dziewczyno, spójrz na siebie — odpowiedziała, cmokając na stylówkę swojej przyszywanej siostry — bo przecież ich relacja była silniejsza niż powiązania poprzez Charliego!
— Co zaczynają? Możesz już mi zdradzić, gdzie idziemy. Nie ucieknę już nigdzie — zaśmiała się. Czy kogoś dziwi to, że weszła do miejsca i nawet nie wiedziała, co to było? Blair nie bywała w takich miejscach. Przecież jej były narzeczony padłby, gdyby tylko wiedział, na jaki pokaz się udała. Zresztą — ona sama zaraz padnie z wrażenia. Została poprowadzona przez Corę do odpowiedniego stolika i usiadła obok Marshall, mając idealny widok na scenę.
— Zapomnę o innych mężczyznach? — powtórzyła po niej.
— Już nie pamiętam o nim, wyrzuciłam go ze swoich myśli — skłamała gładko, bo przecież nie potrafiła kompletnie wyrzucić go ze swojego życia. Łapała się na tym, że przy dłuższym “zawieszeniu się”, zastanawiała się, co robił, czy jadł i o której… wróci do domu. Potrząsnęła głową na boki. Na pewno nie wróci do ich mieszkania. Podziękowała skinieniem za drinka i pociągnęła długi, porządny łyk, kiedy rozpoczęło się show, a na scenę wyszło kilku mężczyzn, którzy mieli już nieco porozpinane koszule i zaczęli bujać się w rytm muzyki. Jeden na rękach zniżył się ku podłogi, kompletnie kładąc się na niej i robiąc jakiegoś węża, a drugi zajmował się powolnym rozpisaniem swojego materiału na klacie.
— Zapraszamy na scenę dwie ochotniczki z pierwszego rzędu — rzucił zapowiadający, tłum zaczął klaskać, niektóre kobiety piszczały, a Blair spojrzała tylko w szoku na przyjaciółkę.
— Cora… to chodzi o inny stół przy scenie, prawda?
Cora