Blair nie miała jeszcze
przyjemności trafić gdziekolwiek przez to, co odwaliła, bo była naprawdę opanowana. Myślała o tym, co robiła, dbała o swoją wizytówkę, chociaż okres rozpadu jej narzeczeństwa traktowała jako swego rodzaju bunt. Przecież już ostatnio, gdyby ktoś się bardzo postarał, miałby idealny materiał do zaprezentowania skłóconej pary. Nie było buziaczków, nie było czułości, ciepłych uśmiechów i mniej lub bardziej skrytego dotyku. Było jedynie krótkie objęcie, któremu towarzyszyło kilka pojedynczych łez lecących po jej policzkach — aż prosiło się, aby dopisać do tego dramatyczną historię.
Minęło jednak kilka dni od ich spontanicznego wyjścia z nieznajomymi dziewczynami i nic się nie wydarzyło — i bardzo dobrze, bo Mayfield nie pamiętała w stu procentach tej nocy. Aż wstyd było się do tego przyznać, bo rzadko kiedy odcinał się jej tak film ale… raz nie zawsze, prawda?
— Zastanawiam się, czy w ogóle potrafię tak funkcjonować. Jeszcze bycie singielką pogłębi mój pracoholizm — parsknęła, bo tego się obawiała. Nie posiadanie drugiej osoby wiązało się z tym, że nikt na nią nie czekał. Nie patrzyła na zegarek z przeświadczeniem, że jej narzeczony niedługo powinien skończyć swoją pracę, nie musiała brać pod uwagę, że mieli ustalone plany na wieczór i wypadałoby się na nie nie spóźnić. Niby wolność, niby swoboda, a jednak była uwiązana przez własne, najgorsze cechy, związane z ambicją i poświęceniem się, ale nie temu, co obecnie potrzebowała.
Bo potrzebowała życia i to wcale nie takiego, co kręciłoby się wokół jej zawodu.
Chciała zasmakować tych wszystkich
uroków bycia singielką, bo nie była nią od lat, a jednak kompletnie nie pamiętała, co to oznaczało, skoro cały czas sumienie gdzieś podpowiadało jej, że nie powinna przesadnie wariować. Ale dlaczego nie?!
Spojrzała podejrzliwie na przyjaciółkę, kiedy zaczęła mówić o swoim i twoim… Widziała, że się zmieszała, więc postanowiła nie ciągnąć jej jeszcze za język, a jedynie kulturalnie poczeka, aż napiją się i będą zdecydowanie swobodniej rozmawiać o niektórych kwestiach. Czy młoda Marshallówna kogoś miała i nie zdradzała takich pikantnych szczegółów swojej przyjaciółce?!
— Chyba powinnaś poczekać, aż Charlie do ciebie z tym wróci. Nie chce zabierać mu całej przyjemności z ogłaszania wam nowin — powiedziała, bo chyba nie czuła się na siłach, aby mówić Corze o tym, że jej brat popełnił zdradę. Nie wiedziała, czy jej były narzeczony w ogóle będzie chciał wspominać o powodzie rozstania z Blair, ale ten przypadek był na tyle skomplikowany, że nie była pewna, czy powinna być odpowiedzialna za mówienie o szczegółach.
Potrzebowała alkoholu. I to nie tak, że była nudziarą i stypiarą… no dobra! Nie przywykła do takich rzeczy! Przecież będąc w związku nawet by nie pomyślała, żeby iść do klubu ze striptizem i patrzeć na obcych facetów, skoro w domu czekał na nią ten jeden wybrany. Dla nieco więcej odwagi, upiła pół drinka na jeden duży łyk, zaraz czując pieczący w gardle rum, który był w naprawdę mocnej dawce i została pociągnięta na scenę za Corą. Mogła się sprzeciwić, ale nie chciała, tym bardziej skoro dziewczyna zaangażowała się, żeby ją rozerwać, pokazać nieco inną stronę jej nowego życia, a poza tym, mogło to być śmieszne,
wspólne doświadczenie. Tak przynajmniej miało być, dopóki zaraz kątem oka nie dostrzegła, jak Cora zbiega ze sceny. Nie widziała jej twarzy, nie wiedziała, czy śmieje się ciesząc się, że wkręciła przyjaciółkę, czy może jej twarz wyrażała więcej, mniej pozytywnych emocji. Została tam sama i no cóż, chyba musiała reprezentować je za dwie? Dziwnie było czuć obce ręce na swojej talii, mimo że nawet nie dotykały one bezpośrednio jej skóry. To był jednak inny dotyk, mało znajomy, mało ciepły… to
nie było to. Została usadzona na krzesełku i nie protestowała. Zaśmiała się i zasłoniła oczy, zaraz robiąc szparę przez palce i oglądając mężczyznę przed nią. Nie czuła się w stu procentach komfortowo, ale starała się być wesoła, tym bardziej skoro tłum kobiet krzyczał i hype’ował cały występ, a ona próbowała się wczuć. Pokazał był wart swojej uwagi, starała się jak najbardziej wchodzić w interakcję, tym bardziej gdy jeden z głównych striptizerów stawał między jej nogami, a ona przejechała dłonią po świecącej klacie. Po kilku minutach została wypuszczona, wracając na swoje miejsce i idąc w kierunku Cory, pokiwała głową na boki. Czuła się, jakby znowu miała dwadzieścia dwa lata i poszła z koleżankami z roku na imprezę, po której miałaby nic nie pamiętać. Z tą różnicą, że dobrze pamiętała wszelkie szczegóły całego występu.
Siadając, wzięła kolejnego, dużego łyka swojego nowego już drinka, który miała wrażenie, że był jeszcze mocniejszy od tego poprzedniego — ale zdecydowanie tego potrzebowała.
— A ty co, cwaniaro? — zapytała z rozbawieniem, szturchając Corę lekko łokciem.
— Zostawiłaś mnie tam na pożarcie! Ciesz się, że wróciłam! — zaśmiała się. Spojrzała na telefon, którym machała przed jej nosem i przechyliła lekko głowę, próbując dostrzec co tam było i rzeczywiście wyglądało to mocno.
— Chcesz to wysłać Charliemu? — zapytała, przenosząc spojrzenie na dziewczynę.
— Nie wiem, czy to dobry pomysł — rzuciła, bo z jednej strony wiedziała, że robiła to w dobrej wierze, że pewnie chciała mu pokazać,
co stracił, ale Blair nie była przekonana do tak… radykalnych środków.
— Może się z tym wstrzymamy? To wszystko jest świeże, może poczekamy aż to ochłonie… zostawimy to jako ciekawą anegdotkę — rzuciła z lekkim spięciem. Nie dało się ukryć, że nadal jej zależało. Cholera, to nie było takie łatwe, aby wybić sobie drania z głowy.
corcia