30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wiedziała, że nie będzie odwrotu.
Pracując w takim zawodzie a nie innym, obcując ze śmiercią średnio kilka razy w miesiącu, doskonale wiedziała, że człowieka nie dało się używić. Raz podjęta decyzja nigdy nie mogła zostać cofnięta. Nie kiedy odbierała człowiekowi oddech. Ile razy sama ścigała ludzi, którzy uważali się za Bogów, bo mogli egzekwować własne widzimisię, decydować kto będzie chodził po tej planecie. Zawsze gardziła każdym, jednym mordercą, a teraz miała zamiar się nim stać.
Faktycznie się zmieniła.
Jednak to wcale nie przez samo zadawanie się z gangsterem czy zostanie kobietą mafii. W żadnym wypadku obcowanie w tym, co złe się jej nie spodobało. Ona chciała to zrobić z miłości. Z pierdolonego akty desperacji, żeby ochronić kogoś, kogo bardzo kochała. Już raz to zrobiła, w Meksyku, kiedy wybór był Gonzales albo Madox. Jednen z nich tak czy siak skończyłby z kulka w głowie, po protu ona była pierwsza. Ale tutaj? Tutaj tak na dobrą sprawę chciała skazać kogoś, był w zmkniętym ośrodku. Kto w teorii nie mógł skrzywdzić. Ale przecież wiedziała jaka była prawda, wiedziała, jak bardzo Nick chciał śmierci jej męża, jak współpracować z kimś z zewnątrz i może nie on bezpośrednio celował mu między oczy, ale dla Pilar w tym momencie nie miało to większego znaczenia.
Chociaż trzeba przyznać, że kiedy z jego ust padło to dla twojego świętego spokoju, pozbędę się Daltona, przez jej ciało przeszedł kurewsko nieprzyjemny dreszcz. Jasno i przejrzyście Madox zrzucał na nią całą winę i odpowiedzialność za to, co miało się stać. On dokona egzekucji, pomoże w tym, ale ten krzyżyk to Pilar musiała przyjąć na swoje barki. Nie po pół, jak drużyna, a tylko jej. Bo to miało się stać dla jej świetego spokoju.
I może zafiksowałaby się na tym jeszcze bardziej, gdyby temat nie zszedł na kobiety — tak kurwa dla odmiany — które chciały go zabić. Nie miała zielonego pojęcia dlaczego niby Ruby odpadała z tego obrazka. Z jednej strony chciała go o to dopytać, a z drugiej… powiedział to z tak dużym przekonaniem, że może faktycznie wiedział więcej niż ona i nie chciał mówić. A Pilar chyba po raz pierwszy nawet nie potrzebowała wiedzieć. Tyle rzeczy waliło im się na głowę, że naprawdę trzeba było odpowiednio prioretyzować zagrożenia. Szczególnie, że zaraz zaczął jej nawijać o jakiejś lasce, która chciała go pobić.
Jak to pobić? Bo wysłałeś jej foty? — ściągnęła brwi do siebie, patrząc na niego podejrzanie. Co to w ogóle znaczyło, że wysłał jej swoje przerobione foty? No pięknie, ale on jej robił aferę, bo napisała życzenia urodzinowe Galenowi. Powinna się już przyzwyczaić do tego, że Madox była chodzącą hipokrytką, a jednak za każdym razem ją tym zaskakiwał. — Skoro Pati ją kojarzy, to może niech dowie się czegoś więcej na jej temat? Tak dla pewności — zaproponowała, chociaż przez kilka sekund przez jej głowa przemknęła taka myśl… a Pati? Czy jej mogli ufać? Czy Madox miał pewność, że to nie ona chciała go zapierdolić za jego plecami? Pewnie nie, bo już tyle razy była z nim sam na sam, że gdyby chciała, może faktycznie już dawno by to zrobiła. Znała go dobrze, wiedziała dużo, nie potrzebowałaby iść do kogoś takiego jak Nick Dalton po informacje. Tak szybko jak ta myśl pojawiła się w głowie Pilar, równie szybko się z niej ulotniła. Szczególnie, że temat zszedł na Lunę i jego następne spotkanie z Madoxem.
Jakby chciał mnie zajebać to już by to zrobił — przedrzeźniła go bezczelnie, kręcąc głową na boki. Nieładnie. Ale gadał kurwa od rzeczy. Złapała go za poliki i przyciągnęła do siebie. — Madox, on CHCIAŁ CIĘ WCZORAJ ZABIĆ — powiedziała to głośno i wyraźnie. — Nie dociera to do ciebie? Naprawdę teraz we własnej głowie będziesz kurwa zaginać rzeczywistość? Nie rozumiesz, że byłbyś martwy gdyby nie Sombra? Strzelając do ciebie nie mieli pewności, że pies wskoczy przez ciebie, więc kulka była zadedykowana dla CIEBIE. Nie możesz kurwa chodzić i pierdolić, że jakby cię chciał zabić to by to zrobił i myśleć, że jesteś bezpieczny. Chciał cię zapierdolić. I pewnie będzie chciał znowu następnym razem, jak mu się sprzeciwisz — wiedziała, żem miała racje. Może i on znał lepiej ten cały, gangsterski świat, ale to ona potrafiła na wszystko spojrzeć z boku i nie mogła wytrzymać tej jego nieśmiertelnej gadki. Tego przekonania, że każdemu był do czegoś potrzebny i nikt go nigdy nie odjebie, bo umiał zagadać przeciwnika. Nie zawsze. I wczorajszy dzień doskonale to pokazał. Umarłby. Już by go tu kurwa dzisiaj nie było, więc niech lepiej weźmie to wszystko na poważnie. Nawet miała to dodać, ale wtedy on w końcu się z nią zgodził w sprawie kamer. Gdzie tylko chcesz.
Gdzie tylko chce? — tam razem to ona posłała mu zaczepne spojrzenie i szturchnęła go kolanem, dokładnie tak, jak on nią przed chwilą. — Pod biurko też jedną dostane? — tak, żeby mogła sobie oglądać, jak co dwadzieścia minut Noriega drapie się po jajach, a potem jeszcze może jedną w kiblu, żeby od razu sprawdzić, czy się wysrał odpowiednią ilośc razy dziennie, kiedy jej nie będzie. Niesamowite było, jak szybko ich poważne rozmowy potrafiły przeistaczać się w durne zaczepki na rozładowanie atmosfery. Chyba tylko oni tak potrafili.
Madox też potrafił szarpnąć ją na siebie jednym pociągnięciem. Zrobił to tak mocno, że aż musiała przytrzymać się jego silnych ramion, żeby zachować resztki równowagi. Jego ciepły oddech muskał jej poliki. Czuła go też na ustach i brodzie. Przyjemnie ciepły, znajomy. Tak skrajnie inny od tego chłodnego, który niestety dzisiaj również na sobie poczuła, że aż przez jej plecy przeszedł dreszcz. A po chwili poczuła też jego śmiech, gdy powiedziała mu, że będzie tak, jak chciał.
Tylko się kurwa nie przyzwyczajaj — zagroziła mu, wciskając palec między ich ciała i wymierzając mu prosto w klatkę piersiową, sama zaciskając ustami tuż przy tych jego. — To jednorazowa ugoda. Następnym razem jak ci tak odpierdoli, to ci oddam — odgroziła się, tak dla zasady, żeby zachować pozory, ale prawda była taka, że dzisiaj niezależnie od tego, jak waleczna by nie chciała być, po prostu nie dałaby rady. Cała akcja z Daltonem kompletnie zachwiała jej psychiką i na to naprawdę nie było rady. Czuła, że to wszystko wciąż w niej siedziało, że te pieprzone ataki paniki znowu czaiły się gdzieś na wyciągnięcie ręki, jednak miała wrażenie, że tak długo, jak on miał ją w ramionach, to była bezpieczna. Zaśmiała się nawet na jego uwagę, że on zabiłby się gdyby jej się coś stało, a Pilar podwójnie by go zabiła za to, że ją zostawił.
No faktycznie on romantyk, ona wariatka.
I tak ty na tym gorzej wychodzisz — zauważyła, oplatając jego szyję dookoła i szarpiąc delikatnie za włosy przy potylicy. — Bo umierasz dwa razy — wypomniała mu jeszcze nim zdążył złożyć przelotny pocałunek na jej ustach. Pocałunek zdecydowanie niewystarczający na to, jak wiele rzeczy udało im się przepracować w tej obskurnej toalecie, w której chyba nikt nie odkurzał i nie mł podłogi przez ostatni rok jak nie dwa. Poza tym, kurewsko tęskniła za jego bliskością. Od wczoraj prawie się nie dotykali, a przecież to właśnie był ich język miłości. Nawet chciała go przy sobie przytrzymać, ale on już zbierał się z podłogi, szarpiąc ją ze sobą do góry i pytając, czy chciała iść coś zjeść, czy może się napierdalać.
Bicie się z tobą, kiedy dajesz mi fory jest nudne — stwierdziła, wzruszając obojętnie ramionami. — Co to za przyjemność? — już i tak podbiła sobie w worek, który nie był w stanie jej oddać. Takie zabawy były fajne tylko przez chwilę, na rozładowanie gniewu, ale na pewno nie pełny sparing. Wspięła się na palcach, znowu zawisając nad jego ustami. — A oboje dobrze wiemy, że dzisiaj nie będziesz w stanie mnie docisnąć — mruknęła cicho, jednak taka była prawda. Już i tak na codzień dawał jej fory, a co dopiero w momencie, kiedy jedną rękę miała praktycznie niesprawną, wciąż sączyła się z niej krew, co było widać pod powierzchnią gazika, szyje również miała obolałą i ramiona… po których on sam przesunął palcami, żeby zatrzymać się na przedramieniu, na którym miała po nim kilka śladów.
Lubie jak mnie szarpiesz, ale tylko wtedy, kiedy chcesz mnie rzucić na pralkę lub szafę i… pierdolić, to chciała powiedzieć. Zaczepić go. Przekręcić to wszystko w żart, bo ona wcale nie miała mu za złe, że to zrobił. Był wkurwiony, miał prawo. Ile razy ona nim szarpała podczas kłótni, ile razy wciskała mu palce w tors? A to, że był większy i mniej to było na nim widać, to przecież zupełnie inna sprawa. Widziała jednak po nim, że to nie chodziło o sam przypływ złości, a pewne traumy z dzieciństwa, które wciąż miał w głowie. Wspomnienie agresji w domu, pewnie to jak Carlos szarpał Esme, a potem pewnie jeszcze bił. Madox nie był temu nawet bliski.
Posłuchaj mnie — przysunęła się do niego jeszcze bliżej, prawie się na nim wieszając. Jedną dłoń wplecioną miała w jego włosy, drugą natomiast umieściła na piersi, pod która czuła, jak mocno waliło mu serce. — Nie jesteś jak swój ojciec, Madox. I nigdy nie będziesz — co do tego była akurat pewna. Carlosem kierowała żądza władzy, kontroli, a młodym Noriegą przecież coś zupełnie innego. — Twoja agresja nie wynikała wyłącznie z czystego wkurwu, ale też i troski, a to różnica. Ja się stawiałam, a ty chciałeś mi po prostu pomóc — ktoś mógłby powiedzieć, że głupio go tłumaczyła, ale przecież taka była prawda. Ona tam na sali dosłownie rozjebała sobie doszczętnie dłoń. Gdyby Noriega nie zaszarpał jej tu siłą i nie pomógł, pewnie teraz pół sali pławiłoby się w krwi, a ona miała trzy razy większy problem. Trzeba było też pamiętać, że Pilar wcale nie była delikatną dziewczynka. Nie można było obchodzić się z nią jak z jajkiem, bo po prostu weszłaby na głowę. Dlatego tak dobrze się dobrali, bo prawda była taka, że tylko on potrafił ją okiełznać. — Ale dobrze, bardzo chętnie ci jebne następnym razem — dodała po chwili, uśmiechając się bezczelnie. Akurat z tym nie miała żadnego problemu. Chociaż czuła, że następnego razu wcale nie będzie. Widziała przecież po jego twarzy, jak nim to ruszyło. Jak w jego głowie właśnie działy się jakieś dziwne porównania do starego, które nawet nie powinny się tam znaleźć. Może faktycznie wystarczyło im bicia jak na jeden dzień.
Jeść — rzuciła po chwili, prosto między jego usta. Nie pocałowała go jednak, a zamiast tego przesunęła się wzdłuż jego polika w stronę ucha. — Jeść — potwórzyła, tym razem zahaczając płatek językiem i biorąc go między wargi, by następnie zassać delikatnie. — Weź mnie na jedzenie — i to najlepiej takie w ilości d u ż o z wielkim deserem, po którym nie będzie mogła się ruszyć. Tak. To zdecydowanie brzmiało jak świetny plan. Normalnie propozycja nie do odrzucenia.
Ogarnęli łazienkę, pozbierali resztki ręcznika papierowego z ziemi, nawet apteczkę odstawili na miejsce, tylko już nie chciała wisieć, bo Madox jak ją wtedy ścisnął, to rozpierdolił jej wieczko, więc musieli po prostu odłożyć ją na parapet obok. Chcieli też umyć podłogę z krwi w salce, ale kiedy tam weszli okazało się, że Earl już to zrobił. Podziękowali, przeprosili i ulotnili się do auta już zdecydowanie w o wiele lepszych humorach niż kiedy z niego wysiadali. Dużo emocji zostawili na tamtej podłodze w kiblu, dużo spraw wyjaśnili, chociaż była jeszcze cała masa znaków zapytania. Wciąż nie było dobrze, ale przecież oni właśnie tak działali. W jednej chwili świat walił im się na głowę, a w drugiej łapali kilka beztroskich chwil, żeby po chwili znowu znaleźć się w samym środku jakiegoś chaosu. Taki już ich los.
Całą drogę do auta, nawijała mu listę rzeczy, które by zjadła. Mogło to brzmieć, jakby Pilar po prostu wymieniała nazwy rzeczy, które znała, bo było ich tak dużo, ale co się dziwić, dochodził powoli wieczór, a oni oboje byli o samym śniadaniu. Załadowali się do środka, a ona zacisnęła swoje palce na pasie bezpieczeństwa.
Nie wiem, ty musisz wybrać… — oczywiście zrzucała na niego całą odpowiedzialność, bo sama nie umiała się zdecydować. — No chyba, że wszechświat da nam jakaś kurwa niebieską wskazówkę, gdzie powinniśmy zjeść, bo w innym wypadku pewnie będziemy jeździć w kółko do nocy — machnęła rękami, kierując je właśnie na ten wcześniej wspomniany wrzechświat, a przynajmniej spróbowała, bo po drodze lewą ręką przyjebała w schowek, który spadł jej na kolana. Syknęła z bólu, bo walnęło akurat w rzepkę. Zajebiście, dzięki wszechświecie za jeszcze więcej bólu. Przewróciła oczami. — Trzeba go było jednak nie wzywać — mruknęła pod nosem niezadowolona, jednak kiedy zamierzyła się, żeby go zamknąć z hukiem, w środku zobaczyła… zwycięski los, który Madox kiedyś kupił na stacji. — O, może to jednak nie było tylko po to, żeby mi najebać — wtrąciła i sięgnęła po niego, by już po chwili pomachać Madoxowi przed oczami. — Kolacja w ciemności? — nawet lepiej, bo miała na twarzy tyle plasterków, że piękniej będzie wyglądać przy zgaszonym świetle. Ale tak serio… to nie był wcale zły pomysł. Chcieli iść zjeść, nie wiedzieli co, nie wiedzieli tez kiedy znowu będą mieć wolny wieczór, a kiedy znowu będą drzeć koty. Może to był dobry moment, żeby po prostu złapać chwile? Pojechać do pierwszego, lepszego sklepu lub domu, odjebać się jak na prawdziwą randkę i pojechać zjeść w kompletnej ciemności wszystko, co tylko im podsuną pod nos?

¿Cena a oscuras?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To nie tak, że Madox obarczał ją za krzyżyk, który postawiła na Daltonie. Robił to dla jej świętego spokoju, dla niej, z zemsty, ale przecież to on miał tutaj pociągnąć... może nie za spust, ale za sznurki. A jej może nawet by nie powiedział, że to się dokonało, jak z Ruby.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
Chociaż tutaj, w momencie, w którym chodziło o Daltona, i ona go o to poprosiła musiał być pewny, że mogłaby mu potem normalnie patrzeć w oczy. Może nawet gdyby ta prośba nie padał z jej pełnych, gorących ust, to sam by to załatwił, gdzieś po kryjomu. Chciał odwiedzić Daltona.
A jak to spotkanie by się skończyło? Który z nich rozwaliłby szybę i skoczył na tego drugiego. Ciężko stwierdzić, ale gdyby Nick Dalton pokazywał obsesję, którą miał na punkcie jego żony. Mogłoby być różnie. Zwłaszcza, że Madox też taki do końca normalny nie był.
I miał sporo wrogów, chociaż akurat ta laska z klubu to był pryszcz.
- Nie wysyłałem jej żadnych fotek, nikomu nie wysyłam fotek, chyba, że ze ślubu - wyjaśnił od razu - pierwszy raz ją na oczy widziałem, ale ona miała w telefonie moja zdjęcia, które rzekomo jej wysłałem i twierdziła, że chciałem się z nią umówić, a wcale nie chciałem - odchylił do tyłu głowę. Nie powinien jej w ogóle o tym mówić, bo to była jakaś kompletna pomyłka. Chociaż z drugiej strony dziwny mógł być fakt, że jakaś laska miała w telefonie jego zdjęcia, które ktoś jej wysłał - może ją poproszę - dodał jeszcze odnośnie Pati. Bo przecież Madox znowu polegał na swojej nowej menadżerce. Może podchodził do niej trochę bardziej czujnie niż do Maddie, ale i tak wieloma rzeczami się z nią dzielił. Zresztą w klubie też go obserwowała. Ale to nie mogła być Pati, jaki miałaby w tym interes? Przecież ją zatrudnił, na dużo jej pozwalał. To na pewno nie ona.
Madox jej ufał, i wierzył w to, że Luna tak naprawdę nie chciał go załatwić, bo już by to zrobił. A kiedy Pilar go przedrzeźniła i złapała za policzki, to jej się szarpnął, tak, że jej dłonie zjechały po jego szyi.
- Nie chciał - chciał kurwa, prawie to zrobił. Ale Noriega oczywiście już zakładał, że tak go tylko straszył. Chociaż kiedy Pilar wspomniała o Sombrze, to spuścił na moment spojrzenie. Gdyby go z nim nie było to...
To on by go nie zabił. A Madox przecież by się jakoś wykręcił, zawsze się wykręcał. Złapał w płuca więcej powietrza i może coś by jej powiedział, jeszcze się z nią kłócił? Ale tego chyba na dzisiaj mieli dość.
Nie pogodzili się jeszcze ze stratą psa, nie przepracowali tego co działo się w lesie, a dzisiaj kolejne problemy spadały na nich wraz z wizytą Pilar w więzieniu. Wraz z Nickiem Daltonem, które przecież powinni już dawno mieć gdzieś. Ale się nie dało.
Wszyscy chcieli zrobić im krzywdę, jak nie jemu, to jej. Nie byli bezpieczni, wcale. Aż Madox jakoś tak mimowolnie, odruchowo, przysunął się bliżej swojej żony.
Czy kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy nie będą musieli się o siebie martwić? Pewnie nie. Może jak znowu wyjadą z kraju? Ale na ich wakacjach też nie zawsze było bezpiecznie. Oni chyba po prostu przyciągali kłopoty. One ciągnęły się za nimi wszędzie. W Rio, Meksyku, Medellin, a przede wszystkim w Toronto, tutaj na każdym kroku czaiło się zagrożenie.
Dlatego bez gadania zgodził się na kamery.
A na jej kolejne słowa, kiedy wspomniała o tym biurku, robionym na specjalne zamówienie z Lapacho, to nawet uśmiechnął się delikatnie.
- Pod biurkiem nie, bo jakbym wiedział, że patrzysz, to bym się wcale nie skupił na Lunie, tylko na tym, żeby cię... popierdoliło - no tak. Ich ulubiona zabawa, które pierwsze się złamie i podda. Zdecydowanie potrafili w jednej chwili zmienić nastój, z poważnego i ciężkiego, na taki, w którym znowu się zaczepiali, a nawet na ustach czaiły się zaczepne uśmieszki. Ale tak wyglądało ich życie, cały kalejdoskop różnych emocji, czasem skrajnych. Ale oni po prostu musieli korzystać z tego, że w tej chwili już znowu było dobrze, trochę lepiej, że przez jebane pięć minut nikt nie chciał ich zabić. Nie kłócili się, tylko znowu patrzyli sobie w oczy. A Madox nawet zaraz parsknął śmiechem.
- Kusi, żeby sprawdzić - pokazał jej czubek języka, a zaraz szarpnął się bliżej wbijając sobie jej palec w klatę jeszcze mocniej, zaraz odgarniał jej za ucho niesforny kosmyk. Żałował tego, że się uniósł, ale z drugiej strony, oni cały czas okazywali sobie różne emocje. I ten ich gniew, agresja, to jak bardzo się o siebie martwili, jakie wątpliwości nimi targały, też chyba było nieodłączne. Bo bez tego oni po prostu nie byliby sobą. A razem, przy sobie, byli właśnie najprawdziwszymi wersjami. On był.
Przesunął wytatuowanymi palcami po jej policzku na skroń wplatając je w czarne kosmyki, a kiedy szarpnęła jego warkoczyki, to znowu się uśmiechnął - dla ciebie mógłby sto - już jej to kiedyś powiedział, że przyjąłby za nią sto kulek, poświęcił się dwieście razy. I znowu to powtarzał, a potem jeszcze przypieczętował to przelotnym pocałunkiem. Za krótkim. Ale na tą chwilę musiało im wystarczyć, bo Madox już zbierał się z ziemi. Już wyciągał do niej rękę, pociągnął ją do siebie, prosto w swoje ramiona - nigdy nie daję ci fory - kłamał, bo zawsze jej dawał. Tylko z chłopakami naparzali się na pełnej, i to też nie ze wszystkimi by się odważył, z takim Ericiem na pewno nie. Przechylił na bok głowę, kiedy uwiesiła mu się na szyi - w przyszłym tygodniu cię docisnę - jeszcze ją zaczepił, a potem ona jego z tą pralką, tylko, że nastrój znowu wyparował w jednej chwili, kiedy on wspomniał, że nie chciał być taki jak ojciec.
Był. Bywał. Władczy, bezkompromisowy, okrutny.
Ale kurwa w przeciwieństwie do niego on umiał... kochać. Tak mu się wydawało. Że to co do niej czuł było najprawdziwszym uczuciem na świecie. A ten dzisiejszy wybuch, widział takich dużo w swoim domu, gdzie ojciec szarpał jego matkę, bił ją, i jego też. A co jeśli kiedyś... Któregoś dnia...
Podniósł na nią spojrzenie, kiedy kazała mu słuchać. Nie chciał być jak Carlos, ale dużo w nim było podobieństw do jego ojca. Chociaż przy Pilar i tak był inny, lepszy jakiś. Sięgnął do jej dłoni, którą miała ułożoną na jego piersi, oparł na niej wytatuowane palce.
- Oby, mój ojciec był mocno chujowym mężem - stwierdził, ale czy Madox był lepszym? Pewnie był to temat do dyskusji. Starał się, ale zamiast zapewnić swojej żonie bezpieczeństwo, to on wciągał ją w coraz to większe gówno - to i tak, nie tak powinno wyglądać, ale fakt, ty też jesteś uparta jak osioł - zaczepił ją, palcami sunąc po jej biodrze na tyłek. Nie do końca zgadzał się z jej tłumaczeniami, ale z drugiej strony znał ją i wiedział jaka była zacięta. Nienawidził, kiedy sama robiła sobie krzywdę, a z tym workiem robiła, zdarła skórę z dłoni, nie przejmowała się tym, że cały opatrunek jej się zwinął. A on się przejmował. Dobrze się dobrali, bo dbali o siebie nawzajem, nawet jeśli czasem to drugie nie widziało problemu. Ona w tym, że robiła sobie krzywdę. A on w tym, że ktoś chciał go zabić na przykład.
- Ale bez forów - uśmiechnął się do niej jakoś blado, chociaż nie chciał, żeby to jeszcze kiedyś się powtórzyło. A jednak nie był pewny, czy to nie leżało gdzieś w jego naturze. Zawsze był agresywny, zawsze narwany. Tylko zazwyczaj w stosunku do ludzi, którym się to należało, a dzisiaj... do niej.
Jeść. Dopiero to jedno słowo, które wylądowało między jego wargami, sprowadziło go na ziemię. Nawet się uśmiechnął kiedy sięgnęła do jego ucha, kiedy zaczepiła o nie zębami.
- A na co masz ochotę? - nie powinien o to pytać...
Bo potem zaczęła się litania, Pilar wymieniała mu chyba wszystko, co mogli zjeść w Toronto. Przerwała tylko na moment, gdy przepraszali Earla, a Madox umawiał się z nim na sparingi w przyszłym tygodniu. W drodze do auta znowu się zaczęło.
- A może jakiś chińczyk? - zaproponował, ale potem zaczęli się zastanawiać czy dostaną tam coś z czekoladą i kiedy już wsiedli do samochodu, to stwierdzili, że chyba nie. Madox miał wybrać, szkoda, że on też nigdy nie mógł się zdecydować, zwłaszcza, że w brzuchu mu już burczało, kiedy jego żona opowiadała mu o wszystkich tych daniach - może... - zaczął, ale wtedy uderzyła w schowek, a kiedy ten się otworzył i walnął ją w kolano, to Madox do niego sięgnął, oczywiście, żeby jej je rozmasować. A zaraz zrobił zeza, żeby skupić spojrzenie na tym, czym machała mu przed oczami - myślisz? Ale jak podadzą tam wątróbkę, to ja wychodzę - jeszcze przesunął palcami wyżej, po jej udzie - i co możemy tam iść z marszu? Trzeba się odpierdolić? - wychylił się w jej kierunku, żeby zerknąć na zaproszenie, które już studiowała. Okazało się, że mogli tam iść w każdej chwili, chociaż powinni się zapowiedzieć i wybrać sobie jakiś pakiet, ale na dole była dopiska, że obowiązują stroje wieczorowe. Teoretycznie mogli jechać do domu się przebrać. Mogli też wyskoczyć na zakupy, ale...
- Za dwie minuty mogę być w klubie, mam tam koszule, a myślisz, że wybierzesz coś z garderoby naszych artystek? - oczywiście, że chodziło mu o te jego roznegliżowane tancerki, ale przecież czasem w Emptiness odbywały się też inne występy, jakieś tematyczne wieczorki. Mogłaby tam coś znaleźć, tylko czy to zaliczałoby się do kategorii strojów wieczorowych? Spojrzał na Pilar, żeby to ona zadecydowała, ale zaraz zerknął jeszcze na te pakiety. Był jakiś słodki, a w nim dużo czekolady. I chociaż Pilar ją uwielbiała, to Madoxa aż bolały zęby jak to przeczytał, pochylając się do niej nad skrzynią zmiany biegów. Jakieś kurwa polędwiczki w czekoladowym czymś tam. Był też jakiś fancy, ale te nazwy... brzmiały podejrzanie.
- Może ten hot? - zaproponował, ale tam było tylko napisane, że to najostrzejszy pakiet, pełen niespodzianek. Czyli chyba coś dla nich. Skręcił w kierunku Emptiness, a zaraz postawił samochód przy samym wejściu - chyba nie ma tam już nikogo - klub wyglądał dziwnie, kiedy nie piętrzyły się przed nim kolejki do wejścia, kiedy z daleka nie było słychać muzyki, a na chodniku przed nie igrały te kolorowe światła. Był jakiś taki bez życia. Madox spojrzał najpierw na niego, na szyld i wystawioną przed lokalem tablicę, która informowała, że lokal jest zamknięty do odwołania, a potem na swoją żonę. Mogli jeszcze jechać do mieszkania, ale mogli też spróbować tutaj.

¿Vamos a arreglarnos?
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wiedziała, że nie był jak jego ojciec.
Madox mógł sobie mówić, co chciał. Mógł martwić się, zaginać rzeczywistość we własnej głowie, ale Pilar wiedziała, że tak nie było. Słyszała o nim wystarczjąco dużo historii, by wiedzieć, że młodszemu Noriedze było kurewsko daleko do tego, żeby chociaż zbliżyć się do wizerunku Carlosa. Do jego bezwzględności w kwestii drugiego człowieka, do agresji, którą rozładowywał na żonie i synku, a przede wszystkim do chłodu, z jakim podchodził do Esme. Chociaż Noriega też czasami krzyczał na Pilar, ona wiedziała przecież, że to wynikało z troski i bezsilności niekiedy. Że zawsze zarodek miało w dobrym miejscu. Znała serce swojego męża i wiedziała doskonale jak ogromne i dobre było.
Wiedziała też, że sami w życiu nie wybiorą nic konkretnego do jedzenia. Ona była zbyt niezdecydowana, a on zbyt głodny, żeby wykonywać świadome osądy. Już miała zaproponować, żeby zjedli po prostu w pierwszej, lepszej knajpie, jaką zobaczą po drodze, zdać się na los, ale on przyszedł do nich szybciej niż zdążyli o niego poprosić.
W pierwszej kolejności siniaka na kolanie, który z pewnością będzie po tym, jak drzwiczki od schowka jebły na jej nogę bez żadnego ostrzeżenia. Całe szczęście wszystko nadrobił kupo na kolacje w ciemności, który wyleciał razem z drzwiczkami i wylądował między palcami Pilar. Nie był to głupi pomysł. Tam przynajmniej nie musieli o niczym decydować — wystarczyło, że przyjadą, a potem pod nos dostaną przystawkę, zupe, danie główne i deser w jakiś pewnie mini proporcjach, tak żeby spróbować więcej i za bardzo się przy tym nie przejeść.
Nic tu nie pisze o wątróbce — przewróciła świstek papieru w dłoni. — Niee no, na pewno nie, przecież każdy wie, że wątróbka jest obrzydliwa. Raczej nie podawaliby jej w takim miejscu — a przynajmniej tak podstanowiła to sobie tłumaczyć. Obrazki, które widniały na kuponie również wyglądały nieesamowicie zachęcająco. Był na nim soczysty stek i jakiś czekoladowy mus w tle. A do tego notka, że obowiązywały stroje wieczorowe.
Po chuj stroje wieczorowe, jak i tak nikt ich nie zobaczy?? — oburzyła się, nie było co udawać, bo skoro kolację jadło się w kompletnej ciemności, to chyba bez różnicy, czy ktoś miał na sobie dresy czy jednak fikuśną, wieczorową kreację. Ale jak widać tu miało znaczenie. A oni jeśli chcieli tam zjeść, musieli się dostosować. Całe szczęście Madox z marszu wpadł na świetny pomysł, żeby zajechać po drodze od klubu. Był o wiele bliżej niż dom, bo do tego musieliby się wracać przez pół miasta, a takto mogli to potraktować jako jedynie krótki przystanej na drodze. Pozostawała tylko jedna kwestia… — A czy garderobę twoich artystek można traktować jako kreacje wieczorową? — dopytała z chytrym uśmiechem na ustach. Trzeba przyznać, że nie raz przebywała w Emptiness podczas pokazów i cóż… kobiety, które tam tańczyły nie miewały na sobie za dużo materiału. Z drugiej strony bywały tam również imprezy tematyczne, ale nie można było zapominać, że przez większość czasu był to jednak klub nocny. Niemniej Pani Noriega była gotowa przeszukać odpowiednio garderobę i na pewno znaleźć coś odpowiedniego.
Tak jak on w czasie, kiedy stali na światłach już dobrał się do ulotki, na której wypatrzył jakieś różne kategorie i wybrał tą ostrą. Pilar nawet nie sądziła, że jakiekolwiek były. Myślała, że cały sęk kolacji w ciemności jest taki, że człowiek nie wie, co będzie jadł, ale jak widać, jakiś tam wybór jednak mieli.
Zdecydowanie hot — przekręciła głowę w jego kierunku i spojrzała przelotnie w oczy, gdy już parkował samochód. — Tylko, żeby nie było za bardzo hot — cmoknęła przy odpinaniu pasów i od razu skierowała się do wejścia do klubu.
Nie była w nim jeszcze od powrotu z Rio. Nie widziała w jakim stanie był, chociaż słyszała z opowieści Noriegi. Wiedziała też, że było już trochę lepiej po tym jak wynieśli spalone meble i nieco ogarnęli. W środku faktycznie było wyjątkowo pusto. Po ścianach wciąż było widać ślady zwęglenia, całe szczęście równe piętro i piwnica ostały się w całości. Tak samo jak garderoba, w kierunku której skierowała się Pilar.
Będę czekać! — krzyknęła jeszcze za nim, kiedy skierował się do gabinetu. Madox miał prostą piłkę — zgarnąć pierwszą, lepszą koszulę i już wyglądał, jakby się odpowiednio odpierdolił. Ona natomiast nie dość, że musiała założyć na siebie nie swoje ciuchy, to jeszcze znaleźć coś w wielkiej garderobie pełnej kłusych łaszków na scenę.
I faktycznie przez warstwę staników i kolorowych pończoch naprawdę ciężko było się przekopać. Znalazła co prawda tez kilka sukienek, jedną nawet potencjalną, w której mogłaby iść, ale oczywiście nie byłaby sobą, gdyby pierwsze nie przebrała się w coś bardziej… niestosowanego.
Dlatego kiedy tylko Madox otworzył drzwi, mógł zobaczyć Pilar jak wygodnie leżała sobie na kanapie w seksownej, czarnej bieliźnie, a na sobie miała czerwone pończochy zakończone koronką i szpilki.
Ja gotowa — rzuciła z pełną powagą, prężąc się bezczelnie na sofie. Widziała doskonale, jak oczy momentalnie mu pociemniały. Nim zdążył do niej podejść, Pani Noriega uklękła na siedzeniu, przesuwając delikatnie paznokciami po swoim brzuchu w górę, na piersi, aż nie doszła do ramion. Nawet na moment nie spuszczała z niego spojrzenia.
Do momentu.
Tej jednej chwili, w której jej palce nie napotkały delikatnych, ciepłych miejsc na skórze w postaci siniaków. I gdyby były jeszcze one pamiątkami od Madoxa, nawet uśmiechnęłaby się pod nosem… ale wcale nie były. Były nieprzyjemnym wspomnieniem tego, co zrobił jej Dalton. To jak mocno nią szarpnął. Jak wbił się w nią paluchami bez pamięci i jakiegokolwiek wyczucia, jakby chciał ją zmiażdżyć. I takim właśnie sposobem z pewnej siebie, kurewsko seksownej Pilar, momentalnie zmieniła się w tą mającą ochotę się zakryć. Nie pokazywać mu w takim stanie. Naznaczoną przez psychopatę. To jak dała mu do siebie doskoczyć. Znowu było jej wstyd. Znowu nie chciała, żeby na nią patrzył. I chociaż starała się to przed nim ukryć, nawet za delikatnym uśmiechem, z pewnością to zauważył. W końcu to był Madox, znał ją przecież aż za dobrze.
Przebiorę się — mruknęła pod nosem i finalnie faktycznie przeszłą za parawan narzucajać na siebie kilka innych kreacji w postaci sukienek ale tak skąpych i z małymi staniczkami, że pewnie nawet by jej tam nie wpuścili do tej restauracji. Finalnie jednak za jakimś trzecim razem wyszła przed niego w bieli. Normalnie nie nosiła tego koloru, ale w ciemności może łatwiej będzie go zobaczyć? Poza tym, sukienka, która aktualnie miała na sobie idealnie opinała jej wysportowane ciało i długie nogi. — To może ta? — spytała, stając przed nim i robiąc pełen obrót, żeby mógł się jej odpowiednio przyjrzeć.

¿Quizás este, entonces?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Tylko ona wierzyła w jego dobre serce, bo czasem nawet Madox w nie wątpił. Dlatego przecież wylądował na ulicy, bo jakoś lepiej pasował do zwyroli, niż do policji. A jednak przez te osiem lat przy jego pomocy wielu kryminalistów poszło siedzieć. Może rzeczywiście nie był taki jak jego ojciec?
Może tylko grał podobnego do Carlosa?
Ale przy niej nie grał wcale, i nigdy.
Przy niej kurwa potrafił pokazywać swoje słabości, wątpliwości i przede wszystkim tą troskę, o nią. A jego ojciec, ten nigdy nie miał na względzie dobra Esme. Od samego początku, kiedy wywiózł ją z Meksyku...
A Madox zamierzał wywieźć Pilar do klubu. Żeby tam znaleźli jakieś stroje wieczorowe, jego tancerki przecież zakładały je na wieczór, więc... siłą rzeczy to były takie stroje. No może nie do końca, ale mogli spróbować coś tam poszukać.
Chociaż wątróbki Noriega za żadne skarby by nie spróbował i zaraz to oznajmił swojej żonie.
- Oszalałaś? Przecież nie napisali by o tym na zaproszeniu, bo nikt by nie przyszedł - znowu zaczepił ją przesuwając palcami po jej kolanie - zdziwiłabyś się, bogole ją uwielbiają - przesunął palcami wyżej po jej udzie i zaczepił nawet o zaproszenie, miał je jej zabrać, żeby też zobaczyć obrazki, ale Pilar już nawijała o tych strojach wieczorowych - żebym łatwiej mógł się do ciebie dobrać, niż jakbyś miała na sobie jeansy, a będzie ciemno, to wiesz... - zerknął na nią z ukosa i zabrał rękę z jej spodni. No akurat to był dobry argument, przynajmniej dla Madoxa. Zresztą kiedy oni tak naprawdę mogli się odstawić? Na ślub na przykład, a tak zazwyczaj chodzili w miejsca, gdzie czyste ubrania... No dobra. Czasem nawet nie byli czyści. Wystarczały.
Co prawda to nie był ich styl, bo Noriedze dużo brakowało do elegancji i szyku Galena Wyatta na przykład, a Pilar nie nosiła na co dzień sukienek i garsonek jak jakaś Charity Marshall, ale mogli się raz odchamić.
Ciekawe czy im to wyjdzie w Emptiness.
- No... laski się ubierają w te stroje na wieczór, więc myślę, że tak... A poza tym to jest przecież porządny lokal - bardzo. Zwłaszcza teraz było to widać na załączonym obrazku, kiedy wejście zastawione było taśmami jak jakieś miejsce zbrodni. Renoma Emptiness może nie była najlepsza, ale prawda jest taka, że to był oblegany klub, wszyscy chcieli się tam bawić. W towarzystwie śmietanki towarzyskiej tego miasta.
Madox jeszcze zerknął na ulotkę, i oczywiście wybrał dla nich tą opcję na ostro, bo gdzie oni do słodkiej? Do niej to bardziej Eric ze swoją dziewczyną.
- Tego nie mogę ci obiecać - rzucił odnośnie tego, żeby nie było za bardzo hot, jeszcze poklepał ją po tyłku, kiedy wysiedli z samochodu i skierowali się do klubu. A potem podniósł taśmę, żeby mogła pod nią wejść do środka. Klucze zawsze miał przy sobie, więc to, że lokal był teraz pusty w niczym im nie przeszkadzało. Chociaż trzeba przyznać, że Emptiness wyglądało dziwnie, kiedy na parkiecie nie wirowały światła, a z głośników nie sączyła się latynoska muzyka. Bar był zjarany, loże na górze też, co prawda już trochę tam posprzątali, ale wciąż było widać opłakane skutki pożaru. Jego biuro i piwnica zostały jednak nieruszone, garderoba też nie i zaraz Madox pokazał ją swojej żonie, znajdowała się za parkietem i za DJką, chyba nigdy tam nie byli, na pewno nie razem. Noriega jeszcze oparł się o framugę patrząc jak Pilar usiadła przed oświetlanym lustrem.
- Przyniosę sobie koszulę i zaraz wracam - puścił do niej oczko, a zaraz wyrwał się w kierunku gabinetu, chociaż kiedy krzyknęła to będę czekać, to jeszcze odwrócił się w jej kierunku i potknął. A zaraz wspinał się po metalowych schodach do swojego gabinetu, wszedł do środka, drzwi znowu odbezpieczając kluczem. A przecież nigdy tego nie robił, nie zamykał ich, ale teraz postanowił być trochę ostrożniejszy. Zajrzał do dużej szafy przy drzwiach i przerzucił kilka kolorowych koszul, finalnie sięgnął po czarną. Zrzucił z siebie koszulkę zostawiając ją na swoim prezesowskim fotelu, założył koszulę na kark i ruszył na dół. Zapinał ją po drodze, a kiedy wrócił do garderoby, to zatrzymał się w pół kroku z tymi kilkoma guzikami rozchełstanymi pod szyją, tak, że widać było jego dziary. Od razu ciemne spojrzenie zatrzymało się na jego żonie, wyciągniętej na welurowej kanapie.
- Dla mnie wystarczająco hot i wieczorowo, tylko nie wiem czy cię wpuszczą na tą kolację, ale już chuj z tym... - prześlizgnął się spojrzeniem po jej sylwetce, od tych czerwonych szpilek, po długich nogach ozdobionych pończochami i czarnej bieliźnie, która idealnie opinała się na jej gorącym ciele. Oczy od razu mu pociemniały, a Madox wszedł w głąb pomieszczenia. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy klęknęła przed nim i sunęła smukłymi palcami po brzuchu, na piersi, a potem ramiona - tym bardziej nie mogę ci obiecać, że nie będzie zbyt hot... - i on też chciał do niej doskoczyć, może położyć ją na tej kanapie, a potem zanim udadzą się na tą kolację to zająć się deserem, tylko że zauważył tą zmianę w jej spojrzeniu, kiedy przesunęła palcami po siniakach, które chyba on jej zrobił. On, czy Dalton?
Kurwa.
Nie wiedział co siedziało w jej głowie. A w tej jego pojawiła się taka myśl, że przegiął. Że kurwa nie powinien jej dzisiaj szarpać, nie kiedy chwilę wcześniej zrobił to Nick Dalton. Pierdolony Nick Dalton, którego musiał się pozbyć.
Skinął głową na to jej przebiorę się, ale co on by teraz dał, żeby zostawiła na sobie tą kurewsko seksowną bieliznę. Dużo by oddał, żeby mógł ją z niej ściągnąć, zerwać może... A przecież on rzadko zwracał uwagę na takie rzeczy jak bielizna, a dzisiaj nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Odwrócił się odprowadzając ją wzrokiem za parawan.
- Ale może byś wzięła ze sobą tamten komplet, nikt nie zauważy - zaproponował i zaraz opadł na kanapę, na której wcześniej siedziała. Wyjął z kieszeni telefon i kiedy Pilar się przebierała to Madox odszukał w nim numer Diego. Chociaż za każdym razem podnosił na nią spojrzenie, kiedy mu się prezentowała w nowych strojach - to też mi się podoba, kurewsko caliente - oczywiście, że podobały mu się te kiecki, które eksponowały jej biust, chociaż te mogłaby zakładać raczej tylko dla niego. Wystukał w telefonie jakąś wiadomość do Diego i rzucił go na poduszkę, kiedy stanęła przed nim w bieli, jego usta momentalnie wygięły się w uśmiechu. A on poderwał się z miejsca i sięgnął do jej ręki, żeby jeszcze raz ją obrócić, żeby się jej przyjrzeć, chociaż zaraz przyciągnął ją do siebie bliżej, obejmując w talii - jak pierdolony anioł - daleko jej było do anioła. Już bliżej do diablicy, może dlatego pasowała jej ta czerwień, w której tak często chodziła. Ale... dla niego przecież była aniołem. Aniołem stróżem, który nie raz chronił go przed niebezpieczeństwem. Który nad nim czuwał.
Ciemne spojrzenie odnalazło jej piękne, czekoladowe oczy. A zaraz wargi odszukały jej pełne, gorące usta - nie wiem czy będę umiał trzymać ręce przy sobie - te słowa uwieńczył pocałunkiem, nie nachalnym, raczej z tych czułych, ale zaraz pogłębił go, wplatając palce w jej czarne kosmyki, przytrzymując ją przy sobie. Ich języki spotkały się w ognistym tańcu, a usta smakowały się zachłannie, ale bez tej typowej dla nich agresji. I może nie potrafiłby się od niej oderwać? Na pewno by nie potrafił, ale wtedy odezwał się jego telefon, a Madox niechętnie puścił swoją żonę i wycofał się do kanapy, żeby go zgarnąć. Nie odebrał od razu, tylko najpierw wyszedł z garderoby. Pilar mogła go słyszeć, ale zrobił kilka kroków przed drzwiami, kiedy już przykładał telefon do ucha.
- No nie wiem, idę z Pilar na kolację... Nie wiem ile mi zejdzie - spojrzał na zegarek, to miał być ich wieczór, więc nie chciał jej poganiać, nie chciał go szybko kończyć - jutro, wpadniesz do Emptiness? Dobra - szybka rozmowa i się rozłączył. Schował telefon do kieszeni, a potem znowu stanął w drzwiach poprawiając jeszcze koszulę - jutro muszę się spotkać z Diego - wyjaśnił jej, chociaż może nawet na to nie czekała - w czwartek kurwa ta impreza Kane'a, a w piątek Luna - napięty mieli ten grafik, ale co mogli na to poradzić? U nich wszystko zawsze działo się szybko, aż dziwne, że między tym znajdowali chwilę czasu dla siebie.
Tak jak dzisiaj na przykład, żeby zjeść kolację w ciemności.
- I jak? - Madox chyba nie byłby sobą, gdyby jej nie zapytał jak wygląda, kiedy już poprawił na sobie tę czarną koszulę wkładając ją w spodnie i zapinając ozdobną klamrę swojego paska.

como un puto ángel ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🪽་༘࿐
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zawsze chciała mu się podobać.
Lubiła ten moment, gdy jego czekoladowe oczy momentalnie ciemniały, a kąciki jego ust wyginały się w charakterystyczny, delikatny, iście diabelski uśmiech. Gdy wodził spojrzeniem po jej ciele, analizował trasę, jaką obierały jej dłonie… mogłaby patrzeć na to bez końca.
Nie mogła jednak znieść siniaków, które tego dnia zrobił jej Dalton. Niewielkich kropek na skórze, które zaszły już wyraźnym bordowym kolorem. Pięć po jednej i pięć po drugiej, praktycznie w równych odstępach od siebie. Źle to wyglądało, ale jeszcze gorzej ona czuła się z tym w środku. Jej głowa momentalnie wspomniała to co się stało, odkrywając każdą, jedną scenę przed jej oczami. To jego szalone spojrzenie, w którym już ciężko było zobaczyć człowieka. Jedynie wariata, który kompletnie postradał zmysły. Miał kurwiki w swoich zielonych oczach, ale wcale nie takich przepełnionych pożądaniem, jak te Madoxa, najpiękniejsze na świecie, a właśnie przerażające. Takie od których jeżyły się włosy na karku, a ciało ogarniał strach. I dokładnie to wszystko Pilar poczuła na samo wspomnienie.
Zerwała się z miejsca i od razu chciała przebrać. Chociaż jeszcze odwróciła się w stronę Noriegi i uśmiechnęła, widząc jak wodził za nią wzrokiem.
Biorę go do domu — zarządziła, puszczając mu oczko. — Zrobimy z niego pożytek — dodała zadowolona. Tutaj i tak prędko nikt nie zatańczy, szczególnie biorąc pod uwagę stan w jakim była główna część klubu, a do piwnicy raczej Noriega też nie miał zamiaru przyjmować klienteli, skoro główny bar był zamknięty. Zresztą, niezależnie od tego, co by jej nie powiedział, ona i tak zabrałaby go ze soba, chociażby tylko po to, żeby jeszcze raz zobaczyć to jego pełne pożądania spojrzenie.
Gdy wyszła finalnie w białej, koronkowej kreacji, również patrzył na nią z zachwytem, jednak tym razem zupełnie innym. Uśmiechnęła się równo z nim. Był to mechanizm, na który nie potrafiła nic poradzić — po prostu kiedy on się do niej uśmiechał, ona nie potrafiła pozostawać mu długo dłużna. Usta same pięły się ku górze. Wyciągnęła rękę do przodu, pozwalając mu się jeszcze raz obrócić, a zaraz potem przyciągnąć bliżej siebie.
Jak anioł? — prychnęła, podnosząc spojrzenie. — Góry z dołem nie pomyliłeś przypadkiem? — chyba nigdy wcześniej nie powiedział jej, że wyglądała jak a n i o ł. Diablica, owszem, ale kurwa anioł? Daleko jej do niego było. Chociażby biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo uwielbiała z nim grzeszyć. W niebie wygnaliby ją po maksymalnie dwóch dniach. Tym razem to ona uśmiechnęła się do niego bezczelnie, kiedy stwierdził, że nie wiedział, czy będzie umiał trzymać ręce przy sobie.
Będziesz musiał — wzruszyła ramionami, po czym wspięła się na palcach, żeby sięgnąć jego ucha. — Bo nie założyłam majtek — wyszeptała, chociaż dookoła nich i tak nie było żywej duszy. Czy mówiła prawdę? Cóż, o tym pewnie będzie musiał się przekonać na własnej skórze. I może nawet sprawdziłby to od razu, podczas czułych pocałunków, które zaczął składać na jej ustach, a które z każdą chwilę robiły się coraz bardziej zaborcze, wyczekane, ale wtedy zadzwonił mu telefon. Nim jeszcze go odebrał, mógł słyszeć jej westchnienie pełne zawodu. Przez moment miała ochotę wyrwać mu ten telefon i cisnąć nim w eter, jednak mieli tyle spraw do załatwienia, że ten akurat mógł być faktycznie ważny.
Podeszła do lustra, żeby przeczesać ciemne włosy, przy okazji słuchając urywki rozmowy, którą prowadził Madox. Pokręciła głową, gdy nawijał, że nie wie, ile dokładnie mu zejdzie na kolacji, a ona szykowała się już na kolejny będę późno nie czekaj wieczór. Całe szczęście po chwili okazało się, jednak jutro… spotka się z Diego. Nawet nie zdążyła go zapytać, z kim rozmawiał, a on już jej powiedział.
Coś się stało? — spytała z automatu. Zawsze chciała wiedzieć, co u niego słychać, jakie biznesy robił i czemu akurat jutro musiał rozmawiać z Diego. Nie oczekiwała jednak, że wszystko jej tak po prostu wyśpiewa. Szczególnie, że temat zszedł na bankiet u Kane’a. — A załatwiłeś już dla nas zaproszenia? — jeszcze wczoraj mówił, że będzie musiał pogadać z Luną, by ten sam go wysłał, a z tego co było jej wiadomo, od akcji z psem wcale się z nim nie widział. Tak wiele rzeczy działo się dookoła, że naprawdę łatwo było się w tym pogubić.
Dlatego tym bardziej potrzebowali szybko zresetować głowy. Chociaż na moment zająć się czymś tak przyziemnym, jak kolacja w kompletnej ciemności. Na kilka godzin przestać myśleć, skupić się na sobie i pozwolić natarczywym myślom na moment przestać tak chaotycznie biegać po ich głowach.
Podniosła spojrzenie na swojego męża, gdy się jej w pełni zaprezentował, przy okazji wciskając koszulę do spodni i poprawiając wielka, twardą klamrę przy pasku. Zawsze wyglądał dobrze, nieziemsko. Były jednak dni, kiedy prezentował się wyjątkowo dobrze. I ten przypadek tutaj zdecydowanie można było do tego zaliczyć.
Jak pierdolony… — zaczęła z uśmiechem na ustach, podchodząc bliżej i układając palce na guziczkach tuż przy szyi. — Diabeł — bo chyba nie sądził, że powie anioł? Z ich dwójki jak już, to zdecydowanie Pilar było bliżej do nieba, z jej desperacką potrzebą pomagania każdej, chodzącej istocie, jakiej nie spotka na swojej drodze. Chociaż trzeba przyznać, że ostatnio nawet to szło jej coraz gorzej, odkąd pozmieniała priorytety. Odkąd pojawiły się wyjątki od reguły, kiedy to stawiała bezpieczeństwo swojego męża nad wszystkich innych. Poprawiła mu kołnierzyk, a następnie złożyła na jego ustach przelotny pocałunek. I jeszcze jeden. I jeszcze kurwa jeden.
Dobra, chodź — oderwała się od niego niechętnie, czując, że to był ten moment i szarpnęła za materiał koszuli, chociaż finalnie wyszła przed niego, jako pierwsza kierując się do drzwi. — Napatrz się, bo zaraz ci zgaszą światło i pozostanie jedynie twoja wyobraźnia — spojrzała na niego przez ramie i w c a l e nie zakręciła bardziej tyłkiem w drodze do samochodu. A potem jeszcze kiedy on zamykał lokal na klucz, ona wcale nie wyłożyła się na bardziej niż powinna na karoserii do momentu, aż nie podszedł bliżej. Może było to trochę dzicienne, ale naprawdę tego potrzebowała. Jakieś chwili beztroski i wyłączenia głowy. Nawet trochę to wszystko wymuszając, po prostu nie chciała pozwolić, żeby Dalton znowu zakorzenił się w jej głowie. Nie tak, jak stało się to ostatnim razem.
Będę musiała jutro podjechać po Jaguara — westchnęła nieco smutno, szarpiąc przy okazji za pas bezpieczeństwa. Nie chciała tam wracać, a już na pewno nie sama. — No chyba, że dzisiaj na tej kolacji się oboje upijemy, to wtedy ja odbiorę BMW a ty Furie Roje — proszę bardzo jaki piękny plan. Pozostawiają swoje samochodu po całym mieście, a potem będą po nie jeździć i zbierać jak jakieś pokemony. Całe szczęście, że nie mieli ich tyle co Galen Wyatt, bo mogłoby być ciężko.
Droga do restauracji minęła im dość sprawnie. Od Emptiness było to jakieś marne dziesięć kilometrów. Na wejściu przywitała ich ciemnoskóra kelnerka. Zabrała od nich wszystkie rzeczy do pudełka, które było zamykane na klucz. Musieli oddać wszystko — telefony, kluczyki i inne pierdoły, które mogłyby zepsuć doświadczenie dla nich albo innych uczestników, gdyby ktoś nagle odpalił chociażby latarkę. Następnie wyjaśniła im, jak i parce, która weszła zaraz po nich, że w pomieszczeniu panowała kompletna ciemność. Że to nie tak, jak w domu w środku nocy, kiedy jeszcze jakaś tam poświata pozwalała się przyzwyczaić i było idąc kontury, tu gdzie szli, miało być zero widoczności. Ostrzegła, że jakby ktokolwiek się źle poczuł lub musiał do łazienki, trzeba było wołać kelnera poprzez Napachanie wysoko ręką i na własna rękę nie próbować gdziekolwiek chodzić.
Nasi kelnerzy są wyposażeni w noktowizory, więc chociaż wy ich nie widzicie, oni was już tak — spojrzała po twarzach wszystkich jakoś… wymownie, nieco dłużej przytrzymując wzrok na Noriedze z jakiegoś powodu. Może dlatego, że nawet stojąc już miał jedną rękę na tyłku swojej żony? — A teraz bardzo proszę, żeby panie stanęły pierwsze, a wy tuż za nimi. Ręce dajce na ich ramiona, w ten sposób unikniemy wszelkich wypadków — tłumaczyła spokojnie, przesadnie miło, uśmiechając się tak szeroko, że Pilar aż zaczęły boleć kości policzkowe. — GARRET SĄ GOTOWI! — dopiero kiedy odwróciła się za kotarę, wydarła się przerażajaco głośno, aż wszyscy podskoczyli.

:pili-madi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zawsze mu się podobała, pewnie nawet jakby założyła na siebie... golf, który przecież czasem chciał, żeby ubierała, żeby go nie kusić, to i tak byłby w niej zakochany.
Chociaż trzeba przyznać, że ta bielizna i czerwone pończochy przyciągały jego spojrzenie.
- Na pewno, chociaż nie wiem czy przetrwa - jeszcze jej pokazał czubek języka opadając na kanapę. Madox tyle jej bielizny już porwał, że ciężko to było zliczyć, ale ostatnio zrobił postępy, nauczył się na przykład rozpinania stanika jedną ręką. A to już coś, dla niego zwłaszcza, kiedy on zawsze był taki niecierpliwy. Chociaż teraz grzecznie siedział na kanapie, a jednak co rusz podnosił spojrzenie znad swojego telefonu w kierunku parawanu, za którym się schowała.
Już?
Jeszcze...
Ale w końcu. Kiedy stanęła przed nim w białej koronce, to momentalnie zerwał się z miejsca. I zaraz był przy niej, a te jego czarne oczy sunęły po jej sylwetce, zatrzymując się na dekolcie.
- Jak cholernie seksowny anioł, taki który nawet diabły sprowadza na złą drogę - już się do niej przymilał, pochylał niżej, przy okazji mówiąc, że nie wie czy teraz będzie umiał trzymać rączki przy sobie. Co prawda nigdy nie umiał, ale kiedy powiedziała to bo nie założyłam majtek, to się od niej odsunął, podwijając rąbek jej sukienki. Sunąc wytatuowanymi palcami po jej udzie wyżej - pokaż - no przecież musiał to sprawdzić. Sprawdziłby, kiedy całował jej gorące, pełne usta, a palce przesunął po jej udzie na pośladek, ale zanim dotarł do bielizny, to zadzwonił mu telefon. Była na miejscu, czy nie? Ta bielizna. Chociaż... jeśli o nich chodzi to może jej miejsce wcale nie było właśnie na pupie jego żony, bo i tak by ją ściągnął na tej kolacji w ciemności.
A może teraz... gdyby nie zadzwonił Diego. Ale musiał odebrać. Chociaż rozmowa była wyjątkowo krótka, a zaraz stał w drzwiach garderoby i znowu czarne oczy wisiały gdzieś na białej koronce.
- Co? - zawiesił się - nie, nic, akurat Diego to wiesz, mój amigo - coś w tym było. Bo oni przecież nie raz ratowali sobie tyłki. Jemu też Madox ufał, z wzajemnością zresztą. Nawet jeśli chodziło o Lunę, ale czy tym razem chodziło o niego?
Zresztą Madox i tak zaraz jej wyliczał, co jeszcze czeka na nich na dniach, a było tego... dużo. Skinął głową na pytanie Pilar - tak, specjalne zaproszenie dla Madoxa Noriegi, z żoną... Myślisz, że jak staniemy na progu to tak nas zaanonsują? Może powinienem sobie kupić taką lordowską... Nie wiem jak to się nazywa, taką chustkę pod szyję - przesunął palcami po swoich dziarach na niej. Pewnie głupio by w tym wyglądał i tylko tak zaczepiał Pilar.
Rzeczywiście te ich wszystkie zadania się nawarstwiały i Madox momentami już sam nie wiedział z kim i kiedy się ustawiał. Dobrze, że ogarniała to... Pati, i mu o tym przypominała. Oczywiście na spotkanie z Luną szykował już cały klub, o balu u Kane'a też jej wspominał, a teraz już wystukał jej wiadomość, że jutro wpadnie do klubu Diego.
A zaraz już w pełni uwagę poświęcił Pilar, która jeszcze przez moment układała włosy przed lustrem zagarniając je na ten plasterek na jej szyi. Madox też się poprawił. Jego warkoczyki do tej koszuli pasowały... średnio. Chociaż może nadawały mu gangsterskiego wyrazu? Albo diabelskiego?
- No to akurat pasuję do ciebie - Diabeł do Anioła. Spuścił spojrzenie na jej palce, kiedy poprawiała mu kołnierzyk koszuli, a kącik ust uniósł mu się w uśmiechu. Może i czasem kiedy stawali obok siebie byli jak z dwóch różnych światów. Ona z Nieba, a on z Piekła, ale nie dało się zaprzeczyć, że pasowali do siebie. A Noriega patrzył na nią maślanymi oczami, jak na najpiękniejszy na świecie obrazek. Bo dla niego taka właśnie była. I kiedy złożyła na jego wargach te kolejne, krótkie, zaczepne pocałunki, to mogła poczuć jak kąciki jego ust unoszą się do góry w uśmiechu.
- Gdzie... - jęknął, kiedy się od niego odsunęła, chociaż przecież dobrze wiedział gdzie. Ale jak dla niego to nawet mogli tu zostać. Też było fajnie. Szkoda tylko, że zaraz znowu zaburczało im w brzuchach. Najpierw jej, a potem Madoxowi. Odchylił do tyłu głowę idąc za nią do samochodu - dlaczego każą ci ubierać taką kieckę, a potem gaszą światło, bez sensu - marudził po drodze, wodząc spojrzeniem po jej sylwetce, po biodrach, którymi zakręciła i pośladkach rysujących się pod cienkim materiałem - muszę częściej zabierać cię na kolację ze strojami wieczorowymi - stwierdził w końcu, a kiedy zamykał klub na klucz, to ten oczywiście wypadł mu z ręki, gdy jego żona rozciągnęła się na czerwonej masce jego beemki - zdecydowanie częściej - przekręcił klucz w drzwiach i wyrwał się do niej, do samochodu. I znowu te czarne oczy wpatrywały się w te jej, kiedy dociskał ją do maski swojego auta - hermosa - ułożył to słowo na jej pełnych, gorących wargach, a potem... O kurwa. Otworzył jej drzwi do beemki, jakby rzeczywiście w tym momencie wybierali się na wytworną kolację. Chociaż zdecydowanie mniej wytwornie Madox zawiesił się na drzwiach, kiedy Pilar już wsiadła do środka, a jego spojrzenie znów przesunęło się po jej bajecznych, długich nogach.
- No i wciąż nie wiem czy masz majtki - westchnął ciężko, ale zaraz zamknął drzwiczki i pakował się na siedzenie kierowcy. Zapiął pas spoglądając na nią z ukosa - ja go odbiorę - zaproponował od razu, on też nie chciał, żeby musiała tam jechać. Sama. Więc chociaż w tym jednym względzie się zgadzali - możesz wziąć BMW, a ja chętnie się przejadę furią, bo zawsze mi obiecujesz i co? I jeszcze nie było okazji - jakoś tak się składało, że on w Jaguarze zawsze lądował na siedzeniu pasażera. Ochrzcić odpowiednio według Noriegi też jeszcze go nie ochrzcili, ale... wszystko jeszcze przed nimi. Chociaż patrząc na to, że już Gaba prawie skasowała ten samochód, to może powinni się pospieszyć? Chociaż mechanik Madoxa odwalił kawał dobrej roboty, nie było śladu, ale koszty były jakieś horrendalne, bo to przecież autko, które on sprowadził na specjalne zamówienie, więc te części też nie było tak łatwo dostać, ale za to zabulić musiała już jego kuzynka. Jakaś kara musi być. Już i tak na dużo jej pozwalali.
Droga do restauracji minęła im tak sprawnie, że Madox znowu nie zdążył sprawdzić czy jego żona ma na sobie jednak bieliznę, czy nie. Dlatego kiedy już stanęli w restauracji przed czarną jak noc kelnerką, ubraną na czarno, z czarnymi włosami i skórą w kolorze hebanu, to jego wytatuowana dłoń wylądowała na tyłku jego żony.
- Będziesz nas podglądać przez noktowizor? - zapytał jeszcze Madox zerkając na dziewczynę - śmiesznie - spojrzał na parkę obok. Ciekawe czy oni też mieli takie kosmate myśli? Bo on miał. I nawet kiedy stanął za Pilar układając najpierw palce na jej ramionach, to zaraz przesunął nimi tak, żeby zaczepić ją przedramieniem i przyciągnąć do siebie, żeby jej plecy zderzyły się z jego torsem, a on policzek opierał o jej głowę - blisko, żebyś mi się nie zgubiła - szepnął jej do ucha, które zaczepiłby może jeszcze, ale wtedy dziewczyna krzyknęła to Garret!, a zza kotary wyszedł jakiś mężczyzna w ciemnych okularach. Łatwo można było wywnioskować, że był niewidomy.
- Cześć! Jestem Garret będę dzisiaj waszym przewodnikiem po smakach, jesteście gotowi? - wszyscy skinęli głowami.
- To dwie pary Garret - wyjaśniła mu dziewczyna. A chłopak zatrzymał się ściągając do siebie brwi.
- Ale przygotowali jeden stolik na cztery osoby... - zaczął i spojrzał na nią jakoś tak bezradnie. No i dobra, wiadomo, że pewnie zawinił ktoś z obsługi, może Garret? Ale przecież nie będą tu stać i narzekać, chociaż ta parka obok wyglądała trochę tak, jakby zaraz mieli się odpalić, ale Madox wyrwał się do przodu, przytulając do siebie Pilar.
- Możemy zjeść we czwórkę, w sumie rzadko chodzimy na podwójne randki - wypalił, właściwie... nigdy na takiej nie byli. Ogólnie na randce też nie za bardzo. Jakoś ich to ominęło, zaczęli się spotykać, a potem już zaręczyny i ślub. Szybko im poszło - jestem Madox, a to moja żona Pilar, trzy dni temu wzięliśmy ślub - zagaił od razu i zaraz uścisnął rękę faceta, a potem jego narzeczonej. Przedstawili im się jako Paris i Milano, dziwne imiona, też zaraz powiedzieli, że są zaręczeni i za rok się pobiorą.
Bla bla bla.
Madox ich nie słuchał chociaż nawijali jeszcze przez chwilę, patrzył na Garreta, bo kiszki grały mu już marsza. I nawet zaraz ich niewidomy kelner chyba to usłyszał, bo zarządził, że ich wprowadza.
Ustawili się jeden za drugim, Pilar za Milanem.
- Tylko nie łap go za tyłek - mruknął jej do ucha Madox, bo on swoją żonę złapał. A Garret wprowadził ich gęsiego za kotarę, za którą nastał mrok. Czarny jak bezgwiezdna noc, przytłaczający, aż Paris pisnęła. A Noriega mocniej przytulił do siebie Pilar. Garret posadził ich po kolei na krzesłach, jedną parkę po jednej stronie, drugą po drugiej. A przynajmniej tak wydawało się Madoxowi, bo on ze swojego krzesła prawie spadł. Nic nie widział, dopiero po chwili wyczuł pod palcami stolik przed sobą, a kiedy przesunął stopę, to kogoś obok siebie. Miał nadzieję, że Panią Noriega, bo jego kolano zaczepiło o to... jej?
- Przed sobą macie stół - rzucił odkrywczo Garret - a na nim talerz i sztućce - rzeczywiście mogli je wymacać pod palcami - obok kieliszek...
- Ku... - zaczął Madox, bo prawie wywalił ten swój, na szczęście był pusty, a on złapał go w ostatniej chwili.
- Jeszcze nic tam nie ma, zaczniemy od przystawki... Ale najpierw się z tym oswoicie - Garret dał im chwilę. Dziwne to było doświadczenie nie widzieć kompletnie nic, wszystko na czuja. Paris zachichotała.
- Milano... - mruknęła.
- Co? - odpowiedział jej zaraz narzeczony.
- Twoja ręka...
- Ale to nie ja - to czyja to była ręką?
Madox te swoje trzymał jeszcze na stoliku, oparte na kieliszku i brzegu talerza. Ale za to znowu kolanem trącił to po swojej prawej stronie, liczył, że Pilar, a nie Mialana. Chociaż głos też tutaj rozchodził się jakoś... dziwnie.

Espero que esa sea tu rodilla 🪽་༘࿐
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zdecydowanie częściej powinien zabierać ją na tego typu wieczorki. 
Miejsca, w które mogli się porządnie odpierdolić i zachwycać sobą. Szczególnie w ostatnim czasie wszędzie biegali pobrudzeni — głównie krwią — w pozdzieranych ubraniach, ratując wszystkich dookoła. A przecież przyjemnie było ubrać na siebie sukienkę, chociaż tylko po to, żeby zobaczyć jego wygłodniałe spojrzenie. To jak lustrował ją od góry do dołu. Patrzył na nią jak na obrazek, a ona wcale nie pozostawała mu dłużna, gdy poprawiała kołnierzyk, który na dobrą sprawę wcale tego nie potrzebował. Pilar po prostu lubiła go dotykać, w każdej formie i przy każdej okazji. On ją zresztą też, co zaraz prezentował, gdy docisnął ją mocno do maski czerwonego BMW, rzucając prosto do ucha najpiękniejsze, hiszpańskie komplementy. I może to nawet lepiej, że nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo gdyby powiedziała na głos to, co chodziło jej po głowie, zapewne nawet nie dojechaliby na tą kolacje. 
Ale dojechali! Zresztą nie tylko oni, bo w poczekalni była również druga para. Pilar była przekonana, że każde z nich będzie siedzieć w odosobnieniu, dlatego z początku uśmiechała się do nich szeroko, równie podekscytowana co Paris. Uśmiech zrzedł jej z twarzy dopiero gdy Garret oznajmił, że został przygotowany jeden stolik na cztery osoby. 
Serio? 
Pierwszy raz od wieków wyszli razem na kolacje, a teraz musieli dzielić ją z kimś innym? Gdyby wiedziała, jednak zostałaby z Noriegą na masce samochodu. Przynajmniej tam mieliby chwile dla siebie i mogli porozmawiać, a takto? O czym mieli rozmawiać z tymi ludźmi? Aż westchnęła ciężko, przygotowując się na te wszystkie nudne, monotonne pytania pod tytułem co robicie w życiu, gdzie się poznaliście i cała masę innych, które wykręcały flaki. Madox w porównaniu do niej wydawał się być z a c h w y c o n y. Od razu ich przedstawił i oczywiście nie omieszkał dodać, ze trzy dni temu wzięli ślub. 
Bla bla bla.
Pilar za ten czas ustawiła się w kolejce. Przypadło jej akurat miejsce przed Milano, dlatego umieściła dłonie na jego ramionach, a kiedy tylko Noriega nachylił się do jej ucha i powiedział, że miała nie łapać go za tyłek, na moment odkleiła jedną z nich i przesunęła prawie na pośladek Milano. Oczywiście nie miała zamiaru tego zrobić, ale każda okazja, żeby wkurwić swoje męża była dobrą okazją. Zamiast tego, machnęła ręką do tyłu i na krótką chwilę umieściła dłoń na jego udzie.
Ten cuidado: no dejes que te pille en ninguna parte uważaj, żebym ciebie nigdzie nie złapała, mruknęła zadowolona, przesuwając się bardziej na środek, to w to najbardziej wrażliwe miejsce. I może by go tam złapała, gdyby kelner nie oznajmił, że ruszają. Paris szła jako pierwsza i też jako pierwsze kwiknęła głośno, że przecież w pomieszczeniu, do którego weszli panowała kompletna ciemność. Szczególnie gdy drzwi za nimi się zamknęły.
Dziwne to było uczucie. Człowiek nawet w nocy widział kształty i poświaty, a tutaj? Kompletna ciemność. Aż przez jej plecy przeszedł dreszcz. Madox pewnie mógł go poczuć na palcach, które mocno zaciskały się na jej skórze. Podeszli do stołu, a Garret brał ich jednego po drugim, wskazując odpowiednie miejsce. Robili co im kazał, a kiedy i Pilar zasiadła, na swoim krześle, od razu sięgnęła po wspomniane talerze, sztućce i kieliszek. Były tam, zaraz przed nią, jednak wymacanie ich wcale nie było takie łatwe w pierwszej chwili, czego idealnym przykładem było prawie-soczyste kurwa Madoxa. Głos faktycznie roznosił się dziwnie po pomieszczeniu. Pilar nawet nie wiedziała, gdzie on dokładnie siedział, ale wydawało się jej, że raczej obok, bo już dwa razy przysunął się bliżej. Ciągle czuła ruch, czuła jak się wiercił, wiec to musiał być on, prawda? Nikt inny się tak kurwa nie wiercił.
Chociaż Milano chyba też nie próżnował, biorąc pod uwagę słowa Paris, które miały go niby skarcić ale jednak trochę zachęcić do dalszego działania. Tylko zaraz okazało się, że to nie jego ręka.
No moja tym bardziej — stwierdziła i aż chciała się zamachnąć na Noriegę, bo jak kurwa dotykał nie tą dziewczynę, co trzeba, to należała mu się kara, tylko że wtedy odezwał się Garret.
To ja — oznajmił i pewnie w każdych normalnych okolicznościach wszyscy spojrzeliby na niego zaskoczeni, ale tu… no właśnie, Pilar nie wiedziała nawet jaką reakcję miała na ot Paris, bo nic kurwa nie widziała. Sama otworzyła szerzej oczy, ale to nic nie pomogło. — Przepraszam najmocniej. Po prostu musze wyczuć u was charakterystyczne elementy, żebym wiedział, jakie jedzenie komu podać — wytłumaczył, niby tonem, jakby to była najbardziej oczywista oczywistość na świecie, ale jednak coś tutaj się nie zgadzało, a przynajmniej Pilar.
Jak to wyczuć? — spytała nieco zmieszana.
Oj Panie kelnerze! — ale wtrąciła się jej Paris. — To nie po nodze! Tu mam bardziej charakterystyczne miejsce — zachichotała, po czym COŚ mu pokazała. Było słychać jednie dzwięk przesuwanego się ciała, coś śmignęło po materiale, a Garret westchnął.
O faktycznie, idealnie — rzucił zadowolony po czym ruszył dalej. — Tu warkoczyki, to będzie wiadomo — no czyli Madox. — Wielka mucha na szyi… — pewnie Milano. Wyprostowała się nieco, widząc, że teraz pewnie nadejdzie jej kolej. Czuła, jak staje za nią, a potem jak jego dłonie ledwo muskają jej czubek głowy. Przesunął nimi po jej włosach, a zaraz potem na czoło, na którym się zatrzymał. — Plasterek na skroni — świetnie. Sama nie wiedziała, jak czuła się z tym, że jej najbardziej charakterystycznym elementem był kurwa plaster na czole, ale chuj. Przynajmniej nie musiał schodzić niżej i robić tego za każdym razem, jak będzie serwował im jedzenie.
A czemu masz plasterek na skroni? — spytała w końcu Paris i całe szczęście, że było ciemno, bo Pilar od razu przewróciła oczami.
Potknęłam się — rzuciła pierwsze lepsze co przyszło jej do głowy, czując, jak Noriega dotyka jej uda. O dziwo jakoś tak… miękko. Jego szorstkie palce pierwsze przesunęły się w stronę kolana, a zaraz potem zatrzymały tuż przy materiale sukienki. Nawet go nie podwinął i to tam zaczął kreślić kółka. D z i w n e.
O jezu i coś ci się stało? — Paris nie dawała za wygraną, chociaż Pilar już bardziej skupiała się na tym, co robił jej mąż. — Milano kiedyś przepadł przez kierownice od roweru i rozwalił sobie cały łuk brwiowy!!! — rzuciła energicznie, a następnie pod stołem sama sięgnęła w bok do swojego mężczyzny (a przynajmniej tak jej się wydawało). Pilar niby słuchała, co opowiada kobieta, ale cały czas nie mogła się skupić, bo myślała tylko o tym, czemu on tak kręci się przy rąbku sukienki, jakby czekał na zaproszenie.
¿Te has vuelto delicado de repente a partir de hoy?od dzisiaj nagle jesteś delikatny? rzuciła po hiszpańsku, tak, żeby tylko on zrozumiał i sama sięgnęła pod stół, żeby złapać jego rękę i wciągnąć ją sobie pod kieckę. Szkoda tylko, że kiedy umieściła na niej swoją dłoń od razu poczuła, że brakuje na niej pierścionków. A już na pewno tego ślubnego. Kurwa.

¿Te has vuelto delicado de repente a partir de hoy?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może Madox nie był zachwycony tym, że będą jeść tę kolację we czwórkę, ale też nie chciał, żeby Garret przejmował się, że czegoś nie dopilnował. A to Noriega podobno był tym złym, tym gościem z czarnym jak noc serduszkiem, tylko często wychodziło, że nie do końca. Zagadał nawet tamtą parkę, bo to akurat przychodziło mu zawsze z łatwością. Nawijanie. Nawet do obcych.
Szkoda tylko, że potem wcale nie chciało mu się ich słuchać, ale Garret jakby to wychwycił, bo zaraz wprowadzał ich za kotarę. Oczywiście Madox musiał zaczepić swoją żonę, przysuwając się do niej bliżej, do jej ucha. Dmuchnął we włosy Pilar, kiedy przesunęła dłonią po plecach Milano, i niby wiedział, że go zaczepiała, ale i tak się skrzywił, może nawet pociągnąłby ją do siebie? Ale ona już wyciągnęła dłoń w tył opierając ją na jego udzie.
- Lo espero con ilusión - czekam na to, mruknął jej do ucha, a kiedy sunęła palcami po jego spodniach to przysunął się bliżej, szkoda tylko, że ich pociąg do wejścia już ruszył. Ale ciemnoskóra kelnerka chyba miała rację patrząc się na nich podejrzliwie, oni w ogóle nie umieli trzymać rączek przy sobie. A nawet przecież jeszcze nie usiedli do stolika.
Wkroczyli w ciemność, która otuliła ich ciała do tego stopnia, że nie widzieli nic. Madox nawet nie widział kształtnego tyłka swojej żony, na który jeszcze przed chwilą patrzył, czuł za to jak spięła się pod jego palcami, dlatego przytulił ją do siebie, ciaśniej opierając o swój tors. Nie bał się ciemności, ale ta miała w sobie coś przytłaczającego, a zarazem może... ekscytującego? Jakąś taką tajemnicę.
Garret usadzał ich po kolei na krzesłach i chociaż Madox myślał że poprowadził Pilar na jego prawo, to nie był pewny. Usiadł na krześle prawie z niego spadając, a zaraz się poprawił. Usadził prosto i wcale nie wiercił, bo trochę się bał, że znowu spadnie. Za to wymacał już sobie talerz i sztućce, a do tego kieliszek, który prawie wywalił.
Jego kolano znowu zaczepiło to Pilar po prawej stronie. Chyba Pilar…
A zaraz okazało się, że Milano też postanowił pozaczepiać swoją partnerkę, ale jednak wcale nie on... Noriega spojrzał w kierunku swojej żony, czego nie mogła zobaczyć. Zaraz jednak odezwała się, że to nie ona. Nie Milano, nie Pilar, ani nawet Madox...
To ja.
Madox aż parsknął śmiechem, kiedy Garret się do tego przyznał.
- Przyprowadziłeś nas tu, żeby nas macać? - wypalił, a jego głos poniósł się jakimś dziwnym echem po sali. Zaraz jednak kelner wyjaśnił im, że musi poznać ich charakterystyczne cechy, żeby odpowiednio ich obsłużyć. Madox nawet się zastanowił jakie ma jego żona, on poznałby ją od razu, tak założył.
Paris wesoło pokazywała Garretowi swoje charakterystyczne walory, a Madox znowu zaczepił Pilar kolanem, ale wcale mu nie odpowiedziała, za to zaraz poczuł na głowie palce Garreta.
- To ja - uśmiechnął się, a facet prawie wsadził mu palec w oko, więc Madox się odchylił.
Następny był Milano… to jak oni siedzieli?
A na koniec Pilar i jej... plasterek.
Madox znowu się zaśmiał - dobrze, że nie macasz jej po kolanach Garret - odezwał się, ale przecież nie wiedział, że ktoś inny to robi, bo Madox to akurat ręce trzymał na stoliku. A kiedy odezwała się Paris z tym pytaniem, co stało się Pilar, to Noriega rozejrzał się dookoła. Dziwnie te głosy się rozchodziły, jakby Pilar siedziała na przeciwko niego, ale czasem łapał ją po prawej, a Paris na lewo, a czasem na środku...
- A to Pilar jest twarda, ale akurat upadła na kamień - oczywiście, że Madox tutaj zmyślał, żeby tylko nie pomyśleli, że on ją bił. Chociaż dzisiaj wcale się nie popisał. I znowu o tym pomyślał, opadł ciężko plecami na oparcie, aż zachwiał się na krześle i musiał podeprzeć po prawej, tylko kiedy jego dłoń wylądowała na kolanie... no na pewno nie jego żony, tylko chyba Milana, to zaraz odskoczył.
- Sorry - rzucił szybko, a zaraz odwrócił się na lewo, gdy Paris opowiadała jak jej narzeczony przeleciał przez kierownicę od roweru - raz przeleciałem tak przez motocykl i wybiłem sobie bark - pokiwał głową, ale nikt tego nie widział. Ale przecież podobne obrażenia prawda?
Jakaś ręka musnęła jego kolano, ale Madox akurat poprawiał się na krześle i ją zrzucił.
- Ach - westchnęła Paris jakby coś do niej dotarło, a zaraz spróbowała z drugiej strony i tym razem jej smukłe palce musnęły odkryte udo Pilar. No to też nie był raczej Milano w swoich idealnych spodenkach w kant. Milan za to... kręcił te kółeczka na udzie Pani Noriega. A kiedy ona odezwała się po hiszpańsku, to Madox uniósł jedną brew.
- Qué? - coś tutaj mu nie pasowało.
Milano też się zawahał, bo jednak nie rozumiał nic po hiszpańsku, ale z drugiej strony, wypuścił ciężko powietrze z płuc, kiedy Pilar wsadziła sobie jego rękę pod sukienkę.
- Jeździsz na motorze? - odezwała się Paris. Chyba po jego lewej.
- Jeździłem, ale go sprzedałem, jak wybiłem na nim bark - Madox oparł się o stolik i zwrócił w kierunku swojej rozmówczyni, tak mu się wydawało.
- Fajnie, przejechałabym się kiedyś - odezwała się Paris, a zaraz pisnęła - o zimne! - teraz Madox już był pewny, że siedziała po jego lewej stronie, bo się wzdrygnęła i wpadła na niego, aż musiał ją przytrzymać, bo oboje by chyba spadli z tych krzeseł.
- Uwaga - rzucił jej gdzieś do ucha, bo połaskotały go jej włosy.
- To ja - znowu odezwał się Garret - chciałem wam nalać wina, nie ruszajcie się - Madox i Paris wyprostowali się od razu.
A Milano, ten trochę zachęcony przez Pilar, przesunął palcami wyżej po jej udzie. Wiedział, że to ona i miał to gdzieś? Czy jednak był na tyle głupi, że jeszcze nie połapał gdzie kto siedzi?
Madox za to już wiedział, że na lewo miał Paris, a po prawej Milano. Czyli Pilar na przeciwko niego. I teraz sięgnął stopą pod stolikiem, żeby zaczepić o jej łydkę. W tym czasie Garret zrobił rundkę dookoła stolika.
- Możecie podnieść kieliszki... Spróbujcie... Jakie smaki wyczuwacie? - zapytał, a szkło stuknęło o szkło, bo Madox oczywiście stopką zaczepił za swój talerz, ale zaraz podniósł kieliszek do ust. Nie znał się na winach, zakręcił lampką i osuszył ją na raz. Paris za to zacmokała.
- Owocowy bukiet, co myślisz Milano? - zapytała swojego narzeczonego, ale on nawet nie podniósł kieliszka, bo zajęty był... Pilar.

:pili-madi:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Sposób, w jaki Milano opowiadał o wybitym barku, był nawet rozczulający.
Szczególnie gdyby zestawić to z tym, co działo się im na porządku dziennym — postrzały, złamane nosy, rozwalone wargi i łuk brwiowy, h i p o t e r m i a. Nie wspominając nawet o tym, że Milano wybił sobie bark śmigając na rowerku i pewnie skończył w szpitalu, a Madox przekręcił swój, próbując reanimować kobietę w samolocie podczas turbulencji samolotu. Niesamowite to było w jak inny sposób oni robili sobie krzywdę w porównaniu do normalnych, wiodących spokojne życie ludzi.
Biedny Milanko — Paris westchnęła głośno, opierając się o stół, bo aż cały zadrżał. — Rączka bolała go przez dwa miesiące. Nawet reklamówki ze śmieciami nie mógł wynieść przez trzy miesiące — nawijała, a Pilar gdyby tylko mogła, pewnie posłałaby Noriedze wymowne spojrzenie. On już walczył z jakimś gościem na plaży niecałe osiem godzin później i nosił ją na rękach. Cóż, wyglądało na to, że Milano oprócz tego, że był biedny, był również cwaniaczkiem, który doskonale wiedział, jak się ustawić, żeby się nie urobić. Pani Noriega już oczami wyobraźni widziała, jak Paris lata koło niego tygodniami i wszystko podsuwa mu pod nos. To nawet lepsze zagranie niż na bolący brzuszek.
Pilar nawet by to może jakoś skomentowała, jednak była zbyt skupiona na męskiej dłoni, którą chciała sobie bezczelnie wprowadzić pod materiał koronkowej sukienki. Już z początku nie pasowało jej, że dotyk był nad wyraz delikatny, ale wyszła z założenia, że przecież nikt inny by jej nie dotykał. Dopiero kiedy z ust Noriegi wyrwało się to que?, ułożyła rękę na męskiej dłoni. A kiedy nie wyczuła pod nią żadnych pierścionków, w tym tego z Rio, momentalnie połapała się, że to wcale nie był Madox. Złapała w płuca więcej powietrza i momentalnie strzepała ją sobie z uda. Czyli wychodziło na to, że Milano siedział obok niej? To gdzie kurwa był Madox? Próbowała zlokalizować go po głosie, gdy opowiadał o swoim motocyklu, którego sprzedał, ale za nic nie potrafiła tego zrobić. Dźwięk rozchodził się ze wszystkich stron, odbijał od ścian i zmieniał swoje położenie.
Mado… — chciała go zawołać. Poprosić, żeby wyciągnął rękę, i może tak byłoby prościej zobaczyć, gdzie siedział, ale wtedy Paris krzyknęła i rzuciła się jak się zaraz okazało na jej męża. Stolik zadrżał, a ona poczuła, że miejsce uderzenia było dokładnie przed nią. No to rączki już były niepotrzebne, Madox siedział na przeciwko, po lewej miała Milano, a po prawej Paris. Kurwa, śmiałoby się powiedzieć, że chyba ślepy ich sadzał na tych miejscach, ale… no właśnie.
Gerret rozlał wszystkim wino. Wcześniej jednak musiał ich odpowiednio wyczuć, co można było stwierdzić po tym, jak Paris zachichotała, gdy zrobił to z nią, a potem Pilar też poczuła, jak palce przesuwają się po jej skroni na plasterek. Dźwięk lanego wina wypełnił pomieszczenie. Z początku wydawało jej się, że nalał go sporo, ale kiedy podniosła kieliszek do dłoni, był wyjątkowo lekki. Miała tego można na dwa większe łyki, które oczywiście zrobiła od razu.
Pamiętajcie, żeby smakować wino po-wo-li — i wtedy odezwał się Garret. Dosłownie sekundę po tym, jak ona wyłoiła wszystko na raz. Normalnie jakby to widział. — Tylko wtedy odpowiednio będziecie w stanie ocenić smaki, jakie tam są — nawijał i oczywiście jako pierwsza wyrwała się Paris, ze swoimi owocowymi bukietami, pytając Milano, co on sądził. No tylko on nie sądził chyba nic, bo nagle jego ręka jak się okazało znowu pojawiła się na udzie Pilar, akurat gdy szorstki materiał spodni Noriegi, zahaczył o jej łydkę z naprzeciwka.
Milano? — powtórzyła Paris głosem, w którym jawiło się już zniecierpliwienie.
Milano — a Pilar warknęła zaraz po niej, znowu zrzucając jego dłoń ze swojej skóry. Nie miała pojęcia, czy ten koleś nie uznawał odmowy, czy może bawił się z nią w jakąś głupią grę.
Ja czuje za dużo — mruknął w końcu. — Wszystko mi się miesza.
No jak ci się miesza głuptasie… — przerwała mu własna narzeczona. — Przecież tu wyraźnie czuć dojrzałe, ciemne owoce. Może jeżyny? O, albo śliwkę. Garret, mam rację? — nawijała, jak nakręcona, a Pilar za ten czas wysunęła stopę z obcasa i również wyszła nogą naprzeciw, odnajdując łydkę swojego męża. To było zdecydowanie ciekawsze od tego nudnego gadania o winie.
Tak, doskonale — pochwalił ją kelner, a dźwięk jego kroków oddalił się nieznacznie, a potem płyny zaczęły się przelewać. Może im dolewał? — To szczep Syrah. Poza owocami ma w sobie sporo pikanterii — Pilar przesunęła stopą w górę, uśmiechając się pod nosem na tą pikanterię. W końcu jakiś alkohol dla nich. Chociaż pewnie oboje woleliby teraz napić się rumu z Medellin. — Czarny pieprz, tytoń no i bardzo wysoki alkohol, który potrafi uderzyć do głowy, więc musicie uważać.
Zdecydowanie trzeba uważać — potworzyła zaraz po nim, po-wo-li wciskając się pomiędzy jego uda.
Oj, mnie to już chyba siekło — Paris znowu zachichotała i machnęła ręką, przekonana, że obok niej siedział Milano, wcale nie pierdoląc się w tańcu i umieszczając ją od razu na kroczu Noriegi. Dokładnie w miejscu, do którego doszła również Pilar stopą. Tylko zamiast zetknąć się ze znajomą fakturą pod spodniami, natrafiła na kobiecą dłoń.
Co jest, kurwa?! — warknęła na głos, nawet się nie kryjąc z oburzeniem. Nie widział jej teraz, ale z pewnością mógł czuć ten latynoski wkurw, który ją ogarnął. Aż wyprostowała się na krześle, prawie się z niego zrywając.
Co? — powtórzył Milano, który chyba jako jedyny z towarzystwa został aktualnie pominięty w zabawie.

:stickfoch:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”