Wcale nie uważał, że źle sobie radzi w życiu. Nie miał tego na myśli i postanowił wyjaśnić jej to, bo nie chciał, by źle go zrozumiała.
-
Radzisz sobie świetnie – przyznał. –
Człowiek jest istotą społeczną, nawet jeśli nie dopuszcza do siebie zbyt wielu osób, dobrze jest mieć w kimś oparcie i zdrowe podejście do związku. No wiesz, partnerstwo i opiekę. I zaufanie, a nie jakąś niezdrową fascynację drugą osobą. Dzielenie się wszystkim, ale też pozostawienie wolnej przestrzeni dla tej osoby. I rozmowy, to przede wszystkim – on też nie byłby zachwycony, gdyby ktoś mu kazał robić coś wbrew temu, w co wierzył. Powiedzmy wprost – Cem nie angażował się w coś, co mu nie pasowało od początku. Może dlatego uważano go za człowieka wybrednego, jeśli chodzi o role, ale miał swoje zasady. Był osobą, która mogła dla filmu czy serialu zmienić nieco wizerunek, ale nie mógłby udawać związku z kimś na pokaz, jak nieraz łączono pary ekranowe w życiu prywatnym. Nie miał problemów z zagraniem miłosnych uniesień, ale gdyby był w związku, na pewno coś by dodał do swojego kontraktu. Nie był z tych, którzy korzystali z sytuacji.
-
Ja gram tak, jak uznaję za odpowiednie. Kiedy kładę się spać, jestem Cemilem i wstaję rano właśnie jako on. Na planie bywa inaczej, kiedy człowiek staje się swoją postacią, przez to co robi, jak wygląda. Łatwo jest zatracić w tym wszystkim swoje prawdziwe ja, ale staram się nie przesadzać. Popatrz na moje życie uczuciowe, moi bohaterowie są mistrzami flirtu lub mają swoje rodziny, a ja? Nie potrafię sobie poradzić –
z jedną osobą, która w dodatku mnie teraz słucha.
Czuł się beznadziejnie, bo wiedział, że jest kiepski w takich słownych potyczkach, ale jego największym atutem było coś, co powinno być najważniejsze – on kochał i chciał być kochany.
Spojrzał na Eden z tak głębokim uczuciem i niezwykłym ciepłem, że mogłaby to chyba poczuć, gdyby tylko chciała.
-
Eden, proszę cię – powiedział. –
Nie łap mnie za słowa. Chcę powiedzieć jedno – to, że czasami coś nie udaje się kilka razy, z różnych powodów i nie zawsze ma się na to wpływ, ale warto czekać, bo można się mile zaskoczyć – wyjaśnił, co miał na myśli.
-
Uwierz mi, że ja dobrze wiem, co oznacza przejechać się na ludziach, a mimo to daję im szansę. Wiesz dlaczego? Bo jestem z tych cholernych osobników, którzy muszą czekać i marzyć, bo tak naprawdę ich życie to jedno wielkie nieporozumienie. Co mam ci powiedzieć? To, że pewnych rzeczy nie da się rozwiązać łatwo, bo same w sobie są skomplikowane? Albo to, że czasem jest zbyt późno na coś, bo ktoś jest w tym wszystkim nieosiągalny i po prostu wie, że się spóźnił i nie umie się z tym pogodzić? I nawet jeśli chce, gdzieś w głowie pojawia się myśl, że nie ma prawa marzyć o czymś, co stało się rzeczywistością kogoś innego? – och, bolało go to bardzo. Był rozdarty, bo wiedział, że to co zrobi, zburzy wszystko i zmieni porządek rzeczy. Ale musiał, właśnie dla niej, dla siebie i tej nadziei, którą czasem odczuwał.
-
Wiem, że tu będziesz – pewnie zrobiłaby mu na złość i zwiała, ale ona nie była taka. –
Skąd? Bo ci na mnie zależy – byli przecież przyjaciółmi, prawda? Może chcący czegoś więcej, ale byli nimi. Pupil Cema gdzieś pobiegł, ale kiedy mężczyzna go zawołał, pies wrócił, machając ogonem jak oszalały. Ayers pogłaskał go i otulił ramionami. Stęsknił się za nim i brakowało mu go w Kanadzie. Jeśli zrezygnuje z częstszych wizyt w Turcji, kiedyś zabierze go ze sobą. Zasługiwali na swoje towarzystwo. Potem się podniósł, a zwierzak jak oszalały biegał raz ku niemu, raz ku Eden.
-
Wiem – powiedział z rozbrajającą szczerością. -
Sen de. Ama yine de seni seviyorum* – uśmiechnął się, wiedząc, że i tak tego zapewne nie zrozumie.
Jej gest bardzo go zaskoczył, ale odwzajemnił go. Objął ją i nawet nie było to delikatne i nieśmiałe posunięcie. Eden mogła poczuć, że jego ruch był zdecydowany i trzymał swoją rękę w sposób, w jaki mógłby trzymać ją jej chłopak, którym przecież nie był. A jednak chciał pokazać innym, że ta piękna dziewczyna jest z nim i nie pozwoli na to, by ktoś ją zaczepiał i odniósł wrażenie, że jest sama i bezbronna.
-
Wiesz co… - zaczął. –
Zjadłbym coś dobrego, może pilav, ale koniecznie z budki od kogoś, kto sprzedaje go na ulicach. To będzie mój obowiązkowy przystanek, mówię z góry. Najlepszy jest właśnie ten. Zjesz i zrozumiesz, co mam na myśli – aż się rozmarzył na samą myśl.
-
Jestem strasznym żarłokiem, ale to przez moją sylwetkę. Potrzebuję porządnego posiłku – wyjaśnił.
Przez żołądek do serca? W jego wypadku na pewno to też miałoby swoją wartość.
-
I wskoczyłbym teraz chętnie do morza – powiedział poważnym tonem, ale mieli kawałek drogi do przejścia nad wodę, gdyby oczywiście mieli ochotę tam się udać.
*Ty też i mimo to ja Ciebie kocham
eden de poesy