ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

059.
Some meetings happen in broad daylight.
The unforgettable ones happen after midnight.
trigger warning
przekleństwa
Było już grubo po północy, godzina kiedy imprezy już toczą się w najlepsze, ale do końca jeszcze te kilka godzin zanim trzeba będzie cztery litery spakować do taksówki i wrócić do rzeczywistości. Godzina, kiedy wszyscy już mają w czubie, ale jeszcze trzymają się na nogach. A wóda leje się strumieniami. Na wierzch już wychodzą pierwsze dramy, niektóre laski odpulają nachalnych podrywaczy, inne lądują przed nimi w kiblu na kolanach. Godzina duchów... I rozróby.
A Madox tym razem nie balował na żadnej imprezie, bo po głowie chodziła mu ta druga opcja. Nie, że ta z laskami na kolanach, chociaż tamta brzmiała dobrze, ale dzisiaj stawiał na swoją ulubioną zabawę - rozróbę. Bo komuś się należało, nagrabił sobie, więc Noriega w kominiarce, z pałką teleskopową robił właśnie rozpierdol w klubie swojego rywala. Taka tam sprzeczka. Ostatnio gość robił mu jazdy w Emptiness, więc on w ramach zadośćuczynienia też postanowił coś odwalić. Przeszedł się po parkiecie, a potem do baru i zanim ochrona zaczęła go ścigać, to wyjebał w powietrze kilka kufli i butelek, szkła się posypały, barmanka krzyknęła, a on zamierzał spierdolić.
Tyle, szybka akcja, mała zemsta za rozróbę u niego w lokalu.
Puścił się biegiem przez parkiet, szkoda tylko, że zaraz na ogonie siadło mu dwóch ochroniarzy.
Po drodze jeszcze zrzucił z siebie bluzę z kapturem, wyjebał gdzieś pałkę i tak w samej koszulce, ale wciąż tej kominiarze, wypadł jakimś bocznym wejściem przed klub. Listopad sprawiał, że zaraz owiał go zimny wiatr, ale nie był tu sam. Bo tuż przed nim stała jakaś dziewczyna, też chyba marzła, bo była w samej sukience, ale dzielnie paliła papierosa, trzymając już praktycznie sam ustnik w skostniałych palcach. Madox obejrzał się na nią i sięgnął wytatuowaną reką do kominiarki, którą miał na głowie.
- Spokojnie, nie jestem bandytą - zaczął, ale kurwa... wyglądał jakby był. Ubrany na czarno, z kominiarą i tymi swoimi dziarami. Jakiś bandzior jak nic.
Zrobił krok w kierunku dziewczyny, i szarpnął kominiarkę, no dobrze... Może z gęby już nie wyglądał wcale jak chodzący kryminał. A do tego uśmiechnął się do niej ładnie jednym z tych swoich firmowych uśmiechów.
Tylko, że zaraz wypadło za nim dwóch ochroniarzy, a Madox niewiele myśląc, wyrwał się do dziewczyny i przyparł ją do ściany, podpierając się o mur jedną ręką tuż nad jej ramieniem.
- Cii… Nie wydaj mnie - wyszeptał zaglądając jej w oczy, chociaż liczył się z tym, że może mu zaraz sprzedać liścia i tyle z tego będzie. Ale Madoxowi ryzyko nie było obce. Bez ryzyka nie ma zabawy, tak? Ochroniarze rozejrzeli się na boki, a zaraz jeden ruszył w ich kierunku. Noriega przysunął się bliżej dziewczyny. Liczył na to, że goryle stwierdzą, że przyszli się tu trochę poobmacywać i dadzą im spokój.
Tylko, że teraz to już wszystko zależało od jej widzimisię. Czy zagra z nim w tym przedstawieniu, czy jednak się wyłamie?

Clementine Thallman
Ostatnio zmieniony czw sie 20, 2026 11:21 am przez Madox A. Noriega, łącznie zmieniany 1 raz.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dziewczyny w jej wieku nie powinny wychodzić o takiej porze i zapuszczać się w miejsca tego typu. Głośna muzyka zachęcała wielu do poruszania zmysłowo biodrami, a przed klubem można było spotkać wielu nastolatków, którzy mimo młodej godziny, zataczali się i śmiali do rozpuku. Ona nie należała do tego świata. Nie interesowały ją imprezy i odsuwanie się od siebie natrętnych gości, więc gdy tylko miała okazję, uciekła ze środka, tłumacząc brak swojej obecności paczką papierosów. Z ciekawości nawet zapaliła jeden rulonik, w którym była zawinięta śmiercionośna nikotyna. Zaciągnęła się i zaczęła kasłać, a łzy od razu pojawiły się w jej oczach. Przez chwilę wpatrywała się w rozżarzoną końcówkę, po czym przeniosła wzrok na zaułek tuż obok klubu.
Neony. I mrok za nimi, który budził niepokój duszy. Wyciągnęła telefon z dekoltu sukienki, bo to było jedyne bezpieczne miejsce, w którym mogła mieć go blisko siebie bez obaw, że ktoś go ukradnie. I ustawiła aparat na odpowiednie parametry, żeby uchwycić tę chwilę. Tą ciemność, która kryła się za ostrym światłem i dobrą zabawą. Idealny kontrast dwóch światów.
Potarła ramię dłonią, gdy po raz kolejny zadrżała. Listopad nie rozpieszczał ich pogodą. A krótka sukienka, o ile była idealnym wyborem na parkiecie, to tutaj... Odwróciła się nagle, gdy usłyszała podniesione głosy i czyjeś szybkie kroki, które zmierzały w jej kierunku. W jej oczach malował się czysty strach, gdy wpatrywała się w wytatuowanego mężczyznę, który miał na twarzy kominiarkę. A serce zdecydowanie zbyt mocno zabiło w klatce piersiowej na ten widok.
Papieros wypadł z jej drżących palców, gdy ściągnął materiał, który jeszcze przed chwilą zakrywał jego twarz. Był przystojny. Dokładnie taki, jak opisywały autorki w książkach posuwistno-zwrotnych tych bad boyów, którzy dla ukochanej byli zdolni spalić cały świat. Zamurowało ją. A ten uśmiech skradł na pewno nie jednej kobiecie serce. Sama była pod urokiem nieznajomego.
Pisk wyrwał się z jej ust, gdy nagle mężczyzna wciągnął ją do tego zaułka i przyparł do ściany. Zgwałci ją? Okradnie? Wszystkie najczarniejsze scenariusze przeszły jej przez myśl, ale tego... Tego się nie spodziewała. Gorączkowo rozglądała się na boki. Dwóch ochroniarzy, którzy w jednym bicepsie mieli więcej mięśni niż niejeden kulturysta. I on...
A co jeśli wezmą ją za wspólniczkę?
Adrenalina krążąca w jej żyłach nie nakłaniała do logicznych rozwiązań. Powinna dać mu w pysk. Z otwartej ręki, tak jak uczyli ją bracia, ale zamiast tego, zacisnęła dłoń na przodzie jego koszulki.
- Podnieś mnie... - wyszeptała, rejestrując coraz bliższe kroki ochrony. Przyciągnęła mocniej do siebie swojego zbira i wpiła się w jego usta, rozpoczynając tym samym ich małe przedstawienie. Później przyjdzie czas na krzyki i pretensje. Najpierw musieli uratować się przed gniewem tych dwojga. Cokolwiek się stało.
Na swój sposób było to romantyczne.
Na swój sposób niepokojące.

Madox A. Noriega
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i przemoc, ups
Może Madox nawet był jednym z tych bad bojów, którzy dla ukochanej gotowi byli spalić cały świat? Tylko wtedy akurat żadnej ukochanej nie nosił w sercu. Nosił za to kominiarkę, pod którą skrywał całkiem przystojną twarz, jak się zaraz okazało.
Schował kominiarkę do tylnej kieszeni jeansów, a ciemne spojrzenie przesunęło się po twarzy młodziutkiej blondynki. Była w ogóle legalna? Nie powinno go to obchodzić, bo przecież zamierzał tylko ją uspokoić, tym jednym stwierdzeniem, że nie był bandytą i stąd spadać. Ruszyć zaraz ciemną uliczką ku oświetlonej drodze przed klubem...
Ale nie zdążył, bo za nim wypadło dwóch rosłych goryli. Mógł się z nimi bić, ale pewnie obiliby mu tą śliczną gębę. Dlatego w akcie desperacji, zrobił coś, co wpadło mu do głowy naprędce, doskoczył do niej, pochylając głowę nad jej szyją. Chowając policzek gdzieś w jasnych puklach, prosząc, żeby go nie sprzedała. Nie wiedział jeszcze czy może jej zaufać.
Ale czuł na szyi jak oddech jej przyspieszył, a te jej wielkie oczy wpatrywały się w te jego, coraz ciemniejsze. A kiedy zacisnęła palce na jego koszulce i szarpnęła go do siebie, to jeden kącik jego ust uniósł się ku górze.
Zamierzała w to wejść.
Podnieś mnie...
Nie musiała mu dwa razy powtarzać, a wytatuowane palce zacisnęły się na jej udach, a Madox podniósł ją do góry, jakby nic nie ważyła. Była leciutka w porównaniu do zwyroli z którymi czasem się przerzucali na macie, i znowu wylądowali na ścianie. Noriega nie chciał posuwać się dalej...
Bo może był bandytą w kominiarce, ale jednak nigdy nie musiał do niczego lasek zmuszać. I dzisiaj też tak było, bo to blondynka wykonała kolejny krok i wpiła się jego usta, a on odwzajemnił ten pocałunek, agresywnie, jakby jutra miało nie być. Jak zakochana parka, która w ciemnej uliczce szukała miejsca, gdzie mogła dać upust emocjom, które w nich buzowały. Jeden z ochroniarzy już stał za plecami Noriegi…
Machnął na to ręką. Odwrócił się i...
Kurwa.
Kiedy Madox mocniej naparł na blondynkę, to z kieszeni spodni wysunęła mu się kominiarka, która spadła tuż przed nogi goryla.
- To ty! - warknął i szarpnął go w tył. A Noriega zdążył tylko postawić dziewczynę na ziemi, zajrzeć w jej duże, całkiem ładne oczy, a zaraz... odwinął się i walnął ochroniarza w ryj. Prawy prosty siadł mu dobrze, prosto w nos, aż z nosa faceta buchnęła krew. Złamał mu go? Może. Facet złapał się za nochal i cofnął.
- O ty chu... - zaczął ten drugi i rzucił się w ich kierunku. A Madox niewiele myśląc zacisnął wytatuowane palce na nadgarstku dziewczyny i szarpnął ją w drugą stronę. Ciemnym zaułkiem prosto przed siebie. Może by uciekli, ale natrafili na metalowe ogrodzenie.
- Dawaj, górą - Madox zachęcił dziewczynę i już się schylił, żeby zrobić jej stopień i ją podsadzić, ale wtedy drugi z goryli znowu złapał go za koszulkę, porwał mu ją, a Noriega nie zdążył się odwrócić, poleciał do tyłu na bruk.
- Ty mała... - zaczął kafar robiąc krok w kierunku blondynki i strzelając kostkami u rąk, ale Madox wybił się z ziemi i poderwał do góry.
- Ej! Zostaw ją! - zaczepił ochroniarza i tym razem on szarpał go za ramię do tyłu, uchylił się przed ciosem, który leciał mu prosto na łeb, ale za to dostał kolanem w wątrobę, aż go zgięło w pół.

mała blondyneczka
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To musiał być sen. Naiwnie wierzyła, że zaraz obudzi się w swoim łóżku i przyłoży dłonie do zarumienionych policzków, a cała ta sytuacja jedynie okaże się wytworem jej wyobraźni. Może właśnie dlatego weszła w cały ten plan, niewinnie wierząc, że jak w jakimś tanim filmie romantycznym, tamci ochroniarze odpuszczą. Spojrzą w ich kierunku i uznają, że para z klubu znalazła sobie ustronne miejsce. Brzmiało łatwo i nawet zbyt pięknie, jak na realia tej sytuacji.
Zamrugała zaskoczona tym, z jaką łatwością zsunął swoje dłonie na jej uda i ją podniósł. Tak jakby nic nie ważyła. I o Boziu, tacy mężczyźni powinni robić za trenerów budujących pewność siebie u kobiet. Wywrócił na moment cały jej światopogląd. Zapomniała o kompleksach i nawet nie truła mu kobiecą gadką o tym, żeby jednak ją puścił, bo jest za ciężka. Że przytyła i znowu musi przejść na dietę. Nie było czasu na myślenie. Liczyło się tylko działanie.
Czuła na plecach chropowatą strukturę cegły, czuła jego miękkie wargi na swoich ustach, gdy wciąż odgrywali swoją scenę, całując się bez opamiętania. Pragnęła zbadać opuszkiem palca każdy jego ciemny tatuaż, który idealnie kontrastował z jego odcieniem skóry. Uwiecznić tę chwilę na zdjęciu, bo taki mężczyzna jak on, idealnie pasował do jej artystycznej wizji.
Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust, gdy naparł na nią mocniej swoim ciałem, a potem chłód osiadł na jej skórze, przyprawiając o nieprzyjemne dreszcze. Zachwiała się, próbując złapać równowagę po tym pocałunku, gdy poczuła pod stopami twardą powierzchnię. W odruchu uniosła dłoń do ust, wydając cichy okrzyk, gdy pięść nieznajomego trafiła w twarz tego drugiego, a ciszę przerwał charakterystyczny trzask łamanej kości. Czyli jednak to nie był sen, a brutalna rzeczywistość. I gdyby nie reakcja mężczyzny, który ją w to wszystko uwikłał, to stałaby tam jak kołek.
Ciężko było biec w wysokich obcasach po nierównym terenie. Spowalniała go. On jednak jej nie zostawił na pastwę tamtych zbirów. Starała się z całych sił przyspieszyć, adrenalina w tym pomagała, ale gdy zobaczyła przed sobą wysokie metalowe ogrodzenie, kolana się pod nią ugięły. Nie mieli jednak czasu na jej mazgajstwo, więc już złapała dłonią za jakiś pręt, żeby odbić się od jego dłoni, ale tamci ich dogonili.
Ty mała...
Zrobiła krok do tyłu. Zawsze myślała, że w kryzysowej sytuacji jakoś sobie poradzi. Ile to się naczytała o psychopatach. Z iloma to nie pisała, odkrywając ich najbrudniejsze sekrety, które przyprawiały człowieka o mdłości. Fascynował ją ten świat, ale gdy teraz znalazła się w środku takiej akcji, była bezużyteczna. Z jej oczu płynęły łzy, gdy dwójka mężczyzn walczyła ze sobą. Nie umiała jednak pomóc nieznajomemu... Nie miała tyle siły, ani nie znała się na sztukach walki, żeby jak jakaś bohaterka gry przerzucić rosłego mężczyznę przez ramię. Wycofywała się jak jakiś tchórz... Niemal potykając się o kawałek cegły, który leżał na podłodze. Zerknęła na przedmiot na ziemi i odruchowo sięgnęła po niego. Bała się, ale gdy mężczyzna zgiął się w pół od uderzenia, kierując się impulsem, zrobiła te kilka kroków przed siebie. Uderzyła z całej siły cegłą w głowę opryszka, a pomarańczowe okruchy rozprysły się na boki, gdy fragment cegły pozostał w jej dłoni. Co jak co, ale przed chwilą całowała się z tamtym... I pomimo, że ją wplótł w swoje kłopoty, to nie mogła go zostawić. On jej nie zostawił. Tak zrobiłaby bohaterka z książki...
Tyle, że cała odwaga i ten tok myślenia przepadł, gdy zbir odwrócił się w jej kierunku, a drugi dopadł ją i złapał w ramiona. Szarpała się z całych sił, ale na nic się to zdało. Jedynie mogła obserwować, jak tamten znowu odwracał się w kierunku jej zamaskowanego mężczyzny. Kupiła mu kilka sekund. Tyle tylko zdołała zrobić. A później była już tylko ciemność, gdy ten drugi uderzył ją w głowę, zapewne mając dość jej szamotaniny.
Zapakował ją do samochodu.
Kiedy się obudziła, bolała ją głowa. Była przywiązana do drewnianego krzesła, a obcy ludzie wypytywali ją o nieznajomego.

Zorro
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może ten ich fortel by im się nawet udał, gdyby Madox był trochę bardziej ostrożny, mniej narwany, gdyby w przypływie emocji, krążącej w żyłach adrenaliny i przyjemnego smaku jej miękkich ust, nie wyrwał się do niej do przodu. I nie wypadła mu ta kominiarka...
Może. Ale teraz nie było już czasu na gdybanie, trzeba było działać, a Noriega w tym też był akurat dobry, akcja - reakcja, i tym razem kiedy jeden z goryli szarpnął go do tyłu, to on od razu mu się odwinął. Ładnie trafił, prosto w nos, więc mieli chwilę na kolejną reakcję, tym razem ucieczkę, chociaż przecież Madox widział jak źle biegło jej się po bruku w obcasach. A przez głowę nawet mu przeszło, żeby ją zostawić... No tak bo Madox to jednak miał paskudny ten swój charakterek.
Potem przez myśl mu przeszło, żeby złapać ją na ręce, ale finalnie i tak dopadli do wysokiego metalowego ogrodzenia, które pewnie sam bez problemu by przeskoczył, jak jakiś dziki kot, jaguar na przykład.
Już miał pomóc dziewczynie, już się schylił, żeby ją podsadzić, ale nie udało się, bo drugi z facetów szarpnął go do tyłu.
I to by było na tyle z ich wielkiej ucieczki.
Zaczęło się prawilne dawanie sobie po mordach i w ferworze walki, gdzieś pomiędzy pięścią, którą Madox wymierzył facetowi w brzuch, a potem sam dostał w skroń, nawet nie zauważył, że złapali jego dziewczynę. Przez chwilę nawet myślał, że to będzie koniec, kiedy jeden z ochroniarzy dostał od niej cegłą, bo on zajął się drugim i to mógł być piękny finał, tylko z budynku wypadło dwóch kolejnych, którzy do tego pochwycili ją i wpakowali do samochodu.
No nie tak to miało wyglądać, zdecydowanie. Pojawiła się też pałka teleskopowa, którą Noriega demolował bar i tym razem on dostał nią kilka razy, a potem jeszcze kilka kopniaków.

Dziesięć minut później Madox wpadł do klubu Daniela z powrotem. Ale już nie był sam, już na głowie nie miał kominiarki, a zamiast kija palce zaciskał na ukrytej pod kurtką spluwie. Za nim stał Maczeta i trzech innych latynoskich ochroniarzy. Kilku stał jeszcze przed lokalem. Podszedł do baru i opierając się o ladę zwrócił się do jednej z barmanek. Od razu spojrzała na jego wytatuowaną rękę, która zacisnęła się na broni.
- Gdzie jest dziewczyna? - no tak, teraz nie mógł jej zostawić.
- Jaka dziewczyna? - zapytała barmanka.
- Nie wkurwiaj mnie, i prowadź do szefa! - warknął Noriega.

W piwnicy klubu, gdzie finalnie wylądowała blondynka, przywiązana do krzesła, z czarnym workiem na głowie, w powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Nie była to tak ładnie przygotowana podziemna strefa jak u Noriegi w klubie. Raczej zwykła, obskurna melina.
Jeden z mężczyzn szarpnął worek, który dziewczyna miała na głowie, pochylił się w jej kierunku, a palce zacisnął mocno na jej żuchwie, sięgnął nimi do policzków szarpiąc ją w swoim kierunku, żeby na niego spojrzała.
- I co laleczko? Klub za klub... To teraz twoja kolej. Tylko co my z tobą zrobimy... - rzucił ciągnąc ją do siebie bliżej, tak, że liny wbiły się w jej skórę. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po sylwetce dziewczyny, a język przesunął się po spierzchniętych wargach.
Zaraz ciężka, szorstka łapa opadła na jej udo sunąc po nim wyżej, podwijając materiał jej sukienki coraz wyżej, znajdując sobie miejsce między jej nogami, a gdy je zacisnęła, to facet użył więcej siły - nie szarp się, bo rozwalę ci łeb - wycedził przez zęby.
Ale wtedy do pomieszczenia wpadł Madox, ze spluwą opartą na przedramieniu, a z nim jego ochroniarze.
- Zostaw ją Daniel, to sprawa między nami - rzucił od razu, celując facetowi prosto w łeb. Mężczyzna odwrócił się powoli w kierunku Noriegi.
- Sam ją w to wciągnąłeś Madox, a teraz między nami... Nie trzeba było zabierać do klubu swojej dziwki - warknął, prostując się. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami. Daniel też miał kilku swoich ochroniarzy. Zaraz mogła się tu rozpętać krwawa jatka.
- Chodziło mi tylko o klub, a to, że przypierdalasz się do mojej dupy, to już lekka przesada... Daniel - rzucił Madox. Daniel spojrzał na niego krzywo, a potem odwrócił się do blondynki.
- Więc to twoja dupa? Z takimi smarkulami się teraz prowadzasz? - wywrócił oczami kręcąc głową.
- Nie twój interes, puść ją - powtórzył Noriega. A Daniel podszedł do blondynki i stanął za nią, zacisnął palce na jej blond puklach odciągając jej głowę w tył.
- Bo co? - zapytał bezczelnie.
- Bo rozwalę ci łeb - prosta odpowiedź, Madox nawet poprawił w dłoni pistolet, szkoda tylko, że Daniel też już w dłoni trzymał swój i przyłożył lufę blondynce do skroni.
- No chyba, że ja zrobię to pierwszy...

dama w opałach
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”