26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

024.
bruise /bruːz/
noun
an injury or mark where the skin has not been broken but is darker in colour, often as a result of being hit by something
"she crashed into a table and bruised her shin"
Po ostatnim wyścigu zostało już tylko wspomnienie, a Kira zdążyła się nawet przygotować do kolejnego. Na razie miała jednak do odbębnienia bardziej przyziemne obowiązki. No dobra, bardzo rzetelnie podchodziła do swojej pracy i nie robiła niczego na odpierdol. Pisanie artykułów bywało żmudne, a kiedy wchodziła do redakcji, była przekonana, że w południe przeprowadzi wywiad z Walterem Boycem - legendarnym kanadyjskim kierowcą rajdowym, który odnosił sukcesy jeszcze w latach siedemdziesiątych. Niestety facet był już w sędziwym wieku i trochę się pochorował, więc rozmowę trzeba było przełożyć na inny termin. Na kiedy? Cholera wie. Możliwe, że do tego czasu zdąży się przekręcić. Finch oczywiście nie życzyła mu źle, ale różnie to w życiu bywało.
Przez ostatnie dni, nie licząc pracy, rzadko rozmawiała z Daisy. Coś czuła, że menadżerka trochę się na nią obraziła za odmowę podszkolenia jej w jeździe, która miałaby przygotować ją do wyścigów. Od tamtej pory Kira ani trochę nie zmieniła zdania. Nadal uważała, że to idiotyczny pomysł. Whitmore chciała potraktować to jak kolejną rozrywkę, ale nie wszystko nadawało się do zabawy. Co innego rozpędzać się po prostej, otwartej przestrzeni, a co innego lawirować samochodem po wąskich uliczkach, między budynkami i innymi uczestnikami wyścigu, gdzie jeden zły ruch mógł skończyć się naprawdę źle. Zwyczajnie nie mogła się na to zgodzić. Menadżerka mogła się na nią gniewać, strzelać fochy i przez pół dnia odpowiadać jej monosylabami, ale Finch pozostawała nieugięta. W tej kwestii nie zamierzała ustępować. Nawet jeśli oznaczało to kolejne dni niezręcznej ciszy.
To było nieuniknione, że w końcu gdzieś na siebie wpadną. Tym razem znów trafiło na redakcyjną kuchnię, gdzie odbywała się większość przypadkowych spotkań. Kira dokładnie sprawdziła, czy w ekspresie niczego nie trzeba uzupełnić i podstawiła swój kubek. Urządzenie wydało z siebie kilka bliżej niezidentyfikowanych dźwięków, jakby samo nie było pewne, czy zamierza jeszcze dzisiaj współpracować, ale ostatecznie łaskawie zaczęło wypluwać z siebie ciemną ciecz.
Słysząc skrzypnięcie drzwi, zerknęła przez ramię i dostrzegła znajomą sylwetkę.
Chcesz też? — zapytała zwyczajnym tonem. Po cichu liczyła na to, że Whitmore już przeszło i nie chowała do niej urazy. Ich ostatnia rozmowa zakończyła się trochę niezręcznie, a później wymieniły może kilka zdawkowych wiadomości. Nie chciała, żeby przez jedną odmowę zaczęły się teraz między nimi jakieś kwasy. Kira wciąż uważała, że miała rację, ale nie oznaczało to przecież, że musiały się przez to omijać szerokim łukiem.
Wiedziała też, że w ostatnim tygodniu Daisy miała dość napięty grafik, bo Toronto Sun przeprowadzało jakieś specjalne szkolenie dla menadżerów. Może właśnie dlatego Whitmore miała czas, żeby pójść po rozum do głowy. Albo po prostu była zbyt zajęta, żeby się tym przejmować. Kira wolała wierzyć w tę pierwszą wersję.

Daisy 𖡼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
008


To było ciężkie kilka dni.
Klub Rowana przegrał w półfinale o mistrzostwo Kanady, a w dodatku mecz o brąz również nie poszedł po jej myśli. Po tak ważnych meczach, Whitmore nie spodziewała się niczego innego, jak czarnych chmur, które zawisły nad ich mieszkaniem i wcale nie odpuszczały.
Dużo się kłócili.
Głównie o pierdoły. Kompletnie nieistotne rzeczy, które normalnie, przy dobrym humorze jej męża nawet nie były tematem dyskusji, a co dopiero kłótni z podniesionymi głosami. Trochę na zasadzie bo zupa była za słona. Na ich niekorzyść działało również to, że Whitmore w ostatnim czasie nauczyła się nieco bardziej czym była stanowczość i jak bardziej ją egzekwować. Nie chowała więc głowy w piasek i nie przytakiwała Rowanowi na każdym kroku, tylko prezentowała mu również swoje racje.
Może i było to zgubne, może nie powinna tego robić i po prostu jak wcześniej zachowywać się, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Może. Ale tego nie zrobiła, przez co idąc przed korytarz Toronto Sun, chowała pod długim rękawkiem swetra kilka… siniaków. Pamiątek po ich kolejnemu dochodzeniu się poprzedniego wieczoru. Było ich więcej niż tylko na nadgarstkach, ale te były najbardziej widoczne i nie dało się ich łatwo zakryć podkładem, jak te drobne przy szyi.
Kilka osób patrzyła na nią dziwnie. W końcu na zewnątrz było dobre dwadzieścia siedem stopni. Zdecydowanie nie była to pogoda na długie rękawki, a tym bardziej swetry, jednak przecież mogła być zmarzluchem, prawda? (Jak Ania, na przykład)
Minęła dział kreatywny, wymieniając wcześniej odpowiednią dokumentację z Clarą, redaktorką główną, a następnie skierowała się prosto do kuchni, żeby zrobić kawę i ukraść kilka batoników z półki koło lodówki. Przystanęła jednak na moment w przejściu widząc aż za dobrze znajomy tyłek, który wyprężał się na blacie tuż obok ekspresu do kawy. Z Kirą nie rozmawiała dłużej niż kilka sekund po tej całej akcji z wyścigami. Chociaż przysłowiowy ból dupy już dawno jej przeszedł, tak między nimi wciąż wysiał jakiś bliżej nieokreślony zgrzyt, którego nie dało się ignorować
Cześć — starała się zabrzmieć naturalnie, chociaż tak naprawdę wyszło jej to dość koślawe. Swoje spojrzenie następnie przeniosła na maszynę. — Chętnie — wzruszyła ramionami, wchodząc finalnie do kuchni. Skoro Finch sama proponowała jej kawę — niezależnie czy z sympatii czy może grzeczności — Whitmore nie miała zamiaru odmawiać, szczególnie, że dalej czasami miewała problemy z obsługą ekspresu.
Ty stawiasz kawę, a ja… — nachyliła się do szafki z batonami i wyciągnęła dwa ostatnie o smaku czekolady. Było tam też sporo waniliowych i marcepanowych, ale każdy szanujący się człowiek wiedział, że to czekolada była tu najlepszym, możliwym wyborem. — Deser — posłała blondynce szczery uśmiech, a potem trochę na zgodę wyciągnęła baton w jej kierunku. Nawet nie zauważyła, że przy tej delikatnej czynności jej sweter podwinął się nieco bardziej niż powinien.

kira .⋆❀°
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mimo uruchomionej klimatyzacji, która chłodziła budynek i którą co jakiś czas była przykręcana, co jakiś czas przykręcała Roberta Moretti (ale to był już problem działu wideo), w redakcji było na tyle przyjemnie, że nikt o zdrowych zmysłach nie siedział w długim rękawie. Dlatego Kira, widząc tak ubraną Daisy uniosła wysoko brwi, ale tego nie skomentowała. Jeszcze. Może była przeziębiona albo po prostu nie czuła się najlepiej.
Czuła podskórnie, że między nimi dalej coś jest nie tak, ale chyba nie było lepszego sposobu na rozwiązanie sytuacji, jak po prostu przeczekać, zanim któraś z nich powiedziałaby coś, czego później mogłyby żałować. Kira bywała porywcza. Zdarzało jej się coś palnąć, zamiast najpierw pomyśleć. Nie zdarzało się to notorycznie, ale w złości człowiek gadał różne rzeczy, których normalnie wcale nie myślał. Nie miała pojęcia, do jakich wniosków doszła Whitmore, ale ona zdania w związku z szkoleniem do wyścigów nie zmieniła. Mogła pójść z nią na gokarty albo pokazać, jak szybko można rozpędzić samochód na całkiem pusty terenie, ale nic poza tym. Miała tylko nadzieję, że menadżerka nie zdurniała do reszty i nie będzie chciała zrobić niczego za jej plecami.
Uczciwy układ — stwierdziła, kiedy Daisy zaproponowała i wyciągnęła z szafki dwa czekoladowe batoniki. Te waniliowe też były niezłe, ale dla tych, którzy wymyślili marcepanowe, znajdowało się specjalne miejsce w piekle. Odwzajemniła uśmiech i sięgnęła po słodkość, która miała być czymś w rodzaju gałązki oliwnej. Niech i tak będzie.
Już miała cofnąć rękę, ale wtedy dostrzegła coś na nadgarstkach i przedramionach pod rękawem podwiniętego swetra. Przełożyła batonik w drugą dłoń i podciągnęła materiał jeszcze bardziej. Zmarszczyła brwi i przyjrzała się uważnie fioletowy śladom.
A to co? — zapytała, bo siniaki nie wyglądały tak, jakby Daisy o coś uderzyła. W niektórych miejscach wyraźnie widoczne były odciśnięte palce. — Co to jest? — powtórzyła podnosząc na nią wzrok i próbując wychwycić jej spojrzenie. Coś jej tutaj nie pasowało.
Istniała oczywiście ewentualność, że Whitmore lubi zaszaleć sobie z mężem w łóżku. Niektórzy lubią takie ekscesy. Wiązania i inne chore gówna, których Finch kompletnie nie rozumiała, ale przecież nie robiła nikomu za materac. Ludzie mieli różne zdrowe lub o wiele mniej zdrowe preferencje, prawda? Różne świry łaziły po świecie. Ale menadżerka nie wyglądała na taką, która lubi takie rzeczy. A może to były tylko pozory? Może w sypialni wyłaziło z niej dzikie zwierzę, które Rowan musiał jakoś okiełznać? Nie. Niemożliwe.
Daisy? — przechyliła głowę nieznacznie w bok, obserwując jej reakcję. Nie chciała niczego przeoczyć. Nie była pewna, że zdoła wychwycić, kiedy zacznie ściemniać albo szukać wymówek, bo nie znała jej zbyt dobrze, dlatego musiała się skupić. — Co się stało? — nie dawała za wygraną. Ale nie mogła po prostu odpuścić i machnąć na to ręką, udając, że niczego nie zauważyła. Potem dochodzi do jakichś tragedii, bo nikt w porę nie zareagował. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Finch nie zamierzała pozostać bierna.

Daisy ❁
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W dupie miała te wyścigi.
W ciągu ostatnich dni kompletnie przeszła jej ochota na realizowanie tej konkretnej pozycji z listy, a tym bardziej wykłócanie się o to z Finch. Na dobrą sprawę nigdy jakoś bardzo jej na tym nie zależało, a cała ta wielka spina między nimi raczej wychodziła chyba z samego faktu, że Finch jej odmówiła. Przynajmniej do takich wniosków doszła dopiero, gdy na spokojnie rozłożyła wszystko na czynniki pierwsze. Ugodziła gdzieś jej ego i bardzo sam fakt, że nie mogła, bo nie sprawił, że wtedy tak mocno się oburzyła, a między nimi doszło do spięcia.
Nie miała zamiaru namawiać Kiry do czegokolwiek, tym bardziej kiedy wcześniej miała jasno nakreślona granice. W ogóle mogły już nie rozmawiać o smochodach i wszystkim, co stało się kilka dni temu. Wchodząc do kuchni nawet o tym nie myślała, bo głowę miała zajętą zupełnie innymi rzeczami. Rzeczami, które miała szczerą nadzieje nikt nie zauważy.
Naprawdę się łudziła, że tak będzie.
Jakież było jej zaskoczenie, gdy spaliła się już przy pierwszym geście przed Finch.
Nawet dobrze nie podała jej batonika, a rękawki podwinęły się bezczelnie w górę uwydatniając siniaki. Chciała od razu się odsunąć, szarpnąć je w dół, ale Kira była od niej szybsza. Złapała za jej nadgarstek i podwinęła sweter ukazując również ślady na przedramieniu prawej ręki.
To? To nic — machnęła dłonią, wyrywając się jej z uścisku. Dopiero wtedy wykonała kilka taktycznych kroków w tył, aż nie natrafiła na lodówkę, z którą zderzyła się plecami. — Uderzyłam się j a s n e. Szczególnie, że siniaki przedstawiały kilka drobnych kropek i kilka większych plam. Ciekawe jak musiałaby się uderzyć, żeby odbić na skórze podobny wzór. Miała jednak nadzieje, że Finch nie będzie dopytywać.
Ta też umarła szybciej niż na dobre zdążyła się rozwinąć w głowie Whitmore, bo dziennikarka postanowiła nie odpuszczać. Jej szare oczy dosłownie w w i e r c a ł y się spojrzeniem w twarz Daisy, a ona… jakoś nagle nie potrafiła utrzymać kontaktu wzrokowego. Zawsze była kiepskim kłamcą. Nie umiała jak niektórzy patrzeć ludziom prosto w oczy i ściemniać. Tym bardziej Kiry.

Daisy?

Wzdrygnęła się na dźwięk swojego imienia. Uśmiech momentalnie zrzedł jej z twarzy, chociaż kilkakrotnie jeszcze potem starała się go ponownie wymalować na ustach. Obiecała sobie przecież, że nie będzie smutna, że to wszystko nie pozwoli jej z niszczyć tego tygodnia. A jednak przy Kirze tak bardzo nie chciała udawać. Nie umiała jej oszukać.
To serio nic takiego, Kira — zaczęła znowu, kręcąc się na lodówce, a potem grzebiąc w papierku batonika. — Po prostu się kłóciliśmy — powiedziała w końcu, ledwie słyszalnie. Nie miała zamiaru się zbytnio tłumaczyć, ale coś tam postanowiła jej dać. Finch nie była głupia, nie urodziła się wczoraj, a do tego bały dziennikarką. Potrafiła być dociekliwa i pewnie sama domyśliłaby się, skąd takie ślady na ciele kobiety. — To było przez przypadek — teraz dopiero zabrzmiała jak ofiara przemocy domowej, ale Rowan naprawdę nie chciał. Przecież przeprosił ją z rana i nie było tematu. Jak sam zaznaczył czasu i tak się nie cofnie. I one też równie dobrze mogłyby skupić się na przyszłości.
To jak z tą kawą? — zmieniła nagle temat. — Chyba już się zrobiła. Pewnie trzeba podmienić kubek… — przysunęła się do ekspresu i sięgnęła do szafki, żeby złapać dodatkowe szkło na druga kawę.

kira :zamyslon:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby Daisy miała w dupie wyścigi, to w ogóle nie poruszałaby tego tematu i między nimi nie doszłoby do żadnego spięcia. Sama niepotrzebnie wyskoczyła z tym durnym pomysłem w oczekiwaniu, że Kira na to przyklaśnie. Finch nie chciała jej w tym pomóc nie dlatego, że nie chciała, ale dlatego, że nie mogła, co wynikało wyłącznie z troski. Nie było żadnego innego powodu. Po prostu nie zamierzała sadzać jej za kółkiem i patrzeć na to, jak się gdzieś rozpierdala.
Zacisnęła usta w wąską linię, kiedy Whitmore wyszarpała się z jej uścisku. To nie było nic i obie doskonale o tym wiedziały. Czy menadżerka naprawdę uważała, że Kira da się tak po prostu spławić? Przytaknie skinieniem głowy i puści niepamięć, to co przed chwilą zobaczyła? Albo zacznie udawać, że w ogóle nic nie widziała?
Daisy — powtórzyła kolejny raz, tym razem o wiele bardziej stanowczo. Zrobiła krok w przód, kiedy menadżerka cofnęła się i przylgnęła plecami do lodówki. — Ale jak uderzyłaś? Nie rób ze mnie idiotki — poprosiła cicho. Próbowała wychwycić jej spojrzenie, ale Whitmore skutecznie unikała jej wzroku i robiła wszystko, żeby nie spojrzeć jej w oczy. W końcu Finch podeszła na tyle blisko, że nie miała wyjścia i musiała to zrobić.
To serio nic takiego, Kira.
Kira wypuściła powietrze przez nos i zagryzła dolną wargę.
Po prostu się kłóciliśmy.
Niekontrolowane parsknięcie wyrwało się spomiędzy jej ust. Zamrugała kilkakrotnie, jakby nie była pewna, czy dobrze usłyszała.
To było przez przypadek.
A jednak słuch nie płatał jej figli. Finch ściągnęła brwi i spojrzała wymownie na jej ręce, a dokładnie w miejsce, gdzie pod materiałem swetra znajdowały się siniaki. Stała jak wryta, kiedy Daisy mówiła coś o kawie i nawet nie drgnęła, gdy odsunęła się od lodówki i podeszła do ekspresu. Próbowała jakoś przetworzyć wszystko, co powiedziała menadżerka, ale nic nie miało najmniejszego sensu.
Żartujesz sobie? — zapytała, ale chyba trochę za głośno, bo jakiś przechodzący obok kuchni facet zerknęła na nie z zaciekawieniem. Kira podeszła do przeszklonych drzwi i zamknęła je, odprowadzając gościa wymownym spojrzeniem. — Żartujesz sobie? — powtórzyła przyciszonym tonem. — Jak, kurwa, przez przypadek? Jak można przez przypadek zrobić coś takiego — ruchem głowy wskazała na jej ręce. — Ty chyba sama nie wiesz, o czym mówisz — mruknęła i zaczęła krążyć po kuchni, przyciskając sobie palce do nasady nosa. — To, że się kłóciliście nie upoważnia go do tego, żeby robił ci krzywdę. Przysięgam, że go zatłukę — wysyczała przez zaciśnięte zęby. — Powinnaś to zgłosić na policję — dodała, bo to, co dla Daisy było niczym, w rzeczywistości było przemocą domową. I Finch w żaden sposób nie zamierzała tego bagatelizować.
Podeszła do niej i zabrała jej posty kubek z dłoni, która odstawiła na blat. A potem ujęła podbródek menadżerki, żeby ta na nią spojrzała.
Do ilu podobnych sytuacji musi dojść, żebyś przestała twierdzić, że to było przez przypadek? To był pierwszy raz, czy kłóciliście się tak już wcześnie? — drążyła dalej, nie cofając ręki. Whitmore powinna mieć świadomość, że Kira, zresztą jak każdy Finch, potrafiła być naprawdę uparta.

Daisy 🤕
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żałowała, że weszła do kuchni.
Boże, jak ona żałowała.
A mogła po prostu przez cały dzień siedzieć u siebie w gabinecie o suchym pysku i przynajmniej w świętym spokoju. Nie musiałaby rozmawiać z ludźmi i ryzykować, że ktoś zobaczy jej ręce, a tym bardziej nie musiałaby się tłumaczyć z tego, co to było i dlaczego miała to na skórze. Mogła. Ale tego nie zrobiła. I jeszcze natrafiła na osobę, której najbardziej chciała uniknąć.
Wiedziała, że Kira tak łatwo nie odpuści. Widziała to w jej pięknych, szarych oczach, które teraz spoglądały na Daisy z gniewem ale i troską, a w które ona jakoś nie potrafiła w pełni spojrzeć. Uciekała spojrzeniem, jakby bała się, że gdyby zajrzała jej głęboko w oczy, to by się złamała. Whitmore nie była z kamienia, miała swoje uczucia, a temat był delikatnie mówiąc… wrażliwy. Stąpała po cienkiej lini i wystarczył jeden podmuch wiatru, żeby spadła w przepaść. Dlatego przeszła do ekspresu, próbując się zdystansować. Tylko co z tego, jak Finch ruszyła za nią z kolejnymi wywodami. I to jeszcze na tyle głośnymi, że jakiś koleś przechodzący po korytarzu spojrzał w ich kierunku podejrzliwie. Daisy momentalnie posłała jej pretensjonalne spojrzenie. Niech zaraz całą redakcja się dowie, że managerka dostała po rękach.
Tak, Kira, żartuje sobie — wywróciła oczami. — A skoro to był żart, to możemy już skończyć temat? — sięgnęła pod kubek do szafki i umieściła do na podstawce. Następnie z całych sił próbując ignorować słowa dziennikarki, zabrała się za wybieranie odpowiedniego planu parzenia kawy. Dopiero kiedy z ust Finch padło to przysięgam, że go zatłukę, Whitmore odwróciła się z impetem i od razu wyprostowała.
Kira, nikt nie może się o tym dowiedzieć — tym razem to ona do niej wystartowała. — Nikt. Rozumiesz? — jeszcze tylko tego brakowało, żeby wiedzieli ludzie w firmie, a potem sam ojciec Romana, który z pewnością nie tylko stanąłby po stronie swojego syna, to jeszcze wyciągnął na Daisy konsekwencje, za pogarszanie nazwiska. Nie mogła do tego dopuścić. — Mówię ci o tym, bo ci ufam, ale przysięgam, że jak komuś o tym powiesz, to już więcej się do ciebie nie odezwę — to nie była jej prawda do opowiadania. Finch nie miała prawa nic z tym zrobić. Była tylko jej koleżanką z pracy i skoro Daisy uważała, że temat powinien samoistnie ucichnąć, to Kira powinna to uszanować. Na policje tym bardziej nie zamierzała iść. W spaczonej głowie managerki, to co zrobił jej mąż było jedynie efektem złego humoru. Widziała w tym problem, jednak nie na taką skale by iść z tym na komisariat.
Wiesz co by się stało, jakbym poszła z tym na policję? — przewróciła oczami, pochodząc jeszcze bliżej Finch. Do tego stopnia, że znajomy zapach szamponu do włosów od razu uderzył nozdrza Whitmore. — Po pierwsze by mnie wyśmiali. Takie siniaki robią się przy mocniejszym złapaniu kogoś za rękę. Po drugie zdajesz sobie sprawę, jakby to wyglądało PRowo dla całej rodziny? Przecież brukowce zaraz by się o wszystkim dowiedziały. A ja nie mam zamiaru być na świeczniku, Kira — może i gadała trochę od rzeczy, ale akurat Finch z rodzicami, jakich miała, powinna wiedzieć, jak takie rzeczy potrafiły potem ciągnąć się za człowiekiem całe życie, kiedy wychodziły na światło dzienne. Jak psuły życie, jak ludzie potem patrzyli się na ciebie przez pryzmat przepości. Daisy tego nie chciała. Unikała konfrontacji za wszelką cenę.
Zamilkła na moment, gdy blondynka spytała, czy to był pierwszy raz, kiedy się tak kłócili. Dźwięk kapiące kawy z ekspresu na moment wypełnił całe pomieszczenie, a dopiero potem doszedł do tego jeszcze głos Whitmore.
Kilka — wyszeptała pod nosem i znowu odwróciła głowę. A potem i całe ciało, kiedy skierowała się po kubek. Spróbowała przy okazji złapać kilka głębszych oddechów i dopiero wtedy odwrócił się ponownie do Kiry. — Skończmy już ten temat, co? Będę chciała coś z tym zrobić to zrobie. Czemu ci aż tak zależy?

:stickok:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Temat był wrażliwy, ale na pewno nie do zbagatelizowania. Ani trochę nie podobało jej się, jak Daisy do tego podchodziła, a tym bardziej kiedy zaczęła odgrażać się, że jeśli Kira komuś o tym powie, to więcej się do niej nie odezwie. To było bardzo nieuczciwe i zwyczajnie niefajne zagranie. Czy ona naprawdę nie widziała, że przez zatajanie wszystkiego sama robiła sobie krzywdę?
Nie możesz tego tak zostawić — powiedziała nieustępliwie. — To jak dawanie mu przyzwolenia na kolejny raz. Jeśli tego nie ukrócisz, sytuacja będzie się powtarzać. Nie chcesz tego, prawda? — spojrzała na nią, kompletnie nie rozumiejąc takiej postawy. Jak można w ogóle godzić się na to, żeby ktoś podnosił na ciebie rękę? Zwykły chuj był z tego Rowana, a nie facet. — Ja nikomu nie powiem. Ale ty powinnaś powiadomić odpowiednie służby — wyjaśniła, z wyraźnym naciskiem na powinnaś. Tutaj nie było o czym dyskutować. Trzeba było zrobić wszystko, żeby mąż Whitmore poniósł należyte konsekwencje.
Słuchała jej z coraz większym niedowierzaniem, którego nawet nie próbowała ukryć. Co ona w ogóle wygadywała? Przejmowała się tym, co powiedzą ludzie i jak cała sytuacja wpłynie na jej rodzinę? Finch dawno nie słyszała takich głupot.
To jest dla ciebie ważne? Że ktoś ci nie uwierzy albo cię wyśmieje? Chryste, Daisy — aż pokręciła głową z niedowierzaniem. — Nie możesz się przejmować czymś takim. Masz zamiar tkwić w tej toksycznej relacji tylko dlatego, że boisz się wywołać skandal? Ale ty jesteś durna — prychnęła pod nosem i wsunęła ręce do kieszeni spodni, żeby w złości zacisnąć palce w pięści i wbić sobie paznokcie w wewnętrzną część dłoni.
Chyba dawno nie była tak wkurwiona i bezradna jednocześnie. Najchętniej już teraz pojechałaby do Rowana i wygarnęła mu, co o nim myśli. A potem poinformowała o wszystkim swojego ojca, który zniszczyłby jego karierę do tego stopnia, że żadna drużyna nigdy nie przyjęłaby go w swoje szeregi. W głowie obmyślała plan doskonały, kiedy Whitmore oznajmiła, że to nie był pierwszy raz. W Kirze aż się zagotowało.
Kilka? Czyli ile? Trzy? Dziewięć? Ile to jest dla ciebie kilka razy, co? — odepchnęła się od blatu i przeszła z drugiej strony szafki, zmuszając menadżerkę, żeby na nią spojrzała. — Nie, nie skończymy tego tematu. I będziemy udawać, że nie istnieje ani że nic się nie stało — zaznaczyła poważnym tonem, a kolejne pytanie sprawiło, że Finch ściągnęła lekko brwi. Odpowiedź była oczywista, to dlaczego automatycznie zaczęła szukać jakiejś wymówki? — A co, mam patrzeć, jak dajesz się tłuc jakiemuś damskiemu bokserowi? Zareagowałabym podobnie, gdyby to dotyczyło jakiejś innej kobiety. Ty nie? — przyjrzała się uważnie jej twarzy, jakby nawet teraz doszukiwała się jakichś śladów, które Rowan po sobie zostawił. — Martwię się o ciebie. Nie masz pewności, że następnym razem nie posunie się o wiele dalej — wyciągnęła ręce z kieszeni i delikatnie ujęła jej nadgarstek. Odsunęła rękawy swetra, w milczeniu przyglądając się siniakom. W końcu znów utkwiła szare oczy w niebiskich tęczówkach. — To nie jest normalne, Daisy — stwierdziła cicho. Obie o tym wiedziały, a tylko jednak z nich wyglądała na przejętą. Dlaczego Whitmore nie potrafiła przejrzeć na oczy, że tkwiła w niezdrowej relacji?

Daisy 🥹
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla Kiry to wszystko było takie proste.
Nie możesz tego tak zostawić.
No pewnie, oczywiście, że osoba, która nigdy nie była nawet raz w poważnym zawiązku widziała odejście od kogoś tak proste jak wyjście na randkę. Daisy nawet nie próbowała wyciągać ten argument i z nią dyskutować, bo przecież i tak Finch nigdy nie zrozumiałaby, jak to było być żoną przez tyle lat. Trwać z jednym człowiekiem nieustannie, być mu wierną, znać każdy jego sekret, a przede wszystkim czuć mimowolne przywiązanie. Z rutyny nie było łatwo wyjść. Tym bardziej nie takiej, która mogła przekreślić całe jej dotychczasowe życie. Zniszczyć wszystko, na co pracowała przez wiele lat. Dla czego? Dla kilku drobnych siniaków? Naprawdę?
Przewróciła oczami, słuchając Kiry. Naprawdę nie chciała już z nią dyskutować, chociaż i tak zamiast wyjść to stałą i jej słuchała. Jakby jakaś część niej nie pozwalała jej teraz opuścić kuchni. Chociaż kiedy z ust blondynki wyszedł statement, że czy naprawdę ważnym było dla niej, czy ktoś jej uwierzy, spojrzała na nią jak na wariatkę. No przecież to akurat było bardzo ważne, bo gdyby na policji jej w to nei uwierzyli i tak nic by z tym nie zrobili. Już miała to powiedzieć na głos, skonfrontować swoje argumenty z tymi Kiry, tylko wtedy spomiędzy jej pełnych ust wyleciały też kolejne słowa. A na końcu to jedno zdanie, które wyjątkowo mocno ją uderzyło.
Wow — cmoknęła w powietrzu, prychając przy okazji pod nosem i kręcąc głową. — No tak, jestem durna — pięknie eskalowała ta rozmowa. Niech jeszcze zaraz jej powie, że do niczego się nie nadawała, to już w ogóle poczuje się jak w domu. — To po co w ogóle tu dyskutujemy? — z idiotkami przecież się nie rozmawiało. Aż odwróciła się od niej na moment i przeszła po kuchni. Podświadomie doskonale wiedziała, że nie o to chodziło Kirze. Że wcale nie chciała jej obrazić i zrobić przykrości, a to jedynie było podkreślenie durnego zachowania, jakim było nie zgłoszenie wszystkiego na policję. Człowiek jednak pod presją i w dużym stresie często interpretował sobie rzeczy po swojemu. Tak też było w tym przypadku. Nie miała zamiaru kłamać: zabolały ją słowa Finch. Akurat ze wszystkich ludzi, po niej się tego nie spodziewała.
Żałuje, że ci cokolwiek powiedziałam — mruknęła pod nosem, ale dziennikarka i tak mogła ją słyszeć. — Po co? Żeby usłyszeć, że jestem durna, świetnie — złapała za batonik, który wcześniej wyjęła spod szafki i schyliła się, żeby odłożyć go na miejsce. Jakoś kompletnie straciła ochotę na słodkie po tej g o r z k i e j wymianie zdań. Kira jednak zdawała się nie odpuszczać i wraz z kolajenymi zdaniami, Daisy huknęła półką i podniosła się do pionu, wbijając w nią spojrzenie.
Nie wiem ile razy, Kira — warknęła, tracąc już powoli cierpliwość. — Nie chodzę i nie zaznaczam takich rzeczy w kalendarzu. A nawet gdybym to robiła, to nic ci do tego — może nie powinna tak mówić, wiedziała przecież, że Finch tylko chciała pomóc, ale była różnica między oferowaniem pomocy, a wciskaniem jej komuś na siłę.
Martwię się o ciebie.
Przystanęła, spoglądając na nią nieco spokojniej.
Czemu się o nią martwiła? Serce zabiło jej mocniej, a oczy jakoś zapiekły nieprzyjemnie. Pozwoliła blondynce sięgnąć do rękawków i podciągnąć je bliżej. Na moment, bo zaraz się jej wyrwała.
Przestań, zostaw — szarpnęła się w bok. — To nie ma sensu — co nie miało sensu? Ich rozmowa? Czy może jednak próba rozwiązania czegokolwiek z Rowanem? — On nie jest złym człowiekiem. Po prostu czasami… się gubi — nie chciała go tłumaczyć, ale przecież nie wyszłą za potwora, którego robiła z niego Finch. Nie bił jej po twarzy, nawet w ogóle jej nie bił. Czasami tylko szarpnął mocniej, kiedy miał zły humor, kiedy adranalina kręciła mu się w żyłach, ale to tyle.
Wiesz co jeszcze nie jest normalne? — warknęła na Finch, robiąc krok do przodu, wychodząc jej na przeciw i zaglądając głęboko w szare oczy, w których teraz płonął żywy ogień. Nie dokończyła jednak nawet zdania, bo drzwi do kuchni się uchyliły. Kątem oka spojrzała w tamtym kierunku, a w śrdoku pojawił się nie kto inny jak sam… Richard Whitmore.
Daisy? Finch? — rzucił zaskoczony, a ona momentalnie odsunęła się w tył, przy okazji ściągając rękawki w dół, by zasłonić ręce. — A co wy tu robicie? — bo na pewno nie wyglądały, jakby parzyły sobie kawkę.

:stickniepatrze:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może niewiele wiedziała o związkach, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że tak nie wygląda zdrowa relacja. Jeśli ktoś podnosił na kogoś rękę, nie było w tym nic normalnego. Nie rozumiała, dlaczego ktoś tak ogarnięty jak Whitmore w ogóle pozwalał sobie na coś takiego, a jeszcze bardziej dziwiło ją, że sama Daisy zachowywała się tak, jakby próbowała usprawiedliwiać swojego przemocowego męża. To zupełnie do niej nie pasowało.
Przestań — poprosiła, nerwowo zagryzając wargę. — Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło. Nie jesteś durna, ale to, co robisz, już tak. Nie rozumiem, dlaczego pozwalasz, żeby sprawiał ci przykrość i ból. To nie jest prawdziwa miłość, Daisy. A on nie zachowuje się jak człowiek, który naprawdę cię kocha — wyjaśniła, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami. Menadżerka nie musiała jej słuchać. Nie musiała brać sobie jej rad do serca, ale Kira nie potrafiła po prostu przejść nad tym do porządku dziennego. Nie po tym, co usłyszała. Daisy nie powinna pozwalać Rowanowi, żeby traktował ją w taki sposób.
Nawet nie drgnęła, kiedy Whitmore trzasnęła drzwiczkami od jednej z szafek. Patrzyła na nią dokładnie tak samo, jak wcześniej. Ale w spojrzeniu Finch nie było oceny. Raczej niedowierzanie i coś pokroju czystej złości. Nie wściekała się jednak na nią, a na Rowana i na to, co zrobił.
No widzisz, ale jednak mi powiedziałaś. A to znaczy, że nie chcesz dłużej tego w sobie dusić. Może ktoś inny machnąłby na to ręką i dał sobie spokój, ale nie ja — zaznaczył stanowczo. Nie była pierwszą lepszą koleżanką, którą Daisy mogła sobie spławić. Potrafiła wiercić ludziom dziurę w brzuchu aż sięgnie palcem trzustki. Czasami bywało to irytujące, ale Finch zawsze robiła to w słusznej sprawie.
On nie jest złym człowiekiem. Po prostu czasami się gubi.
Nie dowierzała w to, co usłyszała. Miała ochotę złapać Whitmore za ramiona i nią potrząsnąć, żeby w końcu się ocknęła z tego letargu i przejrzała na oczy.
Gubi się? Co w ty za bzdury wygadujesz! — prychnęła pod nosem, pozwalając menadżerce cofnąć rękę. Nie będzie się przecież z nią szarpać. — Naprawdę uważasz, że to nic takiego? To kiedy potraktujesz to poważnie? Jak zacznie cię napierdalać pięściami? — słowa wylatywały z niej jak z karabinu maszynowego. Ale nie potrafiła udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy nic tutaj w porządku nie było. — Siniaki są nie wystarczające, żeby zgłosić to na policję, ale jak wybije ci zęby, to może wtedy ewentualnie się nad tym zastanowisz? To nie są już te czasy, kiedy kobiety musiała brać małe dzieci pod pachę i uciekać z domu jak najdalej od męża. Ale chyba nawet one miały więcej rozsądku niż ty — z poirytowaniem wypuściła powietrze przez nos. Nie miała już pojęcia, jak do niej dotrzeć i jak przemówić jej do rozumu.
Przywarła mocniej plecami do szafki, kiedy Daisy odwróciła się do niej i znów zajrzała jej głęboko w oczy. Finch znowu poczuła się jak wtedy przy tamtej cukierni w Brantford. Chciała zamknąć jej usta pocałunkiem.
Co takiego? — zapytała cicho. Co takiego jeszcze nie było normalne? Tego już się nie dowie, bo drzwi uchyliły się, a do kuchni wszedł Richard Whitmore - redaktor naczelny i zarazem teść menadżerki.
Kira przeczesała palcami jasne włosy i podniosła wzrok na mężczyznę.
A co wy tu robicie?
Właściwie nic — odparła, ale wcześniej ugryzła się w język aż do krwi, żeby nie powiedzieć mu, o czym naprawdę rozmawiały. — Chce pan skorzystać z ekspresu? — zapytała, odpychając się od kuchennej szafki.
Richard dalej patrzył na nie podejrzliwie, ale w końcu podszedł bliżej urządzenia.
Jak Rowan znosi przegrany półfinał? — zwrócił się do Daisy, a Finch zacisnęła zęby tak mocno, że prawie skruszyła je w pył.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z jednej strony rozumiała troskę Kiry.
Gdyby jej koleżanka nosiła na sobie podobne ślady, pewnie również by się zainteresowała, dopytała, dociekała nawet, skąd to właściwie było, dlaczego i jakim cudem znalazło się na jej ciele. Z drugiej jednak Daisy była dorosoła. Znała Rowana całe życie. Nie był żadnym damskim bokserem, a już na pewno nie agresorem.
Sportowcy już tak mieli.
Nosili w sobie niekiedy dużo agresji i nie zawsze radzili sobie z jej odreagowaniem. Czasami po prostu potrzebowali pomocy, ale to wcale nie czyniło ich od razu złymi ludźmi, a jedynie chwilowo zagubionymi. Ktoś mógłby powiedzieć, że Whitmore patrzyła na to wszystko przez różowe okulary, że umniejszała temu co się stało — nie. Ona po prostu nie chciała, żeby to eskalowało. I zresztą słusznie, bo słysząc, jak Kira nakręcała się mocniej i mocniej z każdym zdaniem, tylko utwierdzała się w przekonaniu, że trzeba było nic nie mówić. Od kiedy z mocniejszego złapania za rękę przeszły do walenia pięściami i wybijania zębów? Przecież to było dopowiadanie sobie w czystej postaci. Nawet go nie znała, a już z góry zakładała najgorsze.
Daisy złapała więcej powietrza w płuca.
Była gotowa się na nią wydrzeć. Wykrzyczeć rzeczy, które pewnie potem by żałowała, o tym, jak Kira powinna zając się swoim życiem, bo pierwsze miesza jej w głowie, robi z niej bardziej pewną siebie kobietę, a potem prawi morały, kiedy mężowi Whitmore się to nie spodobało. Była ostatnia osobą, która powinna się w temacie wypowiadać.
Ale wtedy do pomieszczenia weszła osoba, której Daisy chyba najbardziej teraz nie chciała spotkać. Ojciec Rowana we własnej osobie.
Spięła się mimowolnie, w myślach b ł a g a j ą c, zaklinając dosłownie wszechświat, żeby Kirze nie przyszło do głowy przypadkiem wygadanie czegokolwiek Whitmorowi. Serce zabiło jej mocniej, gdy ta otworzyła usta, a potem przeskoczyło, gdy jednak okazało się, że chodzi o ekspres do kawy. Richard spojrzał na nie podejrzliwie, coś pokręcił nosem, jakby się nad czymś intensywnie zastanawiał, jednak finalnie poszedł do urządzenia, wcześniej sięgając po kubek i pytając jak miał się Rowan po przegranym meczu.
Cieżko — mruknęła, spoglądając ukradkiem na Kirę. — Ale jak po każdym ważniejszym meczu, pewnie potrzebuje trochę czasu — dodała, czając się gdzieś z brzegu lady, tuż obok Kiry, zasłaniając ją nieco przed Richardem.
Nie dziwie się — Whitmore wcisnął przycisk na czarną kawę. — Brakowało im jednego celnego strzału. Każdy byłby zły. Szczególnie, że to Rowan nie trafił. Musi być na siebie wściekły — nawijał, a Daisy czuła, jak Finch gdzieś za jej plecami ciężej oddycha. Aż sięgnęła do tyłu i za plecami odnalazła jej chłodną dłoń.
Za rok na pewno im się uda — wtrąciła, już za bardzo nie wiedząc, jak powinna ukrócić rozmowę. Potrzebowała wyjść z tej przeklętej kuchni, jak najdalej on niego ale też chyba od dziennikarki, która serwowała jej nieświadomie stan przedzawałowy.
Ta… — Richard schylił się do szafki po batona, oczywiście biorąc tego, którego Daisy wcześniej odłożyła. — Wiesz, Daisy… musisz być teraz dla niego wsparciem, jak dobra żona — dodał, tym samym lejąc tak wielką oliwę do ognia, biorąc pod uwagę to, o czym tutaj wcześniej rozmawiały, że Whitmore aż wbiła palce w dłoń Kiry, tym gestem błagając ją, żeby nic nie powiedziała. Ostateczny akt desperacji. — A panienka Finch ogląda hokej?

:cri:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Sun”