tu przywaliła Kristin:
Ładnie wyglądasz, w końcu.
Rzygać się jej zachciało jak to usłyszała, ale zamiast dać po sobie poznać cokolwiek spojrzała na Petera, jakby rozumiała. — Jedź, no jedź już. Mną się nie przejmuj — pogoniła go czym prędzej z pokoju, choć jego tęskne spojrzenie jej w tym nie pomagało, ale Kristin i tak zniszczyła cały nastrój.
Gdy tylko wyszedł z garderoby to w panice zaczęłą zrywać z siebie tą sukienkę, bo w głowie wciąż szumiały jej słowa Kristin. Teraz to już na pewno jej nie chciała. Tak jak ją zrzuciła na tej podłodze tak zostawiła. Założyła swoją poplamioną i zamierzała szybko się ewakuować z tego przyjęcia. Może to kwestia tego, że była przed okresem, a może alkoholu, albo złośliwej Kristen i jej podłego przyjaciela geja, ale się jej aż łzy w oczach zebrała i jak jakiś poplamiony kopciuszek schodami zaczęła zbiegać do wyjścia. No i na złość spotkała tam jeszcze tą zołzę Kristin.— Ledwo ze sobą zerwaliśmy, a ty już kręcisz swoim tyłkiem wokół jego portfela. Jesteś jak te dziewczyny z Dubaju, tylko czekasz na darmowe przeloty i luksusy — a Wendy niestety była przed okresem, była sfrustrowana i była pijana, więc nim zdążyła pomyśleć to już się do przodu wyrwała by ją za kudły wytargać, ale w ostatniej chwili się powstrzymała i szturchnęła ją tylko w ramiona z politowaniem komentując. — Może gdybyś dawała swojemu facetowi przez te ostatnie trzy lata, zamiast żyć w wiecznym celibacie, nie musiałabyś teraz wylewać na mnie swojej chorej frustracji. Pora w końcu odkurzyć te pajęczyny, wpuścić tam trochę światła i wilgoci, bo usychasz od środka, kochanie. I to widać — i chciała odejść z godnością, ale oczywiście że obcas się gibnął, noga wygięła w bok, straciła równowagę i łokciem tak się zamachnęła, ze Kristin w nos przywaliła, że aż krew się polała, a na domiar złego sobie kostkę skręciła.
Halo, czy jest na sali lekarz?
I zaraz już ten gej się wokół niej plątał, choć wyglądał jakby na widok krwi miał zemdleć, a Wendy? Wendy uciekła i zamiast jechać na pogotowie to kostkę zamrożonym mięsem w zaciszu domu obkładała płacząc trochę z bólu, a trochę chyba z rozżalenia.
tu najadła się wstydu z prześwitującą sukienką
— Bliżej? — powtórzyła wyraźnie skołowana nie wiedząc już czy jak była w garderobie to jakaś część rozmowy ją ominęła, ale dałaby sobie rękę uciąć, że Peter teraz patrzył na nią zupełnie inaczej. To pewnie przez ten alkohol co już jej szumiał w głowie. Jemu pewnie też szumiał, bo to jego spojrzenie to nie wyglądało na takie przyjacielskie… musiała być pijana, albo on był. razem może byli. Wciąż nie rozumiała dlaczego.
Spojrzała w dół na swoją sukienkę i wtedy coś zrozumiała. Szybko zerknęła do stojącego nieopodal lustra i w geście paniki zawołała — O mój boże! — na całe gardło, a potem paląc cegłę rękami próbowała zasłonić kluczowe miejsca. Materiał jej nie oszczędzał w żadnym miejscu, a Blythe miał na widoku wszystko i to jeszcze ładnie przyozdobione. Mogła się od razu wstążką przewiązać i dać mu prezent z okazji, że nie wpakował się w biznesową umowę z Kristin. Coś z rodzaju tych prezentów rozwodowych. — To w szafie wyglądało normalnie, ja nie wiedziałam. O boże jaki wstyd! Nie tak to miało wyglądać, nie tak sobie to wyobrażałam — nie żeby sobie jakoś szczególnie wyobrażała paradowanie przed nim nago, wcale. — To znaczy nie, że sobie to wyobrażałam. Ja sobie w ogóle nic nie wyobrażałam — paplała trzy po trzy wycofując się do garderoby, bo przecież nie odwróci się napięcie świecąc mu jeszcze swoją dupką. — Na pewno nie, że wyjdę bez ubrań i ty będziesz tak… patrzył, oesu zamknij oczy — ale zamiast on zamknąć to ona zamknęła i tylko było slychać, jak się o własne nogi w tej garderobie potyka. — ŻYJĘ! — zawołała. — Moja godność umarła, ale ja żyję — i leżała tak na tej podłodze odkrywając, że kuźwa ktoś na suficie zamontował też lustro. Chyba po to by ją dręczyć.
i skręciła kostkę
i chciała odejść z godnością, ale oczywiście że obcas się gibnął, noga wygięła w bok, straciła równowagę i łokciem tak się zamachnęła, ze Kristin w nos przywaliła, że aż krew się polała, a na domiar złego sobie kostkę skręciła.
Halo, czy jest na sali lekarz?
I zaraz już ten gej się wokół niej plątał, choć wyglądał jakby na widok krwi miał zemdleć, a Wendy? Wendy uciekła i zamiast jechać na pogotowie to kostkę zamrożonym mięsem w zaciszu domu obkładała płacząc trochę z bólu, a trochę chyba z rozżalenia.