Jeden szot.
Niby tak niepozorny napój, a jednak w tym przypadku okazał się
kurewsko zdradliwy.
Wypiła go na was, bo przecież to nie był jej pierwszy tego wieczoru, ale zdecydowanie okazał się już chyba ostatnim, po tym jak nagle wszystko w środku ją zapiekło. Cały przełyk stanął w ogniu, a oczy momentalnie zajęły się łzami. Naturalną reakcją organizmu był kaszel — więc zaczęła rychać, opierając dłoń na blacie. Przelotnie słyszała, jak Archie coś do niej mówi i jak popycha chwiejne już ciało, żeby przysiadła na jednym z krzeseł barowych, a potem… przed oczami już wcale nie widziała Millera. Aż zmrużyła oczy, zastanawiając się, czy była już tak pijana, że myliła twarze, czy przed nią stał sam Derek Sheppard we własnej osobie i kazał jej otworzyć usta.
W każdych normalnych warunkach do razu oznajmiłaby, że sama była lekarzem i doskonale wiedziała
co powinno się zrobić w przypadku zatrucia alkoholem, jednak biorąc pod uwagę własne upojenie i to, że miała przed sobą Mc. Dreamy z tymi swoimi ciemnymi, maślanymi oczami… nie oponowała. Otworzyła usta szeroko. Ba, nawet język wywaliła, żeby miał lepszy dostęp do jej migdałków i początku przełyku. Wzrokiem wciąż wodziła po jego twarzy, a w pewnym momencie nawet wyciągnęła rękę przed siebie i… wplotła mu w długie, kręcone włosy, jakby chciała się upewnić, czy to na pewno nie był Miller.
Nie był.
Akurat jego miękkie, blond kudły znała na pamięć. Po ciemku by je poznała.
Derek wciąż nawijał coś o poparzeniach przełyku i tym, jak miała się jej błona śluzowa, a Abby
couldn’t care less. Prawda była taka, że z chwilą, w której dostałą wodę do popicia, wszystko już było okej. Wciąż lekko ciężko się jej oddychało, jednak to mogło być spowodowane nerwami i całym zamieszaniem jaki zrobiło się dookoła, niż jej faktycznym stanem. A może poziom najebania sukcesywnie koił cały ból. W końcu jak mieli z Archiem po siedemnaście lat i po raz pierwszy upili się prawie do nieprzytomności, Wallace nawet nie poczuła, kiedy skręciła kostkę ,gdy skakali po skałkach. Dopiero na drugi dzień obudziła się w okropnym bólu i nodze wielkości swojego całego ciała.
—
Tak jest, panie doktorze — skinęła głową, zaglądając Derekowi ostatni raz w oczy i przyjmując jego zalecenia, do których pewnie wcale się nie zastosuje.
Ostatni, bo już po chwili Miller trącił go biodrem i przepchnał od baru, by sam ponownie wejść pomiędzy jej nogi. Wallace oczywiście przyjęła go z uśmiechem na ustach, bo akurat jego zawsze lubiła mieć blisko. Szczególnie w tym wydaniu bez koszulki.
Mc. Dreamy jeszcze coś tam pultał pod nosem, ale Abby nawet nie miała szansy odwrócić się w jego kierunku. Jej spojrzenie było zbyt zaaferowane jasnymi oczami Millera, tego jak nagle pociemniały, a zaraz potem jak spuścił spojrzenie na jej dekolt. Dokładniej na pierś, na której wciąż leżała przyklejona limonka z Mohito.
Nie krępuj się.
Dokładnie pamiętała, co powiedziała mu jeszcze chwile temu. I chociaż nie sądziła, że faktycznie to zrobi, aż wstrzymała powietrze, kiedy on faktycznie nachylił się do przodu i sięgnął po cytrusa. Niby była znieczulona procentami, a jednak jego usta na własnej, rozgrzanej skórze poczuła
aż za dokładnie. Każde jedno muśnięcie, to jak miękkie były i których smak jeszcze pamiętała od wizyty w Whitby. Ciepły, elektryzujący dreszcz mentalnie zawitał u nasady i przesunął się aż do lędźwi i między nogi, które mimowolnie zacisnęła na jego udach.
Kurwa.
Jak zahipnotyzowana obserwowała, jak podnosi się z limonką między zębami, a potem wyciska z niej cały sok do własnego gardła.
—
I jak smakuje? — spytała, chociaż sama nie była taka pewna, czy dalej mówiła o samej limonce, czy może na myśli miała jeszcze coś zupełnie innego. A potem nie myśląc za wiele, przysunęła się bliżej, obserwując, jak niewielka kropelka z cytrusa ścieka mu z kącika ust. Kurwa, jak bardzo ona chciała tego skosztować. Nawet zamierzyła się, by ściągnąć płyn własnym językiem, ale wtedy Archie niespodziewanie złapał ją pod tyłek i przerzucił sobie przed ramie.
Mc. Dreamy doskoczył tuż do nich, próbując ją jeszcze sciągnąć, mówiąc, że to przecież tak nie wolno i że pacjentka potrzebuje fachowej opieki, jednak uścisk Millera był tak silny, że nawet piękny doktorek nie był w stanie nic na to poradzić. Abby wyślizgnęła się Dereczkowi z ręki, jedynie patrząc na niego znad tyłka Millera.
—
Pan się nie martwi, on jest lekarzem — powiedziała pewnym siebie głosem, po czym… sama klepnęła Archiego w tyłek. —
W dodatku ginekologiem — krzyknęła jeszcze głośniej, a kilka osób obejrzało się za nimi i całą scenką, którą zmalowali. Pięknie. Chyba nawet nie zapłaci finalnie za drinki, ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że Wallace prawie się przekręciła, powinni i tak dostać je na koszt firmy.
Za nic nie widziała, gdzie się kierują. Jedyne co miała przed oczami to rytmicznie poruszające się pośladki Millera. I chociaż na widoczki nie mogła narzekać, tak pozycja, w jakiej ją niósł sprawiała, że zaczynało jej być lekko niedobrze.
—
Wygrałeś, wygrałeś FARTEM, MILLER!! — odpowiedziała, przewracając przy okazji oczami. —
A teraz mnie odstaw, bo inaczej ściągnę ci gacie — zagroziła prawienie, opierając dłonie na jego nagich plecach i przesunęła nimi w okolicy bioder. Zaraz nawet dodała do tego paznokcie, by nieco go pozaczepiać, dać mu jeszcze szanse na to, żeby odkupił swoje winy i ją postawił, ale ten był nieugięty, więc Wallace faktycznie zacisnęła palce na gumce od spodenek, a potem…
—
Ahh bella Abby!!! — głos Benito przeciął ciszę i sprawił, że Abby momentalnie spięła się w ramionach Millera.
—
Kurwa — zadarła głowę w górę i lekko na bok, a tam… pieprzony Benito wraz z Pamelą kroczyli w ich kierunku, wymachując rękami. —
Archie, biegnij — przytrzymała mu jednak gacie, nie ściągając materiału z kształtnego tyłka, przerażona tym, że oni znowu będą chcieli coś z nimi robić. —
Błagam cię, Miller, ile sił w nogach!! — dodała, szarpiąc za materiał, żeby się pośpieszył. Nie było opcji, że ostatnie godziny wakacji będą spędzać z tymi wariatami. Szczególnie że Pamela to wyglądała, jakby chciała ich pobić, a nie się z nimi bawić, szczególnie kiedy Benek zaczął szczerzyć się do Wallace.
Trzeba było uciekać.
Prosto przed siebie.
Wzdłuż plaży, gdzieś pomiędzy palmy i jakieś krzaki. Abby nawet zapomniała już, że było jej niedobrze, za bardzo skupiła się na trzymaniu portek Archiego, żeby mu jednak nie spadły i monitorowaniu, czy Włoch i jego cycata koleżanka nie idą za nimi.
—
Chyba ich zgubiliśmy — rzuciła zdyszana, chociaż to wcale nie ona wykonała całą robotę. Nawet przetarła sobie czoło ze zmęczenia, chociaż wcale nie była spocona, a kiedy tylko podniosła głowę, odrywając się od jego pleców i spoglądając w stronę plaży, na której się znaleźli… —
Archie… — zamrugała kilkakrotnie, zastanawiając się, czy znowu miałą zwidy. —
Czy ja widzę gołą dupę? — spytała zmieszana, chociaż no jak nic przed nimi kilka metrów dalej stał koleś cały na Waleta, a obok niego drugi, który w dodatku drapał się po pośladku. Kawałek dalej jakaś naga starsza kobieta wylegiwała się na ręczniku. Coś tu było nie tak. Czy oni kurwa trafili na plaże nudystów?
Archie 
