Jayden dość często łapał się na tym, że zbyt mocno wierzył ludziom w ich dobroduszność i w to, że przecież go nie oszukają, jeżeli nie mają ku temu ważnego powodu. Może był to efekt wychowania na przedmieściach Montrealu, gdzie praktycznie każdy każdego znał, a mały Baudet nigdy nie doświadczył żadnych przykrości ze strony sąsiadów. A może po prostu już taki był, próbował doszukiwać się dobra w ludziach, często tam, gdzie go wcale nie było. Nawet jeżeli byli to jego najbliżsi, którym w pierwszej kolejności, wcale nie zależało na szczęściu Jay’a.
Przyglądał się rozebranemu alternatorowi, jakby próbując znaleźć w tym swoją winę. Owszem, zagadał się z właścicielem i ani razu nie obejrzał się za siebie przez przeszklone drzwi, kiedy dwójka łebków postanowiła podmienić jedną z części w jego samochodzie. Mimo to był dziwnie spokojny, nawet jak na tak beznadziejną sytuację, w której się znajdował. Złość, która jeszcze kilkanaście minut temu była główną emocją, jaka kierowała myślami i słowami Jaydena, teraz była praktycznie nie do zauważenia. Milo, nawet jak nie robił tego celowo, uspokajał swoimi słowami, a wyjaśnienie, co tak naprawdę było złego w nowo-starym alternatorze, było wystarczające, aby Baudet przestał rozmyślać nad kosztami naprawy.
一 Przynajmniej jesteś szczery z tym, że wmontowali mi totalne gówno 一 dodał, unosząc lekko kącik ust. Przyjrzał się resztce śniedzi, by po chwili tylko pokręcić głową z lekkim niedowierzaniem. Nawet jeżeli ci złodzieje (w słowniku ciemnowłosego właśnie tak nazywani byli obecnie mechanicy z torontońskiej stacji kontroli) zadali sobie tyle trudu z przygotowaniem całej tej podmianki, mogli, chociaż wysilić się odrobinę bardziej, aby nie była ona do odkrycia przez przypadkową osobę na totalnym odludziu. 一 I tak zrobiłeś zajebistą robotę. Dzięki 一 i chociaż te podziękowania nie były adekwatne do wkładu Milo, były jedynym, co aktualnie był w stanie dać od siebie Jay.
Skinął głową na jego prośbę, sięgając po telefon i wpisując kod, który podał mu Rivera. Nawet nie przypuszczał, że mogło to być coś matematycznego, być może, gdyby za czasów szkolnych poświęcał więcej czasu na przedmioty ścisłe, a nie sport, do jego małego móżdżka dotarłoby ukryte przesłanie czterocyfrowego kodu.
Postępował zgodnie z instrukcjami, jakie przekazywał mu Milo, nie próbując w żadnym stopniu kwestionować jego decyzji. Przyjęcie postawy małego pomocnika, który odzywał się jedynie wtedy, kiedy dostawał bezpośredni komunikat od Rivery, albo jego kumpla, było opcją nie tyle najlepszą, co w pewnym stopniu konieczną. Zgadzał się na wszystko, przy okazji wędrując za ciemnowłosym krok w krok, jakby nie chcąc zaprzepaścić szansy, że połączenie się urwie, albo co gorsza, jego kumpel pomyli stacje i Jay będzie zmuszony na stanie na mrozie do późnych godzin nocnych. Nie bez powodu wybrał sport, który pojawiał się na letnich igrzyskach olimpijskich. Gdyby już jakimś cudem miał wylądować na zimowych, zdecydowanie wybrałby taką dyscyplinę, w której byłby opatulony z każdej możliwej strony i zimne powietrze nie stanowiłoby problemu.
Po zakończonym połączeniu nie oddał od razu telefonu Milo, a jedynie wystukał coś na cyfrowej klawiaturze, by następnie wysunąć już zablokowany telefon w kierunku bruneta. Posłał mu przy tym deliaktny, nieco przepraszający za zwłokę uśmiech, który wynagrodzić miał te kilka sekund zmarnowanego czasu.
一
Zapisałem ci swój numer pod „Jay”. Mam nadzieję, że nie znasz innego, ale zresztą powinieneś się połapać 一 wypowiedział niemalże na jednym tchu, zaraz tylko rozmasowując skostniałe od mrozu palce. 一
Zadzwoń jutro, to dogadamy się w kwestii zapłaty, nie wiem, zrobię ci przelew, albo ogarnie się coś innego 一 duma Baudeta nie pozwoliła na to, aby nie wspominał o ewentualnym rewanżu. Wątpił, że jego manualne zdolności przydałyby się kiedykolwiek Milo, ale był gotowy wyłożyć całkiem sporą sumkę za to, że ten postanowił mu pomóc. Przestępował z nogi na nogę, aby zagwarantować sobie, chociaż odrobinę ciepła.
Nad odpowiedzią na zadane przez Riverę pytanie, Jay musiał chwilę się zastanowić. Nie dlatego, że jej nie znał, a raczej dlatego, że chciał samemu sobie ułożyć w głowie, dlaczego tak naprawdę uległ zarówno ojcu, jak i
swojemu chłopakowi na ten zakup. Finalnie wzruszył nonszalancko ramionami, jakby po prostu to, co zrobił, było zwykłą błahostką.
一
Uwierzysz, że zrobiłem to dlatego, że na kimś bardzo mi zależy? Nie chodzi o to, że czułem się jakoś gorszy, czy chciałem tej osobie zaimponować, ale… 一 dobór odpowiedniego słownictwa nigdy nie był najlepszą ze stron Jaydena, dlatego też bardzo często, zarówno podczas wywiadów do telewizji, czy zwykłych rozmów, ten potrafił na chwilę zamilknąć, aby odszukać akurat to słowo, które najpełniej oddałoby jego myśli. 一
… by wszystko było bardziej pewne 一 to musiało wystarczyć Milo. Baudet nie chciał teraz roztrząsać swoich ostatnich kłótni, toteż całkowicie nie pasując do poprzednich wypowiedzi, dorzucił jeszcze jedną informację. 一
No i mój ojciec bardzo chciał nowy samochód, ale w życiu nie wsiadłby w automat. Stąd on wziął forda, a ja 一 postukał dłonią o maskę samochodu, by zaraz tylko uśmiechnąć się na siłę. 一
stałem się więźniem tej o to ślicznotki.
Nie umiał kłamać, ale to, co powiedział, było najbliższe prawdy, która nadal nie umiała wybrzmieć z ust Jaydena. Zmarszczył natomiast brwi, kiedy Milo komentował naprawę. Przetarł tylko zmarznięty policzek dłonią, kręcąc przy tym głową na boki.
一 Nie musisz mi dawać słowa harcerza, nic się nie stanie, jak będę bez samochodu kilka dni. W sumie mały urlop mi się przyda, a już na pewno od dzieciaków 一 i tu niestety objawiała się ta część pracy Jaydena, której faktycznie nie znosił. Nie lubił dzieci, sam własnych mieć nie chciał (co w obecnej jego sytuacji związkowej mu w żadnym stopniu nie groziło), a te, które trenował na strzelnicy poza miastem, wystarczały mu w zupełności. 一 Czyli zajmujesz się naprawami aut, tak? Może załapiesz stałego klienta po dzisiejszej nocy.
Przeciągnął się lekko, zaraz też zerkając w kierunku Milo, który chyba gorzej znosił zimne temperatury. Dopiero teraz zwrócił uwagę na nieco ciemniejszy odcień skóry, a także nieco bardziej latynoską urodę. Nie był jednak na tyle bezczelny, by pytać go bezpośrednio o to, skąd pochodzi. Byłoby to odrobinę nietaktowne, nawet jak na Baudeta, które potrafił czasem palnąć to, co mu ślina akurat na język przyniesie.
一 Mogę zaproponować ci wejście do samochodu, na pewno będzie tam cieplej niż tu 一 poderwał się z miejsca, zaraz tylko samemu kierując się do środka. 一 Nie jest to pięciogwiazdkowy hotel, ale przynajmniej nie będziesz marznąć. Nie jesteś stąd prawda? Nie stąd, stąd, ale… Toronto? Chyba, że jedziesz w przeciwnym kierunku. Hamilton?
Milo Rivera