Pierwszy raz Eric był na Shereen naprawdę zły - możliwe, że nawet bardziej niż za stłuczenie mu butelek. Czy poziom złości Shereen osiągnął taki sam poziom złości w wyimaginowanym termometrze nastroju?
Gdyby nie ten cholerny stalker, wszystko byłoby inaczej, a tak? Co jeżeli obserwował Shereen? Co jeśli tylko sekundy dzieliły przybycie Stonesa od przybycia Olivera? I co, jeżeli czaił się na nią w jakimś zaułku? Eric automatycznie dotknął leżącego w kieszeni scyzoryka, jakby chciał mieć pewność, iż wciąż tam był. Ostatnim razem skończyło się na rozcięciu bluzy Litwina oraz siniakach, ale gdyby był trzeźwy, kto wie, czy nie byłoby większych, a zarazem poważniejszych strat.
Dlatego teraz Eric też nie zawahałby się użyć tego niepozornego narzędzia, które dostał od jednego z kumpli, będąc na studiach. Poza ostrzem, miał też dołączony otwieracz - niejedno piwo nim otworzył, poza tym, scyzoryka używał, gdy wędrował po lasach w poszukiwaniu grzybów - aczkolwiek, porównując z wędkowaniem, o wiele rzadziej chodził na grzyby, bo nie znał każdej odmiany. Wiedział tylko, że trujące zazwyczaj miały charakterystyczne blaszki pod kapeluszem. Kiedyś (kilka lat temu), gdy Eric gościł na działce kumpla, do pnia drzewa przyczepiona została kartka z twarzą gościa - wiele obelg do tejże twarzy leciało - który odbił kumplowi dziewczynę, więc Eric postanowił sobie trochę porzucać swoim scyzorykiem, co spowodowało kilka razy oszpecenie papierowego nosa. Znajomy podłapał pomysł i zapytał, czy także mógłby porzucać, na co Stones skinął głową, a następnie podał narzędzie. Eric współczuł kumplowi, bo wiedział, ile uciekająca dziewczyna dla niego znaczyła. Ile dla niej zrobił, ile chciał zrobić i jak się poświęcił. Z drugiej strony, Stonesa zastanawiało, jak długo trwała ta cała szopka, bo nie sądził, że dziewczyna uciekła do pierwszego lepszego.
Musiała z nim rozmawiać już wcześniej. Tak czy inaczej, gdyby teraz miał przed sobą pniak, bardzo chętnie przyczepiłby do niego twarz byłego Shereen. Bardzo chętnie oszpeciłby mu nie tylko nos...
Shereen….
Zdaniem Erica zachowała się fest NIEODPOWIEDZIALNIE.
Jak ona mogła?! zadawał sobie to pytanie, obserwując, jak Winfield idzie niezbyt równo, niczym po lodzie. Obserwując ją uświadomił sobie jedno:
On też niejednokrotnie tak wracał.
Przekonany, że to chodnik jest krzywy, że ludzie się na niego dziwnie patrzą, że wszystko jest nie tak… Czasem jednak wracał w dobrym humorze, rechocząc jak żaba albo rozmawiając z kimś totalnie obcym, kiedy został zapytany o to, czy posiada papierosy. Czasami, mimo zmęczenia, szedł do kolejnego klubu, aby tam wpaść w wir muzyki, nie przejmując się trącaniem - czasem sam kogoś odepchnął - oblaniem przez tych, co nie potrafili nieść drinków, oraz deptaniem po butach. Po takich wypadach, najczęściej przesypiał następny dzień i otwierał oczy dopiero wieczorem.
Odkąd był z Sher, tego typu dni odeszły w zapomnienie. Jasne, chodził do klubów, ale z Sher. Nie wyobrażał sobie iść samemu.
Absolutnie
NIE czuł takiej potrzeby.
Czuł natomiast potrzebę zgarnięcia Sher, bo im dłużej ją obserwował, tym bardziej miał wrażenie, że zaliczy ona niezbyt przyjemne spotkanie z ziemią.
On takie miał na swoim koncie i bardzo często następnego dnia zastanawiał się, dlaczego bolała go jakaś część ciała, próbując przypomnieć sobie, co robił. Kilka razy zasnął w autobusie, kilka razy w taksówce, a kilka razy w jakichś totalnie przypadkowych miejscach, typu ławka w parku.
Zastanawiało go
Gdybym nie przyjechał, dokąd by doszła? Czy nie poczułaby się senna i nie zasnęłaby gdzieś? Jak dobrze, że istniały lokalizacje w telefonach. taka prawda. Gdyby Shereen nie spełniła jego prośby, prawdopodobnie jeszcze by jej szukał albo przez telefon kazał przedstawić to, co miała przed oczami - zdawał sobie sprawę, że przekazywać informacje na opierając się na zmyśle wzroku gdy ten był nieco… ograniczony ze względu na upojenie alkoholowe, stanowiło nie lada wyzwanie.
Jemu też niejednokrotnie kręciło się przed oczami, dlatego musiał wytężać wzrok lub zmuszać samego siebie do skupienia.
Skupienie Erica w chwili gdy obserwował Shereen, osiągnęło maksymalny poziom. Czuł się jak kot, który czujnie podążał wzrokiem za swoją ofiarą lub zabawką, której N I K T nie miał prawa dotknąć.
Jego telefon w pewnym momencie wydał dźwięk oznaczający nadejście wiadomości. Zerknął szybko na wyświetlacz zegarka…
Selene. Martwiła się i pytała, czy ją znalazł.
Odpisał krótko:
tak.
Selene kojarzył ponieważ była obecna podczas uroczystości takich jak urodziny czy ukończenie liceum, a oprócz tego, była także gdy za dzieciaka wpadał do Sher - pewnie pamiętała go jako gówniarza, ledwo umiejącego cokolwiek sensownie po angielsku powiedzieć. Mimo wszystko, uważał ją za naprawdę miłą. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek potraktowała go z wyższością albo tak, jakby kompletnie nie istniał. Odczuwał wdzięczność za podanie mu swojego adresu, choć przecież mogła odmówić albo go zbyć; aczkolwiek nie kojarzył, by kiedykolwiek zrobił jej cokolwiek złego, ba! Nawet kilka razy pochwalił jej wygląd podczas urodzin, dlatego nie rozumiałby braku chęci współpracy, ale z drugiej strony ludzie potrafili być różni.
No i sama Sher mogła po naszej wymianie zdań kazać siostrze nic mi nie podawać… stwierdził w myślach, wypuszczając dym papierosowy z ust. Zaciągnął się głęboko, odpisał na wiadomość od SWOJEJ DZIEWCZYNY, a następnie uniósł brew, bo ani trochę nie uwierzył zapewnieniom o tym, iż W C A L E by się NIE wywaliła.
Niewiele brakowało. rzucił do samego siebie w myślach, nadal stosując metodę “Cisza”.
Po co miał mówić cokolwiek, skoro był dojebany? Po co miał reagować, skoro jak widać, świetnie sobie SAMA radziła?
Gdyby okoliczności były… nieco inne, zacząłby się śmiać, szczególnie po tym przerzuceniu przez Winfield włosów.
Wzrok Stonesa był zimny jak kamień, natomiast gdy zabrała mu papierosa z ręki, zmarszczył brwi, ale ostatecznie pozwolił jej wziąć… maksymalnie trzy buchy. Po tychże buchach, zabrał szluga, zaciągnął się ostatni raz i rzucił peta przed siebie oraz przygniótł go podeszwą, żeby zgasić żar. Szczerze? Nie miał ochoty szukać śmietnika.
Wzruszył ramionami, gdy usłyszał kolejne słowa zielonookiej, doskonale pamiętając tamtą wiadomość, natomiast, jak widać (na załączonym obrazku), nie miał zamiaru spełniać tego żądania. Bez względu na to, czy coś jeszcze chciała dodać, nachylił się przed Shereen, aby po sekundzie lub dwóch, przerzucić ją przez swoje lewe ramię. Pewnie nie będzie zadowolona. ale no cóż…
Usadowił ją na siedzeniu pasażera, wewnątrz swojej Hondy oraz zapiął pas. Posłał jej wściekłe spojrzenie, by przypadkiem nie próbowała ani rozpinać pasa, ani otwierać drzwi, którymi mocno trzasnął. Świadkiem tego wszystkiego był jasno świecący księżyc, na którego Eric spojrzał tak, jakby z wdzięcznością, że Shereen była cała.
Zajął miejsce kierowcy i wrzucił wsteczny. Jechali do domu tej, która kiedyś nosiła nazwisko Winfield, do domu starszej siostry Sher. Musieli przecież odebrać Stefanię…
- Nawet nie próbuj się rozpinać. - wycedził przez zęby zimnym tonem, patrząc przed siebie, a z głośników leciało:
i think I'm worrying a bit too much...