Ta cała sytuacja wydawała się Ericowi po prostu NIEDORZECZNA. Żeby nie było, on ABSOLUTNIE nie żałował Shereen tego, że wypiła, bo oczywiście mogła pić. Nie zakazał jej tego. Tu chodziło o coś całkowicie innego, mianowicie wyjście o późnej porze, będąc w stanie nietrzeźwości, stanowiąc bardzo łatwy cel nie tylko dla Olivera, ale także dla napalonych gości, którzy przecież mogli akurat tamtędy przechodzić. Chodziło w głównej mierze o
B E Z P I E C Z E Ń S T W O.
Eric niejednokrotnie widział, jak traktowane były dziewczyny w klubach, które ledwo stały. Widział, jak faceci dosłownie pożerali je wzrokiem, a potem prowadzili je w kierunku toalet lub prywatnych loży.
A gdyby natknęła się na nożownika albo innego podejrzanego typa? Nawet nie chciał sobie wyobrażać sceny szantażu z użyciem noża, bo automatycznie zaciskał pięści, ale przecież to też było możliwe, prawda? Szemrani ludzie o złych zamiarach istnieli. Artykuły o nożownikach można było przeczytać co jakiś czas, dlatego Stones tak cholernie się o nią martwił.
Osoba pijana była bardzo łatwym celem.
Sam, będąc pijanym, natykał się na… różne osoby, które, a to próbowały go okraść — choć akurat nie miał przy sobie nic wartościowego, bo telefon zostawił w domu, a cały hajs, jaki miał, wydał w barze - a to próbowano go zwerbować do
brudnej roboty albo przekonywano, że zna kogoś od lat i obiecał kiedyś przysługę, o której oczywiście nie miał najmniejszego pojęcia.
Wystarczył jeden moment. Chwila nieuwagi, rozkojarzenia, totalnego wyłączenia się z tego, co dookoła, a można było stracić wiele: pamięć, godność, rzeczy osobiste. Poza utratą możliwe było także przekonywanie do zakupu jakiegoś badziewia, które rzekomo było ORYGINALNE.
Na początku był też zły z powodu zapomnienia Shereen o Stefie, aczkolwiek szczerze? Aktualnie może wyszło lepiej, ponieważ istniały dwie opcje:
Winfield wychodzi z transporterem, który byłby dodatkowym obciążeniem, a co za tym idzie, zielonooka mogłaby zaliczyć spotkanie z ziemią.
Wyjście ze Stefą bez smyczy, którą z pewnością wykorzystałaby, żeby po prostu uciec, i szczerze? Ericowi byłoby przykro, ponieważ naprawdę polubił tego malucha i zaczynał się z nią zżywać. Powstawała między nimi pewnego rodzaju więź i sam Eric był zaskoczony.
Pewnie istniała także trzecia opcja ze Stefą na smyczy, ale Ericowi do głowy wpadły dwie możliwości.
Gorzej, jeśli Stefka została w ogrodzie… pomyślał, stojąc i podziwiając wzrokiem pełnym pogardy oraz złości swoją pijaną dziewczynę.
Mógł krzyczeć. Chciał krzyczeć, lecz uważał, że potraktowanie szatynki ciszą będzie odpowiednią karą.
Cisza czasem wyrażała więcej niż tysiąc słów, wystarczyło się w nią tylko wsłuchać. Wystarczyło przyjrzeć się także postawie Stonesa, by móc jasno stwierdzić, że naprawdę NIE był zadowolony. Jasne, odczuwał ulgę i chciał przytulić Sher, lecz duma mu nie pozwalała. Bo co, przytuliłby ją, pocałował, a następnie zapomniał, co się przed chwilą odwaliło? No nie. Tak nie mogło być. Chciał, by Winfield doszła do jakiejś autorefleksji, aczkolwiek wątpił, czy w aktualnym stanie byłoby to jakkolwiek możliwe.
Dobrze, że w ogóle mówiła. Zawsze mogła bełkotać. Powiedział do samego siebie w myślach.
Zamiast iść stabilnie, mogła też iść na czworaka lub leżeć. Kolejna myśl zaraz zaczęła ogarniać głowę Litwina, przypominając sobie jak któregoś razu, zamiast iść jak człowiek, po prostu zaczął leżeć, mimo odczuwalnego chłodu, bijącego od ziemi. Czy chód niczym czteronożne zwierzę także zaliczył? Owszem. I wolał do tego nie wracać. To było…
upokarzające.
Gdyby ktoś z bliskich go takiego widział, musiałby przyodziać płaszcz wstydu.
Inaczej wyobrażał sobie ten wieczór. Spodziewał się, że wróci do domu a Sher albo będzie, albo wróci, albo da mu znać, by po nią przyjechał, ale nie… Bo panienka, postanowiła wypić, chuj wie ile bimbru i wyjść. A teraz jeszcze odstawiać pokaz przy samochodzie. Nic tylko wyjąć telefon i ją nagrywać — co w sumie też zrobił. Najpierw nagrał kilkusekundowy filmik, a potem wykonał ze dwa zdjęcia z fleszem.
Ups…
Już otwierał buzię, by odpowiedzieć, gdy nagle przypomniał sobie:
Nie, Stones, stop. Nie daj się sprowokować... Dzięki wewnętrznemu powstrzymaniu, z jego ust nie wyszło żadne słowo, a jedynie głośne westchnięcie, po którym nastąpiło wzruszenie ramionami.
Słysząc kolejne słowa, miał ochotę parsknąć śmiechem, bo:
Czy ona naprawdę uważa, że NIC się NIE stało?! Ostatecznie zmarszczył tylko brwi i skrzyżował dłonie na piersiach.
Nie no, ona jest niemożliwa... Pomyślał, podziwiając plecy swojej dziewczyny, która zapewne była gotowa do tego, aby zacząć wracać do domu tak, jak chciała SAMA, lecz on nie po to tu przyjechał, lejąc na wszelkie ograniczenia prędkości oraz ruszając w momencie zapalenia zielonego światła — raz nawet przejechał na późnym żółtym — by teraz tak po prostu wzruszyć ramionami i powiedzieć: ,,Okej, to ja wracam sam i Ty wracaj sama." Zamierzał ją zgarnąć do samochodu, nie zważając na wszelkie protesty, bunty czy krzyki. Miał gdzieś, czy ktoś, stojący obok ich widział. On wykonywał tylko swoją powinność, aby przypadkiem jego dziewczyna nie zrobiła sobie krzywdy. Cud, że jeszcze nie miała obdartego kolana lub łokcia.
, Chociaż może miała, tylko w ciemności nie było widać.
W samochodzie komedia wykonywana przez Shereen trwała. Eric wykręcił numer do swojego brata i dał słuchawkę zielonookiej dziewczynie.
Chciała rozmawiać z policją? Proszę bardzo.
Eric nie miał nic przeciwko, by zgłosiła to, co chciała zgłosić, czyli porwanie.
- Dzwoń. Śmiało. - powiedział wreszcie, stukając palcem o swój telefon, bez większego przejęcia, jakby ani trochę go nie obchodziło, że będzie zgłoszony. Oczyma wyobraźni zaczął widzieć, jak goni go cały szwadron policji, bo porwał swoją pijaną dziewczynę.
Materiał dobry dla filmu. Całkiem zabawnego filmu.
- No, na co czekasz?! - spytał, specjalnie ją prowokując i będąc bardzo ciekawym reakcji Danny'ego - o ile Sher faktycznie powie to, co ją spotkało.
- Ja przynajmniej dbam o Twoje bezpieczeństwo. - powiedział i aby pokazać Sher, że zapinanie pasów jest ważne, zahamował — choć wcale nie musiał, bo nie było świateł ani nikogo przed sobą nie miał (za sobą też nie) - dość gwałtownie, przez co ciała obydwojga poleciały nieco do przodu, a dzięki pasom o nic nie uderzyli. Ruszył, jak gdyby nigdy nic, oraz zgłośnił radio, by lecąca ze Spotify muzyka rozbrzmiewała z głośników nieco głośniej — wcale nie chciał tym zagłuszyć Sher.
Czy zamierzał się zatrzymywać?
Nie.
Domyślał się, że jeśli wykona polecenie, Shereen postanowi uciec, a on naprawdę nie miał ochoty bawić się w kotka i myszkę. Jedyne, co zrobił, to uchylił okno od strony pasażera, coby Sher mogła złapać trochę świeżego powietrza, którego zapewne potrzebowała.
Nagle w momencie, gdy kończyła się piosenka i zapanowała chwila ciszy, wydawało mu się, że coś uderzyło o bok karoserii.
- Co jest kurwa.... - mruknął, zjeżdżając po tych słowach na pobocze - albo raczej wjazd prowadzący do lasu.
- Nigdzie się nie ruszaj. - rozkazał Shereen, a następnie opuścił auto, zaświecił latarkę w telefonie i zaczął dokonywać oględzin. Rzucił siarczystym „FUCK”, ponieważ zauważył piękną kreskę od strony pasażera. Przez chwilę zastanawiał się, co mogło być winowajcą, ale ostatecznie musiał ze świadomością posiadania rysy wrócić za kierownicę. No cóż, dobrze, że miał zaufanych ludzi, którzy nie będą żądali od niego — stałego klienta — wysokiej kwoty za lakierowanie. Wyłączył muzykę — potrzebował ciszy — odchylił głowę nieco do tyłu, by oprzeć ją o zagłówek, i przymknął oczy. Potrzebował krótkiej chwili, by się po prostu uspokoić, bo dla niego już było za dużo.
Najpierw Sher, teraz wydatek oraz konieczność odwiedzenia warsztatu.
F A N T A S T Y C Z N I E.
Czy mogło być lepiej?
Eric miał ochotę walnąć głową o kierownicę… co zaraz uczynił, lecz zamortyzował to tak, że zamiast uderzyć w to, co chciał, uderzył w ręce.
what will happen?