Może ten ich fortel by im się nawet udał, gdyby Madox był trochę bardziej ostrożny, mniej narwany, gdyby w przypływie emocji, krążącej w żyłach adrenaliny i przyjemnego smaku jej miękkich ust, nie wyrwał się do niej do przodu. I nie wypadła mu ta kominiarka...
Może. Ale teraz nie było już czasu na gdybanie, trzeba było działać, a Noriega w tym też był akurat dobry, akcja - reakcja, i tym razem kiedy jeden z goryli szarpnął go do tyłu, to on od razu mu się odwinął. Ładnie trafił, prosto w nos, więc mieli chwilę na kolejną reakcję, tym razem ucieczkę, chociaż przecież Madox widział jak źle biegło jej się po bruku w obcasach. A przez głowę nawet mu przeszło, żeby ją zostawić... No tak bo Madox to jednak miał paskudny ten swój charakterek.
Potem przez myśl mu przeszło, żeby złapać ją na ręce, ale finalnie i tak dopadli do wysokiego metalowego ogrodzenia, które pewnie sam bez problemu by przeskoczył, jak jakiś dziki kot, jaguar na przykład.
Już miał pomóc dziewczynie, już się schylił, żeby ją podsadzić, ale nie udało się, bo drugi z facetów szarpnął go do tyłu.
I to by było na tyle z ich wielkiej ucieczki.
Zaczęło się prawilne dawanie sobie po mordach i w ferworze walki, gdzieś pomiędzy pięścią, którą Madox wymierzył facetowi w brzuch, a potem sam dostał w skroń, nawet nie zauważył, że złapali
jego dziewczynę. Przez chwilę nawet myślał, że to będzie koniec, kiedy jeden z ochroniarzy dostał od niej cegłą, bo on zajął się drugim i to mógł być piękny finał, tylko z budynku wypadło dwóch kolejnych, którzy do tego pochwycili ją i wpakowali do samochodu.
No nie tak to miało wyglądać, zdecydowanie. Pojawiła się też pałka teleskopowa, którą Noriega demolował bar i tym razem on dostał nią kilka razy, a potem jeszcze kilka kopniaków.
Dziesięć minut później Madox wpadł do klubu Daniela z powrotem. Ale już nie był sam, już na głowie nie miał kominiarki, a zamiast kija palce zaciskał na ukrytej pod kurtką spluwie. Za nim stał Maczeta i trzech innych latynoskich ochroniarzy. Kilku stał jeszcze przed lokalem. Podszedł do baru i opierając się o ladę zwrócił się do jednej z barmanek. Od razu spojrzała na jego wytatuowaną rękę, która zacisnęła się na broni.
-
Gdzie jest dziewczyna? - no tak, teraz nie mógł jej zostawić.
-
Jaka dziewczyna? - zapytała barmanka.
-
Nie wkurwiaj mnie, i prowadź do szefa! - warknął Noriega.
W piwnicy klubu, gdzie finalnie wylądowała blondynka, przywiązana do krzesła, z czarnym workiem na głowie, w powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Nie była to tak ładnie przygotowana podziemna strefa jak u Noriegi w klubie. Raczej zwykła, obskurna melina.
Jeden z mężczyzn szarpnął worek, który dziewczyna miała na głowie, pochylił się w jej kierunku, a palce zacisnął mocno na jej żuchwie, sięgnął nimi do policzków szarpiąc ją w swoim kierunku, żeby na niego spojrzała.
-
I co laleczko? Klub za klub... To teraz twoja kolej. Tylko co my z tobą zrobimy... - rzucił ciągnąc ją do siebie bliżej, tak, że liny wbiły się w jej skórę. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po sylwetce dziewczyny, a język przesunął się po spierzchniętych wargach.
Zaraz ciężka, szorstka łapa opadła na jej udo sunąc po nim wyżej, podwijając materiał jej sukienki coraz wyżej, znajdując sobie miejsce między jej nogami, a gdy je zacisnęła, to facet użył więcej siły -
nie szarp się, bo rozwalę ci łeb - wycedził przez zęby.
Ale wtedy do pomieszczenia wpadł Madox, ze spluwą opartą na przedramieniu, a z nim jego ochroniarze.
-
Zostaw ją Daniel, to sprawa między nami - rzucił od razu, celując facetowi prosto w łeb. Mężczyzna odwrócił się powoli w kierunku Noriegi.
-
Sam ją w to wciągnąłeś Madox, a teraz między nami... Nie trzeba było zabierać do klubu swojej dziwki - warknął, prostując się. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami. Daniel też miał kilku swoich ochroniarzy. Zaraz mogła się tu rozpętać krwawa jatka.
-
Chodziło mi tylko o klub, a to, że przypierdalasz się do mojej dupy, to już lekka przesada... Daniel - rzucił Madox. Daniel spojrzał na niego krzywo, a potem odwrócił się do blondynki.
-
Więc to twoja dupa? Z takimi smarkulami się teraz prowadzasz? - wywrócił oczami kręcąc głową.
-
Nie twój interes, puść ją - powtórzył Noriega. A Daniel podszedł do blondynki i stanął za nią, zacisnął palce na jej blond puklach odciągając jej głowę w tył.
-
Bo co? - zapytał bezczelnie.
-
Bo rozwalę ci łeb - prosta odpowiedź, Madox nawet poprawił w dłoni pistolet, szkoda tylko, że Daniel też już w dłoni trzymał swój i przyłożył lufę blondynce do skroni.
-
No chyba, że ja zrobię to pierwszy...
dama w opałach