30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zaufaj Pilar, ona wie, co robi.
Czy naprawdę wiedziała?
Na ten temat z pewnością można było polemizować.
Wydawało jej się, że wiedziała, że robiła dobrze, chcąc wyprowadzić Paris z tego piekła, zdystansować ją od Milano. Tylko to przecież i tak pomimo trudności była najłatwiejsza cześć całej układanki. Odejść na moment to jedno, ale odejść na zawsze? To już był całkiem inny kaliber, którego oni ani trochę nie przemyśleli. Przecież Paris i Milano pewnie razem mieszkali, miała u niego swoje rzeczy, wiedział, gdzie pracowała, mógł ją kurewsko łatwo namierzyć, a oni nawet gdyby bardzo chcieli, nie byliby w stanie pomóc jej z tym wszystkim. Nie mieli do tego warunków.
Postanowili jednak zrobić tyle, ile mogli. Na ten moment priorytetem było ich od siebie odizolować. Szkoda tylko, że Paris na początku wcale nie współpracowała. Zakręcona na punkcie swojego oprawcy ciągle powtarzała, że musiała na niego zaczekać, że nie mogła nigdzie bez niego iść, jednak całe szczęście krok po kroku udało im się ją namówić, żeby zaufała. Pierwsze jej, a potem i Noriedze, bo przecież to w jego rękach tak naprawdę powierzyła swoje bezpieczeństwo. W tym, że nie pozwoli Milano ją skrzywdzić. Pilar czuła jak dziewczyna zaciska mocniej palce na jej dłoni, jakby szukała jakiegoś ostatecznego potwierdzenia.
Możesz mu zaufać — powiedziała w końcu, przysuwając się jeszcze bardziej do kobiety. Ich nogi plątały się już między sobą, a oddechy tańczyły przy twarzach. — Ma dobre serce — dodała już ciszej, chociaż on też mógł to usłyszeć. Nigdy nie lubił, jak rozpowiadała to na głos, ale przecież przy Paris chyba mogła. Przy niej nie musiał i chyba nawet nie powinien zgrywać twardziela, bo jednego już miała na głowie. Dziewczyna znowu się od niej szarpnęła, a potem wstała z krzesła.
Garret odprowadził je do wyjścia na korytarz. Ciemnoskóra kelnerka, która siedziała przy recepcji wyglądała na mocno zaskoczoną duetem, jaki widziała. Oczywiście nie omieszkało się bez pytań, co one robiły, kiedy kolacja jeszcze się nie skończyła i dlaczego wychodzą bez swoich partnerów. W odpowiedzi dostałą od Pani Noriegi bardzo zdawkowe damskie sprawy, chociaż na język cisnęło jej się soczyste nie interesuj się.
Paris cała drogą do wyjścia cała drżała. Z każdym krokiem wpadała w coraz większą panikę, próbowała się odwracać, zmieniać zdanie, jednak finalnie udało im się wyjść na zewnątrz. Rześkie powietrze momentalnie waliło po twarzy, a przyjemny wiatr podwiewał włosy. To był pierwszy raz, kiedy Pilar odwróciła się do kobiety i w końcu mogła spojrzeć jej w oczy. Były turkusowe i całe zapłakane. Makijaż miała już rozmazany prawie cały pod oczami i na polikach. Na dłoniach dało się zauważyć siniaki — nowsze i starsze — oraz ślady przy szyi, chociaż je równie dobrze można było wyjaśnić tym, że ktoś lubił się zabawić ostrzej w łóżku. Ona na przykład często miałą podobne, a jakoś nikt się nad nią nie znęcał.
I c-co teraz? — spytała przestraszona Paris. Cóż Pilar sama chciałaby wiedzieć.
Po pierwsze posadzimy cię u nas w aucie — uśmiechnęła się ciepło, wskazując drugą stronę ulicy, gdzie Noriega zaparkował czerwone BMW. — Który samochód jest wasz? — spytała jeszcze po drodze, rozglądając się energicznie.
Tamto — Paris wskazała na jakieś czarne audio, stojące kilkanaście metrów dalej.
Okej — tyle jej powiedziała, nawet kiedy dziewczyna kilka razy spróbowała spytać do czego potrzebowała tej informacji, Pilar wcale jej nie odpowiedziała. Sięgnęła do torebki i w pierwszej kolejności wyciągnęła kluczyki, odblokowała drzwi i otworzyła tylne dla Paris. Dziewczyna wsiadła, patrząc na Panią Noriegę wielkimi oczami.
Co ty chcesz zrobić? — spytała, gdy ta grzebała po coś w schowku.
Troche go… uziemić — mruknęła pod nosem, szarpiąc się z niewielkim śrubokrętem, który utknął między jakimiś papierami. Finalnie udało jej się go wyciągnąć, ale rozsypała większość rzeczy na ziemi.
Jak to?
Nie przejmuj się tym. Zapnij pasy — wtrąciła, kompletnie ją zbywając. Chociaż zaraz odwróciła do niej głowę i uśmiechnęła się. — Jakby Madox przyszedł przede mną, to powiedz mu, że zaraz wrócę.
Pila… — tyle zdążyła powiedzieć, nim Pilar zamknęła drzwi i ruszyła w stronę czarnego audi.
Jak ostatni bandyta rozejrzała się dookoła, czy nikogo nie było. Pora była już późna, więc nie spodziewała się ludzi na spacerze, ale zawsze mógł się trafić ktoś wracający z imprezy czy wyprowadzający psa, a bardzo nie chciała mieć świadków. Kiedy upewniła się, że jest czysto, schyliła się do tylnego koła, po czym wzięła ogromny zamach i wbiła się w oponę, dziurawiąc ją. Powietrze momentalnie zaczęło uciekać, a ona podniosła się i jeszcze… przesunęła kluczem po karoserii. Nie musiała tego robić, ale akurat w tym przypadku gniew brał nad nią górę, a dokładnie to ujście dla tych wszystkich emocji, które trzymała w sobie. I pewnie na tym mogła skończyć, biegiem wrócić do BMW. No tylko że chciała skasować jeszcze jedną oponę, tak na wszelki wypadek, jakby miał zapasową, dlatego znowu się schyliła niknąć z pola widzenia, nie widząc, że zza zakrętu wychodzi kilku podejrzanych typów.
W tym czasie Madox już pewnie wrócił do samochodu. Mógł się zdziwić, że drzwi były otwarte, a w środku siedziała jedynie Paris. Szlochała wciąż pod nosem, caistajać mocno ręce na pasie bezpieczeństwa, jakby to miało jej w czymkolwiek pomóc, a gdy spytał jej gdzie jest Pilar, ona tylko wyciągnęła rękę do przodu.
Poszła mu przebić opony — jęknęła, a potem znowu się rozbeczała. — Nie no, przecież jak on się o tym dowie to… będzie źle. Bardzo, bardzo źle.

:elenka:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Czasami wystarczy coś zacząć, wykonać ten pierwszy krok, żeby potem wszystko potoczyło się lawinowo. Żeby Paris w końcu odważyła się zawalczyć o siebie, stawić czoła temu tyranowi, który się nad nią znęcał. I w tym właśnie pomóc mieli jej oni. Zebrać się w sobie i mu postawić. Może nie od razu zakończyć tego na jednej batalii, bo to nie było takie proste, ale... skoro ona odważyła się poprosić o pomoc, to oni musieli zrobić wszystko, żeby jej ją dać.
Wyciągnąć do niej rękę, kiedy stawiała ten pierwszy, może najtrudniejszy krok. I to właśnie zrobiła Pilar, zaciskając palce na roztrzęsionych dłoniach blondynki. Zapewniając ją, że mogła zaufać Madoxowi.
Chociaż... on sam sobie często nie ufał. Ale tym razem za jakiś pierdolony punkt honoru postawił sobie to, żeby załatwić Milanka. A przede wszystkim im czas, na to, żeby Pilar wyprowadziła Paris, żeby mogli odstawić ją w bezpieczne miejsce.
Chociaż z tym jego dobrym sercem, to była chyba lekka przesada, bo Madox wcale go nie miał. Czego zresztą zaraz dał popis, kiedy przywalił Milano. Ale wiedział, że jak wywali mu ten bark, to będą musieli wezwać pogotowie, zabrać go do szpitala, bo przecież nikt mu go nie nastawi tak sprytnie, jak zrobiła to Pilar w samolocie. A wybite stawy miały to do siebie, że lubiły powtórki. Nawet nie musiał wkładać w to dużo siły, odpowiednio tylko go szarpnął, a ten nos... To już był taki dodatek, żeby Milano poczuł jak to jest, kiedy ktoś silniejszy robi ci krzywdę. Zrobiło się małe zamieszanie i chociaż Milan kilka razy pytał o swoją narzeczoną, to jednak złamany nos i wybity bark sprawiały mu tyle bólu, że po chwili jedyne o czym rozprawiał było to, żeby wezwali karetkę.
Noriega w tym czasie się ulotnił. A zaraz zajrzał do swojej beemki, tylko, że szybko okazało się, że nie ma tam jego żony. Na tylnej kanapie siedziała tylko zapłakana Paris.
- Gdzie Pilar? - zapytał od razu. A kiedy blondynka pokazała mu na przednią szybę, to spojrzał w nią.
Poszła mu przebić opony.
- Kurwa - wyrwało mu się od razu, bo mieli to załatwić z głową, a ona co? Znowu się wyrwała...
Mogli się zarzekać, ale byli identyczni, pierwsi do bójki i rozróby. Madox od razu chciał wysiąść i iść po swoją żonę, tylko, że wtedy Paris roztrzęsionymi rękami zaczęła odpinać pas.
- Ja... ja jednak tam wrócę. Może Milan mi wybaczy, jak tylko mu powiem, że już nigdy... - zaczęła nawijać, a Noriega zaraz przeniósł na nią ciemne spojrzenie.
- Co? - pokręcił głową i zajrzał do samochodu, żeby oprzeć palce na zapięciu jej pasa - nie, zostań tu Paris, on już nic ci nie zrobi - chciał ją uspokoić. Ale dziewczyna wpadła w jakiś atak paniki. Kręciła głową, szarpała za pas i cały czas powtarzała.
- On się wścieknie, będzie bardzo zły, jak nie będzie mnie przy nim - łapała w płuca powietrze ze świstem.
I chociaż Madox chciał iść do Pilar, to wsiadł do Paris do samochodu, oparł delikatnie wytatuowane palce na jej dłoni.
- Spokojnie, on już nie zrobi ci krzywdy, nie pozwolimy na to - odezwał się łagodnym tonem - byłaś bardzo dzielna i teraz musisz pozwolić działać nam. Pilar… jest z policji, ona o ciebie zadba - to zawsze pomagało, powoływanie się na to, że Pani Noriega była psem, ale tym razem Paris pisnęła zasłaniając się dłońmi.
- Boże! Z policji? Przecież on mnie zabije... Jak on się dowie, to mnie zatłucze - spanikowała. A Madox znowu pogłaskał ją po ręce.
- Nic ci nie zrobi, ja... wybiłem mu bark - Paris zrobiła wielkie oczy patrząc na niego. Ale jakby nagle zaczęła to kalkulować, to, że kiedy Milano miał chory bark, to tak jej nie okładał.
- Ale... - zaczęła, a Madox oparł palce na jej ramieniu.
- Będzie dobrze Paris, tylko... daj mi chwilę.

Kiedy Madox próbował uspokoić Paris w jego samochodzie. A Pilar wzięła się za akcję przebijania opon. Może nawet wszystko potoczyłoby się dobrze, sprawnie. Gdyby darowała sobie to drugie koło i wróciła do beemki.
Ale sobie nie darowała.
I gdy wyprostowała się w końcu ze śrubokrętem, to wyrósł za nią jakiś facet.
- A ty co tu robisz aniołku? Tak późno w nocy? Sama... - odezwał się zachrypniętym głosem. A kiedy odchrząknął, kiedy Pilar odwróciła się w jego kierunku...
To w jego twarzy mogła rozpoznać Pająka.
Nie był sam, bo obok niego pojawił się zaraz kolejny dryblas, a potem jeszcze jeden. Czwarty z tyłu, oparł się o audi stukając palcami w karoserię.
- Chyba ktoś ci zaszedł za skórę, skoro poprzebijałaś mu opony - rzucił kręcąc głową z malującym się na ustach wstrętnym uśmiechem.
- A wiesz kto zaszedł nam? - zapytał Pająk robiąc krok w jej kierunku - twój facet - syknął i machnął głową, a wtedy do Pilar dopadło dwóch kolesi, złapali ją za ramiona, trzeci złapał ją za rękę i ścisnął tak mocno, że musiała wypuścić śrubokręt. Zaraz jeden zamknął jej usta ręką ukrytą w czarnej, skórzanej rękawiczce. Mogła się szarpać, mogła się rzucać, ale ich było trzech i Pająk, który patrzył prosto w jej duże, brązowe oczy. Wciągnęli ją do jakiegoś budynku. Dookoła panowała cisza, przerywana tylko ich szamotaniem.

Madox w końcu wysiadł z samochodu, nic nie zauważył, bo kiedy do Pilar dopadł Pająk i jego banda, to akurat Paris się rozryczała i znowu musiał ją uspakajać. W końcu mu się udało, w końcu obiecała, że na nich poczeka, a Noriega zaraz skierował się do audi, tylko jego żony już tam nie było, na ziemi leżał tylko ten śrubokręt, na który zaraz nadepnął.
- Kurwa... Pilar - rozejrzał się dookoła, ale ulica była pusta. Żadnej żywej duszy. Madox nawet przeszedł się dookoła zaglądając w ciemne zaułki, ale nigdzie jej nie widział, a w głowie już miał same złe przeczucia. Najczarniejsze scenariusze. Wyjął telefon, żeby odpalić apkę, przez którą mógł ją namierzyć.

Trzech goryli wciąż trzymało Pilar, a Pająk pochylił się nad nią sięgając do jej twarzy, zacisnął palce na jej żuchwie, wbił je w jej policzki.
- Chyba lubisz kłopoty ślicznotko... I nawet mnie to kręci - wycedził przez zęby, zaglądając jej w oczy - takie narwane, nieposłuszne laski - jego spojrzenie przesunęło się po białej koronce - ale nasz szef nie lubi problemów, karze nam je szybko... załatwiać - zacisnął mocniej palce na jej policzkach i szarpnął ją do siebie - więc przemyśl to sobie w tej ślicznej główce, czy warto... Bo następnym razem twojego faceta nie zasłoni już żaden pies, chyba, że ty to zrobisz suko? Bo w innym wypadku wpakujemy w niego kilka kulek, jeśli będziecie się stawiać - warknął do niej i odsunął się. Przez moment patrzył na nią z dystansu, na koronkową sukienkę, która popodwijała się w niektórych miejscach odsłaniając jej uda - to było ostatnie ostrzeżenie - rzucił poważnie - pozdrów męża i powiedz, że będziemy wiedzieć, jeśli będzie coś kombinował, a jak ty to zrobisz... To zainwestuj w czarną kieckę, przyda ci się na jego pogrzeb - jeszcze złapał jej ciemne, przenikliwe spojrzenie, a potem kiwnął głową na swoich goryli. Szarpnęli Pilar, a potem pchnęli ją na ścianę i zostawili. Ruszyli do tylnego wyjścia z budynku, na dziedziniec.

Madox odpalił aplikację i zlokalizował jej telefon, była obok. W opuszczonej kamienicy na przeciwko, zaraz wyrwał się w tamtym kierunku. Do budynku wpadł może minutę po tym jak Pająk i jego banda zniknęli na tyłach. Zaraz doskoczył do Pilar.
- Co jest? Co ty... Pilar, co się dzieje, co ty zrobiłaś? - zapytał rozglądając się dookoła, bo przecież nie miał pojęcia co tutaj zaszło. Nie zdawał sobie z niczego sprawy, ale widział po niej, że znowu coś było nie tak.

:kwiatek:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Mogła to zostawić.
Nie. Wróć.
Ona p o w i n n a to zostawić.
Olać samochód Milano i po prostu załadować się razem z Paris do BMW, a potem odjechać z chwilą, w której Madox wyjdzie z budynku. Tak pewnie zrobiłaby każda, chociaż trochę odpowiedzialna osoba. Ale nie ona. Bo przecież Pilar była narwana. Miała ciężki charakter i jak już coś sobie ubzdurała w swojej czasami mądrej, a czasami kurewsko głupiej główce, to nie było takiej siły, która by ją przed tym powstrzymała. No dobra, może była jedna, ale ona akurat była zajęta w tym momencie okładaniem Milano.
Chociaż Pilar wcale nie spodziewała się, że Noriega posunie się do tego stopnia, że wybije mu bark. Bardziej zakładała, że po prostu dociśnie go do ściany i nieco nastraszy, że następnym razem nie będzie już tak miło. Przecież gdyby wiedziała, że Milano i tak nie byłby w stanie jechać dalej samochodem i ich śledzić, to przecież w życiu nawet by się nie kłopotała, żeby chociażby podejść do samochodu i bawić się z oponami.
Ale nie wiedziała.
Bo oni wszystko robili na spontana. Kiedyś była inna, ale przecież przy Madoxie obudziła w sobie też nutę improwizacji, którą zaraz prezentowała przy oponach. Jedna poszła gładko, ale też jedną zapasowa każdy szanujący się kierowca woził pod bagażnikiem, dlatego chciała przebić i drugą. Wyobrażała sobie, jak bardzo Milano będzie wkurwiony, jak zdesperowany, żeby dorwać Paris i ich, dlatego chciała się upewnić, że nie dotrze do nich szybko. Nim jednak zdążyła dobrze wcisnąć śrubokręt w oponę, ktoś wyszedł zza ciemnej uliczki.
W koronkowej sukience w środku nocy z pewnością nie ciężko było ją zauważyć, dlatego na pierwsze słowa mężczyzny nawet się nie ruszyła. Nie drgnęła. Bo przecież skoro jakiś randomowy facet ją zaczepiał, to zaraz sprzeda mu kopniaka prosto w kroczę i wróci do czerwonego beemki i będzie spokój. Ale nie w tej bajce.
Nie poznała go po głosie. Dopiero kiedy wstała i się odwróciła, a jej spojrzenie odnalazło znajome już, ciemne oczy, od razu przypomniała sobie, jak wyglądał facet wtedy w magazynie. Pająk. Tak na niego mówił Rodrigo. Pierdolony Rodrigo, który wczoraj prawie odstrzelił jej męża. Zacisnęła mocniej palce na śrubokręcie. Była gotowa się bronić, była gotowa nawet odpłacić się za Sombrę, gdyby tylko okazało się, że facet był sam, a dookoła nie było żadnych świadków…
Ale nie był. Zaraz jego kumple wyszli z cienia i momentalnie do niej doskoczyli. Złapali ją za ramiona i jeszcze jak z jednym dałaby sobie radę, tka na cała trójkę nie miała mocnych. Szarpała się i wiła, ale co z tego? Nawet kopniak, który sprzedała temu po lewej nic nie podziałał, a narobił więcej szkody, bo facet zaraz jej oddał. Prosto w piszczel.
Czego chcesz? — warknęła, ani trochę nie pokazując tego, jak w środku cała drżała. Jak strach zalał jej kręgosłup, a serce zabiło mocniej.
Posłuszeństwa — mruknął z obrzydliwym uśmiechem wymalowanym na twarzy. — Ale wam to chyba średnio wychodzi, co, laleczko? — zrobił krok w jej kierunku, a następnie przystawił szorstką rękę do jej policzka i przesunął aż na szyję, zdzierając jeden z plasterków zasłaniających rozcięcie po szkle.
A ty naprawdę potrzebujesz dwój goryli, żeby mnie trzymali? — zmieniła temat. — Boisz się, że nie dałbyś rady jednej lasce? — trochę próbowała tu zastosować strategie Noriegi z zagadaniem przeciwnika. Ośmieszyć go w oczach kumpli i może nawet trochę jej się udało, bo Pająk momentalnie spoważniał, jednak zaraz znowu się uśmiechnął.
Ja po prostu nie lubię sobie brudzić rączek, rozumiesz — rzucił z uśmiechem, a potem machnął na swoich fagasów, żeby silą zaciągnęli ją do jakiejś kamienicy. Pilar próbowała im się wyrwać, ale to na nic. Gdyby jeszcze facet, który zatkał jej usta nie miał na sobie rękawiczki, bez problemu upierdoliłaby mu palec i nawet sama nie musiała krzyczeć, bo on zrobiłoby to za nią, ale takto nie była w stanie przedrzeć się przez tak gruby materiał, chociaż oczywiście spróbowała.
Nie miała z nimi szans.
Żadnych.
I chociaż z jednej strony chciała, żeby Madox tu teraz był, w tym samym czasie modliła się, żeby tu nie przychodził. Widziała przecież, że zaraz by się na nich rzucił, a wtedy mogłoby skończyć się różnie. Znała się na rzeczy, widziała przecież, że zza kurtki z tyłu odznaczał się kształt broni. Pająk też na moment powiódł za jej spojrzeniem i znowu się uśmiechnął. Kurwa, jak bardzo ona chciałaby teraz zetrzeć mu ten pieprzony uśmiech z twarzy. A zamiast tego nie mogła nawet nic powiedzieć.
Wegetowała więc w ramionach tych wszystkich goryli, słuchając, jak Pająk rozpoczął swój pieprzony monolog o niesubordynacji. O tym, że mają się ich słuchać, bo następnym razem, jej faceta nie zasłoni żaden pies. Mimowolnie szarpnęła się na wspominkę o Somrze. Te rany wciąż nie były wyleczone i nie potrafiła udawać obojętności. Chociaż zupełnie nowe, większe otworzyły się w jej sercu, gdy mężczyzna wyraźnie podkreślił jej, że nawet jak ona będzie chciała go tym razem zasłonić, to władują w niego tyle kulek ile będzie trzeba. Czuła jak serce wali jej w piersi, jak oczy zaczynają szczypać. Nic nie triggerowało jej tak, jak myśl, że Madoxowi mogło się coś stać. Że mogłoby go nie być obok niej. To sprawiało, że Pilar, która zawsze była nieustraszona, niczego się nie bała… nagle czuła się jak wystraszone dziecko. Jakby znowu miała pięć lat i płakała za mamą, której nigdy nie miała, tak desperacko chcąc ją do siebie przytulić.
Dawno nie patrzyła w czyjeś oczy z tak wielką nienawiścią, jak w tamtym momencie w te Pająka. Nawet na Daltona nie patrzyła w ten sposób. Gdyby tylko miała teraz broń w dłoni… nie zawahałaby się jej użyć. Ani kurwa na sekundę. I trafiłaby dokładnie między oczy. Co do m i l i m e t r a.
Rozumiemy się? — spytał w końcu, a ona nawet nie drgnęła. Jej ciężki oddech odbijał się jedynie od czarnej rękawiczki, która mocno przyciskała się do jej ust i policzków. Pająk zrobił krok w jej stronę, po czym wyciągnął rękę do przodu i szarpnął ją za włosy, bujając jej głową w przód i tył. — Tak, Panie Pająk, rozumiemy się — sam sobie odpowiedział, uśmiechnął się, a potem jeszcze na odchodne… zamachnął się i uderzył ją z pięści prosto w brzuch. — Na pytania się odpowiada, suko — warknął jej do ucha, po czym wszyscy rzucili ją na ścianę i się oddalili. Odbiła się od niej z impetem, wciąż czując jak okolice brzucha paliły ją żywym ogniem. Będzie krwiak, to na pewno. Aż zgięła się w pół i złapała mocno powietrza w płuca, chociaż to tez sprawiało jej ból.
Nawet nie zdążyła sobie ułożyć w głowie i uporządkować tego co się stało, a do środka wpadł Madox. Jego głos przeciął cisze i zadzwonił jej w uszach, aż od razu się podniosła, ignorując nieprzyjemne pulsowanie. Dopadła do niego, kiedy jeszcze się rozglądał i po prostu wpadła w jego ramiona. Wtuliła się w niego, jakby nie widziała go kurwa lata. Zaciągnęła mocno znajomym zapachem, dłońmi sunąc po jego plecach, ramionach i twarzy, jakby chciała sprawdzić, czy nic mu nie było. Był cały. I dopiero kiedy zapytał się jej co ona zrobiła odsunęła się od niego, wbijając ciemne spojrzenie w jego oczy.
Co ja zrobiłam? — warknęła, wciąż ciężko oddychając. — Pogawędkę miałam z twoimi kurwa kolegami — nie powinna tak na niego warczeć, szczególnie, że on nie miał pojęcia, o czym mówiła, ale nie kontrolowała tego. Wszystko w niej chodziło. Stres dopiero zaczął rozlewać się po ciele, adrenalina szalała na pełnej, wcale nie w ten przyjemny sposób, a słowa pająka odbijały się w jej głowie pierdolonym echem.
Wpakujemy w niego kilka kulek.
To ostatnie ostrzeżenie.
Zainwestuj w czarną kieckę, przyda ci się na jego pogrzeb.

Kurwa.
Przez moment myślała, że ją popierdoli. Znowu czuła jak to nieznośne uczucie paniki zalewa ją całą od czubka głowy aż po palce u stóp. Jak klatka piersiowa sprawiała wrażenie, jakby zajęła się ogniem, jakby serce lada moment miało eksplodować. Przerażenie mieszało się z gniewem. Z nienawiścią w czystej postaci. Mieli się nie wychylać i ich słuchać, ale przecież Pilar miała pełną świadomość, że to nie skończy się nigdy. Że jedyną opcją było zdjęcie Luny i jego pomagierów. Posłuszeństwo na dłuższą metę i tak nic by tutaj nie dało. A fakt, że grozili jej mężczyźnie, którego kochała… doprowadzał ją do szału. Sprawiał, że przeszła się kilka kroków w przód, wyrwała mu, kiedy pewnie próbował ją złapać i dowiedzieć się czegoś więcej, a finalnie odwróciła się do niego z pełną powagą na twarzy.
Jak już zdejmiesz Lunę… — zaczęła podchodząc do niego bliżej. — Pająk jest mój — rzuciła to zdanie tak chłodno, że bardziej się już chyba nie dało. Z jakąś chorą rządzą mordu, o którą normalnie ciężko było ją posądzić. Ale taka była prawda. Na ten moment miała ochotę go zatłuc. Za to co zrobił, a przede wszystkim za to, co chciał zrobić, co groził, że zrobi. Nie miała zamiaru na to pozwolić. Nawet gdyby to oznaczało, że złamie daną Noriedze obietnicę i się wyłamie.
Gdzie Paris? — spytała po chwili, zmieniając temat. Głupio rozejrzała się dookoła, ale przecież to było oczywiste, że Madox nie wziął jej ze sobą. — Zamknąłeś ją chociaż w tym aucie? Co jak wyszłą i poszła do Milano? — spytała, po czym przeczesała nerwowo rozjebane na wszystkie strony włosy, po tym, jak nią szarpali. — A właśnie. Co z nim?

:kwiatek:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pająk to nie był amator, on nie działał pochopnie, a wszystko odpowiednio planował. Tak jak teraz, kiedy zaczaili się na Pilar, było ich czterech, bo nawet jakby włączył się Madox, to mieliby przewagę. Mieli broń, to też kolejna rzecz na ich korzyść. I ta skórzana rękawica, którą przysłonili jej usta.
Gdyby wtedy w lesie Madox nie miał swojego farta, gdyby nie chroniła go ta klątwa babki Carmen Sandiego, to pewnie też by go odstrzelili. Już przy drzewie, gdyby nie Sombra, jego anioł stróż, albo potem w samochodzie... I też uratował go pies. A potem po raz kolejny... poświęcając się za niego.
A kto w takim razie pomoże Pilar?
Madox wysiadł w końcu z beemki, i rozglądał się za nią, panikował. Bo przecież powinna tu być. Może wróciła do lokalu? A może do samochodu, no nie, jak?
Czuł już na karku to dziwne uczucie, ten nieprzyjemny, kurewsko zimny dreszcz, który sprawiał, że serce biło w jakimś zastraszającym tempie. Dopiero przypomniał sobie, że miała telefon, w torebce, powinna mieć ją na ramieniu, a w nim miała pluskwę, lokalizator, który wgrała mu znajoma hakerka. Na ich telefony i samochody, w razie czego, gdyby któreś znowu postanowiło działać na własną rękę, albo gdyby coś się wyjebało. Tak jak teraz.
Namierzył ją, ale kiedy podniósł spojrzenie na jakąś opuszczoną kamienicę obok, wcale nie odetchnął z ulgą. Wyrwał się w kierunku budynku, wpadł do środka przez drzwi, które były otwarte, zamek był zniszczony, rzucił mu się to w oczy.
I dopiero kiedy ją zobaczył, to kamień spadł mu z serca.
- Ja pierdole - wyrwał mu się, a gdy wpadła w jego ramiona, to zaraz przytulił ją do siebie, chociaż ciemne spojrzenie powiodło dookoła. Ale nikogo tu nie było, nie na pierwszy rzut oka. Przesunął palcami po jej plecach, zaczepiając za ramiona, a potem chciał sięgnąć do jej policzków, ale z jego ust już padły te pytania co zrobiła. Przebiła te opony i co?
Madox nie miał pojęcia, ale kiedy zaraz tak na niego warknęła, a potem powiedziała o jego kumplach, to ściągnął do siebie brwi.
- Co? - wypalił od razu, a potem czarne spojrzenie padło na te drzwi na końcu korytarza, które prowadziły na dziedziniec i już się do nich wyrwał. Przecież kurwa nie mogli odejść daleko. Jego. Kurwa. Koledzy.
Pilar musiała złapać go za koszulę, szarpnąć, przytrzymać, bo przecież by tam poszedł. Nawet chwili by się nie zastanawiał, nie wahał, tylko wyskoczył za nimi.
Dlatego... oni byli dla siebie najlepszym, co im się przydarzyło, ale też kurwa najbardziej zgubnym. Jedno dla drugiego gotowe było oddać wszystko. Życie nawet. Za każdym pierdolonym razem.
- Pu... - zaczął i się jej szarpnął. Chciał, żeby go puściła, poszedłby za nimi, tak jak wtedy za Daltonem. Nawet jeśli było ich czterech, nawet jeśli byłaby ich cała pierdolona armia. Ale kiedy ciemne spojrzenie zatrzymało się na jej twarzy, na czarnych, dużych oczach, unoszącej się w szybkim, nieregularnym oddechu klatce piersiowej i ustach, które łapały zachłannie powietrze, to stanął w miejscu.
Teraz to on do niej sięgnął.
- Pilar co się... - i znowu kurwa nie dokończył, bo mu się szarpnęła, wyrwała. A on do niej doskoczył, jak dziki kot - chodź tu - zacisnął palce na jej ramionach obracając ją do siebie, a kiedy spojrzała na niego z tą malującą się na twarzy śmiertelną powagą. A potem powiedziała to...
Jak już zdejmiesz Lunę...
To on też zajrzał w jej ciemne, duże oczy. Te jego również były czarne. Planował to, zdjąć Lunę, ale kiedy powiedziała to Pilar, to uderzyło to w niego jakoś. To, że nie mieli wyjścia, że teraz musieli go załatwić. Już nie grać w jego gierki, tylko po prostu się go pozbyć, zanim on wykończy ich.
- To był Pająk? - znowu zrobił krok w kierunku drzwi, ale zaraz cofnął się do niej przesuwając wytatuowanymi palcami po jej ramionach, po jej szyi i policzkach - zrobił ci coś? - znowu patrzył jej w oczy. W te oczy, w których widział coś, czego jeszcze nigdy tam nie doświadczył. Ogień i mrok. I o ile ten pierwszy był tam zawsze, to to drugie pojawiło się tam dopiero dzisiaj - co chciał? Co mówił? Śledził nas? Po co cię zaczepił? Zajebie go... - no tak, oczywiście. Bo on nie umiał na spokojnie, jeśli chodziło o nią. Nigdy nie umiał, ale gdy sprawa dotyczyła jej to przecież wskoczyłby w ogień. W samą paszcze pierdolonego lwa.
Znowu ją do siebie przytulił i może powiedziałby coś jeszcze, ale znowu mu się wyrwała i pytała o Paris. A Madox... zupełnie o niej nie myślał. Nie umiał się skupić na zadaniach i myśleć o czymkolwiek innym, kiedy coś zagrażało jego żonie. Nawet kurwa nie umiał na nią nakrzyczeć, że poszła przebić te opony. I znowu się narażała.
- W samochodzie - odpowiedział na jej pytanie - zamknąłem - wyjaśnił jej pokazując kluczyki. Może Madox był narwany, ale jemu też czasem zdarzało się pomyśleć. Obserwował ją, kiedy przeczesywała palcami czarne kosmyki.
- Wybiłem mu bark, i chyba złamałem nos... Jednym ciosem - nawet pokazał jej jakim poruszając przy tym łokciem - musiałem go unieruchomić, żeby zaraz za nią nie poszedł - powiedział jeszcze na swoje usprawiedliwienie. A zaraz wyciągnął do niej rękę - chodźmy - objął ją ramieniem i poprowadził do wyjścia z kamienicy - możesz mi już dzisiaj nie uciekać? - może to nie było tak, że przecież specjalnie mu czmychała, ale Madox też czuł się winny, że za każdym razem, kiedy go przy niej nie było, to ładowała się w jakieś kłopoty. Jak nie z Daltonem, którego powinien załatwić już dawno. To z jego kolegami.
Na szczęście Paris siedziała w samochodzie, chociaż kiedy ich zobaczyła od razu wyrwała się do przodu.
- Boże co się stało?! - widziała to chyba w ich minach, ale Madox zaraz pokręcił głową.
- Nic Paris, wszystko jest okej - kurwa, ile on dałby żeby tak było. Żeby jego głowa nie fiksowała się na tym, że musi zdjąć Lunę. Kiedy wsiedli do samochodu, to pod lokal akurat podjechało pogotowie. Czerwono-niebieskie światła odbiły się w szybach, a Paris zaraz przykleiła się do jednej z nich.
- Matko... - załkała znowu, ale Noriega odpalił silnik beemki i zjechał z krawężnika.
Dopiero po chwili zerknął na Pilar.
- Może pojedziemy do tego ośrodka, gdzie pracował Luciano? Tam zajmują się takimi przypadkami? - odezwał się ciszej, tak, żeby słyszała go tylko jego żona - czy do nas? - nie wiedział czy powinni ryzykować i zabierać ją do siebie. Ale z drugiej strony. Ryzyko to oni mieli we krwi.

¿Te hizo algo? °❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Miotała się.
Jego bliskość koiła ją i rozjuszała w tym samym czasie.
Z jednej strony chciała mieć go blisko, z drugiej panicznie bała się, że oni zaraz tu wrócą i faktycznie władują mu kulkę pomiędzy oczy. Byli nieobliczalni, a fakt, że wciąż mieli ich na celowniku, śledzili, kurwa wiedzieli, gdzie nawet jedli kolacje w śrdoku nocy był mocno martwiący. Z drugiej strony Luna naprawdę musiał widzieć w nich zagrożenie, skoro tak bardzo chciał ich kontrolować. Gdyby traktował ich jak kolejnych debili do wykorzystania nawet by się nie fatygował jakimiś podsłuchami czy śledzeniem. A jednak do nich podchodził ostrożnie. Był to jakiś punkt zaczepienia ale też i przekleństwo, bo może faktycznie wystarczył jeden nieodpowiedni ruch i było po nich? To już nie była zabawa pokoju Pablo Gonzalesa, którego dało się kręcić za nos i uśpić jego czujność partyjką golfa. W oczach Pająka widziała prawdziwą nieobliczalność.
I potem tą samą Madox mógł widzieć w tych Pilar.
Desperację i rządze zemsty.
Tu już nie było gdybania czy uda im się zdjąć Lunę — oni musieli to zrobić. Zaszło to już tak daleko, że to była kwestia oni albo on. Nic pomiędzy. Tylko jedna strona będzie w stanie wyjść z tego jakkolwiek zwycięsko i… cóż, oni musieli teraz zrobić wszystko, żeby to im się udało. Pilar wiedziała, że nie będzie łatwo, że kurwa naprawdę nie mogli nikomu ufać, że pewnie prawdziwe piekło dopiero ich czekało. Czuła to w kościach i kiedy patrzyła w ciemne, przejęte oczy swojego męża. Na pytanie czy to był Pająk skinęła twierdząco głową, chociaż kiedy dodał do tego pytanie czy jej coś zrobił, na moment odwróciła spojrzenie.
Nie — nie lubiła go kłamać. Nie umiała tego robić, patrząc mu prosto w oczy, a jednak tutaj czuła, że musiała. Że gdyby powiedziała mu wszystko, co miało miejsce, to pewnie Noriega zaraz znowu próbowałby się wyrwać do drzwi i toczył kurewsko nierówną walkę, którą przegrałby na starcie. Nie mogła do tego dopuścić. Westchnęła ciężko, gdy nie odpuszczał i zadawał coraz więcej pytań. — Śledzili. Wiedzieli, że tu jesteśmy — rzuciła spokojnie, chociaż palce prawej dłoni znowu zbijała sobie w krzywo zawiązany bandaż. Pewnie gdyby go nie miała rozdrapałby wszystkie rany na skórze. Podniosła spojrzenie na Madoxa dopiero, gdy stwierdził, że go zajebie.
Nie — znowu mu przerwała. — Już ci powiedziałam. Pająk jest mój — nawet nie miała zamiaru z nim dyskutować. Noriega i tak powinien skupić się na Lunie i tym, jak chciał to wszystko załatwić. Czarno na białym widzieli przecież, że oni śledzili każdy ich ruch. Ze wszystkim byli o dwa kroki przed nimi. Na bankiecie też pewnie będą. Będą kurwa mieli oczy i uszy dosłownie wszędzie i… znowu się nakręcała. Wyrwała mu się na moment, ale nawet nie przeszła kroku, a Madox znowu był obok niej. Znowu szarpał ją do siebie i tulił.
Ile mogła przed nim uciekać? Nawet gdyby chciała, to przecież nie potrafiła. Nie kiedy był tak blisko, kiedy czuła jego dotyk na odkrytych ramionach, kiedy jego ciepły oddech muskał zziębniętą skórę. Wtuliła się w niego, na moment przymykając oczy i zmieniając temat na Paris. Może chociaż tu była szybka akcja do załatwienia. Bez mafii i zbędnych problemów. Oby.
Wybiłeś mu bark? — uniosła głowę, odsuwając się od niego nieco. Pierwsze spojrzała na niego z powagą, ale kiedy wspomniał, że złamał facetowi nos… jednym ciosem, kąciki ust Pilar drgnęły ku górze. — Jednym ciosem? — uniosła brwi, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Estas loco — był. Był kurewsko szalony. Niepoważny. Największy narwaniec jakiego znała. Impulsywny, jak nikt inny i do tego agresywny. A ona o dziwo za każdą jedną z tych rzeczy go kochała. Za to, że był jedyny w swoim rodzaju. Dziki, nieokiełznany, zupełnie jak ona.
Możesz mi już dzisiaj nie uciekać?
A możesz mnie już dzisiaj nie puszczać? — odpowiedziała mu pytaniem na pytanie, po czym wyciągnęła dłoń w jego kierunku. Bez pytania splotła razem ich palce, ciesząc się, że tylko tak to się skończyło. Że Noriega spóźnił się, żeby ją znaleźć. Nawet nie chciała myśleć o tym, co by było, gdyby przyszedł chwile wcześniej, gdyby się na nich rzucił. Westchnęła głośno, przysuwając się do niego. Chociaż kiedy wyszli na ulice i przeszli obok auta Milano…
A ja to załatwiłam jednym ciosem — pokazała mu przebitą oponę. Kompletnego flaka, a na górze było widać dziurę. Tez mógł być z niej dumny, jakiego miała świetnego cela, chociaż tak naprawdę to głupio zrobiła, że tam poszła. Widziała to. Z drugiej strony, nie mieliby pojęcia, że ludzie Luny wciąż ich śledzą, a takto Madox mógł tego użyć przy rozmowie, jak już się z nim spotka. Nawet miała o tym wspomnieć, ale akurat wrócili do auta, Paris zaczęła nawijać spanikowana, pod budynek przyjechał ambulans i to naprawdę był odpowiedni czas, żeby się ulotnić.
Wskoczyła bez słowa na miejsce pasażera, zapięła pas i obserwowała w szybie jak medycy wyskakują z karetki i spokojnie kierują się do wejścia do restauracji. Przed drzwiami już stała ciemnoskóra kelnerka, coś im tłumacząc. Ciekawe jak tłumaczyć będzie się Milanek. Może jeszcze wybity bark dało się zwalić na upadek ale złamany nos? Raczej kiepsko. Całe szczęście to nie był ich problem. Przynajmniej nie ten.
Ośrodek!? — głos Paris momentalnie wyrwał ją z zamyślenia i aż odwróciła głowę. — Ja nie mogę jechać do tego środka.
A czemu nie? — Pilar spojrzała w jej kierunku, marszcząc brwi. — Wiesz, to jest takie miejsce, gdzie pomaga…
Ale ja wiem — weszła jej w pół słowa. — Bo ja tam pracuje.
Co? — pierwsze spojrzała na Madoxa, a zaraz potem całym ciałem odwróciła się na fotelu i spojrzała na twarz Paris. — Jak to tam pracujesz?
Księgową jestem — wyjaśniła, nie rozumiejąc skąd w nich to całe poruszenie i nagłe zainteresowanie jej miejscem pracy. Cóż, Paris nie miała pojęcia, ale Pilar i Madox na pewno już myśleli nad tym samym, bo… jakie było kurwa prawdopodobieństwo, że spotkali ją na swojej drodze, mieli ją w aucie, chcieli jej pomóc zupełnie bezinteresowanie, a tu wychodziło na to, że może w końcu los miał zamiar coś odpłacić im w zamian?
A znasz Luciano? — spytała, czując, jak serce przyśpiesza jej w piersi. Nie ludziła się, że Paris powie, że tak. W końcu to byłoby zbyt piękne, żeby było prawdziwe, a oni nie miewali takiego szczęścia…
Benitez? — nazwisko. Tyle im wystarczyło. A przynajmniej jej, żeby podniosła znowu spojrzenie na swojego męża, dłoń układając na jego udzie.
Do nas — odpowiedziała mu w końcu na pytanie sprzed chwili, gdzie powinni jechać.
Prosto. Kurwa. Do nich.
Bo możliwe, że mieli w samochodzie świadka, o którym nie wiedział Luna.
Jeszcze.

;0
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”