34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Uśmiechnął się kiedy rzuciła to pewne siebie wiesz, a ciemne spojrzenie zjechało na jej małą rączkę na jego skórzanej kurtce. Chociaż kiedy powiedziała to mama mówi, że trzeba słuchać serca, mina momentalnie mu spoważniała, a serce... To szarpnęło się w piersi jakoś mocniej.
Co mówiło?
Za czym tęskniło? Do kogo?
Wiedział.
- Lubi się bawić, ale tylko w procę, naklejki i wyścigi, lalkami nie - rzucił mówiąc o tym swoim sercu, które kiedyś to uwielbiało. Gdy mieli po dziesięć lat, i ścigali się z jej mamą, strzelali z procy i zbierali naklejki. A potem tyle rzeczy się wydarzyło. A przez ostatnie lata to serce bardzo się zmieniło. A może w ogóle uschło i nie potrafiło już kochać?
Znowu się zamyślił, ale z tego stanu wyrwał go krzyk dziewczynki.
A ja człowiekiem! - parsknął śmiechem, tak szczerze i miło. Tak jak jeszcze chyba się przy niej nie śmiał, ale zaraz zainteresował się tym dzikim zwierzem - a jakim? - zapytał Madox, bo on zawsze w jej wieku chciał być dzikim kotem, wtedy mógłby całe dnie łazić po drzewach i nikt by o to na niego nie krzyczał. Albo mógłby się wylegiwać na gałęzi, chodzić swoimi ścieżkami i mruczeć.
Mariana zaraz jednak wyjaśniła, że to o pojazd chodzi, a Madox zerknął na nią z ukosa z niemym dzięki wymalowanym w spojrzeniu.
A kiedy Amra wyrwała się tak, żeby zobaczyć jego motocykl, to też spojrzał na jej nianię, ale schylił się znowu po czekolady.
- Jak... ona ci pozwoli - właściwie nie wiedział kim była dla niej dziewczyna, nie znał jej, ale podejrzewał, że może jakąś opiekunką, sąsiadką? Koleżanką Pilar? - A co będzie na kolację? A co jak brokuły? Też je zjesz? - zaczepił jeszcze dziewczynkę, ale jej opiekunka już się zgodziła, a mała krzyknęła, że to super. Madox też od razu zamierzył się do wyjścia, ale no tak... czekoladki.
Dobrze, że chociaż jeden odpowiedzialny dorosły tu z nimi był.
I nie był to na pewno Madox, bo kiedy tylko wyszli przed sklep, to on już odwracał się do dziewczynki, idąc tyłem po parkingu. A oczy błyszczały mu pewnie tak, jak tej małej. Śmiesznie to mogło wyglądać z boku, biorąc pod uwagę, że był łysym typem z dziarami, w motocyklowej kurtce.
- Na tym można bardzo szybko jeździć, ale wtedy jest najlepiej - no tak, bo Madox zawsze lubił szybką jazdę, a później on przecież kupił ten swój wymarzony motor i co? I jechali na nim z Pilar tylko raz, wtedy na tą plażę. A później przez sześć lat nie jeździł wcale. Siedział w pace i mógł o tym tylko pomarzyć, a czasem to nawet nie. Bo myśli zaprzątały mu inne rzeczy, bo nie liczył na to, że szybko wyjdzie. W pewnym momencie myślał nawet, że nigdy.
Ale w końcu mu się udało, nic więc dziwnego, że kiedy tylko się wyrwał, to zaraz kupił sobie samochód, chociaż prawa jazdy jeszcze nie miał, a potem też motocykl.
A skąd miał na to pieniądze? Ciekawe to było...
To że wynosił ze swojego mieszkania torby pełne gotówki, jedna za drugą.
- Twoja mama jest... - zaczął, a zaraz się potknął i nie dokończył, bo musiał złapać równowagę, ale chciał powiedzieć, że Pilar to dzikuska, nie dziwiło go wcale, że jeździła szybko. Że lubiła szybką jazdę.
Znowu wracał myślami do tego jak mieli po osiemnaście lat, jak marzyli, że wezmą ślub, a potem kupią motocykl, żeby jeździć nim po wybrzeżu. Mało brakowało, żeby to się stało. Dwa. Kurwa. Dni.
- Co? - spuścił spojrzenie na dziewczynkę, kiedy go zaczepiła wystawiając w jego kierunku czekoladkę - pokaż - wziął od niej batona i najpierw spróbował palcami, ale papierek mu się w nich ślizgał, więc... pomógł sobie zębami - a jaką byś chciała? - zapytał odnośnie naklejki, zerkając do środka, zanim go jej oddał. Już widział, że wylosował jej się koliberek, a kiedy Amra szarpnęła go za nogawkę, to oddał jej batonik.
- O tam jest mój motocykl - powiedział pokazując im zaparkowany niedaleko czerwony ścigacz. Był duży i błyszczał w świetle słońca. Honda Fireblade od razu rzucała się w oczy.
I Amra też zawiesiła na niej spojrzenie, a zaraz wyrwała się do przodu, tylko chyba nie przekalkulowała tego, bo w rączkach miała batonik, tu chciała podbiec do motocykla, wszystko na raz po prostu, i się potknęła. Poleciała w przód i pewnie już by miała pozdzierane kolana i ręce, gdyby Madox do niej nie doskoczył i jej nie złapał, bo Mariane ruszyła w ich kierunku dopiero gdy Noriega chwycił dziewczynkę pod pachy i wziął na ręce. Czyli jakiś Anioł Stróż dzisiaj nad nią czuwał.
- Wow, musisz bardziej uważać, bo byłaby gleba - uśmiechnął się do niej lekko, trzymając ją na ramieniu, ale zaraz spojrzał na jej opiekunkę - a ty musisz być trochę szybsza niż takie narwane... Trzylatki? Cztero? - strzelał przechylając na bok głowę. Ale założył, że Pilar nie tak od razu poleciała w ramiona Galena Wyatta. Chociaż kto ją tam wie... ślub brali później. Słyszał o nim w więzieniu. Dużo później.
Postawił dziewczynkę dopiero przy swoim czerwonym motocyklu, ściągnął z niego czarny kask z ciemną szybką, żeby go jej pokazać - furia roja, tak go nazwałem - wyjaśnił przesuwając palcami po karoserii. A zaraz schylił się, żeby wsadzić na niego Amrę. Nie dostawała nawet do kierownicy, więc ją przytrzymał opierając się obok niej o motocykl - a to jest na głowę - pokazał jej kask, jakby nie wiedziała, a potem założył go jej na mały łebek.

Amra :dino:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Amra


Zjem jak ty zjesz!! — odpowiedziała mu od razu na pytanie o brokuły, oczywiście grając taktyczną kartą przetargową, którą stosowała na niej mama. Madox nie wyglądał na kogoś kto lubił brokuła, więc może on też go nie zje i razem dostaną ochrzan od Mariany? W dwójkę zawsze raźniej. Chociaż i tak brokuł to było NIC w porównaniu do brukselki albo wątróbki. Tych dwóch rzeczy Amra nienawidziała jeszcze bardziej.
Aż ją brzuch rozbolał od tego rozmawiania o niedobrym jedzeniu, ale wtedy Madox powiedział, że jego motototo jeździło bardzo szybko, a Amrze momentalnie oczy się zaświeciły. Sama uwielbiała szybko kręcić się na karuzeli i szybko biegać! Czasami też próbowała śmigać na rowerze, ale na nim jeszcze miała problem z równowagą, więc nie mogła jeździć aż tak szybko, bo wtedy się wywracała, ale jak już się w końcu nauczy, to na pewno będzie najszybsza w całym mieście!
Jaką bym chciała naklejkę? — powtórzyła po nim pytanie i zastanowiła się na moment, chociaż odpowiedź była przecież oczywista. — Taką, której jeszcze nie mam! — no to się dowiedział. Nie dość, że nie miał pojęcia, jakie miała, a których nie, to w żaden sposób nie mógł przewidzieć, co by ją zadowoliło. Chociaż z drugiej strony, jeśli nie miała żadnych wymagań, to nawet lepiej, bo będzie się cieszyć na praktycznie wszystko.
I co tam jest??? — zainteresowała się, gdy rozdzierał papierek zębami, a kawałek, który wypluł wpadł jej we włosy. Dziewczynka oczywiście się tym nie przejęła, bo już podskakiwała, chcać sięgnąć jego rąk, kiedy w końcu jej to oddał. Spojrzała w dół. — O JAKI PIĘKNY PTASZEK!!! Ja wiem co to jest! Mama mi o nim mówiła. To jest koli… — ściągnęła brwi do siebie, myśląc intensywnie. — Koliibrer! — przypomniała sobie w końcu, a Mariana idąca z tyłu zaśmiała się głośno.
Koliber — poprawiła ją, chociaż jak dla Amry to powiedziały dokładnie to samo.
A przeczytaj — wyrzuciła jej w górę naklejkę i spojrzała na nią wyczekująco.
Jest napisane, że kolibry potrafią latać do tyłu. To jedyne ptaki na świecie to potrafią i też umieją zawisnąć w powietrzu i do góry nogami.
ALE CZAD!! — krzyknęła dziewczynka, oczywiście olewając już swoją nianię i szarpiąc Madoxa za gacie. — Wiedziałeś o tym? — zapytała zadowolona. — A wiesz, ze ona umieją szybko ruszać skrzydłami? O tak szybko, tak normalnie milion na sekundę — trochę wymyśliła teraz te cyfry, ale na pewno dużo nie się nie pomyliła. Zaraz też pięknie zaczęła mu prezentować, jak ona szybko umiała machać łapami. O ironio, dokładnie tak samo jak dziesięcioletnia Pilar prezentowała mu czternaście lat temu.
Szybko jednak skończyła, bo już dotarli do motototo Madoxa, a ona kiedy tylko go zobaczyła to jak pięknie mienił się w słońcu, oczywiście, że od razu się w jego stronę wyrwała. Z batonikiem w buzi, a naklejką w drugiej. Dlatego kiedy nogi jej się poplątały i się potknęła, nawet nei miałaby jak się podeprzeć. Zaryłaby twarzą o chodnik, gdyby Pan Anioł w porę jej nie złapał.
WOW, ale jesteś szybki — wtrąciła się, pozwalają mu się podnieść i chichocząc głośno. Bo w końcu w głowie dziecka skoro nie było gleby, to przecież nic się nie stało i można się było z tego śmiać! Chociaż mina zaraz się jej zmieniła, kiedy Madox wymówił jej wiek. A przynajmniej taki, jaki myślał, że miała. — Zawriowałeś?! — zdzieliła go małą rączką prosto w ramię. — Czy ja ci wyglądam na trzylatka? Wiesz co to są trzylatki? — nawijała bez opamiętania, kręcąc głową na boki. — To są takie o dzieci — pokazała mu na palcach jakie. Oczywiście też mocno przesadziła z rozmiarem, bo trzylatki to już przynajmniej umiały chodzić, ale wciąż na dupie nosiły pieluchę. — Ja mam pięć lat — wyjaśniła w końcu. — A za kilka miesięcy będę mieć szczęść — wystawiła palce i chciała mu nawet pokazać sześć, ale jak otworzyła jedną rękę, to wypadła jej naklejka, więc Madox musiał ją postawić na ziemie, tuż obok motocyklu. — Potrzymaj — podeszła od Mariany i dała jej swojego niedojedzonego batona i naklejkę, która podniosła z ziemi. Tak bo niania chyba tylko do tego się nadawała w tym momencie. Nic nie liczyło się dla tego dziecka oprócz Madoxa i jego motocykla, który świetnie nazwał!
Furia Roją? Podoba mi się — skinęła głową i podeszła do metalowej szczęści, głaszcząc ją. — Cześć, Furia Roja. Ja jestem Amra — przedstawiła się… motorowi. Normalna sprawa, nie? Kultura przede wszystkim. Pewnie rękę też by mu podała, gdyby sięgnęła na stojaka do kierownicy, ale była za nicka i Madox musiał pomóc ją posadzić. Tylko zaraz przed oczami miała ciemność, kiedy dał jej na głowę kask, pod którym zginęła cały jej łebek.
Nic nie widzę! Jak się tym jeździ?! — oburzyła się. — Tak po ciemku? Przecież to niebezpieczne — aż pokręciła głową. Chciała to z siebie lekko zdjąć, ale wtedy się zachwiała i Noriega musiał ją podtrzymać za plecki, żeby znowu nie wywinęła orła. Jako dziecko miała dużo energii, ale też za grosz odpowiedniej uwagi i koordynacji. Wszystko ją rozpraszało.
Mariana! Zrobisz mi zdjęcie?! Proszę proszę proszę — znowu machnęła do Niani, jak coś chciała. — I jedno też z Madoxem. No dalej Furia Roją, UŚMIECH!!!! — miałą nadzieje, że Madox też się uśmiechnie, bo wtedy wyglądał o wiele ładnej. A najfajniej jak się szczerze śmiał jak wcześniej. Wtedy wcale nie był straszny! Chociaż Mariana to chyba i tak się go bała, bo jakoś tak krzywo co chwilę na niego spoglądała.
Powinnyśmy już iść… — mruknęła, chowając telefon do kieszeni.
To spotkamy się pod domem? — zadarła głowę na Pana Anioła. — Obiecujesz? — musiała się przecież upewnić, czy jej nei oszukiwał, dlatego zaraz wyciągnęła ciężkie działa w postaci… malutkiego paluszka, wyczekując odpowiedniej przysięgi.

:lama:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox wywrócił oczami, bo on na pewno nie zjadłby brokułu, nawet zerknął na Marianę, jakby chciał jej zasugerować, że by go do tego nie zmusiła. Ciekawe czy tą małą umiała?
Podejrzewał, że nie. Amra wydawała mu się małym dzikusem, zupełnie jak jej mama. Zaraz pytał ją jaką chciałaby mieć naklejkę w batonie, ale takiej odpowiedzi się nie spodziewał, chociaż... jak oni mieli po te dziesięć lat to też cieszyli się z czegokolwiek, żeby tylko zapełnić swój album z naklejkami.
- Sama zobacz - wyciągnął do niej batonik, a potem nawet sięgnął, żeby wyjąć z jej niesfornych kudłów kawałek papierka, który tam wylądował. Znowu się uśmiechnął, kiedy dziewczynka tak zareagowała na naklejkę - no i co masz takiego? - zapytał - kolibrera - Madoxowi tam wcale nie przeszkadzało, że tworzyła swoje własne słówka. Za to Mariana zaraz ją poprawiła. A potem oboje, on i Amra spojrzeli na nią wyczekująco, jakoś bardzo podobnie, kiedy dziewczynka poprosiła, żeby przeczytała ciekawostkę.
- Czad - potwierdził Madox, a kiedy mała zaczęła szarpać go za spodnie, to znowu popatrzył na nią z góry - wiedziałem, bo kiedyś... mieliśmy z twoją mamą taki album, zapełniony naklejkami - zamyślił się na chwilę, ale zaraz z tego stanu wyrwała go Amra, kiedy prezentowała mu jak szybko potrafią machać skrzydłami koliberki, tak jak kiedyś, dawno temu pokazywała mu Pilar.
- Zajebiście szybko - rzucił, a Mariana posłała mu gniewne spojrzenie. I kiedy oni tak się mierzyli wzrokiem, to Amra już wyrwała się do motocykla. Mało brakło, a wylądowałaby na ziemi, ale anielskie skrzydła ją przed tym uchroniły. A zaraz znowu ciemne oczy wpatrywały się w jej okrągłą buzię, kiedy wziął ją na ręce - jak jaguar - uśmiechnął się znowu, gdy powiedziała, że jest szybki, chociaż... jemu też mina zaraz się zmieniła, kiedy Amra zaczęła się mądrować odnośnie tego ile ma lat. I to nawet nie dlatego, że była taka oburzona, tylko... skoro ona miała pięć lat, prawie sześć, to...
Dziewczynka zgubiła naklejkę, a Madox schylił się, żeby ją postawić.
Sześć lat?
Przesunął wytatuowanymi palcami po karku zastanawiając się nad tym. Założył, że była trochę młodsza.
Może nawet zastanowił by się nad tym dłużej, ale dziewczynka już stała obok motocykla, a on prezentował jej, jak go nazwał, a kiedy się z nim przywitała, to znowu usta wygięły mu się w uśmiechu. Było coś rozczulającego w tym dzieciaku, w tym jaka była żywa, a jednocześnie urocza.
Amra… Gdzieś przewinęło mu się to imię, może zobaczył je w jej pokoiku, a może słyszał jak Pilar się do niej zwracała? Ale nie miał okazji dłużej nad nim pomyśleć. Dopiero teraz się zastanowił.
- Co to znaczy Amra? - zapytał, ale nie wiedział, czy zdawała sobie z tego sprawę, jakby jego ktoś zapytał o jego imię, to pewnie powiedziałby tylko, że to chyba od tego, że jest szalony. Posadził ją na motorze, a zaraz wciskał jej na głowę kask, chociaż był tak luźny, że opadł jej na ramionka - poczekaj - sięgnął do niej kiedy zaczęła się kręcić i mówić jakie to niebezpieczne jest jeżdżenie po ciemku. Przytrzymał ją za plecy, żeby nie wywinęła orła. A zaraz poprawił kask tak, żeby mogła na niego spojrzeć przez szybkę, którą jej odsłonił - motocykle są niebezpieczne - dodał zaglądając do niej do środka, łapiąc jej ciemne spojrzenie. A kiedy poprosiła Marianę, żeby zrobiła jej zdjęcie, to się odsunął, a jednak wciąż ją asekurował, żeby nie spadła. Chociaż kolejne zarządziła z nim, więc stanął obok niej opierając się o motocykl, a nawet uśmiechnął się do aparatu. Ale przy drugiej próbie już wywalił język, a kiedy Amra to zauważyła, to zrobiła to samo. Dziwne to było, że robili tak podobne do siebie miny, aż Mariana popatrzyła na nich jakoś podejrzliwie, kiedy Madox zdjął kask z Amry i wkładał go sobie na głowę, a tym razem to jej małe paluszki poprawiały mu szybkę i zaglądały do niego do środka. Ściągnął Amrę z motora i sam zamierzał na niego wsiąść, ale ona znowu patrzyła na niego z dołu ciągnąc go za nogawkę.
Może teraz to był ten moment, kiedy powinien odmówić?
Ostatnia szansa, żeby się wykręcić...
A on co?
Spojrzał na ten jej mały paluszek z góry, a potem wyciągnął swój - no i co teraz? - nie wiedział za bardzo jak to się odbywa, bo oni za dzieciaka raczej robili przysięgi na zbicie piątki oślinioną łapą, więc Amra musiała mu pokazać przytrzymując jego rękę i splatając ze swoją - obiecuję - zapewnił ją.
Jeszcze odprowadził je spojrzeniem, kiedy się oddalały, a mała odwracała się w jego kierunku kilka razy. Poprawił na głowie kask.
Nie, to był chujowy pomysł.
Nie powinien jechać do Pilar. Po co? Żeby tylko wszystko bardziej skomplikować? Bez sensu.
Sięgnął do kieszeni po kluczyk, ale wtedy trafił na tą paczkę mango, którą dała mu wcześniej Amra, żeby ją potrzymał.
Kurwa.
Jeszcze się za nimi rozejrzał, ale już ich nie było.
No dobra. Tylko je jej odda, bo przecież miała na nie takiego smaka i wyjdzie. Tyle. Nie będzie się tam wpraszał.
Zrobił jeszcze rundkę po mieście, żeby zebrać myśli, a kilkanaście minut później rzeczywiście parkował furię pod willą Wyattów.
Nie powinna go tutaj być. Przesunął ciemnym spojrzeniem po fasadzie budynku zdejmując z głowy kask, powiesił go na motocyklu i skierował się do domu. Tylko, że kiedy podszedł do furtki to trafił na... Clyde'a. Tego kurwa samego, który kilka dni temu przyłapał ich w ogrodzie. Jego i Panią Wyatt.
I znowu kurwa ta Pani Wyatt zadzwoniła mu w głowie. Jej piękny dom, jej... córka. Ale czy ona na pewno była też córką Galena Wyatta?
- Dzień dobry - przywitał go ogrodnik, a zaraz chyba go skojarzył, bo ściągnął do siebie brwi.
- Dzień dobry, ja... - zaczął Madox. I co mu miał powiedzieć? Że znowu wpierdalał się w ułożone życie Pilar?
Po co? Jakie miał do tego prawo?
Bo ją kochał? Jej mąż na pewno też, i to dziecko, które mówiło do niego...
Zaraz, ona wcale nie mówiła do niego tato. Dlaczego nie mówiła do niego tato?
- Amra to zgubiła - pokazał ogrodnikowi paczkę mango.
- Mogę jej to... - zaczął staruszek, ale Madox go wyminął. Przeszedł obok na chodnik prowadzący do domu.
- Sam jej to oddam - zdecydował.
Chuj. Skoro już tu był, to może uda mu się czegoś dowiedzieć? Bo teraz znowu dużo różnych pytań kręciło mu się po głowie.

Amra :slodziaczek:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Amra


Amra nie miała pojęcia, że jej mama też zbierała album z naklejkami!
Szczerze mówiąc, nawet nie sądziła, że jak Pilar kiedyś była mała to te naklejki już były na świecie. Dorośli zawsze wydawali się jej tacy staaarzy. Miała wrażenie, jakby czasy, kiedy oni byli dziećmi, to były jeszcze wtedy, co po ziemi chodziły dinozaury. Chociaż to może bardziej babcia i Matias. Ci to dopiero mieli swoje lata! No i oczywiście mama Galena też była mega stara, ale akurat ją Amra nie za bardzo lubiła. Za każdym razem, jak przylatywała razem z tatą Wyatta, to kazali jej się prostować przy stole, przestać siorbać i w ogóle mieli jakieś dziwne zasady, na które mami wiecznie przewracała oczami. Ona chyba też ich nie lubiła, chociaż wcale nie mówiła o tym na głos.
Amra za to na głos mówiła dosłownie wszystko. Usta się jej nie zamykały i Madox był chyba pierwszą osobą, której faktycznie to nie przeszkadzało. Mariana zawsze wzdychała ciężko i wcale ie zadawała jej pytań, a Pan Anioł? On chciał wiedzieć wszystko! Jakim zwierzęciem by była, jakie chciała mieć naklejki, co lubiła robić, ile miała lat, a nawet to, co znaczyło jej imię. Z każdą chwilą lubiła go coraz bardziej i bardziej.
No jak to nie wiesz? — spytała, cwaniacko się do niego uśmiechając. — Przecież każdy wie, że Amra to znaczy drzewo mango — stuknęła się w czoło. Co prawda to jego chciała stuknąć w pierwszej kolejności, ale stał za daleko i i tak by nie dosięgła. — A no i Galen jeszcze mówi, że Amra to też znaczy wieczność, ale ja tam nie wiem, trochę nie rozumiem, bo wieczność, to straaaaasznie dużo czasu — aż przewróciła swoimi ciemnymi, wielkimi ślepiami dookoła. Bo co to w ogóle znaczyło? Ile lat to była wieczność? Amra za nic nie umiała sobie wyobrazić czegoś, co nie miało końca. Bo przecież wszystko go miało. Nawet jej zabawki kiedyś się psuły, a nawet nie żyły. To takie imię też kiedyś musiało. Ale Galen to czasami gadał takie głupoty, których nikt nie rozumiał. A jak rozmawiał przez telefon, to w ogóle używał jakiegoś języka kosmitów, kompletnie niezrozumiałego dla Amry. Podobno w Kanadzie wcale nie mówili po Hiszpańsku. Dziwni jacyś.
Madox za to nie był dziwny za grosz. W oczach tej małej istotni był najfajniejszy na świecie! Dlatego tak bardzo zależało jej na tym, żeby przyjechał do ich domu się z nią pobawić. Chociaż raz. Była przekonana, że mama bardzo się ucieszy, jak później wróci do domu. Mariana co prawda nie cieszyła się wcale, ale przynajmniej będzie mogła sobie posiedzieć na telefonie, podczas gdy ona i Pan Anioł postrzelają z procy. Zależało jej. Dlatego kazała mu obiecać. A kiedy faktycznie to zrobił…
A wiesz, że obietnic nie wolno łamać, Madox? — spojrzała na niego z dołu, zadzierając tak mocno głowę do góry, że prawie znowu wywinęłaby orła, gdyby tym razem jej niania nie stanęła za plecami i nie przytrzymała ją kolanem. — Będziemy czekać! O albo nie — podskoczyła w miejscu i wywaliła ręce w górę. — Zrobimy wyścigi! Kto pierwszy ten może wybrać, w co się pobawimy, dobra? — spytała jeszcze nim Mariana odciągnęła ją na bok, tłumacząc się, że naprawdę muszą już iść. Amra chciała jeszcze zobaczyć, jak Madox odjeżdża swoim motototo, ale zdążyła.
Całą drogę do domu Mariana tłumaczyła jej, że nie wolno zaczepiać kolegów mamy i że ogólnie rozmawianie z ludźmi, którzy nie są rodziną jest bardzo niebezpiecznie. Oczywiście Amra wytknęła jej, że przecież ona sama nie była rodziną i już chciała przed nią uciekać, dla zabawy oczywiście, jednak opiekunka przytrzymała ją przy sobie.
Po dziesięciu minutach były już pod domem. Przywitały się z Clydem, ten prosił pozdrowić mamę Mariany, a Amrze zbił piątkę jak zwykle. Dziewczyna od razu pobiegła na górę do swojego pokoju po album z naklejkami, żeby dodać do niego koliberka. Faktycznie jeszcze go nie miała w swojej kolekcji, więc była wyjątkowo szczęśliwa. Dopiero po chwili doszła do niej Mariana. Dała ciuchy na przebranie, a po chwili mogły słyszeć, ktoś z obsługi na dole rozmawia, że jakiś wytatuowany facet przyniósł Amrze mango.
MADOX!!! — krzyknęła głośno, wymijając opiekunkę i od razu ruszyła korytarzem prosto i po schodach w dół. — Ale super, że jeste… — nawet nie dokończyła bo gdzieś między schodkami noga się jej opsnęła i znowu poleciałaby prosto na twarz i kolana, gdyby on nie stał przed nią i nie złapał jej w swoje ramiona. — Naprawdę jesteś jak Anioł Stróż — zachichotała, szczerząc się do niego szczerze. — Masz moje mango? — oczy się jej zaświeciły. Zadarła głowę, kiedy już ją odstawił, a gdy tylko oddał jej opakowanie, od razu je rozdała i załadowała jedno do buzi. — Cesz? — zamlaskała ustami, wyciągjaąc opakowanie w górę. Suszone mango co prawda nie było tak dobre, jak to świeże, prosto z targu, ale i tak smakowało pysznie! Amra mogłaby się nim zajadać dzień i noc. Szkoda tylko, że jak jadła go za dużo, to potem bolał ją brzuszek. Tu całe szczęście jej to nie groziło, bo nawet nie zdążyła zgarnąć drugiego kawałka, a jej drobna rączka już odszukała tą Madoxa.
Chcesz zobaczyć mój pokój czy chcesz iść na ogród zobaczyć moją procę? — zadawała mu jakieś sto pytań na minutę, sama nie mogąc się zdecydować, co wolała robić w pierwszej kolejności. Tyle chciała mu pokazać! — Dobra, chodź pierwsze na górę, pokaże ci mój album z naklejkami — skierowali się w stronę schodów, z których przed chwilą prawie spadła.
Amra, a może byś zapropnowała pierwsze coś do picia? — wtrąciła Mariana, gdy ją mijali.
Ale po co? — skrzywiła się. — Przecież Madox przyszedł się tu bawić, a nie pić, nie? — spojrzała na swojego nowego kolegę i znowu szarpnęła go w stronę swojego pokoju, zostawiając nadąsaną niańkę gdzieś z tyłu.
Pomieszczenie było całkiem pokaźnych rozmiarów. Meble były białe, jednak ściany chociaż dziewczęce wcale nie prezentowały się w różu a… pastelowej pomarańczy. Zupełnie jak mango, które przewijało się nie tylko przez jej imię. Na ścianach przyklejone były rysunki, a na podłodze walały się zabawki, które miała posprzątać już dawno, a wciąż tego nie zrobiła.
Popatrz Madox, jak ci się podoba? — spytała podekscytowana, nie mając za grosz pojęcia, że on przecież już tu był. Widział cały jej pokój, a nawet zawartość szafy, z której wciąż wysypywały się rzeczy. — Tutaj są wszystkie moje zabawki, tu mam łóżko — odwróciła się do niego energicznie. — Tylko nie wolno na nim skakać jak coś, bo wtedy dorośli krzyczą — podzieliła się z nim tą tajemnicą, żeby przypadkiem nie przyszło mu do głowy nic szalonego. — Tam są moje rysunki… o a patrz tutaj!! — szarpnęła go za koszulkę do półki, która była za drzwiami, w zupemnie przeciwnym kierunku od szafy. — Tutaj są kamienie z DZIURĄ! — pokazała mu jeden z nich. — Mama mi kiedyś taki znalazła, a te dwa ja znalazłam sama — dodała dumnie, sięgając bardziej wgłąb półki. — Chowamy je tu z tyłu, bo Galen kiedyś chciał je wywalić. Wiesz, że powiedział, że to tylko kamienie? — oburzyła się i pokręciła głową. — A to są przecież najfajniejsze kamienie na świecie takie z dziurą, o! Jakbym była mróweczką, o taką tyci, to mogłabym się tam chować w tej dziurze — gadała jak nakręcona, zapominając, żeby w ogóle wziąć oddech. Ale co ona mogła na to poradzić, że tak się cieszyła, że jednak przyjechał!

:impra:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Amra to znaczy drzewo mango.
Jak to drzewo mango w ogrodzie jego ciotki, na które wspinali się razem z Pilar, z którego kradli owoce, albo zbierali je w koszulki, żeby rzucać nimi z muru. Jak to drzewo mango, pod którym kradli sobie pierwsze pocałunki.
- Wieczność to znaczy na zawsze, nie wiem czy to długo, zależy - wzruszył ramionami zerkając na nią z góry, bo kiedy on i Pilar mieli po dziesięć lat, to przecież patrząc w rozgwieżdżone niebo mówili sobie, że zawsze będą razem. Na wieczność, która skończyła się wraz z tamtymi pamiętnymi wakacjami. A potem do nich wróciła z następnymi...
Ale też nie trwała wiecznie.
Chcieli, żeby tak było, a nigdy im nie wychodziło.
I teraz też, to kolejne podejście było chyba z góry spisane na porażkę. Bo przecież Pilar już nosiła na placu obrączkę, z którą przysięgała swojemu mężowi, na dobre i na złe, na zawsze, na wieczność. A tak mało brakowało, żeby to oni sobie to obiecali. Zrobili by to, chociaż mieli wtedy po te osiemnaście lat, ale chcieli się pobrać. Chociaż przyjaciele mówili im wtedy, żeby to przemyśleli, a oni byli pewni.
Nie wiedział, bo on do tej pory myślał, że przecież Pilar ją złamała, obietnicę, którą mu dała, że zawsze będzie jego...
Złamała ją. Ale za jaką kurwa cenę.
Złapał w płuca więcej powietrza.
- Mama ci tak powiedziała? - zaczepił Amrę, odnośnie tych obietnic, których nie wolno łamać.
On za bardzo się tym nie przejmował, jakąś obietnicą, którą dał małej dziewczynce... Chociaż kiedy tak wywaliła ręce w górę, to znowu się do niej uśmiechnął - okej, ale nie lalkami - bo jak on by wyglądał z lalką? Śmiesznie. Słodko.
Niby obietnica, którą złożył nie była dla niego wiążąca. Niby wiedział, że nie powinien tam jechać, a jednak, kiedy zacisnął palce na paczce z mango, to od razu podjął decyzję. Chociaż kiedy zrobił rundkę po mieście, rozpędził motocykl do prawie trzech stówek na liczniku, to różne myśli chodziły mu po głowie. Kolejne pytania.
To może wpadnie do niej, zada je, a potem sobie pójdzie.
Proste. Najwyżej pobawi się z nią chwilę w ogródku, a potem zniknie zanim pojawi się Pilar. To był dobry plan.
Chociaż kiedy wpuścili go już do domu, a najpierw nie chcieli, bo jak on wyglądał, jak jakiś bandyta, ale zaraz powołał się na to, że znał Pilar i jej męża też, Galena Wyatta, a do tego to przyszedł tylko na chwilę do Amry, z mango, to dotarło do niego, że może wcale nie będzie się tak łatwo wykręcić. Zwłaszcza kiedy dziewczynka krzyknęła głośno na jego widok, a potem znowu musiał ją łapać, żeby nie wyrżnęła na schodach.
- Jakim cudem nie jesteś cała pozdzierana? - zaczepił palcem za jej brodę, a zaraz dawał jej paczkę z mango - zostawiłaś mi je w kieszeni - wzruszył ramionami, bo on je tam schował, ale co z tego?
Ważne, że już mogła się do niego dobrać, a najważniejsze, że częstowała też jego. Wyciągnął od razu dwa kawałki i zaczął je rzuć, suszone mango było trochę gumiaste, ale wciąż pyszne.
Drgnął lekko, kiedy Amra złapała go za rękę, no bo jednak nie przywykł do tego, żeby bawić się z dzieciakami, no i zaraz miał sobie stąd iść.
- Może na o... - zaczął i chciał iść do ogródka, na chwilę, ale mała już ciągnęła go na górę, żeby pokazać mu album z naklejkami. Obejrzał się tylko na Marianę - dzięki, nie przyszedłem tu... - i znowu nie dokończył, bo ubiegła go Amra, ale to samo chciał powiedzieć, że nie przyszedł tu przecież pić. Zresztą w buzi miał wciąż mango, kiedy Amra prowadziła go korytarzem na piętrze do swojego pokoju. Rozejrzał się dookoła, zawieszając spojrzenie na moment na uchylonych drzwiach sypialni, czyli tam Pilar ze swoim mężem...
- Co? - zapytał najpierw głupio, kiedy Amra zapytała jak mu się podoba, ale zaraz rozejrzał się po jej pokoiku, jak dla niego był za dziewczyński, chociaż kolor ścian akurat mu się podobał - fajnie - nawet się do niej uśmiechnął, a potem spojrzał w kierunku łóżka i jej zabawek, a na koniec szafy, w której przecież się chował, kiedy Pilar i Galen Wyatt… - dlaczego? - zapytał, kiedy wspomniała o tym skakaniu po łóżku. On nie miał z tym problemu... chociaż kiedy patrzył na Amrę, którą już kilka razy ratował przed upadkiem, to może nie było to wcale dziwne. Zerknął na jej rysunki, kiedy mu je pokazała, na jakieś patyczkowe ludziki, była Pilar, Amra i jakiś chłopek - Amra… - zaczął zerkając z góry na dziewczynkę, tylko ona już go pociągnęła do półki, gdzie miała... kamienie z dziurą, oni też takie kiedyś z Pilar zbierali. Układali je w domku na drzewie, na specjalnej półce, a potem on długo przynosił je na jej parapet, kiedy powiedział, że nie chce być już jej chłopakiem. Wziął od niej kamyk i obrócił go w wytatuowanych palcach, a kiedy pokazała mu kolejne wyciągnął po nie rękę - fajne - skomentował, przerzucając je w palcach - Galen się nie zna - dodał, a zaraz kucnął obok dziewczynki, a kamienie ułożył na półce z przodu, tak, żeby widać było dziurę. Złapał na moment spojrzenie małej - Amra, a Galen to jest twój tata? - zadał to pytanie, które go nurtowało. Wiadomo, pewnie nie powinien w tej kwestii ufać dziecku, ale od tego mógł zacząć. Od podpytania Amry… a potem jej matki.

Amra :happy:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Amra


Amra nie miała pojęcia, skąd wziął się jej brak koordynacji ruchowej. Chociaż to bardziej była kwestia tego, że ona szybko się rozpraszała, a przez to chciała robić pięć rzeczy na raz, fiksowała się na każdej kolejnej, zapominając o pierwszej, a potem skutki były takie, że potykała się o własne nogi. Nie panowała nad tym, ale co ona mogła poradzić na to, że dookoła było tyle wspaniałych rzeczy? Że świat był taki piękny? Że każdy jeden ptaszek na drzewie wyglądał równie interesująco, co robaki w ziemi, którymi czasami bawiła się, szczególnie po deszczu. Że niektóre chmury układały się w ciekawie kształty, a kolory na blokach niekiedy zapierały dech w piersi? Kochała wszystko, co wywoływało na jej twarzy uśmiech, a tych rzeczy było naprawdę d u ż o.
To samo w jej pokoju — było dużo koloru. Dużo się działo. Chociaż ściany zdobił jedynie pomarańcz, tak na półkach była masa kolorów. Nawet jej rysunki nigdy nie były nudne. Na każdym była tęcza i wielkie uśmiechy. I dużo naklejek zwierząt. Kochała zwierzęta. Najbardziej te dzikie, bo mogły robić, co tylko chciały i były bardzo zaradne. Trochę jak niektórzy dorośli.
Jak Madox.
On wyglądał, jakby mógł robić, co chciał. W końcu sam fakt, że zamiast być w pracy siedział u niej w pokoju i chodził po sklepie o czymś świadczył, prawda? Wszyscy inni pracowali — Galen był w Kanadzie, mama na policji, a on? Chodził z mango w kieszeni i jeździł mototototo. Z pewnością był jednym z tych dzikich dorosłych. Dlatego tak bardzo zależało jej na tym, żeby pokazać mu cały swój pokój, wszystkie najfajniejsze rzeczy jak łózko, naklejki no i przede wszystkim kamienie, które zbierała z mamą.
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy przekładał je w swoich WIELKICH, porysowanych łapach i przy tym oczy mu się cieszyły. A kiedy powiedział, że były fajne, Amra aż podskoczyła. Lubiła, kiedy ktoś chwalił jej kamienie. Mało ludzi je doceniało. Tak naprawdę tylko ona i mama uważały, że byłī super. Wszyscy inni chcieli je tylko wywalać na trawę. No i teraz Madox. Jemu też się spodobały.
Zachichotała, kiedy powiedział, że Galen się nie zna i przysiadłą na krawędzi łózka. Zamajtałą wesoło nogami, nie spuszczając z niego spojrzenia, kiedy kucnął sobie obok niech i zaczął układać kamienie dziurą do przodu, w ich kierunku, przy okazji pytając o Galena.
A Galen to jest twój tata?
Zamilkła na moment i pokręciła głową przecząco. Nie zastanawiała się, po co chciał to wiedzieć, jej maleńki umysł nie zaglądał aż tak daleko. Dlatego zaraz wzruszyła ramionami.
Nie — powiedziała w końcu, sięgając po jeden z kamyczków. — Galen to jest… Galen — bo dla niej to zawsze był po prostu Galen. Nie pamiętała dokładnie pierwszego dnia, kiedy się poznali, ale mama zawsze opowiadała, że kiedy pierwszy raz wziął ją na ręce, jak była mniejsza, to puściła mu pawia prosto na białą koszulę. Do dzisiaj się z tego śmiali. — Mama kiedyś nie znała Galena — dodała odkrywczo, jakby właśnie powiedziała mu coś, czego nikt inny nie wiedział. Wielki sekret jakim było to, że nie znała go od zawsze. Pewnie w dziecięcym języku znaczyło to tyle, że przyszedł do ich świata już po tym, jak ona się urodziła. Nie widziała w tym nic dziwnego. Mama zawsze mówiła, że taty po postu nie ma, a ona… chyba była jeszcze za mała, żeby pytać gdzie właściwie był. Zresztą zawsze, jak zaczynała ten temat, to mami zwinnie zmieniała go na coś innego i szły się bawić, więc też nigdy nie czuła potrzeby, żeby drążyć.
Ale Madox chyba chciał, bo patrzył się na nią tymi swoimi wielkimi, ciemnymi oczami. Aż Amra sama przekręciła głowę i zaśmiała mu się słodko prosto w twarz, a potem… wystawiła język. Tak o, żeby też się zaśmiał. Często tak robiła, jak chciała kogoś rozbawić. Cóż, na dzieci z przedszkola działało, na niego… no sama nie była przekonana.
Co tak się patrzysz? — szczypnęła go w kurtkę. — Może chcesz zobaczyć, jak byłam mała? — zapytała podekscytowana swoim nowym pomysłem, który dopiero co wpadł jej do głowy. — Mam tutaj taki album!!! — zeskoczyła z łóżka i pobiegła do niewielkiego biurka. Odsunęła ciężką szufladę, przy okazji klapiąc na tyłek przy tym, bo taaaka była ciężka, a potem wyciągnęła z niego niewielki album w twardej oprawce. — Mama go robiła, jeszcze zanim się urodziłam, wiesz?! — dopytała i ledwo utaskała go na łóżko. Wrzuciła pierwsze album, a potem sama się wdrapała. Siadła sobie wygodnie pod ścianą i czekała, aż do niej dołączy, przy okazji majtała nogami na lewo i prawo. — No na co czekasz? Chodź! Nie złamie się — zaśmiała się, przewracając oczami. Madox może i był wielki, ale na tym łóżku to raz spali wszyscy w trójkę z mamą i Galenem i jakoś wytrzymało, więc nie miał się czym martwić. Może nawet by mu o tym powiedziała, ale Pan Anioł w końcu ruszył się z miejsca i usiadł obok niej. Materac ugiął się pod jego ciężarem, a Amra nieco na niego poleciała. Umieściła mu album na udach, a sama jednak przeniosła się na kolana i do niego przysunęła.
Popatrz Madox — zastukała w okładkę, która była zrobiona z jakiś kolorowych drobnych kamyczków, a litery układały się w napis Pilar & Amra. — Zobacz, jakie to milusie — wzięła w dłonie jego wielką łapę i przesunęła nią po kamieniach, patrząc na jego twarz. Była ciekawa czy jego też łaskotało go tak bardzo jak ją za każdym razem, jak się tym bawiła. W końcu jednak otworzyła pierwszą stronę, a tam było tylko zdjęcie wielkiego brzucha. Poniżej też widniał jakiś napis, który ktoś skreślił i to dość intensywnie. Ciężko było wyczytać dokładnie, co tam wcześniej było napisane, chociaż kilka literek wciąż można było zobaczyć.

D a M a o a

Tu jestem ja, wiesz? — wtrąciła, pokazując na wielki bebech Pilar. Musiał wiedzieć, że to ona. Może i nie byli razem długo, bo jedynie kilka tygodni, ale przecież znał każdy jeden pieprzyk na jej ciele. Takich rzeczy się nie zapominało. Amra nie miała o tym pojęcia, więc musiała mu przecież powiedzieć, że to ona była w brzuszku. — Dobra, patrz dalej — ponagliła go, przewracając kolejne strony. Miejsca, na których były już po dwa zdjęcia na stronę. Pierwsze kilka przedstawiały Pilar w ciąży. Twarz miała młodziutką, prawie taką samą, jak kiedy widział ją ostatni raz. Kudły stały na wszystkie strony, chociaż oczy miała smutne. Na jednych była sama, na innych z ciotką i Matiasem. Na żadnym z nich nie było Galena. Jeśli Madox był uważny, mógł zobaczyć, że kilka stron pomiędzy zdjęciami było wyrwane. Zostały po tym niewielkie strzępy tuż przy łączeniach. Kolejne strony pokazywały już Pilar z malutką istotą na rekach. — Ale byłam dziwna, co? — zaśmiała się Amra. — Patrz, prawie nie miałam nosa, a teraz ma taaaaki duży — obróciła głową, żeby mógł odpowiednio się przyjrzeć. Następne zdjęcia to już były głownie Amry w pieluchach, wanience, czasami z Pilar, jak tuliła ją mocno do siebie. Było nawet jedno, na którym Amra bawi się bombką z choinki, a obok Pilar leży na dywanie i pisze… coś na kartce. List może? Nie było tego widać na zdjęciu, można się było jedynie domyślać. A potem znowu kilka wyrwanych kartek. Trochę ich było. Zdjęć też. Ciągnęły się do momentu, w którym Amra miała jakieś cztery latka. Potem były już puste strony, które dziewczyna przewertowała na szybciocha, żeby pokazać mu, że nic tam nie było. Chociaż jeśli dobrze się przyjrzał, jeśli ten jeden mały szczegół nie umknął jego uwadze, na samym końcu, mógł zobaczyć niewielką kieszonkę. Z niej wystawała kartka. Amra wiedziała, że ona tam jest, ale i tak nie umiała czytać, więc ten kawałek papieru był dla niej bezużyteczny. Dla niego też mógł być, bo przecież nie on napisał to co tam było, chociaż podpis jasno mówił Madox. A w środku znajdował się list, który rzekomo napisał jej półtora roku temu z więzienia, w którym powiedział jej, żeby przestałą do niego wypisywać, że jej nienawidzi i że kochanie jej było najgorszym, co go kiedykolwiek spotkało.

:balonik:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox oparł rękę na łóżku obok Amry, kiedy pytał ją o Galena.
Jakiej odpowiedzi się spodziewał?
A jaką chciał usłyszeć?
Chyba nie taką, jak padła z ust dziewczynki, bo momentalnie się zamyślił. Czyli Galen nie był jej ojcem. Nie było tak jak zakładał, że zrobiła sobie dziecko z Wyattem. A do tego ona miała prawie sześć lat...
Ale kurwa przecież kiedy oni z Pilar parzyli się jak jakieś dwa króliki, kiedy zaliczali coraz to nowe, absurdalne miejsca, w których zaliczali też... siebie, a ona nie kazała mu używać gumek, to przecież się wtedy zabezpieczała. Tak mu powiedziała, pamiętał to, kiedy na skale powiedziała mu, że mogą...
To niemożliwe. To w takim razie kto był jej ojcem?
Madox aż podniósł spojrzenie na dziewczynkę, na jej ciemne oczy, na ten mały, zadarty nosek. Kogo mu przypominała?
Pilar. Tylko ją. Otworzył usta, jakby chciał ją jeszcze o coś zapytać, o to kto w takim razie był jej ojcem?
Pewnie tak.
Ale zaraz je zamknął. Bo po pierwsze to skąd ona miała to wiedzieć. A po drugie, kurwa, bał się odpowiedzi.
Przecież nie on.
On nigdy nie chciał mieć dzieci. Może kiedyś chciał...
Patrzył na nią i dopiero, kiedy wywaliła w jego kierunku język, tak samo jak on miał w zwyczaju, to mu kurwa dała do myślenia. Nie uśmiechnął się nawet. Tylko wciąż te jego ciemne oczy wisiały na jej twarzy.
- Nic... - rzucił, kiedy do niego sięgnęła - po prostu myślę... - i może nawet coś jeszcze by dodał, ale już zapytała go, czy chce zobaczyć jak była mała - ale jak? - bo Madox nie załapał od razu, że mogło chodzić o jakieś zdjęcia, o cały album. Wstał obserwując dziewczynkę, jak sięgała po album, nawet się ruszył, gdy klapnęła na tyłek, ale poradziła sobie świetnie.
Dobry pomysł, album. Może coś tam będzie?
Tylko co on chciał tam zobaczyć?
Zatrzymał się w pół kroku, bo chyba powinien iść...
Nawet się obejrzał na drzwi. Wyjdzie nimi i da im spokój. Pilar i jego... Kurwa. Pilar i córce Galena Wyatta. Ale ona nie była dzieckiem Galena.
Spojrzał na Amrę jeszcze raz, a kiedy przewróciła oczami, to on te swoje zmrużył - dobra, pokaż - opadł koło niej ciężko na łóżko, a kiedy dostał album na kolana, to też przesunął po okładce wytatuowanymi palcami.
Pilar & Amra
- Piękne - kurwa. Piękne? Co to w ogóle za słowa? I od kiedy on ich używał?
Ale czuł pod skórą jakieś dziwne uczucie. Jakąś rosnącą w gardle gulę. Popierdoli go zaraz.
A kiedy Amra otworzyła album jego spojrzenie od razu zatrzymało się na zdjęciu brzucha, od razu wiedział, że należał do Pilar, a potem zjechało na ten przekreślony napis, przesunął po nim palcami.
Co tam było...
D...a M...o...a
Dla? M...?

- Co? - znowu dziewczynka wyrwała go z zamyślenia - ale musiałaś być duża, skoro mama miała taki brzuch, bo ten jej jest... - płaski, to chciał powiedzieć, ale Amra zadarła głowę do góry, żeby na niego spojrzeć, a on już przekręcił kartkę - a to? - pokazał kolejne zdjęcie. Ale na nim też była Pilar i Amra, jeszcze w jej brzuchu, potem było jakieś z Matiasem i ciotką, których przecież Madox znał. Nic z Galenem. Ani jakimś tam ojcem Amry.
Gdzie on kurwa był?
Siedział w pace?
Aż odchylił do tyłu głowę myśląc nad tym. I dopiero kiedy Amra znowu go zagadała, to spuścił spojrzenie.
- Ale brzydal - skomentował pomarszczonego noworodka, ale potem podniósł spojrzenie na twarz dziewczynki - teraz wyładniałaś, po mamie pewnie - chociaż Madox też był ładnym dzieckiem, z takim zadziornym spojrzeniem i tymi ciemnymi loczkami sterczącymi we wszystkie strony. Zaczepił palcem o nosek dziewczynki - nie jest taki wielki, zobacz na mój - na tym swoim wciąż miał niewielki ślad po tym jak dostał w niego od Pilar, w szpitalu. Przesunął po nim palcami.
Kiedy Amra przerzucała kolejne strony, to on wpatrywał się w zdjęcia, w te na których była z mamą, a na których wciąż brakowało... jego. Ojca dziewczynki.
Aż oddech mu jakoś przyspieszył...
Bo co jeśli do całej listy występków Carlosa musieli dołączyć to, że pozbawił tą małą istotkę ojca? A Pilar…
Nie. O czym on w ogóle myślał?
Po chuj tu przyszedł?
Drzwi, szybko po schodach na dół i do zaparkowanego przy krawężniku motocykla. Nawet ruszył się na miejscu, ale wtedy Amra pokazała mu, że dalsza część albumu jest pusta, a na koniec zatrzymała się na tej ostatniej stronie. I tej kartce, która wystawała z papierowej kieszonki.
List...
Takich jak Pilar napisała do niego setki, a on dostał tylko jeden z nich. Sięgnął do kartki i wyjął ją.
- A to? - zapytał głupio dziewczynkę, ale zaraz go rozwinął. Wbił ciemne spojrzenie w te litery, które na pewno nie wyszły spod jego ręki. Aż złapał w płuca jakoś więcej powietrza.
Bo co to kurwa miało znaczyć? I czemu ktoś wysłał jej coś takiego? Podpisanego jego imieniem.
Nagle wszystko zaczęło mu się kleić, to co powiedziała mu Pilar. I to jak znowu cały czas byli oszukiwani. Wodzeni za nos.
A potem uderzyło w niego coś jeszcze, że to co oni do siebie czuli... Ktoś chciał to zniszczyć, ale to przecież wcale...
- Amra - zerwał się z miejsca jak oparzony, aż album spadł mu z kolan, ale zaraz go podniósł, odłożył na łóżko, a liścik schował do kieszeni kurtki - wiesz, ja muszę już iść. Przypomniało mi się coś... - zaczął i wyrwał się w kierunku drzwi - że muszę iść... do pracy - no świetnie mu się przypomniało.
Ale to nie o to chodziło. Bo nagle do niego dotarło, że Carlos nie tylko wsadził go do więzienia, ale też zadbał o to, żeby oni się znienawidzili. A on zamiast w tym momencie pracować nad tym, żeby go zniszczyć siedział sobie z jego...
Nie mogła być jego córką.
Mogła...
I kiedy tak na nią patrzył, jak w momencie posmutniała i wbijała w niego te wielkie, błyszczące oczy.
Ja pierdole.
I co on miał zrobić? Kurwa. Znowu mózg krzyczał - idź, zostaw. A serce, to waliło w szalonym rytmie i kazało mu zostać. Kazało mu dowiedzieć się prawdy.
Ale czy to teraz cokolwiek zmieniało?
Zmieniało w chuj, bo jeśli ona nie była córką Galena Wyatta, tylko jego...
- Amra o której wraca mama? Zapytamy Mariane? - no tak, w jednej chwili chciał wyjść i nie wracać, w drugiej musiał to skonfrontować z Pilar, a w trzeciej... - i będziemy się mogli pobawić w ogródku, jeśli chcesz - a jego praca?
Madox to w ogóle był chyba najbardziej dzikim i niezdecydowanym dorosłym na świecie.

Amra :zamyslon:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Amra


Amra nie miała pojęcia, czy była duża w brzuchu mamy, bo kompletnie tego nie pamiętała.
Kiedyś podobno nawet nie umiała się sama załatwić i piła z cycka, ale jakoś jej głowa zupełnie nie zachowała tych wszystkich wspomnień. Brzuch na zdjęciu faktycznie wyglądał na ogromny, wiec na uwagę Madoxa skinęła głową, a zaś kiedy temat zszedł na nosy, zaśmiała się głośno gdy pokazał jej swój. Faktycznie był krzywy. I miał na nim jakieś siniaki, jakby sam wywrócił się na chodniku i go sobie zdarł. Może nawet by się go o to spytała, ale wtedy dłoń z wytatuowanymi skrzydłami, które wyjątkowo bardzo się jej podobały, wylądowały na karteczce z tyłu albumu.
Amra westchnęła ciężko i tylko machnęła na to ręką.
A to nie wiem — wzruszyła ramionami, patrząc jak Madox ją wyciąga i rozkłada. — Mama to tam chowa, ale nigdy mi nie chciała przeczytać, co tam jest napisane, a wiesz, ja jeszcze nie umiem. Dopiero jak pójdę do szkoły, to będę się uczyć wszystkich literek, chociaż niektóre znam! Wiesz, że umiem sama napisać moje imię? — zagadała go, chociaż widziała, że wcale jej nie słuchał. Nawet na nią nie spojrzał, bo jego wielkie, ciemne oczy skanowały tekst, który był ręcznie zapisany na białej, kompletnie pomiętej kartce papieru. Było po niej widać, że ktoś pierwsze ją całą zgniótł i to nawet kilka razy, zanim została złożona. — Przeczytasz mi? — szarpnęła go za kurtkę, prawie wciskając mu się na kolana, ale nie zdążyła, bo on już zerwał się z miejsca, jak oparzony. Jakby jakaś wielka niewidzialna dłoń go nagle przegoniła.
Ciemne oczy Amry wodziły za nim spojrzeniem. Wyglądał, jakby się zdenerwował, ale czym? Tym co tam było napisane? Teraz jeszcze bardziej chciała wiedzieć, ale pierwsze chciała się schylić po album, który spadł na podłogę. Nie spodobało jej się to, że Madox zrzucił jej zdjęcia, ale całe szczęście zaraz się zreflektował i je podniósł, układając na łóżku. Maleńka dłoń przesunęła po literkach, wydzierganych z kamieni, a kiedy oznajmił nagle, że już musi iść, ona sama zeskoczyła z łóżka.
Jak to? — ściągnęła brwi do siebie. — Przecież powiedziałeś, że się ze mną pobawisz — westchnęła ciężko. Zawsze tak to się kończyło z dorosłymi. Chcieli z nią spędzać czas, ale tylko na chwile, a potem sobie szli. I jak czasami Amra nie miała nic przeciwko, bo byli nudni, tak z Madoxem naprawdę chciała spędzić czas pobawić się z nim. A on już stał w progu. Spojrzała na niego smutno, dolna warga wygięła się w podkówkę, a paluszki zacisnęły na brzegu kolorowej koszulki w żyrafę. — Obiecałeś… — dodała zawiedziona. Smutny to pewnie był widok. Takie zawiedzione, smutne dziecko. Sama tez nie wiedziała, jak się zachować, dlatego odwróciła się do niego tyłem i zaczęła grzebać w kamykach na albumie. Skoro chciał sobie od niej iść, to niech idzie sam. Ona na pewno nie będzie go odprowadzać, chociaż wiedziała, że tego wymagały dobre maniery. Nie miała teraz do tego głowy, była zbyt przejęta faktem, że Madox nie chciał się z nią jednak bawić.
Nie wiem — mruknęła pod nosem, gdy spytał, kiedy wraca mama. — Zadzwoń sobie do niej — dodała ewidentnie na niego obrażona. Skoro chciał sobie iść, to już na pewno nie był jej kolegą. Bo koledzy tak się nie zostawiają! Nawet miała mu to powiedzieć, a potem iść poukładać sama klocki, ale wtedy on powiedział, że jak zapytają Marianny, to będą mogli iść pobawić się w ogródku.
Tak? — spytała z nadzieją. Ah te dzieci, takie głupie i naiwne. W sekundę ich humor potrafił się zmienić, bo kompletnie nie umiały jeszcze czytać intencji ludzi. — Oczywiście, że chce! — podskoczyła radośnie i podbiegła do niego. — A nie musisz iść do pracy? — może nie powinna go pytać? Jeszcze sobie przypomni, że musiał i co wtedy? Znowu ją zostawi. Ale skoro jednak mógł zostać, to przecież super. — Dobra, to chodź — podbiegłą bliżej i szarpnęła go za materiał spodni. Tym razem sama zbiegła po schodach i o dziwo wcale się nie wywaliła. Od razu zaczęła krzyczeć za Mariana, może nawet nieco za głośno i zbyt energicznie, bo niania wybiegła z salonu, cała spanikowana.
Co się stało?! — rzuciła podniesionym tonem, od razu biorąc ją na ręce. — Nic ci nie jest? — jej spojrzenie prześlizgnęło się po dziewczyna, a potem padło na Madoxa, jakieś takie gniewne. Amra za to zaśmiała się i postukała po głowie.
Mi? Nic — wzruszyła ramionami, nie widząc, skąd ta cała panika. — O której wraca mama?
Co?
No o której wróci mama. Madox chciał na nią zaczekać i pobawić się ze mną jeszcze na ogrodzie — wytłumaczyła, a Mariana westchnęła ciężko. Cóż, chyba liczyła na to, że szybciej się go pozbędzie. Finalnie jednak spojrzała na zegarek, który miała na ręce.
Za jakieś dwie godziny — odpowiedziała w końcu. — Może trochę wcześniej… ale wiesz, że zaraz musisz zjeść obiad? — wtrąciła, odkładając swoją podopieczną na posadzkę.
A może Madox zjeść ze mną? — spytała od razu. — Podzielę się z nim swoją porcją!!!
Dostanie swoją — burknęła znowu lustrując go wzrokiem. — Moja mama zrobiła Ajiaco — poinformowała go, żeby wiedział, na co się pisał. Ale z drugiej strony, kto nie lubił takiej pysznej zupy? Amra ją uwielbiała, dlatego była na obiad średnio dwa razy w tygodniu.
Ale idziemy pierwsze na ogród, dobra? — wtrąciła i sięgnęła drobną rączką po tą Noriegi. — Chodź, Madox, pokaże ci nasz ogród i moje proce — znowu go szarpnęła. Jak widać miała coś z matki… albo obu rodziców. Nie lubiła czekać, chciała wszystko tu i teraz, a jej narwaństwo od razu rzucało się w oczy. Przeszli przez długi hol, do kuchni i przez drzwi, prowadzące na ogród. Kwiaty w świetle dnia wyglądały pewnie zupełnie inaczej niż pod osłoną nocy. Przeszli przez ścianę róż, minęli również altankę, by dojść do niewielkiego, drewnianego domku, obok którego była huśtawka.
Popatrz jaki super — puściła jego dłoń i wbiegła do środka, by już po chwili wyskoczyć z niewielkiego okienka. — A tutaj są moja proce mam trzy — zniknęła na moment, schylając się pod ladę, a następnie wyłożyła przed nim trzy patyki z gumką. Jedne były lepsze, inne już zjechane, ale wszystkie prezentowały się całkiem nieźle. — Ta jest moja ulubiona — wskazała jedną z nich, najmniejszą, ale za to z najlepiej naciągniętą gumką. — Ty też musisz jakąś wybrać, a potem pozbieramy kamienie i może postrzelamy, co?

:dino:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox chwilę składał te literki zapisane na karteczce, jakby też miał pięć lat... No może osiem. A jednym uchem słuchał Amry, jak mu nawijała, że mama nie chciała jej tego przeczytać.
- A wiesz... To takie tam, mama tu napisała, że lubi mango - walnął pierwsze co mu przyszło do głowy, a zaraz zgiął w palcach wyświechtaną karteczkę i zerwał się z miejsca.
Powinien stąd iść. Ale najpierw pozbierał album z ziemi, a potem jeszcze spojrzał na dziewczynkę... I to był błąd.
Bo kiedy zrobiła tą smutną minkę, wbiła w niego spojrzenie i jeszcze na tych małych, drżących usteczkach ułożyła to obiecałeś, to Madox w momencie pożałował, że tu przyszedł, że jej obiecał. A najbardziej to chyba tego, że teraz nie umiał stąd wyjść.
I czemu nie umiał?
Nawet kiedy odwróciła się już do niego tyłem i zaczęła głaskać kolorowe kamyczki na albumie. Mała, obrażona księżniczka. A naprzeciwko niej jakiś gangus z tatuażami, który się pod nią łamie. Dziwny to był obrazek, dla Madoxa szczególnie, bo przecież... on nie lubił dzieci. To dlaczego z tą małą gadał? Przywiózł jej mango i pokazał swój motocykl. Dlaczego chciał się z nią bawić?
No przecież nie chciał...
Znowu bił się z myślami, ze sprzecznymi uczuciami. Z tym co powinien zrobić, co podpowiadała mu głową, a z tym co serce. Kurwa. Czemu on zawsze kierował się sercem? Nawet teraz, jak w tym więzieniu musiał je wygłuszyć? I myślał, że ono zwiędło, że się zepsuło. A przy Pilar waliło w piersi jak szalone. A przy tej małej się... rozpływało.
Dlatego zaraz pytał ją o Pilar. No bo musiał wiedzieć. Musiał ją przycisnąć, żeby mu powiedziała, czy to co teraz siedziało w jego głowie to prawda, czy sobie to tylko ubzdurał, bo może chciałby, żeby tak było? Nie chciał. Chciał.
Nie tylko dzieciom humor zmieniał się w sekundę, bo jemu też. Już stał w drzwiach, gotowy się stąd zawijać, a nagle proponował jej, że mogą się pobawić w ogródku.
Znowu się uśmiechnął, kiedy Amra odżyła i się odbraziła, a zaraz do niego podbiegła, spojrzał na nią z góry.
- A nie, jednak coś mi się pomieszało - do jakiej pracy w ogóle? Do gangsterki? Akurat do tej mógł iść kiedy chciał. Skinął głową, kiedy mała powiedziała to dobra, to chodź i ruszył za nią. Na schodach szedł tuż za nią, żeby w razie czego znowu ją łapać, ale tym razem dała sobie radę sama. A kiedy krzyknęła za Marianą, to stanął z boku. Uśmiechnął się nawet do opiekunki, tym razem już ładnie, wcale nie krzywo, jakby od tego zależało też, co im zaraz powie.
Za jakieś dwie godziny...
Madox aż odchylił do tyłu głowę, tyle czasu... To może jednak pójdzie pobawić się w pana gangusa, a potem wróci? Tylko, że dziewczynka już zadecydowała za niego, że zje z nią obiad. Kiedy on w ogóle jadł normalny obiad? Co prawda Haddie mu coś tam gotowała i odgrzewała wieczorami, bo spełniała się jako pani domu, ale jednak taki obiadek w środku dnia, z jakiejś fikuśnej miseczki w kwiatuszki, albo inne misiaczki, to chyba jak miał dziesięć lat i przychodził do Pilar, i serwowała go im jej ciotka.
- Uwielbiam Ajiaco - uśmiechnął się znowu do Mariany, kiedy spojrzała na niego krzywo. Ewidentnie nie była zadowolona, że się wprosił, ale to w zasadzie Amra zadecydowała.
I później z tym wyjściem na ogród też, opiekunka westchnęła ciężko, ale nawet nie chciała się z nią kłócić.
- Na piętnaście minut, bo zaraz podgrzewam i was wołam - zerknęła na Madoxa, a on podniósł nadgarstek z zegarkiem i skinął głową, że zrozumiał.
Dziewczynka wyprowadziła go na ogródek, a jego spojrzenie od razu padło na trawę, na której tarzali się tu ostatnio z Pilar. I gdyby Clyde im wtedy nie przerwał, to przecież by...
- Co? - znowu się zawiesił i znowu na ziemię sprowadził go głos Amry, kiedy wyjrzała na niego przez okienko drewnianego domku - świetny, ale trochę nisko... Jakby był na drzewie byłoby lepiej - no tak, bo co to za domek, skoro mógł do niego zajrzeć każdy i teraz też Noriega oparł się o okienko zaglądając do środka. Jakby on robił dla swojego dziecka domek, to na pewno na drzewie. Wśród gałęzi, z liną i zrzucaną drabinką. Spojrzał na proce, które zaprezentowała mu mała i sięgnął po największą - nie strzelałem z takiej z piętnaście lat, albo i więcej - naciągnął gumkę i... strzelił nią sobie w palec - ał... - skrzywił się lekko i machnął wytatuowaną dłonią - a o co strzelamy? - on by chyba nie był sobą, gdyby nie robił zawodów o coś. Bo co to za zabawa strzelamy do puszek? Ale już strzelamy, żeby coś wygrać, brzmiało przecież zdecydowanie lepiej. Zawiesił się jeszcze na okienku, żeby zajrzeć do domku, był przytulny, na podłodze leżało pełno poduszek, dookoła stały różne pluszaki, a na ścianie wisiał plakat... - lubisz Spidermana? - zdziwił się Noriega?
No bo chyba dziewczynki nie lubiły takich rzeczy, chociaż... Pilar lubiła. Pamiętał, jak pokazywała mu wiecznie jak umie wisieć głową w dół z ich domku na drzewie, a Madox trzymał ją za nogę, żeby nie spadła. I teraz też wyciągnął rękę do Amry, żeby pomóc jej zeskoczyć z tych trzech schodków, które prowadziły do jej domku. A zaraz kucali razem przy ogródku i grzebali w ziemi za kamykami, jak dzieci...
Albo jak kurwa ojciec i jego ukochana córeczka. Córeczka tatusia.

Amra :zakochan:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”