ODPOWIEDZ
41 y/o
Welkom in Canada
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Robbie miał wpaść do domku Diane na kilka dni, żeby złapać oddech przed dalszą częścią sezonu. Niestety, jak to zwykle bywało latem, Blue Jays grali non stop. Wyrwać kilka dni? Nie było szansy, tym bardziej, że ktoś mu zaprzątał głowę.
Ale jeden dzień mógł! Wychodził z założenia, że cała drużyna potrzebowała chwilki oddechu przed dalszymi trudami sezonu. Jeden dzień na żaglówce był idealnym rozwiązaniem. Zwłaszcza że jego stara łódka stała zwodowana od początku lata. Była jedyną rzeczą, którą odziedziczył po ojcu. Korzystał z niej zdecydowanie za rzadko, jak na to, by utrzymywać jej stałe miejsce w porcie. Ale takie momenty jak ten wynagradzały wszystko. Zdecydowanie powinien zabrać na łódkę Tiny.
Wiatr przyjemnie muskał twarz, poruszając włosami. Córka Diane opalała się, drzemiąc na dziobie łódki, a oni mogli rozmawiać w kokpicie.
- Fajnie, że udało nam się złapać ten czas. Jak Wam się podobają wakacje nad jeziorem? - rzucił, przyglądając się przyjaciółce.
Sam już nie pamiętał, jak to jest spędzać lato w takim miejscu. Właściwie, od kiedy skończył szkołę i zaczął grać w baseball, nie miał czasu na takie zabawy. Walka o miejsce w drużynie, późniejsza kontuzja, powrót do zdrowia i kolejna walka o miejsce w składzie trenerskim odebrały mu szansę na bycie zwykłym, młodym chłopakiem zabierającym dziewczyny nad wodę.
- Uważaj na głowę! - powiedział, szykując łódkę do zwrotu.
Bom wraz z żaglem spokojnie przewędrował nad ich głowami, kiedy łódka zmieniała swój kurs, płynąc dalej na środek wielkiego jeziora. A na jego twarzy gościł uśmiech, którego przyjaciółka nie widziała od dawna. Jakby nie był spięty, chociaż dalej jego myśli uciekały gdzieś daleko. Dzisiaj po prostu nie było bólu ani leków. Był dzień pełen słońca, wiatru. Przyjaciół i wspomnień tej drugiej randki, która wcale randką nie była, ale koniec końców była. Jak to się stało, że pewna dwudziestolatka mu tak bardzo weszła w głowę?

Diane Walker
42 y/o
For good luck!
170 cm
creator of worlds
Awatar użytkownika
i'm waiting for you, you're waiting for me; afraid of what we'll find if we let words run free
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odrobina wypoczynku była jedynym, na co mogła sobie pozwolić.
Nie dlatego, że nie pozwalała jej na to praca - miała sporo zajęć, które wypełniały jej czas w ciągu dnia w związku z przygotowaniami do premiery jej książki, jej promocją, powolnymi szlifami następnej, którą tak naprawdę nie wiedziała, czy w ogóle chce kończyć.
Tam gdzie nie było pracy były wszystko inne. Obowiązki domowe, pilnowanie rozwydrzonej nastolatki, upewnianie się, że starsza sąsiadka miała wszystko od ręką, odbębnianie towarzyskich przyjemności większych bądź mniejszych. Zawożenie ojca na badania bądź tkwienie w szpitalu - o tym ostatnim nie wiedział nikt.
Nawet Aurora.
Jej wzrok pomknął w stronę unoszącej się na wodzie łódki, na której końcu opalała się nastolatka, jakby kontrolnie upewniając się, że wciąż tam była. Ostatecznie właśnie to stało na przeszkodzie by Walker mogła kiedykolwiek się zrelaksować - jej własna potrzeba kontroli i wypełniania każdej chwili wolnego czasu produktywnością. Nie chciała się zatrzymywać.
Nie daj boże dogoniłyby ją wtedy jej własne myśli.
- Byłyby ciekawsze, gdyby nie było tak blisko domu - odrzuciła pół żartem, pół serio, bo choć sama musiała być przekonana przez własną córkę do opuszczenia mieszkania, jednocześnie dostrzegała, że może było mało atrakcyjnym punktem wypadowym. Może powinna zabrać ją za granicę, do Egiptu czy gdzie tam latali w tym momencie ludzie. Na Hawaje?
Ale jak to tak, miałaby zrobić to s a m a?
- Sterowanie tym ustrojstwem wygląda na skomplikowane - zauważyła, przyklejając się do pokładu łódki gdy żagiel przemknął im nad głowami. Jej myśli skutecznie znajdywały inny cel, który mogłyby obrać - przyglądała się operującemu łodzią mężczyźnie, sącząc kolorowego drinka z trzymanej w dłoni szklanki. - Lepiej wyglądasz, Robbie - zauważyła, niemal pod nosem - i od razu skarciła się za użycie słowa lepiej, bo czy nie powinna użyć słowa dobrze? - Jak się miewasz ostatnio?

Robbie Cole
41 y/o
Welkom in Canada
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Niby Robbie już się nauczył, że lato, nawet jeśli krótkie w Kanadzie, było dla niego najbardziej intensywnym okresem. Blue Jays potrafili rozegrać ponad 160 meczów w sezonie przez specyfikę systemu rozgrywek i to, że z przeciwnikami grali w seriach. Takie momenty jak ten były bardzo rzadkie. Dla niego akurat bliskość jeziora była idealna, bo mógł chociaż odrobinę nacieszyć się wodą i wiatrem.
Uśmiechnął się pod nosem, zauważając, jak Diane zerka na małą, pilnując, żeby nie zsunęła się z pokładu do wody. Nastolatka jednak miała zupełnie inne plany i uparcie była bezpieczna. Zresztą Robbie naprawdę bardzo umiejętnie powodował tym kawałkiem drewna i plastiku, unoszącym się na wodzie.
- To kiedyś musimy wynająć żaglówkę na Karaibach. - zaproponował żartobliwie, po czym zanotował szybko pomysł w głowie, bo taki czas spędzony z Tiny byłby mega nagrodą za udany sezon.
Zdecydowanie za często ostatnio myślał o tej blondynce, ale nawet nie próbował z tym walczyć, sprawiało mu to zbyt wiele frajdy.
Wrócił spojrzeniem na Diane i uśmiechnął się.
- Nie aż tak... Wygląda gorzej niż w rzeczywistości. Chodź! - zaproponował, przesuwając się na swoim miejscu tak, by mogła usiąść obok. - W ten sposób będziesz więcej widziała. Jak zrobimy zwrot, to przesiądziesz się na drugą stronę.
Łódka przechyliła się nieco mocniej z powodu podmuchu wiatru i przetasowań miejsc w kokpicie. Nawet ich pasażerka to zauważyła, ale szybko się uspokoiła. Robbie zaś rozsiadł się na drugiej burcie, sięgając po bezalkoholowe piwo.
- Tam na tych linkach masz takie tasiemki. One pokazują Ci, skąd wieje wiatr... Jak będziesz płynęła pod wiatr, to staniemy. I staraj się nie staranować innych... Ale w razie czego mamy kapoki.
Oczywiście mimo udawanej nonszalancji dalej był czujny, pilnując, żeby dziewczynom nic się nie stało. No i sam dalej trzymał linę od głównego żagla. Dzięki temu kontrolował to, jak duży był przechył i jak szybko płynęli.
- Będzie Cię znosiło, więc wybierz sobie jakiś punkt i płyń na niego. - dodał, na moment wystawiając twarz na słońce i wiatr.
- Sugerujesz, że wyglądałem źle? Czy tylko gorzej? - zapytał z rozbawieniem. - Jest lepiej... Ten sezon wygląda na udany, powinniśmy wejść do playoffów.
Zawahał się na chwilę, zastanawiając się nad tym, jak dużo może powiedzieć przyjaciółce. Bo nie tylko sportowe rzeczy się działy w jego życiu. Ostatecznie jednak zmienił temat:
- Ma dzisiaj humory? - zapytał, ruchem głowy wskazując jej córkę na dziobie.

Diane Walker
42 y/o
For good luck!
170 cm
creator of worlds
Awatar użytkownika
i'm waiting for you, you're waiting for me; afraid of what we'll find if we let words run free
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Walker wychodziła z założenia, że w przypadku aktywności, które mogły zakończyć się czyjąś śmiercią, powinni zajmować się nią specjaliści.
Dlatego z pewną dozą wątpliwości przesiadła się, zajmując miejsce koło Robbiego. Jej wzrok przesuwał się po wszystkich tych linkach, których było zdecydowanie za dużo i tasiemkach, które mówiły jej zdecydowanie zbyt mało. Znała się na wielu rzeczach. Zrobiła przecież pieprzony doktorat.
Ale w tej sytuacji chyba preferowałaby zgrywanie blondynki, która nieszczególnie znała się na rzeczach takich jak prowadzenie łodzi.
- To wygląda na zdecydowanie skomplikowane - mruknęła, wodząc wzrokiem po łodzi Cole'a i unosząc go wyżej, na panoramę Toronto widoczną ze środka jeziora. Dotarło do niej, że chyba pierwszy raz pływała po jeziorze Ontario.
Oraz że było całkiem ładne.
- Czy nie potrzeba na to jakiegoś patentu? - dodała, skrzętnie sięgając po prawo, którego wcale tak służbowo nie przestrzegała, ale które teraz mogło stać po jej stronie. Nie miała żadnego powodu w tkwieniu obok i obserwowaniu, jak mężczyzna robi wszystko za nią.
Może i była chorobliwie niezależna, ale zdawała sobie również sprawę z tego, co potrafiła, a czego nie potrafiła robić. W tym przypadku dobrze szło jej picie drinka i oglądanie widoków - oraz próba niemyślenia o Dykmanie, który ostatnimi czasy wtargnął do jej życia w większym stopniu zaangażowania, niż to przewidywała.
- To chyba dobrze? - odrzuciła z rozbawieniem, wiedząc wyłącznie tyle o tym sporcie co postanowił jej opowiedzieć - a i tak z łatwością gubiła się w tym gąszczu określeń, których nie znała, a które brzmiały dziwnie podobnie do siebie. Jej wzrok przesunął się leniwie w stronę córki, którą wskazał, tkwiącej po drugiej stronie łodzi. - To nastolatka - westchnęła, wzruszając ramionami. - Kiedy oni nie mają humorów?
- Słyszałam to! - krzyk Rory rozległ się ponad wodą, wywołując uśmiech rozbawienia na twarzy Diane. Uniosła szklankę z drinkiem do ust, wymownie ignorując słowa córki po czym odchrząknęła, odwracając z powrotem głowę ku Robbiemu.
- A prywatnie? - zagadnęła, z przebiegłym uśmiechem szturchając go łokciem. - Coś wesoły jesteś ostatnio.

Robbie Cole
41 y/o
Welkom in Canada
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Tak długo, jak długo nie odpalimy silnika, jesteś bezpieczna. Wodna policja nas nie dopadnie! - odpowiedział z rozbawieniem.
Niestety Diane nie miała tutaj żadnej mocy wymówkowej. Chociaż fakt, jakiekolwiek uprawnienia, przynajmniej dla jednego członka załogi, wydawały się być oczywistością. Ale najwyraźniej, płynąc na żaglach, jesteś w stanie zrobić znacznie mniej złego niż na silniku. W sumie na rowery też nie musisz mieć uprawnień, a na motocykle już tak.
- Wyluzuj. Po prostu nie wachluj sterem, bo wyglądamy, jakbyśmy nie wiedzieli, co robimy. Przystojniacy na łódce obok już się z nas śmieją. - pokiwał głową, potwierdzając tym samym powagę swoich słów, chociaż na żadnej łódce obok nie było żadnych przystojniaków.
Czasem sam nie ogarniał tego, jak bardzo ludzie mogą nie rozumieć elementu jego życia, który był dla niego najbardziej naturalny na świecie. Tiny miała to samo, nawet jeśli usilnie starała się zrozumieć baseball, co samo w sobie było przeurocze, to i tak tego nie ogarniała, a przecież nie było nic prostszego!
I tutaj materiał poglądowy zastąpiliśmy fragmentem dokumentu o languście.
Na szczęście okrzyk Rory nie pozwolił mu wejść w rozmyślania na temat sportu. On też potrzebował tego jednego dnia wolnego, bo następne tygodnie będą podyktowane tylko życiem w drodze, spaniem na piłkach i przytulaniem kijów zamiast pewnych ślicznych blondynek.
- O co tym razem jest obrażona? - zapytał z rozbawieniem, chociaż dobrze wiedział, że pewnie na ten moment wszystko było okej.
Inaczej Rory nie weszłaby na pokład jednego z tych wujków, którzy kręcą się wokół mamy, mając "jasne intencje". W końcu nie tak dawno temu sam był takim wujkiem...
- Pomidor! - odpowiedział, nie mogąc ukryć uśmiechu. - To chyba dobrze?
Odbił piłeczkę, po czym pokiwał głową i sięgnął do steru, by lekko skorygować kurs. Lekko ich znosiło, ale na początku każdy miał z tym problem.
- Poznałem kogoś... Jest... - zamyślił się z takim nieco głupawym wyrazem na twarzy.
No tak... Wsiąkł...
- No zawróciła mi trochę w głowie.
Diane Walker
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”