William N. Patel
Peaches w wielkich okularach, stroju kąpielowym i narzuconej na niego lnianej koszuli siedzi na werandzie zadowolona, bo piękny latynos ją przywiózł, słonecznko świeci, teraz jej Patelek polewa - no czego chcieć więcej! Ogólnie to ciekawe, że ten latynos co ich przywiózł to był mąż Rosi. Peach z początku się nie zorientowała, bo myślała, że to po prostu jakiś szofer od Patelów, oni zawsze mieli na podorędziu kilku. Wręczyła mu swoją torbę i zostawiła walizkę i dopiero jak ich zapakował i kiedy jechali za miasto i Peach wpadła na pomsł, że napiłaby się już zimnych bąbelków w samochodzie, to musieli się zatrzymać w sklepie i wtedy się William wygadał i mówi, że jego szofer to jest tak na prawdę Ricardo Martinez i Peach oczy się dopiero wtedy otwarły i zaraz jak wsiadł to go tak z boku obserwuje no i faktycznie to jest mężuś jej psiapsi. Popija sobie bąbelki i zagaduje do Dicka o różne rzeczy, ale oczywiście głównie o to jak się Rozi czuje w ostatnim trymestrze, więc połowę drogi do domków letniskowych William i Picz słuchają o ciąży Roski i Ricza. Ciekawe to było, ale jednak spoko, że ich zostawił, bo Picz już się na język pchały opowieści o Dicku, których przy nim powiedzieć nie mogła. Macha do niego, kiedy odjechał i mówi odrazu do Williama:
-
Dobrze, że oni się z Rosą pogodzili, jakby on ją zostawił w tej ciąży... wyborażasz sobie być samotną matką bliźniaków? To jest mój największy po prostu stres, że mnie chłopak zostawi z dzieckiem w brzuchu, okropna sytuacja - pokręciła głową niezadowolona, przy okazji też dając mu po raz kolejny sygnał, że jeżeli on zrobi to samo tej dziewczynie, której zrobił bobasa, to niech wie, że ona mu będzie prawić morały. Patrzy na Billiego, żeby wziął jej walize, bo przecież ona nie będzie tego targała. -
A jak to się stało, że został Twoim szoferem? Dobrze mu płacisz? Trzeba im pomóc teraz, skoro mają dzieci w drodze - zakomenderowała, sugerując, żeby William dał pokaźnego tipa Dickowi.
Tak czy siak, jak się już rozłożyli w domku, to zaraz Peach się przebiera do opalania i teraz siedzi właśnie taka zadowolona i cieszy się ciszą no i tym, że sobie z Williamem taki dzionek zrobili, a jak jej znów chce dolać, to nawet nic nie powiedziała, tylko kieliszek nadstawia. Napiła się znów, tak jakby chciała się tu ubzdryngolić w ekspresowym tempie i obniża okulary do połowy nosa, żeby spojrzeć na Williama rozbawionymi oczkami : -
Jesteś ciekawy, jaki mam dla ciebie prezent? - no tak, bo przecież tak się mijali non stop, najpierw William był gdzieś tam, poźniej Peach mieszkała u Galena, potem miała wycieczkę z horroru, później znów siedziała na chacie, a William był w Bangoku (a moze dopeiro tam leci, ciężko za nim nadążyć!), potem ona się stresowała staklerem, więc aż do dziś nie mieli chwili, żeby celebrować jego urodziny.
I pewnie by sobie w spokoju celebrowali, ale nagle ktoś wydziera się do nich od strony podjazdu. Peach powoli podsuneła okulary spowrotem do góry, nieco się obawiając, że to może być ktoś kogo nie chciałaby zobaczyć, ale kiedy blond czupryna wyskakuje do nich na podwórko, to zaśmiała się na jej widok serdecznie. Na jej sugestie trochę mniej serdecznie się już zbiera do tego, żeby jej odpowiedzieć, że
nie, nie, gdzie tam, ale z drugiej strony może lepiej jak nie będzie Corrinki wyprowadzać z błędu, bo jakby się dowiedziała, że Billy jest tutaj singlem, to jeszcze by kolejnej dziecko zrobił.
-
Ojeju, to Corrina - i Peach spogląda na Billego niepewna, czy on zaprosił tu Corrinę, czy o co tu chodzi. Czy to jest jego prezent dla niej? Od pamiętnej imprezy w jacuzzi, Peach zadbała o to, zeby Corrina więcej nie przyłaziła do Galena na seks masaże, bo umówiła ją z jego trenerem. Tak jak sądziła, świetnie im się razem układało - jednak Peach dobrze wie kto do kogo pasuje i nigdy ją intucija nie zawiodła (chyba, że mowa o jej sercu). Billy się podniósł, więc i Peach wstaje i przytula ją na przywitanie.
-
Ojeju, no to się Cieszę bardzo, że się polubiliście. Wiesz, miałam co do was przeczucie - uśmiecha się zadowolona ze swojego sukcesu, oczywiście najbardziej to była zadowolona z tego, że Galen już nie miał takiej masażystki tantrycznej na telefon, chociaż kto go tam wie!!!
Kiedy przyszły koleżanki Corriny, to Picz się z każdą wita i dziękuje za komplementy a później tak się wycofuje do Billego, trochę oszołomiona, bo raczej nie spodziewała się dziś fanek!!
-
Ale przypadek, dziewczyny, a co to za imprezka, którą szykujecie?
Corrina aż się prawie zapowietrzyła, ale przejmuje narracje i już opowiada machając rękami.
-
Kochani, musicie koniecznie wpaść, słuchajcie to będzie imprezka jakiej nie zapomnicie nigdy... jeżeli oczywiście będziecie mogli cokolwiek zapamiętać, bo zamierzamy się świetnie bawić. Nasza Cara - tu pokazała na ostatnią blondynkę, która się im przedstawiła -
Była ostatnio na wycieczce w Meksyku i potem zrobiła roadtripa przez całe Stany, żeby przywieźć to co przywiozła. To są takie specjalne grzyby halucynki... - i Cora zaczyna im opowiadać o tych grzybach, William to już pewnie cały nagrzany, a Peach dopiła swój kieliszek, bo jeżeli ma brać jakieś grzybki, to na trzeźwo tego nie przeżyje. Uśmiecha się do Billego widząc jaki on jest zachwycony takim pomysłem i wywróciła oczami. Po chwili Corrina zaczyna dalej mówić -
A dziś będziemy celebrować schyłek lata, kochani to będzie prawdziwa uczta duchowa... Co powiesz na to Billy? Wyglądasz na takiego, który lubi takie klimaty - Peach aż zasłania usta, żeby się nie roześmiać, ale no tak, szamani, te sprawy, to jest w stylu Billego. Ona zresztą też nie jest obojętna na takie rzeczy, inaczej pewnie by nie prowadziła ośrodka na Bali.