ODPOWIEDZ
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Siedzimy sobie razem z Peach na werandzie drewnianego, letniskowego domku, który wynajęliśmy na weekend, żeby trochę odsapnąć od miejskiego zgiełku i dramatów dnia powszedniego, a także skorzystać z ostatnich podrygów lata, bo jesień niestety zbliżała się wielkimi krokami. Mnie już łapie chandra, więc polewam sobie więcej wina do kieliszka i mówię do Peach - Tego mi właśnie było potrzeba, wino, moja najlepsza ziomalka, domek na zadupiu i widok na jezioro - wzdycham, bo w tym momencie czuję taki spokój, że byłbym gotów porzucić swoje życie w Toronto po to żeby zostać wiochmenem gdzieś na odległym końcu świata. Ale to tylko takie marzenia millenialsa, bo prawda jest taka, że jakby mi przyszło mierzyć się na codzień z życiem poza miastem, to najpierw bym się popłakał, a potem pewnie umarł - Dobrze, że to wykminiliśmy, z tym domkiem - kiwam głową. Dobrze też, że Riczi nadal był moim szoferem, bo taką mieliśmy umowę jak dawałem mu siano na auto, to nas tutaj przywiózł i obiecał, że odbierze za dwa dni. Coś tam się niby wykręcał, że do dupy, Rosa przecież może urodzić w każdej chwili, no ale trzeba było o tym myśleć zanim się zgodził na moje warunki, hehs. W każdym razie dolewam sobie wina do kieliszka i wystawiam butelkę w kierunku Peach - Dolać ci? - pytam. Gdzieś w tle, z głośników starego radia sączy się cicha muzyka, nie mamy zasięgu, na ten moment sąsiadów brak, chociaż i po prawej i po lewej stronie są kolejne dwa domki. Myślę sobie, że fajnie by było gdyby nikt więcej nie przyjeżdżał i oczywiście los musi mi zrobić na przekór, bo już z oddali słychać warkot silnika oraz coś jakby... Chichot? Poprawiam nogi na krześle na przeciwko, ignorując fakt, że już za moment nasz spokój najprawdopodobniej zostanie zakłócony, po czym wypijam na hejnał kieliszek wina i polewam sobie kolejny. W tym samym czasie na horyzoncie pojawia się różowy, niewielki kabriolet, który z impetem parkuje tuż przy domku obok. Z wnętrza słychać czyjeś śmiechy, natomiast już za moment dociera do nas znajomy głos - NO NIE WIERZĘ! Piczi! Bill! - krzyczy Corrina we własnej osobie, ta sama, która towarzyszyła nam podczas pamiętnej imprezki w jacuzzi. Podnosi na głowę swoje ciemne okulary, po czym wysiada z auta i rusza szybkim krokiem w naszą stronę, machając energicznie jedną ręką. Nadaje jak katarynka - Wy razem tutaj! Ktoś z wami jest? Czy sobie urządzacie jakiś romantyczny weekend? - śmieje się, ale zanim którekolwiek z nas zdąży jej odpowiedzieć to nagle staje jak wryta tuż przy wejściu na werandę i na krótką chwilę zasłania usta dłońmi, mocno wciągając w płuca powietrze - Ojacie!!! Wiedziałam, że ten pocałunek wtedy to nie był przypadek tylko przeznaczenie! Będziesz się jej oświadczał?! - rzuca. Najpierw mnie trochę zaskakuje, ale zanim ogarnę jej słowa to już rusza w moją stronę żeby się przywitać krótkim uściskiem - No cześć, Riri - mówię, klepiąc ją po plecach. Zaraz odwraca się w kierunku Peach, żeby i ją mocno przytulić - No cześć kochana, wiesz, że nadal jestem z tym trenerem Galena? Normalnie on jest taki słodki, że nie mogę, będzie tu dzisiaj później, urządzamy imprezkę - gada, w międzyczasie z samochodu wychodzą kolejne trzy laski i zbliżają się do nas - Ojacie to jest Peach Pepper?! Miałaś rację, Cori, na żywo jest jeszcze ładniejsza, Boże, obserwuję cię od zawsze, ja jestem Lara - podbija do Picz i wystawia w jej kierunku rękę. Wbija w nią błyszczące spojrzenie, no, Pepper chyba ma wierną fankę. Ja w tym czasie wymieniam uprzejmości z innymi - Ja jestem Sara - przedstawia się jedna - A ja jestem Cara - dodaje druga. Niezła ekipka.

Peach J. Pepper
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Peaches w wielkich okularach, stroju kąpielowym i narzuconej na niego lnianej koszuli siedzi na werandzie zadowolona, bo piękny latynos ją przywiózł, słonecznko świeci, teraz jej Patelek polewa - no czego chcieć więcej! Ogólnie to ciekawe, że ten latynos co ich przywiózł to był mąż Rosi. Peach z początku się nie zorientowała, bo myślała, że to po prostu jakiś szofer od Patelów, oni zawsze mieli na podorędziu kilku. Wręczyła mu swoją torbę i zostawiła walizkę i dopiero jak ich zapakował i kiedy jechali za miasto i Peach wpadła na pomsł, że napiłaby się już zimnych bąbelków w samochodzie, to musieli się zatrzymać w sklepie i wtedy się William wygadał i mówi, że jego szofer to jest tak na prawdę Ricardo Martinez i Peach oczy się dopiero wtedy otwarły i zaraz jak wsiadł to go tak z boku obserwuje no i faktycznie to jest mężuś jej psiapsi. Popija sobie bąbelki i zagaduje do Dicka o różne rzeczy, ale oczywiście głównie o to jak się Rozi czuje w ostatnim trymestrze, więc połowę drogi do domków letniskowych William i Picz słuchają o ciąży Roski i Ricza. Ciekawe to było, ale jednak spoko, że ich zostawił, bo Picz już się na język pchały opowieści o Dicku, których przy nim powiedzieć nie mogła. Macha do niego, kiedy odjechał i mówi odrazu do Williama:
- Dobrze, że oni się z Rosą pogodzili, jakby on ją zostawił w tej ciąży... wyborażasz sobie być samotną matką bliźniaków? To jest mój największy po prostu stres, że mnie chłopak zostawi z dzieckiem w brzuchu, okropna sytuacja - pokręciła głową niezadowolona, przy okazji też dając mu po raz kolejny sygnał, że jeżeli on zrobi to samo tej dziewczynie, której zrobił bobasa, to niech wie, że ona mu będzie prawić morały. Patrzy na Billiego, żeby wziął jej walize, bo przecież ona nie będzie tego targała. - A jak to się stało, że został Twoim szoferem? Dobrze mu płacisz? Trzeba im pomóc teraz, skoro mają dzieci w drodze - zakomenderowała, sugerując, żeby William dał pokaźnego tipa Dickowi.
Tak czy siak, jak się już rozłożyli w domku, to zaraz Peach się przebiera do opalania i teraz siedzi właśnie taka zadowolona i cieszy się ciszą no i tym, że sobie z Williamem taki dzionek zrobili, a jak jej znów chce dolać, to nawet nic nie powiedziała, tylko kieliszek nadstawia. Napiła się znów, tak jakby chciała się tu ubzdryngolić w ekspresowym tempie i obniża okulary do połowy nosa, żeby spojrzeć na Williama rozbawionymi oczkami : - Jesteś ciekawy, jaki mam dla ciebie prezent? - no tak, bo przecież tak się mijali non stop, najpierw William był gdzieś tam, poźniej Peach mieszkała u Galena, potem miała wycieczkę z horroru, później znów siedziała na chacie, a William był w Bangoku (a moze dopeiro tam leci, ciężko za nim nadążyć!), potem ona się stresowała staklerem, więc aż do dziś nie mieli chwili, żeby celebrować jego urodziny.
I pewnie by sobie w spokoju celebrowali, ale nagle ktoś wydziera się do nich od strony podjazdu. Peach powoli podsuneła okulary spowrotem do góry, nieco się obawiając, że to może być ktoś kogo nie chciałaby zobaczyć, ale kiedy blond czupryna wyskakuje do nich na podwórko, to zaśmiała się na jej widok serdecznie. Na jej sugestie trochę mniej serdecznie się już zbiera do tego, żeby jej odpowiedzieć, że nie, nie, gdzie tam, ale z drugiej strony może lepiej jak nie będzie Corrinki wyprowadzać z błędu, bo jakby się dowiedziała, że Billy jest tutaj singlem, to jeszcze by kolejnej dziecko zrobił.
- Ojeju, to Corrina - i Peach spogląda na Billego niepewna, czy on zaprosił tu Corrinę, czy o co tu chodzi. Czy to jest jego prezent dla niej? Od pamiętnej imprezy w jacuzzi, Peach zadbała o to, zeby Corrina więcej nie przyłaziła do Galena na seks masaże, bo umówiła ją z jego trenerem. Tak jak sądziła, świetnie im się razem układało - jednak Peach dobrze wie kto do kogo pasuje i nigdy ją intucija nie zawiodła (chyba, że mowa o jej sercu). Billy się podniósł, więc i Peach wstaje i przytula ją na przywitanie.
- Ojeju, no to się Cieszę bardzo, że się polubiliście. Wiesz, miałam co do was przeczucie - uśmiecha się zadowolona ze swojego sukcesu, oczywiście najbardziej to była zadowolona z tego, że Galen już nie miał takiej masażystki tantrycznej na telefon, chociaż kto go tam wie!!!
Kiedy przyszły koleżanki Corriny, to Picz się z każdą wita i dziękuje za komplementy a później tak się wycofuje do Billego, trochę oszołomiona, bo raczej nie spodziewała się dziś fanek!!
- Ale przypadek, dziewczyny, a co to za imprezka, którą szykujecie?
Corrina aż się prawie zapowietrzyła, ale przejmuje narracje i już opowiada machając rękami.
- Kochani, musicie koniecznie wpaść, słuchajcie to będzie imprezka jakiej nie zapomnicie nigdy... jeżeli oczywiście będziecie mogli cokolwiek zapamiętać, bo zamierzamy się świetnie bawić. Nasza Cara - tu pokazała na ostatnią blondynkę, która się im przedstawiła - Była ostatnio na wycieczce w Meksyku i potem zrobiła roadtripa przez całe Stany, żeby przywieźć to co przywiozła. To są takie specjalne grzyby halucynki... - i Cora zaczyna im opowiadać o tych grzybach, William to już pewnie cały nagrzany, a Peach dopiła swój kieliszek, bo jeżeli ma brać jakieś grzybki, to na trzeźwo tego nie przeżyje. Uśmiecha się do Billego widząc jaki on jest zachwycony takim pomysłem i wywróciła oczami. Po chwili Corrina zaczyna dalej mówić - A dziś będziemy celebrować schyłek lata, kochani to będzie prawdziwa uczta duchowa... Co powiesz na to Billy? Wyglądasz na takiego, który lubi takie klimaty - Peach aż zasłania usta, żeby się nie roześmiać, ale no tak, szamani, te sprawy, to jest w stylu Billego. Ona zresztą też nie jest obojętna na takie rzeczy, inaczej pewnie by nie prowadziła ośrodka na Bali.
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”