Jej stosunki z rodziną były… dość chłodne, chociaż jako dziecko wpatrzona była w rodzicielkę. Obserwowała z zachwytem to, jak opiekowała sią nią, braćmi, ojcem i całym domem. W tamtym czasie wydawała się być wpatrzona w kobietę i chciała być taka jak ona, ale z biegiem czasu zaczęło się to zmieniać. Gdy Navi zaczęła dorastać, zaczęła zauważać więcej i rozumieć więcej. Przez to też dostrzegała, że kobieta nie była dobrą żoną i matką z wyboru, tylko przymusu społecznego. Nie miała w niej wsparcia, nie chroniła jej, a gdy się pomyliła lub przekraczała granice, szła się skarżyć mężowi, że córka nie jest posłuszna i ma „głupie pomysły”. Pomysły, które były normalnym zjawiskiem w środowisku nastoletnim.
Ale ona nie mogła wychodzić ze znajomymi, zwłaszcza kolegami. Nie mogła mieć własnego hobby, ani iść na studia, które były tylko wymysłem. I chociaż wcześniej było to dla niej normalne, bo przecież… tak jej został przedstawiony świat, bo tak funkcjonowało jej środowisko, tak mimo wszystko czuła się jak w klatce. Bo widziała więcej i chciała więcej, ale zapewne gdyby nie Gio, to nigdy by się stamtąd nie wyrwała.
Bo w nikim nie miała oparcia. Nawet w rodzinie. Albo zwłaszcza w niej.
—
Po części tak. Ale dobrze na tym wyszłam — powiedziała. Bunty były zakazane, ale właśnie dlatego tak się nazywały. Nie umiała, albo raczej, nie mogła zbuntować się w pełni, bo miała swoje ograniczenia, przywiązania. Nie mówiąc o tym, że gdy przesadzała, to dość szybko i brutalnie została sprowadzana do pionu - wcześniej przez ojca, później przez męża.
Kącik ust jej się podniósł wyżej, ale nie w faktycznym, zadowolonym uśmiechu, a raczej przez grymas smutnego rozbawienia, że… w zasadzie miał rację. Że nawet jeśli był już dwudziesty pierwszy wiek, to Korea w dalszym ciągu uważała, że kobiety powinny być dla mężczyzn. Przecież jak jedna idolka poleciła feministyczną książkę, to została zjechana, a gdy zespół kobiecy śpiewał o sile kobiet, to powiedziano, że to za dużo.
Niby technologicznie szli do przodu, ale mentalnie…
—
Typowe, chociaż zdążyłam zauważyć, że wraz z nowymi pokoleniami i wpływem krajów wschodnich, Korea zaczyna z tego wychodzić — powiedziała. To się na szczęście działo samoczynnie i nie dało się już raczej tego powstrzymać. Tak samo dało się zauważyć na ulicach masę turystów, którzy jak wcześniej byli ciekawym zjawiskiem, tak teraz byli… naturalną częścią krajobrazu. Nie mówiąc o tym, że związki dwukulturowe nie były już tak szokujące. —
Może za sto lat już nie będzie takich skrajnych przypadków jak mój — dodała.
Bardzo możliwe, że wkrótce, gdy to stare pokolenie wymrze, Korea otworzy się na nowe standardy, ale wiadomo, pewne przyzwyczajenia oraz kulturę ciężko było zmienić, ale świat się cały czas adaptował do nowych warunków.
Słuchała go, a uśmiech delikatnie się powiększał, kiedy dopatrywała gotującego się mięsa. Jego wersja, a raczej świat, był tak zupełnie różny od wszystkiego co znała. Skrajny wręcz. U niej, to ona musiała odpowiadać za wszystko. Miała usługiwać, być grzeczna, ułożona, nie pyskować i przychylać nieba biednemu, zapracowanemu mężu. A tu? Tu wychodziło na to, że to kobieta była na piedestale i miała układać partnera.
U niej nigdy by to nie przeszło, a jakby spróbowała, to zostałoby to ukrócone. Ale Koreanki nie były tak temperamentne. Większość była grzeczna, uległa, a jeśli były wychowane w takim domu co Navi… to już nie było mowy o jakimkolwiek postawieniu się.
—
To kompletnie inne od tego co znam — powiedziała, chociaż wiedziała, że to było coś, co już wiedział. W końcu od początku ich znajomości jasnym było, w jakich warunkach się wychowywała. —
Brzmi trochę jak abstrakcja. Inny świat. Taki, w którym trudno mi się siebie wyobrazić, bo wszystko, co znam, stoi do tego w opozycji. — Ciekawe czy jakby ktokolwiek, chociażby jej matka, postawiła się takiemu wychowaniu, to Navi skończyłaby inaczej. Może nigdy nie byłaby sprzedana za spłatę długu? Może poszłaby na studia? —
Może właśnie dlatego brzmi to tak pięknie, bo jest zupełnie poza moim doświadczeniem. — Bo jak dla jednych miało to być coś normalnego, codziennego i oczywistego, tak dla niej… brzmiało nierealnie, nawet jeśli Giovanni już od jakiegoś czasu pokazywał jej jak powinna być traktowana kobieta.
No, chyba, że wjeżdżał temat seksu, ale łóżko miało inne zasady.
—
Patrząc na pana, faktycznie coś w tym jest. Ma pan to we krwi — przyznała, przenosząc na niego spojrzenie. Bo jakby nie patrzeć, to Salvatore odnosił się do niej z szacunkiem, zabierał na kolacje, dawał prezenty. Dbał o nią, słuchał jej, rozmawiał z nią jak z równym sobie człowiekiem, a nie służbą. I takie zachowanie sprawiało, że Navi powoli uczyła się jak żyć w tej nowej rzeczywistości, gdzie nie była tylko popychadłem mężczyzny.
Co dalej?
—
Bierzemy warzywa i wrzucamy do gotowania — powiedziała, podchodząc do deski do krojenia na której znajdowały się pokrojone rzeczy. Zerknęła na przygotowane przez niego kawałki. —
Nieźle. Wiedziałam, że umie się pan obchodzić z nożem — pochwaliła, zaraz instruując go, że może wrzucić wszystko do drugiego garnka z wodą, w którym gotowała się woda.
I gdy to zrobił, ona w międzyczasie dość sprawnie posprzątała wyspę, aby zrobić miejsce na kolejne, kuchenne przeboje.
—
Teraz weźmiemy się za banchan, czyli małe dodatki. Jak pan wie, w Korei jest to nieodłączna część posiłku. — Bo trochę posiedział w jej kraju, więc zgadywała, że co nieco zapoznał się z tamtejszą kulturą. To nie były przystawki, tylko część wspólnego stołu.
—
Kimchi mam już gotowe, więc nie będziemy go przygotowywać, bo i tak sporo czasu by na to zeszło. — W końcu kapusta musiała się odpowiednio sfermentować. —
Do Kongnamul-muchim, fasolkę gotujemy w wodzie — powiedziała, sięgając do siatki w której znajdowała się fasola, której jeszcze nie używali. U niej w kuchni zawsze było kolorowo i z dużą ilością warzyw. —
A przy Japchae musimy pokroić jeszcze trochę marchewki, pół papryki, a cebulę pokroić w piórka — poinstruowała, wskazując drobnym palcem na resztę warzyw, które jeszcze zostały, jakby samej w głowie obliczając co jeszcze należało zrobić. Nie było to coś bardzo ciężkiego, ale dość pracochłonnego. Na szczęście, miała swoją prawą, kuchenkę rękę.
Giovanni Salvatore