ODPOWIEDZ
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Cherry
Tylko się nie spóźnij na samolot...
Mamy być na czas, by porozmawiać z zespołem
I uprzedzając pytanie, mamy dwa osobne apartamenty
Wiadomość...
Nie wierzyła własnym oczom. Stała właśnie przy wschodzącym słońcu na lotnisku przy prywatnym samolocie, czekając na Hartleya. Wiele się między nimi zmieniło. Chociaż to mało powiedziane, byli na pierwszej randce i Charity pierwszy raz od dawna mogła powiedzieć jedno. Ukrywanie chęci bliskości do mężczyzny powoli stawało się prawdziwą torturą. Mogła wysyłać mu oschłe SMS'y, zgrywać w budynku wielką panią prezes, a finalnie jedyne czego pragnęła to ujrzenia go. Od dawna serce nie biło jej w rytm cudzego. Sprawy z Ethanem komplikowały myśli. W końcu był jej podwładnym. Zaburzał codzienność. Maile stały się mniej ważne od ukradkowego spojrzenia mu prosto w oczy, zawieszenia się na nich odrobinę dłużej.
Jedna randka sporo zmieniła. Nerwowo tupała nogą z niecierpliwością, chcąc móc go zobaczyć ponownie. Lecieli ze specjalną, firmową załogą. Nawet sama Charity nie pamiętała, ile razy z nimi latała. Kilka, długich chwil w przestworzach, w których mogła oddać się własnym myślom... Mógłby się już zjawić.., przeszło jej przez głowę, kiedy znów spoglądała na powiadomienia w telefonie. Wiadomość, niestety, nie była od niego. Tylko od kogoś obcego, a przecież za pięć minut mieli wylatywać. Dla Marshall kwestia czasu bywała obsesją. Sama przychodziła piętnaście minut przed spotkaniem, by mieć pewność, że będzie na czas i że wszystko pójdzie po jej myśli. Hartley był jej przeciwnością. Wyburzał stare, przetarte schematy. Wcześniej nie jechałaby wcześniej, by zobaczyć jakiś biedny, europejski kraj. Niby zwykły wyścig, przyjemny, niebezpieczny warkot silników oraz najszybszy kierowcy na całym świecie, a jednocześnie przejście po stolicy Węgier. Tyle i aż tyle. Gdyby nie kwestia sponsoringu w życiu nie przeleciałaby tam. Czekała na wyścig w Las Vegas, gdzie pojawiała się sama śmietanka towarzyska.
Włożyła niesforny kosmyk włosów za ucho, poprawiając raz jeszcze swoje najlepsze, czerwone dresy. Gdzieś kiedyś usłyszała, że wszystko co czerwone jest szybsze. Szkoda, że nie odnosi się to do kierowców ferrari. Już wyciągała telefon, by napisać kolejną wiadomość pełną zażaleń, a wtedy... pojawił się on. Oczy jej zabłysnęły, a na twarzy pojawił się mimowolnie uśmiech.
Wiesz, że nie powinieneś się spóźniać? — zgryźliwość wybrzmiewała z tonu, a jednocześnie w tęczówkach pojawiły się iskierki. Jak powinna się przywitać? Przytulenie, uściśnięcie ręki, czy pocałunek w ustach? Nic nie wydawało się odpowiednie. Dlatego stała jak kołek, czekając na ruch Ethana.

Ethan Hartley
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się do siebie, odczytując wiadomości z telefonu i spojrzał przez okno, pozwalając sobie je chwilowo zignorować. Słońce niespiesznie wspinało się coraz wyżej po niebie, a dotychczasowe krajobrazy zabudowań zamieniały się w coraz większe połacie pól i lasów, by zaraz po przejechaniu przez bramę przekształcić się w ogromną płytę lotniska.
Niezmiernie cieszył się na ten wyjazd. Po raz pierwszy od dawna czuł, że miał pewną kontrolę nad swoim życiem i wszystko zaczynało układać się, jak należy. Zabranie Cherry łodzią nad wybrzeże było najlepszym planem, na jaki mógł wpaść, żeby zdobyć to, czego pragnął — Cherry. Cierpliwość, determinacja i pewność siebie, która krążyła we krwi Hartleyów, potrafiła czynić cuda. Wierzył w swój urok, a tamta noc uświadomiła mu, że zupełnie nie bez powodu.
Wiedział, że brak odpowiedzi wzbudzi w niej zniecierpliwienie, ale za bardzo lubił ją drażnić, żeby jeszcze jej odpisywać, gdy znajdował się już tak blisko. Zwykle nie spóźniał się na ważne spotkania, a to z Marshall było dla niego priorytetem. Nie czuł jednak względem tego żadnego napięcia czy ucisku w gardle, wręcz przeciwnie. Nie mógł doczekać się ich pierwszego wspólnego wyjazdu. I co z tego, że było to w ramach spotkania biznesowego. Nawet już nie chodziło o to, że jechali na Grand Prix Węgier w F1, za którą wprost przepadał. Słuchała go, gdy o tym wspomniał ostatnim razem, idealnie wykorzystując okazję, żeby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. A właściwie nawet trzy, licząc fakt, że wybierali się tam razem. Podpisanie umowy z nowym kontrahentem było czystą formalnością, później zostawała już wyłącznie czysta przyjemność.
Istotnie, randka wiele między nimi zmieniła. Przede wszystkim zauważył, że Cherry nie uciekała już przed nim, a spojrzenia na korytarzach zdawały się być uważniejsze i nieco dłuższe, co wyrażało znacznie więcej, niż słowa. Był też więcej, niż pewien, że jej groźne miny i wszelkie uszczypliwości to tylko pozory, które miały na celu sprowokowanie go. Ich drobne zaczepki w firmie teraz przybierały zupełnie inny wydźwięk.
Uśmiech po raz kolejny zawitały na jego twarzy, gdy zobaczył, że na niego czekała. Nie zniknął nawet po wyjściu z auta, obdarzając nim ciemnowłosą, gdy szedł w jej stronę.
Wiem, że tęskniłaś — mruknął, przystając przy niej, żeby delikatnie ująć palcami jej brodę i skierować ją ku sobie, by złączyć ich usta w pocałunku. Krótkim, tak samo tęsknym, mówiącym, że wciąż nie miał dość smaku jej słodkich warg. Po kilku sekundach odsunął się od niej odrobinę, żeby pochylić się do jej ucha. — A co do tych apartamentów… pozwolę Ci wybrać, w którym z nich spędzimy pierwszą noc. — Posłał jej iście diabelski uśmieszek, po czym nieco zwiększył między nimi odległość tylko po to, by wziąć ją za rękę i poprowadzić do samolotu.

wisienka
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

arbuzik

Dlaczego on musi taki być? Tylko tyle było w stanie przejść przez głowę Charity, kiedy spoglądała na wychodzącego z auta Hartleya. Niemalże wiedziała, na jakie słowa powinna się szykować. Czekała, aż mężczyzna je wypowie. Sama była zgryźliwa, rzucając coraz to nowe, kąśliwe uwagi. Próbowała go szturchać, dogryzać, ale powoli przyzwyczajała się do tego, że nic to nie dawało.
Złośliwość powoli dawała ujście innemu uczuciu, które było dla niej kompletnie niezrozumiałe. Mogłaby przecież utknąć w jego ramionach, mogła zaprotestować małemu gestowi czułości, ale oddała mu ten czuły pocałunek, czując powoli wypieki na policzkach. Publiczne okazywanie sobie uczuć było dla Charity czymś kompletnie obcym. Jasne, ludzie z załogi mieli podpisane z nią umowy poufności, a i tak zbił ją delikatnie z tropu.
Mógłbyś, chociaż spróbować nie być tak pewny siebie? — zagadnęła Cherry, odsuwając się od Ethana. Zaszczepił się w jej myślach niczym prawdziwy wirus. Mogła próbować wszystkiego, ale nic nie działało na tyle dobrze, by mogła wyrzucić go z głowy. Wystarczyło zaledwie muśnięcie delikatnie policzka, uzależniający smak ust, a kolana Marshall same się uginały. Na apartamenty w pierwszej chwili parsknęła pod nosem. Czy właśnie nie tego powinna spodziewać się po Ethanie? Zawsze stawiał na swoim, podobnie jak Cherry, ale walka z Hartleyem wydawała się powoli coraz bardziej nieskuteczna.
Chodź, musimy już wsiadać — mruknęła, chwytając go za dłoń i ciągnąc w stronę wejścia do samolotu — prawie dziesięć godzin nie przeleci się samo — prawie cały dzień lotu, by znaleźć się w innym miejscu z inną datą, inną strefą czasową. Po takiej podróży będą musieli delikatnie odpocząć, by przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości i do zupełnie innego klimatu — w sumie... umiesz latać, Hartley? — zagadnęła, odwracając się na moment w jego stronę. Wbrew pozorom nowa informacja wydawała się jej istotna. Aż korciło ją o rzucenie dosyć dwuznacznego żartu. Zaraz rozsiadła się na fotelu i finalnie puściła jego dłoń.
Szkocką poproszę — zwróciła się do stewardessy. Alkohol potrafił działać cuda, przy nim zdecydowanie łatwiej zasypiało się i zapominało o wszystkim obowiązkach — ale mówiłam poważnie... przed spotkaniami biznesowymi chciałabym się skupić — odchrząknęła, wracając do tematu. Jechała do innego kraju ze względu biznesowych, a nie wakacyjnych. Zresztą kto normalny spędzał wakacje na Węgrzech? Nikt — a przy Tobie się nie da — to musiała mu przyznać. Wystarczyło uniesienie wzroku na jego twarz, a wszystko poza Ethanem znikało z jej głowy. Naprawdę nie była w stanie tego zrozumieć.
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej usilna walka z nim, jak już zdążyła zauważyć podczas ich pierwszego spotkania i potem podczas każdego następnego, była zupełnie bezcelowa. Wiedział, co robić, żeby poskromić jej wewnętrzną złośnicę oraz dzięki swojemu opanowaniu nie przejmować się wszystkim, co mówiła, żeby go od siebie odtrącić. Ethan Hartley nie poddawał się tak łatwo.
Publiczna czułość nie była dla niego niczym krępującym czy niestosownym. Będąc na płycie lotniska, lecąc prywatnym samolotem, doskonale zdawał sobie sprawę z poufności takiej wyprawy. I cieszył się, że przynajmniej tutaj nie musiał niczego ukrywać. No, prawie.
Mógłbym – ściągnął brwi na jej pytanie. — Ale po co? — rzucił z rozbawieniem, finalnie się od niej odsuwając. Pewność siebie potrafiła czynić cuda. I z pewnością działała na Cherry. Swoje, czasem nawet aroganckie podejście, miał wpisane w swój kod genetyczny. Hartleyowie zawsze, jeśli czegoś bardzo chcieli, nie wahali się przed niczym, żeby to zdobyć. Konsekwencja była kluczem do sukcesu. Kluczem do serca Cherry. A na tym właśnie przede wszystkim zależało Ethanowi. Wbrew pozorom nie z powodu rodziców, ale jego własnych celów.
Dziesięć godzin to bardzo dużo czasu — przyznał, uśmiechając się pod nosem. W tym czasie mogli robić naprawdę wiele ciekawych rzeczy, jakie zapewniała im prywatność linii lotniczych. — Latałem helikopterem — odpowiedział zgodnie z prawdą. — Ale chyba nie ten rodzaj latania masz na myśli — dodał zaraz przebiegle. — A odpowiedź na to przecież już dobrze znasz — uniósł wymownie brew, sadowiąc się w swoim fotelu. Nawet niejednokrotnie zdążyła się o tym przekonać. To, jak na nią działał, wciąż odbijało się echem w jego głowie, przywołując nad wyraz słodkie wspomnienia.
Gdy podeszła stewardessa, poprosił o ten sam rodzaj alkoholu i powrócił spojrzeniem do Cherry. Odczekał kilka sekund, zanim członkini załogi zniknęła za drzwiami, po czym odetchnął głębiej.
Nikt nie powiedział, że nie można połączyć przyjemnego z pożytecznym — stwierdził, na moment unosząc znacząco brew, a przez jego usta przebiegł zawadiacki uśmiech. Jechali w biznesowej podróży, ale nie zamierzali spędzać z kontrahentami całych dni. Uważał, że skoro już razem wybierali się w tę piekielnie długą i intensywną podróż, powinni wykorzystać fakt, że poza spotkaniami biznesowymi nikt ich nie znał. Mogli więc sobie pozwolić skorzystać z tej anonimowości i zaczerpnąć z niej tyle, ile byli w stanie.
Nie da się? — powtórzył za nią, choć było to czysto retoryczne pytanie. Schlebiła mu jej otwartość, z jaką właśnie przyznała, że ma problemy ze skupieniem się w jego towarzystwie. — Potrafię być grzeczny i zachować maniery w towarzystwie, o to nie musisz się martwić – zapewnił ją z uśmiechem na ustach. — Jednak nie mogę ręczyć za siebie, kiedy zostaniemy sami — dodał po chwili, obdarzając ją uważnym, intensywnym spojrzeniem, akurat w momencie, kiedy stewardessa przyniosła trunek.


wisienka
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

arbuzik

Smak wygranej oraz kontroli był czymś, do czego Cherry usilnie dążyła. Lubiła porządek, schemat, w jaki sposób powinna wykonywać kolejne kroki. Nawet jeden, spokojny oddech, czy odrobina relaksu oraz spokoju były zapisane w jej harmonogramie. To charakterystyczne uczucie zwycięstwa, które kochała całą sobą, podpisując kolejną umowę. Ethan jej tego nie dawał. Był swego rodzaju wybojem, czy przeszkodą. Przy nim Charity przypominała zdającego na łuku. Za każdym razem musiała wjechać w słupek.
Żebym mogła wygrać? — chociaż gdy tak zaczynała myśleć, przy Ethanie bardzo często w ten sposób się czuła. Nie zapisywała, nie planowała, przy nim po prostu była i to w zasadzie stawało się dla niej powoli najważniejsze — wiesz, ja naprawdę lubię wygrywać — i aż musiała uśmiechnąć się niewinnie i puścić mu oczko. Czy kiedyś pozwolił jej na stawianie warunków? Przez głowę przeszły jej przeróżne spotkania. Koniec końców stawiał na swoim, czy to kiedy musiała go przeprosić, czy oddać mu telefon, czy nawet pokazać jej samej, jak bardzo była od niego uzależniona.
W trakcie których chciałabym móc się przygotować — powtórzyła raz jeszcze, jak jakąś mantrę. Chciała móc uwierzyć we własne słowa, ale wystarczyło jedno, krótkie spojrzenie, by kontrahenci zniknęli z jej myśli, a na dobre zagościł tam właśnie... Ethan — helikopterem? — powtórzyła za nim, unosząc ku górze obie brwi — cóż, nim też mógłbyś mnie przelecieć — parsknęła krótko pod nosem i aż musiała się zawiesić. Zwróciła wzrok ku Hartleyowi zdziwiona samą sobą. Naprawdę to powiedziała? Czy bariera między nimi, którą tak skrupulatnie budowała, zaczynała finalnie znikać? Cholera... czy Charity Marshall zaczynała się za-ko-chi-wać? Nie, nie. Potrząsnęła na samą siebie głową. Silna, niezależna kobieta z psem, powtarzała we własnej głowie.
Już daj spokój — mruknęła, strzelając przy tym oczyma. Tylko czy to naprawdę było takie złe? Przyjemne z pożytecznym... a myśli samej Cherry robiły się z każdą sekundą coraz to bardziej figlarne — czasem mam wrażenie, że masz przy mnie festiwal wzrostu własnego ego — im więcej mówiła, tym bardziej samą siebie pogrążała. Czy cisza byłaby lepszą reakcją? Chociaż unikanie tego figlarnego uśmiechu samo w sobie wydawało się torturą.
Dziękuję — uśmiechnęła się delikatnie, upijając łyka szkockiej i po paru minutach byli w przestworzach. Teraz zostało zaledwie dziesięć bardzo długich godzin, w trakcie których musiała wytrzymać z Ethanem. Powinna dać radę, prawda? Oby.
To oficjalnie zostaliśmy sami, Ethan — wychyliła się, by móc zobaczyć białe obłoki za oknem. Mogła latać od dawna, a ten widok za każdym razem sprawiał, że serce Cherry zaczynało bić szybciej — i... nie mam zasięgu — i może też dlatego lubiła latać? Wystarczyło pierwszych kilkanaście chwil bez wibracji telefonu. Na morzu oraz na niebie wydawała się być naprawdę wolnym człowiekiem — znowu wygrałeś — taką Cherry lubił najbardziej. Mogło brzmieć to upiornie. W końcu Ethan lubił mieć kobietę bez możliwości skontaktowania się, bez możliwości ucieczki, ale, o zgrozo, zaczynało się to podobać pani prezes.
To... — i przesiadła się, by móc zetknąć się z Ethanem kolanami — co ciekawego powiesz mi o naszym spotkaniu biznesowym? — wiedziała, do kogo jadą, kiedy się spotykają, ale chciała usłyszeć to od niego... Chociaż im dłużej patrzyła w jego zielone tęczówki, tym bardziej przestawała się hamować i tak po prostu chwyciła go delikatnie palcami za dłoń.
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ethan również lubił wygrywać i trzymać kontrolę nad sytuacją. Nie miał tak ogromnych ambicji, jak Cherry, z resztą, Northland Power nigdy nie było jego priorytetem. Rola pani prezes pozostawała w dobrych rękach. On za to wolał trzymać we własnych panią prezes. Zwłaszcza, że obecnie miał dobre powody, żeby przy niej odetchnąć i poczuć trochę spokoju przed wydarzeniami, które miały namieszać w jego życiu.
Wiem, ale czy wygrana nie smakuje o wiele lepiej, jeśli jest w pełni zasłużona? — uniósł wymownie brew, a przez jego twarz przebiegł zawadiacki uśmiech. Nie zamierzał oddawać jej wygranej, bo chciała. Jeśli naprawdę chciała, musiała się bardziej postarać, a wiedział, do czego była zdolna, jeśli jej na czymś zależało. Pamiętał też, jak na niego reagowała, kiedy starał się odeprzeć atak. Była bez szans.
Możesz wszystko. Ale czy naprawdę chcesz właśnie się przygotowywać? — zasugerował jej, unosząc jedną brew, a przez jego usta przebiegł szelmowski uśmiech. W jego głowie nadal miał ich ostatni raz na jachcie. Była urodzoną przywódczynią, nie potrzebowała wielu godzin przygotowań, wystarczyło spojrzeć w papiery i wiedziała, co powiedzieć, żeby zrobić wrażenie na każdym. Odnosił wrażenie, że to tylko gra, co potwierdziło się przy jej następnych słowach. Jej bezpośredniość i nagłe speszenie wydało mu się urocze. — Mógłbym zrobić Ci wiele rzeczy — przyznał spokojnym, pewnym siebie tonem, mimowolnie przygryzając wargę, gdy obdarzył ją wymownym spojrzeniem. Nie było już między nimi barier, a jej z coraz większym trudem przychodziło się mu oprzeć. I to mu niesamowicie odpowiadało. Wreszcie przestawała walczyć zarówno z nim, jak i ze sobą.
Karmisz moje ego, to prawda. Nadrabiasz za złodzieja — zauważył z rozbawieniem, przypominając o określeniu, jakim nazywała go na początku ich znajomości. — Ale przede wszystkim wiesz, że dostaniesz za to coś w zamian — przyznał bez cienia wątpliwości, patrząc na nią intensywnie z błyskiem w swoich zielonych oczach. Oboje znali swoje słabości i wiedzieli, jak tę wiedzę wykorzystywać, żeby dostać to, czego pragnęli.
Kiedy samolot wzbił się w powietrze i ustabilizował się na odpowiedniej wysokości, Ethan niepostrzeżenie westchnął. Obecność Charity wynagradzała mu wszystko, co zostawiał właśnie za sobą. Dziesięć godzin zawieszonych w przestrzeni, z dala od telefonów i newsów, które miały niedługo wybuchnąć w kanadyjskich mediach. Nie chciał na razie myśleć o tym, jak wyjaśni to siedzącej naprzeciwko niego kobiecie.
Charity Marshall. Całkowicie na moją wyłączność — uśmiech zadowolenia rozjaśnił jego twarz, kiedy powrócił na nią spojrzeniem. Brak zasięgu był w tym momencie zbawieniem, nie tylko ze względu na pracoholizm kobiety, z którym próbował walczyć, ale i wiadomości, które mogłyby rzutować na ich wyjazd. Potrzebował jej teraz bardziej, niż potrafił to przyznać.
Powiem Ci, że to spotkanie wymaga szczególnego skupienia — zaczął poważnie, wodząc wzrokiem za kobietą przysiadającą tuż obok niego, a następnie ściskając nieco mocniej jej palce w swojej dłoni. — Nie może mnie rozpraszać ani czerwień Twoich ust, ani opinająca Twoje ciało biała sukienka — pochylił się nieco w jej stronę i uśmiechnął się do niej lubieżnie na wspomnienie o jej atrybutach, po które sięgała stanowczo zbyt często. — Myślę, że w tym momencie powinniśmy popracować nad zniwelowaniem ryzyka dekonspiracji — wyszeptał, mimowolnie kierując spojrzenie na w połowie odsłonięte jej udo. Zaraz wolną dłoń położył na jej kolanie, żeby niespiesznie przesunąć ją wyżej, świadomie drażniąc jej delikatną skórę. — Jest na to jeden sposób, ale wymaga Twojego zaangażowania. — Starał się zachowywać pełną powagę i charyzmę tak, jakby dyskutowali na istotne sprawy dotyczące firmy, ale rosnące między nimi napięcie, kiedy znajdowali się tak blisko siebie, a jego dłoń wsunęła się pod materiał sukienki, całkowicie wszystkiemu zaprzeczało. — Nie wiem, jak Ty, ale ja o wiele lepiej skupiam się na pracy, kiedy jestem zrelaksowany — mruknął wprost do jej ucha. W tym samym czasie jego palce odnalazły się w miejscu, do którego tak opieszale dążyły. Jeden niewielki ruch, a Cherry poruszyła się niespokojnie.
Od ich randki upłynęło już trochę czasu, było więc zrozumiałym, że chciał znów się nią nasycić. Delikatnie muskając kciukiem jej udo, utwierdzał ją i siebie w przekonaniu, że tęsknił za jej bliskością. Uważał też, że ogień, który potrafili w sobie wzbudzić, powinni opanować, zanim przejdą do spraw biznesowych. Praca w pełnym napięciu naprawdę nie sprzyjała skupieniu, a oni nie mogli pozwalać sobie na błędy.

wisienka
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

arbuzik

O zgrozo, wystarczyło jedno słowo, a jej kolana uginały się samoistnie. Jedno, krótkie spojrzenie, jeden tekst wystarczył by zadrżała. Nawet nie była w stanie tego wytłumaczyć racjonalnie. Wpatrywała się w jego oczy, a serce biło jej mocniej na samą myśl. Zasłużona wygrana brzmiała prawie jak groźba. Powoli zaczynała się zastanawiać, czy byłaby w stanie się zmierzyć z Ethanem. Może dlatego wywróciła teatralnie oczyma. W końcu... czy nie chcieli właśnie tego samego? Wpatrywała się w jego oczy intensywnie, zdając sobie z tego sprawę coraz mocniej. Szala wygranej była wtedy, gdy działali razem.
Zdanie. Tyle wystarczyło, by kącik ust delikatnie jej drgnął. Cherry na własnych ramionach miała właśnie aniołka i diabełka, którzy kłócili się ze sobą. Jeden kazał się jej przygotować, okazać najlepszą ofertę, a drugi wręcz przeciwnie. Przekazywał najlepszą argumentację, by na nowo wskoczyła na jego kolana. Z poprzednich wieczorów doskonale pamiętała fakturę jego skóry, intensywny zapach perfum, czy uzależniający smak ust. Mogła próbować grać w jego grę, udawać silną, niezależną kobietę, w jakikolwiek sposób niewrażliwą na jego zaloty, ale to była zaledwie fikcja. Mógłbym zrobić Ci wiele. Głośno odbijało się w jej głowie, zostawiając w niej trwały ślad. Intensywne spojrzenie i przegryziona warga przypominało nieme zaproszenie. Aż ścisnęła mocniej swoje kolana, by móc pozostać w ryzach. Nie potrafiła zrozumieć samej siebie oraz tego, co działo się w jej głowie. Zamiast tabelek, wykresów, coraz częściej pojawiał się tam k t o ś inny.
Och faktycznie — stwierdziła nagle głośno, klaszcząc w obie dłonie — zapomniałam, że z Ciebie jest prawdziwy złodziej. — a może został czarodziejskim złodziejem? W inny sposób nie byłaby w stanie wytłumaczyć, w jaki sposób tak z nią pogrywał. Jeszcze tak niedawno potrafiła postawić między nimi mocne ściany nie do przejścia, a teraz? Ledwie zamykała oczy, a widziała przed sobą... Ethana. Tak to racjonalizowała, bo inne słowa mogłyby być zbyt romantyczne.
Atmosfera w samolocie z każdą chwilą była coraz napięta. Czas spędzany z Hartley'em przypominał jazdę kolejką górską. Raz krzyczysz ze strachu, zaraz śmiejesz się z radości i nie jesteś w stanie wybrać, co bardziej Cię dotyka. Samolot wystartował na dobre, a Cherry jak dotąd nie wyłączyła trybu samolotowego. Miał ją na wyłączność. Nie tylko w samolocie... znaczy co? Aż pokręciła głową. Ledwo wypiła alkohol, a myśli, że mogłaby być z Ethanem na wyłączność nie potrafiły wyjść z jej głowy w żaden sposób.
Nie obchodziły jej poważne słowa wypowiadane z ust Ethana. Liczyły się ich dłonie splecione razem i wystarczył krótki dotyk, by dostała dreszczy. Sukienka, czerwień ust... Oj, coraz bardziej zdawała sobie sprawę, dokąd oni zmierzają. Im bardziej tym serce biło jej zdecydowanie mocniej. Patrzyła w jego zielone tęczówki, uśmiechając się jak dziecko w boże narodzenie.
Jak mogłabym pomóc Ci się zrelaksować? — sama się zdziwiła, że to pytanie padło z jej ust. Przecież wiedziała, czego chciał. Ona chciała tego samego i nie miała do tego wątpliwości. — też jestem zestresowana, jestem cała spięta — przyznała, kładąc mu dłoń na policzku. Palcami delikatnie przejechała po niej delikatniej, zatrzymując kciuk na jego ustach — myślisz, że omówienie każdego punktu nam pomoże? — przejechała mocniej po jego dolnej wardze, uśmiechając się niewinnie jak aniołek. Jakby właśnie nie wchodziła w jego grę.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”