Zaśmiał się na jej słowa.
Prawdziwy złodziej. Mogła mówić, co chciała, ale przecież oboje znali prawdę. To miano mogła mu przypisać tylko w kilku, ale za to najważniejszych, najbardziej delikatnych kwestiach — był złodziejem jej ciała, myśli, a wkrótce również serca.
Nie miał co do tego wątpliwości, gdy widział, jak na niego reagowała. Jak spoglądała na niego swoimi czekoladowymi, błyszczącymi oczami. Jak jej oddech przyspieszał na każdy jego coraz śmielszy ruch czy zdanie. I jak poddawała się jego grze, która prowadziła ich do jednego, konkretnego celu.
Po jego głowie krążyły coraz ciekawsze formy relaksu, które mogła mu zaoferować, a jej spojrzenie i śmiałe pytanie pobudzało go do spełnienia chociaż jednej z wielu fantazji. Przez cały ten czas leniwie muskał palcami jej najbardziej wrażliwe miejsce jako obietnicę doznań.
—
Na to też jestem w stanie coś zaradzić — przyznał niższym tembrem głosu, wpatrując się w jej tęczówki i czując ruch jej kciuka na swojej wardze. Mimowolnie przeniósł wzrok na jej ponętne wargi, które znalazły się niebezpiecznie blisko niego, rozszerzając się pod wpływem uroczego uśmiechu. Pogrywała sobie z nim, ale właśnie
t o było jedną z rzeczy, za którymi tak przepadał. I z każdym kolejnym oddechem, który dzielili w tak niewielkiej przestrzeni między sobą, zaczynał zdawać sobie sprawę, że przepadał… dla niej.
—
Myślę, że rozmowa to ostatnie, czym teraz powinniśmy się zająć — mówiąc to, sięgnął wargami jej kciuk i, nie spuszczając z niej wzroku, poddał go delikatnej pieszczocie ust.
Napięcie, które wzrosło teraz w powietrzu do niebotycznych wymiarów, musiało znaleźć ujście. I odnalazło — wraz z pocałunkiem, będącym zapowiedzią wielu ekscytujących dla tej dwójki wrażeń.
Podróż w dobrym towarzystwie zawsze przebiegała szybciej. Dziesięć godzin w samolocie pełne było euforycznych doznań, które rzeczywiście zrelaksowały ich ciała i umysły. To z kolei pozwoliło im na obdarowywanie siebie wieloma drobnymi czułościami podczas rozmów o wszystkim i niczym. Tak, jakby na czas podróży cały świat przestał się dla nich liczyć, pozostawiając ich wyłącznie sobie.
Lekka atmosfera i całkowita swoboda we własnym towarzystwie sprzyjały bliższemu poznaniu się i zabawnym opowieściom z czasów dzieciństwa czy studiów. Ethan nie potrafił się napatrzeć na Cherry, której właśnie
ta wersja podobała mu się najbardziej. W tym czasie wyszła z roli pani prezes i stała się
sobą, rozmawiając i żartując sobie bez obaw o to, co on sobie o niej pomyśli. Za to on, trzymając ją ciągle za rękę i skupiając na niej całą swoją uwagę, dbał o to, żeby przez cały ten czas czuła się niczym nie skrępowana. Nawet nie pamiętał, kiedy rozmowa rozpłynęła się w powietrzu i zasnęli.
Obudziło go czyjeś łagodne szturchnięcie w ramię. Nieco zaspany otworzył oczy i zauważył stewardessę obok, która z przepraszającym uśmiechem poinformowała o przygotowaniu się do lądowania. Zaraz spojrzał na Cherry, której głowa najwyraźniej przez cały ten czas spoczywała na jego ramieniu, a następnie na wciąż splecione dłonie.
Czas na powrót do rzeczywistości.
Lądowanie i wyjście na płytę lotniska przebiegło sprawnie i w towarzystwie ogólnego zadowolenia, jakby oboje instynktownie chcieli przedłużyć bańkę, którą stworzyli w trakcie lotu. Dopiero po wejściu do taksówki, gdy Ethan rozsiadł się na fotelu obok ciemnowłosej, odczuł pewną nostalgię, bo musieli znów zacząć się zachowywać i przede wszystkim, zająć interesami.
Z tą myślą wyłączył tryb samolotowy, by po chwili wewnątrz auta rozległo się pikanie nadchodzących wiadomości. Jednej, drugiej, trzeciej. Natarczywe dźwięki przychodziły raz po raz, również w telefonie Cherry.
Miał przeczucie, co to oznaczało.
Z niepokojem i nagłym spięciem mięśni na karku spojrzał na wyświetlacz, by potwierdzić swoje obawy. Nagłówki z powiadomień wykrzykiwały jego rodzinne nazwisko.
Sullivan Hartley żyje
Dziedzic fortuny zmartwychwstał
Wielki powrót dziedzica
Historia Sullivana Hartleya rodem z filmów akcji
Hartley ofiarą spisku
Hartley - bohater rodziny
Ethan skrzywił się, na szybko odczytując kilka z nich, ale zaraz spojrzał na Cherry i malujące się na jej twarzy emocje, których mieszanka nie stanowiła niczego dobrego.
—
Przepraszam, powinienem był Cię o tym uprzedzić — zaczął niepewnie, po czym westchnął ciężko. Według niego w samolocie było zbyt d o b r z e, żeby psuć atmosferę takimi informacjami. —
Sullivan wrócił. Dowiedziałem się o tym dosłownie dwa dni temu — wzruszył ramieniem bezradnie, jakby niewiele w tej kwestii mógł zrobić. Naprawdę miał związane ręce. —
Nie mogliśmy o tym rozmawiać, dopóki nie zostanie wydane oficjalne oświadczenie — wyznał, mimowolnie zaciskając mocniej szczęki, które pod wpływem tego gestu znacznie uwydatniły rysy jego twarzy.
Samo zamieszanie związane z powrotem brata do świata żywych było już wystarczająco stresujące i przysparzające mnóstwa kłopotów rodzinie, więc kłótnia z Cherry podczas wyjazdu była ostatnim, czego mu teraz brakowało. Obawiał się, jak kobieta zareaguje, więc zaraz wypuścił mocniej powietrze z ust i pokręcił głową z niezadowoleniem.
Oczywiście, że cieszył się z powrotu brata, ale to wydarzenie zamiast rozwiązywać sprawy, komplikowało je bardziej. Był zły na siebie i na cały świat, że wiecznie robił mu pod górę, bo wiedział, że ciemnowłosa potrzebowała wyjaśnień. Już i tak ukrywał przed nią wystarczająco dużo sekretów.
wisienka