ODPOWIEDZ
40 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

009.
Tylko ostatni centymetr dzielił żar od filtra. Papieros, trzymany w dłoni Milesa, wypalony przez sprawne pociągnięcie ust, kończył się przy tym podobnie szybko, jak kończyła się milesowa bierność. Wraz z ostatnią smugą dymu, wypuszczoną leniwie spomiędzy spierzchniętych dziś warg, opuścił dłoń, strzepując popiół z końcówki papierosa. Tlące się resztki tytoniu wylądowały na kaflach chodnika, gdy goły już filtr – w krótkim wahaniu i po jednoczesnym przerzuceniu używki do palców drugiej, lewej dłoni, bliższej śmietnikowi – dogasił na obręczy kubła. Pet, zmięty bezlitośnie, niemal z bezrefleksyjnym poczuciem konieczności wylądował w specjalnie dobudowanej do tego metalowej kieszeni, gdy on sam zerknął spokojnie na tarczę zegarka:
Pięć minut do wizyty.
Poruszyła się w nim ta neutralna myśl i poruszyło się wraz z nią zastygnięte dotąd w bezruchu ciało. Odepchnął się tym samym od chłodnego muru, ostatni raz koncentrując uwagę na przestrzeni wokół niego. Najpierw wzniesiony powyżej chodnika wzrok natrafił na betonową pustkę, przerywaną jedynie pionem suchego drzewa tuż przed drzwiami centrum uzależnień. Później, już po przekroczeniu progu budynku i opuszczeniu zawietrzonego skwerku na ulicy, uderzyła w niego cisza panująca i zamknięta w trzewiach korytarza.
W środku było niewiele cieplej, niż na zewnątrz.
Mówiło się, że ściany mają uszy. Ściany tego miejsca uparcie jednak milczały, sprawiając przez chwilę wrażenie, jakby świat w tym miejscu gęstniał od emocji (głównie smutku?) i stawał się depresyjny, niemal przy tym martwy.
Choć doktor Howard również pracował w środowisku “bliskim śmierci” doświadczenie z dziś było zupełnym przeciwieństwem jego pracy, jako lekarza i chirurga urazowego. Tam rozruch i strach przodowały przed jakimikolwiek innymi emocjami.

Rozruch — podczas osobistych i publicznych katastrof.
Strach — przed stratą, przed bólem, przed złamaniem ciała i ducha.

Nie pamiętał kiedy sam zdążył przywyknąć do tego rodzaju widoku – bolesnego i brudnego; mrożącego krew w żyłach, gdy na oddział trafiali np. młodzi ludzie, z powykręcanymi kończynami i gołymi kośćmi, widocznymi na wydartej powłoce ciała.
Może nie przywykł wcale i tylko mu się wydawało, skoro ciało oddawało stres i zmęczenie w nalocie migreny i w odstrzale piorunującego go bólu, przebiegającego między skronią, a potylicą.
Przez lata nauczył się nie reagować na cudzą krew, na trzask łamanych kości, ani na widok ran, które dla większości ludzi byłyby wystarczającym powodem, by odwrócić wzrok. Nie nauczył się jednak tego, co działo się później, kiedy zostawał z tym wspomnieneim sam.
Ciało, pozbawione konieczności działania, a przy tym eksploatowane na każdym polu, w zmęczeniu niemal zgarbione, w ostatnich tygodniach zaczynało wystawiać mu rachunek za godziny spędzone na dyżurze. Mimo tego, że dosłownie parę dni temu wziął nawet wolne, chcąc wyciszyć niepokojący go stan migrenowy, ta wciąż atakowała go niespodziewanie.
Chichot losu, a przy tym także niedyspozycja ciała, dziś również niespotykanie wyraźnie tańczyły między resztką jego trzeźwości. Wiły się w wątłych meandrach howardowych myśli, powściąganych zawzięcie i zagłuszonych przez migrenę, jakby ściśle zagnieżdżony między myślami ból nie chciał dać się wyplenić z głowy. Gdyby nie był tak uprzejmy i pełen samokontroli, pewnie zakląłby pod nosem nietaktownie, czując jak skrzydła bólu trzepoczą mu już nie tylko pod czaszką, ale również głębiej, z uporem, który trudno było dalej ignorować.
Zanim jednak dał się temu wrażeniu pochłonąć, jego uwagę ściągnęła recepcjonistka.
Pan Howard? Zapomniałam Panu przekazać, że dr Riddle’a dzisiaj nie ma w pracy. Zastąpi go nasz rezydent, doktor Harrington. Wciąż chce Pan skorzystać?
Oczy Milesa błysnęły zaskoczeniem, twarz jednak, pozbawiona wyraźnej, emocjonalnej skazy, pozostała niemal przy tym neutralna. Jedynie drobna zmarszczka przecięła jego czoło, gdy migrena ściągnęła gwałtem brwi, przyspieszając jego odpowiedź. Palce szybko odnalazły drogę do skroni, rozmasowując je subtelnie. Natrętne pulsowanie nie ustąpiło.
Niech będzie. W porządku — rzucił bez entuzjazmu, z nadzieją jednak na owocne zakończenie dzisiejszego spotkania, być może opatrzone zapasem beta-blokerów.

Pięć minut później siedział w fotelu, czując jak iskra irytacji próbowała włamać mu się do spojrzenia, gdy usłyszał od ów Harringtona alternatywną terapię, w zamian za znane mu już i proste rozwiązanie: Propranolol.
Słucham?
P y t a n i e nie zawisło w powietrzu chwilową łuną zastanowienia. Zdumienie i chłód głosek zmroził je wręcz momentalnie, gdy słucham zastygło między nimi jak sopel lodu – goły, nieoblepiony w miękkość kurtuazji.
Skrawki skóry na karku mrowiły go od ciężaru wstrzymywanej w sobie złości, gdy wpatrzony w lekarza, prawie wstał w niechęci.
Jaki cel miałaby ta zmiana? — zmusił się do próby dialogu.

Dion Harrington
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No. 3
Don’t worry, I’m a doctor.


Kolejny dzień przywitał go zlepkiem niepotrzebnych myśli. Kolejny banał, z którym musiał mierzyć się tuż po tym, jak podniósł ciężkie powieki. Czasami nawet jeszcze przed otwarciem oczu, kiedy leżał w białej pościeli bez motywacji, aby przywitać nowy dzień. Chyba od zawsze otaczał się bielą, szpitalną bielą i sterylnością, jakby chciał dzięki temu wybielić również brudne myśli.
Ale to nie było takie proste.
Ale to nie było nawet krzywe.
Skrzywione — może — chociaż balansował z tym na granicach, a kiedy jakąś przekroczył, pobył tam chwilę na wygnaniu, a potem szybko wracał, ponownie przywdziewając maskę obojętności, żeby nabrać nie tylko innych, ale i samego siebie. Bo przecież był zdrowy, bo przecież leczył i to był jego cel, to było najważniejsze, to było wszystkim. Jego cały świat składał się z mniejszych lub większych wyidealizowanych myśl o sobie. Miał o sobie wysokie mniemanie, uważał się za lepszego od innych, może trochę za boga. Chociaż nie, bardziej za proroka. Za kogoś, kto czyni cuda boską mocą, bo ta przez niego przepływa, bo został wybrany, bo był wyjątkowy, bo kiedy patrzył tego poranka w lustro widział czystą perfekcję.
Przesuwał palcem po zaparowanej tafli lustra, a w lśniących smugach widział lekko rozmazany zarys mięśni, ładnie wypracowaną sylwetkę, kosmyki włosów przylepione do mokrej skóry i tyle mu właściwie wystarczyło, żeby się sobie podobać. Dokładniejsze rysy były zbędne, tak jak uśmiechy, a nawet błysk w oku, świadczący o ekscytacji, o podnieceniu. Tego nie chciał widzieć i nie chciał o tym wiedzieć.
Dotykał się, wmasowywał w skórę balsam, trochę jakby robił to komuś innemu — starannie i z uczuciem, z delikatnością, jakiej raczej by się po nim nie spodziewano. Chociaż sprawiał wrażenie osoby, która mogłaby zrobić wszystko i być kimkolwiek. Zachowywał się tak, aby zyskać to, czego pragnie. Raz była to przychylność pacjentów, bądź członków ich rodzin, innym razem współpracowników i przełożonych, czasami aptekarki, a innym razem piekarza z ulubionej piekarni, a wszystko w zależności od tego, co chciał osiągnąć.
Zazwyczaj pojawiał się w pracy jako pierwszy wśród lekarzy i innych rezydentów, chociaż nie szybciej, niż recepcjonistka. Mimo, że mijał ją prawie codziennie, nie mógł sobie przypomnieć ani od kiedy tam pracowała, ani jej imienia. Zwracał się na ty, co chyba spotykało się z całkiem pozytywną reakcją. Nie przejmował się tym, że w jej mniemaniu pewna zażyłość była niczym więcej, niż jego mniej niż zerowym zainteresowaniem jej osobą.
— Oh, cześć. Doktora Riddle’a dzisiaj nie będzie, a Wright i Fenir są podobno mega zajęci. Mógłbyś przejąć część pacjentów? Zrzucili na mnie rozdanie ich, a chyba nie jestem w tym najlepsza — powiedziała z wyraźnym wyrzutami sumienia wymalowanymi na szczupłej twarzy. Była młoda i nawet ładna, cycki też miała w porządku, chociaż zdecydowanie nie była w jego typie. Dion spojrzał na nią bez wyrazu, bo nie miał dzisiaj ochoty na pogawędki i przytrzymał ją chwilę pustym spojrzeniem, po czym okrążył biurko i stanął tuż przy niej, aby następnie się pochylić i bez pytania zacząć przeglądać wspomnianych wcześniej pacjentów w komputerze recepcjonistki.
Młoda kobieta siedziała bez ruchu, chyba wstrzymując oddech, a on nie zwraca na to nawet uwagi. Przeglądał karty szybko, zwracając uwagę na historię leczenia i symptomy pacjentów, aż w końcu wyprostował się i rzucił kilkoma nazwiskami, które pracownica zanotowała w pośpiechu, kiedy tylko się ocknęła. On za to odszedł zamyślony, kierując się do swojego gabinetu. Już od dłuższego czasu czekał na taką okazję i nie chciał jej zmarnować.
Wszedł do pomieszczenia — niewielkiego, ale dosyć eleganckiego — rzucił torbę na biurko, po czym opadł na fotel i odchylił się wygodnie na oparciu, przymykając na chwilę powieki. Nie musiał długo się skupiać, bo gdy tylko odkrył, że karty wybranych pacjentów zostały mu wysłane, od razu zabrał się za wnikliwszą analizę i przygotowanie planu na wizyty.
Plan był podstawą i Dion zawsze dbał o szczegóły. Tuż przed pojawieniem się Milesa Howarda, psychiatra umył dokładnie dłonie, zaczesał gładko włosy do tyłu, po czym wrócił na swoje miejsce i przeciągnął się, a potem ścisnął lekko kark. Przydałby mu się masaż. Może wykupi godzinę u Tajki, do której chodził regularnie od roku. Miała złote ręce.
Podczas rozmowy z pacjentem, siedział wyprostowany z dłońmi złożonymi na blacie biurka i przyglądał mu się spokojnie, oceniając jego stan i porównując go z tym, co niedawno wyczytał z jego karty. Zdenerwowanie wziął za dobry znak. Ponadto ciekawostką był zawód mężczyzny, bo miał do czynienia z drugim lekarzem, nawet jeżeli zupełnie innej specjalizacji. Sam zachował powagę, chociaż rozluźnił twarz, aby nie przypominać cierpiętnicy, tylko bardziej pedagoga szkolnego z dobrym podejściem do dzieci.
Propranolol jest świetnym lekiem, kiedy chcemy jedynie próbować kontrolować objawy. Z biegiem czasu jest to jednak coraz mniej skuteczne… a w Pana przypadku wystarczy jeden błąd i cały domek z kart się sypie — powiedział powoli, nieznacznie pochylając się w jego kierunku. — Ale Pan chyba najlepiej rozumie różnicę między leczeniem objawowym a skutecznym rozwiązaniem problemu, prawda? To, co proponuję, to zduszenie problemu w zarodku. Chcę sprawić, żeby zamiast tłumić reakcje na stres, zmniejszyć je do tego stopnia, aby nie mogły już Pana zdominować — wyjaśnił, przesuwając wzrokiem po jego twarzy, powoli nieco niżej, aby przyjrzeć się dłoniom. To w końcu one czyniły cuda na bloku operacyjnym. Umysł powinien być jasny, dłonie spokojne i posłuszne.

Miles Howard
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
40 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słyszał go wybiórczo, albo jeszcze inaczej: wydawało mu się, że słowa lekarza, rozpuszczone przez bezwzględny spokój, płyną między nimi gładko, ale przez to też miejscami wręcz uciekają gdzieniegdzie jego własnej percepcji, gdy zbyt skupiony na poszczególnych falach znaczeń (tych, które najbardziej mu się nie podobały), nie wiedział jak wejść w toń ich głosek bezkonfliktowo. Wewnętrzna potrzeba kontroli, jak nieopuszczający go cień za sylwetką, właśnie rzutowała na jego odbiór słów doktora Harringtona. Nie potrafił jednocześnie przyjąć jego propozycji bez oporu, a już na pewno nie bez pytań.
Kiedy tylko odległość między nimi zmalała nieznacznie za sprawą nachylenia mężczyzny nad blatem biurka, Miles podświadomie wyprostował plecy, opierając się — na tyle, na ile było to możliwe — głęboko w fotelu.
Oddalał się od niego.
Nie tylko fizycznie, również mentalnie i pod względem ewentualnej aprobaty dla autorytetu lekarza psychiatrii, który zmalał diametralnie z chwilą odmówienia mu beta-blokerów. Mimo początkowej neutralności Howarda, odzywała się w nim teraz arogancja lekarza — przekonanie o tym, że ma rację (i że wiedza lekarska upoważnia go do wyboru wygodnego mu leczenia), a także, że jeśli o coś prosi, to musi po to sięgnąć bez przeszkód po tej drugiej stronie.
Mur odmowy stanął przed nim w jego absolutnym zaskoczeniu, zamykając mu przez chwilę furtkę odpowiedzi. Opuszki prawej dłoni przesunęły się wtedy w ciszy po szorstkim zaroście, idąc przez wskroś twarzy, zahaczając o przestrzeń za uchem i linię szczęki, nim w samouspokojeniu opuścił dłoń, wypuszczając powietrze z płuc.
Rozumiem, że to leczenie doraźne — zapewnił, broniąc wciąż opcji z lekiem. Nie wyglądało na to, by interesowała go zmiana w terapii, nawet jeśli miała długofalowo przysporzyć mu domniemanej ulgi i zmniejszenia s t r e s u. Potrafił z nim obcować, chwilami nawet się z nim zaprzyjaźniał… sztywność, jaka towarzyszyła mu przez większość życia niemal weszła — jak korzenie — w pień jego życia. Tylko czasami akurat, gdy nie miał czasu pozbyć się napięcia z ciała, byli ze stresem w konflikcie i dostawał wtedy od niego po mordzie.
Ręce drżały wtedy pod presją, a serce przyspieszało poza jego kontrolą.
Ale…
Nie liczył się dla niego owoc efektu terapii, na który musiał poczekać. Liczył się drogocenny mu CZAS. Gdyby go miał, zapewne w ogóle by się tutaj nie pojawił. Zamiast tego własne bolączki odesłałby z kwitkiem do łóżka znajomego kochanka, spaliłby je w ogniu namiętności, jak robił zazwyczaj, gdy czuł się samotny i zmęczony, przebodźcowany lub zestresowany. Wszelkie napięcie przerzucał na bliskość ciał, a w rozgrzaniu po seksie zostawiał również najbardziej piekielne i doskwierające mu na co dzień emocje.
Opcja, którą proponujesz, wydaje się żmudna i niepewna. To w ogóle działa? Kogoś już leczyłeś w ten sposób? Czy eksperymentujesz?
Słowa wyznania i jednoczesnej podprogowej odmowy, owite w miękkość uprzejmości, opadły wolno w przestrzeń. Zmielił je na języku tak mocno, aż wyprute z chowającej się złości, zabrzmiały płasko, bezpiecznie. Zastanawiał się przy tym, czy powinien mu powiedzieć więcej.
Nie mam czasu wciąż wisiało na końcu języka, myśl ta jednak — tego był prawie pewien — mogła zostać źle odebrana, dlatego też nie powiedział mu nic wprost.
Szukał prostej drogi, nie rozwiązania.
Proponujesz coś, co brzmi jak próba leczenia.
Propranolol w istocie nie był remedium na stres. Ledwie wyciszał jego skutki, ale nie niwelował źródła problemu. Rzecz w tym, że żeby zniwelować jego źródło, musiałby zacząć o nim mówić, a to… nie chciało przejść mu przez gardło. Ciężar, jaki brał na barki, nie brał go do buzi, nie potrafił wyłożyć na język własnych problemów, a już na pewno nie wręczał w cudze dłonie, jak na tacy niezjadliwych słabości własnej psychiki.
Po naprężonych przez emocje policzkach i zaciśniętej szczęce spacerowały właśnie mrówki. Mrowiący ciało dyskomfort obszedł go również wokół korpusu, który napięty do granic możliwości, zaczynał w tym wysiłku piec. Ciało, zagrzane przez niecierpliwość, stało się dodatkowym balastem.
Ściągnął z ramion wierzchnią marynarkę, odkrywając twarde mięśnie — zbite przez ćwiczenia i dzisiejsze napięcie. Przewiesił ubranie przez ramię fotela.
A ja potrzebuję gwarancji, że domek się nie sypnie. — sięgnął po alegorię użytą przez lekarza, konfrontując się z nim nie tylko na słowa. Grzbiet i barki, wbrew wcześniejszej jego reakcji, podążyły ku Harringtonowi, gdy oparł przedramiona na kolanach, nachylając się do niego z kontrolowaną powściągliwością.
Ręce, spokojne i posłuszne, wciąż przy tym sprawne i silne, zaplotły się w luźny koszyczek przed nim, gdy w geście tym zawarł dystans i potrzebę zminimalizowania wpływu cudzych słów na siebie. Nie chciał, by były prawdą.
A przede wszystkim: nie chciał za nimi podążać.
Może jednak Propranolol?

Dion Harrington
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”