25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od razu zamyśliła się nad tym, na co mogłaby zbierać, gdyby sama była proboszczem. Nie miałaby problemów, by oświadczyć wiernym, że w danym tygodniu odpuszczą sobie pomóc biednym dzieciom i wszystko pójdzie na kupno biletu do Europy na jej prywatną wycieczkę. Pewnie byłaby tym proboszczem bardzo krótko, bo kościelne hierarchie nie przepadały raczej za taką bezczelnością. Ale gdyby udało jej się zebrać wcześniej na wycieczkę, to pal sześć ciąg dalszy!
— Brzmicie dużo szlachetniej niż bym się po was spodziewała, przyznaję. Musicie po prostu popracować nad PR-em i jakoś to będzie. — Nie miała zamiaru zaczynać dyskusji na temat tego, czemu jego bóg w ogóle pozawalał na tyle wojen i cierpienia, bo przecież żadne z nich nie było już w gimnazjum. Domyślała się też, że taka dyskusja z księdzem byłaby bezowocna, a nie miała ochoty w tym momencie kłócić się z nim, o którąkolwiek z wojen, które obecnie trawiły ten świat. Z pewnością nie można było ich ignorować, bo autorka w innym wątku wspominała o graffiti, które zrobiła River na temat zbrodni, które miały miejsce w Gazie. Cross bardzo łatwo się nakręcała, gdy chodziło o aktywizm, a szkoda jej trochę było psuć z własnej woli miłą rozmowę.
— Podobno wasz bóg jest miłosierny, co akurat mi się podoba. Chwalą go też za bezwarunkową miłość, ale sama nie wiem, czy to taka wielka zaleta. Takie obsesyjne kochanie potrafi wykończyć, jeżeli ktoś bardzo nie chce być obdarzony miłością. — W jej tonie na moment pojawiła się nuta smutku. Jej doświadczenia z kochaniem mimo wszystko udowadniały, że ten koleś (albo cała trójka?) nie mają zbyt lekkiego życia. Skoro był wszechmocny, to równie dobrze mógł wyłączyć w sobie to bezwarunkowe kochanie, a jednak ciągle przy tym trwał. Cross też za nic w świecie nie wyjęłaby z jebie uczuć, które często rozrywały ją na strzępy, ale była tylko ułomnym człowiekiem z wyjątkowo masochistycznym podejściem do życia. Wolałaby, żeby Stwórca dawał jej dobry przykład, a nie utrwalał toksyczne wzorce, w których potem zatapiała się bez pamięci.
— Pracuję teraz nad komiksem o śmierci i szukam odpowiedzi, które nie będą zostawiały we mnie ziejącej pustki. Wybacz, ale na razie ich tutaj nie dostrzegam. — Machnęła niedbale ręką, chcąc pokazać, że nie ma na myśli tej konkretnej ławy, w której siedzieli, a raczej kościelną instytucję jako całość. Podchodziła do sprawy dość sceptycznie, zakładając, że pewnie odniesie porażkę – co nie było pewnie fair wobec religii – i wcale nie była zaskoczona, gdy za każdymi kolejnymi drzwiami odkrywała tylko więcej pytań.
— Myślisz, że zasługujesz na to miejsce na górze? — zapytała, obracając się nieco w jego stronę. — Pytam o twoje zdanie, nie jego — zastrzegła od razu, skinąwszy głową w górę, by nie miał żadnych wątpliwości, o jakiego jego jej chodziło. Nie miała w sobie zbyt wielu filtrów społecznych i zdecydowanie zbyt często zadawała pytania, które większość pewnie uznałaby za zbyt intymne jak na rozmowę toczoną kilkanaście minut od poznania się.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   On sam nie miał zamiaru zbierać pieniędzy na cokolwiek. Nie chciał być za to odpowiedzialny i nawet, gdy rozmawiał z proboszczem na temat tego, co mógłby tu robić i gdy proboszcz zaproponował mu prowadzenie finansów, to Harry grzecznie ale stanowczo odmówił. Nie miał zamiaru zajmować się pieniędzmi, które nie należały do niego. Była to zbyt duża odpowiedzialność i chociaż wiedział, że pewnie dobrze by sobie z tym poradził, to i tak zbyt mocno by go to stresowało. Bałby się również, że jeśli cos by się stało i pieniądze by się zapodziały, to byłby pierwszą osobą do obwiniania. No i chyba nie trzeba było mówić, że byłoby mu to nie na rękę. Musiał tu zostać tak długo, jak było to konieczne.
   – Cóż… idee nie potrzebują PR lecz instytucje, a nasze niestety nie dla wszystkich chodzą w parze – kiwnął głową. Trudno było się nie zgodzić z River, bo miała rację. Kościół jako instytucja miał poważne problemy, których nie chciał rozwiązywać. Oczywiście każdą parafię należałoby rozpatrywać osobno, a nie wrzucać do jednego wora, to niestety opinia publiczna lubiła generalizować i Kościół rzeczywiście nie miał najlepszej opinii.
   – Owszem, miłosierdzia mu nie brakuje – powiedział. Nie chciał się jednak zagłębiać w to wszystko zbyt mocno. Idea wiary, nieważne jakiej, była kusząca. Rozumiał ludzi, którzy ulegali tej pokusie. Jeśli czuli się dzięki temu pewniej i pomagało im to znajdywać pociechę, to nie miał zamiaru tego krytykować i wstrzymał się przed wygłaszaniem opinii. Nie chciał nikomu psuć światopoglądu i humoru. Nie mówiąc już o tym, że teraz musiał udawać kogoś, kto wierzył w te wszystkie brednie. II, na domiar złego, wychodziło mu to chyba dość znośnie.
   – Boskie miłosierdzie nie jest obsesyjne – zaczął jednak. – Każdy ma pełne prawo się od niego odwrócić i robić rzeczy przeciwko niemu, jednak Bóg jest na tyle miłosierny, że gdy ktoś postanawia do niego wrócić i szczerze żałuje swoich postępowań, to Bóg mu bezwarunkowo wybacza – powiedział. No… o ile do warunków nie wliczał się żal i postanowienie poprawy. Uśmiechnął się na tę lekką hipokryzję, jednak miał nadzieję, że wyszło to dość naturalnie jako reakcja na jego mądre słowa.
   – Chciałbym myśleć, że w momencie mojego odejścia stąd będę mieć szanse się tam znaleźć – wzruszył ramionami ponownie. Nie wiedział, co miałby jej odpowiedzieć, żeby brzmiało dobrze, ale jednocześnie nie było zbyt wymijające. Był bowiem pewny tylko jednej rzeczy, a mianowicie tego, że człowiekowi po śmierci było już wszystko jedno, co się z nim działo. Nie mówiąc już o tym, że wszyscy trafiali zawsze w to samo miejsce – do ziemi.
   – Kościół nie jest miejscem, w którym śmierć odgrywa dużą rolę… w końcu jest ona tylko etapem, prowadzącym do czegoś innego – powiedział, przyglądając jej się uważnie.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła zaskoczona brew, gdy przyznał jej rację w kwestii potencjalnego podreperowania wizerunku kościoła. Osoby głęboko zanurzone w struktury danych organizacji raczej nie były chętne do kalania własnych gniazd, a Cross miała wrażenie, że w przypadku kościoła jest to potrójnie silna lojalność. Mogłaby być pewnie tylko podwójna, ale nie wypada, skoro nawet bóg jest w trzech osobach. Niby wikariuszowi jeszcze daleko do bycia nawet w środku hierarchii, ale można byłoby podejrzewać, że tak czy siak poczuje się zobowiązany do bronienia swojej instytucji. Podobała jej się ta postawa. Sprawiała wrażenie zdrowszej od tej, która jest w standardzie, ale może to tylko wrażenie?
— Wybacza bezwarunkowo pod warunkiem, że wrócę do niego na kolanach? Kumam — Zaśmiała się krótko. Kościelna hipokryzja nigdy nie przestanie jej zadziwiać! Pod tym względem przynajmniej wszystkie odłamy były ze sobą zgodne. Warunki powrotu do łask miały oczywiście sens, ale nieco gryzły się z tą bezwarunkowością. Moze nie tylko instytucja, ale i sam Stwórca potrzebował trochę porad w kwestii wizerunkowych? Nie można mówić o sobie jednego, a potem pokazywać drugiego, bo ludzie nie będą ci ufać! Wiadomo, że część będzie to łykała jak gęś kluski, ale wystarczy mieć w sobie choć trochę sceptycyzmu, żeby zacząć dostrzegać w tym luki i się wycofać. Influencerzy byli w stanie to ogarnąć bez większych problemów, a zazwyczaj nie były to orły i sokoły, a taki Stwórca wszechrzeczy miał z tym problem? Brzmiało to wyjątkowo niewiarygodnie.
— No tak, to obiecane życie wieczne. Ale dla mnie to też brzmi wyjątkowo niezachęcająco. Wolałabym, żeby wszystko się skończyło wraz z moim ostatnim oddechem. Albo jak już musi zaczynać to nowy rozdział, to niech istnieje reinkarnacja — przyznała szczerze. Wizja nieba i piekła nigdy do niej nie przemawiała. Właściwie w żadnej formie. Wszystko jedno, czy to miałaby być dosłowna przestrzeń z latającymi aniołkami i kotły, w których gotowano grzeszników, czy po prostu jakaś wyjątkowo zawoalowana metafora egzystencji w niebycie – nie brzmiało to jak dobra zabawa. A Cross nie znosiła nudy. Jak widziała zbliżający się koniec, to czuła większą motywację. Marzenie o wieczności sprawiało wrażenie jakiegoś intelektualnego lenistwa, ale może po prostu była zbyt oceniająca. Okej, zdecydowanie była zbyt oceniająca pod każdym względem.
— Dziwaczny z ciebie ksiądz, wiesz? Nie agitujesz, nie wykręcasz się od kościelnych wad, jakiś taki jesteś... nieentuzjastyczny względem wiary. Masz jakiś plan B? — Była szczerze ciekawa tego, jaka inna ścieżka życiowa mogła czekać za rogiem na kogoś, kto decyduje się całkowicie skupić własne życie wokół boga. Czy tacy ludzie maja całkowicie prozaiczne marzenia i facet rozważał bycie listonoszem albo ogrodnikiem? A może pozostałe pomysły były równie szalone jak ten z nałożeniem habitu? Zdecydowanie za rzadko rozmawiała z przedstawicielami jakiejkolwiek religii, by zdążyć wyrobić sobie jakąś opinię i wyciągać z niej średnią.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Musiał przyznać, że całkiem przyjemnie mu się rozmawiało z dziewczyną. Była ona swoistym testem dla niego i sprawdzianem, czy dobrze radzi sobie w swojej nowej roli. Nie wydawało mu się, że był idealny, jednak chyba nie szło mu na tyle źle, by ktoś mógł się domyślić, że nie był prawdziwym duchownym. I tylko o to mu chodziło. Nie miał zamiaru udawać fanatyka i człowieka, który swoją wiarą emanował na prawo i lewo. Z resztą wszyscy, z którymi rozmawiał i którzy pomagali mu odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości, mówili mu, że chociaż powinien pamiętać o paru rzeczach, to jednocześnie powinien stawiać raczej na naturalność. Fakt, że był w kościele anglikańskim na szczęście pomagał, bo nie stawiał zbyt sztywnych reguł. Jako ksiądz katolicki pewnie już dawno prosiłby o zmianę miejsca swojego pobytu.
   – Nie do końca to miałem na myśli – uśmiechnął się, lekko kręcą głową, jakby chciał zaprzeczyć swoim własnym słowom. – Chodziło mi o to, że Bóg nie karze tych, którzy się od niego odwrócili i chcieli wrócić… tak samo jak nie karze tych, którzy nie wierzą w niego wcale – wydukał, przypominając sobie wersety z Pisma Świętego, które najbardziej mu się podobały. Może i nie był wierzącym człowiekiem i daleko mu było do tego, by przyznawać jakiekolwiek racje książce, niemniej jednak nie mógł odmówić tego, że stanowiła ona pewien zbiór mądrości i całkiem przyjemnych cytatów. Z resztą sama idea religii nie była taka zła, problematyczne było jedynie to, że wielu ludzi zapomniało o tym, jak powinni się zachowywać.
   – To trochę tak, jak się z kimś pokłócisz albo ktoś zrobi krzywdę tobie… wypada przeprosić, chociaż prawda jest taka, że nikt z nas nie wie, czy Bóg tego od nas rzeczywiście oczekuje – wzruszył ramionami. Bo jeśli rzeczywiście istniała siła wyższa, która miała swoją personifikację we wszechpotężnej jednostce, to jak niby ludzie mieliby dowiedzieć się, czego ten byt rzeczywiście chce i oczekuje? Każdy mógł mówić swoje racje i w sumie wszystkie byłyby one na równi prawdopodobne. Nie chciał się więc wdawać w dyskusje na temat tego, jak to wszystko działało, bo był pewny, że zarówno on, jak i jego rozmówczyni mieli tyle samo racji, co teolodzy i uczeni w Piśmie.
   – Kiedyś się dowiemy… ale dla wielu ludzi pocieszająca jest wizja tego, że istnieje coś poza naszym światem – przyznał. Czasami gdybał sobie na ten temat. Zastanawiał się, czy wolałby, żeby poi śmierci nie było niczego, czy żeby zaczynało się coś nowego, bez znaczenia, jaką formę to nowe coś miałoby przybrać. Logiczne wydawało mu się, że z chwilą śmierci zamknie się księga jego życia, a on odleci w nicość i stanie się niczym. Nie chciał uchodzić za snoba, niemniej jednak dość poetyckie wydawało mu się to, że jego ciało zgnije i wróci do natury, zakańczając krąg obiegu swojej materii. Nie wiedział, czy dusza istniała i z tego, co było mu wiadome, nie istniały żadne dowody, które potwierdzałyby jej istnienie. Ale można było wierzyć, jeśli ktoś miał właśnie takie życzenie.
   – Hah – zaśmiał się, słysząc jej słowa. – Będąc w seminarium mówiono mi, że jestem zbyt pragmatyczny i chyba mi to zostało – stwierdził na szybko. Nie było to kłamstwo. I tak, pragmatyzm niezbyt pasował do wizerunku księdza, ale jak na ironię wydawało mu się, że dzięki temu staje się on bardziej przystępny dla innych ludzi. Nie chciał udawać fanatyka. – Agitacja do niczego nie prowadzi, a jedynie podnosi ciśnienie… a wady, cóż… na niektóre ciężko jest przymknąć oko – uznał, prostując się. Kościół miał wiele rzeczy, z których powinien się wyspowiadać i za które powinien ponieść konsekwencje. Harry uważał, że nie można było mówić ludziom, jak mają się zachowywać, a samemu się do tych wskazówek nie stosować. – Ja zawsze chciałem zostać muzykiem… całkiem nieźle radzę sobie na karaoke no i w sumie po części się to spełniło, bo gram tu na organach – wskazał dłonią kierunek, w którym należało iść, by trafić na kościelny instrument. – A ty… od zawsze chciałaś rysować? – zapytał.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przekrzywiła nieznacznie głowę, zastanawiając się nad znaczeniem jego słów. Nie zakładała, że którekolwiek z nich było w stanie w tej rozmowie przekonać to drugie do zmiany zdania. Nic nigdy nie wskazywało na to, by miała spojrzeć na religię bardziej przychylnym okiem. Właściwie miała wrażenie, że im była starsza, tym bardziej się od niej oddalała. Nie zakładała też, że była w stanie poświęcić mężczyznę, który poświęcił życie, żeby służyć Stwórcy. Czyniło to jego poglądy dość stabilnymi. Nie rzuciłby się przecież na habit, gdyby nie był święcie przekonany, że to jest dobry pomysł. To nie była decyzja, którą podejmuje się spontanicznie. Nie było to nawet możliwe, bo przecież rozpoczęcie posługi wymagało przygotowania.
— Nie traktujecie Biblii jako najważniejszego wyznacznika waszych zasad? W niech chyba wspominał, że oczekuje kajania się. Nie rozumiem do końca, po co mu to od tak znacznie słabszych istot od niego samego, ale może to kwestia jakiegoś poddańczego fetyszu. — Wzruszyła ramionami, kompletnie nie przejmując się faktem, że tego typu żarty mogły uchodzić za obrazę uczuć religijnych. Decyzje, które podejmował bóg były dla niej kompletnie niezrozumiałe, ale też niespecjalnie przemawiała do niej wersja, że żaden człowiek nie jest w stanie ich pojąć, bo tamten chłop jest tak nieskończenie skomplikowany. Wychodziła z założenia, że jeżeli stawia się przed kimś jakieś wymagania, by dać mu później ewentualną nagrodę lub karę, to powinno się w jasny sposób przedstawić wszelkie kryteria. Jej poczucie sprawiedliwości po prostu różniło się od tego, w które wierzyli chrześcijanie.
— A nie myślałeś o jakimś zamkniętym zakonie? No wiesz, miejscu, w którym będziesz tylko ty i on? — zasugerowała, choć znów nie była pewna, czy to w ogóle dotyczyło odłamu religii, w który był zaplątany. Ucieczka w odosobnienie również nie była czymś, na co kiedykolwiek by się zdecydowała, ale była w stanie zrozumieć, skąd w ludziach brała się taka potrzeba. Dla części z nich to musiało być kojące. Nie wątpiła tez, że dla całej masy innych było z kolei wykańczające. Bez kontaktu z różnorodnymi głosami rozsądku łatwo było popaść w szaleństwo, a odcięcie się od wszystkich, którzy myśleli inaczej, mogło wyprowadzić człowieka na manowce. Mężczyzna nie sprawiał wrażenia gościa, który unikał brania na siebie takiej odpowiedzialności, ale może to tylko pozory? Nie wzięłaby go też za księdza na pierwszy rzut oka.
— O, to akurat jest bardzo... — zawiesiła głos, zastanawiając się nad doborem słów. — religijne — dokończyła i machnęła ręką, jakby chciała tym określeniem objąć wszystko, co związane z wiarą.
— Wierzę, że sztuką można wielbić boga. Muzyką też. Może nie jestem fanką organów, ale śpiewający ksiądz wpasowuje mi się w stereotyp. Wygląda na to, że mamy ze sobą więcej wspólnego niż podejrzewałam. — Pokiwała głową z uznaniem. Artysta drugiego artystę na pewnych polach zawsze zrozumie! Nie trzeba się tym zajmować zawodowo, by czuć w sposób, który wręcz zmusza do wyrażania się przez sztukę.
— Oczywiście. Nigdy nie brałam pod uwagę innej drogi dla siebie. Nie chciałabym istnieć, jeśli nie mogłabym być artystką — odparła, jakby to było najnormalniejsze stwierdzenie na świecie. Nic innego nie liczyło się dla niej bardziej niż możliwość wyrażania siebie.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Nie chciał przekonywać swojej rozmówczyni do tego, żeby zmieniła przekonania dotyczące wiary. Nie przyszedł tutaj, by nawracać ludzi i w sumie nie spodziewał się, że kiedykolwiek znajdzie się w roli osoby, która rzeczywiście będzie to robić. No ale miał odgrywać tę rolę i to chciał odgrywać ją tak, jak powinien. Bo czy nie wzbudziłby podejrzeń, gdyby pokazywał, jak bardzo ma wyjebane na to wszystko? Z pewnością pojawiłyby się głosy, że w parafii pojawił się ksiądz, który nie traktuje swojego powołania na poważnie albo, co gorsza, że sam wątpi w wiarę. Znacznie łatwiej było więc udawać osobę, która wierzy, ale nie wbija nikomu wiary do głowy za pomocą Pisma Świętego. Wydawało mu się również, że dzięki temu staje się bardziej przystępniejszy dla innych ludzi, których tutaj spotykał i jak dotąd wszystkie jego interakcje zdawały się to potwierdzać. Ludzie chętnie z nim rozmawiali i zaczepiali na ulicy, mówiąc mu że widzieli go w kościele i słyszeli jak grał na organach.
   – Och… Biblia jest ważna, oczywiście, bo zawiera słowo Boże, ale to co mówi, nie różni się od tego, co ludziom podpowiada zdrowy rozsądek… w końcu chyba każdy wie, że nie powinno się kłamać, kraść ani zabijać i że powinniśmy miłować innych – stwierdził. Prawda była taka, że Biblia nie była żadnym wyznacznikiem tego, jak ludzie powinni się zachowywać w stosunku do siebie i do innych ludzi, bo prawdy, które były w niej zawarte można było znaleźć również w innych, znacznie starszych tekstach pochodzących ze znacznie starszych cywilizacji, które powstały i upadły na długo przed chrześcijaństwem. Chrześcijanie nie powinni więc uznawać się za jedynych prawych i sprawiedliwych, bo czerpali sporo z innych kultur.
   – Ale wiesz… kajanie się, a żałowanie za swoje winy to zupełnie różne rzeczy – stwierdził, chociaż nie chciał wdawać się w zbędne semantyki. Zwłaszcza że nie miał nic lepszego do powiedzenia na ten temat. Jeszcze kiedyś pewnie zgodziłby się z dziewczyną na ten temat, jednak obecnie, gdy życie zmusiło go do odgrywania nowej roli i przyjęcia nowego życia, to zmienił nieco swoje postrzeganie. Nie znaczyło to, że całkowicie zmienił nastawienie do kościoła i wiary, ale jakoś w części potrafił zrozumieć, co oferowała niektórym ludziom, którzy jej potrzebowali.
   – A w życiu! Nie, absolutnie… chyba za bardzo lubię cieszyć się z rzeczy, które świat ma do zaoferowania, by zamykać się za wysokimi murami – odpowiedział szczerze. Zakony wydawały mu się dobrowolnymi więzieniami, do których zgłaszały się osoby tak głęboko zakorzenione w wierze i powołaniu, że nie zdawały sobie w pełni sprawy z tego, czy faktycznie nadają się do takiego życia. Bo to, że komuś wydawało się, że się nadaje to jedno… rzeczywistość była czymś zupełnie innym. Nie wiedział dokładnie, jak wyglądało to w zakonach i czy chętnych poddawano jakimś ewaluacjom psychologicznym i psychiatrycznym, żaby sprawdzić, czy się do tego nadają.
   – Ktoś kiedyś powiedział, że z każdym oddechem wielbi się Boga – dodał jeszcze, słuchając kobiety. Cóż… była to pierwsza tego typu rozmowa z kimś, kto wypytywał go o wiarę i w sumie musiał przyznać, że całkiem mu się spodobała. Chociaż wiedział, że nie będzie to prawdą, to miał nadzieję, że inne podobne rozmowy potoczą się dokładnie w tym samym kierunku.
   – To świetnie, ja dość późno odkryłem powołanie – dodał od siebie, chociaż powinien powiedzieć, że to powołanie spadło prosto i niespodziewanie na niego.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinęła głową na znak, że zgadza się z nim w kwestii ustalania podstawowych zasad życia w społeczeństwie. Tajemnicza siła wyższa nie była konieczna do tego, by ustalić, że niektórych rzeczy nie należy robić, by stworzyć spokojnie funkcjonujące społeczeństwo. Większość ludzi nie była przecież psychopatami. Zakładała, że z założenia chcieli dobrze. Może to nie zawsze wychodziło, bo człowiek jest istotną omylną, ale wbrew pozorom ostateczny rachunek wychodził na plus. Jeżeli istniały osoby, które potrzebowały spisanych w zbiorze dziesięciu zasad określeń, żeby być w stanie żyć uczciwie, to niech im będzie. Taki zbiór potencjalnie powinien im przynieść tylko korzyści. Problem w tym, że każda religia opierała się na czymś więcej niż zbiorze kilku czy kilkunastu podstawowych zasad moralnych i to te dodatki mąciły.
— Słyszałam, że zawiera też strasznie dużo bzdur i okrucieństwa, ale to chyba temat na inną rozmowę, co? Po prostu przydałaby się wam odświeżona wersja. Teraz modnym jest remakeowanie wszystkiego, może i wy się załapiecie — zasugerowała, wzruszając ramionami. Nie próbowała mu celowo w żaden sposób dopiec. Zakładała, że istnienie całej masy okropieństw w Piśmie Świętym to po prostu fakt, z którym nie da się kłócić. Na pewno istnieli tacy, których bardzo by to oburzyło, ale ten mężczyzna nie sprawiał wrażenia bycia jednym z nich. Dostrzegał niedociągnięcia w systemie, któremu się poświęcił. Stworzenie nowej wersji słowa bożego pewnie przyniosłoby wszystkim masę korzyści, bo wreszcie mogliby się zająć istotnymi sprawami. Udowodniliby, że są religią miłości i w ogóle. Ale czy taka książka w dzisiejszych czasach w ogóle by się przyjęła? Obecne bestsellery wyglądały nieco inaczej.
— Ale nie lubisz cieszyć się na tyle, by się w żaden sposób nie ograniczać? — wytknęła mu od razu, przyglądając mu się z niedowierzaniem. Zdawała sobie sprawę, że to całe dopytywanie się nie było uprzejme. Nie byli w stanie dojść w tej kwestii do wspólnych wniosków.
— Dobrze, dobrze. Akceptuję chęć poświęcenia się i zakładam, że nie traktujesz tego jak kajdany. Wybacz — zreflektowała się szybko. Mężczyzna był wobec niej na tyle miły, że nie czuła się uczciwie wbijając mu kolejne szpilki i kpiąc z jego przekonań. Chciała potraktować go w porządku. I – co ciekawe – faktycznie nie potrzebowała żadnych starożytnych pism, by dojść do takiego wniosku.
— Późno? No co ty. Wyglądasz jakbyś nie przekroczył nawet trzydziestki. Została ci większość życia na wielbienie — zapewniła spokojnym tonem. Bycie pewnym swojego przeznaczenia już od dzieciństwa było rzadkością i zdawała sobie z tego sprawę. Fakt, że wpadł na to będąc wciąż młodym, było godne podziwu. Mnóstwo osób nie ma pojęcia, czego chce od życia nawet w okresie późnej dojrzałości.
— Fakt, ze czujesz, że to miejsce dla ciebie to połowa sukcesu. Na pewno dasz radę się spełnić w tej roli. — Zamknęła szkicownik i schowała go do torby, którą miała ze sobą. Nie musiała mu aż tak kadzić, ale uznała, że będzie to dobrą oznaką wdzięczności za miłą rozmowę. Podniosła się z ławki, najwyraźniej uznając, że zaciągnęła już z aury tego miejsca wszystko, co potrzebowała. Zrobiła nawet kilka kroków w stronę wyjścia, ale w pewnym momencie się zatrzymała i obróciła w jego stronę.
— A ta tajemnica spowiedzi to tak serio czy tylko taki pic na wodę? Zdradzisz mi czyjś wyjątkowo pokurwiony grzech? — zapytała, zanim jeszcze wyszła. Dobrze, że o tym pomyślała, bo byłaby na siebie zła, gdyby straciła okazję na zadanie takiego pytania.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   – Jak wiele książek – powiedział. Osobiście nie rozumiał tej krytyki. Wiedział, że Biblia była dziełem literackim, więc musiała od czasu do czasu szokować i zawierać kontrowersyjne elementy. Inaczej ludzie nie czytali by jej tak chętnie, bo nawet jeśli zawierałaby same mądrości, to przecież ludzie nie chcą czytać tylko tego. No i oczywiście nie dotyczyło to tylko Biblii, ale każdej książki i historii. Coś musiało się tam dziać. Problematyczne stawało się jednak to, gdy ludzie wyciągali z takich dzieł rzeczy, którymi się kierowali dosłownie. Biblia powstawała na przestrzeni kilkuset lat, wiele wieków temu, więc nie odzwierciedlała tego, jak wygląda życie obecnie. Harry wiedział doskonale, że to w jaki sposób obrazowała ona życie w tamtych czasach nie obrazowało tego obecnego. Nie sądził jednak, by trzeba było ją zmodernizować, niemniej jednak ludzie powinni nabrać do niej pewnego dystansu i nie brać wszystkich zasad na poważnie. Nie mówiąc już o tym, że rzeczy, które chcieli wprowadzać w życie były mocno wybiórcze. I on oczywiście doskonale o tym wiedział.
   – To chyba tak nie działa… bo modernizacja Biblii wiązałaby się z nakładaniem pewnego stosunku, który miałby tłumacz…. Zresztą niedawno ludzie oburzali się na wieść o tym, że chcą uwspółcześnić Anię z Zielonego Wzgórza – powiedział, mrużąc lekko oczy. Modernizowanie Biblii byłoby paskudnie trudnym zadaniem. I problemem nie było to, że była pełna archaicznego języka, ale tego, że ludzie nadinterpretowywali ją i wybierali rzeczy, którymi chcą się kierować. Nie podobało mu się to, że jeśli coś się ludziom nie podobało, to powoływali się na biblijne fragmenty, które opisywały dlaczego takie czy inne działanie było złe, podczas gdy ignorowali fragmenty krytykujące rzeczy, które ludzie akurat lubili. Bo konserwatyści zasłaniali się Pismem Świętym gdy chodziło o krytykę homoseksualistów, ale już nie przeszkadzało im dotykanie świńskich skór, co Biblia jasno krytykowała (w tej samej księdze co homoseksualizm) bo futboliści lub baseballiści korzystali z takich rzeczy bez przerwy.
   – A w czym się ograniczam? – zapytał z ciekawości. Miał pewien pomysł dotyczący tego, co River mogła mieć na myśli, bo pewnie w innej sytuacji myślałby dokładnie tak samo. Dopiero podczas przygotowywania się do przeprowadzki do Toronto zrozumiał, że akurat w tym wypadku nie będzie musiał zachowywać się aż tak odmiennie od tego, jak robił to wcześniej. Tak właściwie to największe ograniczenia nakładał sobie sam, nawet jeśli ksiądz mówił mu, że powinien czuć się i zachowywać swobodnie. – Bo to tak, jakbym ja powiedział tobie, że ograniczasz się, skupiając jedynie na karierze artystycznej, a przecież mogłabyś być lekarzem albo prawnikiem… albo tancerką egzotyczną – zauważył, mrużąc lekko oczy. Aż zdziwił się, że broni swojej udawanej profesji tak zaciekle. Przyjemnie mu się jednak dyskutowało z dziewczyną, zwłaszcza że nie myślał o niej, jak o osobie, która chciała być złośliwa na siłę. Po prostu miała inne przekonania i on to akceptował. Co więcej, zgadzał się z nimi.
   – W tym kościele spowiedź nie jest obowiązkowa – zaśmiał się. Rozumiał, że ludzie często mylili pewne rzeczy, bo on sam to robił. Nigdy wcześniej nie zastanawiał się, jak wyglądał kościół anglikański i czy różnił się od katolickiego, w którym się wychował. Fakt, że spowiedź występowała, ale nie była obowiązkowa i nie była warunkiem do tego, by zostać zbawionym wystarczyła Harry’emu do tego, żeby ogarnąć iż te dwa kościoły się różniły. Fakt, że celibat nie obowiązywał sprawiał, że Harry nie miał większych obiekcji przed udawaniem tego wikarego. – Niestety nie spowiadam tutaj parafian – rozłożył ręce, biorąc do jednej dłoni miotłę.


River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się, gdy wspomniał o Ani z Zielonego Wzgórza. To było ciekawe przejście tematyczne, szczególnie jak na księdza. Nie widziała powodu, żeby nie wrzucać Biblii i Ani do jednego worka. To przecież dwie fikcyjne opowieści. Zostały napisane w całkowicie innym gatunku, ale obie miały wokół siebie wieloletnie i zaangażowane kulty. Może ten zapoczątkowany dla Lucy Montgomery nie był tak znaczącą siłą we wszechświecie, jak ten drugi, ale był też znacznie młodszy, więc wszystko było przed nim. Znała też księży i osoby świeckie, które na zestawienie takich rzeczy potrafiliby się szczerze oburzyć. Zdecydowanie wolała podejście tego duchownego.
— Oburzają się nawet widząc Małą Syrenkę z innym kolorem skóry niż ten, który utrwalił im się w głowach. Mój skromny świat popkultury się mimo tego nie boi, to co dopiero ten twój boski. — Skłoniła się delikatnie, kpiąc leciutko z wielkości kultu, do którego należał. Nie starała się mu dopiec, po prostu sobie żartowała i zakładała, że go tym nie dotknie. Masa ludzi uważała za świętości konkretne schematy przyjęte w popularnych opowieściach i wywracało ich na lewą stronę, gdy musieli mierzyć się z nowymi wersjami, ale świat jakoś brnął do przodu, a ludzie nie przestali chociażby chodzić do kina. Dobrze, że była zbyt młoda, a jej komiksy za mało znane, by już teraz wejść do światowego kanonu.
— No wiesz, pewnie starasz się ograniczać w kwestii grzechów głównych, a ja uważam, że to jest całkiem niezła lista pomysłów na weekend — doprecyzowała. W tej kwestii nie byłaby przykładną wierną. O ile przy dekalogu mogłaby jeszcze dyskutować, że momentami trzyma się go bardzo mocno, to te siedem elementów doszczętnie demolowało jej obraz osoby, która kiedykolwiek ma szansę trafić do królestwa niebieskiego. Nie miała zamiaru też rezygnować z tych rzeczy. Ewentualnie mogłaby niektóre ograniczać, ale też w granicach rozsądku rozpusty. To nie było zbyt szlachetne podejście, ale też nigdy się za taką nie uważała.
— Chcę być tylko tym, co daje mi satysfakcję, a nic mnie tak nie kręci, jak sztuka. Ale zgadzam się, że ograniczanie się, to głupota. Jeżeli obudziłabym się jutro z przekonaniem, że melodia jest tym, co chce się ze mnie wyrwać, to za tydzień zobaczyłbyś mnie z gitarą na wielkiej scenie — zapewniła pewnym siebie głosem. Była uparta jak osioł, więc nie miała żadnych wątpliwości, że osiągnęłaby to, co postanowi. A zazwyczaj szła za głosem serca bez zastanowienia. Może troszeczkę hiperbolizowała z tym tygodniem, ale wychodziła tez z założenia, że jest bardzo zdolna, więc nie pozwoliłaby sobie na niski poziom, choćby miała sczeznąć.
— Nie chcesz wyróżniać się umundurowaniem, nie dostajesz premii z tacy i nawet nie dali ci wysłuchiwać intymnych, ludzkich żali, żeby im ulżyć? — zapytała, chcąc się upewnić, że dobrze zrozumiała całą ich rozmowę. Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Naprawdę chciała wykrzesać z siebie nieco empatii, bo artystka powinna jakąś mieć, ale nie była w stanie w pełni zrozumieć jego decyzji.
— I na bank chcesz tu zostać? Jak chcesz, to się zwijaj. Możemy od razu razem zwiać na Karaiby czy coś — zaproponowała, spoglądając w stronę drzwi.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”