ODPOWIEDZ
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
Ahhh, Wednesday… wednesday… wed-nes-day… Jezu, od ostatniego razu, kiedy się widzieli, minęło chyba kilka miesięcy? Miał z nią kontakt, no jasne, ale oboje byli zajęci… on swoją nową miłością, którą na dobrą sprawę nie miał jeszcze okazji się pochwalić, a Erika? Well… tego dopiero musiał się dowiedzieć. A co było lepszego od spotkania się znowu po tak długiej przerwie niż wspólne zjaranie się i doświadczenie jakiegoś absolutnie zajebistego gastro? No właśnie. Chyba nic. Dodatkowo mieli obejrzeć tego całego Króla Lwa, którego nigdy wcześniej nie widział, ale musiał przyznać sam przed sobą, że zajebiście się tym jarał. Widział jakieś zdjęcia w necie, głównie timona i pumby (bodajże tak mieli na imie???), i chyba właśnie na nich był najbardziej podekscytowany. Wyglądali dosłownie jak Erika i Caspian więc może dlatego, aż tak się na to ekscytował. XD

Spakował więc ziółko, chwycił swoją nową laskę(no bo miał ich kilka, okej?) zamówił taksówkę i ruszył w kierunku mieszkania Lindberg. Z tyłu taksówki rollował sobie blanciiki, bo chciał, żeby wszystko było już pięknie, ładnie gotowe, kiedy tylko dotrze na miejsce. - Proszę mi tutaj wszystkiego nie ujebać! Będę tym autem jeszcze cały wieczór jeździł - burknął taksówkarz, posyłając Marshallowi gniewne spojrzenie w lusterku. - Proszę pana, dam porządny napiwek. Tutaj dzieje się magia - odpowiedział, uśmiechając się pod nosem i nawet na moment nie odrywając wzroku od swojego małego yummy dzieła sztuki. Taksówkarz tylko coś tam przeklął pod nosem w swoim języku. Marshall miał wrażenie, że gdzieś pomiędzy tym całym niezrozumiałym mamrotaniem usłyszał znajome kurwa, ale może po prostu brakowało mu barszczyku, którego spróbował w wawce rok temu? Ahhh, who knows?

No ale dobra, zadowolony z idealnie zrollowanych skrętów, po jakimś czasie dojechał pod mieszkanie przyjaciółki. Wstukał w apce porządny napiwek dla taksówkarza, a zanim wysiadł, rzucił mu jeszcze jednego blancika, tak na relaks po zmianie. Taki był dzisiaj hojny, a co. Chwycił swoją laskę, wyszedł z pojazdu i jakieś pięć minut później złapał już za klamkę mieszkania Lindberg (jakiś jej sąsiad wpuścił go do środka, może było mu go szkoda bo kuśtykał, hm?), po prostu wchodząc sobie do środka jak gdyby nigdy nic, prawie jak do siebie. - Lindberg, nie nauczyli cię, że zamyka się drzwi w domu? - krzyknął, ściągając buty, po czym zatrzymał się gdzieś na środku korytarza i dla bezpieczeństwa zamknął oczy. - Powiedz mi tylko, czy mogę wejść, bo nie wiem, co ty tam robisz. Ubierasz się, zabawiasz… you know what? I don't care. Daj tylko jakiś znak, że mogę wchodzić. - Zaśmiał się pod nosem, przy okazji wsuwając dłoń do kieszeni, bo po prostu miał cholerną ochotę wymacać blanciki znajdujące się w przezroczystej torebeczce. He just couldn't wait to light them up with her, hah.

wednesday
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Za każdym razem, gdy jej telefon wibrował z informacją o wiadomości od Marshalla to na jej twarzy automatycznie pojawiał się lekki uśmiech. Wszystko za sprawą tego, że zwyczajnie uwielbiała tego ciołka, a od zbyt długiego czasu nie mieli okazji się widzieć. Obiecała mu jednak wieczór filmowy i wyglądało na to, że Caspian o tym doskonale pamiętał. W dodatku zaproponował kinder bueno oraz zioło, więc był bardziej niż mile widziany.
Oczywiście, że Król Lew i marihuana to nie było wszystko. Mieli też zwyczajnie pogadać i nadrobić to, co zdążyło się zadziać w ich życiu od ostatniego spotkania w barze. U Eriki na pewno działo się sporo, ale były to zwyczajne głupoty, na które można było machnąć ręką. Była po prostu dziewczyną, która miała szczęście do random encounterów i na tym poprzestańmy.
Czekała na niego cierpliwie. Wiedziała, że Abby miała wrócić jakoś nad ranem ze względu na swój dyżur. Przynajmniej dzięki temu Erika była pewna, że nie będą jej przeszkadzać jeśli tylko będą okupować salon przez całą noc i zachowywać się głośniej niż wypadało, gdy w pomieszczeniu obok ktoś próbował spać.
Musiała nieco posprzątać. To na pewno. Przygotowała główne pomieszczenie do oglądania bajek na wielkim ekranie i powoli rozstawiała już zakupione przekąski oraz napoje, aby od samego początku mieli wszystko pod ręką. Nie zabrakło już poduszek i koców, które znajdowały się na rozłożonej kanapie, gdzie mogli się wygodnie walnąć do swojego małego maratonu. Na pewno bowiem mieli obejrzeć główne filmy z Króla Lwa, ale co jeśli najdzie ich dodatkowo na to, aby włączyć serial o TImonie i Pumbie? Wygoda była zatem najważniejsza.
Miała właśnie sięgnąć po telefon, żeby napisać do Casa, gdy usłyszała nagle i bez większej zapowiedzi dźwięk otwieranych drzwi. Przez moment przyszło jej nawet do głowy, że to Wallace nagle wróciła do domu, ale zamiast tego usłyszała głos przyjaciela. Uśmiechnęła się tylko na brzmienie jego słów i prawie parsknęła niekontrolowanym śmiechem, gdy tylko dorzucił swój jakże odkrywczy komentarz.
- Jak już wlazłeś to chodź! - krzyknęła z kuchni, skąd wyszła z dwoma wysokimi szklankami, które wylądowały na stoliku przy kanapie. - Dla twojej wiadomości to nie robię takich rzeczy publicznie... Chociaż faktycznie Abbs widziała mnie w różnych sytuacjach, więc nie wiem czy robiłoby jej to różnicę.
Miały rzecz jasna swoje granice, ale nie były one szczególnie mocno zarysowane. Zdarzało im się korzystać w jednym czasie z łazienki czy też przebierać przy sobie. Być może właśnie przez to, że obie były kobietami to nie miały z tym tak wielkiego problemu.
- Cześć, głupku - rzuciła jeszcze do niego, gdy już otworzył ślepia i wszedł nieco głębiej do mieszkania.
Od razu też podeszła do niego po to, aby móc go objąć i przytulić do siebie w ramach powitania. Musiała przy tym przyznać, że pachniał naprawdę świetnymi perfumami.
- A tak między nami... Nie możesz rzucać żartów o zabawianiu się, a potem zapytać czy możesz wejść. Co jakbym cię opatrznie zrozumiała? - dorzuciła jeszcze, spoglądając na niego z wyjątkowym zawodem wymalowanym na twarzy.
No dobrze. Jednak nie. Z pewnością jednak wystarczająco śmieszył ją ten dobór słów i nie mogła mu odpuścić tego komentarza.

słodki książę
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W kwestii jego znajomości, przyjaźni z Lindberg, nie musiał się w ogóle kontrolować. Ba! Mógł mówić wszystko, co mu ślina na język przyniosła, a gdyby przypadkiem przegiął, to miał pełną świadomość, że najzwyczajniej w świecie zostanie przez nią pizgnięty przez łeb raz, a porządnie i hej… wcale nie miałby jej tego za złe! Jak sobie człowiek zasłużył, no to miał, nie? I chyba właśnie za to tak bardzo lubił tę ich relację. Nie było tam żadnego chodzenia na paluszkach, analizowania każdego słowa głowiac sie czy nie powiedział przypadkiem czegoś za dużo... Z Eriką mógł być po prostu sobą, nawet jeżeli oznaczało to bycie skończonym debilem przez jakieś sześciedziąt siedem procent czasu.

Także nawet teraz, stojąc sobie w korytarzu w obawie, że może księżniczka nocy była zajęta czymś bardziej intymnym, parsknął śmiechem, słysząc, jak do niego krzyknęła. - UPEWNIAM SIĘ, DOBRA?! - odkrzyknął, kiwając głową z rozbawieniem i w dalszym ciągu zaciskając powieki, no bo halo, musiał mieć pewność, że przypadkiem sobie z niego nie strugała żartów. A poza tym jedyną kobietą, którą mógł teraz oglądać nago, była jego Elenka, której… cholera.... Chyba nawet nigdy wcześniej nie powiedział, że miał przyjaciółkę, z którą czasami sobie palił, pił i tańczył.
Omg.
Kurwa, no przejebane.

Jak tylko ułoży się wygodnie obok Wednesday, to będzie musiał wysłać wiadomość do Santorini, bo jeśli jakimś cudem dowie się o tej jego małej eskapadzie z innego źródła i coś jej się w tym wszystkim nie spodoba, to zdecydowanie nie chciał później mieć problemów, nie? W sensie wiedział, a przynajmniej przypuszczał, że nie będzie miała nic przeciwko, ale lepiej być przezornym, right? Stał więc dalej, zaciskając dłoń na uchwycie laski, aż uniósł brew, słysząc komentarz Eriki. - Czekaj… w jakich dokładnie sytuacjach cię widziała i czy będę potrzebował poduszki, żeby się nią zakryć, jak będziesz mi o tym opowiadała? XD - prychnął pod nosem z rozbawieniem. Cholera, no był tylko facetem, dobra? W końcu otworzył ślepka, uznając, że sytuacja była już względnie bezpieczna, po czym uśmiechnął się do niej szeroko i nachylił, żeby mocno ją przytulić. - Cześć, Addams - mruknął, głaszcząc ją jeszcze po pleckach, zanim się wyprostował i ruszył w stronę salonu, zerkając na nią przez ramię. - W sensie? - zamrugał kilka razy. - A co, miałabyś nadzieję, że chciałbym dołączyć? -Uśmiechnął się szeroko, odkładając laskę gdzieś na bok, po czym z jednej kieszeni kurtki wyciągnął blanty, a z drugiej kinder bueno. - Widzisz, jakie piękne? - uniósł brew, uśmiechając się przy tym niczym dicaprio wznoszący toast.

Rzucił te cudenka na środek kocyka, swoją kurtkę gdzieś na fotel, a potem rozwalił się wygodnie na kanapie, czekając, aż Lindberg do niego dołączy. - Gdyby nie to, że twój głupek oficjalnie ma dziewczynę, to wiesz, Wednesday, że ja zawsze byłbym chętny - puścił jej oczko, parskając pod nosem, po czym wysunął telefon z kieszeni spodni i zabrał się za pisanie wiadomości do swojego łabądka. - Swoją drogą muszę dać jej znać, że tu jestem. - Zaśmiał się do siebie, wysłał wiadomość, a potem odłożył telefon i spojrzał na przyjaciółkę. - No dobra, opowiadaj, co tam u ciebie, zanim odpalimy te bydlaki.

addams
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba po prostu Lindberg miała w sobie coś, co sprawiało, że faceci czuli się przy niej swobodnie i vice versa. To były te znajomości, które były zwyczajnym kumplostwem. Nie było w nich dziwnego seksualnego napięcia czy romantycznych zapędów, bo w tych kategoriach mogły się pojawiać, co najwyżej żarty. Miała też dosyć spory dystans do siebie. To był chyba mus, skoro wystawiała się na pokaz w internecie przy tworzeniu swojego podcastu. No i na pewno nie potrafiła chować urazy, więc nawet gdyby Caspian przekroczył jakąś granicę to najpewniej zapomniałaby o tym wszystkim nadzwyczaj szybko. Taka już była i w tym tkwił sekret jej licznych przyjaźni.
Uwielbiała te jego durne żarty, które często wydawały jej się kompletnie oderwane od rzeczywistości. W końcu jak mogłaby się ze sobą zabawiać w momencie, gdy wiedziała, że jej słodki książę jest już w drodze do jej mieszkania? Nie była z takich dziewcząt.
- Jakbyś nie wszedł jak do siebie to nie musiałbyś się upewniać! - zwróciła mu uwagę, ale nie miała nic przeciwko temu.
Trochę się o to prosiła. Zwykle odruchowo przekręcała zamek w drzwiach, ale najwyraźniej tym razem tego nie zrobiła, bo była zbyt zaaferowana zakupami oraz przygotowywaniem się na ten jakże epicki wieczór filmowy.
Nie miała nawet pojęcia o tym dziwnym ciągu myślowym, który odbywał się w głowie przyjaciela. Nie widzieli się od naprawdę dawna, ale nie było w tym nic dziwnego. Głównie dlatego, że przecież mieli swoje własne życie, zobowiązania oraz inne kręgi znajomych, w których nawigowali. Tyle dobrego, że w końcu umówili się na ten maraton Króla Lwa.
- Nie wiem jak tam to u ciebie funkcjonuje i czy masz problem pod tytułem no reason boner, ale częstuj się poduszkami - rzuciła, wskazując na ładnie urządzoną kanapę. - Po prostu jak dwie dziewczyny ze sobą mieszkają to czasem widzą jak się przebierają albo jedna robi siku, gdy druga bierze prysznic. Zwyczajne sprawy.
Jedna łazienka potrafiła być przekleństwem przy ich zmiennych grafikach. Radziły sobie jak sobie radziły i chyba to było w tym wszystkim najważniejsze. Zresztą, to raczej nie o nich mieli teraz rozmawiać.
- Czuję, że po czymś takim nasza przyjaźń nie byłaby taka sama, a bardzo nie chcę stracić tego pięknego uczucia, które znajduje się między nami - odpowiedziała z odpowiednią dozą dramatyzmu.
Jasne, zdawała sobie sprawę z tego, że seks to tylko seks i nie musiał on kompletnie nic w relacji między dwojgiem ludźmi. Ba, miała nawet taką April, która idealnie dowodziła tej teorii, ale dalej nie sypiała z kumplami. Jakoś zwyczajnie nie umiała sobie tego nawet wyobrazić. Kumpel to kumpel. Z Caspianem mogła, co najwyżej pożartować na ten temat.
- Zielone i słodkie... Ty naprawdę mnie kochasz - powiedziała rozanielona, rozkładając się koło niego na kanapie.
Była jak najbardziej gotowa na to, aby zacząć wieczór. Na stole poza bogatym asortymentem przekąsek i picia znajdowała się też czarna zapalniczka w złoty wzór z liści marihuany oraz podłużna popielniczka o kształcie jamnika. Tak właśnie wyglądał ich zestaw filmowy.
- Dziewczyna? Gratki. Długo ze dobą jesteście? - zapytała, sięgając po pilot od telewizora, aby powoli odpalić tego Disneya, którego wykupiła jakiś czas temu w promocji i zapomniała o anulowaniu subskrypcji. - To przez nią nie wypisujesz do mnie po nocach?
W końcu Marshall zapowiadał, że może do niej wypisywać w trakcie bezsennych nocy, ale wyglądało na to, że chyba minęły mu problemy ze snem lub też miał jakieś inne towarzystwo.
- A u mnie nic ciekawego, Marshalls. Podcast, gazeta, dom... Czasem spotykam się ze znajomymi. Jakiś czas temu wyjechaliśmy na urodziny kumpla poza miasto i nieco się działo - podsumowała zwyczajnie.
Nawet nie wiedziała od czego mogłaby zacząć, gdyby chciała mu streścić wydarzenia tygodnia urodzinowego Erica i Gabrieli. To był scenariusz jakiegoś porąbanego filmu z eurotripem. Teraz z kolei liczyła może nie konkretnie na trip, ale na rozluźnienie ze swoim najdroższym kumplem, gdy już odpalą skręty do bajki dla dzieci. Tak jak robili poważni, dorośli ludzie.

caspian marshall
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”