ODPOWIEDZ
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W ostatnich tygodniach Magnus nie miał zbyt wiele szczęścia w rozwiązywaniu zagadki śmierci swojego brata. Pewna kobieta skutecznie sprawiła, że w ostatnim czasie był trochę rozkojarzony, lecz gdy część problemów z jej mężem została rozwiązana mógł w końcu wrócić na odpowiednie tory. Zająć się tym, po co rzeczywiście tutaj przyjechał.
Tak wylądował w jednej z większych kancelarii w tym mieście. Znalazł kilka świstków w rzeczach swojego brata sugerujących, że korzystał albo przynajmniej chciał skorzystać z ich usług. Teoretycznie nie powinien mieć na to pieniędzy, ale zawsze miał problemy z hazardem, więc może przyszedł tu w jednym z tych kilku momentów, kiedy rzeczywiście miał jakieś pieniądze. Najprostszą metodą by się tutaj zahaczyć było po prostu najęcie ich do jakiejś przypadkowej sprawy. Pieniądze zawsze szybko rozwiązywały wszystkie języki. W takim świecie żyliśmy. Już przy pierwszej wizycie dostał spotkanie z samymi partnerami. Nie mógł dostać jakiegoś przypadkowego adwokata. Nie to, żeby jakoś szczególnie mu na tym zależało. Jakiś spór o przypadkową nieruchomość czy wykupienie kolejnej i przygotowanie dokumentacji było naprawdę błahą sprawą. Otworzyło mu natomiast drzwi by wypytać ich o sprawę swojego brata. Byli w tej kwestii bardzo elastyczni. Zwłaszcza, że ich były klient nie mógł już na nich donieść.
Akurat wychodził ze spotkania gdy zobaczył kogoś, kogo nie spodziewał się zobaczyć już do końca swojego życia. Dziewczynę, a już bardziej kobietę, której prawie udało się zabić jednego z najlepszych zabójców na świecie. Kobietę, której wyjątkowo pozwolił przeżyć. Pozwolił uwierzyć, że się przestraszył. Zapomniał. Cokolwiek w co chciała wierzyć. Szukał jej w swoim świecie, lecz nie mógł niczego znaleźć, co mogło tylko znaczyć, że miała świetne kontakty, bądź z uwagi na swój wiek dopiero zaczynała. Nie chciał tego eskalować w obawie, że odbije się to na jego rodzinie. Znacznie prościej było po prostu przejść na emeryturę.
Nie zastanawiał się szczególnie co robiła akurat w tym miejscu. Czy miała właśnie kolejny cel. Nie sądził, że był nim on. Wtedy nie pozwoliłaby mu się zobaczyć. Mógł odejść. Udać, że zapomniał, ale nie zapomniał. Ukrycie się przed nią nie było trudne. Swego czasu był w tym całkiem dobry. Poczekał na moment, kiedy udała się do archiwum. Miał dość dobry pretekst by tam być. Wchodząc do środka zamknął za sobą drzwi. Obserwował ją między pułkami, gdy przeglądała dokumenty. Mógł to skończyć tu i teraz. Powinien był, ale potrzebował wiedzieć.
- Powinnaś być mądrzejsza. - powiedział zza regału jeszcze się jej nie pokazując, lecz wiedząc, że pozna jego głos - Wzięcie kontraktu w tym samym mieście, w którym akurat przebywam? Powinnaś być mądrzejsza. - wyszedł w końcu zza mebla kręcąc głową.
- Chyba nie myślałaś, że zapomnę? - spojrzał na nią chłodno, śmiertelnie poważnie.
Stał między nią, a wyjściem. W swoim nienagannym garniturze trzymając dłonie splecione za plecami w geście absolutnej pewności siebie. Nie okazywał jej już ani krzty tego ciepła, które robił dekadę temu. Teraz stał przed nią zabójca. Na emeryturze, lecz nadal zabójca, a ona nie była dla niego niczym więcej niż po prostu zwierzyną. Tym razem nie zamierzał pozwolić na to by go zaskoczyła. Miał broń. Był przygotowany, a przynajmniej tak mu się wydawało. Obserwował jej reakcję czekając na to aż po tych wszystkich latach zrzuci w końcu przed nim swoją maskę.

Aoife Cavanagh
33 y/o
For good luck!
167 cm
pani adwokat w Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
My name is Aoife [ee-fa] which means beauty or radiant in Irish Gaelic.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Aoife miała za sobą tydzień, który z uporem godnym lepszej sprawy usiłował udowodnić jej, że nawet najbardziej uporządkowane życie można rozregulować drobiazgami. W poniedziałek ekspres do kawy w jej mieszkaniu wydał z siebie ostatnie, żałosne westchnienie. We wtorek klient, który przez trzy tygodnie ignorował wszystkie wiadomości, nagle uznał, że odpowiedź potrzebna jest „najlepiej na wczoraj”. W środę padało tak intensywnie, że mimo parasola dotarła do biura z mokrym rękawem płaszcza i miną osoby, która rozważa rozpoczęcie procesu przeciwko samej pogodzie. Czwartek natomiast przyniósł serię drobnych pomyłek administracyjnych, z których żadna nie była katastrofą, ale każda wymagała od niej cierpliwości, której zasoby zaczynały przypominać wyschnięte jezioro.
Nie oznaczało to jednak, że ktokolwiek w kancelarii mógłby jej zarzucić brak opanowania. Wręcz przeciwnie, przy biurku, w sali konferencyjnej i podczas rozmów telefonicznych Aoife pozostawała uosobieniem zawodowej precyzji. Jej głos był spokojny, rzeczowy i pozbawiony najmniejszej nuty irytacji, nawet kiedy po raz trzeci tłumaczyła młodszemu aplikantowi, że „dołączyć dokument do akt” nie oznacza zostawić go na losowej kupce papierów obok drukarki. Uśmiechała się uprzejmie do klientów, odpowiadała na wiadomości pełnymi zdaniami, cytowała przepisy z pamięci i potrafiła jednym uniesieniem brwi przywołać do porządku salę, która zaczynała tracić koncentrację.
W środku była jednak bezczelnie niezadowolona. Nie dramatycznie, nie teatralnie po prostu głęboko, konsekwentnie marudna. Każdy stukot klawiatury wydawał jej się odrobinę zbyt głośny. Każde „czy mogę tylko na chwilkę?” niosło w sobie groźbę dwudziestominutowej rozmowy. Każdy nowy e-mail pojawiający się w skrzynce przyjmowała w duchu z suchym: oczywiście, bo przecież właśnie tego mi było trzeba. Mimo to jej twarz pozostawała niewzruszona, a pióro poruszało się po marginesach akt z elegancką stanowczością, jakby należało do osoby wypoczętej, zrównoważonej i życzliwej światu. Aoife była profesjonalistką. Profesjonalizm polegał czasem na tym, by nie powiedzieć ani jednego z piętnastu zdań, które cisnęły się na język.
Jej gabinet, zwykle uporządkowany niemal surowo, tego dnia wyglądał jak pole bitwy prowadzonej przez paragrafy, zeznania i notatki samoprzylepne. Na blacie leżały trzy segregatory oznaczone kolorowymi zakładkami, wydruk opinii biegłego z rozczarowująco nieczytelnymi przypisami oraz kubek herbaty, o której Aoife zapomniała już dwukrotnie. Za oknem Toronto trwał w stanie szarej wilgoci, tej nieheroicznej, uporczywej, która nie zamienia miasta w romantyczną pocztówkę, lecz w przypomnienie, że materiałowe buty były dziś błędem. Aoife przesunęła palcami po skroni i zerknęła na zegarek. Jeszcze trzy spotkania, jedna korespondencja do poprawienia i stare akta, które mogły, jeśli los postanowił nagle okazać łaskę zawierać brakujące odniesienie do wcześniejszej sprawy.
Sprawa, którą prowadziła, była nie tyle skomplikowana, ile irytująco niepełna. Miała wrażenie, że każdy dokument odpowiadał na jedno pytanie tylko po to, by natychmiast stworzyć dwa kolejne. Zeznania świadka rozmijały się z chronologią. Notatka z dawnego postępowania sugerowała istnienie dodatkowego porozumienia, którego nikt nie potrafił odnaleźć. Klient, oczywiście, pamiętał wszystko „mniej więcej”, co w języku prawniczym oznaczało: proszę przygotować się na katastrofę. Aoife zamknęła segregator z cichym westchnieniem, które natychmiast zdyscyplinowała, jakby nawet ono mogło zostać uznane za nieprofesjonalne.
Pani mecenas? — zapytał z progu jeden z aplikantów, trzymając w dłoni plik dokumentów z miną człowieka, który wie, że zbliża się do drapieżnika, ale musi to zrobić, bo takie dostał polecenie.
Aoife podniosła wzrok. Jej uśmiech był nienaganny. Czysta kultura osobista, żadnych ostrych krawędzi. — Tak?
— Archiwum potwierdziło, że te akta są dostępne. Tylko… chyba trzeba będzie je przejrzeć na miejscu.

Oczywiście, pomyślała Aoife. Na miejscu. W piątek. Kiedy człowiek zaczynał już wierzyć w koniec cywilizowanego cierpienia. Kiwnęła głową na potwierdzenie otrzymania informacji po czym młody chłopak szybko się ulotnił.
Dziesięć minut później schodziła korytarzem w stronę archiwum, niosąc notes, telefon, ołówek i resztki cierpliwości starannie zamknięte pod warstwą zawodowej godności. Archiwum mieściło się w tej części budynku, do której rzadko zaglądali klienci: chłodniejszej, cichszej, pachnącej kurzem, papierem i metalem starych szaf. Światło jarzeniówek było blade, niemal urzędowo pozbawione współczucia. Aoife odsunęła ciężkie drzwi i weszła do środka, gotowa stoczyć pojedynek z numerami spraw, rocznikami i czyimś dawnym, prawdopodobnie fatalnym systemem katalogowania.
Zatrzymała się po trzech krokach. Nie była sama.
Przy jednym z wysokich regałów, pomiędzy pudłami opisanymi wyblakłym atramentem, stał Magnus. Nie ktoś podobny do Magnusa. Nie przypadkowy mężczyzna o zbliżonym profilu, którego zmęczony umysł Aoife mógłby przez moment pomylić z kimś z przeszłości. Magnus we własnej osobie, z dłonią opartą na grzbiecie starego segregatora i twarzą zwróconą w jej stronę, jakby jej pojawienie się było czymś co najmniej przewidzianym. Aoife poczuła, że irytacja, którą przez cały dzień trzymała na eleganckiej smyczy, nagle zatrzymuje się w pół kroku, ustępując miejsca czemuś znacznie bardziej niewygodnemu: zaskoczeniu.
Przez krótką, absurdalnie długą sekundę patrzyła na niego bez słowa. Z wszystkich ludzi, których mogłaby zastać w archiwum kancelarii, partnera, aplikanta, archiwistkę, nawet zagubionego klienta...Magnus znajdował się gdzieś na samym końcu listy, za awarią ogrzewania i przed nagłym odkryciem tajnego przejścia w ścianie. A jednak stał tam, zupełnie realny, z tym spokojem, który zawsze potrafił ją zirytować bardziej niż czyjaś otwarta bezczelność.
Aoife wyprostowała się odruchowo. Profesjonalizm, pomyślała. Nawet teraz. Nawet tutaj.
Magnus — powiedziała chłodno, z perfekcyjnie kontrolowaną uprzejmością. — Muszę przyznać, że nie spodziewałam się znaleźć cię między aktami sprzed piętnastu lat.-dodała starając się nie dać po sobie poznać że nagłe spotkanie nią wstrząsnęło.
- Oczywiście że nie..-dodała już ciszej nadal lekko wmurowana w miejsce w którym stała. Przed nią właśnie stał mężczyzna który jako jeden z bardzo niewielu ją rozumiał i który był przy niej dopóki nie próbowała go zabić...WIele razy myślała o tym by mu się przyznać, wyjawić wszystko co wie ale wiedziała że ceną za jej szczerość będzie jej jedyna pozostała rodzina.

Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógł sądzić o Aoife wiele rzeczy, ale nigdy nie posądzałby jej o to, że jest głupia. Jak inaczej miał nazwać fakt, że dała się w ogóle przyłapać nie tyle w tym samym mieście, co on, a wręcz w kancelarii, której używał. Sporadycznie, lecz nadal używał. Jeśli była wystarczająco dobra by przyjąć na niego zlecenie i prawie go zabić powinna być równie dobra w unikaniu go przez resztę swojego życia. Nawet jeśli starał się specjalnie jej nie szukać, ona powinna mieć go na swoim radarze. Można było śledzić jego odrzutowiec. Nawet zwykłe bilety lotnicze w pierwszej klasie bo takich użył tym razem. Nie wspominając już o wszystkich kontaktach po ich stronie świata. Do tej pory robiła to wręcz bezbłędnie. On nie spędzał sobie snu z powiek, to ona powinna to robić. Więc by dać się przyłapać właśnie w taki sposób, jak sądził na kolejnej robocie? To było cholernie głupie.
- Nie powinnaś w ogóle mnie znaleźć. Doskonale wiesz, co by się stało gdybyśmy ponownie się spotkali. - nie musiał jej tego nakreślać.
Jego chłodne spojrzenie oraz ton głosu mówiły same za siebie. Może po prostu czuła się całkiem bezpiecznie w biurze pełnym ludzi? To byłoby bardzo naiwne z jej strony. Magnus nie należał do ludzi gwałtownych czy lekkomyślnych. Nie pozwalał by to emocje dyktowały jego akcjami. Tym bardziej gdy przewinienie zostało mu uczynione już lata temu. Zawsze miał plan. Podchodził do wszystkiego bardzo racjonalnie i logicznie, lecz nawet on potrafił zrobić wyjątek wiedząc, że jeśli teraz pozwoli jej odejść może jej drugi raz nie odnaleźć. W tej sytuacji logicznym rozwiązaniem wydawało mu się pozbycie problemu właśnie tu i teraz. Bez niepotrzebnych świadków. Byli w końcu w tym pomieszczeniu sami, a kamery na korytarzu... Zawsze nagrania mogły zniknąć. Pewnie minęłoby przynajmniej kilkadziesiąt minut zanim ktokolwiek odnalazłby jej zwłoki. Wnioskując po warstwie kurzu na segregatorach nie odwiedzano archiwum zbyt często.
- Nie zamierzasz dać mi żadnego powodu by Cię nie zabijać? - podszedł nieco bliżej, lecz utrzymując bezpieczny dystans nie zamierzając się narażać - Chyba nie powinienem spodziewać się niczego innego skoro udało Ci się mnie okłamywać cały ten czas. - zmrużył nieco powieki, a jego ton nabrał nieco niebezpiecznego wyrazu.
Nie mógł wierzyć niczemu, co o niej do tej pory wiedział. Udało mu się go oszukać. Nie mógł tego powiedzieć o zbyt wielu osobach, które spotkał. Dlatego podchodził do niej dość ostrożnie. Nie miał pojęcia kim tak naprawdę była, co potrafi. Uważał ją za nieobliczalną. Mogła mieć przy sobie broń, a nie mogła wiedzieć, że on takowej nie posiada. Nie zamierzał dwa razy popełnić tego samego błędu.
- Za to ja mam do Ciebie pytanie. Tylko jedno. Kto wystawił na mnie zlecenie? - spojrzał w jej tęczówki nie wiedząc nawet czy będzie w stanie ocenić czy mówi prawdę.
Nie zamierzał wierzyć niczemu, co powie, ale mógł łudzić się, że będzie w tym chociaż ziarno prawdy. Nie miała w tym momencie już zbyt dużo do stracenia. Jej los był z grubsza przesądzony. Mógł to zrobić jedynie mniej lub bardziej boleśnie. To była jej jedyna karta przetargowa, którą mógł w jakikolwiek sposób uszanować. Jeśli znów miał ubrudzić sobie ręce zamierzał cokolwiek z tego wyciągnąć. Był już trochę za stary na klasyczną zemstę.

Aoife Cavanagh
33 y/o
For good luck!
167 cm
pani adwokat w Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
My name is Aoife [ee-fa] which means beauty or radiant in Irish Gaelic.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

To nie tak powinno być...nie tak jej obiecano! To nie jest jak sobie wyobrażała nowy początek jej życia. Chwilowo całkowicie ją zamurowało. Nie była pewna co powinna mu odpowiedzieć, wiedziała że coś będzie musiała inaczej jej nie wypuści. Cała ta sytuacja wydaje się być wyciągnięta prosto z filmu akcji, brakowało im tylko szybkich samochodów co pewnie dałoby się załatwić. Widząc jak Magnus się do niej powoli zbliża, nie była tyle co przerażona a bardziej dziwnie podekscytowana. Pomimo że jakaś jej część była równie dobrze przerażona, brakowało mu jego towarzystwa, jego obecności w jej życiu...jakimkolwiek zamętlonym śmietnikiem chwilowo było jej życie osobiste.
- Magnus..ja – zaczęła gdy ponownie się do niej zbliżył. Czuła że jej serce zaraz wyskoczy z jej klatki jeśli dalej będzie się do niej zbliżał. Oparła się plecami o zimną ścianę wiedząc że jest przyparta ale w tej chwili nie zamartwiała się o własne życie a wie że powinna. Wiedziała, w chwili obecnej kim był Magnus...pod tą całą przykrywką. Dowiedziała się wiele rzeczy jużpo fakcie gdy nie dała rady go zabić jak jej powiedziano, skłamała mówiąc że ją przyłapał by móc od tego wszystkiego odejść, nie myśląc w ogóle że kiedykolwiek przyjdzie jej stanąc z nim twarzą w twarz po raz kolejny. – Nie powinniśmy tu o tym rozmawiać, w każdej chwili ktoś może wejść..- powiedziała po tym gdy zmieniła zdanie które cisnęło się jej na usta. Wiedziała że jej troska o niego, o siebie czy o firmę będzie uznana jako mierna próba rozproszenia go. Aoife nie miała takiego zamairu, chciałaby mu wszystko wyjaśnić ale..- Nie okłamywałam cię! – wyrzuciła z siebie głośniej niż zamierzała. Nie chciała ściągnąć na nich niczyjej uwagi z zewnątrz. – To co było pomiędzy nami jest...było prawdziwe. Przynajmniej z mojej strony. – dodała patrząc mu oczy, próbując przekonać go o swojej szczerości, jakkolwiek w tym momencie częściowa ona była, na ile sytuacja jej pozwalała. Słysząc jego pytanie odnośnie zlecenia opuściła głowę unikając jego wzroku którego jeszcze chwilę wcześniej tak pragnęła. – Nie mogę ci powiedzieć...bo nie wiem Magnus..nie znam osoby odpowiedzialnej za to, jedyne co mogę powiedzieć to przeprosić cię...wiem że zwykłe przeprosiny i te w szczególności ode mnie znaczą bardzo niewiele..mimo wszystko przepraszam..- westchnęła głęboko jedynie na niego zerkając. Nie mogła znieść wyrazu twarzy jaki obecnie znajdował się na twarzy Magnusa. Aoife czuła się okropnie przez to wszystko i zajęło jej lata by nawet stworzyć semi rutynę przy której powróciłby jakiś sensowny tryb bezpieczeństwa i normalności dla niej.


Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiał przyznać, że wypadała całkiem wiarygodnie. Prawie był w stanie uwierzyć, że jest rzeczywiście zdziwiona tym, że go widzi. Może nie sądziła, że po tych wszystkich latach będzie jej nadal szukać? Miałaby rację. Nie szukał. Znalazł ją całkowicie przez przypadek. Czyste zrządzenie losu. Niektórzy wierzą w karmę. On nie nie należał do tej grupki, lecz może powinien zacząć, skoro coś podsuwa mu takie spotkania pod sam nos?
Spodziewał się, że jeśli przyjdzie im się jeszcze kiedyś zobaczyć pokaże mu swoje prawdziwe oblicze. To chłodne i bezwzględne, które urabiało go przez miesiące tylko po to by w końcu targnąć się na jego życie. Podejrzewał, że nie była doświadczona. Przynajmniej wtedy. Dlatego nie sprawdziła czy udało jej się skończyć robotę. Musiała być cholernie rozczarowana gdy nie dostała swojej zapłaty. W ich świecie nie było miejsca na pomyłki. Nie było miejsca na nierozwiązane sprawy, a on pozwolił jej żyć nadal. Odejść. Powinna była lepiej wykorzystać ten przywilej. Dzisiaj nie zamierzał mieć już dla niej litości. Akcje miały swoje konsekwencje, o czym zaraz boleśnie się przekona.
- Nie wygląda na to by to miejsce było jednym z tych uczęszczanych. - nie odrywał od niej swojego chłodnego wzroku nie musząc się nawet rozglądać.
Nie zrobił tak obszernego wywiadu jak by chciał, lecz był łowcą właściwie od urodzenia. Potrafił szybko i zazwyczaj bezbłędnie stwierdzić czy dany obszar jest często nawiedzany przez zwierzynę. W tym przypadku nie było zbyt wielu śladów obecności. Nawet kurze nie były specjalnie wytarte czy odkurzone co świadczyło o tym, że nawet ekipy sprzątające nie witały tu zbyt często. Gdyby zabił ją tu i teraz bardzo możliwe, że do końca dnia nikt by jej nie znalazł. Zależnie od tego czy ktoś wiedział, że udawała się do archiwum oraz czy kogokolwiek będzie to w ogóle interesować.
- Nie wierzę Ci. - odpowiedział niemal natychmiastowo mierząc ją naprawdę chłodnym spojrzeniem.
To mogły być te same tęczówki, które swego czasu patrzyły na niego jak w obrazek. Te same do których faktycznie zaczynał coś czuć, a może nawet i czuł, lecz po zamachu na jego życie nie było już właściwie nic, co mogłaby powiedzieć by przekonać go do tego, że to co ich łączyło faktycznie było prawdziwe. Tym bardziej jeśli nie było wsparte żadnymi faktami. Jej słowa nie znaczyły dla niego zbyt wiele.
- Naprawdę zamierzasz w to brnąć? - zmarszczył brwi przybierając bardziej agresywnego wyrazu - Mam uwierzyć, że wzięłaś zlecenie na jednego z najlepszych zabójców na świecie z całkowicie nieznajomego źródła? Mogłaś być wtedy niedoświadczona ale nie posądzałem Cię o głupotę. - zbliżył się już właściwie na wyciągnięcie ręki dbając o to by nadal mieć wejście do archiwum w polu swojego widzenia.
- Jestem już za stary na tortury i przesłuchania, co nie znaczy, że tego nie zrobię. Jak się z Tobą kontaktowali, jak Cię znaleźli? Powiedź mi wszystko, co o nich wiesz. - mruknął nie pozostawiając jej zbyt wielu złudzeń odnośnie tego jak ta rozmowa dalej się potoczy.
Szkoda, naprawdę szkoda bo Aoife wyrosła na naprawdę ładną dziewczynę. Mogła osiągnąć wiele. Gdyby nie postanowiła targnąć się na jego życie. Zrzucał to na garb arogancji wieku młodzieńczego.

Aoife Cavanagh
33 y/o
For good luck!
167 cm
pani adwokat w Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
My name is Aoife [ee-fa] which means beauty or radiant in Irish Gaelic.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Magnus był tak blisko, że Aoife mogła policzyć oddechy między nimi. Każdy kolejny był krótszy, cięższy, bardziej urywany, jakby jej ciało próbowało nadążyć za czymś, czego nie powinno czuć. Nie teraz. Nie przy nim. Nie w tej sytuacji. Jego obecność była jak fala uderzeniowa, znajoma, a jednocześnie obca. Zimna, ale w środku wciąż tliła się iskra, którą pamiętała aż za dobrze. To, jak patrzył na nią kiedyś… i jak patrzył teraz. Ten kontrast bolał bardziej niż jego słowa. Gdy powiedział „Nie wierzę ci”, Aoife poczuła, jak coś w niej pęka. Nie była pewna, czy to serce, czy odwaga, czy może ta część, która przez lata próbowała udawać, że już go nie kocha.
Magnus zbliżył się jeszcze bardziej, a ona odruchowo uniosła podbródek, jakby chciała mu pokazać, że nie jest już tą dziewczyną, którą można złamać jednym spojrzeniem. Ale jej ciało ją zdradzało, drżała. Nie ze strachu, a czegoś znacznie bardziej niebezpiecznego. - Magnus…- wyszeptała, a jej głos był miękki, prawie błagalny. - To nie jest brnięcie..to jest… jedyne, co mam. -Jego twarz była tuż przed jej twarzą. Tak blisko, że gdyby odwróciła głowę o centymetr, ich policzki musnęłyby się. Tak blisko, że mogła poczuć ciepło jego skóry, mimo że jego spojrzenie było lodowate. Aoife przełknęła ślinę, czując jak jej gardło zaciska się z emocji. - Nie znałam źródła..nigdy nie znałam - powtórzyła, ale tym razem jej głos był bardziej stanowczy.- Nie wiedziałam, kim są. Nie wiedziałam, że chodzi o ciebie. Gdybym wiedziała…- urwała, bo jego spojrzenie stało się ostrzejsze, jakby chciał przeciąć jej słowa na pół. Nie była pewna czy ta wiedza cokolwiek by zmieniła.
Wielokrotnie zastanawiała się nad tym i różnymi wątkami owej sytuacji i jak inaczej wszystko mogłoby się potoczyć. - Nie wiem jak mnie znaleźli ani dlaczego…pewnego dnia gdy toż przed momentem gdy uciekłam…dostałam kopertę w której były zdjęcia mojej matki z Irlandii..- zaczęła mówić jak tylko zaczęła tak szybciej zaprzestała.Złapała się za usta zakrywając je jakby się bala że jej własne usta zdradzą ją i na naraża jej jedyną żyjącą rodzinę na niebezpieczeństwo.
W jej wnętrzu wszystko krzyczało. Wspomnienia, które próbowała zakopać. Noce, które spędzała próbując zapomnieć jego dotyk. Lata, które minęły, a wciąż nie potrafiła wymazać go z siebie. Magnus był jej błędem a jej słabością.
- Nie byłam głupia - powiedziała po chwili gdy się opanowała, a jej głos drżał, ale nie od strachu. - Byłam młoda. I… zakochana. W tobie,w osobie..kim myślałam, że jesteś. W tym, jak mnie traktowałeś, jak patrzyłeś na mnie, jakby… jakby coś we mnie było warte zauważenia. - Jej oddech przyspieszył, i odważyła się spojrzeć mu w oczy. - To, co było między nami…- Aoife uniosła dłoń, niepewnie, jakby chciała dotknąć jego policzka, ale zatrzymała ją w połowie drogi.- To było prawdziwe. Z mojej strony. Nie udawałam. Nie grałam. Nie wykorzystywałam cię. Ty byłeś jedyną rzeczą w moim życiu, która nie była kłamstwem. - Jej głos pękł. Nie mogła już udawać, nie wiedziała czy jej uwierzy czy nadal będzie twierdził że kłamie. - Muszę wracać do pracy…będą się zastanawiać czemu nie wracam…-powiedziała na końcu próbując odzyskać oddech i spokój chociaż wątpiła by jej reszta dnia była do uratowania. Nie raz nie dwa był czas gdy chciała mu wszystko wyjawić i powiedzieć prawdę. Bała się o jedyną rodzinę jaką miała. Nie rozumiała nawet jak jej proba wiedzenia normalnego życia tak bardzo się zmieliła do tego stopnia, że nie rozpoznała siebie ani nikogo w nim.

Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierzał wierzyć w to, co właśnie mu prezentowała. Już raz dał się nabrać na te piękne oczy, ten uśmiech oraz to, co chciał widzieć w jej spojrzeniu. Wtedy prawie przypłacił to swoim życiem. Gdyby nie miał trochę szczęścia pewnie już by go tutaj nie było. Dlatego cokolwiek, co było między nimi te lata temu już dawno wymarło śmiercią naturalną. To, że nadal brnęła w te kłamstwa jedynie lekko go irytowało. Powinna wiedzieć kiedy jest pora na porzucenie tych gierek. Jej przykrywka była już spalona. Po co to utrzymywać? Nie była aż tak dobrą aktorką nawet jeśli się za taką uważała po tym jak udało jej się go zwodzić przez tak długi czas.
- To zlecenie? Spodziewałbym się, że ktoś, kto targnął się na moje życie będzie w stanie załatwić sobie lepsze zlecenie niż... - zmarszczył lekko brwi bo jak zaczął o tym myśleć, to nie miało za dużo sensu - Kogo masz tutaj zabić? Jakiegoś partnera? Nisko upadłaś... - pokręcił głową z wyraźnym rozczarowaniem.
Mógł nie być już jedną z wiodących postaci w świecie zabójców, ale to było po prostu żenujące. By ktoś, kto targnął się na jego życie teraz przyjmował zlecenia warte, ile? Kilka tysięcy dolarów? Nigdy nie posądzałby się o pychę, ale to godziło gdzieś w jego reputację, którą długo sobie wypracowywał.
- O czym Ty mówisz? Nie wiedziałaś, że to ja? - w jego głos wkradało się coraz więcej irytacji, lecz jeszcze go nie podnosił - Jak już kłamiesz postaraj się żeby to chociaż brzmiało wiarygodnie. - westchnął zaczynając już powoli tracić swój rezon.
To było coś, co zawsze potrafiła z nim zrobić. Sprawić, by nie był tym nieczułym, zimnym emerytowanym zabójcą. Wyprowadzała go z równowagi. Wyciągała z niego emocje, o których zdążył już dawno zapomnieć. Można powiedzieć, że tchnęła w jego życie trochę... Właśnie - życia. Przy niej czuł, że może mieć więcej niż tylko swój biznes, kolejne nudne spotkania i pomnażanie swojego majątku. Mógł mieć też ładną dziewczynę, która miała szansę coś dla niego znaczyć. Niestety to ona to wszystko zaprzepaściła.
Zmrużył mocniej powieki gdy wspomniała o kopercie ze zdjęciami swojej rodziny. To brzmiało jak kolejne kłamstwo, które miało uratować jej życie. Jej reakcje... Wyglądały wiarygodnie. Bacznie obserwował jej ciało. Każdy najmniejszy szczegół. To jak na niego patrzyła. To jak drżała jej dłoń, gdy zasłoniła usta. To wszystko wyglądało przekonująco. Zwłaszcza dla laika. Jednak te wszystkie chwile, które ze sobą spędzili były jeszcze bardziej przekonujące. Nie zatrzymało jej to przed wbiciem mu noża w plecy.
Skłamałby mówiąc, że nie poczuł zupełnie niczego, gdy mówiła o ich relacji. Z taką czułością. Przekonaniem, które kazało sądzić, że to wszystko rzeczywiście było prawdziwe. To, co zaczynał do niej czuć. To, jak mogłoby wyglądać ich życie. Prawie jej w to wszystko uwierzył. Prawie. Dopóki nie zrobiła jednego błędu.
- Więc w końcu przyznajesz, że wszystko, co o Tobie wiem było kłamstwem. - powiedział cicho, chłodno, a jego tęczówki znów nabrały tego nieprzyjemnego wyrazu - Prawie Ci uwierzyłem. Muszę przyznać, dobra jesteś. - prychnął bez cienia humoru.
Chciał powiedzieć coś więcej, lecz usłyszał kroki po drugiej stronie drzwi. Wykorzystał jej dłoń, która nadal była w powietrzu zarzucając ją sobie na kark. Postąpił ten ostatni krok do przodu przywierając do niej swoim ciałem i osłaniając ją od drzwi. Zamknął jej usta w pocałunku. Jedną dłoń ułożył na jej talii, drugą trzymał na jej szyi. Ciało chciało powrócić do rytmu, które pamiętało. Do namiętności, do bliskości, do pożądania, którego nie czuło od tak dawna. Jednak on był w stanie trzymać to na wodzy. Więc nie był to ten sam pocałunek, który kiedyś sprawiłby, że zmiękły jej kolana. Był przyjemny. Fizycznie, lecz Magnus nie zamierzał pozwolić sobie na to by było w nim coś więcej. By były tam uczucia. Monitorował kiedy ta wścibska osoba zawróci i zamknie za sobą drzwi. Nie trwało to zbyt długo. Publiczne pokazy uczuć zawsze skutecznie peszyły normalnych ludzi.
- Dam Ci jeszcze jedną szansę by powiedzieć mi wszystko, co wiesz o tym zleceniodawcy. - mruknął odsuwając swoją twarz od jej nadal trzymając swoją dłoń na jej szyi monitorując jej tętno zniżając swój wzrok do jej tęczówek.

Aoife Cavanagh
33 y/o
For good luck!
167 cm
pani adwokat w Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
My name is Aoife [ee-fa] which means beauty or radiant in Irish Gaelic.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Aoife czuła, jak jej wnętrze zaczyna się rozpadać na ostre, drżące kawałki. To nie było zwykłe zdenerwowanie, było to coś znacznie głębszego, bardziej pierwotnego. Jakby wszystkie lata tłumionych emocji, strachu, żalu i gniewu nagle znalazły ujście. Magnus patrzył na nią z tym swoim chłodnym, oceniającym spojrzeniem, jakby była jedynie błędem w jego życiorysie, jakby jej obecność była obrazą dla jego dumy. A ona… ona miała tego dość. W jej głowie narastał chaos. Jak on śmie? Jak śmie traktować mnie jak narzędzie, jak śmie mówić o mnie jak o kimś, kto nie ma prawa do własnej prawdy? Jak śmie udawać, że zna mnie lepiej niż ja sama?
Jej serce biło szybko, jakby próbowało wyrwać się z klatki piersiowej. Czuła gorąco pod skórą, drżenie w dłoniach, napięcie w szczęce. Magnus nadal trzymał ją za szyję, nie mocno, ale wystarczająco, by przypomnieć jej, że w jego oczach była kimś, kogo trzeba kontrolować. Kimś, kogo trzeba monitorować, kto nie zasługuje na zaufanie. A potem poczuła jego usta na swoich.
Mimowolnie przymknęła oczy niemalże odwzajemniając pocałunek. Jednak jej umysł nie dawał się tak łatwo oszukać i dalej aktywnie wszystko analizował i wyrzucał z siebie kolejne myśli.
Jak mogłeś? Jak mogłeś użyć czegoś, co kiedyś było nasze, jako przykrywki? Jak mogłeś dotknąć mnie w ten sposób, bez uczuć, bez szacunku, bez niczego? Jak mogłeś sprowadzić mnie do roli dekoracji, którą trzeba uciszyć? To był moment, w którym coś w niej pękło. Jej głos wyrwał się z gardła, drżący, ale mocny, pełen emocji, których nie potrafiła już tłumić.
-Magnus, przestań. Przestań traktować mnie jak idiotkę, jak marionetkę, jak kogoś, kto nie ma prawa do własnej prawdy. Przestań mówić mi, co jest wiarygodne, a co nie, jakbyś był jedyną osobą na świecie, która potrafi oceniać rzeczywistość. – Od tego wszystkiego bolała już ją głowa. Nie rozumiała dlaczego znalazła się po środku czegoś, czego nie rozumiała i nawet nie miała w całości wszystkich informacji, szczerze mówiąc nawet nie chciała w to bardziej wnikać. - Nie masz pojęcia, co przeżyłam i co mi pokazano! Nie masz pojęcia, jak wyglądało moje życie, kiedy musiałam zniknąć. Nie masz pojęcia, ile kosztowało mnie zbudowanie czegokolwiek po tym, jak wszystko się zawaliło. - Jej myśli były jak ogień który pożerał wszystko co było na jego drodze, nie ważne co było przed nią.
- Jak możesz mówić, że nisko upadłam? Jak możesz oceniać moje życie, kiedy nie masz pojęcia, jak wyglądało? - Jej wnętrze drżało od gniewu.- Jak śmiesz mówić, że kłamię? Jak śmiesz mówić, że powinnam się bardziej postarać? Jak śmiesz mówić, że moje emocje są niewiarygodne? – wyrzucała kolejne pytania z siebie niczym pociski z karabinu. Chciała się zwinąć w kulkę we własnym mieszkaniu i cieplutkim kocu z butelką czerwonego wina. Ale najpierw musiała się stąd wydostać.. Jego niedowierzanie w cokolwiek mówiła powodowało że ją serce bolało.
- Nie wiedziałam, że to ty. Nie wiedziałam. Dlaczego nie możesz tego zrozumieć? Dlaczego wszystko musi być dla ciebie kłamstwem? – dorzuciła nie tyle z gniewem w głosie co bólem. Zaczynała zdawać sobie sprawę że nieważne co powie i tak w głowie Magnusa będzie oszustką.- Nie wiedziałam, że to ty. Tak, powtarzam to. I będę powtarzać, dopóki nie zrozumiesz, że nie wszystko na świecie kręci się wokół twojego ego. Nie wiedziałam, kim jesteś naprawdę. Nie wiedziałam, że jesteś… tobą...- głos Aoife złagodniał, ale w środku płonęło. Jej dłoń drgnęła, gdy odsunęła jego rękę z szyi.
-Nie masz prawa mnie dotykać, Magnus. Nie masz prawa mnie uciszać. Nie masz prawa mnie wykorzystywać. Nie masz prawa mnie całować, kiedy jedyne, co masz w sobie, to pogarda do mnie. – wzięła głęboki wdech i wydech zanim ponownie zabrała głos - Chcę wyjść z archiwum. Teraz.


Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten pocałunek nie był częścią jego pierwotnego planu. W sumie to było czymś, na co kiedyś by sobie nie pozwolił. Brak planu. Zamiast planować, reagował. Zobaczył ją i improwizował. Nie mógł pozwolić by tym razem mu się wymsknęła. Drugiej szansy mógł nie dostać. Niestety tak właśnie kończyły się improwizacje. Impulsywnymi decyzjami podyktowanymi warunkami w danym momencie. To nie była jego domena. W pewien sposób znów dał się zaskoczyć, a pocałowanie jej było dla niego po prostu kalkulowanym ryzykiem. Ryzykiem, ponieważ łącząc ich usta mógł znów coś poczuć. Kiedyś takie momenty były dla niego znaczące. Bardzo znaczące. Bardziej niż kiedykolwiek przyznał to przed nią jak i przed samym sobą.
Tak się nie stało. Przynajmniej nie zupełnie. Jego ciało nadal pamiętało smak jej ust. To jak lubiła całować się najbardziej. Serce nawet zabiło mu nieco szybciej, nie mógł tego przed sobą ukryć, lecz po jej zdradzie brakowało tego samego uczucia, które towarzyszyło mu ostatnim razem. Nadal pamiętał to uczucie. To był ostatni raz, kiedy czuł się w ten sposób. Kiedy zbliżenie z kobietą znaczyło dla niego coś więcej niż po prostu zaspokojenie swoich potrzeb. Czuł, że ona nie odwzajemniała tego pocałunku, co tylko znaczyło, że cokolwiek, co między nimi było, o ile było prawdziwe, już po prostu nie istniało.
Zdziwił się, gdy nagle wybuchła. To nie było logiczne. To nie miało dla niego większego sensu. Jego brwi mimowolnie powędrowały ku górze. Przyjmował na siebie jej słowa, jej zarzuty. Nawet odsunął się od niej o pół kroku lecz bynajmniej nie dlatego, że się czegoś bał. Po prostu potrzebował doświadczyć tego w całości. To był pierwszy moment, w którym rzeczywiście zaczęła przekonywać go do tego, że mówiła prawdę. Nie było w tym żadnej kalkulacji, żadnego przygotowania i nie wierzył w to, że jest tak dobrą aktorką. Nie była.
- Po tym jak wszystko zawaliłaś. - warknął wcinając jej się w słowo.
Irytacja brała górę. Dla niego to wszystko były po prostu wymówki. Użalanie się nad sobą oraz swoimi decyzjami. Bo jedno, czego się w życiu nauczył to to, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Nawet jeśli wszystko, co powiedziała do tej pory było prawdą, zawsze mogła do niego przyjść. Mogła powiedzieć nie. Mogła pójść na policję. Nawet jeśli pewnie nic to nie dało. Zamiast tego wybrała wysadzenie w powietrze swojego partnera. Mężczyznę, którego podobno kochała. I to właśnie miał jej za złe. To, że pozwoliła mu wierzyć, że mógł mieć coś więcej niż przygodny seks. Że na emeryturze mógł zbudować coś, co nie będzie miało żadnego związku z jego dawnym życiem. Pozwoliła mu wierzyć, że może być pokochany tylko po to by próbować go zabić.
- Może nie wiedziałaś o mojej przeszłości, ale doskonale wiedziałaś kim jestem. - powiedział oschle patrząc w jej tęczówki - Nie mów, że nie wiedziałaś, że to mnie podkładałaś tę bombę. - to po prostu nie mogło być prawdą, nie miało najmniejszego sensu.
Znała jego auto, jego budynek. Wiedziała kim jest i gdzie się zatrzymywał. To nie był przypadek. To nie była niewiedza. Tylko ona mogła się do niego zbliżyć na tyle by stracił czujność. Dlatego zlecili to właśnie jej.
- Mam prawo Aoife. Mam prawo, bo próbowałaś mnie zabić. - nie odsunął się nadal torując jej drogę - Nie szukałem Cię ze względu na to, co do Ciebie czułem. Pozwoliłem Ci żyć, pomimo tego, że wszelkie zasady dyktowały zemstę. Wyrównanie rachunków. I powinnaś była to wykorzystać trzymając się ode mnie z daleka. Unikając mnie jak ognia. - westchnął przeciągle odzyskując swój rezon spoglądając na nią już znacznie spokojniej - Nie pozostawiasz mi wyboru... - mruknął cicho nie wyglądając na zadowolonego z tego, co musiało teraz nastąpić.
Złapał się za biodra i przez chwilę po prostu się jej przyglądał. Decyzja już zapadła, nie mógł pozwolić jej żyć. Nawet jeśli był już na emeryturze, zasady tamtego świata się nie zmieniły. Nie mógł pokazać słabości. Jeśli to zrobi kolejny zabójca nie spudłuje. Będzie mu o tyle ciężej. Zasługiwała na to, żeby umrzeć. Fakt pozostawał faktem, nieważne jakie były jej pogódki.
- Nie pozwól bym Cię więcej zobaczył. - mruknął po dłuższej chwili robiąc krok w bok odsłaniając jej drogę do wyjścia nadal walcząc ze swoimi instynktami.
Pozwalał jej odejść. Raz jeszcze. Ponieważ wbrew temu, co sądziła, nie czuł do niej jedynie pogardy. Jeśli to, co mówiła było rzeczywiście prawdą, miała swoje powody. Nie musiały go przekonać, ale potrafił je zaakceptować. Pierwszy raz pozwolił jej odejść ponieważ nadal coś do niej czuł. Dzisiaj, ponieważ dostrzegał to, że ich relacja nie była jedynie pasmem niepowodzeń. Było dużo przyjemnych momentów. Momentów, za które był wdzięczny. Momentów, które teraz uratowały jej życie. Nie zamierzał jej natomiast dać trzeciej szansy. Nie miał więcej wymówek.

Aoife Cavanagh
33 y/o
For good luck!
167 cm
pani adwokat w Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
My name is Aoife [ee-fa] which means beauty or radiant in Irish Gaelic.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Aoife stała w miejscu, choć jej ciało krzyczało, by uciec. Nie dlatego, że się go bała choć prawdopodobnie powinna, lecz dlatego, że każde jego słowo było jak kolejne uderzenie w miejsca, które przez lata próbowała zabliźnić. Czuła, jak jej wnętrze drży, jakby ktoś rozciągał ją między przeszłością, której nie chciała pamiętać, a teraźniejszością, która bolała równie mocno. Magnus mówił dalej, a ona miała wrażenie, że jego głos odbija się od ścian archiwum, wracając do niej z podwójną siłą.
W jej głowie narastał chaos, nieprzerwany potok myśli, które nie miały już gdzie się pomieścić. Jak on śmie? Jak śmie sprowadzać mnie do roli kłamczuchy, kiedy nie zna nawet ułamka tego, co musiałam przeżyć? Jak śmie mówić o mnie jak o kimś, kto zniszczył jego życie, kiedy nie ma pojęcia, jak wyglądało moje? Jak śmie oceniać moje decyzje, kiedy nie znał nawet jednego dnia mojego strachu? A potemsłysząc jego słowa o tym, że wiedziała, kim jest. To było jak wbicie noża w miejsce, które już dawno było blizną. Nie wiedziała, ale on nie chciał tego usłyszeć. Nie chciał tego przyjąć do wiadomości ani tego zrozumieć. Jej serce biło szybko, jakby próbowało wyrwać się z klatki piersiowej. Czuła gorąco pod skórą, drżenie w dłoniach, napięcie w szczęce. A potem nadeszła jego decyzja. Jego wyrok. Jego chłodne, nieodwołalne „Nie pozostawiasz mi wyboru”.
To było jak koniec. Jak zamknięcie drzwi, które kiedyś były dla niej całym światem. Jak odcięcie ostatniej nici, która łączyła ich w jakikolwiek sposób. Aoife poczuła, jak jej wnętrze zaczyna się rozpadać. Jak wszystkie lata żalu, strachu, samotności i prób odbudowania siebie wracają jak fala, która nie zamierza się zatrzymać. Jak wszystkie chwile, w których próbowała zapomnieć jego twarz, jego głos, jego dotyk, wracają z taką siłą, że prawie ją przewracają. A potem jego ostatnie słowa. „Nie pozwól bym Cię więcej zobaczył.
To było jak pęknięcie. Jak rozdarcie. Jak koniec czegoś, co nigdy nie miało szansy się zacząć. Jej wnętrze krzyczało, choć na zewnątrz była jeszcze w stanie utrzymać pozory kontroli. Ale nie mogła już milczeć. Nie mogła już pozwolić, by jej głos był tylko szeptem. Nie mogła już pozwolić, by jej prawda tonęła pod ciężarem jego oskarżeń. Głos wyrwał się z gardła, drżący, ale mocny, pełen bólu, gniewu, żalu i czegoś, czego nie potrafiła nazwać. -Magnus… nawet teraz nie słyszysz mnie. Nawet teraz nie chcesz mnie usłyszeć ani zobaczyć, że nie wszystko jest czarno-białe. Że nie wszystko jest wyborem. Że nie wszystko jest decyzją...czasem ludzie robią rzeczy, których nienawidzą, bo nie mają innego wyjścia. - Jej myśli pulsowały jak ogień. Dlaczego nie możesz uwierzyć? Dlaczego wszystko musi być dla ciebie kłamstwem? Dlaczego wszystko musi być częścią gry? Dlaczego nie możesz przyjąć, że ktoś mógł cię kochać i jednocześnie być zmuszony do zrobienia czegoś niewyobrażalnego?
- Możesz powtarzać swoje teorie, możesz budować swoje logiczne konstrukcje, możesz analizować każdy szczegół, ale to nie zmieni faktu, że nie wiedziałam, może gdybym wiedziała… nigdy bym tego nie zrobiła.- Jej głos pękł, ale nie osłabł. - Zawalił się świat, w którym żyłam. Zawaliło się wszystko, co znałam. Zawaliło się wszystko, co mogłam zrobić. A ty… ty byłeś jedyną rzeczą, która była prawdziwa.- Jej oddech drżał, ale jej spojrzenie było ostre jak brzytwa.
-Jeśli chcesz mnie nienawidzić , proszę bardzo. Jeśli chcesz mnie ukarać...nie wiem na co czekasz.. Jeśli chcesz mnie wymazać ze swojego życia...radzę zmienić kancelarię prawną. Ale nie mów, że wiedziałam. Nie mów, że miałam wybór...że mogłam po prostu przyjść do ciebie i powiedzieć prawdę. Pewnie i tak byś mi nie uwierzył...- Jej głos stał się miękki, ale pełen bólu.
- Pomyśl o tym że jakkolwiek wszystko się potoczyło, nie pomyślałeś jak udało ci się przeżyć? Że MOŻE TYLKO MOŻE zaryzykowałam życiem swoim i swojej jedynej żyjącej rodziny dla ciebie?? Skoro jesteś takim świetnym zabójcą, nie powinieneś zorientować się w tym wszystkim???- wyrzuciła z siebie z siłą jaką nie pomyślałaby że miała w sobie. Tyle lat noszenia jej smutku, strachu, odrzucenia, bycia rozdartą..w końcu nie wytrzymała. - I nie mów, że nie było między nami niczego. Bo było. I oboje o tym wiemy. - ostatnie słowa, które były jak zamknięcie drzwi, które mogą się nigdy nie otworzyć. Spojrzała ostatni raz na niego po czym wyszła z archiwum do swojego biura.

zt.

Magnus Grimstad
ODPOWIEDZ

Wróć do „Vishwakar, Bradford & Grant Llp”